„Samozwaniec. Moskiewska ladacznica. Tom I” – J. Komuda – recenzja


Ciało cara Dymitra zostało publicznie znieważone, spalone, a prochami nabito armatę i wystrzelono w kierunku Rzeczypospolitej. Można było pomyśleć, że to definitywny koniec rzekomo cudownie ocalonego syna Iwana Groźnego, który został na moskiewskim tronie osadzony rękami Lachów. Tymczasem co rusz w jakimś zakątku kraju samozwańcy wyciągali dłonie po Czapkę Monomacha.

Jacka Komudy nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Jest znanym i poczytnym autorem powieści osadzonych w realiach historycznych. Cykl Orły na Kremlu doczekał się licznej rzeszy czytelników i wielbicieli. Niestety autor nie spieszył się zbytnio z jego kontynuacją. Kolejny tom ukazał się dopiero po czterech latach. Po zakończonej gwałtowną i okrutną śmiercią Dymitra I Samozwańca opowieści, przyszedł czas na nowych śmiałków, którzy chcą zasiąść na moskiewskim tronie.

Gdy wydaje się, że fortuna odwróciła się do stronnictwa Mniszecha, a poszczególne ruchawki wywoływane przez carzyków są tłumione, na scenie pojawia się kolejny Dymitr. Kanwą do powstania Samozwańca. Moskiewskiej ladacznicy jest druga dymitriada i próba ponownego osadzenia na tronie rzekomo dwukrotnie cudownie ocalonego syna Iwana Groźnego. Do partii Samozwańca dołączają ludzie, z których każdy chce uzyskać korzyści dla siebie. Nie brakuje również budzących postrach lisowczyków.

Komuda bardzo zręcznie łączy postacie i wydarzenia historyczne z fikcją literacką. Dzięki temu czytelnik otrzymuje porywającą powieść awanturniczą z solidnym zapleczem merytorycznym. Nie jest to może intelektualna uczta, jak w przypadku prozy Artura Pereza-Revertego, ale warto poświęcić chwilę, by prześledzić losy rodzimych bohaterów. Dodatkowego klimatu nadają dialogi stylizowane na szlacheckie. Być może dla niektórych czytelników makaronizmy będą uciążliwe, ale dzięki temu zabiegowi dużo łatwiej wczuć się w opisywane wydarzenia i realia epoki. Zmagania o Czapkę Monomacha same w sobie są niezwykle porywające. Ponadto stworzona przez Komudę narracja sprawi, że bez większych oporów przez książkę przebrną również osoby, które niekoniecznie są fanami siedemnastowiecznej historii.

Na szczególną uwagę zasługują doskonałe, emocjonujące, plastyczne oraz bardzo fachowe opisy dotyczące stoczonych bitew, posiadanego uzbrojenia i przeprowadzonych manewrów. Trzeba oddać sprawiedliwość autorowi – potrafi on w doskonały sposób przedstawić sarmacką i moskiewską taktykę prowadzenia walk. Miłośnicy zakulisowych układów, wielkiej polityki oraz ukrytych mataczeń również znajdą coś dla siebie. W końcu dymitriady przyciągały ludzi różnej proweniencji.

Jedynym utrudnieniem jest fakt, że dla czytelnika niezbyt zaznajomionego z historią i chronologią dymitriad lektura tomu Samozwaniec. Moskiewska ladacznica może nastręczać pewne trudności. Tym razem autor skupił się na przedstawieniu fabuły kosztem wyjaśnienia powiązań oraz politycznych machinacji. Jest to kontynuacja losów bohaterów, z którymi można było zapoznać się w poprzednich tomach.

Podsumowując: książka jest ze wszech miar godna uwagi. Doskonałe pióro oraz wierność historycznym realiom są jej zdecydowanymi atutami.

 

Plus minus:

Na plus:

+ oddanie realiów epoki

+ ogromna wiedza autora

+ wartka akcja

+ potoczysta narracja

+ uwaga! wciąga!

Na minus:

- brak

 

Tytuł: Samozwaniec. Moskiewska ladacznica. Tom I

Autor: Jacek Komuda

Wydawca: Fabryka Słów

Rok wydania: 2017

ISBN: 9788379642571

Liczba stron: 360

Okładka: miękka

Cena: ok. 38 zł

Ocena recenzenta: 9/10

 

Redakcja merytoryczna: Malwina Lange

Korekta językowa: Wiktoria Wojtczak

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz