„Prawdziwa wojna. Wietnam w ogniu” – J. Schell – recenzja


Jonathan Schell nie jest apologetą wojny, a jego książka nie gładzi po główce ani amerykańskich interwentów, ani czytelnika. Chłoszcze prawdą i prostymi słowami, podburza brakiem oceny, która jednak nasuwa się sama. Autor drąży i niepokoi.
Kiedy sięgałem po książkę Prawdziwa wojna…, jeszcze czułem rock’n’rollowy klimat Depesz Michaela Herra. Wojna w Wietnamie, oh yeah, była dla mnie popkulturową mieszanką muzyki, narkotyków, dżungli, śmigłowców, karabinków M16 i hippisów unikających służby wojskowej. Trochę żałuję, że dałem sobie zniszczyć ten sielski obrazek, ale ostatecznie audiatur et altera pars1.

Schell nie zgadza się z powszechnym spojrzeniem na wojnę w Wietnamie i wcale się z tym nie kryje ani nie mówi o tym półsłówkami. Co i rusz wyprowadza proste i sierpowe ciosy w umysł i sumienie czytelnika, żeby na koniec zostawić go z gigantycznym znakiem zapytania.

Te ciosy to proste opisy amerykańskich operacji wojskowych i cywilnych w Wietnamie Południowym. Zaprezentowane zostały w trzech rozdziałach, z których ostatni liczy prawie dwieście stron. Autor pisze tam o swoich podróżach po ogarniętym wojną kraju, relacjonuje loty nad zniszczonymi terenami, przedstawia swoje spostrzeżenia, analizy i przemyślenia. Nie są one błyskotliwe czy niezwykłe, ale w szaleństwie wojny nie to jest ważne.

Wojna w Wietnamie, jak deklarowali Amerykanie, dzieliła się na część wojskową i cywilną, z których pierwsza polegać miała na wyeliminowaniu zagrożenia ze strony Wietkongu i Armii Północnego Wietnamu, a druga stworzyć nowoczesny naród kierujący się demokratycznymi ideami i standardami. Paradoksem było jednak to, że część wojskowa niwelowała część cywilną, która i bez zniszczeń wojennych ledwie nadążała z zaskopakaniem potrzeb. Schell wszystko to widzi i opisuje, mówiąc wprost o tym, jakich nadużyć dopuszczali się Amerykanie i jakim bezsensem z punktu widzenia politycznego i ekonomicznego był ten konflikt.

Autor cierpiał za swoje dzieło. Oskarżano go jeśli nie o zdradę, to o brak patriotyzmu, o zwalanie winy za niepowodzenie wyłącznie na USA i gloryfikowanie wrogów. Faktycznie, komuniści z Wietnamu Północnego jawią się w publikacji jako wybawcy lokalnej ludności, na której głowę sypią się bomby made in USA, a jej chaty palą się od amerykańskiego napalmu, a wszystko to w imię obrony przed komunistyczną zarazą.

Prawdziwa wojna… jest książką trudną, bo obala utrwalone przez dekady stereotypy o dobrych Amerykanach, którym nie wyszło w Wietnamie, o tym, że wojna byłaby wygrana, jeśliby w działania armii nie ingerowali politycy, narzucając jakieś głupie ograniczenia. Ta pozycja wyrwała mnie ze strefy komfortu intelektualnego i moralnego, w jaki wpadłem po Plutonie Olivera Stone, Rambo Teda Kotcheffa (to jest jednak jeden z filmów rozliczeniowych, mimo tego, że jest przede wszystkim filmem akcji) czy po Depeszach M. Herra. I bardzo dobrze, że mnie wyrwała, że przedstawiła mi w całej wyrazistości spojrzenie drugiej strony.

Do całości recenzji brakuje jeszcze kilku słów o książce jako o przedmiocie. Lubię pozycje wydawane przez Wydawnictwo Czarne – są ładne i dopracowane. Nawet okładki zawsze pasują tematem i klimatem do zawartości, nie są losowe. Na obwolucie Prawdziwej wojny… znalazło się zdjęcie żołnierzy amerykańskiej 9. Dywizji Piechoty przeszukujących bardzo młodego żołnierza Armii Północnego Wietnamu. To dobra zapowiedź treści. Innych zdjęć co prawda zabrakło, ale nie uważam tego za minus, dzięki temu pozycja nabiera cech literatury faktu, niepotrzebującej żadnego upiększania, która ma trafiać do sumień, a nie do wzroku.

Daję książce zasłużone 10 punktów za trafienie w czułe punkty mojego umysłu i sumienia. Nie udaje się to każdemu.

 

Plus minus:

Na plus:

+ pokazanie wojny w całej jej bezsensownej brutalności

+ inne spojrzenie na wojnę w Wietnamie

Na minus:

- brak

 

Tytuł: Prawdziwa wojna. Wietnam w ogniu.

Autor: Jonathan Schell

Wydawca: Czarne

Rok wydania: 2017

ISBN: 978-83-8049-449-7

Liczba stron: 343

Okładka: twarda

Cena: 44,90 zł

Ocena recenzenta: 10/10

 

Redakcja merytoryczna: Marcin Tunak

Korekta językowa: Wiktoria Wojtczak

  1. Łac. „należy wysłuchać drugiej strony”. []

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz