„Jakie piękne samobójstwo” - R. Ziemkiewicz - recenzja


W swojej najnowszej książce Rafał Ziemkiewicz wyraźnie nawiązuje do wydawniczych hitów autorstwa Piotra Zychowicza („Pakt Ribbentrop-Beck„ i „Obłęd’44„). Główne tezy: alternatywna wizja sojuszu z Hitlerem w 1938 r. oraz bezsensowność powstania warszawskiego i akcji ”Burza”, są takie same. Mimo to trudno zarzucić Ziemkiewiczowi plagiat. Przedstawia on bowiem wspomniane myśli przewodnie w szerszej perspektywie czasowej. Ponadto pisze swoim niepowtarzalnym stylem, bardzo atrakcyjnym dla czytelnika. Używa ostrego języka i barwnych porównań.

ZiemkiewiczSamobójstwo_15_RCel książki

W przeciwieństwie do Zychowicza, autor recenzowanej książki nie skupia się na alternatywnych scenariuszach, chociaż siłą rzeczy nie może od nich uciec. Przede wszystkim stara się ustalić przyczyny zagłady II Rzeczypospolitej, czyli zerwania ciągłości polskiej historii. Stwierdza, że trzeba zadawać trudne pytania i dyskutować, aby zrozumieć przyczyny naszego upadku oraz słabości i „szaleństwa„. To pierwszy i najważniejszy krok do „wyleczenia„, do odzyskania zdrowego rozsądku i zdolności obiektywnej oceny wydarzeń. Jak przekonuje: ”By poprawić współczesność, trzeba przemyśleć raz jeszcze przeszłość”.

Ziemkiewicz deklaruje, że postanowił wyręczyć historyków w tym, w czym jego zdaniem są najsłabsi – w pokazywaniu procesu. Jako zawodowy historyk muszę przyznać mu rację. Zbyt często grzęźniemy w szczegółach i bardzo wąskich tematach, nie ogarniając szerszych zjawisk czy obrazu całej epoki.

Historyczne mity

W pierwszym rozdziale, zatytułowanym „Przeszłość trzeba leczyć„, autor podkreśla olbrzymią rolę polityki historycznej we współczesnym świecie. Jak stwierdza: „Narracja, mit, bajka, polityka historyczna – jakkolwiek to nazwiemy – jest elementem wizerunku państwa, wizerunek przekłada się na wymierne korzyści polityczne„. Zauważa, iż II wojna światowa funkcjonuje w świadomości zbiorowej na świecie w postaci mitów „narodowych„: sowieckiego, amerykańskiego, francuskiego, niemieckiego, żydowskiego etc. Żaden z nich nie jest zgodny z prawdą, zaś polska narracja nie pasuje do żadnej z tych ”bajek”. Dlatego musimy głośno żądać od wszystkich: ”Przestańcie wreszcie kłamać!”

Tymczasem w III RP zamiast profesjonalnej polityki historycznej mamy silny instynkt „niezadrażniania„ i „niekomplikowania„ stosunków z sąsiadami i Żydami. Sufluje się nam ”pedagogikę wstydu”, wyszukiwania za wszelką cenę polskich win wobec innych i ich wyolbrzymiania jak w sprawie Jedwabnego. Zamiast realnej polityki nasze władze prezentują mieszankę uległości i kajania się. Wynika to z typowego dla krajów postkolonialnych syndromu chorobliwie zaniżonej samooceny oraz kompleksu niższości.

Ziemkiewicz dość przekonująco udowadnia, że uważając naszą tragedię i klęskę za świętość „pozostajemy frajerami europejskiej i światowej polityki”. Polacy uciekli w urojenia, że cierpienie nas uszlachetniło. Tymczasem gigantyczny upust krwi i zagłada elit na pewno narodu nie wzmocniły, tylko poważnie osłabiły. Odmawiając dyskusji na temat możliwych alternatyw, jesteśmy bezradni wobec kolejnych prób wykorzystania nas przez mocarstwa w imię obcych interesów.

Geneza klęski

Szukając przyczyn tragedii wojennej, autor cofa się do czasów I Rzeczypospolitej. Wychwala niepowtarzalną cywilizację republikańską, sarmatyzm i demokrację szlachecką, w której władza pochodziła od narodu (szlacheckiego), szanowano prawa obywatelskie i panowała tolerancja religijna. Do upadku politycznego i duchowego w XVIII w. doprowadziła jego zdaniem oligarchia magnacka. Jednak dziedzictwo Rzeczpospolitej szlacheckiej miało duży wpływ na powstanie nowoczesnego narodu polskiego w XIX wieku. Jak zauważył Ziemkiewicz, polskość to przejmowanie przez klasy niższe wzorca szlacheckiego. Negatywnym efektem ubocznym tego procesu był nadmiar szlacheckiej fantazji i niedobór chłopskiego zdrowego rozsądku. Wystąpił wyraźny „deficyt patriarchy” – odpowiedzialności i rozwagi, bardzo widoczny w II RP.

Ważnym punktem rozważań jest także wielka klęska w postaci powstania styczniowego. Autor przypomina tu o potężnym osłabieniu żywiołu polskiego na Kresach, a jednocześnie o licznych Polakach w służbie rosyjskiej, którzy zostali wyrzuceni z podręczników, a bez których nie byłoby Polski. Cytuje Dmowskiego, który stwierdził: „Wybuchały powstania wbrew woli ogromnej większości społeczeństwa, narzucane przez garść, przeważnie młodzieży„. Nawiązuje mocno do idei Dmowskiego, przedstawianych szerzej w „Myślach nowoczesnego endeka„ – pozytywistycznej ”rewolucji nieustającej” i pracy narodowej, przygotowującej Polaków do walki o niepodległość. Bez tego niemożliwe by było późniejsze zwycięstwo w 1920 r.

Niedojrzałe elity

Głównym obiektem krytyki Ziemkiewicza jest rządząca w II RP sanacja. Piętnuje jej niekompetencję i różne ciemne sprawki (np. zabójstwo gen. Zagórskiego). Wbrew pozorom wcale nie idealizuje endecji. Uważa, że młodzi narodowcy, którzy odsunęli „starych endeków”, nie byli żadną sensowną alternatywą.

Rolę „schwartzcharakteru„ odgrywa oczywiście minister spraw zagranicznych Józef Beck, który „coraz bardziej odpływał w mocarstwowe urojenia„ i był ”nadętym głupkiem”. W swojej dyplomacji popełniał kardynalne, wręcz szkolne błędy. Zapytany w styczniu 1939 r. przez Ribbentropa, co Polska zrobi w obliczu wojny niemiecko-francuskiej, odpowiedział, że uderzy wszystkimi posiadanymi siłami na Niemcy. Wbrew pozorom Ziemkiewicz wcale nie mówi, że alternatywą był polsko-niemiecki pochód na Moskwę. Twierdzi tylko, iż należało przyjąć niemieckie warunki i z bronią u nogi czekać co będzie dalej – jak Niemcy ewentualnie wykrwawią się na zachodzie.

Oberwało się również innym politykom sanacyjnym, w tym ubóstwianemu przez wielu historyków wicepremierowi Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu. Według Ziemkiewicza, skrajny monetaryzm Kwiatkowskiego powodował, że w Polsce fabryki broni wykorzystywały swoje moce produkcyjne maksymalnie w 50 proc. Kluczowym problemem był jednak mechanizm awansu i doboru elit rządzących. Wszystko opierało się nie na kwalifikacjach, tylko na protekcji. Efektem były „rządy ludzi niedorosłych do rządzenia” (cytat z Cata-Mackiewicza). Zdaniem autora książki, Piłsudski rządził Polską jak folwarkiem.

Jedną z najtrafniejszych konstatacji Ziemkiewicza jest stwierdzenie, że piłsudczycy nie wyciągnęli wniosków z 1920 roku. Już wtedy przekonali się przecież, że czynnik wdzięczności w polityce międzynarodowej nie istnieje. Nikt nam nie podziękował za uratowanie Europy przed bolszewizmem. Po drugie, poznaliśmy na tyle dobrze naturę bolszewizmu, aby wiedzieć, że Związek Sowiecki w dłuższej perspektywie nie będzie tolerował polskiej niezależności. Tymczasem Beck nie dostrzegał w ogóle zagrożenia ze wschodu. Tan fakt jest zaiste zdumiewający. Ziemkiewicz słusznie stawia trudne i bardzo niewygodne dla nas pytanie – o skalę penetracji polskich władz (sanacyjnych i emigracyjnych) przez sowiecką agenturę, w tym szczególnie szkodliwą agenturę wpływu.

Trudno się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że Beck i Rydz-Śmigły 17 września 1939 r. kompletnie zgłupieli zaskoczeni agresją sowiecką. Okazała się ona dla nich czymś niewyobrażalnym. Rozkaz Rydza: „Z Sowietami nie walczyć” kosztował życie co najmniej kilka tysięcy polskich oficerów. Jeszcze poważniejsze konsekwencje miał brak ogłoszenia stanu wojny z najeźdźcą. To rzeczywiście jedno z najgorszych w skutkach zaniechań w historii Polski.

W książce ostro potraktowano również gen. Sikorskiego, który według jej autora pałał żądzą odwetu na przegranej sanacji, a sam był apodyktyczny, małostkowy i naiwny do granic głupoty. Otaczał się ludźmi podejrzanego autoramentu, a nawet sowieckimi szpiegami. Z punktu widzenia wielkich mocarstw miał jedną zaletę – był uległy wobec nich. Ziemkiewicz zwraca uwagę na niemądre pojęcie stworzone przez Sikorskiego – „kapitał krwi”, czyli po prostu straty ponoszone przez Polaków na wojnie, miał nam dać miejsce przy stole rokowań. Jego następcę – premiera Mikołajczyka określa jako żałosną marionetkę w rękach aliantów.

Takie oceny, choć przejaskrawione, opierają się na faktach. Cytat z Napoleona mówiący o armii lwów dowodzonej przez barany jest niestety w dużej mierze bliski prawdy. Nasi politycy i przywódcy byli zbyt często pozbawieni najniezbędniejszej wiedzy, umiejętności i horyzontów, naiwni i skłonni do szafowania krwią zwykłych Polaków. Sikorski trafił do panteonu polskich bohaterów głównie dzięki tragicznej śmierci w Gibraltarze.

Ziemkiewicz zwraca uwagę na absurdalność naszej sytuacji w latach II wojny światowej, gdy jeden ludobójca był naszym śmiertelnym wrogiem, a drugi „sojusznikiem naszych sojuszników„. Jego zdaniem należało unikać walki z Niemcami (eskalującej represje ze strony okupanta) i skupić się na niszczeniu sowieckiej agentury. Potępiając decyzje o wybuchu powstania warszawskiego i akcję ”Burza”, uznaje on jednak za sensowną walkę prowadzoną po wojnie przez Żołnierzy Wyklętych. Po pierwsze, nie mieli oni po prostu innej alternatywy. Po drugie, nadzieja na konflikt Zachodu ze Związkiem Sowieckim od 1946 r. wydawała się jak najbardziej uzasadniona.

Błędy i uproszczenia

Autor nie ustrzegł się błędów faktograficznych. Zdarzyła mu się na przykład ewidentna pomyłka w chronologii przy okazji omawiania kwestii „ustawienia do pionu nieodmiennie wrogich Polsce Żmudzinów”, czyli wymuszenia na Litwie nawiązania stosunków dyplomatycznych z Polską. Ziemkiewicz łączy ten fakt z aneksją do Niemiec Kłajpedy w marcu 1939 r. W rzeczywistości, polskie ultimatum wobec Kowna miało miejsce rok wcześniej, w marcu 1938 r., i wiązało się z anschlussem Austrii przez Hitlera.

Zasadniczym problemem, rzutującym na ocenę książki przez historyków, jest zbytnie upraszczanie faktów, a także łatwe formułowanie sądów uogólniających. Autorowi brakuje często krytycznego podejścia do relacji i wspomnień. Oceny postaci i całych środowisk (np. sanacyjnych oficerów) są zbyt jednostronne i przejaskrawione. Wynika to oczywiście z publicystycznego i komercyjnego charakteru omawianej publikacji.

Podstawowe tezy, choć mocno kontrowersyjne, mają oparcie w faktach. W kilku momentach autor jednak mocno przesadza, tworząc wręcz fałszywy obraz rzeczywistości. To prawda, że rząd RP w Londynie był z konieczności uzależniony do brytyjskich gospodarzy, lecz postawienie jego „marionetkowego charakteru„ na równi z tzw. rządem lubelskim (PKWN) jest grubym nadużyciem. Takie niesprawiedliwie oceny dotyczą także polityków niepolskich. Autor bardzo dużo uwagi poświęca perfidii i przebiegłości brytyjskiego premiera Churchilla, który jawi się jako główny winowajca dokonanego wespół ze Stalinem podziału Europy. Nastąpiło tu wyraźne zachwianie proporcji i pomniejszenie roli prezydenta USA Roosevelta, najlepszego sojusznika Stalina, będącego pod naiwnym urokiem „wujaszka Joe„. Wielka Brytania w trójce mocarstw miała najmniej do powiedzenia. Ziemkiewicz w ogóle nie wspomniał o sprawie, która przynajmniej częściowo usprawiedliwia Churchilla. Otóż w 1943 r. był on zwolennikiem alianckiego uderzenia w ”miękkie podbrzusze Europy”, tj. desantu na Bałkanach. Pomysł ten, który mógł ochronić kilka państw przed komunizmem i osłabić Sowietów, został zgodnie odrzucony przez Stalina i Roosevelta.

Fałszywe tezy

W książce pojawiają się również tezy, z którymi absolutnie nie można się zgodzić. Autor jest na przykład przekonany, iż federacyjna koncepcja Piłsudskiego była mrzonką, natomiast endecy postąpili bardzo mądrze rezygnując podczas rokowań w Rydze z oferowanych przez Sowietów ziem centralnej Białorusi i wschodniego Podola. Jego zdaniem: „brać tylko te ziemie, które jest szansa spolonizować, stanowiło postawę rozsądną i oczywistą„. Czyżby Ziemkiewicz nie wiedział, że spolonizowanie Białorusinów i Ukraińców było właśnie totalną mrzonką. Rezygnacja z przyjęcia Mińska i okolic oznaczała zaś wydanie na pastwę losu kilkaset tysięcy tamtejszych Polaków (barwie przedstawionych w książce Floriana Czarnyszewicza ”Nadberezyńcy”). Ponadto umożliwiło bolszewikom utworzenie Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej i wykorzystanie jej w celach polityczno-propagandowych. Obecność tych terenów w granicach II Rzeczypospolitej wpłynęłaby korzystnie na stan świadomości narodowej Białorusinów, poważnie osłabiając wpływy rosyjskie. Należy także pamiętać o względach strategicznych – łatwej do obrony granicy na bagnach berezyńskich.

W kontekście całego wywodu Ziemkiewicza na temat konieczności przeciwstawienia się Sowietom, zupełnie niezrozumiała jest sugestia, iż w 1943 r. należało w imię „mniejszego zła” zacisnąć zęby i przytakiwać stalinowskiej propagandzie, że zbrodni katyńskiej dokonali Niemcy. Autor nie wyjaśnia jednak co taka postawa by nam dała. Trudno tu dostrzec jakieś wymierne korzyści.

Konkluzje

Pomimo wskazanych potknięć, należy stwierdzić, iż Ziemkiewicz opiera swoje analizy na gruntownej lekturze licznych opracowań naukowych oraz pamiętników i wspomnień. Przytacza mało znane, nawet zawodowym historykom, fakty. Np. kto pamięta, że w 1938 r. Polska Marynarka Wojenna ogłosiła przetarg na nowe wodnosamoloty bombowo-torpedowe. Do przetargu zgłosiła się ze swoim najnowocześniejszym modelem niemiecka firma Arado. Nasuwa się banalne pytanie: czy Niemcy dozbrajaliby armię, z którą zamierzają stoczyć wojnę?

Abstrahując od licznych uproszczeń i przejaskrawień, większość spostrzeżeń autora książki można uznać za trafne i uzasadnione. Jego główne przesłanie, że Polska popełniła samobójstwo w interesie Anglii, Francji, Sowietów i USA, zostało rzetelnie i logicznie poparte argumentami faktograficznymi.

Ziemkiewicz niejako trawestując słynne przemówienie Becka o honorze, stwierdza, iż „jedyną rzeczą bezcenną w życiu narodów jest biologiczne przetrwanie„. To jasno sformułowana doktryna twardego realizmu. Zdanie: ”sami Polacy zgubili niepodległą Polskę”, brzmi jak poważne ostrzeżenie. Na końcu swoich rozważań wskazuje wprost na analogie między II i III Rzeczpospolitą, podkreślając wewnętrzne skłócenie i niezdolność do wyłonienia odpowiedzialnej elity politycznej.
Z pewnością zostanie oskarżony o służenie złej sprawie, tj. dostarczanie argumentów środowiskom antypatriotycznym. Jego zdaniem wyciąganie wniosków z błędów przeszłości ma jednak pozwolić na uniknięcie ich w przyszłości. Na zarzut szargania dobrego imienia bohaterów wojny, odpowiada: „pamięć ojców czcijmy, ale przykładu z nich nie bierzmy”.
Podstawowy pożytek z recenzowanej książki to pobudzenie realnej debaty na temat naszej historii. Wciąż mamy zbyt wielu wyznawców wiary, że wszystko co się stało, stać się musiało i nie istniały żadne alternatywy.

Plus minus:
Na plus:
+temat książki
+atrakcyjny styl
+szerokie ujęcie problemu
+logiczna argumentacja
Na minus:
-uproszczenia i przejaskrawienia
-błędy faktograficzne

Tytuł: Jakie piękne samobójstwo?
Autor: Rafał A. Ziemkiewicz
Wydawnictwo: Fabryka Słów , Maj 2014
ISBN: 978-83-7574-105-6
Liczba stron: 400
Oprawa: twarda
Ocena recenzenta: 8/10

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

26 komentarzy

  1. Sebastian Pawlina napisał(a):

    „Jego zdaniem należało unikać walki z Niemcami (eskalującej represje ze strony okupanta) i skupić się na niszczeniu sowieckiej agentury”.

    Czy Ziemkiewicz jakoś udowadnia to, że podjęcie zdecydowanej walki z Niemcami faktycznie wpłynęło w sposób zauważalny na nasilenie represji z ich strony, czy ograniczył się do prostego związku między akcjami podziemia a zbrodniami? Temat jest szalenie ważny, a nie kojarzę, aby od czasu szkiców Tomasza Strzembosza ktoś się nad tym pochylał i analizował jakoś poważniej zależności między walką a zbrodniami.

    • Sektor van Skijlen napisał(a):

      Podobno Hitler jak usłyszał, że Beck odrzucił proponowane przez niego warunki, wpadł we wściekłość. Niektórzy twierdzą, że Beck w ten sposób rozsypał mu cały plan, który zakładał wciągnięcie Polski do walki przeciwko Sowietom.

      Oczywiście Hitler jak już Sowietów miałby z głowy, Polsce by nie odpuścił, co do tego nikt się nie łudzi. Ale wtedy byłaby już walka z Niemcacmi z zupełnie innej pozycji.

  2. Jan napisał(a):

    Taka propagandowa recenzja, gdzie jej autor jest generalnie za książką, ale, by urealnić rzeczywistość, dodaje kilka aspektów negatywnych dzieła

    • Awangarda napisał(a):

      Opcji ze recenzentowi książka sie podobala nie zakladasz?

    • miro napisał(a):

      Recenznent pisz to, co myśli. Nikt mu za to nie płaci!

    • Marcin napisał(a):

      Uważasz ze recenzent musi miec z marszu złą opinię o książce bo inaczej jest propagandowa. Napisz po prostu, ze nie zgadzasz sie z treściami tam zawartymi (z takich czy innych powodów/przekonań), tak więc oczekujesz recenzji tylko i wyłącznie negatywnych.

  3. Morel napisał(a):

    Za Ziemkiewiczem średnio przepadam. Nie wiem czy kupię książkę, ale na pewno ją przeczytam, by podyskutować o przeszłości, którą zakłamujemy by pielęgnować wspaniałe mity. Zastanawiam się nad sensem od brązowania historii. Przeczytam, wypowiem się.

  4. Narodowiec napisał(a):

    Argumenty przeciwko są opiniami autora... ale poza tym całkiem dobra recenzja. Książek Ziemkiewicza się nie czyta, ale zjada jak ciepłe bułeczki z miodem.

  5. Piotrek napisał(a):

    Ziemkiewicza można lubić albo nienawidzić. Jedno z dwojga. Podobnie jak z opiniami jakie wyraża. Mie można mu zarzucić jednego - inteligencji i braku wiedzy.
    W kwestii opinii o tym jak „mundra” była sanacja, kilku innych rzeczy (m.in. Katynia) można i trzeba się zgodzić. Polityka bowiem nie polega na wymachiwaniu szabelką, ale na tym by osiągnąć pewne cele.
    Mała uwaga - stety albo nie, w kwestii narodowości tzw. polskiej na Białorusi czy Ukrainie Ziemkiewicz ma masę racji. Tutejsi jak ich często się określa, w plebiscytach byli wciągani poprzez pytanie: „a mówisz po polsku”? Mówię - do Polaków, Rosjan czy dowolnej innej nacji. Taka karma.

  6. Komar napisał(a):

    Autor recenzji krytykuje Ziemkiewicza za pominięcie pomysłu Churchilla desantu na Bałkanach i jawi się jako entuzjasta tego pomysłu, pisząc: „Pomysł ten, który mógł ochronić kilka państw przed komunizmem i osłabić Sowietów,...”.
    Uderzenie na Bałkany mogło faktycznie ochronić przed komunizmem takie państwa, jak Bułgaria, Albania czy Jugosławia. Ale nie uchroniłoby przed komunizmem takich państw jak Holandia, Belgia czy Francja. Ponieważ zanim armie aliantów przebiłyby się przez kolejne niemieckie linie obronne na kolejnych masywach górskich przecinających Bałkany, to Armia Czerwona zdążyłaby wkroczyć do Paryża. Wystarczy przypomnieć, że linia Gustawa we Włoszech zatrzymała aliantów na pół roku, a do końca wojny - do maja 1945 roku - alianci nie zdołali zająć całych Włoch. Góry na Bałkanach są jakby trochę potężniejsze, niż we Włoszech i dają jeszcze lepsze możliwości obrony.

    • miro napisał(a):

      Żeby dojść do Paryża, Armia Czerwona musiałaby przejść przez Niemcy, a tu Hilter brobiłby sie doi upadłego. Przypomnę, że w 1945 r. Nimecy łatwo oddawali teren w zachodniej części swojego kraju, a zawzięcie brobili się na wschodzie.
      Z tego powodu uważam także, iż Powstanie Warszawskie nie uchroniło (jak chcą niektórzy) zachodnich Niemiec przed komunizmem.
      Tym bardziej nie groziło to Paryżowi, który Niemcy pewnie oddaliby bez walki aliantom. Wszystkie siły musieliby skupić na obronie Heimatu.

  7. Komar napisał(a):

    Niemcy bronili się do upadłego na każdej linii obronnej. Ale jaka była skuteczność tej obrony?
    W czerwcu 1944 zaczęła się na Białorusi operacja „Bagration”. W lipcu Armia Czerwona stanęła nad Wisłą.
    12 stycznia 1945 ruszyła ofensywa znad Wisły. Pod koniec stycznia dotarła do Odry.
    15 kwietnia zaczęła się operacja berlińska. 2 maja Berlin był już zdobyty.
    Jeśli chodzi o uderzenie na Bałkany: na mapie wszystko jest płaskie. Ale w rzeczywistości to jest jedno pasmo górskie za drugim. A po przejściu Bałkanów armie alianckie trafiłyby na łuk Karpat, który trzeba byłoby znowu forsować, albo obejść. A manewr obejścia Karpat od wschodu wyprowadzałby wojska aliantów na stepy Ukrainy, czyli... na tyły Armii Czerwonej, walczącej już daleko na zachodzie.
    A jak Niemcy mieliby oddać Paryż aliantom, skoro desant na Bałkanach miał być alternatywą dla inwazji w Normandii?

    • Piotrek napisał(a):

      Do tego jeszcze jedna uwaga: a co z zaopatrzeniem kiedy nad potokami jest po kilka mostów. Moja propozycja: zrzucić kilku spadochroniarzy, albo wysłać pod osłoną nocy kilka Ju i „powodzenia” w zabawie...
      Bałkany to jedynie rojenia Churchilla...

      • miro napisał(a):

        Przede wszystkim Niemcy dla ratowania Berlina zabraliby swoje wojska z Francji, więc dodtakowy desant tamże nie byłby wielkim problemem. Przypomnę, że oprócz Normandii był też desant w okolicach Marsylii, który nie napotkał na żaden opór.
        Na Bałkanach nie trzeba było wszystkieog mozolnie zdobywać, bo Bułgaria, Rumunia i Węgry chciały zmienić front i przejść na stronę aliantów.
        Duże obszary Albanii, Grecji i Jugosławii znajdowały sie natomiast w rękach partyzantów.
        Chodziło wiec o szybką, dobrze zaplanowaną operację.
        Nie wykluczała ona późniejszego desantu we Francji.

        • Piotrek napisał(a):

          Były czy nie, nie w tym rzecz - problem w tym, że tak naprawdę trzeba to jakoś przewieźć. A jak zawalę dwa tunele i trzy mosty - to można sobie wyobrazić, że w zasadzie zaopatrzenie zniknie i co wtedy, życzę powodzenia...

  8. Igor napisał(a):

    [Książki Ziemkiewicza nie czytałem, więc będę się odnosił tylko do recenzji.]

    „czy Niemcy dozbrajaliby armię”

    To było gdzieś w połowie 1938, do tego dla formacji, która nie mogła mieć żadnego praktycznego znaczenia w ewentualnej wojnie polsko-niemieckiej. Doszukiwanie się deklaracji politycznej w tej ofercie jest cokolwiek przesadzone, tym bardziej w kontekście wydarzeń z 1939.

    „brak ogłoszenia stanu wojny z najeźdźcą.”

    A co by to niby miało dać? Francja i Anglia, wściekłe na Polskę, że odrzuciła możliwość jakiegokolwiek antyniemieckiego porozumienia z Sowietami nagle by też wypowiedziały im wojnę? Bez jaj.

    Po 22 VI 1941 też by to niewiele zmieniło, a jeśli to na niekorzyść. Anglicy kazaliby polskiemu rządowi natychmiast się z deklaracji wojny wycofać i tyle. A w razie odmowy by wyrzucili polski rząd z Anglii i przestali się nim zajmować.

    „uderzy wszystkimi posiadanymi siłami na Niemcy”

    Beck oczywiście był głupkiem i popełniał masę błędów, ale akurat tu chyba nie miał wyjścia. Jasne danie Niemcom do zrozumienia, że Polska uważa sojusz z Francją za martwy byłoby zaproszeniem do zaostrzenia, nie złagodzenia żądań.

    „należało przyjąć niemieckie warunki”

    Jasne. Jakby Beck przyjął niemieckie warunki, to potem w wersji hard byłoby buzi-buzi i razem na Moskwę, w wersji soft stanie z bronią u nogi. Głupota tej coraz częściej powtarzanej przez prawicowych „historyków” tezy wręcz poraża.

    Przyjęcie żądań Hitlera zawsze oznaczało następne żądania Hitlera. Jakby Polska zgodziła się na aneksję Gdańska i autostradę to nie byłoby ani buzi, ani stania z bronią przy nodze tylko żądanie przekazania Śląska. A potem Łodzi. A w końcu, jak w Czechach, okupacji.

    Polski rząd w 1938 mógł sobie jeszcze z tego nie zdawać sprawy, więc gdyby te żądania przyjął nie potępiałbym. Co innego jednak pisać w 2014, że powinien był je przyjąć, to już czysta głupota.

    Pojawia się jeszcze czasem argument, że przyjmując niemieckie żądania ocalilibyśmy Żydów. Być może gdyby ocalało jakieś marionetkowe państwo polskie na skrawku terytorium II RP, przeżyłoby ich więcej. Być może, tylko że Hitler nie planował długotrwałego istnienia zależnej Polski, a w 1938 nikomu się jeszcze Holocaust nie śnił, pierwszy raz żadania niemieckie przyszły jeszcze przed Nocą Kryształową.

    • benek napisał(a):

      Przyjęcie żądań Hitlera zawsze oznaczało następne żądania Hitlera. Jakby Polska zgodziła się na aneksję Gdańska i autostradę to nie byłoby ani buzi, ani stania z bronią przy nodze tylko żądanie przekazania Śląska. A potem Łodzi. A w końcu, jak w Czechach, okupacji.

      ...ALBO JAK W AUSTRII
      NO I CO ŹLE NA TYM WYSZLI !!!???

    • marek napisał(a):

      „A co by to niby miało dać? Francja i Anglia, wściekłe na Polskę, że odrzuciła możliwość jakiegokolwiek antyniemieckiego porozumienia z Sowietami nagle by też wypowiedziały im wojnę? Bez jaj.

      Po 22 VI 1941 też by to niewiele zmieniło, a jeśli to na niekorzyść. Anglicy kazaliby polskiemu rządowi natychmiast się z deklaracji wojny wycofać i tyle. A w razie odmowy by wyrzucili polski rząd z Anglii i przestali się nim zajmować.”

      Dałoby chociaż to że polscy żołnierze uznani byliby za jeńców wojennych....

      • Igor napisał(a):

        „Dałoby chociaż to że polscy żołnierze uznani byliby za jeńców wojennych....”

        Aha, a jeniec wojenny to jest jakoś odporny na strzał w tył głowy?

    • m napisał(a):

      Igor: Przyjęcie żądań Hitlera zawsze oznaczało następne żądania Hitlera. Jakby Polska zgodziła się na aneksję Gdańska i autostradę to nie byłoby ani buzi, ani stania z bronią przy nodze tylko żądanie przekazania Śląska. A potem Łodzi. A w końcu, jak w Czechach, okupacji.

      - z tym sie nie mozna zgodzic. Wladz Czech Hitler nie zapraszal do siebie. Nie balowali i nie snuli zbrojnych planow razem. Hitler chcial miec korytarz na wschod.

      Albo inaczej teza, ze nic sie nie dalo zrobic jest zwyczajnie debilna. To brzydkie slowo ale prawdziwe. Oddalibysmy Gdansk i pozniej zarzadalby wiecej? Mozliwe. Ale jesli dzieki temu nie zniszczono by xx miast, i zabito milionow polakow na czele z intelektualistami i oficerami to chyba bylo by warto?
      Po za tym to sa gdybania. Zle i dobre. Fakt jest taki. Jakby Polska ie zrobila jak zrobila Hitler walnalby na Francje. A to juz zmienia postac paru rzeczy. Zaleznie od oporu Francji i pomocy od strony Anglii Polska mogla by kombinowac atak na niego w plecy. Albo czekac i sie zbroic. Zawsze bylo by x samolotow, czolgow, ciezkiej broni i samych zolnierzy wiecej. A takze wiecej planow. Jesli nie zwyczajnie bysmy w tej wojnie przynajmniej do tego czasu udzialu nie brali a to juz kolejne za. Duzo prawdy maja historycy gdy mowia ze Francja poddala sie tak latwo dlatego tez ze byla przerazona kleska Polski. Nie mowie ze biliby sie jak my, ale nie poddali by sie tak szybko co by oznaczalo, ze Polska troche tego czasu by miala. A Niemcy nieco zmeczeni i ze stratami by byli.

  9. Piotrek napisał(a):

    Uff....
    tak naprawdę problemem było to, że u siebie w Polsce mieliśmy dość silny antysemityzm, u Niemców te wysoki zaczęły się od ’33 r., ze po śmierci Piłsudskiego sanacja była głupsza jak ustawa nakazuje a i deczko wcześniej różnie z tą polityką bywało. Do stycznia ’39 popieraliśmy Niemców chyba we wszystkim co się dało.
    Tak Niemcy przed zajęciem Czechosłowacji byli ze zbrojeniami słabsi, tak mogliśmy do Monachium bardzo dużo. Ale byliśmy razem z Niemcami. Czy potem mieliśmy jakiś wybór - nie. Ani my mocni, ani słabi, akurat tyle by sprawić nieco kłopoty ale nie przeszkodzić.
    Takie prawicowe pisaniny zmuszają do myślenia i wyjścia z zakrętego kręgu: piękna i niewinna jak lelija Polska została zaatakowana podstępnie przez utuczonego nie wiadomo jak i kiedy niemieckiego lisa przy wsparciu radzieckiego miśka. A my jak ta lelija cnotliwa panienka nie wiedzieliśmy nic czemu ta się dzieje... Pierwsza naiwna.

    • Paweł napisał(a):

      Szczególnie lubią tego typu obrazy malować wszelcy pseudointeligenci postpeeerelowscy. Akurat wybierając politykę sojuszu z Francją i Wielką Brytanią, władze polskie wiedziały co się święci, a jeśli chodzi o politykę do stycznia 39′, wspólność interesów na pewnych płaszczyznach i tak nie doprowadziła do jakiegoś paktu na zasadzie podziału czyjegoś kraju z ramię w ramię Niemcami, jak może nie wiesz, Polska w Monachium nie była obecna, a Zaolzie wbrew Twym wyobrażeniem zsotało przejęte na mocy umowy nie z Niemcami, tylko z zainteresowanymi bezpośrednio, tj. Czechosłowacją.

  10. gerwazy napisał(a):

    Wolimy widzieć siebie jako naród bogoojczyźniany, jedyny nieskalany, ale przydaje się takie spojrzenie na samych siebie z perspektywy Ziemkiewicza , mimo że ostro bije ono nas po plecach

  11. Kondeusz napisał(a):

    W gdybaniach publicystów, Zychowicza i Ziemkiewicza ujawnia się brak wiedzy historycznej i załączanie zwykłych fantazji podawanych za fakty. Szczytem wszystkiego jest u Zychowicza order ORła Białego dla Goeringa a u Ziemkiewicza rzekoma zapowiedź Becka zaatakowania Niemiec skierowana do Ribbentropa.
    Beck był wprawdzie wówczas ciągle pijany (vide zdjęcia zrobione podczas rozmów, również publikacje Choińskiego), ale nic takiego nie powiedział.
    Gdyby coś podobnego wyszło z ust polskiego ministra, Hitler nie posłałby do Polski kolejnych negocjaTORÓW (Himmlera i Ciano) i sielanka by się zakończyła natychmiast, a nie 3 kwietnia. Po co wkładać tyle pracy w napisanie jakiejś książki i załączać plotki z brukowych gazeT jako fakty?

    • Artur do Kondeusza napisał(a):

      Publicyści piszą swoje dzieła na podstawie opracowań naukowców, a ci w sprawach genezy II Wojny Światowej kłamią. Kogo więc tu winić?
      Obejrzyjcie kapitalną debatę w TVP Historia - Polityka Ministra Becka.
      A to dopiero wierzchołek góry lodowej.

  12. Tadeusz napisał(a):

    Rafał Ziemkiewicz ma w sobie coś z ministra Becka.Na 180 str strzelił byka. Polskie towary nie musiały iść przez Gdańsk. Mieliśmy od 1930 r magistralę węglową z Maksymilianowi przez Kościerzynę do Gdyni.

Zostaw własny komentarz