Szara łuszczyca vs. trąd – prawdziwa historia kamiennych ludzi z „Gry o Tron”


Przerażająca, zmieniająca ludzi w żywe kamienie choroba, której boi się każdy mieszkaniec Siedmiu Królestw. W świecie Georgeʼa R.R. Martina zwie się szarą łuszczycą, ale ewidentną inspiracją dla pisarza był znany wszystkim trąd. Jak wiele łączy tę fikcyjną przypadłość z prawdziwą chorobą, która po dziś dzień zbiera swoje żniwo? Uwaga! Artykuł zawiera spoilery z 7. sezonu Gry o Tron!

Kadr z serialu „Gra o tron”, HBO 2011 -

Kiedy dzielny Samwell Tarly postanowił wyleczyć (chyba jeszcze dzielniejszego) wojownika Joraha Mormonta, który zachorował na szarą łuszczycę, z pewnością wielu widzów odwracało wzrok. Sam widok szkolącego się na maestra Samwella, który z ciała ledwo hamującego się przed przeraźliwym krzykiem z bólu Joraha wycinał zakażoną tkankę, był odrażający. Niezwykle bolesny zabieg jednak pomógł i ulubieniec widzów uratował Mormontowi życie, przy okazji narażając swoje własne – jeden bezpośredni, choćby maleńki kontakt z zarażonym ciałem, a Tarly musiałby powtarzać procedurę – tym razem na sobie. Oglądając te sceny, jak i cały serial Gra o Tron (na chorobę zapadła także m.in. Shireen Baratheon), nie sposób nie odnieść wrażenia, czym inspirował się George R.R. Martin, tworząc tę okrutną chorobę.

Jorah Mormont zaraził się szarą łuszczycą, gdy dotknął go chory na nią człowiek. Tyle wystarczyło, by serialowy bohater został naznaczony. W dalszym ciągu miał jednak wybór: „Wiedział, że śmiertelna postać szarej łuszczycy zaczyna się od kończyn: świerzbienie w koniuszku palca, poczerniały paznokieć, utrata czucia. Gdy odrętwienie docierało do dłoni albo za stopę, ciało sztywniało i robiło się zimne, a skóra ofiary nabierała szarawego odcienia, przypominającego kamień. Karzeł słyszał, że istnieją trzy skuteczne lekarstwa: topór, miecz i tasak. Odrąbanie zaatakowanych kończyn niekiedy powstrzymywało postępy choroby, ale nie zawsze. Wielu ludzi poświęciło jedną rękę albo stopę tylko po to, by się przekonać, że druga również szarzeje”1. Zarażony szarą łuszczycą człowiek mógł się więc zdecydować na amputację dotkniętej zmianami kończyny – wielu jednak nie miało takiej odwagi, co prowadziło do rozprzestrzenienia się zakażenia. Z czasem całe ciało pokryte było skorupą, zamieniając chorego w chodzący kamień. Tacy ludzie budzili odrazę, czasami współczucie, ale nie było dla nich miejsca w społeczeństwie. „Najlepszym lekarstwem jest cykuta, ale poduszka lub nóż są równie skuteczne. Gdybym to ja wydała na świat to biedne dziecko, już dawno przyznałabym mu dar łaski. (…) Dziewczynka jest nieczysta (…) śmierć jest w niej”2 – tak mówiono o księżniczce Shireen. Ludzi takich zsyłano na odosobnienie do miasta Valyria, gdzie musieli dożyć swoich dni w samotności lub w otoczeniu innych chorych. Nie byli jednak zbyt towarzyscy – bardzo często choroba doprowadzała ich także do szaleństwa, umierali więc w końcu obłąkani i najpewniej szczęśliwi, że nadszedł ich koniec.

Również chorzy na trąd byli izolowani od społeczeństwa. Choroba, a co za nią idzie, przeraźliwy wygląd osób, które na nią cierpiały, wywoływały lęk u innych ludzi, którzy nie chcieli przebywać w ich towarzystwie. Podobnie zresztą jak w przypadku szarej łuszczycy, wystarczył kontakt fizyczny z chorym, by samemu zostać zarażonym trądem, a na to ryzyko nikt nie chciał sobie pozwolić. Od IV w. n.e. tworzono tzw. leprozoria (od słowa „lepra„, będącego innym określeniem na trąd), w których chorzy byli skazani na ”śmierć za życia”, a świat o nich zapominał. Dlaczego? W średniowieczu trąd uznawano za chorobę, która jest karą za grzechy, a któż chciałby zadawać się z grzesznikiem, którego Bóg ukarał w taki sposób? Kiedy jednak chorym udawało się wydostać z leprozoriów, musieli ostrzegać ludzi o swoim przybyciu oraz przypadłości poprzez noszenie żółtych krzyży na ubraniach i używanie kołatki, co jedynie bardziej stygmatyzowało ich w oczach społeczeństwa.

Gra o tron, HBO, 2011 -

Jednymi z najbardziej oczywistych podobieństw pomiędzy szarą łuszczycą Martina a prawdziwą chorobą, jaką jest trąd, są objawy fizyczne. Przede wszystkim chodzi o zmiany skórne, które powodują odbarwienia oraz powstawanie grudek, a w ostrzejszym stadium mogą przypominać łuski lub kamień. Oczywiście w przypadku serialu zmiany te są bardziej drastyczne, jednak trąd również nie należy do najbardziej estetycznych chorób. Oprócz opisanych powyżej objawów dochodzi do nacieków w tkankach, deformacji małżowin usznych, zapalenia spojówek czy rogówek, a nawet zapadnięcia czubka nosa.

Nie da się ukryć, że leczenie trądu, choroby, która trawiła ludzkość od II stulecia p.n.e., wyglądało znacznie inaczej niż w przypadku serialowej szarej łuszczycy. Nie chodziło tu przecież wcale o usuwanie zarażonej skóry (taki zabieg zapewne niewielu dałoby radę wytrzymać), ale o to, że w rzeczywistości takie działanie nie byłoby skuteczne. Próbowano więc innych sposobów: stosowano najróżniejsze roślinne mikstury czy upuszczano krew. W 1873 r. Armeur Hansen odkrył bakterię, która była odpowiedzialna za tę chorobę – prątki Mycobacterium leprae. Dopiero jednak pod koniec XX w. wynaleziono terapię, która naprawdę działała, choć sam proces jest długi i może trwać nawet dwa lata. Pomimo tego, że choroba występuje coraz rzadziej, a leczenie jest skuteczniejsze niż kiedyś, wciąż odnotowuje się zachorowania na trąd, głównie na terenie Indii.

Bibliografia:

  1. follereau.org [dostęp 3 sierpnia 2017 r.].
  2. historiamedycyny.jigsy.com/ [dostęp 3 sierpnia 2017 r.].
  3. G.R.R. Martin, Taniec ze smokami, t. 1, Poznań 2011.
  4. G.R.R. Martin, Taniec ze smokami, t. 2, Poznań 2011.

Redakcja merytoryczna: Marcin Petrynko

  1. G.R.R. Martin, Taniec ze smokami, t. 1, Poznań 2011, s. 310. []
  2. Tenże, Taniec ze smokami, t. 2, Poznań 2011, s. 329. []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz