Jean Lannes


Jan Lannes to uosobienie odwagi. Wśród napoleońskich marszałków dwóch odznaczało się szczególną odwaga - Lannes oraz Ney. 

Lannes był synem rolnika. Urodził się w tym samym roku co Napoleon. Lannes także został rolnikiem- uprawiał jednak inne pola, mianowicie pola bitewne. Po 4 latach służby promowano go na generała.

Dużo mówił z przejęciem i zaangażowaniem, lubił kląć. Tylko on pozwalał sobie na kłótnie z Napoleonem, wygrażanie cesarzowi i klął w jego obecności. Lannes siła pewnego razu ściągnął Napoleona z pola bitwy. Innym razem, przed Austerlitz, za namową Murata i Soulta, zaproponował cesarzowi odwrót. Bonaparte skomentował to tak: „Pierwszy raz się zdarza, żeby Lannes doradzał mi odwrót.” Soult bezczelnie przytaknął i skrytykował postawę Lannesa. Oczywiście Lannes nie puścił tego płazem- wyzwał Soulta na pojedynek. Bezczelny marszałek wyzwania nie przyjął.

Starannie się ubierał. Nazywano go „Rolandem armii”. Madamme Junot zaznacza, że „łatwiej mu przychodziło zdobyć fortecę niż kobietę”. Jednak innym razem wspomina, że jego druga żona odznaczała się niezwykłą urodą.

Napoleon dał mu tytuł księcia Montebello. Piękna nazwa, prawda? Żony innych marszałków zazdrościły żonie Lannesa tak ślicznego tytułu. Zazdrość innych kobiet tym tytułem, ściągnęła na siebie druga żona Lannesa. Pierwsza powiła syna, ale po tym, jak 14 miesięcy wcześniej rozstał się z nią. Było to źródło wielu przekleństw wypowiedzianych w szpitalu przez rannego Lannesa podczas wyprawy do Egiptu. Klął także dlatego, że obok niego leżał Murat. Różnie to z sympatiami w napoleońskim obozie bywało... Po bitwie pod Abukirem, która miała miejsce latem 1799 roku, Napoleon szczególne uznanie okazał Muratowi, prowadzącemu kawalerię (co ciekawe złożoną również z wielbłądów). Lannes zdenerwował się, że jego gwiazda została przyćmiona. Stąd m.in. niechęć do Murata.

Niewątpliwie to ciekawa postać, a poza tym- nieoceniona pomoc dla Napoleona.

Nie ulega wątpliwości- kochał Napoleona oraz wojnę. Trudno ocenić czy oprócz uosobienia odwagi zostałby uosobieniem wierności- czy może jak inni marszałkowie zdradziłby Napoleona w jego najcięższych chwilach...Był taki moment w życiu Lannesa, kiedy przyłączył się do grupy niechętnych Napoleonowi, ale gdy spisek Siéy?sa nie udał się, pokornie wrócił na stronę przyszłego cesarza Francuzów. Od tamtej pory okazywał cesarzowi duże przywiązanie, którego przejawem było wzięcie udziału w kampanii hiszpańskiej.

Ze względu na temperament okazał się pomocny również w dyplomacji. Jak zauważył Łysiak (Cesarski Poker) „metoda dyplomacji Lannesa polegała na stukaniu obcasami i końcem olbrzymiej szabli o posadzki pałaców, co czyniło wszystkich książąt europejskich, do których go posyłano, nader podatnymi na żądania Paryża.” W ciekawy sposób potraktował ten oto „dyplomata” jednego posła angielskiego- zepchnął jego powóz do rowu- rzecz jasna- razem z posłem.

Podczas I Kampanii włoskiej Lannes za zadanie miał prowadzenie piechoty do ataku. Już podczas tej kampanii zasłynął z odwagi. Po bitwie pod Arcole, Napoleon skierował doń następujące słowa:

„Była na polach Arcole chwila, w której wahające się zwycięstwo wymagało największej odwagi dowódców. Krwią zbroczony, trzema ranami okryty opuściłeś szpital obozowy, postanowiwszy zginąć lub zwyciężyć. Ty najpierw przebyłeś Addę. Tobie należy się honor posiadania i strzeżenia tego zaszczytnego sztandaru”.

Mówiąc niezwykle kolokwialnie- „popisowe numery” Lannesa to spotkanie z kawalerią papieską w drodze do Rzymu oraz Ratyzbona.

