Film wojenny na weekend – „Paragraf 22”


„Ach, ten Yossarian”. Mistrzowską książkę Hellera czytam co roku. Kocham, uwielbiam, szaleję. Nie mogę się oderwać. A co do filmu, to oglądam go zaraz po lekturze. Tak dla utrwalenia. Dziś kolejny kawałek wojennego kina – Paragraf 22.

Krótko i zwięźle – Yossarian jest bomba, a kto nie czytał, ten trąba! A jak nie czytał, to niech nie ogląda najpierw filmu, bo straci całą przyjemność z lektury. W przypadku tego duetu złota zasada: najpierw książka, później film, sprawdza się bez dwóch zdań.

Paragraf 22 to film nietuzinkowy, podobnie jak jego literacki pierwowzór. Opowieść rozgrywa się w śródziemnomorskim teatrze działań wojennych ostatniej wojny światowej, w amerykańskiej jednostce bombowców B-25 Mitchell. Jest to historia pełna absurdów i doskonale zarysowanych postaci. Obawiam się, że nie uda mi się oddać całego szaleństwa i eklektycznego, wojskowo-lupanarowego klimatu, przesyconego bezsensem i strachem.

Głównym bohaterem jest bombardier Yossarian, zadeklarowany pacyfista i największy panikarz swojej jednostki. Lotnik boi się śmierci i ze wszystkich sił stara się jej uniknąć, dążąc do wypełnienia przepisowej liczby lotów bojowych. Cały problem tkwi w tym, że dowódcy jego grupy bombowej wciąż ten limit podnoszą. Yossarian próbuje więc wszelkimi metodami uzyskać zwolnienie ze służby z przyczyn psychicznych, jednakże na drodze stoi mu tytułowy paragraf 22. Musi więc odbywać kolejne misje pod coraz cięższym ogniem przeciwlotniczym.

Poza Yossarianem pojawia się wiele innych postaci – płk Cathcart – apodyktyczny dowódca grupy bombowej, ppłk Korn – jego cwaniaczkowaty i mściwy zastępca, generałowie, piloci i personel lotniczy niższych szczebli. Ważną rolę odgrywają też kobiety – Amerykanki i Włoszki – zawodów poważanych i tych mniej poważanych, kapelan, Milo Minderbinder i inni,

Czemu wspominam między innymi akurat o Milo? Bo Milo jest symbolem amerykańskiej przedsiębiorczości i krwiożerczości zarabiającego na wojnie przemysłu, pozbawionego skrupułów i względów moralnych. Minderbinder jest kapitalistycznym wierzchołkiem góry lodowej paradoksów i braku logiki (sytuacja zwana inaczej „logiką wojskową”), które są sensem oraz treścią książki i filmu. W książce jest też pełno głupiej, niepotrzebnej śmierci.

Doprawdy, nie ma sensu, żebym wypisywał wszystkie wątki przewijające się w filmie. Po pierwsze – godziłoby to w zasady pisania dobrej recenzji, po drugie – nie zmieściłbym się w założonej objętości. Dość powiedzieć, że poza kilkoma kosmetycznymi zmianami w stosunku do książki, ułatwiającymi odbiór produkcji przez nieznaczne uproszczenie fabuły, dzieło trzyma się powieści bardzo wiernie, zachowując zarówno jej chaotyczną, achronologiczną budowę, jak i  niezwykle zaskakującą pointę.

Główną rolę w filmie gra Alan Arkin i robi to doskonale. Jest bardzo realistyczny w odwzorowywaniu przerażenia, strachu i wszystkich emocji, które towarzyszą szaleństwu wojny. Poza tym pojawiają się tam tacy znani aktorzy jak Martin Sheen (ojciec Charliego, znany zwłaszcza z Czasu apokalipsy) jako Orr, Martin Balsam (Morderstwo w Orient Expresie, Wszyscy ludzie prezydenta, Tora! Tora! Tora!) w roli płk. Cathcarta, Orson Welles jako gen. Dreedle, Jon Voight (Mission Imposible, Wróg publiczny, Pearl Harbor, Skarb Narodów) jako Milo Minderbinder czy Art Garfunkel z duetu Simon & Garfunkel występujący w roli sympatycznego kpt. Nately’ego.

Film został nakręcony doskonale. Ujęcia są dobre, kadr się nie gubi, a nawet jeśli, to jest to fabularnie uzasadnione. Co więcej, zarówno kolorystyka, jak i naświetlenie, a także prześwietlenie zdjęć, często przypominają barwne lub koloryzowane fotografie z epoki o przyjemnym niebieskawym odcieniu, będącym skutkiem odczynników używanych w procesie wytrawiania. Dobrą stroną są także piękne pejzaże i widoki włoskich miast.

Największą jednak zaletą jest niesamowita scena jednoczesnego startu kilkunastu bombowców B-25 z nadmorskiego lotniska. Jeśli macie dobry zestaw Hi-Fi, to ryk silników zatelepie waszymi płucami w cudownym rezonansie. W ogóle sceny kręcone w samolotach czy w locie są piękne, zwłaszcza te z nalotu na Ferrarę.

Paragraf 22 jest chaotyczny, niejednoznaczny i ma wspaniały klimat. Obok tego filmu nie da się przejść obojętnie. Yossarian stał się postacią kultową ze wzglądu na swoją nieszablonowość oraz mało wojskowe podejście do służby i wojny. Film warto obejrzeć, ale polecam zrobić to dopiero po lekturze książki.

 

Tytuł polski: Paragraf 22

Tytuł oryginalny: Catch 22

Reżyser: Mike Nichols

Wytwórnia: Paramount Pictures

Muzyka: Fritz Reiner

Premiera: 1970

Czas trwania: 161 min.

 

Redakcja merytoryczna: Marcin Tunak
Korekta językowa: Wiktoria Wojtczak

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Wiatrak napisał(a):

    Gdzież jest niedysiejszy Snowden?
    Ho ho, beri-beri.
    🙂

Zostaw własny komentarz