„Książę Jeremi Wiśniowiecki” - R. Romański - recenzja


Jeremi Wiśniowiecki na pewno jest jedną z najsłynniejszych polskich postaci historycznych XVII wieku, głównie za sprawą powieści Henryka Sienkiewicza Ogniem i mieczem, zwłaszcza jeśli chodzi o współczesnych czytelników. Osoba „kniazia na Łubniach” pojawia się częściej lub rzadziej praktycznie w każdej pracy dotyczącej powstania Chmielnickiego, gdzie Jarema najbardziej objawił swój talent wojskowy. Romuald Romański, twórca kilku książek na temat walk z Kozakami (Beresteczko 1651KozaczyznaWojny kozackie) podjął próbę napisania biografii słynnego księcia Jeremiego.

Pierwsza rzecz, jaka rzuca się w oczy to mocno gawędziarski styl autora, który objawia się m.in. w licznych nawiązaniach do dzisiejszej rzeczywistości i dość „luzackich” porównań oraz metafor. Ciężko uznać to za negatywną cechę pracy, skoro sam Romański przyznaje, że:

Nie będzie to, broń Boże, praca naukowa, włożona w twardy gorset udokumentowanych i uzbrojonych w przypisy oraz odnośniki prawd (str. 9).

Nie można mieć pretensji do autora o to, że napisał książkę przede wszystkim dla mniej zorientowanych czytelników. Podobnież, niekoniecznie trzeba mieć do niego pretensje w sprawie przypisów (które, dla mniej wymagającego czytelnika, stanowią czasem uciążliwy dodatek), choć te mogłyby wyjaśnić kilka nieścisłości, jakie przytrafiły się w pracy. Natomiast zupełnie karygodną cechą jest niezamieszczenie bibliografii.

Chyba błędem autora jest opis życia Jaremy wg schematu zagadnieniowego, a nie chronologicznego, tzn. każdy rozdział dotyczy różnych aspektów działań Wiśniowieckiego (polityki, dowodzenia, zarządzania posiadłościami itd.). Przez to czytelnik może poczuć się zagubiony, bo czasami treść poszczególnych części pracy się mieszają, co powoduje, że wydarzenia z 1648 r. są opisane w kilku rozdziałach, bynajmniej nie chronologicznie, bo autor oddzielnie dywaguje w sprawach politycznych i oddzielnie w sprawach wojskowych odnośnie powstania Chmielnickiego. To z kolei skutkuje niewygodą w czytaniu.

Romański rozpoczyna swoją pracę od rozmyślań na temat pochodzenia Wiśniowieckich (str. 11-14). Przy tym dotyka sprawy wywodzenia się rodu Jaremy od dynastii Jagiellonów, co podsumowuje zdaniem:

Nie wdając się głębiej w rozważania heraldyczne, warto jednak zauważyć, że wątpliwości, co do pochodzenia książąt na Wiśniowcu, pojawiły się dopiero w drugiej połowie XIX w., a więc wówczas, gdy ród ten dawno już wygasł. Wcześniej natomiast nikt nigdy nie kwestionował jagiellońskich korzeni rodu Wiśniowieckich, a to pozwala chyba i nam przyjąć, że był on gałęzią wyrastającą z potężnego i wielce szacownego pnia.

Dodajmy, że na takiej samej zasadzie Romański różnorakie mniemania wielu szlachciców i magnatów, twierdzących, że wywodzą się od Rzymian lub innych słynnych ludów.

Dalej następuje przedstawienie historii rodu Wiśniowieckich, a w tym także opisanie „awantury moskiewskiej” (str. 19-37). Takie szerokie dygresje Romański uczyni jeszcze kilkakrotnie, to, że część z nich (np. dywagacje w sprawie kolegiów jezuickich na str. 70-73) znalazła się w pracy o takim tytule, jest słabo uzasadnione.

Następnie, autor przedstawia pierwsze lata życia Jaremy (str. 39-67). W międzyczasie autor po raz kolejny dotyka wydarzeń politycznych dziejących się na przełomie XVI i XVII w. Raczej przesadza z nazwaniem Zygmunta III Wazy „ultrakatolickim królem” (str. 41), bowiem brakuje nam dowodów na jakąś ściślejszą antyprotestancką działalność władcy, więcej nawet – posiadamy dowody na to, że król był chwalony za swoją opiekę nad protestantami (np. sprawa Krystyny Kęstortowej1 ) i prawosławnymi (np. podziękowanie złożone królowi przez patriarchę Cyryla w 1631 r.2 )3 ). Opinia, iż król powinien całkowicie oficjalnie poprzeć Dymitra Samozwańca (str. 44) jest wyrażona bez uwzględnienia reszty czynników, jakie na uwadze mieli polscy dygnitarze kierujący polityką Rzeczypospolitej. Ci nie mogli zapomnieć o trwającej wojnie ze Szwecją, zaostrzającej się sytuacji wewnętrznej i ciągłym najazdom tatarskim.

Później, Romański opisuje kolejne lata życia Wiśniowieckiego, dotyka kwestii jego „zadnieprzańskiego państwa” (str. 91-143), przy tym rozpatrując m.in. sprawę przynależności Hadziacza. Sporo miejsca autor poświęcił na opisywanie politykowania Jaremy (str. 143-241) i określenie jego udziału w takich sprawach jak spór o tytuły książęce, czy udział w elekcji 1648 roku.

Od tego momentu, autor skupia się już wyłącznie na działalności wojskowej Jeremiego, począwszy od jego walk w trakcie wojny smoleńskiej (1632-1634) do śmierci kniazia pod Pawołoczą w 1651 r.

Niestety, również te fragmenty książki nie są wolne od prostych błędów i nieścisłości. Autor nazywa Albrychta Radziwiłła kanclerzem koronnym (str. 115), pisze o bitwie pod Konstantynowem, że była trzydniowa, jednocześnie zaznaczając, że toczyła się w dniach 26-27 lipca 1648 r. (str. 291), w końcu pisze, że maszerując do Zbaraża z 1,5 tys. żołnierzy, Jarema w Szymkowcach wzmocnił swoje siły trzykrotnie (str. 315), a przecież sam dodaje, że podwyższył swój stan liczebny do 3 tys. ludzi.

Romański ma wyraźne problemy z przedstawieniem ludności Rzeczypospolitej. Raz pisze, że wynosiła ona najwyżej 6 mln mieszkańców (str. 56), potem przeczy sam sobie twierdząc, że ludność Rzeczypospolitej wynosiła 7-9 mln, odliczywszy od tego Ukrainę, liczącą 3-3,5 mln ludzi (s. 193). O ile pierwsza liczba jest zdecydowanie zaniżona, to druga (zakładając, że autorowi chodziło o określenie ludności na 10-12,5 mln osób) mniej więcej trafna, choć nie wiadomo czy „mniej czy więcej”.

Wielkie wątpliwości mogą budzić opinie Romualda Romańskiego na temat pierwszych trzech lat powstania Chmielnickiego (1648-1651).

Ciężko uznać Mikołaja Potockiego za „miernego wodza”, na dodatek człowieka, który „miał poważny problem z alkoholem” (str. 162-163). Najpoważniejszym sukcesem hetmana wielkiego koronnego było zwycięstwo pod Kumejkami (1637 r.) gdzie rozerwał kozacki tabor, przez co tę bitwę można śmiało uznać za największe, obok Beresteczka, zwycięstwo polskich wojsk w walce z oddziałami zaporoskimi. Dopiero, wraz z późniejszymi latami, Potocki zaczął działać mniej skutecznie, choć, jeśli chodzi o działania w 1648 r., to część jego decyzji była przynajmniej w pewnym sensie uzasadniona (o czym niżej). Podobną drogę (którą można by nazwać „od bohatera do zera”) przeszedł zresztą Stanisław Żółkiewski - wielki zwycięzca spod Kłuszyna (1610 r.) i wielki przegrany spod Cecory (1620 r.), gdzie popełnił niemałą masę błędów, a mimo to na próżno szukać jakichś jednoznacznie krytycznych głosów przeciwko temu hetmanowi4.

Co do alkoholowej choroby Potockiego, warto wspomnieć o tym, że spora część naocznych świadków/uczestników bitwy pod Korsuniem (gdzie Potocki miał w całej krasie objawić swoje trunkowe zamiłowania) nie wspomina o takich praktykach hetmana5.

Oceniając początek działań Kozaków pod dowództwem Chmielnickiego i wojsk koronnych pod wodzą Mikołaja Potockiego i Marcina Kalinowskiego (hetmana polnego koronnego), autor uważa, że ci drudzy zaniedbali możliwość wykorzystania pomocy Rosji, z którą od 1647 r. Rzeczpospolitą łączył sojusz antytatarski (str. 296). Nie można jednak zapomnieć, że przymierze nie obowiązywało w przypadku walk z Kozakami, a i tak Rosjanie byliby zobowiązani do pomocy Polakom w razie wkroczenia Tatarów na lewobrzeżną Ukrainę6.

Kilka stron później (str. 197) R. Romański stara się odpowiedzieć na pytanie, czy sojusz z Tatarami był realny. Ostatecznie, uznaje takie rozwiązanie za realne i mogące pomóc w zlikwidowaniu problemu kozackiego.

Trzeba przyznać, że taka interpretacja jest - bądź co bądź - dość ciekawa. Należałoby jednak uznać, że samo dążenie do sojuszu z wrogami przeciwko własnej ludności było chybione. Szlachta poczytałaby taki krok za hańbiący, a więcej niż pewne, że rozochoceni Tatarzy zaczęliby rozpuszczać swoje zagony dalej niż po bezludnych obszarach Ukrainy.

Nie wiadomo skąd autor wysunął twierdzenie o tym, że Wiśniowiecki uważał Kozaków za wrogów groźniejszych od Tatarów (str. 197). Przecież godził się na współpracę z nimi w latach wojny smoleńskiej i kampanii ochmatowskiej (1644 r.). Faktem jest, że w latach zrywu Chmielnickiego, jednoznacznie dążył do zmiażdżenia go, co jednak należy uznać raczej nie za objaw jego wrodzonej wrogości wobec Zaporożców, a raczej kierunek polityki Rzeczypospolitej, który uznał za właściwy.

Niewyjaśniona pozostaje kwestia tego, czy Potocki zlekceważył bunt. Romański uważa, że tak (str. 278). Faktem jednak pozostaje to, że hetman starał się o wsparcie wojskowe ze strony „królewiąt”7, co pozwala stwierdzić, że Potocki nie był aż tak przekonany o pewności sukcesu, jak mogłoby się wydawać.

Na s. 279 autor uważa, że Potocki „nie życzył sobie współpracy z Jeremim Wiśniowieckim„. Jest to opinia przesadzona. Być może faktycznie Potocki ”nie chciał dzielić się sukcesem z rywalem”, ale wiadome jest, że nakazał Jaremie zorganizowanie obrony Zadnieprza8.

Zdecydowanie Romański przesadził szacując oddziały kozacko-tatarskie pod Piławcami (1648 r.) na 70-80 tys. ludzi. Generalnie, liczebność oddziałów Bohdana Chmielnickiego była zbliżona do liczby polskich chorągwi (ok. 30-35 tys. żołnierzy)9.

Podobnież zawyżono liczbę sił kozacko-tatarskich pod Zbarażem, którą Romański ustalił na 300 tys. żołnierzy (str. 317). Chan nie mógł przyprowadzić więcej niż 40 tys. żołnierzy10 , zaś łączna liczba Kozaków i ukraińskiej czerni nie mogła (ze względu na szeroki teatr działań wojsk hetmana zaporoskiego) przekroczyć prawdopodobnie ok. 80 tys. ludzi. A więc, armia Chmielnickiego i chana Gireja nie przekraczała liczby 120-150 tysięcy11.

Szkoda, że przy opisie oblężenia Zbaraża Romański poprzestał na wyliczeniu sił i szturmów (z czego, opisał tylko te pierwsze) oraz określeniu jakości obydwu wojsk.

Ikonografia jest na przyzwoitym poziomie, jednak zamieszczenie ilustracji obozu zbaraskiego i planu bitwy pod Beresteczkiem to chyba zbyt mało dla określenia wojskowej działalności księcia.

Ocena tej pozycji jest niewątpliwie trudna. Z jednej strony mamy do czynienia z pracą pisaną przez autora obdarzonego lekkim piórem, dzięki czemu czytanie i poznawanie dziejów kniazia Jaremy staje się przyjemne. Z drugiej strony książka zawiera niemałe ilości pomyłek i nie jest wolna od dyskusyjnych opinii.

Komu należałoby polecić tę książkę? Przede wszystkim tym, którzy Jaremę znają jedynie z kart Ogniem i mieczem. Wobec absencji biografii księcia autorstwa Jana Widackiego, jest to dla nich chyba jedyne wyjście. Muszą jednak uważać na wspomniane niedogodności pracy.

Dopiero w następnej kolejności, praca jest przeznaczona dla typowych historyków, szukających typowo naukowych dywagacji, tez i ocen. Te trzy rzeczy występują, ale są podane raczej w niezbyt naukowej oprawie.

Tytuł: Książę Jeremi Wiśniowiecki
Autor: Romuald Romański
Wydawca: Bellona
Data wydania: 2009
Liczba stron: 344
Cena: ok. 35 zł
Ocena recenzenta: 5/10

  1. U. Augustyniak, Kontrreformacja, (w:) Rzeczpospolita szlachecka, red. M. Derwich, Warszawa - Wrocław 2003, s. 27; H. Wisner, Najjaśniejsza Rzeczpospolita, Warszawa 2001, str. 97-98. []
  2. Tenże, Zygmunt III Waza, Warszawa 2006, str. 139. []
  3. Zob. m.in. tamże, str. 136-139, 236-237. []
  4. Praktycznie każdy z biografistów Żółkiewskiego (m.in. Jerzy Besala, Leszek Podhorodecki, Jan Ludwik Popławski, Antoni Prochaska) jest mniej lub bardziej pozytywnie ustosunkowany do tej postaci. []
  5. A. Borowiak, Kilka słów o książce Romualda Romańskiego: Wojny kozackie, Warszawa 2005, (w:)Studia historyczno-wojskowe, t. 2 – za rok 2007, red. K. Bobiatyński, P. Gawron, M. Nagielski, Zabrze 2008, str. 295. []
  6. Tamże, str. 295-296. []
  7. Tamże, str. 297. []
  8. Tamże, str. 289. []
  9. Mała encyklopedia wojskowa, t. 2, red. J. Urbanowicz, Warszawa 1970, str. 618. []
  10. D. Skorupa, Stosunki polsko-tatarskie 1595-1623, Warszawa 2004, str. 34-40. []
  11. T. Chynczewska-Hennel, Powstanie Chmielnickiego, (w:) Rzeczpospolita, red. Derwich, str. 70; J. Kaczmarczyk, Bohdan Chmielnicki, Wrocław 1988, s. 102; Mała encyklopedia wojskowa, t. 3, red. J. Urbanowicz, Warszawa 1971, str. 605; Z. Wójcik, Jan Kazimierz Waza, Wrocław 1997, str. 66. []


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz