Euro 2004, czyli sześć aktów komedii greckiej


Finały piłkarskich Mistrzostw Europy w 2004 r. wypadały w roku jubileuszu 50-lecia Europejskiej Federacji Piłki Nożnej (UEFA) Decyzją komitetu wykonawczego tejże federacji, gospodarzem imprezy została Portugalia. Turniej rozgrywany był na 10 stadionach od 12 czerwca do 4 lipca 2004 r. W eliminacjach udział wzięło 51 federacji, a więc wszyscy członkowie europejskiej rodziny piłkarskiej. W sumie rozegrano w nich 210 spotkań.

200px-UEFA_Euro_2004_logo.svgEliminacje do portugalskiego EURO przebiegły bez większych niespodzianek. Po raz pierwszy do wielkiej piłkarskiej imprezy awans uzyskała Łotwa, niestety odbyło się to kosztem reprezentacji Polski, dla której grupa złożona ze Szwecji, wspomnianej wyżej Łotwy, Węgier oraz San Marino okazała się za trudna. Brak awansu nawet do baraży uznano nad Wisłą za wielkie rozczarowanie. Biało - czerwoni rozpoczęli eliminacje we wrześniu od mało przekonującego zwycięstwa z najsłabszą w grupie reprezentacją San Marino. Prawdziwy dramat rozegrał się jednak miesiąc później, kiedy to w Warszawie Polacy ulegli sensacyjnie Łotwie, a jedyny gol padł po fatalnym błędzie Jerzego Dudka. W grudniu 2002 r. do dymisji podał się selekcjoner Zbigniew Boniek, którego zastąpił Paweł Janas. Jego głównym zadaniem było wywalczenie co najmniej awansu do baraży. W pierwszym meczu eliminacyjnym pod wodzą Janasa Polacy po słabej grze zremisowali bezbramkowo z Węgrami. Fatalnego wrażenia nie  zatarło kolejne zwycięstwo z San Marino, tym razem bardziej przekonujące. Decydujące miały okazać się dwa mecze z reprezentacją Szwecji oraz rewanżowe potyczki z Łotwą i Węgrami. O meczach ze Szwedami nie ma co nawet pisać, gdyż bilans w dwumeczu wyniósł 0-5 na niekorzyść biało - czerwonych. Nutkę nadziei dało wyjazdowe zwycięstwo z Łotwą. Decydująca okazała się ostatnia seria  spotkań. Polacy po dobrym meczu ograli w Budapeszcie Węgrów, lecz w równocześnie toczącym się spotkaniu pewna awansu Szwecja niespodziewanie uległa Łotyszom, którzy tym samym wywalczyli historyczny awans do gier barażowych, w których okazali się lepsi od reprezentacji Turcji i tym samym osiągnęli największy sukces w swojej historii, sprawiając przy tym największą niespodziankę eliminacji.

W innych grupach awans do finałów piłkarskich Mistrzostw Europy wywalczyły reprezentacje Bułgarii, Chorwacji, Grecji, Rosji, Szwajcarii, Czech, Francji, Włoch, Danii, Anglii, Hiszpanii, Holandii oraz Niemiec.

Marsz Grecji po tytuł

Estádio de Dragăo

Estádio de Dragăo

Mecz otwarcia rozegrano 12 czerwca 2004 r. na Estádio de Dragăo w Porto. Do rywalizacji stanęła reprezentacja gospodarzy oraz Grecja, jeden z outsiderów całej imprezy, który w zgodnych opiniach ekspertów miał po trzech meczach pakować bagaże i wracać na skąpane słońcem plaże Hellady. Tym większa musiała być konsternacja, kiedy w 7 minucie Iorgios Karagounis otworzył wynik spotkania. Prawdziwy szok 50 tysięcy widzów zgromadzonych na trybunach stadionu w Porto i milionów przed telewizorami przeżyły w 52 minucie, kiedy Angelos Basinas  podwyższył z rzutu karnego wynik spotkania. Dla bezradnej tego dnia Portugalii honorową bramkę w doliczonym czasie strzelił Cristiano Ronaldo, wschodząca gwiazda światowego futbolu. W kolejnych meczach gospodarze się przebudzili, wygrywając pomimo porażki z Grecją rywalizację w grupie A. Tuż za nimi uplasowała się wspomniana Grecja. Smakiem musiała obejść się reprezentacja Rosji oraz mająca w każdym turnieju mistrzowskie aspiracje Hiszpania, o której zawsze mówiło się, że gra pięknie jak nigdy, ale przegrywa jak zawsze.  Tym razem  stało się tak jak wspomina drugi człon powiedzenia, ale czas La Roja miał dopiero nadejść.

Od prawdziwego dreszczowca rozpoczęła się rywalizacja w grupie B, gdzie spotkali się dwaj wielcy faworyci całej imprezy, broniąca trofeum Francja, jakby niepamiętająca doznanego dwa lata wcześniej upokorzenia na azjatyckich boiskach oraz dumni synowie Albionu. Po 90 minutach na tablicy wyników widniało 1 - 0 dla reprezentacji Anglii, dla której bramkę strzelił Lampard. W międzyczasie rzutu karnego na gola nie zamieniła ikona współczesnej popkultury David Beckham, który przegrał swoją rywalizację z bramkarzem Francuzów Fabienem Barthezem. Jak się później okazało odbyło się to z korzyścią dla całego widowiska. W doliczonym czasie gry, losy meczu całkowicie się odwróciły. Najpierw fantastycznym strzałem z rzutu wolnego popisał się Zinedine Zidane, a dwie minuty później ten sam piłkarz dokonał tego, co nie udało się wcześniej Beckhamowi. Po końcowym gwizdku sędziego Walentina Iwanowa na tablicy widniał już wynik 2 - 1, ale dla Les Bleus. Z faworytami grupy B rywalizację próbowała nawiązać tylko Chorwacja, która po bezbramkowym remisie ze Szwajcarią, zremisowała z Francją. Nadzieje piłkarzy w koszulkach z charakterystyczną szachownicą prysły jednak w przegranym 2 - 4 spotkaniu z Anglią. Miało to miejsce 21 czerwca 2004 r., a dzień ten zostanie zapamiętany jako objawienie kolejnej gwiazdy tych mistrzostw, a później światowego formatu Wayne’a Rooney’a.

Ciekawą rywalizację stoczono w grupie C, która nie licząc postawy odstającej od reszty stawki Bułgarii była bardzo wyrównana. Losy awansu rozstrzygnęły się w ostatniej serii spotkań. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. O awans walczyły reprezentacje Szwecji, Danii oraz Włoch. Bezpośredni pojedynek stoczyli ze sobą Skandynawowie. Jeszcze długo przez meczem dyskutowano, że obie reprezentacje zagrają na remis 2 - 2 premiujący obie ekipy. I tak rzeczywiście się stało, co we Włoszech przyjęto jako zmowę przeciwko Squadra Azzurra. Szkoda tylko, że tak niewiele osób w tym kraju zdawało sobie sprawę, że ich reprezentacja o mało co nie zanotowałaby hańbiącego remisu z najsłabszą w grupie Bułgarią, strzelając decydującego gola w ostatnich minutach doliczonego czasu gry.

Prohorenkovs_na_Euro_2004

Andrejs Prohorenkovs

Najciekawsza rywalizacja, pod względem poziomu sportowego toczyła się w grupie D. Pierwsze mecze w tej grupie nie przyniosły niespodzianek. Faworyzowani Czesi pokonali debiutantów z Łotwy, a aktualni wicemistrzowie świata, najbardziej utytułowana drużyna w całej historii europejskich mistrzostw, reprezentacja, o której Gary Lineker mówił, że i tak na końcu zawsze wygrywa zremisowała 1 - 1 ze swoim odwiecznym wrogiem Holandią. Nikt wówczas nie spodziewał się, że kilka dni później w sobotę 19 czerwca  reprezentację Niemiec spotkała prawdziwa hańba, gdyż tak nad Renem odebrano bezbramkowy remis z Łotwą. W europejskich domach nie zapamiętano tego jednak na długo, gdyż tego samego dnia rozegrano najlepszy mecz całego turnieju, w którym reprezentacja Czech, przegrywająca po 20 minutach 0 - 2, ograła ostatecznie Holendrów w stosunku 3 - 2. Jeśli do tego momentu ktoś nie postrzegał Czechów jako faworytów do końcowego triumfu musiał diametralnie zmienić swój ogląd, a potwierdzenie znalazł w ostatniej serii spotkań w której Czesi ograli Niemców. Ostatecznie z grupy D do dalszych gier awansowali Czesi i Holendrzy.

Kolejny thriller na tych mistrzostwach rozegrano 24 czerwca. Tego dnia na Nowym Stadionie Światła w Lizbonie reprezentacja gospodarzy grała z Anglikami. Po 120 minutach emocjonującego widowiska na tablicy wyników widniał remis 2 - 2. Do wyłonienia pierwszego półfinalisty konieczne było rozegranie serii jedenastek, które przeszły do historii za sprawą Dawida Bekchama oraz portugalskiego bramkarza Ricardo. Ten pierwszy przestrzelił jedenastkę, posyłając piłkę wysoko w trybuny. Drugi z kolei, najpierw sam strzelił jedenastkę, a następnie broniąc bez rękawic nie pozwolił się pokonać Dariusowi Vasselowi, wprowadzając tym samym  reprezentację swojego kraju do najlepszej czwórki turnieju. Dzień później odbył się kolejny ćwierćfinał, który zapamiętano na długo. Skazywana na porażkę  Grecja, wyrzuciła za burtę obrońcę trofeum, a jedyną brankę w meczu strzelił Angelos Charisteas. Dwa kolejne ćwierćfinały nie zapisały się niczym szczególnym. Holendrzy po karnych pokonali Szwedów, a Czesi bez problemów rozprawili się z Duńczykami.

Pierwszego finalistę miał wyłonić pojedynek aspirujących do złota gospodarzy oraz byłych mistrzów z 1988 r. Holendrów.  Pierwsza z drużyn okazała się lepsza, choć zwycięstwo dała przewaga tylko jednej bramki. Ten wynik dał jej możliwość zameldowania się w decydującej rozgrywce. Drugiego finalisty upatrywano w najpiękniej grających Czechach, ale stało się coś niewytłumaczalnego dla ekspertów. Najpiękniej grająca reprezentacja przegrała po srebrnym golu, z tymi którzy grali najbardziej toporny futbol w całych mistrzostwach.

4 lipca na Estádio da Luz w Lizbonie ponownie spotkały się reprezentacje Portugalii i Grecji. Nikt nie dopuszczał myśli, że podopieczni Scolariego nie wezmą srogiego rewanżu za mecz otwarcia. Przede wszystkim tyczyło się to tych, którzy obserwowali mecz z trybun. W 57 minucie przeżyli oni wszyscy szok, Charisteas dał prowadzenie Grekom, którego nie oddali do samego końca, sprawiając tym samym jedną z największych sensacji w dziejach piłki nożnej. Po końcowym gwizdku lamentom nie było końca, ale fakty są oczywiste, wygrała drużyna, która po drodze ograła dwukrotnie gospodarzy, wyrzuciła za burtę starych mistrzów oraz odprawiła z kwitkiem najpiękniej grającą drużynę w całym turnieju. Może brak jest tutaj pewnej logiki, ale brak jest też miejsca na jakikolwiek przypadek, gdyż przypadkowo to wygrywa się jeden mecz, a nie cały turniej.

Cykl "Tydzień z Euro" powstaje przy współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non

Cykl „Tydzień z Euro” powstaje przy współpracy z Wydawnictwem Sine Qua Non

 

Korekta: Diana Walawender

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz