„Wierność i stałość przez ogień wypróbowana”– refleksja o postawie nowożytnych mieszczan wobec wroga podczas oblężeń na przykładzie Torunia cz. 2


W historii każdego nowożytnego miasta jest wiele okresów wzrostu i dobrobytu, ale też niemal równie wiele prób i wyrzeczeń: klęsk elementarnych, epidemii, kryzysów i – najgorszych z tego wszystkiego – wojen. Nie ominęły one także Torunia, dużego i prężnie się rozwijającego miasta-twierdzy z długimi tradycjami ustrojowymi, które leżało na pograniczu różnych kultur, wyznań religijnych, systemów politycznych i gospodarczych. 

Szturm Torunia przez wojska Jana Kazimierza w 1658 roku według ryciny Erika Dahlberga.

Postępowanie obrońców wobec cywili również przedstawiało się dość rozmaicie, zależało od dyscypliny i liczebności garnizonu oraz woli jego dowódców. Zdarzały się pewne tarcia między wojskiem a patrycjatem, ale zwykle były one marginalne i nie miały zbyt dużego wpływu życie mieszczan, pomijając kwestie kosztów wyżywienia, zakwaterowania i zaopatrzenia żołnierzy. Co do wynagrodzeń strat, miasto nigdy nie otrzymało pełnej rekompensaty. Co prawda, w 1629 r. sejm postanowił zwolnić Toruń od podatków do końca wojny, ale konflikt trwał jeszcze zaledwie pół roku, więc nie udało się całkiem uratować majątku większości kupców. Być może jest to jeden z powodów, dla których w 1655 r. już po dość krótkich negocjacjach twierdza poddała się bez wystrzału. Kiedy trzy lata później odzyskano Toruń, ta wcześniejsza kapitulacja wobec Szwedów została potraktowana jak wiarołomstwo, kwestia odszkodowań nie wchodziła zatem w rachubę. Na rekompensaty po 1703 r. nie było już żadnych środków, wielka wojna północna z Karolem XII trwała jeszcze bardzo długo, a miasto kompletnie się wyludniło i upadło, podobnie jak reszta kraju. Nie ma więc nic dziwnego w tym, że patrycjat zwykle unikał, kiedy tylko mógł, narzucania mu garnizonu, zwłaszcza kiedy składał się on z wojsk królewskich, niezależnych od Rady i wpływających na jej autonomiczną politykę. Mieszczanie woleli polegać na własnych siłach i sukcesywnie rozbudowywanych umocnieniach, dostosowanych do obrony przed artylerią.

Jeszcze jednym bardzo ważnym czynnikiem, wpływającym na opisywane wydarzenia, jest rola pojedynczych osób, ich charyzma, niezłomność i zdolność do przekonywania innych. Najlepszym przykładem takiej jednostki jest dowódca obrony Torunia w 1629 r., Gerard Denhoff. Był on co prawda człowiekiem zupełnie niezwiązanym z miastem, pochodził z Inflant i był lojalnym królewskim dworzaninem, ale potrafił utrzymać porządek i dzięki osobistemu przykładowi oraz zdolnościom przywódczym uratował miasto przed zajęciem przez wojska feldmarszałka Wrangla. Nie wiadomo, czy byłoby to możliwe, gdyby nie współpraca z burmistrzem Preussem, który dowodził strażą miejską i wspierał Denhoffa w krytycznej chwili, gdy Rada, przerażona początkowymi postępami Szwedów, chciała ponoć poddać miasto. Także zwykli mieszczanie zapisali się w historii tego oblężenia. Wspomina się na przykład Jakuba Dorotkę, który obronił barbakan przy Bramie Chełmińskiej, czy załogę działa zwanego Mnichem, która celnym ogniem zniszczyła stanowisko artyleryjskie Wrangla.

Takich jednostek zabrakło w 1655 r. po stronie obrońców, ale nie po stronie Karola X Gustawa. To między innymi dzięki zdolnościom dyplomatycznym Hieronima Radziejowskiego, znanego senatora Rzeczypospolitej i człowieka, który wskutek konfliktu z Janem Kazimierzem stanął po stronie szwedzkiej, miasto zostało przekonane do poddania się. Szwedzi pozostawili po sobie garnizon bardzo liczny, ale mimo że dowodzący nim Bertold Hartwig von Bulow słynął z dobrego postępowania z okupowanymi osadami, w tym także z Toruniem, miasto wolało stawiać bierny opór i nie wydawało jego żołnierzom np. wystarczającej ilości zaopatrzenia. Tadeusz Nowak pisze w swojej monografii o oblężeniu Torunia w roku 1658, że chociaż żołnierze z garnizonu dosłownie umierali z głodu, mieszczanie posiadali jeszcze zapasy, które mogły wystarczyć na ponad rok. Było to niewątpliwie spowodowane dość dużą siłą perswazji Rady, która nie pozwoliła na rabunek domów i uczestniczyła jako trzecia strona w rozmowach o kapitulacji. W trakcie oblężenia w 1703 r. po stronie obrońców był co prawda charyzmatyczny i dość zdolny komendant obrony, Krystian Dietrich von Robel, ale nie zapobiegł upadkowi miasta, którego umocnienia nie dały już tak skutecznej obrony, zaś ponad sześciotysięczny garnizon był za duży, by Toruń mógł go utrzymać, a za mały, by stawić czoła wrogowi na polu bitwy. Robel był dowódcą niezwykle honorowym, który nie chciał opuścić swoich żołnierzy i próbował ich uratować, za co trafił na długi czas do szwedzkiej niewoli. Czy mógł wpłynąć na udaną obronę miasta? Wydaje się, że bez żadnej nadziei na odsiecz i wobec topniejących sił (w ostatniej fazie oblężenia umierało mu około 10–12 ludzi dziennie), mimo tak licznych sił obrona nie mogła równać się z nowoczesną, tzw. vaubanowską sztuką oblężniczą, dzięki której przeciwnicy mogli bezkarnie ostrzeliwać jego ludzi z odległości zaledwie stu metrów, tracąc przy tym znacznie mniej żołnierzy niż obrońcy1. Tak zakończyło się ostatnie oblężenie miasta w ramach jego przynależności do Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W późniejszych latach jeszcze dwa razy było zmuszone się bronić przed atakami w czasach napoleońskich, po czym nastąpił długotrwały spokój, który trwa bez większych zakłóceń aż do dnia dzisiejszego.

„Fides et Constantia per ignem probata…” – subiektywna ocena postawy mieszczan

Medal wybity dla uczczenia udanej obrony Torunia przed Szwedami.

W toruńskim muzeum okręgowym znajduje się pewien piękny złoty medal. Z jednej strony przedstawia on palące się miasto, które mimo tych wszechogarniających płomieni, broni się przed niewidocznym przeciwnikiem, kierując w stronę źródeł ognia swoje działa. Na około tej sceny widnieje inskrypcja: Fides et constantia per ignem probata – „Wierność i stałość przez ogień wypróbowana„. Żeby zrozumieć, co ten medal naprawdę ukazuje, należy obrócić medal na drugą stronę, gdzie jest ukazany herb przedstawiający bramę i anioła, będące symbolami Torunia, oraz opis ”Dnia 16 lutego 1629 roku miasto obroniło się z Bożą pomocą i męstwem obywateli przed wrogim oblężeniem”. Ten medal bez wątpienia jest jednym z dowodów dumy mieszczan z powodu udanej obrony, pomimo poniesionych strat i zniszczeń. Dumy całkowicie uzasadnionej. Aby jednak móc łatwiej zrozumieć postawę torunian nie można się skupiać na jednym mieście, warto również mieć pewnego rodzaju porównanie z innymi ośrodkami.

Ryga w XVII w. była jednym z największych i najbogatszych portów nad Morzem Bałtyckim. Prawie dwukrotnie większa od Torunia, o wiele wcześniej zakończyła budowę umocnień przeciw artylerii. Pod wieloma względami miasta były bardzo podobne: oba miały krzyżackie pochodzenie, cieszyły się dużą niezależnością, składały się w dużej mierze z kupców niemieckiego pochodzenia, którzy wyznawali w większości religię luterańską, i były gospodarczo związane z wymianą handlową między Rzecząpospolitą a zachodnią Europą. Tymczasem jednak, mimo tych podobnych warunków, Ryga wpadła w ręce szwedzkie po zaledwie czterech dekadach uznawania polskiego zwierzchnictwa w już 1621 r. Co o tym zadecydowało? Można mówić na pewno o większym zróżnicowaniu poglądów mieszczan na sprawy handlowe: część tamtejszej rady miała interesy ze Szwedami, część zaś wiedziała, że jej pozycja majątkowa zależała od mocnej pozycji Rzeczypospolitej i z nią wolała związać swoje losy. W Rydze niedługo po uznaniu polskiego zwierzchnictwa wybuchł tumult na tle religijnym, tzw. rozruchy kalendarzowe, związane z niechęcią protestanckich mieszczan do przyjęcia katolickiego kalendarza gregoriańskiego. Represje, które potem nastąpiły, z pewnością zniechęciły znaczną część mieszczan do nowej władzy, zwłaszcza że Ryga przecież nie była zbyt długo pod polskimi rządami. Znamienne, że Toruń uznawał zwierzchność polskiego monarchy od XV w., a Ryga dopiero od 1581 r., zatem zaledwie od kilku dekad, co mogło być zbyt krótkim okresem, by wykształcić trwałe więzi. Z drugiej strony, Ryga była przed 1621 r. oblegana przez Szwedów parokrotnie i za każdym razem wolała zostać przy królu polskim. W ostatnim oblężeniu padła, ponieważ wszelkie próby odsieczy były skazane na niepowodzenie, a dwumiesięczne oblężenie pozbawiło jej mieszkańców sił do dalszej obrony. W traktacie kapitulacyjnym zastrzegli jednak, że poddali się z powodu rozpaczy spowodowanej brakiem skutecznej odsieczy, a nie wiarołomności.

Medal wybity dla uczczenia udanej obrony Torunia przed Szwedami, druga strona.

Elbląg, duży, bogaty bałtycki port i drugie co do wielkości miasto Prus Królewskich, odegrał zupełnie inną rolę. Również był od prawie dwóch stuleci w granicach Polski, kiedy otoczyły go wojska Gustawa Adolfa. Miał, podobnie jak Toruń, powiązania gospodarcze z Polską, niemiecki i luterański patrycjat oraz dużą niezależność. Z drugiej strony Elbląg nie był wtedy jeszcze scentralizowanym ośrodkiem, bowiem składał się z dwóch miast: Starego, cieszącego się przywilejami i profitami z handlu, oraz o wiele słabszego Nowego, które było jedynie zapleczem rzemieślniczym. Jak opisuje w książce Kryzys Mocarstwa Radosław Sikora, te niesnaski między dwoma ośrodkami dały o sobie znać, kiedy w 1626 r. stanęła pod ich murami armia najeźdźcy z północy. Wtedy to, mimo że Stare Miasto odmówiło wpuszczenia nieprzyjaciół, Nowe, w nadziei na poprawę losu, otworzyło swe bramy i Elbląg padł bez jednego wystrzału w ciągu kilku godzin.

Zupełnie odmiennie pojmowano wierność w średniowieczu, w wiekach XVI–XVIII, a jeszcze inaczej postrzega się tę cnotę obecnie. Niekoniecznie musiała to być wartość bezwzględna, ale miała duże znaczenie dla unormowanych stosunków społecznych. Dziś bardzo trudno jest opisywać sposób myślenia ludzi żyjących przed stuleciami – człowiek współczesny ma inną mentalność niż żyjący w tamtych czasach i nie może tak łatwo odtworzyć wszystkiego, co wpływało na człowieka wieku I, XV czy nawet XIX. To, że współczesność jest czasem szybkich zmian i coraz większych kontrastów, wbrew pozorom również wcale tego nie ułatwia. Co prawda dziś zdarzają się różnice między kulturami i systemami moralnymi, nieraz dosyć znaczne, ale w dobie globalizacji zacierają się i są mniejsze niż w epokach wcześniejszych.

Jak postrzegano lojalność w epoce Wazów czy Wettynów? Jest to bardzo trudne do sprecyzowania. Z pewnością była ona uważana za Virtus – cnotę, wymaganą i będącą swego rodzaju ideałem, do którego należało dążyć. Już Dante w swojej Boskiej Komedii umieścił zdrajców w najniższych czeluściach piekła, co oznacza, że chyba bardziej poważnie niż dziś traktowano wiarołomstwo. Do tych postaw moralnych trzeba jeszcze dołączyć rolę elit politycznych, które wywodziły się ze stanu szlacheckiego, i chociaż ich rola znacznie się zmniejszyła w omawianych czasach, wciąż były one wzorem do naśladowania, typowym dla hierarchicznego społeczeństwa. Stan szlachecki, ze względu na rycerskie korzenie, miał pielęgnować takie ideały, które były związane z honorem, a wśród nich lojalność miała poczesne miejsce. Jednak w okresie nowożytnym rycerza zastępował mniej wierny ideom a bardziej pieniądzom najemnik, a w rozumieniu idei lojalności bardzo namieszał później traktat Książę Niccolo Machiavellego. Ten polityk z Florencji, żyjący na początku XVI w., stawiał rewolucyjne wówczas tezy, według których, jeżeli istnieje odpowiednia koniunktura, zdrada w imię racji stanu jest jak najbardziej dopuszczalna. Choć wydaje się, że nie był on aż tak rozpowszechniony jak obecnie, a czytać go mogła jedynie garstka zainteresowanych i wykształconych ludzi, warto pamiętać, że wśród mieszczan, którzy mieli bardzo rozległe kontakty handlowe i dość szerokie horyzonty, takie poglądy były znane, tak jak dziś często wśród ludzi interesu zaleca się czytanie traktatu Sztuka Wojny Sun Tzu. Te dwie przeciwstawne idee: pierwsza związana z moralnością katolicką i europejskim poczuciem honoru i druga, bardziej koniunkturalna, zmagają się ze sobą w dużej mierze do dziś.

Bibliografia:

  1. Kamiński A., Gerard Denhoff w służbie Wazów (1590–1648), http://www.akaminski.w8w.pl/publikacje.html (dostęp: 9 lipca 2014 r.).
  2. Cackowski S., Terytorium, ludność, władze miejskie, [w:] Historia Torunia t. II, cz. II, W czasach renesansu, reformacji i wczesnego baroku (1548–1660), M. Biskup , Toruń 1994, s. 7–45.
  3. Naworski Z., Rola Torunia w życiu parlamentarnym i publicznym, [w:] Historia Torunia t. II, cz. II, W czasach renesansu, reformacji i wczesnego baroku (1548–1660), red. M. Biskup, Toruń 1994, s. 93–139.
  4. Dybaś B., Dzieje wojskowe Torunia, [w:] Historia Torunia t. II, cz. II, W czasach renesansu, reformacji i wczesnego baroku (1548–1660), red. M. Biskup, Toruń 1994, s. 141–168.
  5. Sikora R., Wojskowość polska w dobie wojny polsko-szwedzkiej 1626–1629. Kryzys Mocarstwa, Poznań 2005.
  6. Ziemlewska A., Ryga w Rzeczypospolitej polsko-litewskiej (1581–1621), Toruń 2008.
  7. Machiavelli N., Książę. Rozważania nad pierwszym dziesięcioksięgiem historii Rzymu Liwiusza, opr. K. Teodor Toeplitz, Warszawa 1984.
  8. Sun Tzu, Sztuka wojny. Traktat, Gliwice 2012.
  9. Clausewitz K. von, O wojnie, Warszawa 2010.
  10. Nowak T., Oblężenie Torunia w roku 1658, Toruń 1936.
  11. Poraziński J., Oblężenie Torunia w 1703 roku. Uwagi i refleksje w związku z 300 rocznicą, [w:] Rocznik Toruński, T. 30, 2003, s. 65–84.
  12. Sahanowicz H., Wojna daleka i bliska. Problem wpływu wojen pierwszej połowy XVII wieku na społeczeństwo, [w:] Wojny Północne w XVI–XVIII wieku, red. B. Dybaś, Toruń 2007.

Redakcja merytoryczna: Grzegorz Antoszek
Korekta językowa: Aleksandra Czyż

  1. Sébastien le Prestre de Vauban (1633–1707) był francuskim fortyfikatorem w czasach Ludwika XIV. Zasłynął nie tylko z rozbudowy całego łańcucha twierdz na granicach Francji, ale przede wszystkim z opracowania nowatorskiego i aż do XIX w. skutecznego systemu prowadzenia działań oblężniczych, zwanego również „regularnym oblężeniem”. []


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz