„Japońsko-rosyjska wojna morska 1904-1905” - T. Rogacki - recenzja


Książka autorstwa Tomasza Rogackiego pt. Japońsko-rosyjska wojna morska 1904-1905 była moją pierwszą pozycją z serii „Bitwy/Taktyka”, którą wydaje Inforteditions. O autorze wiedziałem tyle, że wcześniej pisywał na tematy związane z epoką napoleońską, a omawiana tutaj praca jest jego pierwszą poświęconą wojnie na morzu. A, że prac tego rodzaju nigdy za mało, przystąpiłem pośpiesznie do jej lektury, której pokłosiem jest ta oto recenzja.

Już pierwsze chwile spędzone nad książką dały mi sporo materiału do przemyśleń. Pierwsze zdziwienie nastąpiło w chwili, gdy zajrzałem na ostatnie strony, by zapoznać się z bibliografią. Praca ta powstała na podstawie 55 różnych pozycji, z których znaczna część pochodzi jeszcze z okresu sprzed I Wojny Światowej, a także z okresu dwudziestolecia międzywojennego1. Oczywiście nie ma w tym nic złego i na podstawie tego, co wymieniono w bibliografii można by zapewne napisać całkiem znośną pracę. Lecz, gdy autor we wstępie pisze, że „okres ten nie znajduje jednak większego oświetlenia w opracowaniach polskojęzycznych ostatniego 50-lecia”2 (mając na myśli wojnę rosyjsko-japońską) najnormalniej w świecie zdębiałem. „Najnowszą” pozycją polskojęzyczną wykorzystaną przez autora jest Historia wojen morskich. Wiek pary P.P. Wieczorkiewicza z 1995 roku. Nie świadczy to nazbyt dobrze o piszącym, gdyż wynika z tego, że autor w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, co ukazało się ostatnimi czasy w tym temacie3! Tym samym pozbawił swojej pracy wielu ciekawych materiałów czy też po prostu nie zapoznał się z najnowszym stanem badań.

Pozostając jednak jeszcze w sferze literatury niestety nie wykorzystano właściwie żadnych prac poświęconych historii Japonii i Rosji, których u nas nie mało (choćby klasyczne już opracowania J. Tubielewicz i L. Bazylowa). Moim zdaniem jest to dużym błędem i odzwierciedla się w treści książki. Tak, więc Czytelnik znajdzie trochę o samej Japonii końca XIX wieku (odniosłem wrażenie, że rozdział ten powstał w oparciu o jedną tylko pracę), ale o Rosji carów tej samej epoki mniej niż nic.

Druga rzecz jaka już na początku „rzuciła mi się w oczy” to brak jakichkolwiek ustaleń, co do transkrypcji wyrazów pochodzenia japońskiego, chińskiego i koreańskiego4. Wielu nie zaznanych z tematyką dalekowschodnią Czytelników omyłkowe zapisy mogą wprowadzić w błąd. Tak, więc pojawiają się takie dziwne zapisy słów jak: Yemochi, tenna, Mejdzi, Joshinobu, Czemulpho, Wei-hei-wei, Matsuhito5, itp. Poza tym terminy pochodzenia japońskiego jak i inne dalekowschodnie winny być zwyczajowo zapisywane kursywą. Przy tym uwidacznia się dziwna skłonność autora do wymieniania ważnych postaci jedynie z nazwiska, stawiając przed nim jedynie inicjał imienia( a w niektórych przypadkach nawet tego nie czyniąc). Na kartach książki pojawiają się, więc: H. Ito, I. Oyama, S. de Witte, E. Aleksiejew6 itp. W dobrym tonie byłoby chociaż raz podać imiona tych osób związanych z dziejami tej wojny. Skoro już poruszone zostały kwestie języka, warto przyjrzeć się określeniom jakich używa autor. Czytając pracę odniosłem wrażenie, że niektórych terminów słownych można by uniknąć stosując bardziej odpowiednią terminologię np. brandery zamiast „statki blokady”, ostrzelał zamiast „obrzucił ogniem”, wystrzelił zamiast „rzucił torpedę”, wpaść czy natknąć się, ale nie „najechać na torpedę”, okręt może zostać zniszczony, zatopiony, ale nie „rozstrzelany” itp. Siłą rzeczy, więc nasuwa się pytanie – czy ktoś próbował w ogóle dokonać korekty książki przed jej wydaniem?

Zupełnie odrębną kwestią są błędy natury merytorycznej, których jest sporo i niestety obniżają one znacznie zawartość książki. Pozwolę sobie zwrócić uwagę jedynie na te najbardziej reprezentatywne, gdyż ramy tej recenzji nie pozwalają mi na przekroczenie pewnych limitów. W pracy możemy znaleźć takie m.in pomyłki - str. 19 „ Kraj ten od 1860 roku ruszył nagle ku osiągnięciu europejskiego poziomu, upatrując w tym samym szansę na szeroką eksplorację w Azji Wschodniej...” - przejrzałem kilka opracowań, almanach dat i tak się zastanawiałem, cóż takiego mogło się wydarzyć w tym roku. Naturalnie wydarzyło się i to sporo, ale miało to jedynie związek z samym bakufu, nie widzę tu związku z eksploracją. W 1860 roku miał miejsce m.in incydent pod bramą Sakuradamon czy też podpisanie konwencji z Portugalią, albo dewaluacja złotych monet przez rząd bakufu. Dlaczego nie podano np. dat 1854 czy 1868?

Str. 20 - „3 stycznia 1868 młody cesarz Matsuhito wstąpił na tron dokonując od razu radykalnych zmian” - właściwie to cesarz Meiji został już cesarzem 13 lutego 1867 roku, w dniu 3 stycznia zniesiono m.in urząd sioguna, oficjalna intronizacja miała miejsce 14 października 1868 roku. Stwierdzenie, że Mutsuhito dokonał radykalnych zmian jest moim zdaniem zbyt rażącym uproszczeniem - faktycznie rządzili ci, którzy najaktywniej zwalczali bakufu. Jena faktycznie wprowadzono w roku 1871.

Na stronie 22 autor podaje, że konstytucję ogłoszono „11 lutego 1890 roku”, o ile data dzienna się zgadza, to data roczna już nie. Właściwą jest rok 1889. Str. 23 „Tworzył też dwie izby: Izbę Panów złożoną z bogatej burżuazji i szlachty oraz Izbę Posłów wyłanianą w wyborach.” Faktycznie zaś winno być ”...wyższej - Izby Arystokracji (Kizokuin), w której zasiadali przedstawiciele rodziny cesarskiej, arystokracji oraz osoby szczególnie zasłużone dla kraju, a wyznaczone przez cesarza, oraz niższej - Izby Reprezentantów (Shugiin), teoretycznie wybieranej przez naród” (por. E. Pałasz-Rutkowska, K. Starecka, Japonia, Warszawa 2004, s. 47.).

Nieco dalej, bo na str. 38 autor w ogóle nie rozróżnia takich postaci jak Ito Hirobumi i Ito Yuko . Dla autora jest to jedna i ta sama osoba, która w książce występuje jako H. Ito - i uważa tym samym autor, że stał on na czele admiralicji7 (sic!).

Wielką bolączką autora jest nieznajomość stopni wojskowych jakie obowiązywały w ówczesnej marynarce rosyjskiej. Zresztą zdarza się w pracy, że autor nie konsekwentnie stosuje nazewnictwo – raz to pisząc, że był ktoś w stopniu kapitana II – rangi, a drugi raz, że był komandorem porucznikiem. W ogóle jest pomyłką stwierdzenie jakoby dowódca Wariaga miał stopień kapitana (str. 56). W rzeczywistości był pełnym komandorem. Zaś admirał Seymour nie był generałem (str. 32). Lecz to jedynie kilka przykładów z wielu, które można jeszcze wymieniać8...

Pomimo tego pracę czytałem dalej i notowałem swoje uwagi dochodząc do zasadniczej części pracy, czyli opisu działań wojennych na morzu. Opis ten nie wnosi mimo wszystko nic nowego do tematu, a jest wręcz ogólny. Przechodząc jednak do spraw, które mogą zainteresować Czytelnika w książce czytamy m.in – na str. 48 autor pisze, że „Rankiem 6 lutego nadeszły rozkazy cesarskie obligujące flotę do działania” – faktycznie rozkaz zaatakowania eskadry rosyjskiej Togo otrzymał o północy 5/6 lutego. Ponadto na stronie tej autor wymienia trzy transportowce, które towarzyszyły siłom kontradm. Uriu Sotokichiego – ich właściwe nazwy to Dairen Maru, Otaru Maru oraz Yeijo Maru9. Stronę dalej pada twierdzenie, że kmdr Asai Shoiro był dowódcą „1 dywizjonu kontrtorpedowców”, a przecież był on dowódcą 1 dywizjonu niszczycieli. Także Akebono nie był kontrtorpedowcem, a niszczycielem zaś Nikko Maru był krążownikiem pomocniczym. Wedle najnowszych badań japońskie okręty podeszły do jednostek rosyjskich na odległość 600 metrów, a nie 400 m jak podaje autor na str. 50 opisując nocny atak na Port Artur.

Na stronie 56 możemy znaleźć stwierdzenie, że Wariag walczył „14 minut”, co nie jest do końca prawdą, gdyż bój ten trwał około godziny. Także, nie wiem na jakiej podstawie autor twierdził, że Wariag wystrzelił 1105 pocisków w czasie starcia i że„zaczęto odczuwać braki w amunicji”. Na stronie 60 napisano, że jednym z branderów mających zablokować kanał wejściowy był Tanshiu Maru, jego prawidłowa nazwa toTenshin Maru. (Przy okazji na tej samej stronie jest dość dziwnie złożone zdanie – „Tenshiu Maru z kmdr. por. Arimą, w gwałtownym ogniu rosyjskim, wysadził się w powietrze.”) - mam rozumieć, że okręt sam się wysadził?

Na stronie 72 autor pisze: „2 maja wiceadm. Biezobrazow otrzymał nominację na dowódcę I Eskadry, natomiast kontradm. Z. Rożestwieński na dowódcę II Eskadry. Biezobrazow i Skrydłow obrali sobie na punkt dowodzenia Władywostok, co szczególnie w przypadku tego pierwszego wydaje się nieco dziwne zważywszy, że trzon I Eskadry znajdoował się w Port Artur.” Dziwne jest, że autor nie wziął pod uwagę faktu, iż obaj admirałowe nie dotarli do Port Artura z prostej przyczyny – ten został już odcięty przez Japończyków. Poza tym nominalnym dowódcą Eskadry Oceanu Spokojnego był wiceadm. Nikołaj Skrydłow, ponadto Biezobrazow był w stopniu kontradmirała. Rożestwieński został mianowany dowódcą II Eskadry 4 maja 1904 r.

Z kolei np. na stronie 93 możemy znaleźć wzmiankę, że Heihachiro Togo w okresie bitwy na Morzu Żółtym był w stopniu wiceadmirała. Mija się to oczywiście z prawdą, gdyż z dniem 6 czerwca został awansowany do stopnia admirała.

Na stronie 117 możemy przeczytać, że podczas incydentu hulskiego zatopiono 5 kutrów rybackich, właściwie to zatonął trawler Crane, pozostałe 5 jednostek zostało uszkodzonych. Także niełatwo jest mi zgodzić się z poglądem autora, jakoby wybór trasy przez cieśninę Cuszimską przez wiceadm. Rożestwieńskiego nieuzasadniony. Jak można się przekonać wprawny Czytelnik zaznajomiony z tematyką wojny morskiej w latach 1904-1905 odnajdzie sporo błędów i tez, z którymi może polemizować.

Chyląc się ku końcowi tejże recenzji chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na kwestie związane z wydaniem książki. Praca posiada miękką okładkę ze skrzydełkami, wydrukowana zaś została na tzw. „grubym” papierze. Ponadto Czytelnik odnajdzie w niej wiele ilustracji przedstawiających okręty i dowódców. Na uwagę zasługują moim zdaniem mapki, których jest, aż 29 – czytelnych i przejrzystych. W zasadzie jedyny jasny punkt książki.

Tym samym potwierdza się stara prawda, że napisać można wszystko, ale nie wszystko trzeba wydawać. Nasuwa się zatem końcowa konkluzja, iż wydawnictwo Inforteditions rozpoczyna rok od niemałego faux pas, zaś debiut Tomasza Rogackiego jako autora książki o tematyce wojennomorskiej można uznać w istocie za nieudany.

Plus minus:
Na plus:
+ duża ilość czytelnych mapek
Na minus:
- brak szerszego wykorzystania polskich opracowań
- słaba znajomość stanu badań nad opisywanym zagadnieniem
- błędy merytoryczne i językowe

Tytuł: Japońsko-rosyjska wojna morska 1904-1905
Autor: 
Tomasz Rogacki
Wydawca:
 Inforteditions
Data wydania:
 2011
ISBN/EAN:
 978-83-89943-78-1
Liczba stron:
 220
Oprawa: 
miękka ze skrzydełkami
Cena:
 27 zł – 36 zł
Ocena recenzenta:
 3/10

 

  1. Prac wydanych przed I WŚ naliczyłem 23, tych z okresu dwudziestolecia Czytelnik znajdzie 11, z kolei publikacji, które ukazały się po II WŚ odnajdziemy 21. W przeważającej mierze są to prace francusko, niemiecko i rosyjsko języczne. Jak zaznacza sam autor podstawą pracy są pozycje niemieckojęzyczne, w tym przetłumaczona na ten język oficjalna historia wojny, którą wydali Japończycy. Prac w języku polskim znajdziemy 22. []
  2. T. Rogacki, Japońsko-rosyjska wojna morska 1904-1905, Zabrze-Tarnowskie Góry 2011, s. 7. []
  3. Od roku 1989 na naszym rynku ukazywały się i ukazają wciąż prace poświęcone działaniom morskim tej wojny czy okrętom biorącym w niej udział. Autor wykorzystał jedynie pracę J.W. Dyskanta Cuszima 1905 z 1989 r. i jak wyżej wskazałem pracę P.P. Wieczorkiewicza. Od tego czasu ukazały się: Port Artur 1904, J. W Dyskant, Warszawa 1996; Port Artur – Cuszima 1904-1905, J. W. Dyskant, A. Michałek, Warszawa 2005 (będąca kompilacją i uzupełnieniem dwóch poprzednich prac J. Dyskanta o tej tematyce), A. Zbierski, M, Cieślak, L. Trawicki, Udział Polaków w wojnie rosyjsko-japońskiej na morzu 1904-1905, Gdańsk 2000. ; B. M. Czetwieruchin, Ostatni z Cuszimy, Gdańsk 2005. (książka ta to wspomnienia uczestnika starcia pod Cuszimą), wznowiono nawet książkę F. Thiessa, Cuszima – epopeja wojny morskiej, Gdynia 2005 (którą autor ma w swoje bibliografii, ale w języku francuskim); R. B. Edgerton, Żołnierze Imperium Japońskiego, Warszawa 2000. (gdzie również są opisane działania na morzu); P. Olender, Wojny morskie 1883-1914, Warszawa 2005 i jakże doskonała praca tegoż samego autora Wojna rosyjsko-japońska 1904-1905. Działania na morzu, Kraków 2010; A. Szymczyk, 36 dni admirała Makarowa, Warszawa 2007. Warto nadmienić także, że ukazał się szereg artykułów poświęconych okrętom tej wojny czy innym zagadnieniom w takich pismach jak: „Morze, statki i okręty”, „Okręty Wojenne” czy „Przegląd Historyczno-Wojskowy” czy „Militaria XX w.”, a których wymienie tu zajęłoby zbyt wiele miejsca - czy naprawdę nie można było się z tym zapoznać? []
  4. Dla, których kolejno powinno zastosować się transkrypcję w systemie: Hepburna, Wade’a – Gilesa (ew.Pinyin), McCune’a-Reischauera. []
  5. Właściwie to winno być: (Tokugawa) Iemochi (siogun), Tenno, Meiji, Yoshinobu, Chemulpo, Weihaiwei, Mutsuhito. []
  6.  W kolejności rozwinięcia inicjału imienia: Hirobumi, Iwao, Siergiej, Eugeniusz (właśc. z ros. Jewgienij). Przy okazji zwyczajowo w języku japoński odmiennie niż u nas, pierwsze podaje się nazwisko, a potem imię. Tak, więc powinno być Ito Hirobumi. Sądzę, że autor powinien to uwzględnić chociaż w przypisie. []
  7.  W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że Ito Hirobumi był wybitnym mężem stanu, kilkakrotnym premierem, ale nie był na pewno admirałem! Poprawnie powinno być, że admirałem był Ito Yuko vel Itō Sukeyuki, który stał na czele Morskiego Sztabu Generalnego. []
  8. O błędach znalezionych w pracy można poczytać także na http://fow.az.pl/forum/viewtopic.php?f=36&t=7119 []
  9. A nie jak podane w tekście: Tairen Maru, Otaru, Heijo Maru. []


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz