3 maj - nieudana budowa instytucji


Jak co roku świętujemy uchwalenie konstytucji 3 maja 1791 r. Druga na świecie, pierwsza w Europie, powtarzane jak mantra od szkoły podstawowej. Jest jednym z zaklęć na temat naszej wielkości i spisku obcych. Pozostawia za sobą ulotną dumę. Szkoda, że tak rzadko niesie refleksję na temat skuteczności, sprawczości, budowy tzw. „głębokiego” państwa, które potrafi reagować na dziejowe zawieruchy. Które potrafi budować procedury i pracować nie tylko od święta, ale właśnie w znoju dnia codziennego.

Uchwalenie Konstytucji 3 Maja 1791 roku na obrazie Jana Matejki

Polacy lubią świętować, to dobrze. Ważne jest wspominać ważne i istotne momenty z własnej przeszłości. Historia nie jest jednak tylko zestawem dat wyrytych w kamieniu dat. Nie jest poważną akademią i recytowanych jak mantra zaklęć o wielkości. Historia nade wszystko może być refleksją na temat przyczyn i następstw.

Czego uczy nas 3 maj? Daje nam dumę, poczucie że w świecie idei i my potrafiliśmy być sprawni i nie zawsze tylko kopiowaliśmy rozwiązania zachodu. To nasze, możemy powiedzieć, nikt tam tego tytułu ni odbierze. Co jednak pozostało ostatecznie z tej naszej tak wychwalanej konstytucji? Ta Amerykańska obowiązuje do dziś, choć z licznymi poprawkami. Francuzi w toku wojen rewolucyjnych nauczyli się jak sprawnie uchwalać kolejne konstytucje i eksperymentować z ustrojem państwa odpowiednio dopasowując poszczególne instytucje. Co zostało z polskich doświadczeń? Konstytucja przetrwała ledwo kilka miesięcy później w wyniku wojny z Rosją 1792 r.  została obalona. Nie możemy nawet powiedzieć, że zdążyła zapuścić jakieś głębsze korzenie w społecznym rozumieniu państwa. Pozostała dawnym marzeniem, snem stosunkowo nielicznej mniejszości. Tych którzy mieli odwagę działać, zamiast uciekać w wewnętrzną emigrację, albo wyniosłą bezczynność. Na swój sposób to jedna z najbardziej polskich opowieści.

Konstytucja 3 majowa to przypomnienie, że nie wystarczy kilka szumnych deklaracji i dobrze brzmiących haseł. Nie wystarczą powiewające flagi i łzy w oczach, oraz tzw. „ciary na plecach” w czasie podniosłych przemówień. Za tym wszystkim musi stać sprawczość, skuteczność działania we wdrażaniu w życie swoich idei. Rozwój w kontakcie ze społeczeństwem - nie w duchu dobrotliwego patrona - który powie teraz jak należy żyć, a tego który sprawi, że Ci do tej pory podlegli - ruszą własną drogą. To najlepsza metoda, jak się okazuje, by budować społeczeństwa odporne na kryzysy i na upadek. Tylko takie społeczeństwo jest bezpieczne, że nawet gdy straci jakąś część swoich elit, przetrwa. To dlatego lata funkcjonowania jakiś form szlacheckiej demokracji były tą „ochroną”, która pozwoliła nam przetrwać jako społeczeństwo i ostatecznie uformować nowoczesny naród. Niezależnie bowiem od krytycznej oceny osiągnięć Rzeczpospolitej Obojga Narodów, wytworzyła ona pewien obyczaj debatowania i codziennego załatwiania różnych spraw w samorządzie, na samym dole drabiny społecznej. W tym przysłowiowym „powiecie” dzięki którym przez wieki trwała Polska, przy tak często słabej władzy centralnej. Nadzieja jaką niosła Konstytucja 3 maja była z kole niespełnionym modernizacyjnym marzeniem. Znacznie ważniejsze od samego faktu jej uchwalenia jest fakt jakim społeczeństwem i narodem mogliśmy się dopiero w jej efekcie stać. To także wspomnienie czego nam zabrakło.

To wszystko oznacza bowiem konieczność budowania tej nudnej urzędniczej codzienności, szkolenia kadr i „pamięci” instytucjonalnej - czegoś czego nie da się potem kupić w jeden dzień. Budowania procedur, gromadzenia różnych zapasów tak tych fizycznych, jak i właśnie „instytucjonalnych”. To jest zupełnie banalna historia budowania najpierw rzeczy małych, by móc sięgać po te wielkie.

Święto Konstytucji 3 maja to wspomnienie nie kilku kawałków papieru i wzniosłych haseł, a tego wszystkiego czego nie zdążyliśmy zbudować. Nie dostaliśmy takiej szansy, impuls rozwojowy, by równać do zachodnich wartości, przyszedł zbyt późno i wyrażali go zbyt nieliczni. Tak zwani ówcześni „patrioci”, zwolennicy pielęgnacji opacznie rozumianego  narodowego ducha i narodowej dumy z przeszłości, dumy której żadni obcy nie będą narzucać swoich zachodnich wartości - zwyciężyli. Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni. 3 maj to święto niespełnionej nadziei, to świadomość wagi tych banalnych i trywialnych  czynności które należy wykonać już po uchwaleniu podniosłych dokumentów, gdy kurz po defiladach opadnie. 

Święto 3 maja to pamięć o pracy, którą ja i Ty musimy wykonać każdego dnia, gdy długi weekend już się skończy. 

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz