Tadeusz Rozwadowski. Generał, który pokonał bolszewików i ocalił Polskę


Generał Tadeusz Rozwadowski bez wątpienia należy do najwybitniejszych dowódców w polskich dziejach. W 1920 r. jako szef Sztabu Generalnego uratował polską armię od niechybnej klęski. To w ogromnym stopniu jego praca, optymizm i doskonała współpraca z Naczelnym Wodzem doprowadziły do wielkiego zwycięstwa w bitwie warszawskiej. Stąd zasłużył na miano pierwszego hetmana odrodzonej ojczyzny. Jednak jeszcze za jego życia rozpoczęto kampanię mającą umniejszyć jego zasługom. Dopiero dziś pamięć o tym zapomnianym generale powoli wychodzi z cienia.

Rodzina Rozwadowskich

Generał Tadeusz Rozwadowski

Pradziadek Tadeusza Rozwadowskiego, Kazimierz, był absolwentem Szkoły Rycerskiej, która została założona 15 marca 1765 r. w Warszawie przez króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Podczas bitwy pod Dubienką, która została stoczona podczas wojny w obronie Konstytucji 3 maja, dowodził jedną z brygad Kawalerii Narodowej. Brał także udział w powstaniu kościuszkowskim. W okresie Księstwa Warszawskiego ponownie zaangażował się w walkę. Objął wówczas dowództwo 8 Pułku Ułanów, dowodząc nim do 1811 r. Za swoje zasługi został odznaczony orderem Virtuti Militari.

Tomisław Rozwadowski

Kazimierz miał pięciu synów: Antoniego, Wincentego, Erazma, Wiktora i Franciszka. Czterech z nich wzięło udział w powstaniu listopadowym. Wiktor, późniejszy dziadek Tadeusza, za swoje czyny w bitwie pod Dębem Wielkim, został odznaczony orderem Virtuti Militari. Swojego syna Tomisława, późniejszego ojca generała, wysłał do szkoły wojskowej w Austrii. Następnie Tomisław, wraz ze swoimi braćmi, brał udział w wojnie francusko-austriackiej oraz w powstaniu styczniowym. W walkach zginął jego najmłodszy brat Tadeusz. Dlatego gdy urodził się mu pierwszy syn, nazwał go imieniem zmarłego brata, w ten sposób czcząc pamięć poległego Tadeusza. Ponadto ojciec generała był posłem do Sejmu Krajowego Galicji V i VI kadencji.

Dzieciństwo Tadeusz Rozwadowskiego

Tadeusz Rozwadowski urodził się 19 maja 1866 r. w Babinie nad rzeką Łomnicą. Dzisiaj ta wieś znajduje się na terytorium Ukrainy w obwodzie iwanofrankowskim. Do ojca Tadeusza należał także majątek ziemski w Honiatynie, dziś jest to wieś w województwie lubelskim. To tam swoje dziecięce lata spędzał przyszły generał.

Gimnazjum ukończył we Lwowie. Następnie ojciec, zgodnie z rodzinną tradycją, ale i bez sprzeciwu syna, wysłał go do szkoły wojskowej.

Kariera wojskowa w armii austriackiej

Tadeusz Rozwadowski w mundurze podporucznika, 1886 r.

W 1880 r. 14-letni Rozwadowski wstąpił do Szkoły Kadetów Kawalerii w Hranicach na Morawach. Po jej ukończeniu rozpoczął naukę w Wojskowej Akademii Technicznej w Wiedniu. Mimo faworyzowania studentów austriackich studia ukończył z wyróżnieniem, był uznawany za najlepszego absolwenta swojego rocznika. W 1886 r. otrzymał stopień podporucznika w korpusie oficerów artylerii. Jako prymus mógł wnioskować o skierowanie do wybranego przez siebie garnizonu. Rozwadowski mógł pozostać w Austrii i rozpocząć służbę w jednym z prestiżowych oddziałów, ale wolał powrót na polskie ziemie. Ostatecznie wybrał Kraków, gdzie służył w pułku artylerii konnej. Następnie pełnił służbę w Jarosławiu. Rozwadowski specjalizował się w wojskach artyleryjskich, ale jego miłością były konie i kawaleria.

Podczas służby w Polsce przygotowywał się do egzaminu do elitarnej Wyższej Szkoły Wojennej w Wiedniu. Dostał się do niej z doskonałym wynikiem, rozpoczynając 1 października naukę na wydziale artylerii. Wówczas też został promowany na stopień porucznika. Studia ukończył w 1891 r. również w wyróżnieniem. Po zakończonej nauce został skierowany, jako adiutant sztabowy, do 3 Brygady Kawalerii w Mariborze, gdzie dowódcą był cieszący się złą opinią, ze względu na trudny charakter, gen. Eisenstein. Jednak Rozwadowski potrafił znaleźć wspólny język z wymagającym przełożonym, który wystawił mu wspaniałe oceny. Po trzech latach w Mariborze został skierowany w 1894 r. do Budapesztu. Objął tam stanowisko sztabowe w 31 Dywizji Piechoty. Awansowano go wówczas na stopień kapitana. W tym samym roku ożenił się z Marią hrabianką Komorowską.

Jego kolejnym przydziałem było objęcie w 1896 r. funkcji attaché wojskowego w Bukareszcie. Tam zyskał szczere uznanie elit, w tym króla Rumunii, Karola I Hohenzollerna-Sigmaringena, który prosił o jak najdłuższe pozostawienie Polaka w Bukareszcie. Rozwadowski świetnie wywiązywał się z powierzonych mu zadań dotyczących zacieśniania sojuszu austro-rumuńskiego. Gdy w 1897 r. wybuchła wojna grecko-turecka udał się na teren walk jako obserwator. Widział klęskę Greków pod Larissą, co wywarło wpływ na jego poglądy w zakresie prowadzenia działań wojennych.

Tadeusz Rozwadowski w mundurze pułkownika, 1910 r.

W 1900 r. Rozwadowski postawił kolejny krok w swojej karierze wojskowej zdając egzamin na oficera sztabowego. Mianowano go także majorem. W 1905 r. był już podpułkownikiem. Jego przełożony, szef austriackiego sztabu gen. Beck, we wniosku awansowanym nazwał Rozwadowskiego „pierwszym pośród wszystkich (lub pierwszy  między wszystkimi)”. W 1907 r. został z Rumunii przeniesiony do Stanisławowa, gdzie został dowódcą 31 Pułku Artylerii Polowej.

Pełniąc służbę w Stanisławowie Rozwadowski pokazał kolejny ze swoich talentów. Bowiem był również konstruktorem. Wynalazł armatni aparat celowniczy oraz granato-szrapnel, będący nowym rodzajem pocisku, który najpierw eksplodował w powietrzu, zasypując wroga kulkami, a następnie jego głowica wybuchała po zetknięciu z celem.

W 1911 r. zaimponował przełożonym podczas manewrów wojskowych. Udało mu się w jeden dzień, przy użyciu wojsk inżynieryjnych, przeprowadzić artylerię górską drogą, w co, przed dokonaniem tego, wszyscy wątpili. Jednocześnie rozstawił artylerię w miejscu, gdzie nikt się jej nie spodziewał i rozpoczął ostrzał „wroga”. To dokonanie spowodowało, że w armii austriackiej w trudnym terenie zaczęto pionierów lub saperów przydzielać do oddziałów artylerii.

Kolejny awans, tym razem na pułkownika, otrzymał 1 maja 1908 r. W 1912 r. objął dowództwo nad brygadą artylerii w Krakowie, a w 1913 r. otrzymał awans na stopień generała-majora. Wtedy też, jako jedyny wysoki dowódca armii austriackiej, nawiązał kontakty z ruchem strzeleckim, którego działania popierał.

Generał Wielkiej Wojny

Gdy wybuchła I wojna światowa XII Brygada Artylerii, którą od 9 sierpnia 1914 r. dowodził Rozwadowski, została z Krakowa wysłana na front. Wchodziła w skład 12 „Krakowskiej” Dywizji Piechoty, która walczyła w 1 Armii gen. Victora Dankla. Pierwszym sukcesem Rozwadowskiego na froncie Wielkiej Wojny było zwycięstwo nad Rosjanami pod Annopolem. Następnie Rosjanie przeszli do kontrnatarcia, tak że armia Dankla znalazła się w defensywie. Dowództwo dywizji w osobie gen. Paula Kastranka jak i armii ignorowało koncentrację wojsk rosyjskich pod Borowem.

Zagrożenie dostrzegł Rozwadowski, który nijako wbrew stanowisku dowódców zdecydował się na śmiały atak wyprzedzający. W jego wyniku udało się rozbić cztery rosyjskie bataliony i wziąć do niewoli ok. 1000 jeńców. Tak naprawdę akcja Rozwadowskiego uratowała cały front, bowiem dnia następnego miała ruszyć rosyjska ofensywa. Jednak gen. Kastrank to siebie przedstawiał jako autora tej operacji, marginalizując rolę Rozwadowskiego. Niestety skromność generała nie pozwoliła mu na działania przeciwko Kastrankowi. Jednak postawa Kastranka szybko stała się przedmiotem plotek, które dotarły do dowódcy Korpusu, gen. Karola von Kirchbacha. Ten przeprowadził śledztwo, które w 1915 r. ujawniło prawdziwą rolę Rozwadowskiego.

Gen. Tadeusz Jordan Rozwadowski (pierwszy z prawej) ze swoim adiutantem Wojciechem Kossakiem (drugi z prawej) na froncie, w tle haubica Skoda 305 mm

Na froncie I wojny światowej Rozwadowski zasłynął także w 1915 r. podczas bitwy pod Gorlicami (2-5 maja). Tam w innowacyjny sposób wykorzystał artylerię. Dotąd najpierw ostrzeliwano pozycje wroga, a po ustaniu ostrzału ruszała piechota. To, po ustaniu ostrzału, pozwalało przeciwnikowi na ustawienie się w pozycjach obronnych. Rozwadowski postanowił zastosować nową taktykę. Oto ogień artyleryjski nie ustawał, tylko na umówiony znak był przenoszony na kilkaset metrów przed nacierającą piechotę. W ten sposób wróg znajdował się pod ciągłym obstrzałem, który torował piechocie drogę. Taktyka okazała się być niezwykle skuteczna, umożliwiając przełamanie rosyjskiego frontu. Od razu stała się także obowiązującym elementem taktyki zarówno w armii austriackiej, jak i w niemieckiej.

Następnie 19 maja pod Jarosławiem, na oczach samego niemieckiego cesarza Wilhelma II, samą artylerią rozbił rosyjską dywizję, za co otrzymał z rąk Wilhelma Krzyż Żelazny I Klasy.

Jego pozycja na tyle urosła, że był nawet promowany przez galicyjskiego hrabiego i byłego ministra spraw zagranicznych Austro-Węgier, Agenora Gołuchowskiego, na stanowisko namiestnika Galicji. Ostatecznie został nim generał Hermann von Colard.

Podczas walk na wschodzie Rozwadowski jako jeden z nielicznych wstawiał się za ludnością cywilną. Nie godził się m.in. na egzekucje chłopów, wykonywane jedynie na podstawie donosów, bez przeprowadzania żadnego śledztwa. Taką postawą zraził do siebie austriackie Naczelne Dowództwo.

Feldmarszałek porucznik armii Austro-Węgier Tadeusz Rozwadowski w 1918 r.

Następnie skonfliktował się z gen. Ferdinandem Goglią, gdyż obnażył jego niekompetencje podczas wrześniowych walk pod Kamieniem. Tam zażądał od Gogli rozkazu na piśmie, a gdy ten odmówił, zameldował o jego błędnych planach dowódcy armii, Eduardowi von Böhm-Ermolli. Ten poparł Rozwadowskiego, który dowodząc artylerią wedle swojego planu, szybko zdobył atakowane pozycje zmuszając Rosjan do odwrotu. To tylko wzmogło intrygi przeciwko Rozwadowskiemu, które w efekcie doprowadziły do wysłania go na emeryturę z dniem 1 marca 1916 r. Co prawda pamięć o generale nie zaginęła. Proponowano mu liczne polityczne lub wojskowe stanowiska, ale te nie zadowalały Rozwadowskiego, gdyż nie chciano spełnić jego warunków związanych z polską racją stanu. Natomiast w kwestiach wojskowych proponowano mu wysokie stanowiska na froncie włoskim, ale generał chciał walczyć z Rosjanami na wschodzie, na co z kolei nie zgadzali się Austriacy. W 1916 r. został również awansowany na stopień feldmarszałka porucznika (odpowiednik dwugwiazdkowego generała w polskiej armii).

Ukoronowaniem kariery generała w austriackim wojsku było otrzymanie w 1918 r. najwyższego wojennego austriackiego odznaczenia, czyli Orderu Marii Teresy. Otrzymał go przede wszystkim za dokonania w 1915 r. Wręczenia orderu dokonał cesarz Karol I Habsburg na zamku Reichenau.

Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego

Gen. Tadeusz Rozwadowski

W okresie, gdy Polska odzyskiwała niepodległość, czyli na jesień 1918 r., Rada Regencyjna powierzyła mu funkcję Szefa Sztabu Wojsk Polskich Królestwa Polskiego. Następnie na krótko, od 14 do 15 listopada, już po ogłoszeniu niepodległości, był Szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Służbę objął 28 października. Już 29 października został ogłoszony dekret autorstwa Rozwadowskiego o powszechnym obowiązku służby wojskowej. W ten sposób generał rozpoczął proces organizowania polskiego wojska. Na skutek działań generała i przejęcia niemieckich i austriackich okrętów z Flotylli Wiślanej, powstał zalążek Marynarki Wojennej. Z kolei 4 listopada generał wydał rozkaz o utworzeniu dywizji jazdy, co było początkiem Kawalerii Wojska Polskiego.

Kilka dni później, 10 listopada, Rozwadowski lojalnie oddał się pod rozkazy przybyłego z Magdeburga Piłsudskiego. Jednakże ze względu na różnice dotyczące sposobu organizacji armii między Naczelnym Wodzem Polskich Sił Zbrojnych, a Szefem Sztabu, Rozwadowski ustąpił 15 listopada ze stanowiska. Generał chciał, by polskie wojsko stanowiły regularne oddziały oparte na rekrucie. Piłsudski natomiast dążył do powszechnej armii ochotniczej.

Generał, wiedząc o fatalnym położeniu Lwowa atakowanego przez siły Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, postanowił ruszyć mu na ratunek. Dlatego jeszcze przed ustąpieniem, poprosił Piłsudskiego o skierowanie go do Lwowa. Jego prośba została spełniona, ale dopiero, gdy zagroził, iż jeśli nie otrzyma obiecanej nominacji, to ruszy tam jako zwykły żołnierz.

Obrońca Lwowa

Polskie czołgi we Lwowie, styczeń 1919 r.

W dniu 16 listopada Rozwadowski ruszył do Krakowa, do którego dotarł 18 listopada. Z kolei 17 listopada został mianowany dowódcą Armii Wschód, odpowiedzialnej za działania w Galicji Wschodniej. W tym mieście zaczął organizować swój sztab. Jego szefem został major Franciszek Kleeberg. Ponadto krąg najbliższych współpracowników generała stanowili wówczas: Władysław Sikorski, Walery Maryański, Jan Hempel, Bolesław Korolewicz i Aleksander Litwinowicz.

Do Lwowa generał dotarł 24 listopada. Dwa dni wcześniej miasto z rąk Ukraińców odbiły wojska dowodzone przez podpułkownika Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza. Mimo to sytuacja miasta była fatalna i istniała realna groźba jego utraty. Rozwadowski natychmiast meldował do Wodza Naczelnego i Sztabu Generalnego o potrzebie przysłania do Lwowa znacznych sił. Dodatkowo nie tylko Piłsudski był mu niechętny, co także atakował go utworzony we Lwowie Tymczasowy Komitet Rządzący oraz szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, gen. Stanisław Szeptycki, który na tej funkcji zastąpił Rozwadowskiego. W mieście Rozwadowski zaprowadził porządek, nie pozwalając ani prześladować tamtejszych Żydów, ani ludności i duchownych prawosławnych.

Początkowo walki o miasto miały charakter partyzancki. Jednak na przełomie 1918/1919 Naczelna Komenda Ukraińska zorganizowała szturm na miasto, dysponując kilkukrotnie liczniejszą armią. Mimo to Rozwadowskiemu udało się utrzymać Lwów w polskich rękach. Wtedy ukraińska armia zaczęła ostrzeliwać miasto z artylerii, a TKR chciał nawet negocjować poddanie. Generał jednak nie ustępował i nie godził się na kapitulację.

Dopiero na początku 1919 r. zdecydowano się wysłać do miasta 5 tys. wojska, które jednak zamiast udać się bezpośrednio do Lwowa, niepotrzebnie zaangażowało się w walki z armią ukraińską. W efekcie 11 stycznia do miasta dotarło ledwie 2 500 żołnierzy, których wyszkolenie Rozwadowski oceniał bardzo nisko. W dniu 27 stycznia w Warszawie odbyła się narada wojenna o sytuacji w Galicji Wschodniej, w której uczestniczył także Rozwadowski. W trakcie narady część wysokich dowódców chciało poddania miasta, na co nie zgadzał się Rozwadowski. Ostatecznie postanowiono je dalej bronić, obiecując jednocześnie wysłanie 5 tys. żołnierzy. Jednak obietnicy nie spełniono, do Lwowa wysłano ledwie 1 tys. wojska.

Misja aliancka we Lwowie, luty 1919 r. Od lewej: Stanisław Wańkowicz, Robert Lord, gen. Joseph Barthelemy, gen. Tadeusz Rozwadowski, gen. Adrian Carton de Wiart, mjr Giuseppe Stabile

W marcu Ukraińcy przeszli do kolejnej ofensywy. Udało im się uszkodzić wodociąg oraz odciąć miasto od komunikacji kolejowej, wówczas najważniejszej. Dodatkowo zniszczyli polski magazyn amunicji. Polskie siły od 7 marca, gdy do miasta dotarł ostatni transport, zostały pozostawione same sobie. Będąc w okrążeniu, żołnierzom, jak i ludności cywilnej, zaczęło brakować jedzenia. Sytuacja Lwowa była tragiczna. Naczelne Dowództwo 7 marca nadało telegram, w którym nakazywało Rozwadowskiemu przebicie się przez oblężenie i wycofanie w kierunku Przemyśla. Generał nie godził się na pozostawienie miasta Ukraińcom i odpowiedział:

„Powziąłem niezłomną decyzję raczej zginąć z załogą niż w myśl rozkazu Naczelnego Dowództwa opuścić Lwów.”

Sytuacją we Lwowie, który bronił się bez wsparcia Warszawy, zaczęło interesować się społeczeństwo. Dopiero presja opinii publicznej skłoniła Naczelne Dowództwo do udzielenia wsparcia Lwowi. Z Wielkopolski w kierunku miasta wyruszyła ekspedycja, która następnie została w Krakowie wzmocniona kilkoma batalionami piechoty wraz z artylerią. Dowódcą sił, mających odblokować Lwów, został mianowany gen. Wacław Iwaszkiewicz-Rudoszański. Ten jednak zaplanował operację we Lwowie na 22 marca, kiedy to amunicji i żywności wystarczyłoby ledwie do 19 marca. Na to generał nie mógł pozwolić, dlatego naprędce zorganizował lot do Przemyśla, gdzie od 13 marca przebywał Iwaszkiewicz-Rudoszański. Rozwadowskiemu udało się przekonać generała do przyspieszenia swoich działań. Ustalono, że polska ofensywa rozpocznie się wcześniej. Rozwadowski po naradzie także samolotem powrócił do Lwowa. Szczęśliwie 19 marca polskie natarcie przerwało oblężenie, uzyskując dostęp do miasta i zabezpieczając korytarz oraz linię kolejową Przemyśl-Lwów.

Gen. Tadeusz Rozwadowski, dowódca grupy „Wschód”, po przylocie z Przemyśla do Lwowa w styczniu 1919 r. Pilot kpt. Camillo Perini

Wówczas jednak Rozwadowski, któremu tak naprawdę Polska zawdzięczała obronę miasta do czasu przybycia odsieczy, został pozbawiony dowództwa nad Armią Wschód na rzecz Iwaszkiewicza-Rudoszańskiego. Było to dla generała rozczarowaniem, gdyż planował już dalsze uderzenia na armię ukraińską. Zamiast tego został oddelegowany do Paryża, gdzie objął stanowisko szefa Polskiej Misji Wojskowej przy Naczelnym Dowództwie Wojsk Sprzymierzonych. Wyjeżdżającego z miasta generała owacyjnie żegnały tłumy lwowian. Prawdopodobną przyczyną odwołania była niechęć Naczelnego Dowództwa do osoby Rozwadowskiego oraz to, że dla Naczelnika Państwa kluczowe były działania na Wileńszczyźnie. Tymczasem generał swoją niezłomnością mógł dążyć do zmiany priorytetów przyjętych przez Piłsudskiego.

Szef Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu

W Paryżu Rozwadowski zameldował się w kwietniu 1919 r. Tam od razu przystąpił do intensywnych działań mających zapewnić Polsce terytorium Galicji Wschodniej. Bowiem w Paryżu trwała konferencja pokojowa, w której zwycięskie państwa decydowały o kształcie powojennej Europy. W tym decydowano o kształcie granic odrodzonej Polski.

Podczas prac Komisji Międzysojuszniczej do Spraw Rozejmu Polsko-Ukraińskiego forsował korzystny dla Polski przebieg wschodniej granicy. Aktywnie wspierał Romana Dmowskiego w zabiegach o najkorzystniejsze dla Polski postanowienia traktatu wersalskiego. Działał także skutecznie na rzecz polsko-rumuńskiego sojuszu.

W tym okresie nawiązał bardzo dobre relacje z marszałkiem Francji, Ferdinandem Fochem. Tę znajomość wykorzystał w uzyskaniu poparcia Focha do planowanej przez Piłsudskiego wyprawy kijowskiej, która miała na celu utworzenie niepodległego państwa ukraińskiego, które byłoby niezależne od bolszewików.

Gen. Tadeusz Rozwadowski w Paryżu, 15 czerwca 1919 r.

Wyprawa kijowska zakończyła się terytorialnym sukcesem, tj. polska armia zajęła Kijów i zaczęła starania zmierzające do utworzenia Ukraińskiej Republiki Ludowej. Jednak nie udało się osiągnąć celu militarnego, czyli rozbicia Armii Czerwonej stacjonującej na terytorium ukraińskim. Ta po prostu wycofała się. Bolszewicy zaczęli przegrupowywać swoje siły, a następnie zarządziły ich koncentrację. W maju 1920 r. ruszyło bolszewickie natarcie, w wyniku którego Polska utraciła wszystkie nabytki terytorialne zdobyte podczas wyprawy kijowskiej, a Armia Czerwona zaczęła niebezpiecznie zbliżać się w kierunku Warszawy.

W dniach 5-16 lipca w belgijskim Spa odbywała się konferencja dotycząca niemieckich opóźnień w wykonywaniu postanowień traktatu wersalskiego. Jednak ze względu na fatalną sytuację Polski wobec natarcia bolszewickiego, premier Władysław Grabski zabiegał o pomoc państw Ententy w rokowaniach pokojowych. Grabski, w zamian za skrajnie niekorzystne ustępstwa dotyczące m.in. przebiegu wschodniej granicy, uzyskał niewiele. Państwa zachodnie zobowiązały się ledwie do wysłania misji wojskowej oraz dostaw amunicji. Przeciwko takim postanowieniom najmocniej protestował Rozwadowski, który brał udział w obradach. Wprost mówił, że i bez pomocy Ententy polskie wojsko jest zdolne do odparcia bolszewików. O Rozwadowskim w swoich wspomnieniach Grabski pisał w następujący sposób:

„Wyraźnie odmienne od Piłsudskiego i zupełnie optymistyczne stanowisko zajął gen. Rozwadowski (...) Rozwadowskiego spotkałem w Spa. Tutaj też rozwinął on przede mną pogląd na możność bronienia się bez względu na czynniki zewnętrzne, takie jak rozejm lub obca pomoc (...).”

Natomiast szef Misji Wojskowej w Polsce, francuski generał Maxime Weygand, postawę Rozwadowskiego skomentował tymi słowami:

„(...) na stanowisku szefa Misji Wojskowej w Paryżu poprzez swój gorący entuzjazm, niezłomną wiarę w siłę wojska polskiego i państwową przyszłość Polski, wywierał ogromy, wprost sugestionujący wpływ na najwyższe wojskowe sfery francuskie, pozyskał je dla sprawy waszej.”

Wobec skrajnie krytycznej sytuacji w Warszawie, bezpośrednio ze Spa, Rozwadowskiego ściągnięto na ratunek Warszawie. Mimo fatalnego położenia polskiej armii generał podjął się roli szefa Sztabu Generalnego i misji uratowania państwa przed katastrofą. Postęp Armii Czerwonej zagrażał już wtedy niemal bezpośrednio Warszawie. Nie pomagał nawet fakt, iż dzięki kapitanowi Janowi Kowalewskiemu i wywiadowi Polacy od jesieni 1919 r. deszyfrowali bolszewickie rozkazy. Jednak czym innym jest poznanie zamiarów wroga, a czym innym zrobienie z tej wiedzy odpowiedniego użytku.

Obrońca Warszawy

Gen. Tadeusz Rozwadowski, 1920 r.

W dniu 22 lipca Rozwadowski ponownie stanął na czele Sztabu Generalnego. Z racji pełnionej funkcji stał się jednocześnie członkiem Rady Obrony Państwa. Od pierwszego dnia swoim entuzjazmem i optymizmem zaczął odbudowywać morale polskiego żołnierza. Ani przez moment nie wątpił, że polska armia może wygrać wojnę z bolszewikami. Jego nominacja okaże się być momentem zwrotnym w trwającej wojnie. Jako szef Sztabu Generalnego odpowiadał za sprecyzowanie i przełożenie ogólnych planów i zamierzeń Naczelnego Wodza na konkretne rozkazy, których wykonanie następnie koordynował. Z tej niewdzięcznej roli Rozwadowski wywiązał się wspaniale.

Tak wspominał ten dzień Witos:

„Szefem sztabu w miejsce gen. Stanisława Hallera został mianowany w dniu 22 lipca 1920 roku gen. Tadeusz Rozwadowski, który nie tylko że się odznaczał wielką odwagą, lekceważeniem wroga, niewyczerpanym bogactwem pomysłów operacyjnych, ale pewnością siebie i wprost bezgranicznym optymizmem.”

Jako zwolennik wojny manewrowej natychmiast rozpoczął przygotowanie nowych planów operacyjnych, które miały zastąpić dotąd nieskuteczną taktykę kordonową. Nie uciekł od odpowiedzialność za prowadzenie wojny, odmawiając podporządkowania swoich decyzji gen. Weygandowi. Bowiem taki plan próbowano przedsięwzięć 25 lipca podczas spotkania z Misją Ambasadorów Rady Najwyższej Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych.

Szef Rządu Obrony Narodowej Wincenty Witos z wicepremierem, Ignacym Daszyńskim

W dniu 24 lipca został powołany Rząd Obrony Narodowej, który był wyrazem jedności narodowej wobec bolszewickiej inwazji. Na jego czele stanął Witos. Jako premier odbywał liczne i cykliczne spotkania z Naczelnym Dowództwem, był także wtajemniczany w plany operacyjne. Jak zapamiętał:

„W rządzie panowało ogólne przekonanie, że cały plan operacyjny, mający się przeciw bolszewikom przeprowadzić, zostanie opracowany wspólnie przez Piłsudskiego, gen. Rozwadowskiego i gen. Weyganda. Czy był on dziełem ich wspólnej pracy, czy jednego z nich, nie wiedział nikt z nas dokładnie. Wiem, że tak Piłsudski, jak i Rozwadowski przypisywali sobie jego autorstwo i o tym nieraz mówili, natomiast gen. Weygand uparcie milczał.”

Po rozeznaniu się w sytuacji, skompletowaniu współpracowników i naradach z Naczelnym Wodzem, generał 27 lipca wydał rozkaz operacyjny, który miał numer 7945/III, będąc pierwowzorem późniejszego rozkazu nr 8358/III. Swoje rozkazy gen. Rozwadowski podpisywał, co było nową jakością w Sztabie Generalnym. Rozkazy sporządzone przez generała, po okresie bezładu polskiego wojska, wreszcie odpowiednio przegrupowywały i kierowały polskie siły do zorganizowania kontrnatarcia. Generał przygotował plan, który okazał się być zbieżny z wizją Piłsudskiego i generała Stanisława Hallera. Przewidywał atak w rejonie Bugu i Narwi, poprzedzony pokonaniem Konarmii Siemiona Budionnego w okolicach Brodów. Po początkowych sukcesach natarcie nie przyniosło oczekiwanych rezultatów.

Wówczas zrodził się plan wydania bitwy bolszewikom w oparciu o Wisłę, która stanowiła naturalną przeszkodę. Jednak pojawiły się jego dwie koncepcje. Pierwszą forsował gen. Weygand. Była ona dość ostrożna i zakładała skrócenie frontu oraz ufortyfikowanie rejonu Warszawy, co miało po prostu wykrwawić atakującego wroga. Drugi projekt, którego autorem był gen. Rozwadowski, zakładał uderzenie na lewe skrzydło i tyły wojsk bolszewików, które miały zostać związane walkami na fortyfikacjach Warszawy i Modlina. Weygand plan Rozwadowskiego uważał za zbyt ryzykowny.

Ostatecznie w nocy z 5 na 6 sierpnia Rozwadowski przedstawił Naczelnemu Wodzowi plan operacyjny w obu wariantach. Po wielogodzinnej dyskusji oraz namowach Rozwadowskiego, Piłsudski wybrał drugi wariant. Wprowadził w nim zmianę polegającą na przesunięciu koncentracji wojsk z Garwolina do Puław.

Po tych uzgodnieniach Rozwadowski przystąpił do opracowania na ich podstawie rozkazu nr 8358/III, wydanego 6 sierpnia. Przelewał on ustalenia z Naczelnym Wodzem na konkretne dyspozycje dla polskiej armii.

Jednakże dzięki działalności wywiadu, Polakom udało się uzyskać informację, iż treść rozkazu znalazła się w rękach wroga. Wskazywały na to także zarządzone przez głównodowodzącego armii bolszewickiej Michaiła Tuchaczewskiego przegrupowania sił, mające zapobiec planowanym akcjom polskiej armii.

Skan pierwszej strony rozkazu operacyjnego nr 10 000 sporządzonego własnoręcznie przez gen. Rozwadowskiego

Wobec tego w nocy z 8 na 9 sierpnia Rozwadowski postanowił zmodyfikować plan natarcia rozkazem operacyjnym nr 10 000. Był to ostateczny plan, jak się później okaże, zwycięskiej bitwy warszawskiej. Generał zmodyfikował tym rozkazem polskie zamierzenia w ten sposób, że zamiast ataku jednym skrzydłem, polska armia zaatakowała dwoma skrzydłami. Był to zatem plan, który nawiązywał do klasycznego manewru kanneńskiego. Rozkaz nr 10 000 został w całości, własnoręcznie sporządzony i podpisany przez Rozwadowskiego. W obawie przed przechwyceniem tych planów generał zarządził, że zostanie on tylko w tej jednej kopii rozesłany po kolei do odpowiednich dowódców. Zatem inni dowódcy, w tym Naczelny Wódz, po prostu podpisywali się na nim, kwitując tym samym, że otrzymali rozkaz. Dzięki temu przebiegłemu ruchowi Rozwadowskiemu udało się zachować w tajemnicy ostateczny plan polskiego natarcia.

Czytaj takżeBolszewicy w 1920 znali nasze plany, to rozkaz operacyjny nr 10 000 je ostatecznie zmieniał i ich zaskoczył

Jeszcze przed bitwą Piłsudskiego naciskali zachodni sojusznicy, by powierzyć generalne dowództwo Weygandowi. Jednak ten odmówił twierdząc, że nie można w takim momencie zmieniać szefa Sztabu Generalnego. Ponadto bał się wzięcia na siebie odpowiedzialności w przypadku niepowodzenia. Tym samym Rozwadowski zachował stanowisko. Na skutek modyfikacji rozkazem nr 10 000 ostatecznego planu bitwy warszawskiej Rozwadowski obok Naczelnego Wodza brał na siebie współodpowiedzialność za wynik wojny.

W przededniu bitwy warszawskiej jako jeden z nielicznych Rozwadowski był pewny swojego, co tak relacjonował Witos:

„Generał Rozwadowski, jakby o wszystkim zapomniał, co dopiero mówił, z zupełną pewnością siebie odpowiadał, że on wykonuje swój plan sprowadzenia bolszewików pod Warszawę i rozprawienia się z nimi przy bramach stolicy.”

Przed rozpoczęciem ofensywy, 12 sierpnia, odbyła się narada z udziałem Rozwadowskiego, Piłsudskiego i Weyganda. Po tej naradzie, podczas której Naczelny Wódz poddał plan Rozwadowskiego krytyce, udał się do Puław, by stamtąd dowodzić grupą uderzeniową. W efekcie w kluczowym momencie wojny i podczas pierwszych dni bitwy warszawskiej (od 12 do 16 sierpnia) na wszystkich rozkazach operacyjnych widnieje podpis Rozwadowskiego. W tym czasie całością walk, jako szef Sztabu Generalnego, kierował i koordynował Rozwadowski, gdyż Piłsudski bezpośrednio dowodził jednym z odcinków frontu. Kluczem do zwycięstwa była także doskonała współpraca między Rozwadowskim, a Piłsudskim, którzy w okresie najgorętszych walk umieli wznieść się ponad własne ambicje i uprzedzenia względem siebie.

Gen. Władysław Sikorski (w środku) z żołnierzami 5 Armii nad Wkrą, sierpień 1920

Sama bitwa rozpoczęła się 14 sierpnia, a decydujące dla jej losów rozstrzygnięcia zapadły na polu bitwy do 16 sierpnia. Zwycięstwo pod Warszawą umożliwiło przejęcie przez polskie wojsko inicjatywy. Polacy zaczęli spychać bolszewików na wschód. Jednym z kluczowych momentów bitwy była heroiczna postawa 5 Armii dowodzonej przez Sikorskiego. Udało się jej nie tylko powstrzymać impet liczniejszego wroga, co także zmobilizować się do skutecznego kontrnatarcia. W kolejnych miesiącach Rozwadowski koordynował walkę na kilku frontach, goniąc bolszewików. Ostatecznie sowieckie armie zaczęły uciekać w bezładzie na wschód. Końcem wojny był rozejm podpisany 18 października.

W dniu rozpoczęcia bitwy warszawskiej Rozwadowski wydał rozkaz nr 71, który nakazał przeczytać przed frontem wszystkich oddziałów. Brzmiał on tak:

„Bitwa dziś rozpoczęta pod Warszawą i Modlinem decydować będzie o losach dalszych całej Polski. Albo rozbijemy zupełnie dzicz bolszewicką i udaremnimy tym samym zamach sowiecki na niepodległość Ojczyzny i byt Narodu albo ciężka niedola i nowe jarzmo czeka nas wszystkich bez wyjątku (...) Pomni hasła odwiecznego, Bóg i Ojczyzna, natężymy też w tych dniach najbliższych wszystkie nasze siły, by zgnieść doszczętnie przewrotnego wroga, dybiącego na naszą zagładę (...) Ale my stolicy nie damy, Polskę od nich oswobodzimy i zgotujemy tej czerwonej hordzie takie przyjęcie, żeby nic z niej nie zostało”.

Rozkaz Rozwadowskiego polski żołnierz wykonał.

Spór o autorstwo zwycięstwa

Rozkaz nr 71 gen. Tadeusza Rozwadowskiego z 14 sierpnia 1920 roku odczytany przed frontem wszystkich polskich oddziałów

Od lat historycy toczą spór o to kto jest autorem zwycięstwa w bitwie warszawskiej. Niemniej, o ile rola Piłsudskiego jest powszechnie znana, to zasługi Rozwadowskiego są pomijane lub marginalizowane. To przecież on był twórcą rozkazu ostatecznie modyfikującego plan bitwy warszawskiej, a w kluczowych dniach od 12 do 16 sierpnia wszystkie rozkazy operacyjne zostały wydane przez niego. Mimo tych zasług Rozwadowski do dzisiaj nie doczekał się nawet godziwego upamiętniania w Warszawie, którą uratował przed bolszewikami. W stolicy nie ma nawet pomnika. Oddanie czci Rozwadowskiemu nie wyklucza ani nie przekreśla zasług innych dowódców, w tym przede wszystkiem Piłsudskiego.

Wielu współczesnych generałowi nie miało wątpliwości co do jego faktycznej roli w 1920 r.

Maciej Rataj, członek Rady Obrony Państwa i późniejszy marszałek Sejmu, tak oceniał Rozwadowskiego:

„(...) Piłsudski stracił pod wpływem klęsk głowę. Opanowała go depresja, bezradność, powtarzał ciągle, iż wszystkiemu winien jest upadek „moralu” w wojsku (w czym miał zresztą dużą słuszność), ale nie umiał wskazać sposobów podniesienia go; wszystkich nawet najbliższych mu, zadziwiała jego apatia, sugerowano mu by udał się do jednego lub drugiego oddziału wojska, pokazał się, dodał otuchy żołnierzom - daremnie (...)”

Witos we wspomnieniach tak opisał postawę Rozwadowskiego i Piłsudskiego:

„Niezwykła jego [Rozwadowskiego] lojalność wobec Piłsudskiego ujawniła się w całej pełni szczególnie wtenczas, gdy w dniu 12 sierpnia 1920 roku Piłsudski niespodziewanie opuścił Warszawę, a jego funkcje wojskowe objął gen. Rozwadowski. Miałem sposobność nieraz patrzeć na to, jak na każdym kroku i przy każdej sposobności z niezwykłą otwartością, poświęceniem się i odwagą bronił nie tylko jego zamierzeń, ale autorytetu i osobistej czci [Piłsudskiego]. A przecież nie było to rzeczą ani łatwą, ani popularną, bo ciężkie zarzuty przeciw Piłsudskiemu sypały się jak z rogu obfitości.

Jego wielkie zasługi i rys charakteru przecież uznał i sam Piłsudski, dając temu silny wyraz w publicznym rozkazie. No, ale było to w czasie walki, która nie pozwalała na przemyślane kombinacje. Od Piłsudskiego różnił się gen. Rozwadowski bardzo silnie tym, że pozostawiając swoją osobę na boku, wierzył w naród i armię i stale to powtarzał. Idąc niezachwianie z tą wiarą naprzód, w bardzo wielkiej mierze przyczynił się też do uchronienia tego narodu od hańby, nie zarobiwszy jak dotąd na jego wdzięczność, gdy inni niezasłużenie hołdy zbierają.”

Z kolei Weygand tak zapamiętał rolę Rozwadowskiego:

„(...) zasługę zwycięstwa polskiego nad bolszewikami należy przypisać w pierwszym rzędzie niezrównanej ofiarności Narodu Polskiego i Armii, geniuszowi militarnemu Rozwadowskiego i jego zgodnej współpracy z Naczelnym Wodzem.”

Sam Rozwadowski w liście z 1926 r. tak napisał o wydarzeniach z sierpnia 1920 r.:

„(...) pan marszałek w chwili zupełnej depresji i bezradności został w roku 1920 tylko przeze mnie należycie podtrzymanym i popartym, i że Polska cała zawdzięcza mnie właśnie w wielkiej mierze uratowanie od niechybnej już i wszędzie oczekiwanej klęski.”

Generalny Inspektor Jazdy

Minister spraw wojskowych Władysław Sikorski (pierwszy), gen. broni Tadeusz Jordan Rozwadowski - generalny inspektor kawalerii (drugi) oraz gen. broni Józef Haller (trzeci), na koniach podczas jazdy rozpoznawczej

Mimo zwycięstwa relacje między Rozwadowskim a Piłsudskim nadal były szorstkie. Toteż po zakończonej wojnie obaj dowódcy szukali nowej formy współpracy. Dlatego Rozwadowski objął nową funkcję, wcześniej ustępując ze stanowiska Szefa Sztabu. Został Inspektorem II Armii. Awansowano go także na stopień generała broni. Z tej okazji Piłsudski napisał do Rozwadowskiego list gratulacyjny:

„(...) pańskie zdolności i żywy umysł pozwoliły Panu w najcięższych okolicznościach wynajdywać sposób wyjścia i szukać środków dla polepszenia sytuacji (...)”

Następnie od 1921 r. pełnił funkcję Generalnego Inspektora Jazdy (Kawalerii), gdzie zajął się reformowaniem i szkoleniem polskiej kawalerii. Doskonale wywiązywał się ze swoich obowiązków, podnosząc wartość bojową polskiej jazdy. Jednocześnie wiedząc o powstaniu na zachodzie pierwszych wojsk pancernych, jako pierwszy składał wnioski do wprowadzenia tego typu sił zbrojnych w szeregi polskiej armii.

W 1921 r. otrzymał Krzyż Srebrny Orderu Wojskowego Virtuti Militari. Natomiast w 1922 r. został odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Wojennego Virtuti Militari, a także wszedł w skład Kapituły Orderu.

Obrońca konstytucyjnego porządku państwa

Józef Piłsudski, Tadeusz Rozwadowski, Kazimierz Sosnkowski, 1923 r.

Piłsudski zdawał sobie sprawę, że pozycja Rozwadowskiego w wojsku, jak i szacunek jakim obdarzało go społeczeństwo, było zagrożeniem dla jego politycznych planów. Dlatego postanowił zaatakować Rozwadowskiego, dyskredytując go w swojej książce Rok 1920 (data pierwszego wydania 1924). Pisał w niej o generale, że:

„Godziło mnie to z wielkimi brakami generała jako szefa sztabu, gdyż nie wiem, czy istniała w ogóle jakakolwiek sprawa, której potrafiłby się trzymać w ciągu jednej chociażby godziny.”

Książka miała wymiar propagandowy. Z jednej strony Piłsudski odpowiadał na krytykę swojej osoby, która momentami była także zajadła i niesprawiedliwa, z drugiej strony zaczął budować swój kult i legendę przy jednoczesnym osłabianiu pozycji potencjalnych rywali. Piłsudski po prostu w wygodny sposób podchodząc do swojej roli podczas bitwy warszawskiej budował grunt pod swoje późniejsze zamiary. Wiedział bowiem, że do swoich planów podporządkowania sobie armii, nie pozyska Rozwadowskiego. Ten był legalistą i strzegł apolityczności wojska. Dodatkowo nie był człowiekiem zajmującym się intrygami, czy budującym sobie jakiekolwiek zaplecze polityczne. Jego całym życiem była armia, a w jej upolitycznieniu widział tylko i wyłącznie drogę do jej osłabienia.

Generałowie Włodzimierz Zagórski, Władysław Sikorski i Tadeusz Rozwadowski, 1925 r.

Na niespełna miesiąc przed zamachem majowym Rozwadowski dostrzegł problemy w polskim wojsku. Przygotował raport dla prezydenta Stanisława Wojciechowskiego, w którym ostrzegał przed możliwym zamachem i politykierstwem w wojsku. Postulował także wprowadzenie pilnych reform i zmian kadrowych. W raporcie pisał, iż:

„(...) Armia narodowa winna bowiem być odcięta co rychlej od wszelkiej polityki, a służyć jedynie i wyłącznie całemu Narodowi, będąc organem prawowitego Rządu, lecz nigdy jakiejkolwiek partii politycznej.”

Jednakże jego przestrogi zostały zignorowane. Tym samym nie udało się zapobiec zamachowi majowemu. Piłsudski pod hasłami odbudowy - sanacji, a także po uprzednio zajadłej krytyce demokracji, rozpoczął 12 maja zbrojny pucz. Wcześniejsze oskarżenia, jakie publicznie głosił wobec legalnego rządu, miały po prostu w pozytywny sposób nastroić społeczeństwo do zbrojnego zamachu.

Obrońcą konstytucyjnych organów państwa i stolicy przed zamachowcami został mianowany Rozwadowski. Dowództwo objął w sytuacji, gdy część oddziałów zbuntowała się, przez co generał nie miał pewności, które z nich są lojalne wobec rządu. Dodatkowo w trakcie walk o Warszawę część oddziałów po prostu przeszła na stronę zamachowców. Jeszcze 13 maja wydawało się jednak, że Rozwadowskiemu uda się pokonać buntowników. Jednakże kolejne zdrady, a także spóźnione posiłki wojsk lojalnych wobec rządu spowodowały, że zamachowcy przejęli inicjatywę. Wówczas, po czterech dniach walk, prezydent Wojciechowski postanowił ustąpić ze stanowiska. Tym samym zaprzestał kontynuacji walk, oddając władzę nad krajem Piłsudskiemu. W wyniku zamachu majowego zginęło 215 żołnierzy i 164 cywilów. Natomiast generał został internowany.

Więzień polityczny i ofiara nagonki

Generał Tadeusz Rozwadowski, czerwiec 1927 r.

Piłsudski natychmiast zarządził aresztowanie Rozwadowskiego, a także m.in. generałów Malczewskiego, Zagórskiego i Jaźwińskiego. Co prawda Piłsudski obiecał publicznie, że po tej bratobójczej walce nie będzie prześladował przeciwników oraz nawoływał do narodowego pojednania. Jednak Piłsudski danego słowa nie dotrzymał i nie zwolnił z aresztu Rozwadowskiego.

Co więcej, inspirował śledczych do poszukiwania dowodów, mających dać podstawę do skazania zatrzymanych dowódców. Przeprowadzono także rewizje w ich miejscach zamieszkania. Niczego nie znaleziono. Miano także problemy z zebraniem materiału dowodowego obciążającego Rozwadowskiego. Mimo to, tego dwukrotnie odznaczonego orderem Virtuti Militari generała, 26 maja wywieziono do Wojskowego Więzienia Śledczego na Antokolu w Wilnie. Tam 61-letni Rozwadowski był przetrzymywany w haniebnych warunkach. Szykanowano go, zabraniano kontaktów z rodziną, pozbawiono go także opieki zdrowotnej, a jego cela nie była ogrzewana. Jednocześnie trwała akcja dyskredytowania Rozwadowskiego zarzucając mu m.in. kradzież publicznych pieniędzy oraz podważając jego kompetencje i zasługi. Cała akcja miała wymiar ściśle polityczny.

Ponadto śledztwo przeciwko generałowi było prowadzone z naruszeniem procedury karnej. Ciągło się przez wiele miesięcy, podczas których nie skierowano nawet aktu oskarżenia. Bano się zapewne, że proces przyciągnie uwagę opinii publicznej, która mogłaby w trakcie niego poznać niewygodne dla Piłsudskiego fakty.

Dopiero po roku, w dużej mierze ze względu na naciski opinii publicznej, w dniu 18 maja 1927 r. Rozwadowski został zwolniony z aresztu. Przewieziono go wówczas do Warszawy, gdzie spotkał się w Belwederze z Piłsudskim. Co do przebiegu tej rozmowy są sprzeczne relacje. Jedna mówi, że podczas niej generał żądał jak najszybszego procesu. Według drugiej Piłsudski w lekceważący sposób przyjął Rozwadowskiego, oznajmując mu, że „Ale bitwę pod Warszawą wygrałem ja”. Generał nie mógł się zgodzić z taką oceną.

Śmierć generała

Gen. broni Tadeusz Jordan Rozwadowski (po cywilnemu) i płk Izydor Modelski podczas spaceru

Pobyt w więzieniu negatywnie odbił się na zdrowiu generała. Powrócił do ukochanego przez siebie Lwowa. Tam otoczony rodziną i przyjaciółmi czekał na swój proces. Pracował także nad swoimi wspomnieniami oraz wynalazkami. Podejmował również leczenie w Jastrzębiej Górze, ale to nie pomagało. Dodatkowo mimo upływu kolejnych miesięcy nadal zwlekano z wyznaczeniem rozprawy w procesie przeciwko generałowi.

Stan zdrowia Rozwadowskiego szybko pogarszał się. Pojawiła się nawet plotka, że został podtruty w więzieniu, ale brak na to dowodów. Jednakże pobyt w surowym więzieniu na pewno przyspieszył śmierć generała, która nastąpiła 18 października 1928 r. Zmarł w szpitalu przy ul. Hożej w Warszawie. Jego zwłoki przewieziono do Lwowa. Pogrzeb odbył się 22 października w kościele Bernardynów. Ciało Rozwadowskiego, zgodnie z jego wolą, pochowano na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Nad grobem generała ostatnie słowo wygłosił ks. Józef Panaś mówiąc:

„Był to prawdziwie chrześcijański, wielki Wódz, który umiał zwyciężać bez podniesienia się w pychę i bez pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, a gdy poniósł klęskę, poniósł ją nie tylko bez upodlenia się, ale nawet bez chęci zemsty i nienawiści do chwilowego zwycięzcy.”

Tuż przed śmiercią opublikował pracę „Problem dzisiejszej obrony Państwa”, w której wzywał do gruntownej reformy armii, w tym wskazywał na potrzebę utworzenia jednostek pancernych. Przewidywał także przyszły konflikt z Niemcami i ZSRR i  jego wybuch w roku 1936. Ale generała nikt już nie słuchał.

Bibliografia:

  1. A. Garlicki, Józef Piłsudski 1867-1935, Warszawa 1989.
  2. M. Patelski, Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski żołnierz i dyplomata, Warszawa 2002.
  3. A. J. Rozwadowski, Generał Rozwadowski, Kraków 1929.
  4. W. Witos, Moje wspomnienia, część II, Warszawa 1990.
  5. Tadeusz Jordan Rozwadowski. Generał broni, wprowadzenie S. S. Nicieja, Katowice 1993.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

15 komentarzy

  1. Marek pisze:

    świetny artykuł, kilka literówek, które dla przyzwoitości można by poprawić. Trochę szerzej otwiera oczy na problemy ówczesnej Polski.

    • Krzysztof pisze:

      Tak, ładne zdjęcia, ciekawe dokumenty, ale też ładna propaganda. Historia, to zbiór wydarzeń opisanych nie mijających się z prawdą. Prawda jest tylko jedna. Nie pisanie artykułu o wydarzeniu historycznym, takim jakie ono było, a tylko ślizganie się po faktach mieszając je z propagandowym kłamstwem jest powalające.

      • ewa pisze:

        Moje dzieciństwo przypadło na lata 40-te XX wieku.więc lata opisane w artykule dla mnie nie są tak odległe.Moimi nauczycielami historii Polski, byli Rodzice, naoczni świadkowie tego okresu.Długo nie znajdowałam potwierdzenia tego co słyszałam w domu.Cieszę się,że dożyłam tego momentu i czytam to co mówił mój Ojciec.Pochodzę z Rozwadowa,znam genealogię Jordan Rozwadowskich i mam spostrzeżenia- to zaufania godni, szlachetni ludzie, niezwykle uzdolnieni,starannie wykształceni,związani z prestiżowymi uczelniami, nie szukający rozgłosu, mimo zasług w wielu dziedzinach. Gen.Tadeusz Rozwadowski jest członkiem tej niezwykłej familii.

  2. Artur pisze:

    w naszym kraju nigdy nie docenia się POLAKÓW a czci zdrajcę agenta wywiadu niemieckiego przyjaciela lenina litewskiego żyda który z nienawiści do Polski robił wszystko by zniszczyć nasz potencjał

  3. Zamyślony pisze:

    To teraz czuję dysonans między tym co w szkole i w telewizji, a tym jak było...

  4. Marcin pisze:

    Jak widać, Piłsudski był tylko człowiekiem i oprócz ogromnych zasług jako ojciec polskiej niepodległości, miał też swoją małostkowość i ciemne karty w życiorysie. Warto o tym pamiętać, dla zachowania uczciwej oceny tamtych czasów. Szkoda, że Piłsudski nie wykorzystał w większym stopniu talentów wojskowych Rozwadowskiego - mogło to przynieść Polsce wielkie korzyści i przygotować kraj na II WŚ, a Piłsudski nic by na tym nie stracił. Ale widocznie był w nim jakiś kompleks niższości, może wynikający z braku tak solidnego wykształcenia wojskowego? ... A o Rozwadowskim koniecznie należy przypominać.

    • ANDRZEJ pisze:

      TO WYBITNY STRATEG GEN. ROZWADOWSKI OCALIŁ KRAJ,PIŁSUDSKI WIEDZIAŁ,ŻE POD WZGLĘDEM WOJSKOWYM NIE DORASTA MU DO PIĘT !! DLATEGO ZAGNĘBIŁ GO NA ŚMIERĆ .

  5. PanzerWolf pisze:

    Przecież to jest jednostronny paszkwil a nie artykuł.

  6. Krzysztof pisze:

    Artykuł byłby ciekawy, gdyby nie pomijał istotnych faktów. W wojsku pod rozkazem do walki podpisuje się zawsze dowódca wcześniej zatwierdzają plan walki. Ani pod rozkazem,ani pod planem nie podpisał się Piłsudski. Skoro jest to fakt to jak można pisać że był architektem bitwy pod Warszawą, ba strategiem wojny polsko bolszewickiej. Pana Piłsudskiego przed oskarżeniem o dezercję z pola walki uratował ówczesny premie II RP Witos, chowając list o jego dymisji ze stanowiska „wodzusia” Naczelnego w trakcie wojny. Pan Piłsudski oddał list premierowi, wsiadł w auto i pojechał do kochanki a nie na front. Wieniawa ratując tyłek wodzusia błagał go we własnym domu, gdzie wówczas przebywała kochanka pan P. był ten szybko wyruszył z nim do zgrupowania wojsk pod Puławami, którym to zgrupowaniem dowodził Rydz Śmigły. Piłsudski dotarł tam gdy wojska te były już trzecią dobę w działaniach bojowych. Niestety ta prawda jest powalająca, ale nie jedyna w naszej historii.

    • Honiatyn pisze:

      Całkowicie zgadzam się z opinią Krzysztofa. Po 100 latach piłsudczykowskiej propagandy i piłsudczykowskiego prania mózgów warto odkłamać stereotypy przez nie wytworzone.
      A Niezłomny generał Tadeusz Rozwadowski przejdzie do historii, jako architekt i wykonawca genialnego uderzenia w osiemnastej decydującej bitwie dziejach świata.
      Historia, którą zaczyna się pisać, co najmniej po upływie 100 lat od danych wydarzeń, właściwie oceni zarówno Niezłomnego generała jak i „Naczelnego Wodza”.

  7. Zbychu pisze:

    Jednak mój były sąsiad,kiedy był już bardzo chory a chciałem mu umilić małą chwilkę z kaseciaka pieśniami o Pierwszej Brygadzie itd powiedział mi,że to nie jego pieśni i dopiero wtedy zrozumiałem,że było różnie.

  8. Sulmah pisze:

    „Ostatecznie sowieckie armie zaczęły uciekać w bezwładzie na wschód. Końcem wojny był rozejm podpisany 18 października”.

    Nie można uciekać w bezwładzie, co najwyżej w BEZŁADZIE. Bezwład wyklucza jakikolwiek ruch, a już na pewno ucieczkę 🙂

  9. Krzysztof pisze:

    A TVP 1 pisowska gadzinówka, wyemitowała wczoraj film archiwalny o wojnie polsko bolszewickiej. Piękna propaganda, czyli wszystko po staremu. Prawda nas wyzwoli, ciekawe kiedy? Wcześniej w sobotę w gadzinówce TVP, Olbrychski, w badziewnym filmie udawał stratega, a Natasza Urbańska prowokacyjnie łamała konwencje genewskie, strzelając z ckm-u, z opaską czerwonego krzyża na ramieniu. Nic dziwnego, że Rosjanie głoszą wszędzie, gdzie się da, że Polacy mordowali biednych żołnierzy bolszewickich, gdy oni krzewili piękne idee komunizmu swoją krwią, pod Warszawą.Mało kto wie, że w tym „Cudzie nad Wisłą”,(i w ogóle całej wojnie polsko bolszewickiej)ok. 48 tys żołnierzy straciło życie w skutek działań wojennych, a ok. 47 tys. żołnierzy umarło z powodu epidemii czerwonki(czyli dyzenterię). O tym się nie pisze artykułów, bo to nie nadaje się do dobrego wizerunku tamtego wysiłku zbrojnego RP. Dyzenteria, to choroba z brudu, brak podstawowej higieny u ludzi jest rozsadnikiem bakterii + zabrudzona woda, żywność, wszechobecne muchy, itd.

  10. Januszek pisze:

    Za 50 lat Jarosław Kaczyński pobije wszystkich Wielkich Polaków . Będą oni pisali (już piszą ) jaki to on był bohater (powinno być (bochater) , niezłomny Polak i patriota. Napiszą, że uratował Polskę od zachodniej zarazy i uratował wiarę chrześcijańską na całym świecie. O Piłsudskim będą tylko nieśmiało bąkać, a o Rozwadowskim napiszą, że był sprzedawczykiem, zdrajcą i pedofilem. Historia to protytutka nauk a historycy to to sprzedane szuje.

  11. Andrze pisze:

    Co to za bzdury oPiłsudskim dowodzącym jakimś odcinkiem frontu?

Zostaw własny komentarz