Przed Lindberghiem - próby przelotu nad Atlantykiem do 1927 roku


Od kiedy człowiek nauczył się przemierzać przestworza w maszynie cięższej od powietrza, ciągle marzył o biciu kolejnych rekordów i pokonywaniu kolejnych ograniczeń. Śmiałkowie w prymitywnych jeszcze maszynach usiłowali to osiągnąć, nieraz płacąc najwyższą cenę. Jednym z marzeń, które starano się ziścić było pokonanie Atlantyku w jednym, nieprzerwanym locie od wybrzeża Ameryki do Europy. 

Wyścig o sławę i nagrodę

Alfred Harmsworth

Co było ważniejsze dla ówczesnych lotników, trudno powiedzieć z całą pewnością, ale wydaje się, że to pierwsze. Wielu z nich chcąc zapisać się na kartach historii, zaryzykowało i straciło życie. Trudno jednak nie wierzyć w to, że wielkie nagrody, jakie fundowała brytyjska gazeta „The Daily Mail”, a właściwie jej właściciel – Alfred Harmsworth, wicehrabia Northclidde – nie miały wpływu na kolejnych śmiałków. Cóż mogłoby być ówcześnie piękniejszego, niż żyć w nimbie zdobywcy przestworzy, cieszyć się dostatkiem i zainteresowaniem pięknych dam?

W 1913 roku ufundowana została nagroda za przelot nad Atlantykiem pomiędzy wybrzeżem Ameryki Północnej a Wielką Brytanią lub Irlandią. Warunkiem zwycięstwa było zamknięcie podróży w 72 godzinach nieprzerwanego lotu. Oferowana nagroda opiewała na 10 tysięcy funtów. Po kursie z 2021 roku byłoby to około 500 tysięcy funtów. Za taką sumę można było żyć długo w dostatku, a nawet zbytku, co uwidaczniają inne liczby – roczne (!!!) zarobki robotnika wykwalifikowanego wynosiły 100 funtów, a koszt wynajmu rocznego domu z trzema sypialniami to 15 funtów.

Oczywiście śmiałek musiał reprezentować któregoś z ówczesnych potentatów branży lotniczej – Sopwitha, Handley Page’a, Vickersa, Martinsyde’a, Fairey’a czy Whiteheada. Ludzie, którzy zasiadali w kokpitach, byli zwykle doświadczonymi pilotami wojskowymi, gdyż lotnictwo cywilne było jeszcze w powijakach, lub amatorami z sercem i doświadczeniem. Lot nad oceanem jest jednak trudny, zwłaszcza nad ekstremalnie kapryśnym pogodowo Atlantykiem. Nawigacja nad tak wielkim akwenem również stanowiła wyzwanie, gdy jedynymi przyrządami były mapa, kompas i zegarek, a loty dalekodystansowe były w powijakach. Do wybuchu I wojny światowej nie było możliwości technicznych takiego lotu, z powodu trwającego konfliktu konkurs został też zawieszony, ale w 1918 roku, kiedy maszyny były bardziej zaawansowane niż kilka lat wcześniej, ruszył ponownie i to z kopyta!

Nieudane próby i kraksy

Short Shirl

Pierwsze próby były zwykle nieudane – major Woods w samolocie Short Shirl rozbił się 18 kwietnia 1919 roku po starcie z Ameryki. Przyczyną była awaria silnika. Kolejny śmiałek, kapitan Rawlings, zginął podczas oblotu samolotu specjalnie budowanego do rekordowego lotu, latającej łodzi Tarranta. Włoski Fiat planował udział, ale wycofał się wobec niepowodzenia prób nowego, całkowicie metalowego samolotu.

Wszystkie próby podejmowano, startując z wybrzeża amerykańskiego, a to ze względu na krótszy czas lotu, nawet do kilkunastu godzin różnicy. Powód był prosty – ruch obrotowy ziemi, wiatry i prądy powietrzne w tym kierunku popychały samolot, zamiast go powstrzymywać. Różnica w czasie lotu w obydwie strony jest widoczna nawet w epoce silników odrzutowych.

Pierwszy sukces, ale bez nagrody

Curtiss NC-4

Jako pierwszym Atlantyk w jednej maszynie udało się przekroczyć Amerykanom. Samolot Curtiss NC-4 wystartował 8 maja 1919 roku, kierując się z bazy w Nowym Jorku na Nową Funlandię, a 16 maja wystartował w kierunku Azorów. Była to trasa południowa, jedna z trzech, które wiodły z Wielkiej Brytanii do Ameryki. Dźwigając paliwo i sześciu lotników, czterosilnikowa, dwupłatowa łódź latająca dotarła po 15 godzinach do pierwszego celu. Niestety, na skutek awarii po drodze odpadły z zawodów dwie towarzyszące jej dwie maszyny tego samego typu, oznaczone jako NC-1 i NC-3. Co ciekawe, by ułatwić nawigację i zapewnić bezpieczeństwo lotnikom, wzdłuż trasy rozstawiono 21 okrętów US Navy. Na innych odcinkach stały jeszcze 32 kolejne okręty.

Po przybyciu na Azory Amerykanie zajęli się konserwacją maszyny i 20 maja wystartowali ku Lizbonie, jednak awaria zmusiła ich do powrotu. Tydzień trwało sprowadzenie części i naprawy, by można było ponowić próbę. Tym razem udało się i samolot dotarł do celu, a następnie, 31 maja, do angielskiego Plymouth. W powietrzu spędzono z tego miesiąca zaledwie kilkadziesiąt godzin, z czego 26 godzin zajął lot z Nowej Funlandii na Azory. Amerykanie nie spełnili jednak żadnego z warunków postawionych przez „The Daily Mail”. Sławą pierwszych ludzi, którzy przekroczyli Atlantyk w locie, cieszyli się też zaledwie dwa tygodnie. Mimo to na cześć tego wydarzenia Frederick E. Bigelow skomponował marsz ”NC-4″, a sama maszyna do dziś znajduje się w muzeum.

Pechowcy z 18 maja 1919 roku

W czasie, kiedy NC-4 statecznie i krok po kroku przemierzał z postojami ocean, do walki stanęły trzy kolejne zespoły. Należały one do różnych wytwórni lotniczych.

Pierwszy tworzyli Harry Hawker i Kenneth Mackenzie-Grieve w jednopłatowym Sopwith Atlantic. Piękna, jednosilnikowa, sprawiająca solidne wrażenie maszyna wzniosła się w powietrze 18 maja 1919 roku. Niestety, awaria silnika skończyła się dla nich wodowaniem. Obydwaj ocaleli. Tego samego dnia podczas startu rozbili się również Frederick Raynham i C.W.F. Morgan w samolocie firmy Martinsyde. Przyczyną wypadku było przeciążenie płatowca zbyt dużą ilością paliwa. Jak widać, bywa, że i od przybytku boli głowa.

Alcock i Brown

Alcock (po prawej) i Arthur Brown w 1919 r.

Ostatnim zespołem, który miał szanse na zwycięstwo, była załoga Vickersa Vimy w składzie John Alcock i Arthur Brown. Ich samolot, dwupłatowy, dwusilnikowy bombowiec z czasów I wojny światowej, zmodyfikowano, zwiększając zapas paliwa i ulepszając podwozie, co wpłynęło też na prędkość maszyny. Na pokładzie był też mały worek z pocztą. Start odbył się z Nowej Funlandii, z okolic St. John’s, około 13.45 14 czerwca 1919 roku. Lotnicy od początku borykali się z licznymi problemami. Samolot był przeciążony i z trudem utrzymywał się w powietrzu, po czterech godzinach lotu utracono zaś łączność radiową na skutek awarii prądnicy wiatrowej. Padł interkom, a dodatkowo niespodziewane uszkodzenie wydechu jednego z silników powodowało taki hałas, że załoga w zasadzie nie mogła się ze sobą porozumiewać.

Atlantyk witał ich mgłą, która mogła sprowadzić śmierć. Pilot musiał walczyć ze sobą i złudzeniem przechyłu na skrzydło, wlatując w obłok. Dwukrotnie stracił z tego powodu kontrolę nad samolotem i z trudnością wyprowadził go z nurkowania tuż nad falami. Alcock nie mógł też pomóc sobie w pilotażu poprzez wytrymowanie (zrównoważenie) wychylenia sterów i męczył się, wciąż siłując się z przeciążonym paliwem płatowcem. Na dokładkę, elektryczne ogrzewanie kombinezonów również odmówiło współpracy. Lotnicy niemal na ślepo kierowali się gwiazdami i sekstansem, korzystając z rzadkich okienek w chmurach, ku Wielkiej Brytanii.

Nad ranem, około godziny 3.00, zaskoczyło ich jedno z największych niebezpieczeństw, jakie czyhają na samolot w powietrzu – oblodzenie. Na wysokości 3000 m deszcz osadzający się na elementach konstrukcyjnych zamarzał niemal natychmiast, obciążając płatowiec i grożąc zatrzymaniem silników przez zatkanie gaźników. Brown jako jedyny mógł coś z tym zrobić, wyszedł więc na płat i za pomocą noża pozbywał się niebezpieczeństwa kawałek po kawałku. Oczywiście robił to w locie i bez jakichkolwiek zabezpieczeń. Ratowała go niska prędkość przelotowa oraz umiejętności kolegi.

Lądowanie nastąpiło w Clifden w Irlandii. Pechowo, wybrane przez Alcocka pole okazało się grząskie i maszyna przy przyziemieniu przewróciła się na plecy. Lotnikom nic się nie stało. Rozbili się czy nie, dokonali tego, co nie udało się nikomu przed nimi, przelecieli Atlantyk w jednym locie. Zajęło im to 15 godzin i 57 minut. Średnia prędkość, jaką uzyskali, to 185 km/h, a całkowity pokonany dystans wyniósł 3040 km. Za swój wyczyn obydwaj zostali uszlachceni i otrzymali nagrodę właściciela „The Daily Mail”, a także podarki od innych firm i instytucji. Alcock nie cieszył się tym jednak długo, bo już pół roku później, 18 grudnia, zginął w katastrofie powietrznej we Francji, Brown zmarł zaś w roku 1948.

Zakończenie

Charles Lindbergh, amerykański pionier lotnictwa, wsławiony pierwszym samolotowym samotnym przelotem między lądem Ameryki Północnej a Europą bez międzylądowań w 1927,

Do momentu, kiedy Charles Lindbergh samotnie wylądował w Paryżu, dokonano kolejnych rekordowych lotów. W roku 1926 Hiszpanie po raz pierwszy przelecieli w jednym locie z Europy do Ameryki Południowej, a Roald Amundsen przeleciał nad Biegunem Północnym z Norwegii na Alaskę. Południowy Atlantyk został przekroczony w roku 1922 przez Portugalczyków, a jeszcze w 1919 roku z Europy do USA w cztery dni przeleciał brytyjski sterowiec R34. W wyścigu o kolejne laury brali udział także Polacy. Historie dzielnych ludzi, pokonujących przeciwności losu w powietrzu, pisane były i później, a także pisane są i dziś, choć granice zdobywanej przestrzeni przesunęliśmy daleko za atmosferę naszej planety.

Bibliografia:

  1. Smith R.K., First Across: The US Navy’s Transatlantic Flight of 1919, Annapolis, MD 1973.
  2. Hodgson G., ‚Sadly Forgotten’? Newspaper Coverage of the First Men to Fly the Atlantic Non-stop, Alcock and Brown, „Media History”, 2021, vol. 27, s. 30-44.
  3. Uhl-Herkoperec D., Słowiński P., Charles Lindbergh. Samotny orzeł, Chorzów 2017.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz