Sto lat olimpiady. Atlanta 1996


Kiedy wyścig po organizację igrzysk w 1996 r. wygrała Atlanta, wyprzedzając między innymi ich stolicę – Ateny, wiadomo było, że kończy się era romantyzmu olimpijskich rozgrywek. W poważną grę ze sportem wszedł biznes wespół z polityką, kończąc z idealizacją olimpiady. Nie Ateny, miejsce przecież absolutnie magiczne i wiele znaczące dla historii igrzysk, ale Atlanta – stolica coca-coli. Nie był to co prawda pierwszy raz, kiedy sport ulegał wszechwładzy pieniądza – ten już wcześniej niebezpiecznie wdzierał się do gry. Jedyną pociechą dla spragnionych wrażeń kibiców była pewność, że kto jak kto, ale Amerykanie zorganizują igrzyska, jakich jeszcze nie było. W Ameryce każda rzecz musi być najlepsza, największa, prześcigająca wszystko i wszystkich.

pobraneChociaż MKOl był mocno atakowany za odstawienie kandydatury Aten, to szybko rozwiał wszelkie wątpliwości. Niesamowitym atutem był udział aż 197 reprezentacji narodowych, co było absolutnym rekordem w historii dotychczasowych gier olimpijskich. Jeśli dodamy do powyższej liczby informację, że na sportowych arenach w Atlancie pojawiło się aż 30 debiutantów, to można z całą świadomością powiedzieć, iż do stolicy stanu Georgia przyjechał zmagać się w sportowej rywalizacji cały świat. A to był dopiero początek.

Nie obyło się też bez problemów. Wbrew pozorom olimpiada w Atlancie była rozbita z powodu dużych odległości między miejscami odbywania się rozgrywek poszczególnych dyscyplin. Niektóre zawody, jak np. żeglarstwo czy kajakarstwo górskie, odbywały się w oddaleniu odpowiednio 400 i 209 kilometrów, nieraz w innych stanach. Jednocześnie organizatorzy mieli się i czym pochwalić. Atutem i wielkim plusem Atlanty były pełne widownie na wszelkiej maści zawodach. Amerykanie sprzedali bilety na łączną sumę 8 mln 600 tys. dolarów, bijąc o ponad 3 mln każdego z dotychczasowych organizatorów. Była to impreza o niespotykanej dotąd skali. Jej wielkim plusem był także doping, huczny i kolorowy, bo kibice jeździli za swoimi reprezentacjami, dając im wsparcie i wyraz swojej aprobaty.

Przedolimpijskie prognozy i polska reprezentacja

pobrane

Renata Mauer

W przedolimpijskich prognozach przewidywano dla naszej reprezentacji kilkanaście medali. Wynikało to ze specyfiki rankingowej, w której z roku na rok poprawialiśmy swoje wyniki. Liczyliśmy zwłaszcza na judo i zapasy, a także na bokserów, niemniej jednak oni mieli przejść tylko kwalifikacje i czekać na dalsze zmagania. Niektórzy, jak np. strzelcy, zaczynali i kończyli zawody już pierwszego dnia. Uwagę przyciągały zmagania Renaty Mauer, która trzymała w napięciu do ostatniego strzału. Na szczęście jej rywalka nie trafiła, tracąc szansę na zdobycie złotego medalu. Tym samym pierwsze olimpijskie złoto dla polskiej reprezentantki stało się faktem. Kilka dni później sportsmenka miała możliwość zdobycia drugiego złota, ale jak to w sporcie bywa, presja była zbyt duża i Renata zakończyła zmagania z brązem. Kolejne medale, na które mocno liczyliśmy, mieliśmy zdobyć w judo i zapasach, gdzie królowali mistrz świata i Europy Paweł Nastula oraz mistrz olimpijski z 1988 r., a także potrójny mistrz świata i Europy Andrzej Wroński. Choć byli faworytami, nie można było jednoznacznie stwierdzić, że to oni wrócą do domu z olimpijskim laurem. Wszak po to samo do Atlanty przyjechali ich rywale... Jak pokazał jednak czas, obaj nie mieli sobie równych w Stanach Zjednoczonych. Zarówno półfinał z brazylijskim rywalem, jak i finał z reprezentantem Korei w wykonaniu Pawła Nastuli były finezją – pokazem siły, profesjonalizmu i sportowej walki. Medal w judo oficjalnie stał się faktem, a Nastula nie zawiódł oczekiwań kibiców. W judo liczono jednak na więcej. Zwłaszcza na Anetę Szczepańską, reprezentantkę z Włocławka. Musieliśmy się jednak zadowolić srebrem po finałowej walce z Koreanką Cho Min-Sun.

 

Jako kolejni na sportowe areny wyszli zapaśnicy. W poprzednich igrzyskach w Seulu i Barcelonie zdobyli aż pięć medali, w tym jeden złoty, trzy srebrne i jeden brązowy. Oczekiwania byli więc ogromne, bo i mogliśmy liczyć na wiele. Ten dzień, tj. 20 lipca 1996 r., przeszedł do wielkiej historii polskich występów na igrzyskach olimpijskich. Tak dobrego nie mieliśmy i chyba mieć już nie będziemy. Zaczął ten, który na igrzyska dostał się dzięki dzikiej karcie. Ryszard Wolny, bo o nim mowa, po trzech walkach miał już olimpijskie srebro, studził jednak nastroje, chcąc wyjść na matę w finale, żeby zawalczyć o najwyższą nagrodę. Walka z Ghanim Yalouzem, z którym miał stare porachunki za przegraną walkę o mistrzostwo Europy, była szybka i zdecydowana. Pół minuty przed końcem walki prowadził 7:0 i nie dał najmniejszych szans. Ani Yalouzowi, ani sędziom, którzy przy wspomnianej walce o czempionat Europy skrzywdzili naszego reprezentanta. Wolny nieoczekiwanie został mistrzem olimpijskim, a jego radość po wygranej walce należy bez wątpienia do jednych z najbardziej wzruszających momentów w historii polskich występów na igrzyskach.

Jak łatwo się domyślić, nie był to koniec zmagań i emocji na matach zapaśniczych. Znacznie trudniejszą przeprawę w finale od Wolnego miał Włodzimierz Zawadzki. Mierzył się w nim z reprezentantem Kuby. Jak wspomina po dwudziestu latach, właśnie ten pojedynek szczególnie zapadł mu w pamięć: „Z tym Kubańczykiem, walczyłem bez powodzenia w igrzyskach w Barcelonie. Wiedziałem, że jest mocny w parterze. Starałem się być agresywny, aktywny. Udało się, zwyciężyłem 3:1. I byłem szczęśliwy!”1. Polacy mieli więc dwa złota, a tymczasem na sportową arenę wkraczał Andrzej Wroński, nasz wielokrotny medalista najważniejszych imprez. Po pierwszej walce z reprezentantem Tunezji Mohamadem Naouarem polska ekipa przeżyła jeszcze sporo emocji. Druga walka była dużo cięższa, a Wroński wygrał ją tylko dlatego, że na macie wykazywał większą aktywność. W półfinale natomiast Wroński zdobył zaledwie dwa punkty, ale te wystarczyły do zwycięstwa. Finał z Białorusinem Siergiejem Lisztwanem przyniósł trzecie złoto tego dnia dla Polski. Chociaż żaden z rywali nie mógł przewrócić drugiego, Wroński znów wykazywał większą aktywność. Dogrywka także nie przyniosła nikomu punktów i sędziowie zdecydowali o złocie dla Polaka. Trener Ryszard Świerad postanowił zadziwić świat i polska ekipa zdobyła nieoficjalne drużynowe mistrzostwo świata.

Inna sytuacja była, kiedy na olimpijską matę wchodził Józef Tracz, który już przed startem na olimpiadzie postanowił skończyć karierę. Doświadczony profesor maty dołożył do swoich osiągnięć trzeci w karierze olimpijski medal, tym razem brązowy. Amerykanie oficjalnie nazwali polską drużynę „Polish Wrestling Dream Team”. Mieliśmy się czym chwalić, bo osiągnięcia polskich judoków naprawdę są godne uwagi. Bardzo dobrze – każdego dnia do polskiej kwatery przynoszono medale – Mauer, Nastula, Wroński, Wolny, Tracz, Szczepańska, Zawadzki, Fafiński i znów Mauer. Po pięciu dniach Polska miała dziewięć medali i była pierwsza w klasyfikacji. Wielkim zaskoczeniem była też obecność prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Na igrzyskach zdarzają się koronowane głowy, prezydenci i premierzy, ale nigdy wśród kibiców.

Polska szermierka miała w swoim dorobku aż 18 medali, w tym cztery złote, osiem srebrnych i sześć z brązu. Jej największe sukcesy przypadły na przełom lat 60. i 70. W Atlancie reprezentowali nas szabliści, floreciści, florecistki w dyscyplinach zarówno drużynowych, jak i indywidualnych, oraz jedna szpadzistka. Bardzo blisko medalu i podium byli szabliści, mistrzowie broni, która kiedyś była narodowym orężem Polaków. Wystarczyło wygrać z Włochami w półfinale, co było prawdopodobne po wcześniejszym zwycięstwie z reprezentacją Francji. Niestety, czwarte, najbardziej znienawidzone przez sportowców miejsce, było najwyższym, jakie mogli zająć Polacy. Lek na smutki przynieśli floreciści, którzy nawiązali do pięknej tradycji i podobnie jak w Barcelonie zdobyli medal. Na dodatek taki, który wywalczono w dość dramatycznych okolicznościach, musząc wzywać z kraju rezerwowego kadry olimpijskiej. Po całodniowym locie wylądował w nocy na lotnisku i już rano stanął na macie, walcząc ramię w ramię z Polakami. Ostatecznie przegraliśmy tylko z Rosjanami i zdobyliśmy srebro dla Polski.

Ostanie takie igrzyska dla Polaków

W tym artykule autor nie bez przyczyny skupił się niemal wyłącznie na Polakach. Start w 1996 r. był bowiem ostatnim tak dobrym występem naszej reprezentacji na imprezie tej rangi. Co prawda cztery lata później w Sydney zdobyliśmy czternaście medali, w tym aż sześć złotych, lecz już wówczas widoczne były symptomy powolnego upadku polskiego sportu. Przez kolejnych dwadzieścia lat kilka pokoleń mieszkańców naszego kraju musiało z zazdrością wspominać Atlantę, gdzie Polska uplasowała się na mocnej, jedenastej pozycji (siedem złotych, pięć srebrnych, pięć brązowych).

Same igrzyska w Stanach Zjednoczonych nie zostały jednoznacznie ocenione. Z jednej strony na ich korzyść działają imponujące liczby oraz znakomite rekordowe występy Michaela Johnsona, który wygrał biegi na 400 i 200 metrów, w tym drugim bijąc przy okazji rekord świata, dopiero 12 lat później wymazany ze światowych tabel przez genialnego Usaina Bolta. Z drugiej jednak strony są wspomniane na początku artykułu błędy logistyczne, kontrowersje związane z nieprzyznaniem Atenom igrzysk odbywających się w setną rocznicę pierwszej olimpiady oraz względy bezpieczeństwa. Cieniem na przebiegu zmagań sportowych położyły się bowiem wydarzenia w Parku Olimpijskim, gdzie Eric Robert Rudolph dokonał zamachu bombowego, w którego wyniku śmierć poniosły dwie osoby, a 111 zostało rannych. Świadomość tego zdawał się mieć sam przewodniczący MKOl Juan Antonio Samaranch, który w przemówieniu zamykającym zawody po raz pierwszy w stuleciu nie użył formułki: „to były najlepsze igrzyska w historii”.

Bibliografia:

Opracowania

  1. Falewicz R., Historia igrzysk olimpijskich, Poznań 2004.
  2. Lipoński W., Historia Sportu na tle rozwoju kultury fizycznej, Warszawa 2012.
  3. Lipoński W., Polacy na olimpiadach, Poznań 2008.
  4. Miller D., Historia igrzysk olimpijskich i MKOl. Od Aten do Pekinu 1894–2008, Poznań 2008.
  5. Olszański T., Osobista historia olimpiad, Warszawa 2000.
  6. Ruch olimpijski w teorii i praktyce, pod red. J. Eidera, Szczecin 2015.
  7. Wybrane zagadnienia olimpijskie w teorii i praktyce, pod red. J. Eidera, Szczecin 2015.

Strony internetowe:

  1. 1996 Atlanta Summer Games, „Sports-reference.com”, sports-reference.com/olympics/summer/1996/ (dostęp 23 lipca 2016 r.).
  2. Atlanta 1996, „Olimpijski.pl”, olimpijski.pl/pl/247,atlanta-1996.html (dostęp 23 lipca 2016 r.).
  3. Biedroń A., Ostatnie takie igrzyska dla Polaków – Atlanta 1996, „Ig24.pl” z 23 lutego 2012 r., ig24.pl/ostatnie-takie-igrzyska-dla-polakow-atlanta-1996/ (dostęp 23 lipca 2016 r.).
  4. Sochalski P., Włodzimierz Zawadzki mistrz z Atlanty, „Dami24.pl” z 20 lipca 2016 r., dami24.pl/sport/item/5391-wlodzimierz-zawadzki-mistrz-z-atlanty (dostęp 23 lipca 2016 r.).

Korekta: Anna Rzepniewska

  1. P. Sochalski, Włodzimierz Zawadzki mistrz z Atlanty, „Dami24.pl” z 20 lipca 2016 r., dami24.pl/sport/item/5391-wlodzimierz-zawadzki-mistrz-z-atlanty (dostęp 23 lipca 2016 r.). []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz