Udział polskiej artylerii w bitwie pod Wiedniem roku 1683


„Wtedy komenda: »Fojer!« Przy każdym dziale starszy puszkarz dmuchał na lontownicę, spokojnie, jakby miał zakurzyć fajkę, przykładał do zapału i zda się nie słysząc huku, nie widząc ognia, co tryskał z lufy, nie lękając się, że działo, skacząc po strzale, trąci go, skrywał ręką oczy od dymu i schyliwszy się, patrzył ku Turkom: celny strzał czy chybiony?”

B. Królikowski, Generała artylerii koronnej żywot własny, Warszawa 1971, s. 241.

Generał Marcin Kątski, obraz Daniela Schultza Młodszego (1665-1668), Muzeum Pałac w Wilanowie.

Bitwa wiedeńska w polskiej historiografii

O znaczeniu batalii wiedeńskiej roku 1683 dla Polski, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Widać to chociażby po tym, ile miejsca nasza historiografia poświęciła zagadnieniu tej bitwy1. Kolejne rocznice (choć nie tylko) stanowiły idealną okazję do zaprezentowania coraz to dokładniejszych opracowań. Na szczególną uwagę zasługują tutaj prace prof. Jana Wimmera (Wiedeń 1683: Dzieje kampanii i bitwy, Warszawa 1983; Odsiecz wiedeńska 1683 r., Warszawa 1983; Wyprawa wiedeńska 1683 r., Warszawa 1957). Zwłaszcza pierwsza z nich, omawia poszczególne zagadnienie w sposób bardzo dokładny. Autor opisuje krok po kroku tak tło polityczne, jak i działania militarne (bitwa 12 września, operacja wiedeńska czy też esztergomska). Sporą popularnością cieszy się wydana w serii Historyczne Bitwy, pozycja prof. Leszka Podhorodeckiego (Wiedeń 1683, Warszawa 1983). Tak więc średnio zainteresowany tematem czytelnik, znajdzie dla siebie coś ciekawego. Nie sposób jednak pominąć wkładu prof. Zygmunta Abrahamowicza. Jego praca i zaangażowanie, umożliwiły wydanie na polskim rynku zbioru źródeł do strony tureckiej (Kara Mustafa pod Wiedniem. Źródła muzułmańskie do dziejów wyprawy wiedeńskiej 1683 roku, pod red. Abrahamowicz Z., Kraków 1973). Dzięki tej publikacji, znacznie prostszym zadaniem wydaje się badanie dziejów bitwy. A już na pewno obraz powstały na podstawie porównania opracowań i źródeł, jest wielokroć pełniejszy2. Skoro już o źródłach mowa, wspomnieć wypada o listach, które Jan III Sobieski słał do hetmanów (Listy Jana III Sobieskiego do hetmanów z czasu wyprawy pod Wiedeń w 1683 r., pod red. Wimmer J., Warszawa 1983), jak i do królowej Marysieńki (Listy do Marysieńki, pod red. Kukulski L., Kraków 1962; Kopczyk szczęśliwej wiktorii wiedeńskiej z listów króla Jana III i królowej Marysieńki tudzież z diariusza królewicza Jakuba Sobieskiego usypany, pod red. Witusik A.A., Warszawa 1983) jak i o pracy zbierającej liczne źródła do tematu bitwy wiedeńskiej, pod redakcją prof. Mirosława Nagielskiego (Venimus, vidimus, Deus vicit: wiktoria wiedeńska 1683 roku w relacjach i dokumentach z epoki, pod red. Nagielski M., Warszawa 1984). Jako zwieńczenie tej krótkiej, i tak niepełnej listy, dodać można niemałe ilości artykułów, umieszczanych w pismach takich jak Studia i Materiały do Historii Wojskowości oraz Przegląd Historyczno-Wojskowy3.

Stan badań nad rolą artylerii

Mylącym uogólnieniem byłoby jednak stwierdzenie, że powszechnie dostępne na rynku wydawniczym pozycje, wyczerpują temat wiktorii wiedeńskiej w sposób bezwzględny. Jednym z wątków tej batalii, jak i całej kampanii, który do dzisiaj nie doczekał się pełnego opracowania, jest udział polskiej artylerii, dowodzonej przez generała artylerii koronnej, wówczas kasztelana lwowskiego4, Marcina Kątskiego. Trudno bowiem za takie uznać, mający blisko 76 lat, artykuł Gustawa Baumfelda5. Do dnia dzisiejszego w sposób zdecydowany powiększyła się bowiem nasza wiedza na temat wiedeńskich wypadków. Już samo to, że autorstwo Diariusza wyprawy wiedeńskiej króla Jana III, przypisał on płk. Finkowi, zamiast gen. Kątskiemu, stawia pod znakiem zapytania pełną wiarygodność pracy. Jednak faktem pozostaje, że jest to obecnie jedyna praca obejmująca całościowo interesujący nas problem. Próżno doszukiwać się we wzmiankowanych pracach prof. Wimmera czy Podhorodeckiego, dogłębnego opisu działań gen. Kątskiego i jego artylerzystów w dniu 12 września 1683 roku. Wybija się tutaj jednak dość niepozorna biografia gen. Kątskiego, pióra prof. Wimmera. Autor na kilku stronach zwięźle opisuje przebieg wydarzeń, ze zrozumiałych przyczyn skupiając się na artylerii. Zawód sprawia nam niestety płk Konstanty Górski, w swojej skądinąd znakomitej monografii dziejów polskiej artylerii6. Zaledwie niewielki fragment swojego dzieła, poświęcił karierze Kątskiego, praktycznie omijając wiktorię wiedeńską7.

Z kronikarskiego obowiązku wypada wspomnieć o fabularyzowanym żywocie Marcina Kątskiego, który to opisał Bohdan Królikowski8. Ciężko potraktować to jako wiarygodne źródło informacji, niemniej zgodności faktów, i sprawnej narracji, nie sposób odmówić.

Źródła

W tym krótkim zarysie literatury naukowej dt. artylerii polskiej pod Wiedniem (wyłączając rzecz jasna powieść Królikowskiego), nie sposób nie zauważyć, że jest ona nad wyraz skąpa. Prace albo są wyjątkowo ogólnikowe (Wimmer, Podhorodecki), bądź też ciąży na nich zarzut braku świeżości (Wimmer, Baumfeld). Niestety nie lepiej przedstawia się tutaj sprawa źródeł.

Podstawą, co trzeba powiedzieć już na samym wstępie, jest tutaj diariusz artilleriae praefecti, czyli gen. Marcina Kątskiego9. Autorstwo tegoż było przez długi czas niepewne, wystarczy wspomnieć, że sam Gustaw Baumfeld, przypisywał je płk. Finkowi, czyniąc to za Chrzanowskim. Jednak jeden fragment utwierdza nas w przekonaniu, że to właśnie generał artylerii koronnej, był autorem tego źródła:

„(...) ustawicznie posyłając, wyżebrałem tandem, że pozwolono pójść z skrzydłem i z działami na górę, zostawiwszy tylko odkomenderowanych u wozów armatnych, które zdążyć nie mogły”10.

Niemożliwe wydaje się, aby zmianę pozycji, mógł nawet i wyprosić, pułkownik. W trakcie bitwy, kiedy dowódca sam może podejmować decyzje, nie do pomyślenia jest taka zmiana kompetencji na korzyść podwładnego. Tym bardziej, że gen. Kątski był wówczas doświadczonym i cenionym przez samego króla, oficerem. Między innymi z tego właśnie powodu, jego relacja stanowi dla nas źródło o znacznej wartości. Dowodzi tego również fakt, że jest bodaj najczęściej cytowanym autorem w opracowaniach bitwy wiedeńskiej, a przy niemałej ilości relacji na ten temat, jest to wymowne. Co oczywiste, skupia się w dużej mierze na swoim udziale w batalii. Trudno ukryć, że jest to dla nas bardzo istotne, a i radości niemało przynosi.

Z ważniejszych źródeł wymienić należy także:

- Dyakowski M., Dyaryusz wiedeńskiej okazyi roku 1683, red. Kosiński J.A., Warszawa 1983;
- Sobieski J., Dyaryusz wyprawy wiedeńskiej, red. Wierzbowski T., Warszawa 1883;
Listy Jana III Sobieskiego do hetmanów z czasu wyprawy pod Wiedeń w 1683 r., red. Wimmer J., Warszawa 1983;
Listy do Marysieńki, pod red. Kukulski L., Kraków 1962;
Kara Mustafa pod Wiedniem. Źródła muzułmańskie do dziejów wyprawy wiedeńskiej 1683 roku, red. Abrahamowicz Z., Kraków 1973.

Wszystkie one kreślą nam obraz pamiętnego 12 września 1683 roku, na inny sposób. Dworzanin króla, syn królewski, listy samego króla pisane bezpośrednio do swoich dowódców, a więc skupiające się z natury rzeczy na zagadnieniach militarnych sensu stricto, pisane do królewskiej małżonki, co niejako wykluczało poruszanie spraw czysto wojskowych w stopniu dominującym, oraz na samym końcu, co nie umniejsza jednak niczego ich znaczeniu, relacje tureckie. Ostatnie źródło, wydane staraniami prof. Abrahamowicza, jest dla nas szczególnie cenne, gdyż pozwala bezpośrednio skonfrontować relacje obu stron. O wadze tego, przekonywać zapewne nie trzeba.

Cele pracy

Zanim przystąpimy ostatecznie do omawiania interesującego nas tematu, warto postawić sobie kilka podstawowych pytań, które doprowadzą nas do, miejmy nadzieję, względnie obiektywnego obrazu polskiej artylerii pod Wiedniem.

Chociaż wszystkie powinny nas interesować w równym stopniu, naszym primus inter pares uczynić musimy następujące: jak duża była rola artylerii dowodzonej przez Marcina Kątskiego, w bitwie wiedeńskiej 1683 roku?

Dość ogólne, ale to właśnie na nie będziemy szukać odpowiedzi, pozostałe posłużą nam za środek do celu, a nie cel sam w sobie. Warto by z pewnością zacząć od tego, na jakim etapie rozwoju, w chwili batalii pod murami Wiednia, była nasza artyleria. Bez odpowiedniego wyjaśnienia tego problemu, ciężko będzie w pełni sprawiedliwie ocenić możliwości, jakie Polacy wówczas mieli. Dalej idąc, istotne będzie również ustalenie roli, jaką odegrał sam Marcin Kątski. Jako dowódca, był niejako odzwierciedleniem podległych sobie sił i ich sprawności w trakcie walki. Zmierzając ku samej bitwie, musimy zdać sobie sprawę ze znaczenia następujących kwestii:

- dotarcie na pole bitwy;
- dobór miejsca dla stanowisk artyleryjskich;
- wpływ poszczególnych działań na samą batalię;
- czy artyleria mogła, i czy powinna, zrobić więcej.

Na sam koniec, już po podsumowaniu naszych dociekań, postaramy się udzielić jeszcze jednej odpowiedzi:czy powstały w niniejszej pracy obraz można uznać za odpowiadający prawdzie, czy jednak ciągle pozostają kwestie, wymagające dokładniejszego zbadania?

Cytat z powieści Bohdana Królikowskiego, został zamieszczony nieprzypadkowo. Tak jak ów puszkarz, który przeciera po strzale oczy, wypatrując czy kula posłana ku Turczynowi doszła celu, czy chybiła, tak i autor tej pracy będzie wypatrywał, czy jego starania osiągną zamierzony cel, i przyczynią się do ustalenia roli polskich artylerzystów pod Wiedniem, czy też kula przeniesie, nie pozostawiając śladu na polu bitwy...

Krótka historia polskiej artylerii do bitwy wiedeńskiej

Początki polskiej artylerii datowane są na połowę XIV wieku. Wtedy to w „Zwodzie zupełnym statutu Kazimierza W. w tłumaczeniu Świętosława z Wojcieszyna”, pojawia się pierwsza wzmianka o artylerii, stosowanej przez Polaków11. Były to zapewne działa stosunkowo nieduże. Do strzelania używano kul ołowianych, nie kamiennych. Najprawdopodobniej chodziło o to, iż ołów łatwiej było odlać, niż zrobić kulę kamienną. Kolejny wart uwagi epizod z polską artylerią, to dopiero wiktoria grunwaldzka. Wówczas to król Władysław Jagiełło miał mieć, już podczas samej bitwy, kilka dział do dyspozycji. Jednak użyto jej (wraz ze zdobyczną krzyżacką), dopiero przy oblężeniu Malborka. Podobnie i w kolejnych latach XV wieku Polacy używali armat zarówno przy zdobywaniu zamków, jak i przy przeprawach przez rzekę. W inwentarzach z zamków Kamienieckiego, Smotryckiego12, górnego Lwowskiego i Gliniańskiego13, pojawiają się następujące nazwy dział:

- taraśnice: kule ołowiane, mała doniosłość strzału;
- półtaraśnice;
- hufnice: kule kamienne;
- półhufnice.

W roku 1502 na wyprawie moskiewskiej strona polska dysponowała najprawdopodobniej 13 działami. Dziesięć lat później artyleria przyczyniła się do zwycięstwa nad Tatarami pod Łopuszną, a już w 1514 Konstanty Ostrogski przy jej udziale odniósł świetne zwycięstwo pod Orszą. W kolejnych latach panowania Zygmunta Starego stan liczebny wahał się od 10 (wojna 1519-1521 z Albrechtem Hohenzollernem) - 40 (wyprawa przeciw Wołochom z 1538) dział14. Czasy Zygmunta Augusta to wprowadzenie przez Hartmana z Norymbergi w 1540 r. działomierza, który znacznie ułatwił dobieranie do kul odpowiednich dział. Obok kul kamiennych, zaczęto stosować także i żelazne15. Pojawiły się również tzw. pociski ogniste i dęte, znane jako granaty. Jeśli mowa o działaniach wojennych, posiadamy szczątkowe informacje nt. wyprawy do Bracławia z 1552 roku, kampanii inflanckiej 1557, moskiewskiej 1564 i 1567 oraz przeciwko Tatarom z 1572.

Z racji charakteru prowadzonych działań, stosunkowo często z armat korzystał Stefan Batory. Czy to przy oblężeniu Gdańska, czy w trakcie walk o Połock i Wielkie Łuki. To właśnie za jego panowania wprowadzono bezkomorowe działa 22 i 24 funtowe, idealne przy obleganiu miast.

Nie bał się korzystać z artylerii Zygmunt III Waza. Pojawiała się ona podczas szeregu prowadzonych przez niego kampanii: walki z Maksymilianem Habsburgiem w 1588 r., powstanie Semena Nalewajki (1595), działania przeciwko Michałowi Walecznemu (1600), wojny polsko-szwedzkie (1601-1632), walki z Moskwą, a w tym o Smoleńsk (1609-1611) i Moskwa (1618) oraz w 1621 podczas obrony Chocimia przed Turkami. W tym ostatnim przypadku, stan naszego parku artyleryjskiego miał być wyjątkowo kiepski. Brakowało nawet łóż i kul.

Ważne zmiany poczyniono za Władysława IV. Wówczas to opieka nad artylerią przeszła w ręce starszego nad armatą, którym w 1638 roku na sejmie został Paweł Grodzicki, szlachcic ziemi łukowskiej. Wcześniej zaopatrywanie i przygotowanie dział do kampanii spoczywało na królu16, a jedynie na czas wojny wyznaczano odpowiedniego człowieka. Dodatkowo za Władysława IV wprowadzono stały dopływ funduszy. Nie były to wielkie sumy, ale zapewniały spokój w tym zakresie, bez względu na stanowisko sejmu. W przypadku artylerii była to sprawa niezwykle istotna. Tutaj wszelkie zaniedbania było znacznie trudniej naprawić, niż w przypadku innych rodzajów wojsk. Jeśli chodzi o działania wojenne, to za Władysława IV artyleria odegrała swoją rolę podczas walk o Smoleńsk. Katastrofalny w skutkach okazał się okres szwedzkiego potopu. W roku 1654 Rzeczpospolita miała na stanie łącznie 38717 dział różnego typu18. Jednak walki ze Szwedami przyniosły niemałe straty, zarówno w samej artylerii19 jak i w gospodarce Rzplitej, co bezpośrednio rzutowało na rozwój tego rodzaju broni. Tak więc mimo energicznej działalności kilku znakomitych administratorów - Krzysztofa Arciszewskiego20, Krzysztofa Grodzickiego21 czy też Fromholda Wolffa22 - stan naszej artylerii w momencie objęcia władzy przez Jana III Sobieskiego, nie był najlepszy. W takim momencie, generała Wolffa zastąpił generał Marcin Kątski. Nastąpiło to najprawdopodobniej z dniem 20 grudnia 1665 r.

Generał Marcin Kątski

Generał Marcin Kazimierz Kątski23 herbu Brochwicz, urodził się w roku 163524 bądź 163625 w Kątach, w drobnoszlacheckiej rodzinie. Studiował w Akademii Krakowskiej i w Padwie (pobyt we Włoszech nie jest pewny26). Swoje pierwsze doświadczenie wojskowe zdobywał u boku samego Wielkiego Kondeusza (1652-57) jako pułkownik dragonów. Po powrocie do Polski wziął udział w walkach ze Szwedami. Jeszcze w 1657, podczas szturmu na stanowiska wroga, został ranny. Do 1665, czyli śmierci Wolffa, pełnił funkcję ppłka gwardii dragońskiej króla. W 1667 awansował do stopnia pułkownika artylerii koronnej, a już po roku został generałem artylerii koronnej27. Dwa lata później w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach zabił Karola Fredrę28. Skazany na pół roku twierdzy i 3000 grzywien, schronił się w klasztorze kamedułów na Bielanach29. Po odzyskaniu godności na sejmie koronacyjnym roku 1669, skupił się już jedynie na rozwoju artylerii. Powołał regiment pieszy szefostwa generała artylerii koronnej30, którego zadaniem była osłona artylerii zarówno podczas marszu, jak i w boju. Mimo pojawiających się początkowo zarzutów i skarg na jego sposób zarządzania cekhauzami31, zaczynał odnosić coraz większe sukcesy, zwłaszcza na polach bitew. Jeszcze przed awanturą z Fredrą, pokazał się w kampanii podhajeckiej (1667), gdzie zdobył sobie zaufanie samego Jana Sobieskiego, wówczas hetmana. Kolejne sukcesy to Krasnobród i Komarno (1672), Chocim (1673), Bar (1674) i Żórawno (1676). W niedługim czasie został m.in. kasztelanem lwowskim i krakowskim32. Już po bitwie wiedeńskiej mianowano go wojewodą kijowskim33. Zarówno bitwa wiedeńska, jak i późniejsze starcia pod Parkanami, zajęcie Jazłowca aż w końcu osłona odwrotu wyprawy hetmana Jabłonowskiego na Bukowinie, dowiodły jego niezwykłych umiejętności i znaczenia34. W kolejnych latach był odpowiedzialny za budowę Okopów św. Trójcy, odzyskanie Kamieńca Podolskiego, walki po stronie Augusta II w Wielkiej Wojnie Północnej35. Jeszcze przed elekcją Sasa, wysuwano jego samego jako kandydata na tron. Zmarł na początku 1710.

Czas przygotowań

Zanim przejdziemy do omawiania kwestii samej artylerii w bitwie wiedeńskiej i następujących po niej działaniach, warto zatrzymać się na moment przy problemie koncepcji prowadzenia działań w trakcie kampanii. Pozwoli nam to lepiej zrozumieć sens poczynań gen. Kątskiego, jak i rolę jego wojsk pod samym Wiedniem.

Przygotowania wojenne w Rzeczypospolitej w roku 1683, zaczęły się już na początku kwietnia. Wtedy to, jak podaje Jan Wimmer36, hetman Jabłonowski wydał rozkaz wszystkim żołnierzom, aby dołączyli do własnych jednostek, jednocześnie wyznaczając jako termin koncentracji armii w obozie pod Trembowlą, na 8 maja. Wówczas jeszcze nie było wiadomo, w jakim dokładnie kierunku uderzy Kara Mustafa. Sam wielki wezyr37 wyruszał na wyprawę mając za cel zamek Jawaryn. Takie były przynajmniej plany oficjalne. Jan Wimmer poważnie powątpiewał w swojej pracy38 w to, iż Kara Mustafa nagle wprowadził tak znaczną korektę. Pierwszą osobą, która o zmianie się dowiedziała, był Imre Thököly39. Oficjalnie swoim dowódcom Kara Mustafa zakomunikował to podczas narady w Székesfehérvár40 (pol. Stołeczny Białogród).

Właśnie ze względu na ten brak pewności, co do kierunku działań Porty Ottomańskiej, przygotowania musiały uwzględniać zarówno kampanię na terenie Rzeczypospolitej, jak i poza jej granicami, w Austrii i na Węgrzech41. Również i generał Kątski, szykując artylerię, nie mógł nie brać tego pod uwagę. Jeszcze w dniu 30 kwietnia omawiane były plany wojenne, wśród których znalazło się miejsce także dla działań oblężniczych, głównie pod Kamieńcem. Wstępne zestawienie dział, które Kątski planował przygotować do wojny, powstało pod koniec kwietnia albo w pierwszej połowie maja42. Zostało stworzone więc pod wpływem ustaleń poruszanych 30 kwietnia. Oto co szykował generał43:

- 6 dział 24-funtowych (do każdego 24 konie);
- 12 dział 12 funtowych (do każdego 12 koni);
- 8 dział 6-funtowych długich (do każdego 15 koni);
- 12 dział 6-funtowych krótkich (do każdego 4 konie);
- 12 dział 3 i 2-funtowych (do każdego 3 konie);
- 1 moździerz 160-funtowy (10 koni);
- 2 moździerze 60-funtowe (do każdego 6 koni);
- 2 moździerze 30-funtowe (do każdego 8 koni);
- 2 moździerze żelazne 60 i 30-funtowe (do każdego 5 koni).

Łącznie 57 dział i 540 koni. Do tego dochodziła jeszcze sprawa transportu amunicji dla piechoty, dragonii i samych armat oraz wszystkich narzędzi potrzebnych do prac inżynieryjnych. Łącznie wg Kątskiego cały tabor miał potrzebować 1575 koni i 257 ludzi. Koszty obliczył na ponad czterysta tysięcy złotych. Zaledwie jedna czwarta tej sumy (około 106 tys.), pokrywano z kwarty. I gdyby nie fakt skierowania się Turków na Wiedeń, który pociągnął za sobą zmniejszenie parku artyleryjskiego, jaki Polacy zabrali na kampanię, Rzeczypospolita mogłaby mieć spory kłopot z zebraniem całej sumy. Na okres służby od 1 maja 1683 do 31 stycznia 1684 roku, udało się uzbierać 256 390 zł44, z czego 106 390 z kwarty, 50 tys. z dodatku rady senatu i 100 tys. z subsydium papieskiego. Do pierwotnego preliminarza brakowało więc co najmniej 150 tys. Suma bardzo duża, jak na ówczesne możliwości Rzeczypospolitej. Fakt ten pokazuje, jak istotna dla rozwoju tego rodzaju broni była silna gospodarka, i nieprzerwane źródło dochodów.

Jednak właśnie wykrystalizowanie się sytuacji strategicznej spowodowało, iż problem pieniędzy przestał grać tak wielką rolę. Król Sobieski już pod koniec maja otrzymał informację, że Turcy zbierają się pod Belgradem a Tatarzy spod Kamieńca już się tam kierują. Już wtedy w zasadzie widać było, że to nie Polska jest głównym celem. Sprawa wyjaśniła się podczas audiencji hr. Philippa von Thurn, Hansa Christopha Zierowskiego i Opicio Pallaviciniego w dniach 16 i 17 lipca45. Sobieski obiecał ruszyć najszybciej jak to możliwe. Wymagało to ograniczenia liczby i rodzaju dział do takich, które nie będą utrudniać forsownego marszu i przydadzą się w samej bitwie. Generał Kątski na podstawie rozmów z królem wybrał zaledwie 28 dział46. W tej liczbie było 16 dział najlżejszych, tj. 2, 3 i 4-funtowych:

„Każdej brygadzie piechoty dano dwa działka, żeby się starała przeprawić je, jak mogą[c]”47.

Ponieważ wiemy, iż brygad było osiem, prostym rachunkiem obliczamy 16 dział. Pozostałe 12 (krótkie 6 i 12 funtowe), miało zostać przekazane Austriakom i Niemcom na lewe skrzydło. Jako obsługa dział wyruszyło 150 ludzi. Dodatkowo na kampanię wyprawione zostały jeszcze dwa oddziały gen. Kątskiego. Pierwszym z nich był regiment piechoty cudzoziemskiego autoramentu pod d-dztwem płka Henryka Henrykowskiego, drugim natomiast frejkompania dragonii48, będąca jednostką organiczną artylerii.

Marsz na Tulln

Kiedy wszystko było już gotowe do wymarszu, wojsko polskie podzielone zostało na dwie kolumny. Pierwsza, pod komendą hetmana polnego Mikołaja Hieronima Sieniawskiego, wyruszyła już 11 sierpnia. Korpus składający się głównie z jazdy lekkiej, pancernej i niewielkiej części dragonii, skierowany został na Bielsko. Dalsza jego trasa biegła przez Cieszyn, Novy Jicin, Hranice i Lipnik aż do Ołomuńca. Ponaglany jednak przez ks. Lotaryńskiego, nie czekając na króla, udał się do Mikulova, leżącego około 105 km w linii prostej na południowy-zachód od Ołomuńca. Tam oczekiwał już króla wraz z główną kolumną, którą dowodził hetman wielki koronny Stanisław Jabłonowski. W jej skład wchodziła cała husaria, reszta dragonii, oraz piechota z artylerią. Wymarsz nastąpił w dniu 13 sierpnia, dwa dni później (tj. 15 sierpnia) w trasę ruszył sam król. Szlak wiódł początkowo na Bytom i Tarnowskie Góry, dalej przez Gliwice, Racibórz, Opawę49 (tutaj wojsko dotarło 25 sierpnia) do Ołomuńca. Spotkanie nastąpiło 31 sierpnia. Już 2 września artyleria była w Oberhollabrunn, około 25 km od Tulln, gdzie wyznaczono koncentrację wojsk sprzymierzonych. O tym, jak trudna była dla Kątskiego i jego oddziałów ta wyprawa, pisał sam generał:

„Die 2. Septembris, we czwartek, przez noc i dzień cały deszcz haniebny. Lubo tedy już było otrąbione ruszenie, za wiadomością jednak, że armata50 i piechoty, idące z hetmanem, żadną miarą sperari tak prędko [być] nie mogły, chociaż dniem i nocą spieszyły, został na tymże miejscu Król Jmć”51.

Ze względu na brak odpowiednich dróg w tamtych czasach, pogoda przy transporcie dział miała znaczenie kluczowe. Z opisów wyprawy do dnia 2 września brak informacji nt. ewentualnych opadów deszczu. Co więcej, ani Mikołaj Dyakowski, ani królewicz Jakub Sobieski52, nie umieszczają pod tą datą żadnej ulewy. Z kolei 31 sierpnia i Kątski i Sobieski, zwracają uwagę na piękną pogodę... i tęczę:

„Die 31. Augusti, we wtorek, ruszyliśmy się rano. Dzień był pogodny, bez chmur, mgły i wszelkiej zasłony niebo. Circa horam 7., dobrze już po wejściu słońca, pokazała się niezwyczajnej formy tęcza”53.

„31-go wyruszyliśmy o godzinie 5 rano i o 5 po południu gdyśmy szli drogą, ukazała się tęcza, podobna do księżyca, jakby cień od siebie rzucająca; (...)”54.

Kolejne opady, czy raczej pogoda deszczowa, datowane są na 4 września, i znowu jedynie od Kątskiego mamy informacje na ich temat:

„Die 4. Septembris, w sobotę, miał jechać Król Jmć do mostów wiedeńskich, które stąd tylko mil 3, rekognoskować miejsca około Wiednia, ale dla wielkiej pluty, która cały dzień trwała, nie przyszło do tego„55.

Jak widać do początku września, a więc ponad dwa tygodnie, wojsko polskie miało idealne niemalże warunki do tego, aby podróżować w miarę sprawnie. Średnie tempo kolumny Jabłonowskiego, do dnia przybycia do Oberhollabrun, to blisko 21 km/dzień56. Tutaj jednak należy pamiętać, że na Śląsku i Morawach przygotowane zostały przez Austriaków odpowiednie zapasy dla ludzi i koni, tak więc podstawowe potrzeby były zaspokajane wyjątkowo sprawnie. Ale już 2 września przyniósł pierwsze załamanie pogody, kolejne po dwóch dniach. O ile za pierwszym razem jak przedstawił to sam Kątski, jakoś sobie poradzono, tak już opady z dnia 4 września spowodowały niemałe problemy:

„Die 6. Septembris, w poniedziałek, prawie wszyscy odradzali, żeby się nie ruszać, aż wprzód drogi ponaprawowawszy na wyspach między mostami haniebnie błotnistych. Król Jmć jednak, momenta rerum ważąc i nie chcąc czasu gubić, vicit exemple difficultates, kiedy raniusieńko wstawszy, poszedł pierwszy przez mosty i kazał sobie robić namiot na tamtej stronie invitando drugich. Co się tedy rzeczą zdało niepodobną, dokazał pan, któremu nihil impervium et aether militat, bo w tenże dzień tak ciepłe słońce grzało, że wpół większe błota wyschły i wszystko wojsko, wyjąwszy część wozów, stanęło na drugiej stronie Dunaju, między Tulnem a górami (...)”57.

Mosty, które opisuje Kątski, to rzecz jasna dwa mosty pontonowe, budowane pod kierownictwem ppłka Tobiasa von Hasslingena. Sytuacja stawała się bardzo niebezpieczna. Utrzymanie tempa pochodu wojsk sprzymierzonych było coraz bardziej zagrożone. Kolejne opady deszczu zamieniały powoli drogi w potoki błota. Nawet w listach do królowej, mających przecież charakter wybitnie intymny, pisał o tym Jan III:

„A Stetelsdorf, w zamku starego grafa Ardeka, który był koniuszym wielkim u sławnego Wallensteina, a żyje dotąd, ćwierć mili od mostu pod Tulnem, 4 IX [1683]. (...) Już też dzień dobry nastaje, lubo pochmurny, po kilkodniowym deszczu; za czym mi kończyć przychodzi, bo mi dziś dziesięć mil wielkich ujechać przyjdzie rozsadzonymi końmi do mostów wiedeńskich, które stąd wielkich pięć mil, i nazad się wrócić, bo jutro zaś w imię boże trzeba się brać ku przeprawie. (...)”58.

„Za Dunajem, u mostu pod Tulnem, 9 IX [l683], rano o piątej. (...) My się tu już kilka dni biedujemy z przeprawami, a coraz nam jeszcze deszcz przeszkadza. Mosty lubo arcydobrze zrobione, a przecię się ustawicznie psują, dla czego dotąd i połowę jeszcze wozów wojska konnego naszego nie przeprawiło się; (...)”59.

Sprawa była poważna. Na szczęście zarówno słoneczna pogoda, jak i działania von Hasslingena doprowadziły wszystkie trasy do odpowiedniego stanu. Dla artylerii było to szczególnie istotne. Niemniej problem ciągnął się w zasadzie do 8-9 września. Oddziały polskie przeprawiały się przez Dunaj pod Tulln do 6-7 września:

„Die 7. Septembris, we wtorek, książę lotaryński począł się z wojskami cesarskimi przeprawować, a do tego saskie, bawarskie i insze, które tą stroną od Kremze idą, jeszcze nie nadciągnęły i dlategośmy i my na miejscu zostali w ten dzień”60.

Biorąc pod uwagę, że sprzymierzonym zależało na czasie, najlogiczniejszym rozwiązaniem wydaje się przerzucenie wojsk austriackich i niemieckich przez rzekę zaraz po Polakach. Skoro więc, jak podaje Kątski, przechodzili „cesarscy” przez most od 7 września, to i Polacy musieli zakończyć niewiele wcześniej swoją przeprawę. Choć wydaje się przesuwać ten moment Jakub Sobieski:

„6-go wszystkie wojska przeszły na drugą stronę (Dunaju) i w środku pola pod Tulm rozłożyły się obozem; (...)”61.

Niemożliwe jest, aby dosłownie wszystkie wojska przeprawiły się do 6 września. Wynika z tego prosty wniosek: Polacy nad ranem 7 września byli już na miejscu koncentracji pod Tulln. Ten dzień wojska koronne spędziły na miejscu62, podobnie jak i kolejny63. Dopiero 9 września cała armia rozpoczęła ostatni etap na drodze do Wiednia. I mimo, iż był stosunkowo krótki64, miał się okazać dla niektórych trudniejszym, niż poprzednie setki kilometrów. Zanim jednak przejdziemy do tego, musimy zatrzymać się, i cofnąć o kilka dni. Do 3 września i Stettelsdorf. Ustalenia, które wówczas podjęto, miały niemałe znacznie nie tylko dla samego obrazu bitwy wiedeńskiej, ale i dla artylerii koronnej.

Stettelsdorf i artyleria

„Die 3. Septembris, w piątek rano (...) a na obiad stanął w Szteteldorffie (...).
Stanęli tedy zaraz po obiedzie: książę elektor saski65 i z nim dwu krewnych, Lavenburg66 i Gota67, także Eisenach, margraf von Baden68, princeps consilii, książę lotaryński, Ludwik de Baden69, książę Waldek70, Degenfeld71, generał wojska bawarskiego, Goltz72, generał wojska saskiego i inszych siła książętów, generałów. Jako to: Caprara73, Lesle74, Rabata75, Gondola76, książę Salmes77, N. [?] generał Krix, commissarius. Było i siła młodych kawalerów, między którymi jeden z domu de Nassau78, księcia Auszperga syn. (...).
Konsylium było, w którym Król Jmć dubitantibus jeszcze resolvit scrupulum, wziąwszy sobie pierwszą pracę przejścia przez most i kredensowania na tej wojnie”79.

Na naradzie zebrali się wszyscy najważniejsi dowódcy sprzymierzonych, był wśród nich również naszartilleriae praefecti. Przejście przez Las Wiedeński, nie było uzgodnione od samego początku. Pierwsze pomysły dotyczyły m.in. uderzenia ze strony Bratysławy i Wiener Neustadt80. Na to jednak nie było czasu, a i zaprowiantowanie na terenach zniszczonych przez Tatarów i Węgrów mogło być utrudnione. Przeważyło w końcu zdanie Sobieskiego i Karola Lotaryńskiego. Choć przemarsz zapowiadał się ciężki, a i ewentualna kontrakcja ze strony Turków, groziła poważnymi konsekwencjami, w ten właśnie sposób można było udzielić stolicy Austrii najszybszej pomocy. Wśród najważniejszych punktów, które opracowali dowódcy cesarscy, znalazły się81:

- dowództwo nad wojskami sprzymierzonych, wobec braku cesarza, obejmie Jan III Sobieski, jednak każdy korpus będzie kierowany przez jego własnego dowódcę82;
- wojska połączą się pod Tulln 6 września;
- przemarsz przez Las Wiedeński będzie osłaniany przez odwód.

Jak wiemy, ze względu na problemy z deszczem, cała przeprawa przeciągnęła się trochę w czasie. Sam Jan III Sobieski krótko po tej naradzie przygotował dokładny plan bitwy. Wśród jego najważniejszych ustaleń odnajdujemy83:

- lewe skrzydło zajmą wojska saskie i bawarskie, centrum cesarskie, prawe polskie, z tym, że Niemcy i Austriacy mieli otrzymać kilka chorągwi husarskich, w zamian za co na polskie skrzydło przekazane miało zostać kilka regimentów piechoty84;
- artyleria miała zostać porozdzielana w przypadku braku tejże u elektorów;
- szyk bitewny zakładał postawienie piechoty i artylerii z przodu, jazda za nimi, po wkroczeniu na pole bitwy miała (jazda) ulokować się w przerwach między piechotą i działami.

Jednak podczas samej batalii plan ów uległ zmianie. Otóż wojska elektorów zamieniły się miejscami z oddziałami cesarskimi. Jak zauważa Jan Wimmer85, powołując się na ustalenia Ottona Laskowskiego i anonimową relację z 4 września 1683 r., korekta zaszła jeszcze w Stettelsdorf86. Pojawia się wzmianka o artylerii, zobaczmy więc, jak przedstawiał się jej stan w jednostkach cesarskich i niemieckich:

- wojska cesarskie: 70 dział;
- korpus saski: 16 dział;
- korpus bawarski: 26 dział;
- kontyngenty Frankonii i Szwabii: 12 dział

Łącznie daje nam to 124 działa, plus 28 polskich, razem 152. Siła potężna, zważywszy na to, że sam garnizon Wiednia z dwóch arsenałów cesarskich i jednego miejskiego miał 312 dział. Oto jak przedstawiała się sytuacja wojsk tureckich:

„Ale wielki serdar nie wpadł na ten pomysł i prawa owego [zastosować] nie chciał. »Państwem cesarza zawładnę bez wojny i walki« - myślał sobie, więc wyruszył mając w obozie jedynie dziewiętnaście kolubryn strzelających pociskami trzy- do dziewięciookkowymi, pięć moździerzy do [miotania] bomb oraz sto dwadzieścia dział szahi-darbuzenów, a z tej liczby dwie kolubryny zostawił pod zamkiem Jawaryn”87.

Wobec tych 152 dział wojsk sprzymierzonych i 312 w Wiedniu, Turcy mogli wystawić 142. Oblegający mieli więc blisko trzykrotnie mniej armat. Jednak problemy sprzymierzonych z przeprawą przez Las Wiedeński, znacznie poprawiły ich sytuację w tym zakresie.

Teren działań

O znaczeniu ukształtowania terenu dla przebiegu działań wojennych, nie trzeba przekonywać chyba nikogo. Przekonali się o tym zarówno Persowie w 481 r. p.n.e. podczas walk w wąwozie termopilskim, Rzymianie w trakcie walk o Kartaginę w 146 r. p.n.e., Napoleon w trakcie walk w Hiszpanii czy też Erwin Rommel, podczas zmagań o Monte Matajur w 1917 r. W 1928 r. Stefan Rowecki, wówczas podpułkownik Sztabu Generalnego, w swojej pracy poświęconej walkom w mieście, podkreślał rolę wykorzystania wzgórz w warunkach walk ulicznych88. Dokładnie 245 lat wcześniej, pod Wiedniem, wzniesienia miały odegrać rolę bardzo istotną.

Od miejsca koncentracji sprzymierzonych pod Tulln, aż do Wiednia, obszar, przez który wojska polsko-cesarskie maszerowały i gdzie stoczyły batalię, zamknięty był linią Dunaju i Wiedenki (z przedłużeniem aż po Tulln), o długości 60-65 km. Jest to teren w sporej części poprzecinany wąwozami, mocno zalesiony. Głównie buki i dęby. Im bliżej Wiednia, tym więcej wzgórz. Pierwszym na trasie przemarszu było Tulbing89 (492 m. n.p.m.). Z kolei pasmo wzgórz w pobliżu samej stolicy Austrii, to od północy m.in. Leopoldsberg (423 m), Kahlenberg (483 m), Vogelsang (504 m), Hermannskogel (542 m), Heuberg (420 m), Grunberg (460 m), Michaelerberg (386 m) czy też najbardziej na południe wysunięte Gallitzinberg (389 m). Teren z jednej strony lesisty, z drugiej porośnięty winnicami. Strome zbocza niektórych wzniesień, dodatkowo utrudniały zadanie. Dla artylerii nie wróżyło to niczego dobrego.

Droga ku Wiedniowi

Z obozu pod Tulln sprzymierzeni wyruszyli rankiem 9 września90. Polacy mimo, iż mieli do pokonania najkrótszą trasę, natrafili na spore przeszkody. Pod wieczór dotarli do Konigstetten:

„Die 9. Septembris, we czwartek, ruszyło się wojsko spod Tulna i pomknęło w lewo trochę, pod same góry, naprzeciwko Wiedniowi, gdzie miasteczko Konigstadt, która sors wszystkich dotknęła w okolicy tak, że jednego koła nie spalonego w całym kraju nie widzieliśmy”91.

Już pierwszy dzień po opuszczeniu okolic Tulln przyniósł problemy z brakiem zaopatrzenia92. Kolejny dzień wojska koronne zakończyły w rejonie Kirchbach. Przez dwa dni Polacy przebyli około 11 km. Porównując to z wcześniejszym tempem (a przecież i tak do Tulln pochód obciążony był dodatkowo niemałą ilością wozów), spadek jest wyraźny, blisko dwukrotny. Złożyło się na to kilka przyczyn: deszcze, wzniesienia, doliny, spora ilość drzew:

„Z gór Kalenberg nazwanych na których klasztor kamedułów teraz spalony, nad obozem tureckim, 12 IX [1683], o trzeciej przede dniem. (...) Po tej tedy przeprawie dunajskiej, o której wyżej namieniłem, przeprawialiśmy się przez takie góry, żeśmy nie wchodzili albo nie wstępowali, mais nous avons grimpe. Począwszy tedy od piątku, nie jemy nic ani śpimy, ani konie nasze. Jam się w piątek oddzielił był od wojska naszego, zajechawszy wprzód na radę z książęty, i byłem bez wojska swego dwadzieścia sześć godzin. (...) To tu tylko cudowna, że tu już od dwudziestu sześciu godzin panuje taki wiatr, a właśnie prosto w oczy nam od nieprzyjaciela, że się ludzie na koniach ledwie osiedzieć mogą. (...) Wczora tedy o południu zszedłem się z wojskiem swoim i przechodziliśmy tę tu znowu górę niecnotliwą, lasem wielkim gęstym okrytą, przykrą et inaccessible; uważyć tedy, co to za łaska boża, żeśmy tu, przeszedłszy takie miejsca bez szkody i impedymentu. (...)”93.

W zasadzie zarówno jazda, jak i piechota ciągnąca artylerię, miały podobne trudności. Pamiętać trzeba, że konni nie jechali w pełnym rynsztunku bojowym, wozy chociażby z kopiami także musieli przetransportować przez wzgórza Wienerwaldu. W tym można upatrywać przyczyny ich tak późnego włączenia się do bitwy (choć tu jeszcze istnieje pytanie, na ile istotnie wynikało to z trudności z dotarciem na miejsce, a na ile było wynikiem planu Sobieskiego i Karola Lotaryńskiego). Kiedy reszta oddziałów dotarła pod wieczór w rejon miasteczka Kirchbach, armaty ciągle były w drodze:

„Die 10. Septembris, w piątek (...). Husaryja i insze chorągwie, z obiema imć p.p. hetmany, nocowali w lesie ciasnym, na pagórku jednym, między lewym i prawym skrzydłem, które włócząc przez całą noc armatę na góry, za konnym wojskiem było, całą noc nie śpiąc, bo do każdego działa i wozu armatnego ledwie nie wszystkie konie zaprzągać było trzeba i rękami ciągnąć, tak że ledwo w południe nazajutrz dobiliśmy się na to miejsce, gdzie lewe skrzydło nocowało”94.

Konni potrzebowali dwóch dni na przebycie 11 km. Artyleria dwóch i pół, niewiele ponad 4 km/dzień, mając jeszcze niespełna 5 km do przebycia na stanowiska. A trzeba pamiętać, że zgodnie z planem Sobieskiego artyleria wraz z piechotą miały znaleźć się w pierwszej linii, przed kawalerią, dla której miały przygotować teren. Jeszcze zanim generał Kątski dobił ze swoimi podkomendnymi pod Kirchbach, nastąpiły pewne zmiany w ustawieniu jego wojsk. Ponieważ zarówno Austriacy, jak i korpusy saskie i bawarskie, pozostawiły działa przed Lasem Wiedeńskim95, Sobieski zdecydował się rozdzielić artylerię koronną:

„Die 10. Septembris, w piątek (...). Każdej brygadzie piechoty dano dwie działka, żeby się starała przeprawić je, jak mogą[c]. Przy ostatku dział i municyj zostawione przecię całe prawie skrzydło piechot, bo się w ten dzień trafiła awangarda lewemu skrzydłu. Poszło tedy wciąć [lewe skrzydło?], i przeszedłszy kilka gór i passów bardzo trudnych, obnocowało na górze, nad wsią spaloną Kirbach”96.

Brygad piechoty było osiem97:

- gen. E. Denhoffa (prawe skrzydło);
- S. Morstina (j.w.);
- gen. E . Łąckiego (j.w.);
- gen. F. Grobena (j.w.);
- J. Butlera (lewe skrzydło; w tym regiment piechoty Kątskiego);
- gen. J. Dennemarka (j.w.);
- K. Zamoyskiego (j.w.);
- płk. Krauze (j.w.).

Każda brygada98 po dwa działka, razem szesnaście. Pozostałe 12 dział, tych cięższych, zostało posłanych na lewe skrzydło dla wsparcia wojsk cesarskich. Jak ciężki był to przemarsz, pokazaliśmy już za Kątskim, zanim przejdziemy do ostatniego etapu, czyli zaciągania dział na stanowiska, spójrzmy jak przedstawiał drogę artylerii Mikołaj Dyakowski:

„Potem w Sobotę ruszył się z tego miejsca z wojskiem król, ciągnął ku Wiedniowi, i cały tydzień szliśmy niepubliczną drogą ale manowcami do marszu niesposobnemi, osobliwie do prowadzenia armat, gdzie gdy jaka górka trafiła się, to sobą piechoty musiały wyciągać (...)”99.

Blisko pół dnia opóźnienia za resztą wojsk, teren ciągle wyjątkowo trudny:

„Die 11. Septembris, w sobotę (...). W tenże tedy dzień Król Jmć, wojska konne i lewe skrzydło infanteryjej stanęli na górze, gdzie zamek i klasztor kapucyński, Kalemberg, nazwan[ej]. Z tej góry już widać było i Wiedeń, i obozy tureckie, bo lubo jeszcze kilka gór było do miasta, ale już na nich małe tylko chrusty i nie tak wysokie [te góry] jak Kalemberg”100.

Pod wieczór dopiero udało się zbliżyć piechocie i artylerzystom pod wzgórza, na których mieli pozajmować pozycje101. Jednak ze względu na ciemności, i trudną trasę, noc spędzono u stóp wzgórza, najpewniej Grunberg102 (460 m. n.p.m.). Tymczasem na lewym skrzydle, po zajęciu słabo obsadzonych stanowisk tureckich, ks. Karol kazał przygotować działa, tak aby móc odstrzeliwać się Turkom. Jak przypuszcza Wimmer103, mogły być wśród nich także wydzielone polskie armaty. Problemem jest tutaj jednak fakt, że sam Kątski był wówczas na prawym skrzydle, pomagając przeciągać artylerię. Brak nam wobec tego dokładniejszych opisów losów tych 12 dział, przydzielonych na lewe skrzydło.

Ogólnie trzeba przyznać, że sam przemarsz wojsk polskich, już od Krakowa, ale szczególnie z rejonu koncentracji pod Tulln, mimo problemów z pogodą i terenem, był dość szczęśliwy. Gdyby bowiem Tatarzy wykonali choćby niewielkimi siłami uderzenie na skrzydło wojsk polskich104, odsłonięte całkowicie (lewe skrzydło chronił z jednej strony Dunaj, z drugiej wojska centrum, które z kolei miały ochronę w postaci obu skrzydeł), mogło to nawet, jeśli nie zatrzymać pochód, to spowolnić go na jakiś czas, co przy fatalnej sytuacji Wiednia, mogło mieć znaczenie niepoślednie. Tym niemniej, podkreślić trzeba przy tym rolę samego Kątskiego, który swoim energicznym działaniem, i osobistą pracą, znacznie wpłynął na przebieg przejścia przez Las Wiedeński105.

Siły obu stron i działania centrum oraz lewego skrzydła

Pod Wiedniem Turcy początkowo mieli około 90 tys. ludzi. Z czasem jednak liczebność ich stopniała do blisko 60 tys., plus oddziałów pomocniczych i 15 tys. Tatarów, którzy jednak jak wiemy, nie byli chętni do udzielenia pomocy Turkom. Ogarnięty wizją zajęcia Wiednia Kara Mustafa na wieść o przybyciu odsieczy dla miasta, nie zrezygnował z dalszych szturmów. Przeciwko wojskom polsko-niemiecko-austriackim wystawił głównie jazdę106.

Siły sprzymierzonych, biorące udział w odsieczy, liczyły łącznie 65 000 ludzi i 152 działa. Jednak jak wiemy, część nie zdołała przejść przez Las Wiedeński, część zaś pełniła rolę ubezpieczenia tyłów i prawego skrzydła. Tak więc siły biorące udział w bitwie, musiały być minimalnie mniejsze. Do tego sama artyleria liczyła 28 dział Polaków, plus kilka regimentowych przeprowadzonych przez wojska cesarskie i niemieckie. Tak więc, o ile pod względem artylerii Turcy mieli blisko dwukrotną przewagę, to już w sile żywej, lepiej prezentowali się sprzymierzeni107.

Tak jak przejście przez Las Wiedeński na pozycje było ciężkie, tak nie mniejsze kłopoty czekały na wojska przybywające z odsieczą już na samym polu bitwy. Idealnie oddaje to relacja Jana III Sobieskiego:

„Ale to wszystko nic: większe się nam z tym stało oszukanie, że nam wszyscy powiadali, nawet generałowie sami, że skoro wynidziemy na tę tu górę Kalemberk nazwaną, że tam już będzie dobrze, że tylko winnicami pochyła nam będzie ku Wiedniowi droga. Aż gdy my tu stawamy, naprzód widzimy obóz turecki, wielki bardzo, jako na dłoni; miasto Wiedeń za mil kilkanaście dalej: ale od nas tam nie pole, ale lasy jeszcze i des precipices, et une grandissime montagne du cote droit ( o czym nam nigdy nie powiedziano), et cinq ou six ravines; dlatego tedy ledwo nam jeszcze za dwa dni przyjdzie do samej akcji, bo musimy odmienić cale teraz i szyk, i manierę wojny i zacząć z nimi a la maniere owych wielkich Maurycych, Spinolów i innych, którzy szli a la secura, gagnant peu a peu le terrain. Mówiąc jednak humainement, a pokładając wszystkie nadzieje w Bogu naszym, miałby też nieprzyjaciel wielką odnieść konfuzję, który się ani okopał, bo mu się też okopać niepodobna, ani ścisnął son camp w kupę, ale tak stoi, jako-byśmy za sto mil od niego byli”108.

Tym razem jednak paradoksalnie te trudności terenowe można potraktować w kategoriach szczęścia. Ale o tym za chwilę. Natarcie lewego skrzydła i centrum rozpoczęło się krótko po szóstej. Sygnał dały działa ustawione na Kahlenbergu. Wojska cesarskie ruszyły powoli, postępując wzdłuż rzeki, między Nussdorf a Grinzing w kierunku na Heilingstadt a w dalszej perspektywie na Rossau, tuż przy murach Wiednia. Skrzydło ks. Karola utrzymywało zdecydowanie najszybsze tempo. Żołnierz doświadczony i zaprawiony w bojach z tym wrogiem, zajmował kolejne wzniesienia. Sporą rolę odgrywała przy tym artyleria, zarówno ta stojąca na Kahlenbergu, ostrzeliwując pozycje tureckie, jak i ta wprowadzona między bataliony piechoty, ułatwiająca sprawne posuwanie się Austriaków i Sasów. Zajęcie Nussdorfu umożliwiło wprowadzenie cięższych dział na Nussberg (Wimmer sugeruje, że pochodziły one z Kahlenbergu109). Lotaryńczyk zatrzymał wojska dopiero w momencie, kiedy szykowały się do natarcia na Dobling, już po przekroczenie linii Nesselbach. Mniej więcej w tym samym momencie110, zatrzymało się także centrum szyku sprzymierzonych. Po dotarciu w rejon Sievering i Neustift, stosując podobną taktykę jak oddziały Karola Lotaryńskiego i elektora saskiego, wyrównała się linia nacierających. Przyszła kolej na Polaków.

Bitwa pod Wiedniem, obraz Józefa Brandta (1863), Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie.

Wracając jeszcze do ukształtowania terenu. Zastanawiające jest, na ile pomogło ono nacierającym? W przypadku płaskiego terenu znacznie większe możliwości manewrowania miałaby jazda turecka. Ale przecież ten sam teren nie uniemożliwił podejmowania sprawnych działań jeździe austriackiej, czy w końcu Polakom w decydującym momencie. Z drugiej strony, takie pagórki mogły stanowić ubezpieczenie, choćby i przez pewien czas jedynie, dla samej piechoty. Artyleria turecka miała tutaj lekko utrudnione zadanie. Jest to kwestia o tyle istotna, że bez jej zrozumienia, trudno będzie o prawidłową ocenę działań polskich artylerzystów, pod wodzą gen. Marcina Kątskiego.

Polacy na scenie i rola artylerii

Marsz Polaków i ich udział w bitwie opóźniały się. Było to spowodowane koniecznością doprowadzenia na miejsce armat, a wraz z nimi dojścia w rejon działań wszystkich brygad piechoty, jak bowiem pamiętamy, to one zostały obarczone koniecznością przetransportowania dział. Szybka decyzja Kątskiego usprawniła jednak całość:

„Die 12. Septembris, w niedzielę, przed świtaniem ruszyliśmy się z armatą i skrzydłem tym infanteryjej na górę, w Imię Pańskie, ale że się już nasi ucierali z tamtej strony góry, co słychać było arcydobrze, wciągnienie zaś przed południem wszystkich armatnych wozów rzecz była niepodobna, ustawicznie posyłając wyżebrałem tandem, że pozwolono pójść z skrzydłem i z działami na górę, zostawiwszy tylko komenderowanych u wozów armatnych, które zdążyć nie mogły. Co lubo się stało, tak przykra góra była i tak ludźmi wszędzie napełniona, żeśmy się ledwo na wierzch wybili około pierwszej z południa. Lubo [co] cięższe wozy z komenderowanymi zostały”111.

Kiedy Polacy dopiero szykowali się do podjęcia zdecydowanych działań112, pozostałe dwa ugrupowania powoli wyrównywały szyki na wysokości Nussdorf, Grinzing i Sievering. Jako pierwsi wymaszerowali rzecz jasna artylerzyści, a i tak ostatni dotarli na pole bitwy113. Można odnieść wrażenie, że to tylko ich brakowało w całej misternej układance Sobieskiego. Ale czy na pewno? Decydujący cios miała zadać jazda polska, wykorzystując impet natarcia husarii i pancernych. Ale żeby to natarcie mogło zostać wykonane, potrzebne było oczyszczenie terenu, tak aby nic nie przeszkadzało szarżującym. Polacy robili w zasadzie to samo, co wcześniej zaczęli ich towarzysze z lewego skrzydła i centrum:

„Jak prędko się na górze skupiły regimenty, zaraz Król Jmć kazał się nam pomknąć na bliską górę, dla wzięcia miejsca, bo już ta góra nad samym szykiem tureckim była i nie miała lasu, chrusty tylko cierniowe między winnicami, w których rowy i przymurki nie mniejszą czynili przeszkodę, bo takie było miejsce na tych górach, gdzieśmy się bili, że choć się ziemia zdała bez zawady, zbliżywszy się zastaliśmy albo rów haniebnie głęboki, albo podmurowaną winnicę, z której było na kilka łokci skakać albo wyłazić trzeba. A tak ustawicznie jedna difficultas za drugą, aż do samych tureckich namiotów”114.

Więc trochę problemów z powodu terenu było. Co chwila trzeba było przebywać kolejne difficultas. Czy w takich warunkach można prowadzić normalną walkę? Okazuje się, że tak:

„Opanowaliśmy tę pierwszą górę z niewielką pracą i lokowaliśmy się na niej. Był tedy między nami a Turkami rów albo dolina bardzo głęboka, w którą się spuszczali Turcy i Tatarowie z prawego skrzydła, my zaś na nich z działek strzelaliśmy i fortropy nasze w pół góry spuszczone”115.

Taktyka więc banalnie prosta, a przy tym skuteczna jak się okazało. Powoli pokazująca się jazda potrzebowała miejsca dla rozwinięcia szyku. Kątski wraz z działami i piechurami zapewniał im i miejsce, i osłonę od Turków, i przygotowywał podłoże pod decydujące natarcie. Oczywiście według pierwotnego planu Sobieskiego, bitwa miała trwać nawet i dwa dni. Dopiero energiczne działania na całym froncie sprzymierzonych, dały mu możliwość zakończenia jej jeszcze przed wieczorem. I tutaj nie da się pominąć roli, jaką odegrała artyleria pod Kątskim. Kiedy konnych przybywało, król wydał kolejny rozkaz:

„Król Jmć posłał do naszych regimentów, żebyśmy szli prosto na Turków. Tak tedy Pan Bóg pomógł, że dwie brygady, które poszły w lewo116, zaraz ich wypędziły z tej doliny i jednymże zawodem poszły w górę, z której Turcy ustąpili, a myśmy na samym wierzchu góry, przy rowie jednym albo przymurku wzięli pocztę”117.

Tą górą był zapewne Schafberg (388 m. n.p.m.), otwierający kontrolę nad wzgórzami biegnącymi aż do Pötzleinsdorf i nad doliną Alsbach, co słusznie zauważał już Wimmer118. Rola artylerii powoli dobiegała końca. Piechota wyrywała z jej wsparciem Turkom kolejne metry ziemi, zwiększając miejsce dla konnicy:

„Poszły insze regimenta nasze z prawego skrzydła, tak żeśmy już mieli tylo placu, że się konne wojsko przez dolinę przeprawiło”119.

Sobieski widząc, że ma jeszcze czas, zaczął szykować decydujące uderzenie. Żeby jednak mieć pewność, że szarża nie natrafi na przeszkody terenowe, postanowił sprawdzić to120. Dlatego po kolei wysłał chorągiew królewicza Aleksandra pod dowództwem Zbierzchowskiego, Szczęsnego Potockiego dowodzoną przez Skarbka i w końcu pułk Sieniawskiego oraz dwa pułki Potockich. Trzy ostatnie pułki pod komendą Matczyńskiego. Jak przekazywał Dupont121, po tym jak Turcy oddali salwę do szarżujących pod Matczyńskim, Polacy odpowiedzieli im salwą zza Pötzleindsdorf. Poza ostrzałem chorągwi, błędnie uznanej za chorągiew proroka122, była to ostatnia salwa, o której donoszą nam źródła. Czy było to spowodowane przebiegiem wydarzeń, i prostym faktem wynikającym stąd, że od tego momentu wsparcie artylerii nie było potrzebne, czy ze względu na to, iż zabrakło prochu123, tego nie wiemy. Warto wziąć jednak tutaj pod uwagę fakt, że lekkie działka, jakimi dysponowali Polacy, mogły mieć problem z donośnością. Od wzgórz Schafbergu do stanowisk tureckich, usytuowanych między Gersthof a Ottakring, było około 2,8-3 km. Próbne szarże, i ostatnie działania artylerii, miały miejsce krótko po 16, godzinę później sprzymierzeni szykowali się do zakończenia bitwy.

Sobieski zdawał sobie sprawę, że jeśli lewe skrzydło osiągnie sukces, Turcy zostaną zepchnięci spod Wiednia. Dlatego też musiał zamknąć im drogę szarżą husarii. Samym jej przebiegiem zajmowało się wielu autorów, dlatego my pominiemy tą część, jako w zasadzie nieistotną dla historii artylerii polskiej pod Wiedniem. Około 18 Sobieski był w namiotach prześwietnego serdara. Batalia wiedeńska dobiegała końca...

Po bitwie

Przed powrotem do kraju czekała jeszcze Kątskiego i jego ludzi długa kampania. Następną okazją do wykazania się umiejętnościami polscy artylerzyści dostali już 9 października, podczas drugiej bitwy pod Parkanami. Po pierwszej, zakończonej porażką, Sobieski miał jeszcze jedną szansę na rozbicie przeciwnika. Znowu zastosowano mieszane ustawienie piechoty i artylerii:

„Pięć było linij, wszędy posiłki: piechoty z konnymi, Polacy z Niemcami, działa wszędy między regimentami pomieszane”124.

Bitwa rozpoczęła się około 12. Kolejne manewry tureckie skutecznie były utrudniane przez silny ogień piechoty i artylerii:

„Ciż husarze, którym się w dzień czwartkowy nie bardzo zdarzyło, najpierwsi dzieło, ale i lepszą, i szczęśliwszą rezolucyją, skończyli, a oraz z kilku dział naszych polskich, które na lewym skrzydle w przedzie były, dano ognia”125.

Batalia powoli zamieniała się w pogrom Turków. Widząc, że prawe skrzydło polskie zmierzało do odcięcia im drogi odwrotu, rzucili się na most. Ten pod dużym ciężarem, i sprawnym ostrzałem artylerii, załamał się w końcu. Ludzie wpadali do rzeki, topili się. Działa zaciągnięto na brzeg. Ostrzał lustra wody trwał blisko dwie godziny126.

Kolejny sukces, znowu będący udziałem Kątskiego, miał miejsce 10 listopada pod murami miasta Szécsény:

„Tam tedy subsistere przyszło i czekać na armatę, ale i ta nie zamieszkała. Strzelaliśmy się kilka godzin, nie bez szkody z obojej strony, bo lubo Turcy zrazu gęsto ognia dawali, przestraszeni przecię tak niespodziewaną ręką zbrojną i odwagą cisnących się naszych, swoimch gwałtem naganiając, poczęli się już słabiej bronić. Na ostatek chorągwie wywiesili białe, poddając się wielkiemu imieniowi JKMci”127.

Król Sobieski do Krakowa powrócił 23 grudnia...

Podsumowanie

Na początku pracy postawiliśmy dwa kluczowe pytania: jaka była rola artylerii polskiej pod Wiedniem, oraz czy obraz zaprezentowany w niniejszej pracy można uznać za bliski prawdzie, czy też potrzebne są dalsze badania? W obu przypadkach odpowiedź nie jest prosta. Plan bitwy wiedeńskiej zakładał odrzucenie wroga od miasta, oraz zniszczenie jak największej ilości jego sił, co było istotne w świetle planów dalszej kampanii. Udało się te zamierzenia wykonać w sposób niemalże perfekcyjny128. Przyspieszono nawet zwycięstwo, gdyż jak wspominaliśmy, plan Sobieskiego zakładał nawet dwa dni walk. A jaka w tym rola artylerii? Do etapu gotowości jazdy do rozpoczęcia działań, na pewno artylerzyści na prawym skrzydle odegrali jakąś rolę. Ciężko jednoznacznie ustalić, jak dużą. Turcy dysponując tymi 62 działami mogliby w zasadzie bezkarnie ostrzeliwać nacierającą piechotą i wspierającą jej poczynania jazdę. Kolejne kroki piechoty mogły być wobec tego znacznie spowolnione, a to z kolei, groziło przedłużeniem bitwy. W końcu właśnie sprawne operowanie na wzgórzach Wienerwaldu, przyspieszyło realizację planów Sobieskiego i Karola Lotaryńskiego129. A gdyby nie to, Turcy mogli pokusić się o wkroczenie do Wiednia130. Wówczas przebieg wydarzeń mógł być zupełnie inny. Wystarczy przecież wspomnieć obie bitwy pod Parkanami, szczególnie drugą. Właśnie obecność artylerzystów zrobiła wówczas różnicę, dzięki której Sobieski odniósł bezdyskusyjne zwycięstwo. Nie można rzecz jasna wysuwać z tego wniosku, że bez Kątskiego i artylerii bitwa wiedeńska była nie do wygrania. Jest to w poważnym stopniu ryzykowne twierdzenie, gdyż praktycznie nie do obronienia a w świetle źródeł, łatwe do obalenia. Znacznie bezpieczniej i rozsądniej będzie powiedzieć, że artyleria pomogła piechocie odciągnąć uwagę Turków od jazdy polskiej. Konieczność współdziałania różnych rodzajów broni dla odnoszenia zwycięstw udowodnił ponad 100 lat później Napoleon, a po nim w 1939 r. i w następnych latach, Niemcy. Sobieski stosując idealną harmonię piechoty, jazdy i artylerii stworzył układankę, która okazała się być drogą ku wiktorii. Artylerzyści Kątskiego, i sam generał, pokazali niezwykły zapał i hart ducha. Przeciąganie dział w trudnych warunkach przez Las Wiedeński, pokonywanie błota, dolinek, utrzymywanie tempa marszu, brak snu, jedzenia, w końcu kilkugodzinna batalia przygotowująca grunt pod szarżę jazdy. A mimo to zadania wypełniali z niezwykłą dokładnością i precyzją. Z drugiej strony, zastanawiać może niewielka ilość wzmianek na temat samej artylerii w bitwie. Zarówno sam Kątski, jak i relacje tureckie131, nie dostarczają nam za dużo wiadomości. Wiemy o kilku działach na Kahlenbergu, wiemy o wykorzystywaniu lekkich działek regimentowych podczas wyrzucania Turków z kolejnych linii obrony, wiemy o otworzeniu doliny Alsbach na prawym skrzydle i odpowiadaniu na ogień turecki. Ale czy coś ponadto? Być może jedyna rola, jaką artyleria pod Kątskim odegrała, to przeprowadzenie działek na pole bitwy (już samo to zasługuje na uznanie), i kilka salw podczas samej walki. Więc czy przypadkiem ze strony polskiej, nie było to działanie mające pokazać, że my potrafimy doprowadzić artylerię, a wojska austriacko-niemieckie nie? Tutaj pojawia się wątpliwość autora, czy aby na pewno obraz zaprezentowany przez niego jest zgodny z prawdą. Niewielka ilość źródeł, traktujących temat w sposób dość enigmatyczny, w zasadzie nie uprawnia do wyciągania pochopnych i kategorycznych wniosków. Jednak trudno nie szukać odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Tak więc pojawiają się nadinterpretacje, próba odtworzenia wypadków zgodnie z logiką i faktami. O tym, że jest to zadanie bardzo ryzykowne, autor doskonale wie, dlatego też zmuszony jest przyznać, że jego praca nie może być traktowana jako ostateczny głos w dyskusji132, a jedynie jako próba spojrzenia na problem z perspektywy lat, jakie minęły pierwszych prac nt. artylerii pod Wiedniem, jak i od ostatnich dzieł nt. wiktorii wiedeńskiej roku 1683...


Bibliografia:

Źródła:

1. Dupont P., Memoires pour servir a histoire de la vie et des actions de Jean Sobieski III du nom, roi de Pologne, red. Janicki J., Warszawa 1885;
2. Dyakowski M., Dyaryusz wiedeńskiej okazyi roku 1683, red. Kosiński J.A., Warszawa 1983;
3. Kara Mustafa pod Wiedniem. Źródła muzułmańskie do dziejów wyprawy wiedeńskiej 1683 roku, red. Abrahamowicz Z., Kraków 1973.
4. Kątski M., Diariusz wyprawy wiedeńskiej króla Jana III, red. Królikowski B., Lublin 2003.
5. Sobieski J., Listy do Marysieńki, red. Kukulski L., Kraków 1962;
6. Listy Jana III Sobieskiego do hetmanów z czasu wyprawy pod Wiedeń w 1683 r., red. Wimmer J., Warszawa 1983;
7. Sobieski J., Dyaryusz wyprawy wiedeńskiej, red. Wierzbowski T., Warszawa 1883;
8.Venimus, vidimus, Deus vicit: wiktoria wiedeńska 1683 roku w relacjach i dokumentach z epoki, red. Nagielski M., Warszawa 1984;

Opracowania:

1. Artyleria polska. Historia-teraźniejszość-przyszłość (myśl wojskowa, szkolnictwo artyleryjskie, technika i uzbrojenie), Toruń 2007;
2. Baumfeld G., Udział artylerii polskiej w odsieczy wiedeńskiej, „PA” 11 (1933);
3. Danielewski I., Król polski ratuje Niemcy i chrześciaństwo. Opis Odsieczy Wiedeńskiej przez Jana III. Sobieskiego dnia 12. września 1683 r., Toruń 1883;
4. Górski K., Historya Artyleryi Polskiej, Warszawa 1902 [reprint: Poznań 2004];
5. Górski K., Historya Piechoty Polskiej, Warszawa 1893 [reprint: Poznań 2003];
6. Hniłko A., Nieco o artylerii polskiej w XVII w. i jej słownictwie, „PA” 3 (1925);
7. Memoriał dział, moździerzów i amunicji różnej, które na teraźniejszą kampanię w pole wyprowadzić potrzeba. In anno 1683, pod red. Hniłko A., „PHW” 6 (1933);
8. Nowak T., Ze źródeł do polskiej artylerii koronnej w połowie XVII w., „SMHW” 7 (1961);
9. Podhorodecki L., Wiedeń 1683, Warszawa 1983;
10. Polski Słownik Biograficzny. t. I, Kraków 1935;
11. Polski Słownik Biograficzny. t. VIII, Kraków 1959-1960
12. Polski Słownik Biograficzny. t. XII, Kraków 1966-1967;
13. Wimmer J., Generał Marcin Kątski, Warszawa 1954;
14. Wimmer J., Wiedeń 1683: Dzieje kampanii i bitwy, Warszawa 1983;
15. Wimmer J., W trzechsetną rocznicę zwycięstwa pod Wiedniem, „PHW” 103 (1983).

  1. Dowodem na to jest już jedna pozycja: J. Woźnicka, Jan III Sobieski i odsiecz wiedeńska 1683: materiały do bibliografii, Warszawa 1983. Trzeba przyznać niewątpliwie, że własna pozycja ze spisem bibliograficznym, nie jest udziałem zbyt wielu wydarzeń w polskiej historii. Szczególnej barwy nabiera to przy takim wydarzeniu, jak bitwa (nawet nie kampania). []
  2. Dzięki temu mamy bowiem odpowiednio opisane obie strony konfliktu. []
  3. W latach 1923-1939 stosowano nazwę Przegląd Historyczno-Wojskowy, natomiast po wojnie od 1956 aż po 1997, Wojskowy Przegląd Historyczny. Od 2000 roku kwartalnik przyjął ponownie nazwę przedwojenną. []
  4. M. Kątski, Diariusz wyprawy wiedeńskiej króla Jana III, red. B. Królikowski, Lublin 2003, s. 6. []
  5. G. Baumfeld, Udział artylerii polskiej w odsieczy wiedeńskiej, „Przegląd Artyleryjski” 11 (1933). []
  6. K. Górski, Historya Artyleryi Polskiej, Warszawa 1902 [reprint: Poznań 2004]. Jak sam tłumaczył, było to spowodowane brakiem odpowiednich źródeł. []
  7. Tamże, s. 152-153. []
  8. B. Królikowski, Generała artylerii koronnej żywot własny, Warszawa 1971. []
  9. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski. []
  10. Tamże, s. 42. []
  11. K. Górski, Historya Artyleryi.., s. 13. []
  12. Oba za 1494 r. []
  13. Te z kolei za 1495 r. []
  14. K. Górski, Historya Artyleryi..., s. 48-50. []
  15. Jak podaje Konstanty Górski, mimo iż mieliśmy swoje kuźnie w Wąchocku, oba rodzaje kul sprowadzaliśmy z zagranicy. []
  16. K. Górski, Historya Artyleryi..., s. 105. []
  17. Razem: 2 kartauny, 27 półkartaunów, 49 ćwierćkartaunów, 18 oktaw, 6 kolubryn, 6 kolubryn bastardowych, 44 falkonety, 2 petryery, 37 armat regimentowych, 26 armat 3-funtowych, 3 moskiewskie, 14 spiżowych małych, 13 moździerzy spiżowych, 116 dział żelaznych i potunde, 9 moździerzy żelaznych i 15 petard. []
  18. Tamże, s. 143. Trzeba jednak wziąć jeszcze pod uwagę, że jest to stan parku artyleryjskiego podlegającego bezpośrednio państwu, tymczasem ilość dział będących w rękach prywatnych mogła być znacznie wyższa. []
  19. Stan około 400 dział osiągnęliśmy dopiero po ponad 50 latach. []
  20. Krzysztof Arciszewski, urodzony 9 grudnia 1592 r. Po zamordowaniu w 1622/1623 r. palestranta Brzeźnickiego opuścił kraj i zamieszkał w Holandii (w 1625 r. udało mu się załagodzić konflikt, który zmusił go do opuszczenia Polski, ale szybkie wmieszanie się w intrygę Richelieu i Radziwiłła sprawiło, że po kilku miesiącach ponownie musiał zamieszkać poza Polską). Tam studiował inżynierię wojskową i artylerię. Brał udział w walkach w służbie holenderskiej i jako oficer Kompanii Zachodnioindyjskiej. W Brazylii spędził kilka lat na walce z Hiszpanami. W 1637 r. dostał pierwszą propozycję objęcia stanowiska generała artylerii koronnej. Ze względu na problemy religijne w Polsce (Arciszewski był arianinem) nie wrócił. Rok później wysłano go do Brazylii. W efekcie konlikftu z hr. de Nassau opuścił służbę holenderską i 28 kwietnia 1646 r. objął funkcję gen. art. Poprawił funkcjonowanie cekhauzów, administrację. Brał udział w walkach z Chmielnickim. Zmarł pod koniec kwietnia 1656 r. Por. A. Hniłko, Arciszewski Krzysztof (1592-1656) [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. I, Kraków 1935, s. 151-154. []
  21. Krzysztof Grodzicki karierę wojskową zaczynał za Zygmunta III Wazy. Studia wojskowe rozpoczął mając poparcie Mikołaja Sieniawskiego. Od 1640 r. był gubernatorem Kudaku. Gdy twierdza padła Grodzicki dostał się do niewoli kozackiej (26 września 1648 r.). Zwolniony po zawarciu ugody zborowskiej. W 1650 r. dostał przydział na płka artylerii. W 1652 r. dostał się po raz kolejny do niewoli, tym razem tatarskiej. W krótkim czasie odzyskał wolność. Po śmierci Zygmunta Przyjemskiego dostał awans na gen. artylerii. Brał udział w walkach pod Żwańcem, Ochmatowem, bronił Lwowa, podczas walk ze Szwedami dowodził artylerią pod Warszawą w 1656 r. i pod Łęczycą. Rok później oblegał Poznań, a rok później Toruń. Po tym jak załoga szwedzka poddała się, został gubernatorem tego miasta, a także Prus. Przed śmiercią w drugiej połowie 1659 r. zdobył Grudziądz i Elbląg. Za jego kierownictwa stan artylerii wzrósł do 387 dział i moździerzy. Por. A. Przyboś, Grodzicki Krzysztof (zm. 1659) [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. VIII, Kraków 1959-1960, s. 616-617. []
  22. Fromhold Wolff, swoją karierę wojskową rozpoczął jeszcze za panowania Zygmunta III Wazy, choć do największego znaczenia doszedł już za Jana Kazimierza. Początkowo regiment gwardii pieszej Reinholda Rosena. W niedługim czasie dzięki protekcji płka Osińskiego został d-cą kompanii gwardii. Brał udział w walkach na Ukrainie z Chmielnickim, podczas potopu szwedzkiego (bronił m.in. Krakowa) i z Moskwą. Prowadził także dość intensywne życie polityczne. Oficjalną nominację na stanowisko generała artylerii dostał 30 czerwca 1660 r. (choć obowiązki należące do tego stanowiska pełnił już od wiosny t.r.). Następnie wziął udział w zmaganiach z Moskwą czy też po stronie królewskiej podczas rokoszu Lubomirskiego (król miał do niego pewne pretensje za wolne tempo marszu w pościgu za byłym marszałkiem). Jeszcze w 1655 r. Wolff miał poważniejsze spięcie z Bogusławem Radziwiłłem podczas oblężenia Mohylewa. Zmarł 20 grudnia 1665 r. w Warszawie. Zdecydowanie na plus jego „rządów” trzeba zaliczyć fakt, iż nie bał się narażać własnych majętności na problemy, i przeznaczał duże sumy pieniędzy na rozwój artylerii. Nie odzyskał ich aż do śmierci. Por. M. Nagielski, Fromhold von Ludunghausen Wolff - generał artylerii koronnej w latach 1660-1665 [w:] Artyleria polska. Historia - teraźniejszość - przyszłość (myśl wojskowa, szkolnictwo artyleryjskie, technika i uzbrojenie), Toruń 2007, s. 27-44. []
  23. Nazwisko zapisywane również w formach: Kącki, Kontski. []
  24. J. Wimmer, Generał Marcin Kątski, Warszawa 1954, s. 5. []
  25. A. Przyboś, Kątski Marcin Kazimierz (1636-1710) [w:] Polski Słownik Biograficzny, t. XII, Kraków 1966-1967, s. 316. []
  26. Tamże. Także w jego biografii pióra Wimmera brak wzmianki na ten temat. []
  27. Dokładnie 26 czerwca. []
  28. Wersje tego wydarzenia są co najmniej dwie. Pierwsza głosi, iż Kątski działał w obronie własnej po tym, jak doszło do sprzeczki o kwaterę. Według drugiej, całe zajście zostało spowodowane krytyką unii kościelnej i obroną Kozaków przed Karola Fredrę. Sprawa była o tyle trudna dla Kątskiego, że do pojedynku doszło podczas bezkrólewia, a wtedy były one zakazane. Dodatkowo w porównaniu z rodziną Fredrów, miał on niewielkie wpływy, nawet mimo zajmowanego stanowiska. []
  29. Co ciekawe, w tym samym klasztorze miał schronić się bohater trylogii Henryka Sienkiewicza, pułkownik Jerzy Michał Wołodyjowski. []
  30. Konstanty Górski [Historya Artyleryi..., s. 153] używa określenia regimentu artylerii koronnej. Wcześniej podobną rolę spełniał regiment dragonii królewskiej. []
  31. A. Przyboś, Kątski..., s. 316. Pod opieką miał zbrojownie w: Krakowie, Malborku, Kamieńcu Podolskim, Pucku, Lwowie, Warszawie, Przemyślu, Jarosławiu, Białej Cerkwi, Okopach św. Trójcy i Śniatyniu; za: A. Przyboś, Kątski..., s. 318. []
  32. Odpowiednio 23 stycznia 1679 i 17 sierpnia 1679 r. Warto tu zaznaczyć, że stanowisko kasztelana krakowskiego, było czymś wyjątkowym, jako że był on jednocześnie I senatorem Rzeczypospolitej. Pytanie tylko, na ile ten „awans” był efektem jego działalności politycznej, tak wyraźnej u Wolffa, a na ile zasług na polu bitwy i bliskiego kontaktu z Janem III Sobieskim, dla którego od pewnego momentu był jednym z najbliższych współpracowników. Widać w diariuszu Kątskiego, jakim szacunkiem i zaufaniem darzył króla. []
  33. Dokładnie 1 sierpnia 1684 r. []
  34. W marcu 1683 r. działał jako komisarz do sprawy podpisania traktatu. []
  35. Dowodził m.in. pod Kliszowem, gdzie ogień jego dział miał zabić księcia holsztyńsko-gottorpskiego Fryderyka, szwagra Karola XII; za: Przyboś A., Kątski..., s. 318. []
  36. J. Wimmer, Wiedeń 1683: Dzieje kampanii i bitwy, Warszawa 1983, s. 156. []
  37. Kara Mustafa pod Wiedniem. Źródła muzułmańskie do dziejów wyprawy wiedeńskiej 1683 roku, red. Z. Abrahamowicz, Kraków 1973, s. 407; ar. wezir (sługa) w krajach muzułmańskich był odpowiednikiem naszego ministra. W Turcji mogło ich być nawet dziesięciu. Nazywano ich również azam (przód). Ponieważ po arabsku azam znaczy większy, w źródłach spotkać można równoważne określenia: wezir-i azam oraz sadr azam. []
  38. J. Wimmer, Wiedeń..., s. 172. []
  39. Tamże. []
  40. Kara.., red. Z. Abrahamowicz, s. 282-284. []
  41. Trzeba tutaj dodatkowo pamiętać o dwóch ustaleniach traktatu, antydatowanego na 31 marca 1683. Pierwsze z nich zakładało wzajemną pomoc Polski i Austrii wobec oblężenia Krakowa bądź Wiednia, drugie z kolei, samodzielne działania w przypadku zdobywania twierdz węgierskich i Kamieńca (plus odbijanie ziem zajętych przez Turków); za: Wimmer J., Wiedeń..., s. 141. []
  42. Tamże, s. 166. []
  43. Memoriał dział, moździerzów i amunicji różnej, które na teraźniejszą kampanię w pole wyprowadzić potrzeba. In anno 1683, red. A. Hniłko, „PHW” 6 (1933), s. 104-107; J. Wimmer, Wiedeń..., s. 166. []
  44. Tamże, s. 231. []
  45. Jak podaje sam Wimmer, dokładna data nie jest znana. []
  46. Tamże, s. 238; sam Wimmer podaje to za: P. Dupont, Memoires pour servir a histoire de la vie et des actions de Jean Sobieski III du nom, roi de Pologne, red. J. Janicki, Warszawa 1885, s. 134. Zob. także: Venimus, vidimus, Deus vicit: wiktoria wiedeńska 1683 roku w relacjach i dokumentach z epoki, red. M. Nagielski, Warszawa 1984, s. 82. []
  47. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 40. []
  48. Regiment piechoty pod d-dztwem płka Henrykowskiego: stary zaciąg - 280, nowy zaciąg - 310 porcji, II kwarta 1683 r. - 590, III kwarta - 590, IV kwarta - 485, I kwarta 1684 r. - 585, II kwarta - 590, III kwarta - 590, IV kwarta - 557. Frejkompania dragonii: dla wszystkich podanych okresów wartość wynosiła 90 porcji. Por. J. Wimmer, Materiały do zagadnienia organizacji i liczebności armii koronnej w latach 1683-1689, „SMHW” VIII/2 (1962), s. 273, 278; J. Wimmer, Wiedeń..., s. 226, 228 (tutaj wersja skrócona). []
  49. Trasa do Ołomuńca, którą miał do pokonania Sieniawski, była długości około 210-215 km. Z kolei Jabłonowski musiał przebyć blisko 240 km. I choć miał w kolumnie wojska, które poruszały się wolniej od jazdy Sieniawskiego (piechota i artyleria), taki układ był jak najbardziej zrozumiały. Korpus Sieniawskiego, wyruszając wcześniej i kierując się trasą południową, osłaniał właśnie wojska Jabłonowskiego przed ewentualnym uderzeniem Tatarów. []
  50. Chodzi tu o nie o armatę, ale całą artylerię koronną. []
  51. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 35. []
  52. J. Sobieski, Dyaryusz wyprawy wiedeńskiej, red. T. Wierzbowski, s. 8. []
  53. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 34. []
  54. J. Sobieski, Dyaryusz..., red. T. Wierzbowski, s. 7. []
  55. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 37. []
  56. Według wyliczeń Jana Wimmera [Wiedeń..., s. 286], król przebywał do 27 sierpnia blisko 35-42 km. Trzeba jednak pamiętać, że nie poruszał się z całym korpusem Jabłonowskiego, ale z niewielką ilością żołnierzy. Dodatkowo był przyjmowany w niektórych miastach na skromnych uroczystościach. []
  57. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 37-38. []
  58. Jan III Sobieski do królowej Marysieńki, list z dn. 4 września 1683 r. za: J. Sobieski, Listy do Marysieńki, red. L. Kukulski, Warszawa 1962, s. 507-510. []
  59. Jan III Sobieski do królowej Marysieńki, list z dn. 9 września 1683 r. za: tamże, s. 511-512. []
  60. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 38. []
  61. J. Sobieski, Dyaryusz..., red. T. Wierzbowski, s. 8. []
  62. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 38. []
  63. Tamże, s. 38-39; J. Sobieski, Dyaryusz..., red. T. Wierzbowski, s. 9. []
  64. Najdłuższa trasa z obozu pod Tulln, przez St. Andra, Altenberg, Greifenstein, Hoflein po Kritzendorf i Klosterneuburg, którą poruszały się wojska cesarskie, miała niespełna 22 km. Z kolei trasa najkrótsza, przez Königstetten i Tulbing a dalej Kirchbach po wzgórza Rosskopf i Grünberg, którą szły wojska polskie, miała około 16 km. []
  65. Jan Jerzy III (1647-1691), ks. Saxen, ojciec Augusta II Mocnego. []
  66. Julius Franz von Sachen-Lauenburg (1641-?), gen. wojsk cesarstwa. []
  67. Von Altenburg-Gota. []
  68. Hermann von Baden. []
  69. Ludwig Wilhelm von Baden, gen. wojsk cesarstwa. []
  70. Ks. Georg Fredrich von Waldeck (1620-1692). []
  71. Christoph Hannibal von Degenfeld, gen. wojsk cesarstwa. []
  72. Joachim Rudiger von Goltz, feldmarszałek saski. []
  73. Eneas Sylvius Caprara (1631-1701), gen. cesarskiej kawalerii. []
  74. Jacob Leslie, gen. wojsk cesarstwa. []
  75. Rudolf Rabatta, gen. wojsk cesarstwa. []
  76. Franz de Gondola, gen. wojsk cesarstwa. []
  77. Carl Theodor von Salm, pułkownik wojsk cesarstwa. []
  78. Johann von Auersperg (1615-1677), pierwszy minister Leopolda I, jego synem był Franz von Auersperg. []
  79. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 36-37. []
  80. Zgodnie z ówczesną zasadą prowadzenia działań na zachodzie, chciano wymanewrować wroga; por. J. Wimmer, Wiedeń..., s. 292-293. []
  81. Tamże, s. 293-294. []
  82. Co i tak było w zasadzie w pełni zrozumiałe. Trudno bowiem, aby w warunkach bitwy toczonej na tak dużą skalę, o wszystkich ruchach decydowała jedna osoba. Nawet sam Napoleon odnosząc swoje sukcesy nie dowodził sam, ale z pomocą swoich marszałków. []
  83. Tamże, s. 295-296. []
  84. Pisze o tym Sobieski w liście do królowej Marysieńki z dnia 12 września: Przydali mi do wojska mego polskiego na skrzydło prawe cztery wielkich regimentów piechoty (...). [Jan III Sobieski do królowej Marysieńki, list z dn. 12 września 1683 r. za: J. Sobieski, Listy..., red. L. Kukulski, s. 517]. []
  85. J. Wimmer, Wiedeń..., s. 296. []
  86. Chodziło tutaj o względy prestiżowe, ale przede wszystkim, ks. Karolowi zależało na jak najszybszym doprowadzeniu wojsk do Wiednia, chciał więc osobiście dopilnować, aby wszystko poszło zgodnie z jego planem. Wobec nalegań elektora saskiego jego korpus przydzielono do lewego skrzydła, pozostawiając jednak dowództwo nad nim Lotaryńczykowi. []
  87. Kara.., red. Z. Abrahamowicz, s. 118. Relacja Silhadara Mehmeda agi z Fyndykły. []
  88. S. Rowecki, Walki uliczne, Warszawa 1928, s. 11. []
  89. Leży w odległości mniej więcej 17-18 km od Wiednia (wg mapy przestawiającej stan na 1683 r.). []
  90. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 39; J. Sobieski, Dyaryusz..., red. T. Wierzbowski, s. 9. []
  91. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 39. []
  92. Nie wszystkie wozy dotarły zza Dunaju, dodatkowo okolica Tulbing-Konigstetten, co zauważył Kątski, była spustoszona przez wroga. []
  93. Jan III Sobieski do królowej Marysieńki, list z dn. 12 września 1683 r. za: J. Sobieski J., Listy..., red. L. Kukulski, s. 516-518. []
  94. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 39-40. []
  95. Droga albo okazała się zbyt trudna, albo też zależało im na szybkości. Ponieważ to Polacy, a konkretnie ich ciężka jazda, miały dokonać decydującego uderzenia, potrzebne było sprawne działanie piechoty cesarsko-niemieckiej na lewym skrzydle i w centrum tak, aby ściągnąć ku nim Turków, i odsłonić skrzydło wroga dla Sobieskiego. Mogło mieć to spore znaczenie przy podjęciu decyzji o pozostawieniu dział. Austriacy i Niemcy zabrali jedynie lekkie działka regimentowe, niezdolne do wyrządzenia większej szkody nieprzyjacielowi. []
  96. Tamże. []
  97. J. Wimmer, Wiedeń..., s. 299. []
  98. Liczebność od 600-1200 porcji. []
  99. M. Dyakowski, Dyaryusz wiedeńskiej okazyi roku 1683, red. J. A. Kosiński, Warszawa 1983, s. 37. []
  100. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 40-41. []
  101. Tamże, s. 41. []
  102. J. Wimmer, Wiedeń..., s. 314. []
  103. Tamże, s. 316. []
  104. Por. Kara.., red. Z. Abrahamowicz, s. 157-158. Relacja Silhadara Mehmeda agi z Fyndykły; uderzenie ze strony Tatarów zostało powstrzymane z przyczyn czysto ambicjonalnych chana tatarskiego. Urażony wcześniejszym ignorowaniem jego doniesień o sprzymierzonych, oraz mający na celu zrzucenie z Chanatu dominacji tureckiej, miał wyraźny interes w niepowodzeniu Kara Mustafy. []
  105. Tutaj pojawia się pytanie, kto pełnił funkcję ppłka artylerii w jego korpusie. Niestety sam Kątski nie informuje nas o tym. Niemniej wydaje się niemal pewne, że bez pomocy ze strony innych oficerów ciężko byłoby Kątskiemu samemu zadbać o wszystkie potrzeby. []
  106. J. Wimmer, Wiedeń..., s. 305; 5 400 konnicy bejlerbeja Dijarbekiru Kara Mehmeda, 23000 pod wodzą Ibrahima paszy (w tym zaledwie 5 tys. janczarów), 15 000-20 000 ludzi bejlerbeja Damaszku, Abazy Sary Husejna paszy i 62 działa, w tym 2 kolubryny. []
  107. Oczywiście bierzemy tutaj pod uwagę same oddziały tureckie, przygotowane do odparcia sprzymierzonych. W warunkach oblężenia ciężko jest nagle zmienić front, zwłaszcza wobec sprawnie nacierającego wroga. []
  108. Jan III Sobieski do królowej Marysieńki, list z dn. 12 września 1683 r. za: J. Sobieski, Listy..., red. L. Kukulski, s. 518. []
  109. J. Wimmer, Wiedeń..., s. 320. []
  110. Około godziny 13. []
  111. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 41-42. []
  112. A trzeba pamiętać, że wojska prawego skrzydła w trasę ruszyły już około godziny 6 rano, przed Austriakami i Niemcami. []
  113. Nie liczymy tutaj rzecz jasna polskiej konnicy, która zgodnie z planem pojawiła się na końcu. Pamiętać jednak należy, że gdyby nie plan, najpewniej wyszłaby do walki przed artylerią. []
  114. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 42. []
  115. Tamże, s. 42-43. []
  116. Czyżby chodziło o jedną z tych - J. Butlera, gen. J. Dennemarka, K. Zamoyskiego, płk. Krauze? W zasadzie można obstawiać, że jedną z nich była brygada Butlera, jako że to w jej skład wchodził regiment Kątskiego. []
  117. Tamże, s. 43. []
  118. J. Wimmer, Wiedeń..., s. 324. []
  119. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 43. []
  120. Gdyby bowiem puścił husarię z pancernymi do szarży od razu, bez sprawdzenia terenu, ryzykował w sposób poważny. Jakiekolwiek przeszkody terenowe mogły zatrzymać uderzenie w najmniej oczekiwanym momencie. Ewentualne zaprowadzenie porządku stwarzało szansę dla Turków, którzy na skłębione szeregi polskie mogli uderzyć z nadzieją na sukces. []
  121. Venimus, vidimus, Deus..., red. M. Nagielski, s. 84. []
  122. J. Wimmer, Wiedeń..., s. 333. []
  123. To akurat jest sprawa jasna. Pozostawiając wozy pod wzgórzami, Kątski musiał liczyć się z tym, że w pewnym momencie skończy mu się proch, a co za tym idzie, jego udział w bitwie znacznie się zmniejszy. Tutaj dość znamiennym faktem jest to, że w pewnym momencie Dupont musiał załadować działo... swoją peruką[!]. []
  124. M. Kątski, Diariusz..., red. B. Królikowski, s. 54. []
  125. Tamże, s. 55. []
  126. Tamżes. 56. []
  127. Tamże, s. 62. []
  128. Zawsze można bowiem zarzucić, że szybsze działania sprzymierzonych, dałyby więcej czasu na pościg za wrogiem. Trudno jednak rozpatrywać to w świetle problemów z transportem i pogodą. Dodatkowo nie udało się też całkowicie zablokować odwrotu Turków. []
  129. Tutaj pojawia się ten słynny spór o to, komu przyznać zwycięstwo: Sobieskiemu, który zgodnie z ustaleniami ze Stettelsdorf był głównodowodzącym i wykonał kluczowe uderzenie, czy Lotaryńczykowi, który na lewym skrzydle skupił na sobie główne siły wroga, umożliwiając odpowiedni manewr Sobieskiemu. []
  130. W stopniu znacznym zahaczają takie spekulacje o historię alternatywną, ale bez nich ciężko byłoby w pełni zrozumieć całość obrazu. []
  131. Tak dokładne chociażby przy opisie szarży próbnej Zbierzchowskiego i kolejnych chorągwi. []
  132. Zwłaszcza, że brakuje kilku ważnych źródeł, niedostępnych dla autora z różnych względów. []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz