Co naprawdę stało się z generałem Zagórskim?


6 sierpnia mija 85 lat od tajemniczego zaginięcia generała Włodzimierza Ostoi – Zagórskiego. Jego zniknięcie jest jedną z najbardziej sensacyjnych i do dnia dzisiejszego niewyjaśnionych zagadek okresu międzywojennego.

Włodzimierz Zagórski

Sprawa ta budzi bardzo wiele kontrowersji nie tylko ze względu na brak jasnych poszlak wskazujących na dalsze losy generała, ale także ewentualnych przyczyn jego zniknięcia. Mimo wielu prób rozwikłania tej zagadki, do dnia dzisiejszego nie można jednoznacznie uznać żadnej z teorii za całkowicie przekonywującą. Po raz ostatni widziano go 6 sierpnia 1927 roku późnym wieczorem w okolicach pomnika Adama Mickiewicza na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Tego dnia został wypuszczony po ponad rocznym pobycie w wileńskim Wojskowym Więzieniu Śledczym na Ant0kolu. Został w nim osadzony po przewrocie majowym wraz z generałami Rozwadowskim, Jaźwińskim i Malczewskim.

Wbrew wojskowemu kodeksowi karnemu, który mówił o ośmiodniowym okresie od przekazania akt prokuratorowi po zakończeniu śledztwa, przez cały ten czas nie otrzymał on aktu oskarżenia, przetrzymując go ten sposób bez żadnych podstaw prawnych. Zagórski wielokrotnie ze swoim adwokatem Franciszkiem Sznarbachowskim składali wnioski o uchylenie aresztu z powodu zakończenia śledztwa, jednakże pisma te jednak pozostawały bez żadnej odpowiedzi1. W śledztwie w stosunku do Włodzimierza Zagórskiego wyselekcjonowano cztery główne zarzuty, które próbowano poprzeć materiałem dowodowym. Miało to być rzekome zastrzelenie przez niego dwóch szeregowych wartowników, nieuiszczenie opłaty za naprawę samochodu stanowiącego prywatną własność, rekwizycję samolotów cywilnych, bombardowanie miasta w  dniach od 12 do 14 maja 1926 r.2

Czy zaplanowano jego zaginięcie?

6 sierpnia w wielkiej tajemnicy udał się do Wilna kpt. Miładowski, który dostał od szefa Gabinetu Generalnego Inspektora Sił Zbrojnych, ppłk Prystora polecenie przywiezienia Zagórskiego do Warszawy. Wszystko to miało odbyć się bez „niepotrzebnego rozgłosu”3. Cieślikowski, Rawicz i Kowalski, autorzy trzech prac badających sprawę zaginięcia twierdzą, iż podejrzany wydaje się fakt zwolnienia generała z więzienia w zupełnej tajemnicy. Nie poinformowano go bowiem, ani w jakim celu ma udać się do Stolicy, ani tego, że de facto jest wolny, nie okazano mu nakazu zwolnienia, nie stwierdził własnym podpisem przyjęcia do wiadomości decyzji sądu, nie wydano mu jego depozytu.  Lucjan Miładowski zeznał później, iż 4 sierpnia dostał od płk Prystora rozkaz wyjazdu do Wilna, w celu przywiezienia gen. Zagórskiego do Belwederu.4 Została mu wręczona zalakowana koperta zaadresowana do ppłk Wełdycza, pełniącego wówczas funkcję prokuratora przy Wojskowym Sądzie Okręgowym, z poleceniem jej osobistego wręczenia. Otrzymał również ustną instrukcję zachowania w  tajemnicy wyjazdu, „żeby z przyjazdu gen. Zagórskiego nie robić żadnej sensacji, żeby nie rzucało się w oczy, że jest on aresztowany”.5 Historycy zajmujący się tą sprawą twierdzą, iż działania podjęte ppłk Wełdycza niewątpliwie świadczą o przekazanych mu instrukcjach. Jako przykład podają sprawę nakazu zwolnienia. 6 sierpnia Zagórski wraz z kpt. Miładowskim opuszczają Wilno, ale dopiero dwa dni później do więzienia wpłynie nakaz zwolnienia6.

O 8:20 Zagórski wraz z kpt. Miładowskim wsiedli do pociągu relacji Wilno – Warszawa. Około godziny dwudziestej, kiedy to pojawili się na Dworcu Wileńskim, czekał już na nich mjr Wenda wraz z towarzyszącymi mu szeregowcem Mieczysławem Cemplem oraz Stefanem Wernerem. Plan zakładał, iż w obawie przed ewentualnymi manifestacjami towarzyszył mu oficer (kpt. Miładowski), który następnie miał przywieść go do raportu u Marszałka Piłsudskiego, po czym „gen. Zagórski miał wyjść sam i  swobodny na ulicę.”7 Jednakże plan uległ zmianie z powodu wcześniejszej pory wyjazdu Józefa Piłsudskiego z Warszawy, w związku ze Zjazdem Legionistów w Kaliszu i  Szczypiornie.  Poinformowano Zagórskiego, iż w wyniku nieobecności Piłsudskiego w Warszawie, nie może dojść do umówionego spotkania. Kapitan Miładowski zakomunikował mu, że jest wolny, tylko ma zgłosić się telefonicznie w poniedziałek wieczór lub wtorek rano do raportu u p. Ministra.

Według zeznań świadków Zagórski oddał do przechowalni na dworcu swój bagaż. Major Wenda zaproponował mu podwiezienie, z czego gen. Zagórski miał skorzystać. Na Krakowskim Przedmieściu poprosił jednak o zatrzymanie auta, twierdząc, iż chce tu wysiąść, aby móc skorzystać z publicznej łaźni „Pod Messalką”. Podczas przesłuchania wszyscy, którzy mieli kontakt z generałem Zagórskim, podali podobną wersję wydarzeń. To tutaj mieli go widzieć po raz ostatni.

Śledztwo

Gdy ani ósmego ani dziewiątego sierpnia Zagórski nie zgłosił się na umówione spotkanie z Piłsudskim, 10 sierpnia wszczęto śledztwo w tej sprawie. Prowadzenie dochodzenia powierzono oficerowi sądowemu kpt. Pileckiemu. Jeszcze tego samego dnia przesłuchał on mjr Wendę oraz kierowców kolumny samochodowej GISZ, Cempla i Wernera. Udał się także na dworzec kolejowy w celu sprawdzenia przechowalni bagażu. Na miejscu okazało się, iż jeszcze 6 sierpnia niezidentyfikowana osoba odebrała rzeczy pozostawione w  depozycie. Nie udało mu się odnaleźć tragarza pełniącego tamtego wieczora dyżur. Odwiedził także mieszkanie Zagórskiego znajdujące się przy ulicy Foksal  17, jednakże od czasu jego pobytu w Więzieniu Śledczym było ono wynajmowane. Nie widziano go również w mieszkaniu bratanka zaginionego. Stefan Zagórski dopiero 7 sierpnia, będąc w trakcie delegacji w Częstochowie, dowiedział się z informacji zamieszczonych na łamach prasy o wypuszczeniu wuja z więzienia. Zaskoczony faktem nie poinformowania go o tym zdarzeniu, wystosował telegram do Wilna zaadresowany do Włodzimierza Zagórskiego, w  którym pytał się go czy to prawda oraz kiedy w takim razie przyjedzie do  Warszawy.

Zbigniew Cieślikowski w swojej pracy ponownie zwraca uwagę na rażące nieprawidłowości w działaniu śledczego. Zarzuca Pileckiemu wybiórcze i  niezgodne z procedurami prowadzenie śledztwa. Nie zadał on wielu istotnych pytań, które być może rzuciłyby nowe światło na przebieg wydarzeń, poszerzając w ten sposób niektóre istotne w tej fazie śledztwa kwestie. Kpt. Pilecki nie stwierdził np. kto poza nim i płk Prystorem wiedział o celu wyjazdu Miładowskiego do Wilna oraz kto poza ppłk Wełdyczem, mjr Dworzakiem i  kpt. Tymańskim poinformowany był o wyjeździe gen. Zagórskiego do  Warszawy. Nie wiadomo też czym podyktowane było zachowanie w tajemnicy wyjazdu kpt. Miładowskiego do Wilna, a także jego asystowanie uwolnionemu w drodze powrotnej do Warszawy. Czy tylko z powodu obaw przed manifestacjami? Pilecki nie sporządził także notatki zawierającej informacje, jakie osoby poinformowane były o terminie zwolnienia Zagórskiego z  więzienia i jego przyjazdu do Stolicy8

Nieco więcej do śledztwa wniosło zeznanie dwóch posterunkowych pełniących w tym dniu na Dworcu Wileńskim służbę. Podali oni, iż widzieli około godziny 20:00 samochód wojskowy z oficerem w stopniu porucznika za kierownicą. Tablica rejestracyjna, jaką miał pojazd należała do typu wojskowego, którą posiadają samochody z Zamku lub Belwederu. Samochód stał źle zaparkowany przez co utrudniał przejazd jezdnią pozostałym. Starszy Posterunkowy Rudziński zauważył, że w samochodzie oprócz kierowcy siedziały trzy osoby. Pomiędzy dwoma wojskowymi, których rangi nie pamięta, siedział jeden cywil. Auto to odjechało 10 minut po przybyciu pociągu z Wilna w kierunku mostu Kierbedzia. W tym samym czasie zauważył Rudziński, kolejne wojskowe auto zaparkowane przed dworcem. Nie widział jednak, ani kto siedział za kierownicą, ani ile osób znajdowało się wewnątrz pojazdu. Jedyne na co zwrócił uwagę to bagaż przyniesiony przez tragarza, który został włożony do środka9

W tym miejscu należy również wspomnieć o pewnej niezgodności. Według zeznań samego majora Wendy, poinformował on Zagórskiego o fakcie zwolnienia z więzienia, gdy ten przybył na Dworzec Wileński. Nie mógł jednak w świetle prawa tego uczynić, gdyż nie posiadał on uprawnień do czynności procesowych.

12 sierpnia oskarżono gen. Zagórskiego o dezercję. Sprawę przejął sędzia śledczy mjr Wilhelm Mazurkiewicz. Następnego dnia w „Monitorze Polskim” opublikowano oficjalny komunikat w tej sprawie. Ministerstwo Spraw Wojskowych podało w nim kilka niemających pokrycia dowodowego faktów, np. że Prokurator Wojskowy zamierzał doręczyć gen. Zagórskiemu akt oskarżenia osobiście. Dodatkowo podano informację, jakoby w poszukiwaniach oprócz Żandarmerii Wojskowej, udział brała Policja Państwowa, co było niezgodne z prawdą. Na łamach pracy rządowej ukazywały się artykuły podające, iż Zagórski zbiegł za granicę w obawie przed procesem.

Należy zwrócić uwagę na fakt, iż „w aktach śledztwa brak jest najmniejszej wzmianki o jakikolwiek planie działań, wytypowaniu osób lub zagadnień do sprawdzenia, nakreśleniu osób lub podejrzanych itp. Szczególnie razi przy założeniu „systematycznych poszukiwań”, brak zalecenia ustalenia osób, które 6 sierpnia widziały gen. Zagórskiego oraz sporządzenia wykazu osób, które wiedziały o zwolnieniu generała z aresztu i jego przyjeździe do Warszawy, a także osób, u których mógł znaleźć schronienie.”10 Trudno nie zgodzić się z uwagami Cieślikowskiego.

W trakcie śledztwa okazało się, że nie można potwierdzić zeznań mjr Wendy czy kpt. Miładowskiego dotyczących opuszczenia auta przez Zagórskiego na Krakowskim Przedmieściu11. Po przesłuchaniu posterunkowego, który 6 sierpnia pełnił służbę w tamtym miejscu oraz sprzedawczyni z kiosku usytuowanego przy zbiegu ul. Trębackiej i Krakowskiego Przedmieścia jasno wynika, iż nie mógł w tamtym miejscu wysiąść generał. Znajdował się tam bowiem przystanek tramwajowy i autom nie wolno się było zatrzymywać. Gdyby doszło do takiej sytuacji wyżej wymienione osoby zwróciły by zapewne na to uwagę, szczególnie kiedy chodziło o samochód wojskowy. Ponadto nie widzieli osoby podobnej do zaginionego. Nasuwa się więc pytanie: gdzie w takim razie wysiadł Zagórski? A może podano tę wersję wydarzeń po to, aby ukryć fakt morderstwa?

Próby zatarcia śladów

30 sierpnia wyłowiono z Bałtyku list rzekomo napisany ręką gen. Zagórskiego. Jego treść brzmiała następująco: „Do wszystkich, którzy się mną interesują. Pocałujcie mnie w nos. Jestem tam gdzie mi się podoba. W każdym razie nie tam, gdzie myślicie. Proszę o paszport zagraniczny.” Podpisano gen. Zagórski12. Podobna sytuacja powtórzyła się dwa tygodnie później, gdy dwunastego i trzynastego września do Zarządu Kasyna Oficerskiego 1 Pułku Lotniczego oraz Zarządu Funduszu dla Wdów i Sierot dla Poległych Lotników, nadeszły listy podpisane przez zaginionego generała. Zagórski miał zaciągniętą pożyczkę i w listach tych zwracał część długu. Ekspertyza grafologiczna przeprowadzona przez śledczych wykazała, że listy te niewątpliwie zostały napisane przez generała Zagórskiego. Innego zdania była bratanica zaginionego – Irena Ostoja - Zagórska. Nie porównano bowiem charakteru pisma listów wysłanych we wrześniu, z dokumentami, które zostały napisane za życia generała, co stanowi rzeczowy błąd śledztwa. Cieślikowski zwraca również uwagę na nazwisko jednego z grafologów, Henryka Kwiatkowskiego, który już przed wojną występował w charakterze biegłego podczas procesów sądowych, a jego opinie często były podważane przez linię obrony13. Ponownie badania przeprowadził Zakład Kryminalistyki KG MO,  które potwierdziły relację Ireny Zagórskiej.

Należy jednak równocześnie pamiętać, że prasa endecka motyw zaginięcia Zagórskiego przez kilka następnych lat wykorzystywała jako argument w walce z obozem sanacyjnym. Piłsudski był więc osobiście zainteresowany sprawą. Faktem jest, że w spisie dotyczącym sprawy brakuje części dokumentów, które najprawdopodobniej zostały wypożyczone w trakcie dochodzenia i na co wskazuje sygnatura, część z nich wpłynęła z powrotem dopiero później bądź wcale. Trzej historycy zgodnie twierdzą, iż jest to dowód na likwidowanie niewygodnego materiału źródłowego.

W kręgu mitów i faktów

Już kilka dni po zaginięciu gen. Włodzimierza Zagórskiego pojawiło się wiele teorii, niekiedy o charakterze spiskowym, związanych z jego domniemanymi losami. Część z nich od razu uznano za wyssane z palca, inne natomiast wydawały się mieć realne podłoże. Śledztwo nie dostarczyło jasnej odpowiedzi na to pytanie.

Pierwsza światło dzienne ujrzała teoria lansowana przez obóz sanacyjny, jako odpowiedź na pytania prasy i opinii publicznej związane z tajemniczym zniknięciem generała.

Zagórski miał zbiec na teren Niemiec bądź Czechosłowacji. Świadczyć o tym miały listy, które zostały wysłane we wrześniu 1927 roku do Zarządu Kasyna oraz Zarządu Funduszu dla Wdów i Sierot dla Poległych Lotników. Na kopercie widnieje stempel gdańskiej poczty. Można odnieść wrażenie, że osoby związane z tą sprawą, starały się na siłę odwrócić uwagę śledczego i opinii publicznej od prawdziwego scenariusza wydarzeń, próbując udowodnić tę tezę. Gdzie więc w takim razie mógł znaleźć się Zagórski? Czy nielogiczna byłoby z jego strony próba kontaktu z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi? Dlaczego nie skorzystał z możliwości nagłośnienia swojej sprawy w mediach i instytucjach, które żywo interesowały się jego losem? Można odpowiedzieć, iż nie uczynił tego z troski o własne życie. Dlaczego więc od dnia jego zniknięcia, nie skontaktował się z rodziną, nawet w momencie, gdy jego przeciwnicy zostali zepchnięci na dalszy plan życia politycznego? Wyjaśnienie w tej sprawie mogłaby jednoznacznie dać niezależna ekspertyza grafologiczna. Faktem jest jednak to, iż z zachowanej dokumentacji jasno wynika, iż ktoś starał się nadać tokowi śledztwa odpowiedni kierunek. Rozesłano listy gończe za poszukiwanym, jednakże śledztwo prowadzone przez poszczególne służby policyjne, nie potwierdziło obecności Zagórskiego na terytorium większości państw europejskich. Polskie MSZ aż do 1939 roku nie wycofało listów gończych za Włodzimierzem Zagórskim, nawet wówczas gdy jasnym stało się, iż generał nie żyje14.

List gończy za gen. Zagórskim

Lansowanie teorii o dezercji Zagórskiego było na rękę obozowi rządzącemu. Ucinano w ten sposób wszelkie spekulacje na temat jego tajemniczego zaginięcia i łączenia tej sprawy z osobami związanymi ze środowiskiem sanacyjnym. Istnieje prawdopodobieństwo, iż władza, której zależało na podtrzymaniu wśród opinii publicznej tego stanu rzeczy, spreparowała wiadomość wyłowioną z Bałtyku oraz listy, które przyszły we wrześniu do Kasyna Oficerskiego 1 Pułku Lotniczego oraz Zarządu Funduszu dla Wdów i Sierot po Poległych Lotnikach.

19 sierpnia do gen. Dańca zgłosił się gen. Marian Kukiel z oświadczeniem, że Zagórski ma znajdować się na terenie Fortu Legionów, gdzie w „oddzielnej celi, niewidocznej dla robotników jest przetrzymywany.”15 Informacja ta spowodowała, iż rozpoczęto poszukiwania w Warsztatach Amunicji Specjalnej znajdujących się na terenie Fortu Legionów Dąbrowskiego. Zbigniew Cieślikowski zwraca uwagę na pobieżnie przeprowadzone  przeszukania. Opuszczono wiele pomieszczeń, nie przebadano tych zaplombowanych, nie wiadomo także ile było zabezpieczonych miejsc. W  protokole przeszukania nie ma również wzmianki, czy przeszukano miejsca objęte tajemnicą, o których wspominał gen. Kukiel, ani czy takie pomieszczenia faktycznie były16.

Przez cały okres śledztwa wpływały zgłoszenia od osób trzecich, w których informowano, iż widziano lub słyszano, że ktoś inny widział poszukiwanego generała. Jak zwykle w tego typu wypadkach, wpłynęło wiele informacji nieprawdziwych, często sprzecznych i wzajemnie wykluczających się.

Po opublikowaniu w prasie wiadomości o tajemniczym zaginięciu generała, kilkanaście osób zeznało bądź zgłosiło się, że ktoś inny widział Zagórskiego. Między innymi miano go widzieć w towarzystwie dwóch mężczyzn na stacji kolejowej w Laskowicach, wsiadającego do pociągu zmierzającego w kierunku Gdańska17 Kilka dni później pojawiła się informacja, którą przekazał fryzjer Komendy Miejskiej Edward Gąsowski znający z generała widzenia, jakoby ten przebywał na warszawskiej plaży „Poniatówka”. Miano go widzieć również 10 sierpnia w towarzystwie kilku osób w  restauracji Karpowicza w Zakopanem. Zgłoszenie to złożył znający się osobiście z generałem jeszcze sprzed 1914 roku, Zdzisław Zahaczewski18. Nie potwierdziły się te rewelacje. W trakcie konfrontacji okazało się, że mężczyzną, którego wzięto za Zagórskiego był Witold Leonhard, łudząco przypominający poszukiwanego19. Kuzynka generała, Stefania Zagórska zgłosiła, iż 11 sierpnia, około godziny 9:00, widziała go jadącego autem w towarzystwie nieznajomej kobiety na szosie z  Rabki do Chabówki.20 Również strażnik pełniący służbę na przejściu granicznym z Czechosłowacją, rozpoznał na zdjęciu przedstawiającego poszukiwanego mężczyznę, który miał w sierpniu przekroczył granicę. Żadna z tych teorii nie została poparta dowodami.

Istnieje również inna teoria związana z działalnością Zagórskiego we Francopolu, w okresie kiedy piastował urząd dyrektora Departamentu Lotnictwa. Zagórski po wyjściu z więzienia mógł obawiać się zemsty swoich byłych współpracowników, których skompromitował. Upozorował więc własne zaginięcie, ze strachu przed ludźmi powiązanymi z aferą w firmie Francopol21.

Wersja ta wydaje się niedorzeczna z kilku powodów. Po pierwsze, czy zemsta byłych kolegów była, aż tak groźna dla generała, że zmuszony był sfingować własną śmierć? Po drugie, czy jeszcze przed aresztowaniem Zagórskiego obawiał się on o własne życie? Przecież od czasu wybuchu afery i  odwołaniu Zagórskiego z zajmowanego stanowiska, do chwili jego internowania po przewrocie majowym minęły dwa miesiące. Dodatkowo nie ma żadnych śladów, aby osoby związane z tą aferą wyrażały jakąkolwiek chęć zemsty, albo groziły Zagórskiemu.

Jedną z bardziej fantastycznych wersji wydarzeń, było zeznanie Leona Sapiechy. Ten znany z pasji podróżowania arystokrata zeznał, iż podczas swojego pobytu w Kongu Belgijskim, spotkał się z bratem poszukiwanego, Juliuszem Ostoja – Zagórskim, który powiedział mu, iż czeka na przyjazd brata22.

W miarę upływu czasu od dnia zaginięcia gen. Zagórskiego, opinia publiczna coraz mniej wierzyła w wersję wydarzeń kreowaną przez władze. Pod  koniec sierpnia w większości panowało przekonanie o zamordowaniu Zagórskiego. Porywacze generała, a jednocześnie jego domniemani zabójcy musieli mieć coś wspólnego z obozem rządzącym, jeżeli okazali się nieuchwytni, a  władzy wyraźnie zależało, aby nieuchwytni pozostali23.

Zdaniem Wincentego Witosa osobami, które wykonały egzekucję byli Zygmunt Wenda, Józef Beck oraz Bogusław Miedziński24. Zwłoki Zagórskiego miały być następnie poćwiartowane i utopione w wodach Wisły, w worku wyłożonym kamieniami25.

Według innej nie mającej pokrycia dowodowego wersji wydarzeń, Zagórskiego miano zabić w twierdzy w Modlinie, albo jego zwłoki  wrzucono do Wisły26.

Krążyła jeszcze inna, całkiem nieprawdopodobna teoria. Zwłoki Zagórskiego miano przewieść do szpitala na Solcu, gdzie przy pomocy zaufanego lekarza, zniszczono je środkami chemicznymi. Resztki, które się zachowały, a  których nie udało się zniszczyć, utopiono w Wiśle27.

Swego czasu popularna była wersja, jakoby Zagórski został przeniesiony do Brześcia nad Bugiem i tam stracony. Według różnych wersji tego zdarzenia, generał po zwolnieniu z więzienia został albo od razu przeniesiony do Brześcia, bądź wywieziony dopiero z Warszawy. W stolicy udawał go zaś łudząco podobny kpt. Władysław Kowalewski. Dzięki tej maskaradzie obóz rządzący mógł ukrywać się za wersją, że uwolniony generał zdezerterował28.

Wokół tajemniczego zaginięcia gen. Włodzimierza Ostoi - Zagórskiego namnożyło się wiele spiskowych wersji wydarzeń. Na  szczególną uwagę zasługują dwie ogólne teorie. Pierwszą z nich jest przygotowana przez Zagórskiego ucieczka oraz upozorowanie zaginięcia. Drugą  natomiast morderstwo z inicjatywy władz sanacyjnych, na czele z Józefem Piłsudskim.

Na łamach prasy pojawiało się wiele hipotez bazujących na oficjalnej wersji wydarzeń, próbujących udowodnić zaplanowane przez Zagórskiego upozorowanie własnego zaginięcia oraz wyjazd poza granice Polski. Zastanówmy się jednak, czy  na podstawie ustaleń śledztwa ucieczka taka w przypadku generała była możliwa?

Mjr Mazurkiewicz bezspornie ustalił, iż gen. Zagórski nie został powiadomiony o celu swojego wyjazdu do Warszawy, nie wiedział de facto, że jest już wolnym człowiekiem. Informację tę przekazano mu dopiero po przyjeździe na Dworzec Wileński. Nie mógł więc wcześniej zaplanować mistyfikacji własnego zaginięcia.

Wykluczyłabym również argument ucieczki po 6 sierpnia 1927 roku. Po  pierwsze, Zagórskiego nie widziano nigdzie indziej niż na Dworcu Wileńskim. Zapadł się niczym kamień w wodę po domniemanym opuszczeniu samochodu na Krakowskim Przedmieściu. Co zrobiłby człowiek, który nagle po ponad rocznym pobycie w więzieniu dowiaduje się o wyjściu na wolność? Zagórski mógł udać się do rodziny, najbliższych29. Nie zrobił jednak tego, co może świadczyć o tym, że nie planował upozorowania zaginięcia. Pamiętajmy również o tym, że nie miał przy sobie większej sumy pieniędzy. Dodatkowo nie skontaktował się z rodziną i  przyjaciółmi nawet wtedy, kiedy widmo zemsty piłsudczyków zmalało. Wszelki ślad po nim zaginął. Zebrane elementy śledztwa przemawiają za tym, iż nie było to zaginięcie, ale zabójstwo.

Kto był zainteresowany śmiercią generała?

Wszystko wskazuje na to, że należy odrzucić spiskowe rewelacje, łącznie z  teorią o upozorowanym zaginięciu Zagórskiego, uznając, iż ślady związane z tą sprawą kierują ku środowisku piłsudczyków. Nie ma jednak jednoznacznych, dobitnych i niepodważalnych dowodów, które bezspornie przekonałyby o winie Józefa Piłsudskiego i podległych mu oficerów. Ten kierunek wytyczają jednak pewne fakty ustalone podczas śledztwa – m. in. przygotowana wcześniej operacja zwolnienia gen. Zagórskiego z Więzienia Śledczego w Wilnie, złamanie procedur sądowych, próby zacierania śladów.

Nasuwa się jednak pytanie, czym umotywować można ewentualny rozkaz Piłsudskiego o pozbyciu się nielubianego generała? Czy rzeczywiście Marszałek czuł się zagrożony przez domniemane posiadanie przez Zagórskiego kwitów na współpracę przedstawicieli PPS z wywiadem austriackim? Generał w latach 1911-1914 pełnił służbę w centrali austriackiego wywiadu wojskowego K-Stelle. Włodzimierz Zagórski wielokrotnie publicznie twierdził, iż w każdej chwili może ujawnić kompromitujące piłsudczyków materiały. Nigdy jednak tego nie zrobił, mimo iż przecież miał ku temu wielokrotnie okazję. Czy rzeczywiście więc był w posiadaniu tego typu dokumentów? Trudno jest to dzisiaj stwierdzić, nawet jeśli wielokrotnie w trakcie śledztwa jak i według opinii publicznej motyw ten był bardzo popularny. Zagórski mógł schować dokumenty u zaufanej sobie osoby, więc piłsudczycy podejmując decyzję o pozbyciu się generała, nie mieli pewności, czy kiedyś nie dotrą do opinii publicznej. Nie ma więc podstaw sądzić, że to właśnie z tego powodu Józef Piłsudski postanowił pozbyć się niewygodnego generała.

Inną możliwością, aczkolwiek równie mało prawdopodobną jest nienawiść jaka łączyła obie te postacie. Piłsudski znany był z bardzo długo chowanej urazy. Mógł więc skorzystać z okazji zemszczenia się na Zagórskim za jego działalność w Legionach. Wykorzystał więc oddanie podległych mu oficerów, którzy zaplanowali oraz dokonali zabójstwa Zagórskiego. Ta wersja przebiegu wydarzeń jest prawdopodobna, aczkolwiek czy Marszałek odważyłby się tylko z powodu własnych awersji narazić na ataki ze strony przeciwników politycznych i stracić zaufanie vox populi, jeśli zabójstwo Zagórskiego ujrzałoby światło dzienne? Mało prawdopodobne, aczkolwiek możliwe. Oczywistym jest bowiem, iż cała ta sprawa, jeśli tylko wyszła z inicjatywy obozu sanacji nie mogła ujść uwadze Marszała Piłsudskiego. Uważam, że  niemożliwym było zaplanowanie morderstwa tak ważnej osoby, nie tylko ze  względu na pozycję w hierarchii wojskowej jaką zajmował Zagórski, ale także z  uwagi jaką poświęcała opinia publiczna sprawie uwięzienia generała, bez wiedzy i  aprobaty Piłsudskiego.

Historyk zbliżony do obozu piłsudczykowskiego, Władysław Pobóg – Malinowski zapisał:

„Jak w sprawie Zagórskiego, tak i w tych brutalnych atakach sprawcy zacierali skrzętnie wszystkie ślady po sobie; podejrzenia szły w kierunku pewnej mafii, rekrutującej się z młodych elementów legionowych, politycznie przeważnie tępaków; mafia ta zaczęła tworzyć się już na rok na dwa przed majem 1926 roku, w uwielbieniu i oddaniu dla Piłsudskiego – oskarżała ona starszyznę legionową o to, że »osłabła«, »skapcaniała«, »obrosła w piórka« i że nie ma już ani energii, ani chęci »walczyć o komendanta«. Nie rozumiało to niemądre grono, jak wielką robi krzywdę swoimi metodami Piłsudskiemu właśnie”30

Piłsudski mógł wykorzystać chęć przypodobania się i zwrócenia na siebie uwagi młodych piłsudczyków. Czy możliwym jest jednak, że cała sprawa została zaplanowana za plecami Piłsudskiego, a  on sam powiadomiony dopiero po fakcie, zaczął zacierać ślady, doprowadzając w końcu do zamknięcia śledztwa, mimo niezbadania wszystkich poszlak.

Śledztwo zostało zakończone 29 września 1927 r., po zaledwie niecałych dwóch miesiącach trwania. Z zachowanej dokumentacji nie można odczytać prawdziwej przyczyny tak szybkiego zamknięcia sprawy, skoro nie wyjaśniono wszystkich poszlak. Dodatkowo porównując czas jego trwania z bezprawnym przetrzymywaniem Zagórskiego w więzieniu wileńskim, czas przebiegu śledztwa wydaje się bardzo krótki. Major Mazurkiewicz, który przejął później prowadzenie śledztwa w tej sprawie, już dzień później udał się na urlop. Nie powiadomiono również prasy o zakończeniu procedur dochodzeniowych.

Z powodu niemożności postawienia ostatecznej tezy wyjaśniającej prawdziwe losy generała Włodzimierza Ostoi – Zagórskiego, jesteśmy zmuszeni poruszać się po omacku w świecie hipotez, przypuszczeń i domysłów. Wszystko wskazuje na to, że już nigdy nie dowiemy się co rzeczywiście spotkało generała po 6 sierpnia 1927 r. Osoby, biorące bezpośredni udział w sprawie Zagórskiego oraz te, które mogły posiadać jakieś informacje z tym związane od  1927 r. milczą. Jedyną alternatywą jest odkrycie nieznanych wcześniej źródeł, które rzucą nowe światło na omawiane wydarzenia.

Bibliografia:

  1. J. Gaul, Z działalności kapitana Włodzimierza Zagórskiego w latach 1914 – 1918, „Przegląd Historyczny” 1997
  2. Z. Cieślikowski, Tajemnice śledztwa KO 1042/27. Sprawa generała Włodzimierza Ostoi - Zagórskiego, Warszawa 1986
  3. P. Kowalski, Generał Brygady Włodzimierz Ostoja – Zagórski (1882-1927), Toruń 2007
  4. A. Krasicki, Dziennik z kampanii rosyjskiej 1914-1916, Warszawa 1988
  5. W. Pobój – Malinowski, Najnowsza historia Polski 1914-1939, t. II, Opole 1990
  6. J. Rawicz, Generał Zagórski zaginał…, Warszawa 1963
  7. W. Suleja, Orientacja austo-polska w latach I wojny światowej, Wrocław 1992
  1. Tamże, s. 192. []
  2. P. Kowalski, Generał Brygady Włodzimierz Ostoja – Zagórski (1882-1927), Toruń 2007, s. 185. []
  3. Zbigniew Cieślikowski,  Tajemnice śledztwa KO 1042/27. Sprawa generała Włodzimierza Ostoi - Zagórskiego, Warszawa 1986, s. 108. []
  4. Tamże, s. 125. []
  5. Tamże, s. 126. []
  6. Tamże, s. 108. []
  7. Tamże, s. 111. []
  8. Tamże, s. 127. []
  9. Tamże, s. 129. []
  10. Tamże, s. 160. []
  11. W pracy Rawicza i Cieślikowskiego pojawia się nieścisłość. Według źródeł, gen. Zagórski wysiadł na Krakowskim Przedmieściu. Jerzy Rawicz podaje iż udał się on do Łaźni Fajansa przy Krakowskim Przedmieściu 58 (zwanej także Łaźnią Rzymską). Natomiast Zbigniew Cieślikowski twierdzi, iż Zagórski skierował się do publicznej Łaźni „pod Messalką” na Krakowskim Przedmieściu 16/18. []
  12. Z. Cieślikowski, op. cit., s. 200. []
  13. Tamże, s. 211. []
  14. Tamże, s. 199. []
  15. Tamże, s. 188. []
  16. Tamże, s. 188. []
  17. Tamże, s. 147. []
  18. Tamże, s. 148. []
  19. Tamże, s. 163. []
  20. Tamże, s. 148. []
  21. P. Kowalski, op. cit., s. 210. []
  22. Tamże, s. 206. []
  23. Tamże, s. 209. []
  24. Bogusław Miedzieński -  podpułkownik piechoty Wojska Polskiego, polityk, dziennikarz, poseł na Sejm I, II, III i IV kadencji, minister w rządzie Józefa Piłsudskiego i Kazimierza Bartla, wicemarszałek Sejmu, senator V  kadencji i Marszałek Senatu II RP. Był jednym z najbardziej zaufanych współpracowników J. Piłsudskiego. []
  25. P. Kowalski, op. cit., s. 204. []
  26. Tamże, s. 204. []
  27. Jery Rawicz, Generał Zagórski zaginał…, Warszawa 1963,  s. 110. []
  28. P. Kowalski, op. cit., s. 207. []
  29. Jego mieszkanie przy ulicy Foksal 17 od czasu jego pobytu w Więzieniu było wynajmowane. []
  30. W. Pobój – Malinowski, Najnowsza historia Polski 1914-1939, t. II, Opole 1990, s. 688. []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

10 komentarzy

  1. Jurek napisał(a):

    Sprawa chyba jednak prosta: zlikwidowali go bez specjalnych ceremonii piłsudczycy za wyjątkowo bezczelne złodziejstwo na młodym państwie w związku z aferą Francopolu. Nawet nie uważali za stosowne żeby łajdaka utrzymywać w Berezie.

    • Sylwia Szyc napisał(a):

      Berezy wtedy jeszcze nie było. Sprawa z Francopolem nie jest dla mnie wiarygodna. Gdyby chodziło o nią Zagórski wraz z wybuchem afery zostałby politycznie „ukarany”. Piłsudski miał idealną okazję by uderzyć w nielubianego przeciwnika. W 1927 r. zaginięciem Zagórskiego obarczono środowisko piłsudczykowskie, więc Marszałek musiał zdawać sobie sprawę, że fizyczna likwidacja generała nie będzie dobrym rozwiązaniem.

    • zetor napisał(a):

      Dlaczego w takim wypadku trzymali go w wiezieniu (bynajmniej nie w berezie jak ktos juz wczesniej przytomnie zauwazyl) tyle czasu zamiast urzadzic pokazowy proces i skazac w swietle prawa? Dobrze ze marszalek nie mial takich doradcow jak ty bo bysmy dalej byli pod zaborami.

  2. Ferdynand napisał(a):

    Wyrwali chwasta.Osiem lat rządów PO wyprodukowało całe zagony takich Zagórskich.Obawiam się jednak czy nowe władze będą miały jaja ekipy Piłsudskiego.

    • Zygfryd napisał(a):

      Chwastem możesz nazwać siebie, jeśli chcesz. Jaja Piłsudskiego były takie, że przed bitwą warszawską złożył dymisję ze wszystkich piastowanych stanowisk na ręce premiera Witosa, opuścił Warszawę i pojechał do kochanki (przyszłej żony) pod Tarnów, gdyż nie wierzył w zwycięstwo Polaków i nie chciał brać na siebie odpowiedzialności za klęskę. Dopiero kiedy bolszewicy zaczęli się wycofywać, 16 sierpnia ruszył za nimi. Potem zasługi gen. Rozwadowskiego, dzięki któremu tak naprawdę bitwa warszawska została wygrana (nie umniejszając zasług. gen. Sikorskiego i gen. Hallera), przypisał sobie a prawdziwych bohaterów wykończył po przewrocie majowym.

  3. Bilbo napisał(a):

    Bereza w tych latach? Człowieku, o czym ty piszesz?

  4. rafal kazimierz zagorski napisał(a):

    Mysle,ze pozbyto sie gen.Zagorskiego w trakcie podrozy z Wilna do Warszawy.....!?

  5. kartuz napisał(a):

    Jeśli chcieli go zamordować, to po co w tym celu wieźli go do Warszawy? Przecież dało się go zlikwidować w Wilnie albo okolicach. Z kolei w trakcie podróży kolejowej (w dzień) raczej trudno jest się niepostrzeżenie pozbyć zwłok. Nic się tu nie klei.

  6. jerry napisał(a):

    dojechal na dworzec wilenski,tam urzadzono mistyfikacje,sobowtor generala pojechal pod laznie gdzie wysiadl,general wsiadl do innego samochodu gdzie zostal uspiony i wywieziony do brzescia....

  7. szwoleżer napisał(a):

    Interesujące jest dla mnie trzymanie się zwolenników mordu pomysłu, że mial dokumenty kompromitujące Marszałka, czy piłsudczykow. Jakież to mogły być dokumenty? Przecież działalność w wywiadzie austriackim nie mogla byc wymierzona przeciw Polsce, bo Polski nie było. Zarówno Zagórski jak i Piłsudski w tym wywiadzie działali przecież z myślą o niepodległej Polsce, co więc mogło kompromitować Piłsudskiego?. To jakaś nieprzemyślana bzdura. Prędzej podobne dokumenty kompromitowałyby Zagorskiego, bo jak pokazała sprawa Francopolu, był człowiekiem interesownym, czego na pewno o Piłsudskim powiedzieć nie można.

Zostaw własny komentarz