Pierwsza wojna czeczeńska 1994-1996


Czeczenia to kraina niewiele mniejsza od województwa podkarpackiego położona po obydwu stronach rzeki Terek. W większości składa się ze stepów, które wprowadzają wędrowca do bram wielkiego Kaukazu. Przebiegają tamtędy ważne rurociągi z pól naftowych z okolic Morza Kaspijskiego. Tereny te zamieszkują Czeczeni – niezależny naród pozostający pod wpływem moskiewskiego kolosa, marzący o niezależności i zjednoczeniu Północnego Kaukazu.

OSN Ruś, okolice Szatoj, lato 1996. Fot. C. Mącik

Pierwszą realną szansą na niepodległość był chaos po rozpadzie Związku Radzieckiego i po puczu Janajewa – utworzono wtedy Czeczeńską Republikę Iczkerii. Pełnię władzy w Rosji przejął Borys Jelcyn, a w Czeczenii Dżochar Dudajew – ex-radziecki generał major lotnictwa. W 1992 r. Czeczenia i Tatarstan odmówiły podpisania układu stowarzyszeniowego z Federacją Rosyjską. Rosja, nawet pogrążona w kryzysie, nie mogła sobie na to pozwolić. Od początku istnienia republiki Moskwa utworzyła blokadę ekonomiczną nie pozwalając na rozwój kraju. Gdy zebrano siły uderzeniowe, minister obrony gen. Paweł Graczow rozpoczął „wojnę w obronie konstytucji”. Rosja nie mogła pozwolić na stworzenie precedensu, by nie otwierać drogi dla innych ruchów separatystycznych.

Rosja dostrzegła szansę szybkiego ponownego przyłączenia terenów targanej wewnętrznymi konfliktami Czeczenii. Młode państwo zmagało się z anty-dudajewską opozycją i chaosem wewnętrznym. Po wyborze pierwszego prezydenta, w wyniku ogłoszonej amnestii oraz łatwemu dostępowi do broni, młody kraj zaczęły nękać grupki dobrze uzbrojonych kryminalistów. Gdy w 1992 roku rosyjska armia wycofywała się z terenów Czeczenii, pozostawiła praktycznie cały sprzęt od granatów czy moździerzy po ciężkie uzbrojenie. Dżochar Dudajew przy pomocy swojej gwardii z trudem sprawował władzę w kraju. Opozycja, wspierana przez stronę rosyjską, tworzyła prywatne armie i jednostki samoobronny. Jednak Dudajew dzięki rozważnym działaniom do 1994 roku zdołał uporać się z większą częścią sił opozycyjnych i uspokoić sytuację z kraju.

OSN Ruś,okolice Szatoj,lato 1996-2

OSN Ruś,okolice Szatoj,lato 1996. Fot. C. Mącik

11 grudnia 1994 r. do republiki Czeczeni z trzech stron wkroczyły wojska rosyjskie. Oficjalnym uzasadnieniem władz Federacji Rosyjskiej była obrona integralności terytorialnej oraz walka z separatystycznymi i fundamentalistycznymi grupami muzułmańskimi. Pomysłodawcą operacji był ówczesny minister obrony Rosji gen. Paweł Graczow. Jego ambitny plan zakładał uderzenie potężną pancerną pięścią na stolicę Czeczenii – Grozny, a następnie wprowadzenie wojsk wewnętrznych do ustabilizowania sytuacji w regionie. Spodziewano się, że żołnierze wojsk uderzeniowych wrócą do domów jeszcze przed końcem roku, a minister dostanie tym samym prezent na urodziny, które obchodził 1 stycznia 1995 roku.

Jednakże już pierwsze tygodnie przekonały Rosjan, że nie będzie to proste zwycięstwo. Rosyjscy dowódcy nie byli przygotowani do szturmowania miast, a czołgiści, jadący w szyku marszowym byli narażeni na ataki pojedynczych bojowników z granatnikami przeciwpancernymi. Załogi w panice opuszczające pojazdy dobijał ogień broni maszynowej i karabinów wyborowych. W ciągu dwu lat istnienia Republiki Iczkerii udało się sformować nieliczne oddziały czeczeńskiego specnazu, które bohatersko stawiały opór najeźdźcy. Wielu walczących zostało wyszkolonych jeszcze w Armii Radzieckiej, a niektórzy byli weteranami Afganistanu czy wojny abchasko-gruzińskiej. Obficie korzystano także ze składów i skrytek pozostawionych przez administrację ZSRR. Ludność cywilna, wyposażona w zdobyczne radzieckie uzbrojenie, także dzielnie opóźniała pochód rosyjskich wojsk. W początkowych fazach walk zdobyto kilka czołgów, które wykorzystano później w oblężeniu Groznego. W potyczkach brał udział także ukraiński oddział  UNA-UNSO „Wiking” w liczbie ok. 150 żołnierzy pod dowództwem Oleksandra Muzyczenki. Po stronie czeczeńskiej w konflikcie brali udział także Chorwaci, Dagestańczycy, Gruzini, Abchazowie, Afgańczycy czy Pakistańczycy.

Rosjanie zajęli Grozny dopiero w lutym 1995 roku, okupując to bardzo ciężkimi stratami. Walki toczyły się o każdy budynek. Czeczeńcy byli stosunkowo dobrze wyposażeni i wypoczęci. Zdarzało się że walczyli tuż obok swoich domów – po zmroku opuszczali pozycje by odpocząć we własnym łożu i następnego dnia o świcie ponownie zajmowali stanowiska. Dzięki doskonałej komunikacji i prowadzeniu dezinformacji w szeregach Rosjan nieraz udawało się doprowadzić do wzajemnego ostrzału wojsk rosyjskich lub błędnego nakierowania ostrzału artyleryjskiego. Najeźdźcy tracili morale, brakowało zaopatrzenia. Ogrom piętrzących się na ulicach ciał Rosjan nie napawał optymizmem żołnierzy Federacji. Po wielu dniach szturmu udało się zdobyć serce stolicy – pałac prezydencki. Dowódca szturmu gen. Lew Rochlin odmówił przyjęcia tytułu bohatera Rosji, ponieważ nie uważał, by pyrrusowe zwycięstwo odniesione nad własnymi obywatelami było zaszczytem dla oficera.

Strony konfliktu wiele się od siebie nie różniły, zarówno w sposobie prowadzenia walk jak i w stosunku do cywili. Niekiedy jedynym rozróżnieniem była zielona opaska na ramieniu lub czapce Czeczenów. Wojna od początku nie znalazła swego poparcia u ludności Federacji Rosyjskiej. Niekiedy zdarzało się przechodzenie całych oddziałów na drugą stronę konfliktu, przez co pierwszą wojnę czeczeńską można określić mianem bratobójczej. Opozycja anty-dudajewska chętnie przechodziła na stronę federacji rosyjskiej w nadziei na łatwy zysk i łupy wojenne. Ciężko jest jednak oszacować liczbę Rosjan walczących po stronie czeczeńskiej, gdyż wszelkie przekazy na ten temat, jako niewygodne dla Federacji Rosyjskiej, były blokowane.

OSN Ruś, przedmieścia Groznego, styczeń 1996

OSN Ruś, przedmieścia Groznego, styczeń 1996. Fot. C. Mącik

Zdecydowanie jedną z najbarwniejszych postaci pierwszej wojny czeczeńskiej jest Szamil Basajew. Nie była to postać jednolita, gdyż nawet wśród Czeczenów budzi mieszane uczucia, ale jego działania można uznać za spektakularne. Oficjalnie odbył zasadniczą służbę wojskową w jednostce pożarniczej, jednak jego wyszkolenie i umiejętności wskazują na to, że mógł mieć związki z GRU (wojskowy wywiad ZSRR). Podczas puczu Janajewa bronił gmachu parlamentu w Moskwie, za co zyskał uznanie Borysa Jelcyna. Pierwszym z jego spektakularnych wyczynów w konflikcie czeczeńsko-rosyjskim było porwanie rosyjskiego samolotu i zmuszenie go do lądowania w Ankarze. Basajew zmusił tym Rosję do odwołania stanu wyjątkowego na terytorium Czeczenii. Po wybuchu wojny jego oddział był jednym z najdłużej broniących się w obleganym Groznym. Za swoją działalność został później wpisany przez ONZ i Rosję na listę najgroźniejszych terrorystów świata. W czerwcu 1995 r. Szamil Basajew przeprowadził atak na cywilny szpital w Budionnowsku w kraju Stawropolskim, biorąc ok. 1500-2500 zakładników. Żądano zawieszenia broni i wycofania wojsk rosyjskich z Czeczenii. Rosjanie byli tak zaskoczeni atakiem, że otwierali ogień nawet do cywili, przez co liczba zabitych i rannych przekroczyła 550 osób. Usiłowano dać jasny przekaz Czeczenom, że podobna działalność będzie brutalnie tłumiona za wszelką cenę. Rosjanom, pomimo użycia miotaczy ognia RPO Trzmiel i szturmu elitarnej jednostki Alfa, nie udało się odbić szpitala. Po negocjacjach Czeczeni opuścili szpital w konwoju i bezpiecznie dotarli na swoje terytorium. Po tym ataku Szamil Basajew stał się postacią legendarną. Szczęście, które chroniło go od zasadzek i śmiertelnych kul opuściło go 10 lipca 2006 roku. Zginął w wyniku eksplozji ciężarówki. W styczniu 1996 r. akcję na szpitali w Kizlarze przeprowadził inny dowódca separatystów – Salman Radujew.

W tym okresie liczba bojowników na terytorium Czeczenii przekraczała 10 000. Liczebność wojsk rosyjskich kształtowała się na poziomie od 40 tys. na początku wojny do 70 tys. w szczytowych jej okresach. Pomimo olbrzymiej dysproporcji sił Czeczeni zadawali wrogowi potężne straty dzięki stosowaniu taktyki wojny szarpanej. Rosjanie w odwecie stosowali masowe represje: gwałty, egzekucje, kradzieże i inne zbrodnie na ludności cywilnej były codziennością. W tych warunkach najeźdźcom rzadko udawało się sprostać zakładanym celom, a nawet jeśli już, to płacili za to cenę setek poległych. Problemy powodowała niska wartość bojowa rosyjskich oddziałów i fatalne morale. Szczególnie brakowało regularnych dostaw jedzenia i amunicji na front. Mało kto chciał walczyć w tej niezwykle brutalnej wojnie. Widok byłego towarzysza broni bez głowy, brutalne pacyfikacje wiosek, zabójstwa i porwania doprowadzały wielu do szaleństwa.

Ofensywa rosyjska zatrzymała się nad przedpolach Kaukazu – Rosjanie nie potrafili opanować całości kraju ze względu na intensywne przeciwdziałanie bojowników. W grudniu 1995 roku separatyści odzyskali kontrolę nad drugim co do wielkości miastem republiki, Gudermesem, jednak po kilku dniach walk zostali zmuszeni do wycofania się. 21 kwietnia 1996 r. od rosyjskich rakiet zginął ukrywający się pierwszy prezydent republiki Dżochar Dudajew, po tym, jak namierzono jego telefon satelitarny. Władzę po nim przejął Zelimchan Jandarbijew. Po zaskakującej dla wojsk rosyjskich letniej operacji „Dżihad” w sierpniu 1996 r. bojownikom udało się odbić Grozny. Ulica po ulicy wyparto Rosjan z większej części stolicy.

Po walkach w Groznym wojska rosyjskie zmniejszyły tempo działań. Spektakularne akcje bojowników czeczeńskich, wielkie straty i niepowodzenia Rosjan, a także zbliżające się wybory prezydenckie w Rosji doprowadziły do pertraktacji. Dzięki sekretarzowi Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Aleksandrowi Lebiedowi  i staraniom Asłana Maschadowa podpisano rozejm w Chasawjurcie. Zakładał on natychmiastowe przerwanie walk, wycofanie wojsk rosyjskich z Czeczenii oraz odłożenie problemu określenia statusu republiki na 5 lat. Czeczeni mieli nadzieję, że wszystko będzie lepiej. Niestety już pierwsze miesiące rozwiały te marzenia – kraj popadł w potężny chaos spowodowany konfliktami między bojówkami muzułmańskimi. Pomimo starań na arenie międzynarodowej republikę uznały tylko dwa kraje – Gruzja i Afganistan, rządzony ówcześnie przez Talibów.

OSN Ruś, Czeczenia, lato 1996. Fot. C. Mącik

Pierwsza wojna czeczeńska to zapomniany konflikt lat dziewięćdziesiątych, pozostający w cieniu wydarzeń związanych z rozpadem Republiki Jugosławii. Zachodnie media niezwykle rzadko odnosiły się do wydarzeń z północnego Kaukazu. Europa była bierna wobec tragedii małego narodu kaukaskiego, konsekwentnie wyniszczanego przez Rosjan. Żadne państwo europejskie czy amerykańskie w sposób zdecydowany nie wezwało Rosji do zaprzestania działań wojennych. Brak doniesień medialnych był spowodowany zastraszaniem dziennikarzy przez Rosjan, chcących utrzymać wydarzenia z Kaukazu w tajemnicy. Ciężko oszacować dokładne liczby ofiar konfliktu. Według danych strony rosyjskiej, w wojnie zginęło 17391 żołnierzy i bojowników walczących po stronie separatystów oraz 5552 żołnierzy wojsk federalnych. Faktyczne straty obydwu stron mogły przekroczyć 100 tys. osób. Największe straty poniosła ludność cywilna. Miasta były bombardowane i ostrzeliwane bez ostrzeżenia, przez co cywile nie mogli się odseparować od działań wojennych. Także krwawe zbrodnie obydwu stron znacznie powiększają bilans strat. W rzeczywistości liczba ofiar mogła sięgnąć nawet 120 tys. Naród czeczeński został doszczętnie zniszczony. Inteligencja, jeśli nie wyjechała, została wycięta w pień, a jej miejsce wypełnił muzułmański fanatyzm, co nie pozwoliło na odbudowę państwowości.

Zdjęcia przedstawiają sylwetki przygotowane przez Lubelska Grupę Współczesnej Rekonstrukcji Historycznej.

Bibliografia:

  1. Babczenko A., Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii, Warszawa 2009.
  2. Kuleba M., Imperium na kolanach. Wojna w Czeczeni 1994-1996, Warszawa 1998.
  3. Czarnotta Z. i Moszumański Z., Największe bitwy XX wieku. Czeczenia 94-95, Warszawa 1995.
  4. Prilepin Z., Patologie, Czarne 2010.

Korekta i redakcja: Grzegorz Antoszek


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

18 komentarzy

  1. Kredke napisał(a):

    Nieładnie tak oszukiwać, oj nieładnie:)

    Ostatnie zdjęcie zrobiono w 2015 roku na Grenadierze w Warszawie (Cytadela Warszawska)

  2. Bilbo napisał(a):

    No to wpadka, nieźle.

  3. Bilbo napisał(a):

    Generalnie los Czeczeńców jest bardzo smutny i jednocześnie bardzo charakterystyczny dla narodów zamieszkujących Federację Rosyjską. Zaczynali od niepodległości, a kończą na islamskim terroryzmie w sojuszu z ISIS. Ale, niestety, to robota Putina.

    • Szakal napisał(a):

      Wszystko jest winą Putina:) bardzo ciekawa retoryka... Smoleńsk też „robotą” Putina? 🙂 Żal mi Cię , niestety tak samo jak w tym śmiesznym kraiczku promuje się „bandytów przeklętych” tak samo dalej większość uważa że Czeczenii to miły i sympatyczny naród górali... ich morderstwa i terroryzm to „dramatyczny krzyk” prawda? Mordowanie kobiet i dzieci w Biesłanie , w Budionnowsku na Dubrowce i tak dalej i tak dalej... życzę Ci panie Dildo a przepraszam Bilbo byś wyjechał na Kaukaz i doświadczył „gościnności” tych przemiłych górali.

  4. Bilbo napisał(a):

    Dudajew promował umiarkowany islam, chciał sięgać po niektóre wzory zachodnie. Jak by mu to wyszło, trudno powiedzieć. Dzięki Putinowi nie dowiemy się tego. A radykalizacja Czeczenów, tak, jest dziełem Putina.

  5. Komar napisał(a):

    Jaka była rola Putina w pierwszej wojnie czeczeńskiej? Bo wtedy Rosją rządził chyba ktoś inny. No tak, ale przecież wiadomo, że za wszystko odpowiada Putin...

  6. Tomson napisał(a):

    Zwykłe łgarstwa chorych na nienawiść rusofobów!
    Fakty są takie że tylko dzięki Rosji na Kaukazie jest utrzymywany względny spokój, gdyby nie Rosja to ludzie by się tam mordowali jak w Syrii czy Libii. Wie to każdy kto ma przynajmniej jako takie pojęcie o Kaukazie.

  7. Bilbo napisał(a):

    Putin doprowadził do II wojny czeczeńskiej i likwidacji praktycznie niepodległej Czeczenii. Rozumiem, że mordy i bestialstwa Rosjan na Czeczenach były obce Putinowi.
    A co wypowiedzi Tomsona - to, co kolega nazywa rusofobią, jest po prostu zdrowym odruchem na barbarzyństwa, jakich od wieków doznają narody i państwa graniczące z Rosją, w tym Polska.

    • Komar napisał(a):

      O czym my dyskutujemy? 150 lat temu władze USA pokazały całemu światu wzorzec postępowania z separatystami, dążącymi do secesji. Secesja Stanów południowych została utopiona we krwi.
      Poza tym: w ciągu ostatnich dwudziestu lat na Bliskim i Środkowym Wschodzie Zachód doprowadził do śmierci ponad miliona ludzi w imię obalania dyktatorów i wprowadzania demokracji. Taki drobiażdżek...

  8. Bilbo napisał(a):

    Tak, zestawianie polityki Rosji i USA. Typowe, choć na prymitywnym poziomie. Nie przypominam sobie tylko, żeby Amerykanie mieli na swoim koncie łagry, wielki głód czy masowe mordowanie przeciwników politycznych czy klasowych. Sorrrki kolego Komar, ale wojna secesyjna w USA też wyglądała inaczej niż wojna domowa w Rosji po 1917/18 r. Aha, czegoś takiego zbrodniczego jak CzeKa Amerykanie też nie mieli.

    • Komar napisał(a):

      Faktem jest ludobójstwo popełnione przez USA na Indianach - rdzennej ludności Ameryki Północnej. Jak można nie znać podstawowych faktów? Każde państwo broni swojej integralności, także przy użyciu środków militarnych. Nie inaczej robiła Polska - tu świetny przykład: jaką koncepcję rozwiązania kwestii ukraińskiej - partyzantki UPA i generalnie ukraińskiego separatyzmu - miały władze RP na uchodźstwie podczas II wojny światowej? jedynym rozwiązaniem przewidywanym przez obóz „londyński” było krwawe stłumienie ukraińskich aspiracji przy użyciu środków militarnych.

  9. Bilbo napisał(a):

    A Kościół Katolicki wieki temu prowadził krucjaty i palił czarownice na stosach. A Mieszko I uprawiał niewolnictwo. A ... Naprawdę mamy w ten sposób toczyć merytoryczną dyskusję? Przecież to poziom absurdu.
    Prawdą jest, oczywiście, że USA ma różne ciemne sprawki na swoim koncie (chodzi mi o czasy po II wojnie światowej, a nie odległą historię), ale do Rosji (i zarówno w wydaniu bolszewickim, jak i putinowskim) to jej jednak daleko.

  10. Komar napisał(a):

    Nie można twierdzić, że przed rokiem 1945 nie było historii. A również po roku 1945 sytuacja wygląda podobnie. Podałem przykład polityki władz polskich na uchodźstwie wobec kwestii ukraińskiego separatyzmu. A przecież Polska musiałaby stawić czoło temu problemowi, gdyby po II wojnie światowej władzę w Polsce objęli politycy z Londynu, którzy dążyli do przywrócenia granicy według traktatu ryskiego. Czekałaby nas wtedy rzeź Ukraińców (oraz odwrotnie - rzeź Polaków), przy której wojna czeczeńska byłaby drobiażdżkiem. Władze polskie na emigracji nie przewidywały innego rozwiązania.

  11. Bilbo napisał(a):

    O historycznych scenariuszach alternatywnych można opowiadać długo i namiętnie, a ich cechą charakterystyczną jest to, że mogą pomieścić najróżniejsze fantazje. Ja wolę dyskutować o realnej historii i realnej polityce.

Zostaw własny komentarz