„Moja droga do Scapa Flow”- G. Prien - recenzja


Wielu spośród niemieckich dowódców U-bootów zasłużyło sobie na miano „asów”, a ich wyczyny stały się niemal legendą, która budzi zainteresowanie po dziś dzień. Nie inaczej jest w przypadku korvettenkapitäna Güntera Priena. Przekonamy się o tym sięgając po jego autobiografię Moja droga do Scapa Flow, wydaną przez Finnę w ramach „Serii z kotwiczką”.

Po raz pierwszy ukazała się ona w III Rzeszy już w roku 1942, po śmierci słynnego „Byka ze Scapa Flow„. Jednak mimo upływu lat, pozycja ta nie traci na poczytności. Historia niemieckiego ”podwodniaka” i jego wojenne dokonania przyciągają uwagę Czytelników w równym stopniu tak samo dziś, co i kiedyś. Moja droga… nie jest jednak kompletną, szczegółową autobiografią. Autor koncentruje się jedynie na przedstawieniu najważniejszych, a zarazem najciekawszych, epizodów swojego barwnego życia.

Twarde marynarskie życie

Swoją opowieść rozpoczyna w roku 1923. Pisze o czasach Wielkiego Kryzysu, codziennych zmaganiach z szarą rzeczywistością, wreszcie pobycie w Szkole Morskiej w Finkenwärder – swoim marzeniu. Następnie opisuje kolejne etapy „marynarskiej„ kariery, pokonywane podczas służby na m.in. takich jednostkach jak: „Hamburg„, „Pflatzburg„, czy „San Francisco”. Służby, dodajmy, twardej i wymagającej, która skończyła się dlań bezrobociem i czasowym „zakotwiczeniem” w Ochotniczej Służbie Pracy. W dalszej części relacji czytamy o jego powrocie na morze, już jako żołnierza U-bootwaffe – od służby na U-26 po szlak bojowy na U-47 (którego był kapitanem). W tym miejscu możemy przeczytać o paru ”życiowych wyczynach” Priena np. akcji w zatoce Scapa Flow i zatopieniu angielskiego pancernika ”Royal Oak”, za którą odznaczony został przez Hitlera Krzyżem Rycerskim Krzyża Żelaznego. Scena ta jest zarazem ostatnim aktem wspomnień.

Pomimo autobiograficznego charakteru publikacji dodać należy, że nie jest ona pisana wyłącznie na zasadzie „o sobie samym”. Można doszukać się tam informacji na temat codzienności życia ma morzu, etosu marynarskiego, koleżeństwa itp. kwestii. Choć – co trzeba przyznać – są to dane bardzo lakoniczne, wyrywkowe i należy podchodzić do nich z wielką ostrożnością, o czym poniżej. Całość pracy daje zatem obraz pełnej przygód opowieści o dowódcy (i jego załodze), którzy wręcz kochali ryzyko oraz uprawiali specyficzny rodzaj hazardu, w którym stawką było życie lub śmierć. Często, jak w tym konkretnym przypadku, ta ostatnia wygrywała.

Pozytywne i osobliwe strony

Plusem pracy jest bez wątpienia forma publikacji. Bezpośrednia relacja z wydarzeń zawsze jest atrakcyjniejsza dla czytającego, niż „suche„ opracowanie naukowe, nawet napisane wyśmienitym stylem. Wspomnienia mają w sobie „życie„, koloryt, mocniej też wpływają na świadomość i emocje. Taka atmosfera skuteczniej i trwalej przyciąga do lektury. Ciekawą stroną pracy jest ponadto kompozycja, a ściślej tzw. „nierówność czasowa”. Otóż pierwsze dziewięćdziesiąt stron napisane zostało w czasie przeszłym, a reszta - teraźniejszym. Zmienia się wraz z tym charakter i perspektywa. Zamiast czytać ”co było kiedyś”, szybko stajemy się bezpośrednimi uczestnikami opisywanych wydarzeń. Po pewnym czasie ma się wręcz wrażenie, że U-47 to nasz okręt, a my jesteśmy jego kapitanem. Ciekawa rzecz…

Niestety nie do końca jest jasne, czy taki efekt zawdzięczamy Prienowi, czy tłumaczowi. Ten ostatni wywiązał się ze swojego zadania dobrze, choć stylistyka miejscami wymaga mniejszej/większej poprawy. Co więcej, osobliwością Mojej drogi… jest styl samego Autora. Tekst jest zupełnie „wyprany„ z emocji, uczuć, czy nawet dramaturgii, pisany beznamiętnie (ma się wrażenie, że wręcz ”znudzonym” tonem). Tak jakby opisywane przygody nie były niczym nadzwyczajnym ani ekscytującym. Cóż, należy jedynie przywyknąć, wszak nie każdy ma zdolności literackie.

Książka niemieckiego „podwodniaka” ma jeszcze jeden walor, zgoła niewidoczny na pierwszy rzut oka. Jest bowiem ciekawym przykładem propagandy hitlerowskiej i pod tym względem stanowi cenne źródło nawet dla profesjonalnych badaczy. Właśnie, sięgając po Moją drogę…, przeciętny Czytelnik musi mieć świadomość oraz nieustannie pamiętać, że ma przed sobą tekst propagandowy. Inaczej łatwo „popłynąć z falą” i nabrać fałszywego obrazu rzeczywistości pełnej dobrych, rycerskich Niemców, walczących z bezlitosnymi, podstępnymi wrogami.

Na koniec – słowo o stronie technicznej wydania. Tutaj się nie zawiedziemy. Książka jest szyta, w twardej oprawie i wydana na dobrej jakości papierze. Cechuje ją elegancja, estetyka i przystępna cena. Wszystko to plasuje ją wysoko na tle podobnych. Dodać należy, że recenzowana publikacja zawiera kilka miłych dodatków, znacząco umilających lekturę: post scriputim informujące o zatopieniu U-47, aneks „asów” Dönitza oraz wkładkę z ponad 30-toma czarno-białymi fotografiami z życia Autora.

Aby wszystko było zrozumiałe…

Biorąc pod uwagę to co napisane powyżej, we wstępie do tego ciekawego źródła przydałoby się więcej informacji nt. okoliczności jego powstania i wydania, a być może nawet i roli jaką wspomnienia miały odegrać w III Rzeszy. Takie opracowanie ułatwiłoby niewątpliwie odbiór tekstu (tzn. oddzielenie „papki„ propagandowej od faktów) mniej obeznanym i wprawionym w temacie Czytelnikom. Tym samym zrozumienie pracy byłoby pełniejsze, a całość mogłaby tylko zyskać. Do tekstu „wkradło się„ też kilka literówek, jednak nie uprzykrzają one czytania. Wyjątek w tym względzie może stanowić jedynie fachowa terminologia, obfita zwłaszcza na początkowych stronicach. Zwroty, jak np. „brasowanie„, „grotmarsel”, „perty”, ”gordingi”, ”glejtawy” i in. nie dla każdego są jasne i zrozumiałe. Przydałoby się zatem ich wyjaśnienie.

Przygoda warta przeżycia

Moja droga… jest książką dla wszystkich, a zwłaszcza męskiej części Czytelników. Choć można utyskiwać na styl, niewielką objętość, czy „poprawność polityczną”, warto ją przeczytać. Znajdziemy tu zarówno historię, jak i przygodę, słowem: przyjemną lekturę.

Plus minus:
Na plus:
+ forma publikacji
+ ciekawa, a zarazem osobliwa kompozycja pracy
+ cenne źródło (także w temacie „propaganda wojenna”)
+ wysoka jakość wydania
Na minus:
- brak informacji o okolicznościach powstania i wydania (są one istotne dla zrozumienia istoty wspomnień i ich właściwego odbioru)
- brak wyjaśnienia „fachowych” terminów

Tytuł: Moja droga do Scapa Flow
Autor: Günter Prien
Wydawca: Finna
Data wydania: 2000 (wydanie I)
ISBN/EAN: 83-87827-50-9
Liczba stron: 148
Oprawa: twarda
Cena: ok. 24 zł
Ocena recenzenta: 8/10

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz