„Kochanice króla” - P. Gregory - recenzja


Anna i Maria - dwie siostry, które miały związać się z tym samym mężczyzną. Tym dramatycznym, w swych skutkach romansem, żyła kiedyś cała Europa. Do dziś budzi on wiele emocji. Tym razem, Philippa Gregory przedstawiła tę historie z perspektywy mniej znanej siostry.

kochaniceMłoda mężatka Maria Carey, z domu Boleyn, żyje na pełnym atrakcji dworze Henryka VIII. Uczestniczy w balach i maskarach i jednocześnie stara się dobrze służyć królowej Katarynie Aragońskiej. Pewnego dnia zwraca na siebie uwagę króla, który czyni z niej swą kochankę. Młoda dziewczyna musi odpowiedzieć sobie na pytanie, do jakich poświęceń jest zdolna w imię dobra swego rodu. Sterowana przez głowę rodu Howardów stanie się statystką w grze o wpływy i władzę na dworze angielskiego monarchy. Kiedy rodzi królowi dzieci zmieniają się priorytety młodej dziewczyny. Teraz pragnie żyć wraz ze swymi dziećmi, wychowywać je. Nie jest to jednak życie dla przedstawicielki tak ważnej rodziny. Kobieta wraca na dwór, gdzie jest świadkiem drogi swej siostry Anny. Drogi, która sprowadziła do Anglii nowe wyznanie, setki egzekucji i tragedie królowej Katarzyny. Drogi Anny od roli królewskiej kochanicy, poprzez koronowaną królową, do tragicznej śmierci na szafocie. Jednocześnie Maria znajduje w sobie odwagę na wzięcie swego losu we własne ręce i odnajduje prawdziwą miłość.

Powieść Kochanice Króla jest najbardziej znaną publikacją Philippy Gregory. Spora w tym zasługa ekranizacji, która jednak z fabułą utworu nie ma wiele wspólnego. O Annie Boleyn przez ostatnie pięćset lat napisono zapewne setki dzieł. Niełatwo stworzyć więc powieść, która czymś czytelnika zaskoczy. W końcu chyba każdy, kto sięga po dzieła poświęcone Annie Boleyn doskonale wie, jak skończy się ta historia. Pani Gregoy postanowiła ukazać tę historię z perspektywy mniej znanej z sióstr Boleyn - Marii. Chciała, jak sądzę, ukazać skomplikowane relacje dwóch sióstr, które łączyła miłość do tego samego mężczyzny. Niestety to, co mogło być największym atutem powieści, czyli pokazanie relacji między Anną i Marią, zupełnie autorce nie wyszło. Zazdrość i ciągła rywalizacja obu kobiet jest przedstawiona w bardzo toporny sposób. Maria zdaje się mieć wręcz obsesję na punkcie swej siostry. Nawet wtedy, gdy to ona osiąga sukcesy na dworze, to wciąż zastanawia się, co Anna zrobiłaby w jej sytuacjii, o ile lepiej wywiązała się ze swych obowiązków. Myśli o swej siostrze nawet wtedy, gdy leży w królewskim łożu!

Sama kreacja Marii budzi sympatię. Bohaterka nie jest jednoznaczna. Chodź wszyscy wokół uważają ją za głupią gąskę, to Gregory pokazała, że kobieta nie jest taka, jak wydawałoby się innym. Szczególnie ciekawie przedstawiono jej relacje z Wilhelmem Straffordem. Jest to zresztą najbardziej barwna postać w całej powieści i szkoda, że pojawia się tak rzadko.

Niestety są to jedyne ciekawe postaci w całej powieści. Pozostali bohaterowie niczym się nie wyróżniają. Brakuje także przedstawienie kilku istotnych osób. Nie spotkamy np. Tomasza Cromwella, a Tomasz Boleyn, ojciec obu sióstr, jest jedynie niemym statystą.

Fabuła książki niestety nie porywa. Często opisy wewnętrznych przeżyć Marii Boleyn nużą. Wiele stron jest poświęcanych tym samym, nic nie wnoszącym rzeczom. Powieść spokojnie mogłaby być o połowę krótsza. Fabuła nic by na tym nie straciła, a lektura stałaby się przyjemniejsza. Język autorki jest plastyczny. Stara się ona dokładnie odmalować realia dworu Anglii i przenieść czytelników w XVI wiek. W wielu miejscach udaje jej się to.

Kochanice króla to powieść historyczna. Trzeba więc odnieść się do tego ile w niej historii. Gregory przedstawiła w swym dziele pewną wizję Anny Boleyn, z którą można się zgadzać lub nie. Nie będę tu polemizować z autorką, gdyż to, jak przedstawiła drugą żonę Henryka VIII to jej wizja, tej niejednoznacznej kobiety. Oparła się na ustaleniach pewnych historów i stąd taka a nie inna wizja Anny Boleyn. Obraz tej kobiety jest spójny i nie mam co do niego większych zastrzeżeń. Moje wątpliwości budzą jednak inne, niestety dość liczne błędy i nieścisłości, które można dostrzec.

Po pierwsze, wiele miejsca autorka poświęca naradom rodu Howardów pod przewodnictwem głowy rodu Tomasza Howarda. Ich uczestnicy knują jak doprowadzić do jak największej chwały rodu i jednocześnie jak zmanipulować króla, by tańczył tak, jak Howardowie mu zagrają. Takie spotkania odbywają się nawet wtedy, gdy Anna Boleyn jest u szczytu swej chwały. Nie wydaje mi się rozsądne urządzanie tajnych narad w siedzibie rodu, gdzie pełno służby, biorąc pod uwagę podejrzliwość króla oraz ilość wrogów, jakich mieli poszczególni uczestnicy, tych jakże konspiracyjnych posiedzeń. Zapewne ktoś życzliwy poinformowałby Henryka VIII o tego typu spotkaniach, a ten, jak można przypuszczać, nie byłby nimi zachwycony. Poza tym autorka nazywa członkami rodu Howardów każdego, kto tylko w jakikolwiek sposób jest spowinowacony z tą rodziną. Anna i Maria Boleyn nazywają siebie Howardównami. Nie były nimi jednak. Ich matka pochodziła z rodu Howardów, lecz one były z rodziny Boleynów. Zapewne sukces Anny Boleyn zbliżył obie rodziny, ale wątpię, by książę Norfolk nazywał Howardem wnuka burmistrza Londynu.

Kuriozalne są też pomysły rodzeństwa Boleynów, strających się pomóc królowej Annie w zajściu w ciążę. Wątpię, by do królewskiego pałacu udało się sprowadzać potajemnie podejrzane akuszerki.

Kolejną irytującą rzeczą w powieści jest megalomania Anglików. Wielokrotnie bohaterowie nazywają Henryka VIII najpotężniejszym władcą w Europie. Gdzie tam Karol Habsburg z tytułem cesarza, koroną Kastylii i Aragonii, władaniem Ameryką! Karolu twe złoto, nie zapewni ci pierwszeństwa przed potężnym królem Anglii i Francji (kto, by się przejmował, że to drugie to tylko czczy tytuł). Co prawda można usprawiedliwić to pewną niewiedzą polityczną narratorki, lecz czy można uzasadnić tym sądy, jakie autorka wkłada w usta doświadczonym politykom i doradcom króla. Jakiegoż to kraju Henryk nie podbije! Howardowie, całkiem na poważnie, snują plany rozbiorów, najpierw Francji, a potem Hiszpanii. To, co można darować nie mającej politycznych ambicji dwórce, trudno wybaczyć doświadczonemu wodzowi i politykowi, który chyba zna możliwości własnego kraju.

Poza tym w powieści pojawia się cała masa drobnych irytujących błędów. Maria Tudor nie była obecna przy narodzinach Elżbiety. Proces Jerzego i Anny miał miejsce tego samego dnia. Wątpię też, czy w XVI wieku słyszano w Anglii o rosyjskich baletnicach, do których porównano zgrabnie poruszającą się na łyżwach Annę. To tylko niektóre, najbardziej rzucające się w oczy potknięcia autorki.

Co do strony technicznej powieści, to jest ona całkiem porządna. Ładna okladka, czytelna czcionka i przyjemny w dotyku papier to duża zaleta tej publikacji. Na końcu powieści znajdziemy bibliografie, z której dowiemy się na jakich materiałach opierała się autorka, przygotowując swą książkę.

Kochanice króla to książka, która niestety mnie rozczarowała. Nie zachwyca fabułą, bohaterami i sposobem prowadzenia narracji. W moim odczuciu jest to najgorsza powieść pani Gregory, jaką czytalam. A szkoda, bo wydarzenia opisane przez autorkę są fascynujące i nie potrzeba dodawać żadnej fikcji, by zainteresować nimi czytelnika.

Plus/minus

Na plus:

+ przedstawienie historii Anny Bolyn z perspektywy jej siostry

+ ukazanie w ciekawy sposób życia dworskiego

Na minus:

- pojawiające sie błędy i nieścisłości

- chwilami zbyt rozległe i nużące opisy przeżyć wewnętrznych bohaterki

- płytkie przedstawienie relacji sióstr

- brak charakterystycznych postaci na drugim planie

Tytuł: Kochanice króla

Autor: Philippa Gregory

Wydawca: Książnica

Rok wydania: 2014

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena: ok 40 zł

Ocena 5/10


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz