„Okręt Jego Królewskiej Mości Zygmunta II Augusta...” - B.A. Kuliński - recenzja


Rozprawianie się z mitami historii jest dziś coraz bardziej popularne. Wychodzenie z informacją kontrującą dotychczasowe wykładnie poza grono specjalistów pozwala też na swobodną dyskusję. Najczęściej w krytyce pomaga internet, ale jeśli ktoś lubi tradycyjną wersję polemiki, może też wydać książkę. Tak zrobił Bohdan Andrzej Kuliński – spróbował obalić mit wybudowania w Elblągu królewskiego galeonu, który miał być zaczątkiem floty wojennej Rzeczypospolitej w drugiej połowie XVI wieku.

Wszystko przez naszą chęć udowadniania, że możemy być morską potęgą. Zygmunt II August zaprosił do swego królestwa mistrzów budowy okrętów z Republiki Weneckiej. Przez dwa lata (1570-1572) budowali oni w Elblągu okręt. Jednak budowa nie została zakończona i jednostka nie weszła do służby. Więcej prób nie podejmowano i morskie interesy Rzeczypospolitej nadal były strzeżone przez flotę kaperską. Mało więc o tym pierwszym królewskim okręcie wiemy. Ale przez ostatnie sto lat chętnie przywołujemy historię jego budowy jako próbę stworzenia polskiej floty wojennej na Bałtyku. Zaczątkiem jej miał być właśnie galeon „Smok„. Tyle że, zdaniem Kulińskiego, ani to był galeon, ani nawet ”Smok”. 

Zaczyna się słabo, bo od przegadanego tytułu i estetycznej, choć mało rzucającej się w oczy okładki. Potem jest już lepiej. Treść wprowadza nas w świat szesnastowiecznych statków i stoczni. Nim dojdziemy do właściwej opowieści, zgodnej z tytułem, przez sporą część książki będziemy poznawali typy produkowanych wówczas jednostek pływających. Wyjątkowo dogłębnie zgłębia autor stocznie weneckie, co jest moim zdaniem potrzebne. Dowiemy się więc dokładnie również tego, na czym polegały różnice dwóch okrętów, które mogły być dla Zygmunta II Augusta budowane, czyli galeonu i galery. Dla porównania, podobne informacje pojawiają się w przypadku innych flot północnoeuropejskich, w tym nadbałtyckich (potencjalni konkurenci Rzeczypospolitej do „panowania” nad Morzem Bałtyckim).

W kolejnej części przychodzi czas na przypomnienie, co historycy wiedzą o budowie królewskiego statku i na jakich źródłach bazowali. Podstawą badań był jeden z najstarszych polskich dokumentów finansowych, opisujący wpływy i wydatki związane z budową. Jednak już pierwsze jego opracowania kierowały uwagę badaczy na okręt typu galeon. Wielu następców przez sto lat powtarzało te same błędy – wskazuje autor i walczy z mitem. Przeprowadza dokładne analizy i krytykę źródeł. Przede wszystkim wskazuje na to, że sami wenecjanie nie mieli jeszcze zbyt dużego doświadczenia w budowaniu galeonów, byli za to specjalistami w budowie wiosłowo-żaglowych galer. I właśnie galerę, zdaniem Kulińskiego, zamówił król w elbląskiej stoczni. Przemawiać ma za tym wiele czynników – od skarbowych po geopolityczne. Dokumenty z epoki nie są jednoznaczne, bo zawierają wiele terminów na określenie budowanej jednostki, ale w korespondencji króla z dożą jest mowa o budowie trójrzędowej galery. To pewnie nie przypadek, że i w samym rejestrze na oprawie i stronie tytułowej słowa galeri i galeoni znajdują się blisko siebie, choć się pozornie wykluczają. Ale oryginału raportu już nie ma, zaginął w czasie wojny. Kuliński jednak drąży temat i dodaje sporo nowych elementów, na przykład błędy w określaniu jednostek pomocniczych (fragada nie fregata). Pieniędzy z ekonomii malborskiej nie wystarczyłoby na potężny galeon, a smocza głowa, która miała być zamocowana na dziobie, to nie figura ozdobna, lecz zakończenie tarana galery. Można by tak długo wymieniać, ale szczegóły zostawmy czytelnikom. Mnie autor przekonał, choć wolałbym, by król budował okręt-potęgę, nie zaś pełną galerników wiosłową strażniczkę portów. Może jednak powinniśmy zejść na ziemię i zauważyć, że i ten królewski eksperyment zakończył się fiaskiem. Dziś możemy ostudzić entuzjazm, choć mit potęgi morskiej był przed stuleciem, w obliczu odzyskania niepodległości i dostępu do morza, bardzo atrakcyjnym i potrzebnym tematem w polityce państwa. Wtedy galeon był ważnym elementem osadzania naszej państwowości. Dziś, nawet bez przesądzania, warto prześledzić tworzenie i obalanie tych teorii.

Niewątpliwie oryginalna jest opowieść o tym, jak ważne wśród polskich historyków nazwiska powtarzały tezy o galeonie, fregacie i bacie (rzekomo budowane w Elblągu). Nawet największy z tych okrętów nie miał szans opuścić Zatokę Świeżą (dzisiejszy Zalew Wiślany), bo jego poziom zanurzenia był na to zbyt wielki. Może autor za bardzo skupia się na szczegółach, bo trudno nie kopiować takiej teorii w publikacjach popularnych za tyloma autorami. Jednak trzeba przyznać, że wiara w galeon jest po dziś dzień niezwykle silna (rekonstrukcje „Smoka” można sobie zrobić nawet z popularnych modeli kartonowych).

Autor dodaje na końcu książki aneks, gdzie szczegółowo oblicza tonaż dawnych żaglowców. Dalej – części standardowe: bibliografia, spis ilustracji, spis tabel i spis treści, ale wszystko razem, począwszy od pierwszych stron, jest niestety chaotyczne. Moim zdaniem, mimo interesującej tematyki książki, zabrakło w niej tego, co duże wydawnictwa oferują autorom – czyli solidnej redakcji. Nie wchodzę w szczegóły, ale czytelnicy bez trudu ten mankament zauważą.

Wydawanie książek na zamówienie, dostępne dla każdego autora, oferuje ostatnio coraz większe grono polskich przedsiębiorstw (w tym przypadku – Warszawska Firma Wydawnicza). To ciekawy sposób na publikacje specjalistyczne dla ograniczonej liczby zainteresowanych. Tak też traktuję tę książkę, która może być przyczynkiem do weryfikacji dotychczasowej wiedzy i dalszych badań nad przeszłością. Jedynym, choć poważnym, problemem potencjalnych nabywców takiej książki jest jej wysoka cena. Można jednak zrozumieć, że rekompensuje ona ryzyko poniesione przez wydawcę publikacji niskonakładowych. Polecam więc taką formę dotarcia do odbiorców – jest bezpieczna pod warunkiem, że kupujący będzie miał szansę na przejrzenie publikacji przed kupnem.

Plus minus:
Na plus:
+ próba zwalaczania mitu historycznego
+ oryginalna tematyka
+ dogłębna weryfikacja źródeł
Na minus:
- chaotyczna redakcja książki
- nadmierna szczegółowość

Tytuł: Okręt Jego Królewskiej Mości Zygmunta II Augusta. Historia galeonu, który nie był galeonem
Autor: Bohdan Andrzej Kuliński
Wydawca: Warszawska Firma Wydawnicza
Data wydania: 2012
Liczba stron: 264
ISBN/EAN: 978-83-7805-071-1
Cena: ok. 42 zł
Ocena recenzenta: 7/10

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Marcin napisał(a):

    Nadmierną szczegółowość dałbym na plus. Dla ogólnie zainteresowanych (tylko ciekawych) może być to nudne ale jeśli jesteś zaangażowany w tematykę, to interesują Cię wszystkie detale, każda informacja która może rzucić jakieś światło na wygląd okrętu. Wtedy cieszy, że autor udostępnił te informacje. Pozdrawiam

Zostaw własny komentarz