W 1797 r. Lannes miał zadanie wymuszenia na papieżu wypełnienia warunków rozejmu. Jak wiemy- nadawał się idealnie do tej misji. Natknął się w drodze na liczący 300 koni odział kawalerii papieskiej. Obok siebie miał zaledwie 12 żołnierzy. Co zrobił ten Gaskończyk, kiedy oficer papieski nakazał wyjęcie szabel z pochew? Zawołał: „Jak śmiecie wyciągać szable? Schowajcie je natychmiast.” Oficer wypełnił rozkaz. Lannes próbował dalej- „Z koni”. I ten rozkaz został wypełniony. Na tym nie koniec- „Zaprowadźcie konie do mojej kwatery głównej”. Co z bezczelność! Jak wielkie wrażenie musiał wywierać na innych ten człowiek! Lannes całe zdarzenie podsumował następująco:

„Gdybym uciekał, jakiś bałwan mógłby strzelić do mnie, sądziłem, że mniej ryzykowałem nadrabiając bezczelnością.”

Lannes powiedział o sobie w dniu zdobycia Ratyzbony: „Byłem grenadierem, zanim zostałem marszałkiem”. Jak się okazało ta przeszłość była mu tego dnia niezwykle przydatna. Grenadierzy zostali wystrzeleni z murów, wojsko odmówiło walki. Lannes- możemy powiedzieć niezwykły furiat- wziął drabinę i ruszył sam jeden na twierdzę. Ktoś podbiegł, wyrażając chęć niesienia drabiny. Lannes w paradnym mundurze odmówił. Oficerowie zaczęli mu po prostu odbierać tę drabinę. Ciekawie ta scena musiała wyglądać. Zawstydzeni żołnierze ruszyli w ślad za marszałkiem i zdobyli Ratyzbonę.

Lannes był wzorem dla żołnierzy. Szanowali go, naśladowali. Umiał ich zachęcić do walki i pokrzepić w ciężkich chwilach. Był jednym z nich.

Lannes raniony był wielokrotnie. Trudno się dziwić, patrząc na styl walki tego marszałka. Ciekawie takie zdarzania opisuje Macdonell: „Lannes pod Akkonem otrzymał ciężką ranę lub ściśle mówiąc ranę, która byłaby ciężka dla kogokolwiek innego. Lannes miał najwidoczniej jakieś dziwne kości. Nie pękały one pod uderzeniem kuli, lecz wyginały się i kula się po nich ześlizgiwała. W ostatnim szturmie Lannes otrzymał postrzał w skroń i miano go już za zabitego. Kapitan grenadierów pobiegł z pięcioma czy sześcioma ludźmi, aby zabrać jego ciało. Wszyscy polegli z wyjątkiem kapitana, który wyciągnął Lannes‚a za nogę w bezpieczne miejsce. (Lannes nigdy nie zapomniał o kapitanie grenadierów, osadził go na oberży na południu Francji i często go odwiedzał). Okazało się później, że kula przeszła Lannes‚owi przez czaszkę nie naruszając mózgu i łatwo dała się wyjąć. Pozostała mu jednak pewna sztywność karku i Lannes odtąd zawsze nosił głowę przechyloną na jedną stronę. Później, pod Abukirem, kula wystrzelona z bliska trafiła Lannes‚a w kość biodrową. Ale i tym razem ześlizgnęła się po kości i utkwiła w mięśniach nogi.”1

Pod Aspern-Essling, w roku 1809 nogę oberwała mu kula armatnia. Wdała się gangrena. Lannes wielokrotnie zaglądał śmierci w oczy, ale nigdy tak głęboko. Umierając wypowiedział jedne z najpiękniejszych słów epoki napoleońskiej- zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że całej historii. Do czuwającego przy nim Napoleona zwrócił się w ten oto wzruszający sposób: „Za kilka godzin, Sire, utracisz człowieka, który bardzo Cię kochał.” Lannes miał dziwny nastrój przed bitwą. Był smutny i poinformował naczelnego chirurga swego korpusu, że będzie go potrzebował. Zmartwił tym swoich żołnierzy. Na drugi dzień trwania bitwy przypomniał sobie Marengo.

Dzielny żołnierz, wielki marszałek, uosobienie odwagi... Czy on nigdy nie czuł strachu? Na pewno nie bał się śmierci, jednak strach nie był mu obcy- niech jego słowa, wypowiedziane do pewnego pułkownika besztającego młodego oficera za brak odwagi, będą podsumowaniem tej pracy i dowodem wielkości tego człowieka: „Tylko świnia lub skończony tchórz może się chwalić, że nigdy nie odczuwał strachu.”.


Bibliografia:

  1. A.G. Macdonell, Napoleon i jego marszałkowie
  2. W. Łysiak, Cesarski poker
  1. Macdonnel A.G., Napoleon i jego marszałkowie []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz