Królewski piroman. Dlaczego Władysław Herman kazał spalić własne miasta? |
W roku 1090 niebo nad Pomorzem miało zajaśnieć czerwoną łuną. Według Galla Anonima polscy namiestnicy, osadzeni w zdobytych grodach, otrzymali rozkaz, by spalić warownie położone w głębi kraju Pomorzan. Tak dramatyczny finał miała wyprawa Władysława Hermana na Pomorze Gdańskie - wyprawa, która początkowo przyniosła Piastom zwycięstwo, ale szybko ujawniła słabość państwa rządzonego w cieniu palatyna Sieciecha. Zdobyte grody okazały się łatwiejsze do opanowania niż do utrzymania, dlatego zamiast trwałego powrotu nad Bałtyk pozostały po nich ogień, bunt i polityczna klęska.
Słaby książę i wszechwładny palatyn Sieciech
Gdy Władysław Herman obejmował władzę po wygnaniu Bolesława Śmiałego, państwo Piastów wchodziło w jeden z najtrudniejszych momentów XI wieku. Upadek energicznego, ale skonfliktowanego z elitami króla oznaczał nie tylko zmianę na tronie. Był także sygnałem osłabienia monarchii, która jeszcze niedawno próbowała prowadzić aktywną politykę w Europie Środkowej.
Herman nie był naturalnym kontynuatorem tej linii. Do władzy doszedł jako młodszy brat wygnanego monarchy, zapewne przy poparciu części możnych, którzy mieli dość gwałtownych rządów Bolesława. Panowanie Władysława Hermana (1079-1102) zapisało się w polskiej historiografii jako okres wyraźnego osłabienia władzy centralnej. Po Bolesławie Śmiałym tron objął człowiek będący jego przeciwieństwem - ociężały, ostrożny i politycznie mało dynamiczny książę.
Choć Herman rezydował w ważnym ośrodku władzy w Płocku, to w cieniu słabego księcia wyrósł gracz dużego formatu - palatyn Sieciech. To on stał się jednym z najpotężniejszych ludzi w państwie: gromadził skarby, posiadał własny gród, a nawet bił monetę (była to pierwsza prywatna moneta) ze swoim imieniem, co było wyjątkowym świadectwem jego pozycji. Czyniło go to symbolem możnowładcy wyrastającego ponad miarę swojej funkcji.
Pomorze utracone jeszcze za Śmiałego
W tym czasie Pomorze Gdańskie nie było już trwałą częścią państwa Piastów. Zwierzchność nad nim została najpewniej utracona jeszcze za panowania Bolesława Śmiałego, zapewne w latach 60. XI wieku, gdy Pomorzanie wykorzystali osłabienie polskiej kontroli i odbudowali własną niezależność.
Dla Hermana i Sieciecha wyprawa z 1090 roku była więc próbą odzyskania wpływów nad Bałtykiem, a nie prostą ekspansją na zupełnie obce terytorium. Problem polegał na tym, że zwycięstwo militarne okazało się łatwiejsze niż trwałe utrzymanie zdobytych grodów.
Wyprawa 1090 roku. Zwycięstwo, które zamieniło się w problem
W roku 1090 Herman i Sieciech podjęli próbę odzyskania Pomorza, przede wszystkim jego wschodniej, gdańskiej części. Gall Anonim przedstawia tę wyprawę jako początkowy sukces. Według kronikarza książę, spokrewniony z domem cesarskim i wspierany niemieckimi posiłkami, pokonał Pomorzan, zdobył jeden z ich grodów, a następnie opanował kolejne warownie i twierdze aż po „kres morski”.
Gall nie wymienia nazw zdobytych grodów. Jego relacja pokazuje skalę wyprawy i chwilowy powrót polskiej zwierzchności nad częścią Pomorza, ale nie pozwala pewnie wskazać wszystkich ośrodków, które znalazły się wtedy w rękach Hermana. Późniejsza tradycja wiązała tę wyprawę z bogatymi grodami pomorskimi, jednak podstawowy przekaz źródłowy pozostaje ogólny.
Sukces okazał się pozorny. Administracja narzucona przez ludzi Sieciecha budziła opór miejscowej ludności, a państwo Hermana nie miało dość sił, by trwale obsadzić wszystkie zdobyte punkty. Część grodów powierzono namiestnikom, lecz tam, gdzie utrzymanie załóg było niemożliwe albo zbyt kosztowne, zwycięstwo szybko zamieniło się w ciężar. I właśnie wtedy polska polityka na Pomorzu przybrała najbardziej brutalną formę.
Strategia zgliszcz. Dlaczego płonęły pomorskie grody?
Wtedy zapadł rozkaz, który nawet w realiach brutalnego średniowiecza robił wrażenie. Gall Anonim pisał, że po zwycięstwie Herman zajął miasta i warownie Pomorzan „wewnątrz kraju oraz nad morzem”, a w najważniejszych i najlepiej bronionych miejscach ustanowił swoich rządców oraz komesów. Była to więc próba nie tylko jednorazowego najazdu, lecz realnego narzucenia polskiej administracji na zdobytym obszarze.
Problem polegał na tym, że Pomorze nie zostało naprawdę uspokojone. Gall tłumaczy decyzję księcia chęcią poskromienia „wiarołomstwa pogan”. Według jego relacji Herman polecił swoim powiernikom, aby w oznaczonym dniu i o określonej godzinie spalili warownie położone w głębi kraju Pomorzan. Kronikarz dodaje, że rozkaz wykonano, ale nawet tak drastyczny środek nie złamał oporu miejscowej ludności.
Późniejszy Jan Długosz przedstawił ten epizod w podobnym duchu, choć z większym naciskiem na wojskową logikę decyzji. Według niego Herman odebrał Pomorzanom główne warownie i zamki, część przekazał swoim wypróbowanym rycerzom, a niektóre - zwłaszcza położone na pograniczu - kazał zburzyć lub spalić. Celem miało być odebranie Pomorzanom dogodnych punktów do wszczynania kolejnych buntów.
Za moralizatorskim językiem kronikarzy kryła się brutalna kalkulacja polityczno-wojskowa. Państwo Hermana mogło zwyciężyć w wyprawie i zająć grody, ale nie miało dość sił, by utrzymać wszystkie zdobyte punkty. Warownie, których nie dało się pewnie obsadzić i obronić, mogły szybko stać się ośrodkami oporu przeciw Piastom. Zastosowano więc logikę spalonej ziemi: lepiej było zniszczyć własny, świeżo zdobyty sukces, niż oddać Pomorzanom gotowe punkty obrony.
Efekt był jednak odwrotny od zamierzonego. Gall podkreśla, że Pomorzanie nie dali się w ten sposób okiełznać. Rządców ustanowionych nad nimi przez Sieciecha częściowo wymordowano, inni - zwłaszcza ci szlachetniejszego pochodzenia i lepiej traktujący miejscowych - zdołali uciec tylko dzięki zgodzie lub pomocy swoich krewnych. Wyprawa, która miała przywrócić polską zwierzchność nad Pomorzem, zakończyła się więc krótkotrwałym sukcesem, po którym przyszły ogień, bunt i utrata kontroli.
Archeologia i ślady pożaru w Gdańsku
Przez stulecia relację Galla Anonima można było traktować jako opowieść kronikarską, w której fakt mieszał się z literacką przesadą. Jednak badania archeologiczne w Gdańsku dostarczyły ważnych argumentów na rzecz tezy, że przekaz o spaleniu części pomorskich grodów ma realne podstawy.
W warstwach dawnej osady grodowej, datowanych na koniec XI wieku, odkryto wyraźne ślady pożaru: spaleniznę, fragmenty belek i pozostałości drewnianej zabudowy. Materialne ślady pożaru nie pozwalają odtworzyć wydarzeń z dokładnością do dnia, ale dobrze korespondują z przekazem o niszczeniu pomorskich grodów po wyprawie Hermana.
W końcu XI wieku część gdańskiej osady rzeczywiście została strawiona przez pożar. Najpewniej nie chodziło o całe miasto w późniejszym rozumieniu tego słowa, lecz o fragment osady lub dzielnicy grodowej. Materialne ślady zniszczenia wzmacniają więc wiarygodność przekazu Galla o dramatycznym rozkazie spalenia pomorskich warowni po wyprawie z 1090 roku. Decyzja miała złamać opór, ale w praktyce tylko pogłębiła wrogość wobec Piastów. Spalenie grodów nie poskromiło Pomorzan.
Bitwa nad Wdą. Zwycięstwo bez rozstrzygnięcia
Dalszy ciąg walk pokazał, że Pomorze nie zostało złamane. Według Galla Anonima wojska polskie kolejnego roku ponownie najechały kraj Pomorzan. Podczas powrotu, w kwietniu 1091 r., wracały na południe z łupami oraz licznymi jeńcami. Wtedy, w trakcie marszu powrotnego, nad rzeką Wdą, w pobliżu grodu identyfikowanego zwykle z Drzycimiem, drogę zagrodziły im zebrane siły pomorskie.
Bitwa trwała wiele godzin i zakończyła się dopiero wraz z nadejściem nocy. Gall przedstawia ją jako starcie niezwykle krwawe, w którym obie strony poniosły ciężkie straty. Polacy utrzymali pole bitwy, a Pomorzanie wycofali się, ale nie było to zwycięstwo rozstrzygające. Sam kronikarz zaznaczał, że nie było jasne, czy była to klęska chrześcijan, czy pogan.
Jeszcze na jesieni tego samym roku Herman spróbował odzyskać inicjatywę. Wsparty trzema hufcami posiłkowymi z Czech, ponownie wkroczył na Pomorze i przystąpił do oblężenia Nakła. Gall Anonim opisał tę wyprawę niemal jak scenę z pogranicza wojny i grozy: oblegającym miały ukazywać się nocą widma zbrojnych wojowników, które wywabiały ich z obozu. Pomorzanie wykorzystali zamieszanie, uderzyli na opuszczone umocnienia, spalili część namiotów i machiny oblężnicze. Brak żywności, zwłaszcza wśród czeskich posiłków, oraz niemożność zmuszenia obrońców do rozstrzygającej walki sprawiły, że Polacy odstąpili od grodu. Nakło nie zostało zdobyte, a Pomorzanie - jak pisał kronikarz - zaczęli z wolna nabierać pychy wobec Polski, nie wiedząc jeszcze, że ich prawdziwym pogromcą okaże się następca Hermana.
Pomorze pozostawało więc dla Piastów obszarem wyjątkowo trudnym do podporządkowania. Można było je najechać, spustoszyć i zdobyć łupy. Można było obsadzić grody namiestnikami albo próbować złamać opór przez niszczenie warowni. Utrzymanie stałej zwierzchności wymagało jednak większej siły wojskowej, sprawniejszej administracji i długofalowej polityki. Tego państwo Hermana i Sieciecha nie było w stanie zapewnić. Dokonał tego kilkanaście lat później Bolesław Krzywousty.
Bibliografia:
- Gall Anonim, Kronika polska, tłum. Z. Komarnicki, Sandomierz 2018.
- R. Grodecki, S. Zachorowski, J. Dąbrowski, Dzieje Polski średniowiecznej, J. Wyrozumski (oprac.), Kraków 1995.
- T. Jurek, E. Kizik, Historia Polski do 1572, Warszawa 2019.
- M. Maciorowski, B. Maciejewska, Władcy Polski. Historia na nowo opowiedziana, Warszawa 2018.
- S. Szczur, Historia Polski. Średniowiecze, Kraków 2002.
- J. Wyrozumski, Dzieje Polski piastowskiej, Kraków 1999.
- A. Garlicki (red.), Poczet królów i książąt polskich, Warszawa 1998.
- R. Gupieniec, Wstępna analiza materiałów źródłowych z tzw. fazy II osady grodowej w Gdańsku (druga połowa XI w. – początek XII w.), „Mazowieckie Studia Humanistyczne” 7/2, 2001.
- R. Barnycz-Gupieniec, Budownictwo drewniane, mieszkalne we wczesnośredniowiecznym Gdańsku (X–XIII w.), Gdańsk 1974.
- H. Paner, Rozwój przestrzenny wczesnośredniowiecznego Gdańska w świetle źródeł archeologicznych, 2015.
Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.






