Lizzie Borden. Historia słynnego morderstwa i procesu |
4 sierpnia 1892 roku w domu Bordenów przy 92 Second Street w Fall River znaleziono brutalnie zamordowanych Andrew i Abby Borden. O zbrodnię oskarżono 32-letnią Lizzie Borden, córkę Andrew. Ława przysięgłych ją uniewinniła, ale nazwisko Borden już na zawsze zostało związane z podwójnym morderstwem.
Co działo się w domu Bordenów przed morderstwem?
Andrew Jackson Borden należał do najzamożniejszych mieszkańców Fall River. Dorobił się na nieruchomościach, inwestycjach i działalności bankowej, a jego majątek oceniano na setki tysięcy dolarów. Nie żył jednak jak człowiek należący do finansowej elity miasta. Rodzina mieszkała w stosunkowo skromnym domu przy ruchliwej Second Street, a Andrew miał opinię człowieka oszczędnego do przesady.
Lizzie i jej starsza siostra Emma były córkami Andrew z pierwszego małżeństwa. Ich matka Sarah zmarła, gdy Lizzie miała dwa i pół roku. W 1865 roku Andrew ożenił się z Abby Durfee Gray. To właśnie Abby, a nie Emma, była macochą Lizzie. Emma była jej starszą o około dziesięć lat siostrą.
Relacje w domu trudno opisać jednym słowem. Emma podczas procesu nie przedstawiała rodziny jako otwarcie skonfliktowanej, ale inni świadkowie mówili o wyraźnym dystansie między Lizzie a Abby. Krawcowa Hannah Gifford zeznała, że Lizzie sprzeciwiła się, gdy nazwała Abby jej matką, i określiła ją w bardzo niechętnych słowach. Pewne jest natomiast, że pieniądze wywoływały napięcia. Gdy Andrew przekazał nieruchomość krewnym swojej żony, córki poczuły się pokrzywdzone. Ojciec przekazał im później inną nieruchomość, którą niedługo przed morderstwami odkupił od nich za gotówkę.
Nie ma dowodu, że Andrew planował wydziedziczyć córki albo sporządzał nowy testament. Takie opowieści pojawiały się później, ale pozostają hipotezami. W chwili śmierci testamentu nie znaleziono.
Sam układ domu miał później ogromne znaczenie dla śledztwa. Budynek został wcześniej przystosowany dla dwóch rodzin i zachował nietypowy system pomieszczeń, schodów i zamykanych drzwi. Sypialnia Lizzie sąsiadowała z pokojem ojca i macochy, ale łączące je drzwi były zamknięte. Do części pokoi prowadziło się okrężną drogą. Dom nie był ogromną rezydencją, w której obcy człowiek mógł łatwo zniknąć na wiele godzin.
Co wydarzyło się w domu Bordenów 4 sierpnia 1892 roku?
Dzień zaczął się zwyczajnie, choć rodzina miała za sobą niespokojną noc. Andrew i Abby cierpieli wcześniej na gwałtowne dolegliwości żołądkowe. Abby powiedziała lekarzowi Seabury’emu Bowenowi, że obawia się otrucia. Badania przeprowadzone po morderstwach nie wykazały jednak trucizny ani w ciałach ofiar, ani w pobranych próbkach żywności.
Około 7.00 - Andrew, Abby i przebywający z wizytą John Vinnicum Morse, brat zmarłej matki Lizzie, zjedli śniadanie. Lizzie zeszła później i zjadła niewiele. Emma przebywała poza Fall River.
Około 8.40-8.45 - Morse wyszedł z domu, aby odwiedzić krewnych mieszkających przy Weybosset Street. Wkrótce potem Andrew udał się do centrum, gdzie załatwiał swoje zwykłe sprawy związane z bankiem i nieruchomościami. Abby poleciła służącej Bridget Sullivan umyć okna. Bridget, którą Bordenowie nazywali „Maggie”, pracowała tego ranka częściowo na zewnątrz domu.
Około 9.30 - Abby znajdowała się w pokoju gościnnym na piętrze, gdzie wcześniej spał Morse. Tam została zaatakowana. Dokładnej minuty zabójstwa nikt nie znał. Późniejsze badanie ciała, temperatury i zawartości żołądka wskazywało, że zginęła znacznie wcześniej od męża, najprawdopodobniej około godziny do półtorej godziny przed nim.
Około 10.40- Andrew wrócił do domu. Bridget otwierała mu mocno zabezpieczone frontowe drzwi. Zeznała później, że gdy zmagała się z zamkami, usłyszała śmiech Lizzie dochodzący z góry. To jeden z najbardziej znanych szczegółów sprawy, ale nie dowodzi, że Lizzie znajdowała się w pokoju Abby ani że widziała ciało.
Lizzie zeszła i powiedziała ojcu, że Abby otrzymała wiadomość o chorej osobie i wyszła z domu. Rzekomego listu nigdy nie znaleziono. Nie zgłosił się także jego autor ani posłaniec. Andrew położył się następnie na sofie w pokoju dziennym.
Bridget, zmęczona myciem okien w sierpniowym upale, poszła na poddasze i położyła się w swoim pokoju. Lizzie twierdziła później, że wyszła do stodoły. Miała szukać kawałka metalu potrzebnego do sprzętu wędkarskiego i jeść gruszki. Jej opisy tego, jak długo pozostawała w stodole i co dokładnie tam robiła, nie zawsze były identyczne.
Krótko po 11.00 - Bridget usłyszała wołanie Lizzie. Andrew leżał martwy na sofie. Lizzie wysłała służącą po doktora Bowena, a następnie poproszono o przybycie Alice Russell, przyjaciółkę rodziny. Sąsiadka Adelaide Churchill zobaczyła Lizzie siedzącą przy bocznym wejściu do domu.
Abby leżała martwa na piętrze od ponad godziny
Początkowo cała uwaga skupiła się na Andrew. Dopiero po pewnym czasie przypomniano sobie o Abby. Lizzie nadal utrzymywała, że macocha miała otrzymać wiadomość i wyjść, ale zasugerowała, że ktoś powinien jej poszukać.
Bridget Sullivan i Adelaide Churchill weszły po frontowych schodach. Z odpowiedniego miejsca można było dostrzec pod łóżkiem fragment ciała. Abby leżała twarzą do podłogi między łóżkiem a komodą w pokoju gościnnym. Była już wyraźnie chłodniejsza od męża.
Obrażenia były ciężkie, ale późniejsza rymowanka uczyniła je jeszcze bardziej makabrycznymi. Lekarz sądowy William Dolan opisał u Andrew dziesięć ran głowy. Na głowie Abby naliczono osiemnaście oddzielnych śladów, a dodatkową ranę stwierdzono na plecach. W popularnych zestawieniach daje to dziewiętnaście uderzeń w przypadku Abby i dziesięć w przypadku Andrew. Nie było więc ani „czterdziestu”, ani „czterdziestu jeden” ciosów.
Sprawca użył ostrego, ciężkiego narzędzia, najpewniej toporka lub niewielkiej siekiery. Żadnego przedmiotu nie udało się jednak z całą pewnością zidentyfikować jako narzędzia zbrodni.
Dlaczego śledczy zaczęli podejrzewać Lizzie?
Największym problemem była przestrzeń i czas. Nie stwierdzono rabunku. Andrew nadal miał przy sobie pieniądze, zegarek i łańcuszek. Nie znaleziono przekonujących śladów włamania, a dom znajdował się przy ruchliwej ulicy. Jeżeli zabójcą był obcy człowiek, musiał dostać się do środka, zabić Abby, a następnie albo pozostać niezauważony w domu przez długi czas, albo wrócić, aby zabić Andrew.
Oskarżenie uznało kolejność śmierci za jeden z najważniejszych elementów całej sprawy. Abby zginęła pierwsza. Andrew wrócił do domu dopiero później i został zabity, gdy Bridget znajdowała się na poddaszu. Lizzie była jedyną osobą, której obecność w bezpośrednim sąsiedztwie domu obejmowała oba przedziały czasowe.
Podejrzenia wzmacniała historia wiadomości dla Abby. Lizzie mówiła o niej Bridget i ojcu, ale list zniknął bez śladu. Do tego dochodziły niezupełnie zgodne ze sobą wypowiedzi Lizzie na temat pobytu w stodole, rodzinne napięcia oraz brak łatwego do wskazania motywu, który miałby obcy napastnik.
Był jednak problem równie poważny dla oskarżenia. Na Lizzie nie zauważono krwi. Jej włosy i ubranie nie wyglądały, jakby chwilę wcześniej uczestniczyła w brutalnym ataku. Badania zabezpieczonej odzieży, obuwia i narzędzi nie dały prokuraturze dowodu, który łączyłby ją fizycznie z ciałami.
Czy znaleziony toporek był narzędziem zbrodni?
W piwnicy domu znajdowało się kilka siekier i toporków. Największe zainteresowanie wzbudziła głowica niewielkiego toporka z odłamanym przy samej głowicy trzonkiem, pokryta warstwą popiołu lub pyłu. Prokuratura próbowała wykazać, że rozmiar ostrza mógł odpowiadać niektórym ranom i że narzędzie mogło zostać wcześniej umyte.
Nie znaleziono jednak na nim ludzkiej krwi. Inny toporek, na którym początkowo dostrzeżono podejrzane plamy i włos, również okazał się ślepym tropem: testy na krew dały wynik ujemny, a włos był zwierzęcy. Oskarżenie ostatecznie nie twierdziło, że przedstawiło ławie przysięgłych narzędzie, którym na pewno zabito Bordenów. To rozróżnienie zniknęło później z wielu popularnych wersji historii.
Trucizna. Czy coś dowiedziono?

An 1877 pictorial map of Fall River with a list of the city’s sights 68 Mapa ilustracyjna Fall River z 1877 r. z listą atrakcji miasta
Dzień po morderstwach policjanci zaczęli pytać w miejscowych aptekach o nietypowe zakupy trucizn. Eli Bence, pracownik jednej z nich, oświadczył, że 3 sierpnia kobieta, którą rozpoznał jako Lizzie Borden, poprosiła o niewielką ilość kwasu pruskiego. Miała tłumaczyć, że potrzebuje go do futrzanej peleryny. Bence odmówił sprzedaży bez recepty. Dwaj inni mężczyźni potwierdzili, że słyszeli rozmowę i identyfikowali klientkę jako Lizzie.
Nie oznacza to jednak, że podczas procesu udowodniono, iż Lizzie próbowała kupić truciznę. Ona sama temu zaprzeczyła, a sąd nie dopuścił zeznań Bence’a przed ławą przysięgłych. Obrona argumentowała również, że w organizmach Andrew i Abby nie znaleziono kwasu pruskiego ani innej trucizny. Dla opinii publicznej historia apteki stała się jednym z najbardziej obciążających elementów sprawy, formalnie nie była jednak dowodem, na podstawie którego przysięgli mogli wydać wyrok.
Czy spalona suknia była dowodem?
W niedzielę 7 sierpnia, trzy dni po morderstwach, Alice Russell zobaczyła Lizzie przy kuchennym piecu z suknią. Lizzie powiedziała, że zamierza ją spalić, ponieważ jest zabrudzona farbą. Russell widziała później, jak rozdziera materiał przed wrzuceniem go do ognia. Następnego dnia powiedziała Lizzie, że spalenie sukni było najgorszą rzeczą, jaką mogła zrobić w tej sytuacji.
To niewątpliwie miało miejsce. Nie udowodniono natomiast, że była to suknia noszona przez Lizzie podczas morderstw ani że znajdowała się na niej krew. Russell nie widziała na niej śladów krwi. Obrona utrzymywała, że była to stara, poplamiona farbą suknia, której pozbyto się jawnie, przy domownikach, a nie potajemnie w nocy.
Dla oskarżenia moment jej zniszczenia był bardzo niekorzystny dla Lizzie: dzień wcześniej dowiedziała się już, że sama jest podejrzewana. Jako poszlaka spalenie sukni wyglądało źle. Jako dowód zniszczenia zakrwawionej odzieży pozostawało niewykazane.
Proces Lizzie Borden był procesem poszlak
Lizzie została aresztowana 11 sierpnia. W grudniu wielka ława przysięgłych postawiła ją w stan oskarżenia, a proces rozpoczął się 5 czerwca 1893 roku w New Bedford. W przypadku skazania groziła jej kara śmierci.
Prokuratura nie dysponowała świadkiem morderstwa, odciskami palców, śladami DNA ani pewnie zidentyfikowanym narzędziem. Budowała więc łańcuch poszlak: Lizzie miała sposobność popełnienia obu zabójstw, pozostawała w konflikcie z macochą, skorzystałaby majątkowo na śmierci ojca i Abby, opowiadała o nieodnalezionym liście, podawała niejednolite szczegóły swojego pobytu w stodole i spaliła suknię.
W dodatku jedna z najgroźniejszych dla niej części materiału odpadła. Sąd nie dopuścił przed ławą przysięgłych jej zeznań z wcześniejszego dochodzenia, w których znajdowały się szczególnie kłopotliwe niespójności. Nie dopuszczono też wspomnianej historii zakupu kwasu pruskiego.
Obrona mogła więc sprowadzić sprawę do prostego problemu prawnego: państwo miało wykazać, że to Lizzie zabiła Bordenów, a nie tylko przekonać przysięgłych, że trudno wskazać kogokolwiek innego. Nie znaleziono na niej krwi. Nie odnaleziono zakrwawionej sukni. Nie wykazano, gdzie ukryła narzędzie. Nikt nie widział jej atakującej którąkolwiek z ofiar.
Czy fakt, że oskarżoną była kobieta, pomógł Lizzie?
Proces odbywał się w świecie, w którym przysięgłymi byli mężczyźni, a Lizzie odpowiadała wzorcowi „szanowanej damy” z zamożnej protestanckiej rodziny. Działała w kościele, prowadziła szkółkę niedzielną i angażowała się w działalność dobroczynną. Obrona umiejętnie przypominała o jej reputacji.
Współczesne badania nad procesem pokazują, że ówczesne wyobrażenia o kobiecości miały znaczenie dla sposobu, w jaki opisywano oskarżoną. Prasa przedstawiała ją jako skromną, właściwie ubraną i delikatną kobietę. Podczas procesu zemdlała, co również wpisywano w obraz kobiecej słabości. Trudno jednak uczciwie sprowadzić uniewinnienie wyłącznie do uprzedzeń epoki. Materiał dowodowy naprawdę miał poważne luki.
Dlaczego ława przysięgłych uniewinniła Lizzie Borden?
20 czerwca 1893 roku przysięgli wrócili z krótkiej narady i ogłosili werdykt: not guilty. Na sali wybuchła owacja. Współczesne relacje prasowe opisywały ludzi wstających z miejsc, machających chusteczkami i szeryfa, który miał łzy w oczach. Lizzie również się rozpłakała.
Wyrok był z punktu widzenia prawa zrozumiały. Nawet jeśli przysięgli uważali zachowanie Lizzie za podejrzane, mieli odpowiedzieć na pytanie, czy oskarżenie udowodniło jej winę ponad uzasadnioną wątpliwość. Nie musieli wyjaśnić, kto zabił Andrew i Abby.
Uniewinnienie nie zakończyło więc samej zagadki. Nikogo innego nie postawiono przed sądem, a w Fall River podejrzenia wobec Lizzie szybko odżyły. Prawny finał sprawy i społeczny werdykt zaczęły od tego momentu żyć osobno.
Jeśli nie Lizzie, to kto zabił Bordenów?
Lizzie Borden pozostaje najbardziej oczywistą kandydatką przede wszystkim z powodu sposobności. Znajdowała się na miejscu, znała dom i rytm życia rodziny, miała trudne relacje z Abby, a część jej zachowań po zbrodni trudno wyjaśnić bez wątpliwości. Przeciwko tej hipotezie stoją jednak brak śladów krwi, brak pewnego narzędzia, brak świadka oraz problem z odtworzeniem, jak po dwóch brutalnych atakach miałaby w krótkim czasie usunąć wszelkie fizyczne ślady.
Bridget Sullivan również była w domu i znała jego rozkład. Późniejsi autorzy, zwłaszcza Edward D. Radin, próbowali uczynić z niej alternatywną podejrzaną. Problemem jest brak przekonującego motywu i jakiegokolwiek dowodu łączącego ją z atakami. Policja stosunkowo szybko przestała traktować ją jako poważną podejrzaną. Opowieści o rzekomej zapłacie za milczenie czy ucieczce z fortuną należą do późniejszej legendy, a nie do dobrze udokumentowanego materiału sprawy.
John Vinnicum Morse wyglądał podejrzanie już dlatego, że pojawił się u Bordenów dzień przed zabójstwem i spał dokładnie w pokoju, w którym następnego ranka zginęła Abby. Jego alibi okazało się jednak wyjątkowo mocne. Krewni potwierdzili jego wizytę przy Weybosset Street, a ustalony czas podróży i powrotu tramwajem konnym umieszczał go poza domem w okresie obu zabójstw.
Obcy napastnik nie był niemożliwy, ale wymagał przyjęcia wielu korzystnych dla sprawcy zbiegów okoliczności. Musiał wejść i wyjść niezauważony, znać lub szczęśliwie wykorzystać skomplikowany układ domu i uniknąć Bridget, Lizzie, Andrew oraz powracającego Morse’a. Nie zostawił też śladów rabunku. Andrew miał konflikty biznesowe i najemców, którzy mogli go nie lubić, lecz nie znaleziono konkretnej osoby, którą można byłoby połączyć z obiema ofiarami.
Późniejsze książki proponowały jeszcze motywy seksualne, zaburzenia psychiczne, tajemniczych krewnych i rzekome związki Lizzie z Bridget. Żadna z tych koncepcji nie ma porównywalnej podstawy w dokumentach z 1892 i 1893 roku. Szczególnie popularna teoria romansu Lizzie ze służącą jest produktem znacznie późniejszych interpretacji i literatury, a nie ustaleniem śledztwa.
Maplecroft i życie po procesie
Po uniewinnieniu Lizzie i Emma kupiły znacznie bardziej reprezentacyjny dom przy French Street, w zamożniejszej części Fall River. Lizzie nazwała posiadłość Maplecroft i coraz częściej używała imienia Lizbeth. Miała pieniądze, których za życia ojca nie mogła swobodnie wydawać, lecz wyrok nie przywrócił jej dawnej pozycji społecznej. Część mieszkańców miasta nadal uważała ją za morderczynię.
Lizzie zaprzyjaźniła się m.in. z aktorką Nance O’Neil i obracała się w środowisku teatralnym. Około 1905 roku Emma opuściła Maplecroft. Późniejsze relacje często łączyły zerwanie sióstr z nowym kręgiem towarzyskim Lizzie i przyjęciem dla ludzi teatru, ale dokładnej przyczyny rozstania nie udało się jednoznacznie ustalić. Siostry już nigdy nie zamieszkały razem.
Lizzie Borden zmarła 1 czerwca 1927 roku w Fall River. Emma zmarła 10 czerwca tego samego roku. Majątek Lizzie oceniano na około 265 tysięcy dolarów. W testamencie przeznaczyła 30 tysięcy dolarów dla miejscowej organizacji zajmującej się ochroną zwierząt, a znaczne zapisy pozostawiła także przyjaciołom, krewnym i osobom, które dla niej pracowały.
Jak Lizzie Borden dostała „czterdzieści uderzeń”?
Proces pozostawił po sobie skomplikowaną sprawę poszlakową. Kultura popularna zrobiła z niej coś znacznie prostszego. Rymowanka, która zaczęła krążyć po sprawie, przedstawiała Lizzie chwytającą za siekierę i zadającą „matce” czterdzieści ciosów, a ojcu jeszcze jeden więcej. Nie zgadzało się niemal wszystko: Abby była macochą Lizzie, nie jej biologiczną matką, a liczba ran była wielokrotnie mniejsza.
Rymowanka zrobiła jednak to, czego nie potrafił proces: wskazała sprawcę, narzędzie i jasny przebieg wydarzeń. W kolejnych dekadach powtarzały ją książki, sztuki teatralne, filmy i programy telewizyjne. Im bardziej Lizzie stawała się postacią popkultury, tym mniej miejsca pozostawało na niewygodny szczegół, że przed sądem nie udowodniono jej winy.
Co naprawdę przemawiało przeciwko Lizzie Borden?
Najmocniejsze były nie pojedyncze „dowody”, lecz ich układ: obecność Lizzie na miejscu, brak oczywistego włamania, około półtoragodzinna przerwa między zabójstwami, niewiarygodnie korzystny dla obcego sprawcy zbieg okoliczności, nieodnaleziony list dla Abby, rodzinne napięcia, zmieniające się szczegóły relacji Lizzie oraz spalenie sukni trzy dni po zbrodni. To wystarczało, aby podejrzenie wobec niej było racjonalne.
Nie wystarczyło jednak do wykazania morderstwa ponad uzasadnioną wątpliwość. Prokuratura nie pokazała zakrwawionego ubrania, nie znalazła na Lizzie śladów ataku, nie zidentyfikowała pewnie narzędzia, nie miała naocznego świadka i nie potrafiła odtworzyć sposobu, w jaki miałaby po zbrodni pozbyć się wszystkich materialnych śladów. Dwie bardzo obciążające kwestie - jej wcześniejsze zeznania oraz historia próby zakupu kwasu pruskiego - w ogóle nie trafiły do ławy przysięgłych.
Dlatego sprawa Bordenów przetrwała nie jako przykład oczywistej pomyłki sądowej ani jako historia jednoznacznie niesłusznie oskarżonej kobiety. Jest przede wszystkim przykładem różnicy między osobą, na której skupia się niemal całe podejrzenie, a osobą, której winę można udowodnić zgodnie z wymaganiami procesu karnego. W 1893 roku tych dwóch rzeczy nie udało się połączyć. Rymowanka zrobiła to później za sąd.
Bibliografia:
- E. H. Porter, The Fall River Tragedy: A History of the Borden Murders, Fall River 1893.
- E. Pearson, Trial of Lizzie Borden, Doubleday, New York 1937.
- A. S. Phillips, The Borden Murder Mystery: In Defence of Lizzie Borden, w: The Phillips History of Fall River, 1946.
- E. D. Radin, Lizzie Borden: The Untold Story, Simon and Schuster, New York 1961.
- J. Sessions, Feminine Conformities within the Trial of Lizzie Borden: Social Expectations of Women in the Courtroom, „The Alexandrian”, t. IV, nr 1, 2015.
- Commonwealth of Massachusetts v. Lizzie A. Borden, stenogram procesu przed Superior Court for Bristol County, New Bedford, 5-20 czerwca 1893.
- Inquest Testimony of Lizzie A. Borden, Fall River, 9-11 sierpnia 1892.
Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.








