„Operacja Tajfun” - D. Stahel - recenzja


Stahel po raz trzeci! Tym razem autor zabiera nas do ostatniej operacji Wehrmachtu w kampanii 1941 r. Operacji, która tym razem już naprawdę miała rozstrzygnąć wojnę na wschodzie. Nigdy już żaden pojedynczy polowy dowódca Wehrmachtu nie będzie dowodził tak olbrzymią masą wojsk. Zobaczymy też z bliska, jak bardzo rozdygotana i zmienna była strategia niemiecka, oraz jak bardzo przedwczesny triumfalizm był fundamentem późniejszej klęski. Co ważne, książka opisuje tylko pierwszą, październikową część operacji pod Moskwą.

tajfunW bardzo dobrych Operacji Barbarossa oraz Kijów 1941 David Stahel postawił tezę, że impet operacji Wehrmachtu oraz możliwość wygrania wojny wyczerpały się już w początku sierpnia. Samo wielkie zwycięstwo pod Kijowem było zaczynem późniejszych klęsk. Przykrym zwiastunem konieczności operacji przeciwko odradzającym się ciągle siłom Armii Czerwonej. Kijów był pierwszym dylematem strategicznym, na który sprawność operacyjna Wehrmachtu już nie znajdowała dobrej odpowiedzi. Wehrmacht mógł wygrywać bitwy, ale nie mógł zwyciężyć w wojnie.

W operacji Tajfun autor nie stawia już takiej wielkiej tezy. Pokazuje po prostu jak bardzo cele tej operacji wykraczały poza możliwości armii niemieckiej. Po pierwszych oszałamiających sukcesach i kolejnych setkach tysięcy jeńców, okrążonych i rozbitych armiach (dodam, że zaledwie kilka tyg. po wielkim zwycięstwie pod Kijowem) wydawało się wojna jest wygrana. W istocie aparat propagandy odtrąbił wygraną, po wiadomościach o skali rosyjskiej klęski pod Wiaźmą i Briańskiem.

Stahel pokazuje, że to nie tylko rasputica i wszechobecne błoto zatrzymały Niemców (a jeśli już, to przede wszystkim zatrzymał ich aparat logistyczny). W dużej mierze były to także ciągle zmieniane cele operacyjne dla poszczególnych wojsk, nierealnie nakładane nowe kierunki strategiczne i w istocie rozproszenie wojsk atakujących Moskwę, na rozbieżnych kierunkach. Rzut oka na mapę by zobaczyć, że Guderian na południu swoim skrzydłem ma atakować Kursk, a nawet Woroneż. Na północy z kolei wojska niemieckie skierowane na Kaługę, mają kierować się … na północny-zachód i wspomóc własną GA „Północ”, a po chwili atakować na północny-wschód. Wszystkie te kierunki są oczywiście dalekie od samej Moskwy. Ta ciągła zmiana dyrektyw i kierunków strategicznych jest rzeczywiście porażająca.

Dodatkowo uderza kompletne nieprzygotowanie logistyczne do operacji. W wielu książkach na temat niemieckich operacji można o tym przeczytać, jednak Stahel bardzo namacalnie to pokazuje. Dosłownie widać jak aparat transportu zamiera. To może nie są jakieś nowe odkrycia, wielu autorów wzięło dokładniej pod lupę niemieckie niedostatki w tym zakresie. Tutaj jednak dokładnie widać jak często Niemcy niejako z definicji prowadzili operacje „na ostatnich oparach”.

Książka ma wszystkie zalety poprzednich prac autora. Dużo wspomnień żołnierskich, które jednak tylko podkreślają stawiane tezy. Książka nie jest jednak opowieścią o życiu żołnierzy, jak w wielu innych pozycjach, które koncentrują się głównie na tym aspekcie, ale ci szeregowi żołnierze są tu obecni. Słyszymy ich głosy i czujemy ich narastający strach. Do tego świetny język i przekonujące opisy.

Opracowanie to jest pisane nawet bardziej ze strony niemieckiej, niż poprzednie książki autora. Żukow czy dylematy strategiczne Armii Czerwonej funkcjonują tu w jeszcze mniejszym stopniu niż wcześniej (co nie znaczy, że zupełnie znikają). Jest za to lekko zarysowana sytuacja w samej Moskwie, krótko ale bardzo obrazowo.

Największą wadą książki według mnie jest świadomość, że Stahel podzielił sobie pracę o bitwie o Moskwę na dwie pozycje, przez to co trzymana w ręku jest jakby urwaną opowieścią. Autor opisuje tylko operacje z października (a raczej walki z początku miesiąca i późniejszą pauzę wynikającą z walki z błotem). Dalsze starcia w listopadzie i ostateczna klęska Wehrmachtu u wrót stolicy ZSRR, została opisana w kolejnej książce (The battle for Moscow. David Stahel 2015), która wyszła całkiem niedawno. Nie ukrywam, że liczę na pojawienie się i tego tytułu w Polsce.

Ponadto ta książka w dużej mierze powtarza już tylko poprzednie myśli autora, dlatego częściowo jest wtórna. Widzimy zatem jak bardzo Niemcy nie były gotowe do tak wielkiej wojny, jak bardzo trudne było zaopatrzenie dla wojsk na wschodzie, jak bardzo logistyka Wehrmachtu była wątkiem pobocznym planowania większości operacji. W książce jest także dużo rozważań na poziomie polityki, nieco historii społecznej. W mojej ocenie Stahel tym razem nieco naruszył równowagę na niekorzyść głównego wątku. Są zatem rozważania na temat konwojów, polityki aliantów zachodnich, nastawienia Brytyjczyków, własnych sojuszników etc. W mojej ocenie jest ich nieco za dużo i psują przez to zasadniczy obraz.

Dzieło jest oczywiście nadal bardzo dobre. Widać kawałek niezłego warsztatu, porządnie opisane operacje niemieckie i ich ciągła zmienność. Pozycja jest jednak przegadana. W mojej ocenie, tym razem Stahelowi zabrakło tego powiewu świeżości z jego poprzednich książek.

Książka porządnie wydana, na niezłym papierze. Nieco zbyt łatwo zaginająca się okładka. Brakuje mi też bardzo indeksu na końcu. Niezłe mapy dobrze pokazujące posuwanie się niemieckiej ofensywy. Ponownie jednak mają tylko anglojęzyczne oznaczenia, do tego niekoniecznie współgrają z opisami z tekstu i trudno odnaleźć na nich niektóre opisywane miejsca.

Plus minus:
Na plus:
- świetny język
- bardzo dobrze opisana „rozdygotana niemiecka strategia”
- umiejętne prowadzenie opisu samych walk

Na minus:
- wtórność w stosunku do poprzednich prac
- naruszona równowaga pomiędzy opisem samej bitwy, a wątkami związanymi z prowadzeniem wojny jako takiej

Tytuł: Operacja Tajfun
Autor: David Stahel
Wydanie: 2014
Wydawca: Wydawnictwo Książka i Wiedza
ISBN: 978-83-05-13640-2
Stron: 424
Oprawa: miękka
Cena: ok 40 zł
Ocena recenzenta: 8/10

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz