Bitwa pod Grunwaldem 15 lipca 1410 r. (cz. 1)


Droga do Grunwaldu

Nie wiadomo, czy wyruszając w 1410 r. do Prus, Polacy byli przekonani i wierzyli w to, że wojna z Krzyżakami 1409-1411 będzie najważniejsza i decydująca o dalszym biegu stosunków polsko-krzyżackich. Nie posiadamy informacji na temat tego, czy Litwini zamierzali raz na zawsze rozwiązać sprawę przynależności Żmudzi i w zasadzie ostatni raz walczyć z Zakonem o swoje sprawy1. I w końcu, nie można rozstrzygnąć kwestii: czy wielki mistrz Ulryk von Jungingen i jego otoczenie na poważnie rozważało kiedyś możliwość sromotnej klęski i pogrzebania finansowej i militarnej potęgi krzyżackiej?

Pozostawmy to jednak na boku, bo takie dyskusje zazwyczaj do niczego nie prowadzą. Kluczowe dla wojny 1409-1411 jest odpowiedzenie na pytania: 1) co i kto doprowadził do Grunwaldu? i 2) jak „wyglądała” (przebiegała) bitwa grunwaldzka?

Wojna między Polską a Krzyżakami (Litwini walczyli o Żmudź już od maja) rozpoczęła się 6 sierpnia 1409 r., gdy wielki mistrz – zapewne sprowokowany przez wypowiedź arcybiskupa Kurowskiego – wysłał do króla Władysława Jagiełły list z wypowiedzeniem wojny. Z jakich przyczyn? Podstawowe niewątpliwie były: wspomniana sprawa Żmudzi (z powodu swojego położenia geograficznego, miała niebagatelne znaczenie dla połączenia pruskich Krzyżaków z inflanckimi Kawalerami Mieczowymi), chęć odzyskania przez Polaków ziem utraconych w czasie rządów Władysława Łokietka i wcześniej (Pomorze Gdańskie, ziemia chełmińska, michałowska). Istniały także bezpośrednie przyczyny: powstanie na Żmudzi, zarekwirowanie przez Zakon polskich statków, oficjalnie ze zbożem na pokładzie (Krzyżacy uważali, że znajdowała się tam broń dla powstańców), spór o Drezdenko i Wałcz2.

16 sierpnia wojska zakonne rozpoczęły działania na obszarach należących do Polski, zakończone zajęciem ziemi dobrzyńskiej i sukcesami w okolicach Drezdenka i Wałcza. Szczególnie bolesna dla Polski musiała być utrata Bydgoszczy, która mogła ułatwić Zakonowi działania na terenie Wielkopolski i Kujaw. Dlatego polska kontrofensywa skoncentrowała się na odzyskaniu tej twierdzy, co stało się 6 października. 8 października obydwie strony podpisały rozejm mający obowiązywać do zachodu słońca 24 czerwca. Przy tym należy zauważyć, że układ nie dotyczył Litwy3.

Okres zawieszenia broni wypełniły przygotowania do kontynuowania walk, zaś w lutym 1410 r. doszło do oczekiwanego sądu rozjemczego króla czeskiego Wacława IV, który – odpowiednio nakierowany przez zakonne pieniądze – wydał wyrok mówiący, że Krzyżacy zwrócą Litwie Żmudź, ale zrobią to nie wcześniej niż Polacy, którzy mają oddać ziemię dobrzyńską. Obydwa państwa nie mogły także korzystać z pomocy niewiernych i nie mogły pomagać im. Rzecz jasna, polscy posłowie nie uznali takiej mediacji, tym bardziej, że wyrok został odczytany po niemiecku4!

W międzyczasie, w grudniu 1409 r., w Brześciu, podczas tajnych narad króla Władysława, panującego na Litwie w jego imieniu, Witolda Kiejstutowicza i podkanclerzego Mikołaja Trąby doszło do ustalenia planu kampanii na rok 1410, zakładający przede wszystkim marsz na stolicę krzyżacką – Malbork – oraz stoczenie bitwy w otwartym polu5.


Fot. Domniemany portret Jagiełły (ok. 1475–1480).

Dosłownie zaraz po wygaśnięciu rozejmu, Polacy spalili kilka wiosek przygranicznych (m.in. Nieszawę), zaś Litwini najechali ziemię szałwińską. Było wiadome, że tym razem siły polsko-litewskie będą stroną atakującą.

Polski najazd odbył się w chwili, gdy w Toruniu przebywał – wraz z posłami węgierskimi, pełniącymi rolę mediatorów – wielki mistrz von Jungingen, na którym widok płonących zabudowań wiejskich z pewnością zrobił wrażenie. Obydwie strony były jednak świadome swojego nieprzygotowania do pełnych działań, więc 26 czerwca zgodziły się na przedłużenie rozejmu do 4 lipca wieczorem.

Co się wówczas działo z głównymi oddziałami polskimi? „Najpierw we wtorek, w sam dzień św. Jana Chrzciciela [24 czerwca] najjaśniejszy pan Władysław król Polski odprawił w mieście Wolborzu walny zjazd wraz ze wszystkimi dostojnikami, nobilami, dygnitarzami, rycerzami etc. A zakończywszy naradę we czwartek [26 czerwca] oddalił się stamtąd i rozłożył swoje obozy na polu pewnej wsi [zwanej] Lubochnia, z których to [obozów] wnet nazajutrz pociągnął dalej. I tegoż dnia wyruszając, granice swego królestwa przekraczając, wszedł w granice Mazowsza”6. Gdy 29 czerwca wojsko pod wodzą króla dotarło do Kozłowa, przyjechał tam goniec od Witolda z prośbą o przysłanie kilku chorągwi polskich dla osłony przeprawy Litwinów przez Narew7 (żołnierze Witolda znajdowali się wówczas przy ujściu tej rzeki do Wisły; Władysław przysłał swemu bratu stryjecznemu dwanaście chorągwi)8. Dzień później, Władysław ruszył w kierunku Czerwińska, gdzie miano dokonać przeprawy na drugi (prawy) brzeg Wisły. Jan Długosz, przy opisie przeprawy, podkreśla wielki porządek, jaki panował podczas marszu chorągwi koronnych, mazowieckich (prowadzonych przez księcia Janusza) i zaciężnych9. W trakcie przechodzenia przez rzekę, korzystano z mostu łyżwowego (zbudowanego pod Kozienicami, pod kierunkiem pewnego mistrza Jarosława) „wspaniałej konstrukcji”10, aczkolwiek podobne wynalazki inżynierii wojskowej były znane już wcześniej poza granicami Polski11.

Do 2 lipca na właściwym brzegu Wisły znalazły się wszystkie oddziały Unii Jagiellońskiej – łącznie z litewskimi. Skupienie wszystkich dostępnych sił w jednym miejscu, bez zagrożenia ze strony wroga, było pierwszym sukcesem wojsk Jagiełły w kampanii grunwaldzkiej.

Kontynuując swój marsz do Prus, armia polsko-litewska 3 lipca dotarła do Żochowa, a 5 lipca do Jeżowa. Tego samego dnia do obozu jagiellońskiego przyjechali posłowie węgierscy Mikołaj de Gara i Ścibor ze Ściborzyc, a także „Jerzy Gersdorf, chcąc wymiarkować potęgę i stan rzeczywisty wojsk królestwa i Litwy”. W tej ostatniej kwestii, król Jagiełło umyślnie ułatwiał zadanie posłom – mianowicie, 6 lipca Witold dokonał podziału armii Wielkiego Księstwa Litewskiego na 40 chorągwi, po tym Jagiełło urządził swoistą defiladę wszystkich oddziałów, a następnie – próbny alarm. Król polski miał na celu wywołanie podziwu i zaniepokojenia u posłów, co w pewnym stopniu na pewno udało mu się osiągnąć.

Trzej panowie przybyli do monarchy w celach politycznych, dokładniej, by omówić warunki nowego rozejmu lub nawet pokoju. Władysław jako swoje warunki traktatu podał: zwrot ziemi dobrzyńskiej Polsce i Żmudzi Litwie, a także pewne odszkodowania finansowe, których wysokość miał ustalić rozjemca w osobie króla węgierskiego Zygmunta Luksemburczyka12.

7 lipca armia jagiellońska osiągnęła Bądzyń, na ziemi zawkrzańskiej, a więc jeszcze na terenie państwa księcia Ziemowita IV, którego – nie bez racji – podejrzewano o prokrzyżackie sympatie. Wspomniana ziemia była przez księcia zastawiona Zakonowi, więc początkowo król pozwalał na prowadzenie tam grabieży i rozbojów, zdaniem Długosza, przez Litwinów i Tatarów13. Wkrótce jednak ludność miejscowa zaczęła zanosić swoje skargi przed oblicze królewskie i Jagiełło pod groźbą kary śmierci zakazał podobnych praktyk swoim oddziałom. Zakazy najwidoczniej jednak nie podziałały skutecznie, bowiem kilka dni później znów posypały się skargi na żołnierzy litewskich i tatarskich, ponoć łupiących kościoły. Tym razem sprawę skierowano do Witolda, który wskazanym winowajcom kazał własnoręcznie powiesić się.

Bądzyń opuszczono dopiero 9 lipca i tego samego dnia, król „wkroczył w ich [Krzyżaków] kraj„, a także ”wspaniale i potężnie rozwinął swoje chorągwie i znaki”14 z „niewymownem serc wzruszeniem i zapałem powszechnym„, a potem ”wszystkie wojsko zaśpiewało głośno ojczystą pieśń Bogarodzicę”15. Zanim skierowano się ku Ludborzy, Władysław Jagiełło mianował Zyndrama z Maszkowic oboźnym. Kilka wieków później pojawią się przypuszczenia, że to niezbyt zamożny szlachcic krakowski był wodzem całej wyprawy i bitwy grunwaldzkiej, co wyniknie wszakże w dużej mierze przez Długoszowską niekonsekwencję czy nawet jego manipulacje16.

Nazajutrz, armia stanęła na brzegu jeziora Rubkowo, nieopodal miejscowości Kurzętnik nad Drwęcą, gdzie stacjonowała armia krzyżacka, która w międzyczasie umocniła brzeg sądząc, że tutaj król polski ze swoją armią skieruje się, by dokonać przeprawy. Wielki mistrz już od 2 lipca pilnował wzmacniania kurzętnickich umocnień i zdecydował się w tym właśnie miejscu stoczyć bitwę, która już na wstępie skazywała żołnierzy polskich, litewskich i innych, jeżeli nie na klęskę, to na prowadzenie walki w bardzo niekorzystnych warunkach, podczas próby przeprawy przez Drwęcę17.

Jakiś oddział polski opuścił obóz i powrócił z 50 zdobycznymi końmi, przy tym wznosząc kurzawę, która wywołała niemałe zamieszanie w szeregach odpoczywającego wojska polskiego, które z początku myślało, że to jazda zakonna jedzie w ich kierunku. Nieporozumienie zostało jednak wyjaśnione przy powrocie harcowników do obozu.

Jak na spotkanie z nieprzyjacielem zareagowało dowództwo polsko-litewskie?

Podstawowe źródła (Kronika konfliktu…, kronika Jana Długosza) nie piszą o reakcjach najważniejszych osób w wojsku jagiellońskim na to zdarzenie. W związku z tym historycy różnie interpretowali zaistniałą sytuację. Zdaniem Stanisława Herbsta „Marsz na Kurzętnik doprowadził do załamania bez walki i zmusił do ryzykownego i trudnego dla pospolitego ruszenia gwałtownego odwrotu„, a także ”cel wyprawy (zmusić do bitwy w dogodnych warunkach) nie załamał się, [nie] zmienił, ale ta decyzja została wymuszona przez przeciwnika”18. Według Stefana M. Kuczyńskiego „Jagiełło stale był informowany o nieprzyjacielu„, a „O załamaniu nie może być w ogóle mowy, gdyż tak jak było postanowione, maszerowano na Malbork i zmuszono w. mistrza i armię krzyżacką do walnej bitwy. Pod Kurzętnikiem przeprowadzono jedynie korekturę marszruty, zastosowując prawdopodobnie tylko inny wariant planów rozważanych jeszcze na naradzie w Czerwińsku, a to przecież ani załamaniem, ani nawet niepowodzeniem nie było„. Kuczyński nie dostrzega także związku między wydarzeniami kurzętnickimi a powołaniem tzw. ”rady ośmiu”19, do której należeli: Witold, Krystyn z Ostrowa, Jan z Tarnowa, Sędziwój z Ostroroga, Mikołaj z Michałowa, Mikołaj Trąba, Zbigniew z Brzezia i Piotr Szafraniec20. Przy tym należy zauważyć, że ustanowiono kilka innych zasad dotyczących poruszania się wojska. Nikt nie mógł wymaszerować wcześniej niż „chorągiew królewska mniejsza [gończa]” prowadzona przez marszałka Zbigniewa z Brzezia, która miała iść całkowicie na czele całego wojska. Tylko wybrany trębacz królewski mógł wytrąbić hasło – pierwszy sygnał oznaczał pobudkę, drugi siodłanie koni, a trzeci wyruszenie z obozu i marsz w szeregach swojej chorągwi za marszałkiem Zbigniewem.

Związek między powołaniem rady a jakimś kryzysem w łonie polsko-litewskiej armii dostrzega Andrzej Nadolski: „Do wzrostu królewskiego autorytetu niewątpliwie przyczyniła się doskonale zorganizowana, trudna przeprawa przez Wisłę i sprawnie przeprowadzona koncentracja całej, różnorodnej armii w rejonie Czerwińska. Dalej jednak sprawy przybrały obrót nie tak jednoznacznie pomyślny. Już w nocy z 4 na 5 lipca rozpoczęły się samowolne wypady z obozu polsko-litewskiego na odległe jeszcze ziemie krzyżackie. Niebawem nastąpiło pustoszenie, tym razem na rozkaz królewski, Zawkrza […]. Ciężki los mieszkańców ziemi zawkrzańskiej wywołał pierwsze protesty ze strony <panów koronnych>. Protesty te ponowiły się 9 lipca, pod Lidzbarkiem Welskim […]. Sądzimy, iż narastający kryzys osiągnął punkt kulminacyjny 10 lipca 1410 roku, gdy okazało się, że Krzyżacy ubiegli armię królewską na kurzętnickiej przeprawie. Jak wiemy, w czasie jednodniowego postoju nad jeziorem Rubkowo powołana została <Rada Ośmiu>. […] stwierdzić musimy jedno: powołanie w pełnym toku działań wojennych jakiejkolwiek rady przy boku dowodzącego nasuwa podejrzenie, że pozycja tego dowodzącego uległa osłabieniu, że chce on, albo też musi podzielić się z członkami rady nie tylko swymi obowiązkami, ale także swoją władzą i swoją odpowiedzialnością. Podobna sytuacja mogła powstać 10 lipca 1410 roku. Wydanie w tym samym dniu bardzo celowych zarządzeń regulujących porządek marszu całej armii jagiellońskiej wskazuje, że dotychczas zarządzeń takich nie było, a możemy podejrzewać, że i porządek pozostawiał sporo do życzenia. Wskazywałoby na to owe, ponawiające się wypadki samowolnego plądrowania kraju„. Odnosząc się do sprawy zaskoczenia dowództwa jagiellońskiego obecnością Krzyżaków nad Drwęcą, Nadolski sądzi, że ”obsadzenie brzegów Drwęcy przez Krzyżaków mogło być zaskoczeniem w skali operacyjnej dla wojsk jagiellońskich, nie prowadzących rozpoznania dalekiego. Natomiast prawidłowo działające rozpoznanie bliskie (zaniedbane w tym wypadku przez Krzyżaków) w porę stwierdziło istniejący stan rzeczy, umożliwiając dostatecznie wczesne powstrzymanie marszu ku przeprawie i dostarczając dowództwu Sprzymierzonych czasu niezbędnego dla podjęcia decyzji o dalszych działaniach, z uwzględnieniem nowo powstałych warunków”21.

Na tej podstawie możemy wysunąć kilka wniosków: 1) rozpoznanie armii jagiellońskiej działało na tyle dobrze, by nie doprowadzić do klęski w starciu ze stojącymi na dobrych pozycjach wojskami zakonnymi. Armia nie rozpoczęła od razu forsowania Drwęcy, ale postępowała zgodnie z wytycznymi zwiadowców, 2) nie można mówić o załamaniu planu brzeskiego, bo ten był nadal realizowany, tyle, że inną drogą, 3) nawet jeśli doszło do jakiegoś konfliktu między monarchą a członkami rady ośmiu to nie należy do tego przykładać zbyt dużej wagi – spór nie miał wpływu na bieg kampanii i wygasł zapewne kilka dni po dojściu do przeprawy kurzętnickiej.

Na początek Jagiełło wysłał Piotra Korcborga do obozu krzyżackiego, oficjalnie dla złożenia propozycji wznowienia negocjacji, nieoficjalnie dla zorientowania się w sile i zamiarach armii Zakonu. Piotr powrócił z raczej niewesołymi wieściami, bowiem wielki mistrz i jego doradcy już nie myśleli o pokoju (pomimo namów węgierskich posłów), zaś brzeg był na tyle dobrze umocniony, że nie było mowy o jego forsowaniu z nadziejami na sukces. To zmusiło Władysława i radę do szukania innej drogi, dzięki której przekroczyliby Drwęcę i nadal kierowali się ku Malborkowi. Przyjęto opcję przekroczenia rzeki u jej źródeł, co zaczęto realizować 11 lipca.

Najpierw wojsko nieoczekiwanie (dla dowództwa zakonnego) wrócił pod Lidzbark Welski, a następnie kierując się na wschód, przybyło do Wysokiej pod Działdowem. Łącznie, jednego (zapewne upalnego) dnia sporej wielkości armia obciążona taborami, mająca za sobą już trochę marszów (aczkolwiek także i niekiedy jedno- lub dwudniowych odpoczynków) przemaszerowała 42 km!

Podczas stacjonowania sił polsko-litewskich w Wysokiej do Władysława Jagiełły przybył węgierski wysłaniec, Frycz z Reptki, który wręczył monarsze pismo (co ciekawe, datowane 21 czerwca)22Zygmunta Luksemburczyka z wypowiedzeniem wojny, ale jednocześnie miał zapewnić, że Węgry nie podejmą żadnych akcji zaczepnych przeciwko Koronie23. Dla niektórych badaczy ta ostatnia informacja jest „fantazją Długosza„ i ”namacalnie utworem, nie sprawozdaniem autora”24, ponieważ doszło przecież do najazdu Ścibora ze Ściborzyc na ziemię sądecką, zakończonego zwycięstwem polskim pod Bardiowem. Nie wiadomo jednak po co i dlaczego Długosz miałby w tym wypadku zmyślać. Pamiętajmy, że w lipcu 1410 r. to strona Korony i Litwy posiadała inicjatywę, można by powiedzieć, że dzięki stosowaniu ofensywnej strategii, miała niewielką przewagę nad armią zakonną. Prawdopodobnie dlatego Zygmunt mógłby nie pragnąć zwady z Polską, chciał walczyć tylko z osłabionym przeciwnikiem. Zaś najazd Ścibora nastąpił najwcześniej w październiku25, gdy sytuacja strategiczna na granicy polsko-krzyżackiej była zupełnie inna i nie tak korzystna dla Polski.

Po dwudniowym odpoczynku i odprawieniu węgierskiego posła, armia ruszyła ku Dąbrównu, znajdującemu się w przesmyku między jeziorami: Wielką i Małą Dąbrową. Miasto, po pierwsze blokowało drogę ku źródłom Drwęcy, a po drugie mogło stać się źródłem dywersji na tyłach armii polsko-litewskiej i przeszkadzać liniom zaopatrzeniowym26.

Obóz postawiono „o pół mili prawie od Dąbrówna, podle jeziora”27.

Wieczorem polscy żołnierze zaczęli podchodzić pod mury miasta, co wywołało zaniepokojenia załogi, która wystąpiła poza mury i przystąpiła do walki z Polakami. Górę wzięli szturmujący, którzy zajęli miasto, biorąc jeńców (14 lipca wypuszczono na wolność wszelakich mieszczan i wieśniaków, pozostawiając mnichów krzyżackich, szlachtę i ziemian) i spore łupy (choć część z nich zapewne przepadła na skutek podpalenia Dąbrówna), a przy tym zabijając dużą liczbę mieszkańców (w odwecie za najazd krzyżacki na ziemię dobrzyńską)28.

Po kolejnej dwudniowej przerwie, król jeszcze przed świtem planował wysłuchanie mszy, jednak silne wiatry uniemożliwiły rozstawienie namiotu, w którym miano celebrować mszę. Nie tracąc czasu, Władysław i Witold ruszyli z wojskiem na – jak się okazało – przyszłe pole bitwy grunwaldzkiej.

Nie wiadomo jaką trasę obrano zanim dotarto pod Grunwald. Długosz podaje, że „uszedłszy przestrzeń dwumilową […], stanął na polach wsi Rudy (Tannenberg) i Grunwaldu […] i pomiędzy gajami i gąszczami, które zewsząd to miejsce zakrywały, kazał rozbić namioty, a kaplicę obozową ponad jeziorem Lubnem [Łubniem] na wzniosłym ustawić pagórku”29. Jak widać, zasób podawanych przez źródło informacji jest mocno niedostateczny, co stwarza pole do zagłębiania się historyków w przeróżnych teoriach.

Przed szturmem prawdopodobnie planowano skierować się ku Mielnu i stamtąd kontynuować marsz w kierunku źródeł Drwęcy (przyjęcie marszruty na Ostródę oznaczało postępowanie niezgodnie z korekturą planu dokonaną 10 lipca i konieczność forsowania rzeki przy bliskości zamku ostródzkiego, a także pobliskich jezior)30. Tak było jednak tylko do momentu spalenia Dąbrówna31, bowiem kilkugodzinny marsz przez zgliszcza miasta zagradzające cały przesmyk32 na pola grunwaldzkie dla kilkudziesięciotysięcznej armii obciążonej wozami w liczbie kilku tysięcy (a zatem i również służbą taborową) był niemożliwy i w okolice Grunwaldu mogłaby ona dotrzeć dopiero ok. południa. Dlatego więc prawdopodobnie Jagiełło zdecydował o obejściu południowej strony Wielkiej Dąbrowy i – kierując się traktem przez Jankowice, Gardyny, Turowo i Browino – założeniu nowego obozu pod Ulnowem, o czym świadczy Długoszowska wzmianka o jeziorze Łubień (tylko w wypadku Ulnowa można mówić o bliskości z tym jeziorem). Oczywiście, mówienie tutaj o jednej drodze jest umowne – najwygodniejszymi traktami poruszały się zapewne tabory33, a część armii poruszała się na przełaj, wyszukując możliwie jak największą ilość tras zdatnych do użytku. Gdyby nie nadejście wojsk zakonnych, Jagiełło zapewne prawym brzegiem jeziora łubieńskiego skierowałby się ku Mielnu34.

Wiemy już (a czasem – tylko przypuszczamy) jak pod Grunwaldem znalazła się armia polsko-litewska. A co z wojskiem Zakonu Krzyżackiego? Tutaj sytuacja też nie rysuje się jasno.

Pewne jest, że o odskoku polsko-litewskiej armii spod Kurzętnika wojsko wielkiego mistrza dowiedziało się 11 lipca. Wiadomo, że von Jungingen skierował się ku zamkowi Bratian, gdzie przeszedłszy po 12 mostach, przerzucił swoją armię na lewy brzeg Drwęcy. Nie wiadomo jednak kiedy to zrobił – czy (wg S. M. Kuczyńskiego) już 12 lipca, czy może (wg K. Górskiego, S. Kujota i A. Nadolskiego) – 13 lipca35. Źródłowo nie da się uzasadnić, ani jednej, ani drugiej opcji, zastanówmy się jednak, czy w jeden dzień Krzyżacy zdążyliby wybudować 12 (nie jeden, jak Polacy pod Czerwińskiem, aczkolwiek most mistrza Jarosława zapewne był większy), przemaszerować kilka kilometrów do Bratianu, a następnie dokonać przeprawy kilkunastu tysięcy ludzi? Wątpliwe, więc prawdopodobniejsza wydaje się druga opcja.

Co za tym idzie, rejon Lubawy osiągnięto najpóźniej 13 lipca. Zdaniem historyków jest to ostateczne miejsce obozu krzyżackiego zanim wojsko podążyło na grunwaldzkie pola36. S. Kujot uważa, że oddziały mistrza pomaszerowały jeszcze na Prątnicę lub Łążyn, gdyż pod Lubawą nie było rzeki lub jeziora, wg Kujota, niezbędnych do „zatoczenia obozu”37. Polemizując z tą teorią S. M. Kuczyński sądzi, że „gdyby w. mistrz chciał z Bratianu maszerować na Łążyn, mógł to uczynić od razu po linii prostej tworzącej podstawę trójkąta, którego dolną krawędź stanowią Bratian i Łążyn, a wierzchołek Lubawa, a nie nakładać niepotrzebnie drogi„. Historyk ten uważa, że ”korzystając z osłony, jaką wojskom krzyżackim dawało warowne Dąbrówno” armia Zakonu ostatecznie założyła obóz we Frygnowie, 10 km na północ od Dąbrówna, dzięki czemu von Jungingen łatwo dowiedział się od szpiegów od zdobyciu i wycięciu załogi tego miasta38.

Rozstrzygnięcie, gdzie obóz krzyżacki stał od 13 lipca jest niezbędne dla określenia czasu, w którym Krzyżacy przybyli pod Stębark.

Argument prof. Kuczyńskiego dotyczący drogi z Bratianu do Łążyna nie jest przekonujący – wielki mistrz, podobnie jak Jagiełło, prawdopodobnie wolał poruszać się głównymi drogami, dlatego wykorzystał drogę między Bratianem a Lubawą. Na niekorzyść propozycji S. M. Kuczyńskiego działa również milczenie źródeł na temat jakiejkolwiek roli Frygnowa w dniach 11-15 lipca. Śmiało możemy założyć, że wielki mistrz nie znał miejsca stacjonowania armii polsko-litewskiej, dopóki nie poinformowali go o tym uciekinierzy z Dąbrówna (gdyby było inaczej, armia krzyżacka po przeprawie przez Drwęcę od razu skierowałaby się ku stanowiskom wroga). Ci do Frygnowa mogli dotrzeć maksymalnie w przeciągu godziny, a pamiętając, że szturm trwał 3 godziny39, możemy stwierdzić, że von Jungingen miał okazję może nie do uratowania Dąbrówna, ale do kolejnej próby sprowokowania Jagiełły do bitwy, tym razem w obrębie wąskiego przesmyku pomiędzy jeziorami (zero możliwości oskrzydlenia, niewielka zdolność wykorzystania własnej przewagi liczebnej przez oddziały Korony i Litwy). Tak się jednak nie stało, najprawdopodobniej dlatego, że Ulryk dostał takie wiadomości za późno, zapewne najwcześniej w środku dnia 14 lipca, co było wywołane oddaleniem Dąbrówna od obozu krzyżackiego, a może również braku wiadomości mieszkańców Dąbrówna o położeniu obozu krzyżackiego40.

Wiemy już, gdzie wielki mistrz stał zanim wyruszył pod Stębark, pozostaje rozstrzygnąć kiedy to zrobił. Według S. M. Kuczyńskiego taki forsowny marsz41 wojsk krzyżackich nastąpił w nocy z 13 na 14 lipca (przypomnijmy, że zakłada on, iż armia von Jungingena wyruszyła z Frygnowa). Kuczyński sądzi również, że sformułowanie „przed świętem rozesłania apostołów” (użyte przez Annalistę Toruńskiego) oznacza czas między północą 13 a północą 14 lipca. Taka interpretacja wcale nie musi być prawidłowa, możliwe, że dla kronikarza dzień zaczynał się od świtu (a nie od północy), gdy armia wielkiego mistrza już była w drodze, a pierwsze chorągwie jazdy były na miejscu być może już właśnie o świcie, bo – jak pisze sam Kuczyński – jazda mogła poruszać się z prędkością 15 km/h, zaś tabor – 3 km/h. Nie znamy źródeł tych wyliczeń, można wszakże zauważyć,że na podobnej podstawie polskie tabory po wyjściu spod Kurzętnika nie dojechałyby do Wysokiej w jeden dzień, zaś kawaleria… śmiało mogła ujechać jeszcze dobre 15 km! Wydaje się, że podane prędkości w wypadku taboru są zaniżone, a jazdy – zawyżone i bardziej pasujące do charakteru lekkich oddziałów wschodnioeuropejskich, aczkolwiek i na tym gruncie nie można przesadzać. Niedziwne więc, że profesor uznaje Krzyżaków w dniu 15 lipca za niezdolnych do walki, skoro narzucił im (a raczej – koniom) wprost mordercze tempo marszu42.

Tempo marszu, choć było niewątpliwie wysokie, było niższe od tego zaproponowanego przez prof. Kuczyńskiego, być może maszerowano 5-6 godzin43. Przy tym zwróćmy uwagę, że w tym samym czasie polsko-litewskie wojsko przeszło dystans ok. dwukrotnie mniejszy, ale przy większej liczbie żołnierzy i wozów taborowych, prawdopodobnie półtora- lub dwukrotnie większych (o czym niżej). Wobec tego większość wątpliwości została chyba usunięta (ale nie można mieć w tym wypadku pewności) i można stwierdzić, że wyruszywszy po północy 15 lipca spod Lubawy armia krzyżacka dotarła pod Stębark w godzinach porannych.

Niezależnie od tego, czy spotkanie obydwu armii było zamierzone, czy przypadkowe, co wobec innych okoliczności wydaje się mało istotne, tym razem do bitwy musiało dojść – wielki mistrz zamierzał bronić drogi do Malborka, zaś Jagiełło chciał wykorzystać sytuację, w której armia krzyżacka nie stoi na dobrych pozycjach obronnych i stoczyć w końcu bitwę w otwartym polu.

Pola Grunwaldzkie

Kwestia wyglądu terenu, na którym odbyła się bitwa pod Grunwaldem, jest chyba najbardziej pomijanym aspektem batalii. Przekazy źródłowe są tu dość skąpe, zaś historycy zwykle opisują tę sprawę na stronie lub dwóch44, chociaż przestrzeń związana z bitwą (czworokąt tworzony przez Stębark, Grunwald, Łodwigowo i Ulnowo) wynosi co najmniej ok. 25 km kwadratowych i z pewnością wymaga bardziej obszernego ujęcia z powodu niewątpliwej roli, jaką odegrała w bitwie.

Wschodnia część pól, zaczynająca się od jeziora Łubień i rzeczki Marózki (przepływającej przez i wypływającej z Jeziora Łubieńskiego, jakby oddzielającej teren bitwy od Zybułtowa), a kończąca na mniej więcej centralnie położonej Dolinie Wielkiego Strumienia, wyróżnia się mnogością pagórków, wzgórz, dolin, obniżeń terenu i kotlin. Obok Doliny Wielkiego Strumienia, inną większą formą dolinną na polu bitwy (aczkolwiek raczej nie leżącą na jego wschodniej części) była dolina biegnąca równolegle do drogi Grunwald-Łodwigowo (ok. 1 km długości), z ujściem zwróconym ku południowej stronie Grunwaldu. A. Nadolski pisze: „Jej krawędź prawa (północno-wschodnia), wznosząca się nad dnem przeciętnie na ok. 10 m, rozpada się na parę wyodrębnionych wzgórków. Krawędź lewa, bardziej jednolita, góruje ponad dnem przeciętnie o około 15 – 20 m. Stoki obu krawędzi są dosyć strome, zwłaszcza w dolnej części dolinki. Dno, jak to wykazały sondażowe badania archeologiczne z 1985 roku, jest twarde i nieprzenikliwe. Lewa, wyższa krawędź dolinna pokrywa się ze skrajem lasu (Nadleśnictwo Grunwald), ciągnącego się ku południowemu zachodowi w stronę miejscowości Saminek i Ostrowite. Teren pokryty tym lasem jest bogato urzeźbiony, podobny do owego <labiryntu pagórków, dolinek i kotlin> położonego pomiędzy Doliną Wielkiego Strumienia a jeziorem Łubień”.

Pola grunwaldzkie obfitowały zapewne również w liczne stawki, rzeczki, moczary i podmokłe łąki, ale w samym obrębie pól, niemające raczej większego znaczenia i łatwe do sforsowania dla obydwu wojsk45.

Między Łodwigowem a Ulnowem, w południowej części wspomnianego czworokąta, występowały zapewne gaje, zarośla i małe laski, lecz nie można z całą pewnością stwierdzić, czy były to gęste i ogromne kompleksy leśne. Jak wiemy, 15 lipca stały się one miejscem ukrycia wojsk jagiellońskich.

Podsumowując, wschodnia część pól grunwaldzkich była dość zróżnicowana, jeżeli chodzi o wysokości terenu. Zachodnia część bardziej przypominała równinę, ale i tutaj też przecież występowała całkiem spora dolina46. Przeszkody wodne występowały na całej przestrzeni, ale nie miały one większego wpływu na poczynania stron walczących. I w końcu – armia polsko-litewska z pewnością miała do dyspozycji jakieś zarośla, niestety stwierdzenie gęstości i wielkości tamtejszych lasów jest praktycznie niemożliwe. Można jednak śmiało postawić tezę, że nie były to zwykłe krzaki, skoro Jagiełło tam ulokował część swoich – zapewne nierozpoznanych przez nieprzyjaciela – sił.

Armie przeciwników

Szczegóły na temat armii polskiej pod Grunwaldem zawdzięczamy w dużej mierze Janowi Długoszowi, który w swoim (chyba najsłynniejszym) dziele dotyczącym historii Polski wymienił wszystkie chorągwie przynależące do oddziałów biorących udział w kampanii letniej (przy tym opisuje także wygląd ich znaków bojowych). Można przy tym wyróżnić kilka rodzajów chorągwi:

1) O charakterze ogólnopaństwowym

- chorągiew gończa (nr 2)47

- chorągiew nadworna (nr 3)

2) Zaciężne

a) zaciągane przez króla:

- chorągiew św. Jerzego (nr 4)

b) zaciągane przez magnatów:

- chorągiew morawska Jana z Jicina (nr 49)

- chorągiew Gniewosza z Dalewic (nr 50)

- chorągiew Zygmunta Korybutowicza (nr 51)48

3) O charakterze terytorialnym

a) z Rusi:

- lwowska (nr 12)

- przemyska (nr 14)

- chełmska (nr 16)

- podolskie (nr 17, 18, 19)

- halicka (nr 20)

b) z pozostałych terenów Polski:

- „wielka” krakowska (nr 1)49

- poznańska (nr 5)

- sandomierska (nr 6)

- kaliska (nr 7)

- sieradzka (nr 8)

- lubelska (nr 9)

- łęczycka (nr 10)

- kujawska (nr 11)

- wieluńska (nr 13)

- dobrzyńska (nr 15)

4) Sojusznicze

- chorągwie mazowieckie (nr 21, 22)

- chorągiew księcia Janusza (nr 23)

- posiłki mołdawskie50

5) Tworzone przez duchowieństwo, magnatów i inne znaczne osoby (nr 24-48)51

W przypadku chorągwi terytorialnych, żołnierze i dowódcy pochodzili z terenów, od których wywodziła się nazwa oddziału. Nie było tak jednak całkowicie, bowiem np. w przypadku chorągwi nr 13 uzupełniono skład o zaciężnych. Jeżeli chodzi o chorągwie prywatne, niewątpliwie rekruci pochodzili głównie z dóbr osoby tworzącej rotę, która jednocześnie wyznaczała dowódcę chorągwi, gdy sama nie brała udziału w walce (tak było np. w przypadku chorągwi nr 24, tj. chorągwi Mikołaja Kurowskiego). Chorągwie zaciężne rekrutowały się w przeważającej ilości z Czechów i Morawian, aczkolwiek oddziały typowo polskie wzmacniano być może miejscowymi zaciężnymi. Szczególnym przypadkiem jest rota nr 51.

Liczebność armii, nie tylko polskiej, ale również litewskiej i krzyżackiej, to kolejny obszar wielkiej dyskusji między poszczególnymi badaczami. Źródła nic nie mówią o konkretnych i realnych liczbach wojsk, więc i tutaj historycy w swoich przypuszczeniach – niekiedy bardzo – się różnili. Nie sposób wymienić tu wszystkich badaczy dorzucających swoje trzy grosze, więc ograniczę się tylko do ważniejszych.

Zaczynając od najstarszych prac – Ł. Gołębiowski cytuje (dość fantastyczne) dane mówiące: „Polaków było 60,000”52. K. Górski nie opiera się na źródłach czy zdaniach innych naukowców, tworzy własną hipotezę, w której zakłada, że każda spośród 52 (?) chorągwi liczyła 50-100 kopii53, a więc całość wojska wynosiła 10 400-20 800, w ostateczności Górski pisze, że „otrzymamy liczbę wojska polskiego wynoszącą 15,600 koni”54. S. Kujot, przyjmując, że w jednej rocie było ok. 70 kopijników, ustalił, że polska armia liczyła 3570 kopijników, podobnie lub więcej strzelców, około „3000 giermków”, co razem daje ok. 10 500 jezdnych55. T. Korzon podąża za dawnymi wielkimi szacunkami, pisząc, że Polacy liczyli 83 tys. żołnierzy, „ale tę liczbę wypada znacznie obniżyć ze względu na mniejszą ścisłość organizacji rządowej polskiej, na wpływ zasady rodowej, nie godzącej się z arytmetyką, i na brak piechoty miejskiej”56. Wg S. Herbsta polska jazda liczyła 14 tys. żołnierzy (choć wcześniej zgadzał się na 12 tys. jazdy), do tego nieznana ilość piechoty57. S. M. Kuczyński po ustaleniu możliwości mobilizacyjnych na 18 tys. szlachciców i 27 tys. nieszlachciców (strzelcy i pachołkowie), tj. 27 tys. konnych i 18 tys. pachołków i ciurów obozowych, a także odliczeniu kilku tys. żołnierzy pilnujących pozostałych granic, sądzi, że wojsko koronne stanowiło 18 tys. jazdy, 2-3 tys. piechoty, wraz z zaciężnymi, a poza tym 18 tys. pachołków i czeladzi taborowej58. A. Nadolski, „Przyjmując, że absencja w szeregach pospolitego ruszenia bywała większa [niż około 11%] […], zmniejszając stan głównej armii o oddziały wydzielone [do pilnowania granic i prowadzenia działań na innych obszarach państwa zakonnego np. oddział Macieja z Wąsoszy operujący na Pomorzu], a zwiększając go o cudzoziemskich zaciężników, pamiętając o niewątpliwej, naszym zdaniem, przewadze liczebnej także i samych sił polskich nad siłami Zakonu, możemy sugerować, że stan wojsk Królestwa zgromadzonych pod 51 chorągwiami na Polach Grunwaldu kształtował się około 20 000 kombatantów”59. W. Mikołajczak grupuje wszystkie chorągwie terytorialnie i otrzymuje wynik 21-22 tys. jazdy i 2 tys. piechoty60. Tutaj trzeba też zaznaczyć, że u niektórych historyków liczba wojska polskiego w pewnym stopniu jest uzależniona od wielkości armii Zakonu Krzyżackiego, o czym niżej.

Liczby, które wykorzystuje Łukasz Gołębiowski są oczywiście zbyt duże i nienadające się do poważnej dyskusji. Podobnie jest z opinią Tadeusza Korzona, który na obronę lansowanej przez siebie opcji wysuwa przypuszczenie, że ok. 15-tysięcznej armii wielkiego mistrza, Jagiełło nie nazywałby całą potęgą zakonną, nie pisałby o niezliczonych jeńcach przybywających do obozu. Do tego historyk ten powołuje się na słynną bullę Jana XXIII mówiącą o 18 tys. poległych chrześcijan (o którym szerzej niżej) i stąd sądzi, że armie były kilkakrotnie liczniejsze niż przyjmuje np. Górski. Teoria ta jednak nie liczy się z faktycznymi możliwościami mobilizacyjnymi Korony, co przekreśla jej wiarygodność.

W czasach Konstantego Górskiego raczej nie można było mówić o poważniejszych badaniach na temat możliwości mobilizacyjnych Korony, Litwy, czy Prus, stąd obrana przezeń metoda wydaje się najbardziej racjonalna, niemniej jednak historyk ten bardziej podaje minimalną i maksymalną wartość armii koronnej, bowiem uśrednienie tej wartości nie uwzględnia niewątpliwych różnic między poszczególnymi oddziałami (weźmy np. symbol całego Królestwa Polskiego, z pewnością największa chorągiew krakowska w porównaniu do chorągwi wieluńskiej, mającej problemy z werbowaniem dostatecznej ilości żołnierzy).

Hipotezę ks. Stanisława Kujota niejako obalił S. M. Kuczyński podając przykłady trzynastu (z 1410 i 1431 r.) chorągwi (wprawdzie krzyżackich, ale sam Kujot pisze o podobieństwach obydwu wojsk, np. „jednolitością nie ustępowało polskiemu wojsko krzyżackie”), spośród których tylko dwie miały mniej niż 80 kopii, trzy po 80 kopii, zaś reszta 100-130 kopii. Z tego można wyciągnąć wniosek, że teoria Kujota uwzględnia zbyt niskie wartości. Także Stanisław Herbst, choć nie podaje podstaw swoich szacunków, prawdopodobnie nieco zaniżył liczby.

Teoria Witolda Mikołajczaka w zdecydowanej większości jest oparta na autorskich domysłach i przypuszczeniach, bowiem szacowanie wojsk wystawionych przez określone dzielnice nie ma pokrycia w źródłach i nie do końca zasługuje na zaufanie, aczkolwiek suma wojsk ustalona przez tego historyka jest bardzo prawdopodobna. Niemniej, przypuszczenie, iż „oprócz ziemi krakowskiej również pozostałe ziemie, a zwłaszcza Wielkopolska, sformowały po jednej wielkiej chorągwi” raczej nie jest prawdopodobne, bowiem wyjątkowość chorągwi krakowskiej opierała się m.in. na jej liczbie.

Także Andrzej Nadolski pozwala sobie na pozaźródłowe domysły, ustalając absencję na więcej niż 11%, przyjęte przez S. M. Kuczyńskiego – zresztą także na podstawie własnych przypuszczeń.

Widać więc, że niemal całe wyobrażenie na temat wojsk Korony opiera się na swego rodzaju pomysłach historyków (trochę lepiej jest w sprawie oddziałów zakonnych). Jest jednak także widoczne to, że część najnowszej literatury (pominąwszy np. Herbsta) jest zgodna co do tego, że wojsko polskie liczyło ok. 20 tys. żołnierzy, najprawdopodobniej jezdnych. Zgodność kończy się jeżeli chodzi o udział piechoty polskiej w bitwie, o której nie informują żadne źródła, a na dodatek forma mobilizacji zwana wyprawą powszechną, wykorzystana w 1410 r., nie przewidywała uczestnictwa piechoty w kampanii61. Możliwe, że czasem rolę oddziałów pieszych przejmowała czeladź obozowa, jak najprawdopodobniej w czasie zdobywania Dąbrówna.

Z całą pewnością natomiast pod Grunwaldem znalazło się miejsce dla polskiej artylerii. Niestety, nic nie wiadomo o jej wielkości i kalibrze, a w samej bitwie zapewne nie została użyta.

Podsumowując – najprawdopodobniej wojsko Korony liczyło 20 tys. jezdnych, bez piechoty, a do tego kilka lub nawet kilkanaście dział nieużytych w batalii grunwaldzkiej.

Długosz podaje, że wojsko litewskie składało się z 40 chorągwi, z czego wymienia: trocką, wileńską, grodzieńską, kowieńską, lidzką, miednicką62, trzy smoleńskie, połocką, witebską, kijowską, pińską, nowogrodzką, brzeską, wołkowyjską, drohicką, mielnicką, krzemieniecką, starodubowską, Zygmunta Korybutowicza63, a także niejakich „Langwinowicza Szymona, Jerzego”. Ze słów kronikarza wynikałoby, że wojsko Witolda wykorzystywało dwa rodzaje herbów – 10 chorągwi miało w herbie tzw. Słupy Giedymina, a pozostałe Pogoń litewską (zapewne w różnych odmianach)64. Możliwe jednak, że Jan Długosz był niedostatecznie poinformowany o litewskich znakach bojowych, bo ciężko sobie wyobrazić np. Tatarów wykorzystujących litewskie herby. Ci wykorzystywali raczej swoje rodzime buńczuki65.

W. Mikołajczak uważa, że dziejopis „wśród […] wymienionych chorągwi, nie wymienia ani jednej chorągwi tatarskiej, […] jest […] niemal pewne, że brakujące chorągwie sformowali Tatarzy”. Później zaś dodaje, że Tatarzy nie byli osobnymi oddziałami posiłkowymi, a jedynie jedną z części chorągwi Witolda w bitwie66.

Pierwszą hipotezę należy raczej odrzucić, bowiem istnieją co najmniej dwa rozwiązania zastosowania takiego zabiegu u kronikarza. Po pierwsze – Długosz pisze, że do wojska Wielkiego Księstwa Litewskiego „należeli rycerze litewscy, ruscy67, żmudzcy i tatarscy”. I owszem, nie wymienia chorągwi tatarskich, ale nie wspomina również o rotach sformowanych przez Żmudź. Po drugie – możliwe, że niektóre ziemie formowały po kilka chorągwi. Mamy taką pewność w przypadku ziemi smoleńskiej, ale Długosz dopiero przechodząc do opisu bitwy wspomina o trzech chorągwiach smoleńskich, zaś w opisie wojsk walczących pod Grunwaldem, daje do zrozumienia, że Smoleńsk stworzył tylko jeden oddział.

Drugi osąd jest raczej trafny68, chyba, że mamy do czynienia z Długoszowską niewiedzą na temat armii Wielkiego Księstwa.

Wyżej dokonano już krytyki niektórych metod obranych przez historyków, więc tutaj zostaną tylko wymienione ich szacunki: Gołębiowski pisze, że Litwinów przybyło 42 tys.69, Kujot sądzi, że Witold miał do dyspozycji 6 tys. żołnierzy70, Herbst podaje 8 tysięcy71.

W ślad za innymi historykami, należy sądzić, że armia litewska liczyła ok. 10 tys. żołnierzy72, także i w tym wypadku źródła nie piszą o piechocie. Sprawa artylerii jest już trudniejsza do rozwiązania, bowiem komtur Ragnety w liście z 14 czerwca 1410 r. wspomina o tym, że kniaź Witold wysłał działa w jakimś kierunku. Niestety, nie wiadomo gdzie i czy znalazły się one pod Grunwaldem73.

Szczególnie w XIX wieku popularna była opinia mówiąca, że to książę Witold był głównodowodzącym w trakcie kampanii i bitwy grunwaldzkiej. Zdania Karola Szajnochy („Kiejstutowic Witold, główny dnia Grunwaldzkiego bohater„) czy Zenonasa Ivinskisa (”za prawdziwego wodza samej bitwy po stronie sprzymierzonych należy uznać Witolda Wielkiego”)74 nie były wcale odosobnione. Król Władysław Jagiełło znalazł sobie jednak gorliwego obrońcę w osobie profesora Kuczyńskiego, który – chyba definitywnie – udowodnił, że to nie Witold, Zyndram z Maszkowic, Jan Sokół, czy ktokolwiek inny, a właśnie Jagiełło był głównym wodzem sprzymierzonych75.

Wróćmy jeszcze na chwilę do Tatarów. Długosz informuje, że „nadciągnął i wielki książę Aleksander z swoim ludem i wodzem tatarskim, mającym tylko trzystu Tatarów w swoim zastępie”76. Z tego więc wynika, że oddział posiłkowy Tatarów nie składał się z ordyńców osadzonych przez Witolda pod Wilnem, ale było to coś w rodzaju gwardii przybocznej jednego z pretendentów do władzy w Złotej Ordzie, czyli Dżelal-ed-Dina. W sprawie ich liczebności, część historyków podążyła za polskim kronikarzem77, Korzon opowiada się za bezpodstawnymi liczbami (rzekome 30 tys. Tatarów)78, inni nie uznali szacunków Długosza za wiarygodne, domyślając się w tym propagandy79. Należy przyłączyć się do tej ostatniej grupy, ale nie przesadzać zanadto z liczbą ordyńców, która była dwa lub trzy razy większa niż przyjął Długosz.

Wojsko (składające się głównie z Niemców, Morawian, Czechów, Pomorzan, czyli z ziem przynależących do niemieckiego kręgu kulturowego, możliwy jest również udział Szwajcarów80 i Francuzów81, a także Polaków – w większości wywodzących się z ziem Zakonu Krzyżackiego) krzyżackie (oczywiście dowodzone przez wielkiego mistrza Ulryka von Jungingena) liczyło 51 chorągwi. Oprócz wzmianek w Rocznikach82, stworzył także dzieło dotyczące wyglądu krzyżackich znaków bojowych zatytułowane Banderia Prutenorum, przy tym dodając nieco informacji o oddziałach czy dowódcach krzyżackich83.

Oddziały krzyżackie można z grubsza podzielić na (numeracja wg Roczników):

1) Specjalne

- dwie chorągwie wielkiego mistrza (większa i mniejsza; nr 1 i 2)

- chorągiew zakonu (nr 3)

2) Zaciężne, sojusznicze i zawierające gości-rycerzy84 np.

- chorągiew św. Jerzego (nr 6)

- chorągiew księcia szczecińskiego Kazimierza V (nr 5)

- chorągiew rycerzy z Miśni (nr 50)

3) Wystawiane przez

a) biskupstwa np.

- chorągiew biskupa i biskupstwa warmińskiego (nr 10)

b) miasta, komturie i inne np.

- chorągiew miasta Chełmna (nr 12)

- chorągiew komturii i miasta Tucholi (nr 19)

Często chorągwie terytorialne były wzmacniane przez zaciężnych.

Nie ma sensu wymieniać tutaj wszystkich jednostek zakonnych, więcej miejsca poświęcę tylko przynajmniej niektórym pomyłkom Długosza w Banderii Rocznikach.

Chorągiew sambijska (nr 8 w Rocznikach, nr 14 w Banderii) „mająca za godło trzy hełmy czerwone w polu białem” jest w istocie drugą chorągwią Ragnety (nr 45; 35), na co wskazuje jej herb. Dowódcą tej drugiej nie był, jak uważa Długosz, Fryderyk von Zollern, bo ten od 13 kwietnia 1410 do 14 listopada 1412 r. pełnił funkcję komtura Bałgi. Kto był komturem Ragnety między marcem 1410 (koniec urzędowania Eberharda von Vallenfeldsa) a końcówką tego roku (początek urzędowania Helfericha von Drahe) – nie wiadomo85.

Rota sambijska w istocie ukrywa się pod nazwą chełmińskiej (nr 9; 23), na co wskazuje jej herb86. Chorągiew biskupstwa chełmińskiego prawdopodobnie w ogóle nie pojawiła się pod Grunwaldem.

Chorągwie nr 35, 42 i 43, mające ten sam herb, w Banderia Prutenorum są już opisane jako trzy oddziały z Elbląga.

Zdaniem Karola Górskiego Arnold von Baden, który miał dowodzić chorągwią komturii i miasta Człuchowa (nr 31; 31) faktycznie nie uczestniczył w bitwie i zginął dopiero w sierpniu 1410 roku87.

Zanim zajmiemy się kwestią liczebności, należy podkreślić jedno ze zdań w kronice Długosza: „Pruskie wojsko, jak siłą i doborem rycerstwa, tak i liczbą chorągwi nie wyrównywało polskiemu”88. Skoro więc tutaj przyjęto liczbę 20 tys. jako wielkość armii koronnej, to wojsko krzyżackie było mniejsze, zapewne o jakieś 5 tys. ludzi89 i praktycznie niemożliwe jest, by liczyło np. 21 tys. jazdy i 6 tys. piechoty, jak twierdzi S. M. Kuczyński90.

Zarówno Długosz jak i Kronika konfliktu informują o działach krzyżackich, ale i tym razem nie wiadomo ile ich było. I w tym wypadku trudno stwierdzić udział piechoty krzyżackiej w działaniach, bo tylko kontynuator Possilgego mówi o mobilizacji konnej i pieszej („czu pferde und czu fuse”)91, jednak ta druga forma mogła dotyczyć załóg zamków.

Stąd można wysnuć wniosek, że bitwa pod Grunwaldem była – w zdecydowanej przewadze – starciem kawalerii, poza pojedynczymi epizodami jak np. salwy krzyżackich dział czy obrona obozu krzyżackiego (w której niewątpliwie udział wzięła czeladź taborowa).

Nie wdając się w szersze dyskusje, można przypuszczać (znów…), że Krzyżacy stanęli między Stębarkiem a Łodwigowem zwracając się na południowy wschód, a sprzymierzeni, oddzieleni od wrogów przez Dolinę Wielkiego Strumienia, dokładnie naprzeciwko nich, frontem ku północnemu zachodowi92. Obóz zakonny znajdował się gdzieś przy trakcie Grunwald – Łodwigowo, zaś jagielloński (nie ma pewności co do istnienia oddzielnych obozów: litewskiego i tatarskiego) w rejonie Ulnowa, niedaleko jeziora łubieńskiego.

I jeszcze jedno. Jak wiemy, masowo upowszechnił się (przede wszystkim dzięki Krzyżakom Henryka Sienkiewicza i filmowi pod tym samym tytułem w reżyserii Aleksandra Forda) mit Krzyżaka zakutego od stóp do głów w stal i jednego z jego nieprzyjaciół – Litwina, ubranego w skóry i posługującego się najbardziej prymitywnymi rodzajami broni. Oczywiście, takie ujęcie sprawy nie jest zgodne z rzeczywistością93. Krzyżacy i Polacy reprezentowali wojskowość zachodnioeuropejską, zaś Litwini – wcale nie gorszą wschodnioeuropejską. To reprezentowanie występowało nie tylko na gruncie uzbrojenia, ale również szeroko pojętej sztuki wojennej.


 

1 Później Wielkie Księstwo Litewskie wspierało Władysława Jagiełłę np. w trakcie wojny głodowej 1414 r., zaś Krzyżacy popierali, walczącego z Zygmuntem Kiejstutowiczem i Koroną, Świdrygiełłę.

2 Zob. J. Krzyżaniakowa, J. Ochmański, Władysław II Jagiełło, Wrocław 2006, s. 194-196; S. M. Kuczyński, Wielka wojna z Zakonem Krzyżackim w latach 1409-1411, Warszawa 1987, s. 113-132; A. Prochaska, Rok 1410. Przyczyny wojny, „Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu”, R. 17, 1910, s. 3-49.

3 Najobszerniej: Kuczyński, Wielka, s. 133-153.

4 J. Długosz, Dzieje Polski, t. 4, ks. 11, [w:] Dzieła wszystkie, t. 5, przekł. K. Mecherzyński, wyd. A. Przezdziecki, Kraków 1869 (dalej: Długosz), s. 2-4.

5 Szeroko na ten temat pisze Kuczyński, Wielka, s. 281-304.

Kronika konfliktu Władysława króla polskiego z Krzyżakami w roku pańskim 1410, przekł. J. Dankowa, A. Nadolski, Olsztyn 1983 (dalej: Kronika), s. 3.

7 S. Kujot, Rok 1410. Wojna, „Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu”, R. 17, 1910, s. 92.

8 Długosz, s. 14. S. Herbst, W sporze o Grunwald, [w:] Potrzeba historii, czyli o polskim stylu życia, cz. 2, Warszawa 1978, s. 171-172 wątpi w słowa Długosza, który daje do zrozumienia, że 29 czerwca goniec litewski przybył do Jagiełły, zaś Witold z armią pojawił się przy przeprawie czerwińskiej już następnego dnia. Nie jest to możliwe „przy odległości z Kozłowa przez Czerwińsk do Serocka (90 km) i z Serocka do Czerwińska (60 km)”. Kuczyński, Wielka, s. 340, przyp. 85 i 87 przyjmuje (zgodnie z sugestiami Herbsta, zob. J. Maroń, Stanisława Herbsta poglądy na temat historiografii polskiej dotyczącej bitwy pod Grunwaldem, [w:] Wojsko, wojskowość, miasta, red. K. Bobiatyński, P. Gawron, M. Nagielski, Zabrze 2009, s. 98), że Witold stał w okolicy Nowego Dworu, „przy ujściu Bugo-Narwi do Wisły, ponieważ według Długosza Bug wpada do Narwi, a Narew do Wisły„, zaś zadanie eskortowania oddziałów Wielkiego Księstwa powierzono ”przede wszystkim chorągwiom mazowieckim znajdującym się bliżej, gdyż po prawej stronie Wisły”. To jednak nie rozwiązuje wszystkich problemów, bowiem tylko trzy chorągwie były rotami mazowieckimi (dwie mazowieckie i jedna księcia Janusza). Bieg wydarzeń zgodny z wersją Długosza (za którą podąża np. K. Górski, Bitwa pod Grunwaldem (dnia 15-go lipca 1410 r.), Warszawa 1888, s. 32-33) jest możliwy w zasadzie tylko wtedy, gdyby przesunąć datę połączenia oddziałów litewskich z polskimi na jakiś późniejszy dzień, co najmniej 1 lipca.

9 Długosz, s. 14-15.

10 Kronika, s. 3.

11 A. Nadolski, Grunwald. Problemy wybrane, s. 70.

12 Długosz, s. 18-19.

13 Tamże, s. 19-20.

14 Kronika, s. 4-5.

15 Długosz, s. 20-21.

16 Zob. S. M. Kuczyński, Spór o Grunwald, Warszawa 1972, s. 201-214, gdzie rozprawiono się z teoriami dowództwa Zyndrama, jak i organizacją parady 9 lipca na jego cześć.

17 Tenże, Wielka, s. 352-355; Kujot, Rok, s. 98-101.

18 Herbst, W sporze, s. 186.

19 Kuczyński, Wielka, s. 359-362.

20 I w tym miejscu Długosz, s. 22-23 używa sformułowań podobnych do tych odnoszących się do Zyndrama z Maszkowic, mającymi wskazywać na pełnienie bardzo ważnej roli w dowodzeniu armią: radcy zostali powołani, „aby się naradzili o wojnie, a co potrzebnem było uchwalili i rozporządzili. [Król] postanowił zarazem, aby oni kierowali całą wyprawą [!]. […] Ci ośmiu mężowie w tajemnicy naradzali się o wszystkim, i co działać miano uchwalali: a zwłaszcza, którędy prowadzić wojsko i w którychby miejscach obierać stanowiska, używając ku temu dwóch przewodników, Trojana z Krasnegostawu i Jana Grynwalda, wójtów parczowskich, którzy obadwaj z Prus rodem, wszystkie miejsca tameczne, drogi i przesmyki dobrze znali” itd. (o kwestii dowództwa zob. niżej). W. Czermak, Grunwald, Lwów 1910, s. 92 sądzi, że Witold był przewodniczącym rady, co zdaje się być nadinterpretacją.

21 Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 117-118.

22 Kuczyński, Wielka, s. 362; Kujot, Rok, s. 114.

23 Długosz, s. 27-28.

24 Kuczyński, Wielka, s. 362-363; Kujot, Rok, s. 116.

25 B. Wyrozumska, W sprawie dywersji węgierskiej w Polsce w czasie Wielkiej Wojny z Zakonem Krzyżackim, [w:] Studia grunwaldzkie, t. 1, red. M. Biskup, Olsztyn 1991, s. 150-151.

26 Kuczyński, Wielka, s. 365, por. Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 123.

27 Długosz, s. 31. „Namioty” raczej nie stanęły w Leszczu (Kuczyński, Wielka, s. 367, przyp. 172; także Kujot, Rok, s. 129 zdaje się przychylać do takiej hipotezy), a raczej w Kolborni (Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 120).

28 Długosz, s. 31-33. Wbrew słowom kronikarza, szturm nie odbył się bez zgody króla Władysława (przeczy temu wzmianka w Kronice konfliktu, s. 5: król „polecił zdobyć rzeczone miasto nie rycerstwu swemu, lecz pospolitemu ludowi„ – nie musi to wcale chodzić o piechotę, ale np. o czeladź bądź nawet niektórych słabiej uzbrojonych żołnierzy). Być może jest to jakaś odpowiedź na oskarżenia zawarte w pruskich kronikach, które o oblężeniu Dąbrówna mówią jako o „okropnej zbrodni„ (”dese grose smoheyt”, zob. Johann von Possilge Fortsetzung, wyd. E. Strehlke, [w:] Scriptores Rerum Prussicarum, bd. 3, Leipzig 1866 (dalej: Possilge), s. 315), a kronikarz pragnie ściągnąć odpowiedzialność za nią z króla Polski.

29 Długosz, s. 34.

30 Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 123. Zdaniem W. Mikołajczaka, Grunwald 1410. Krok od klęski, Zakrzewo 2007, s. 50-51. „Dąbrówno zajęto na rozkaz Jagiełły, co potwierdzałoby hipotezę, że zamiarem króla było kontynuować marsz na Ostródę”, jednak jak podano wyżej, rozkaz zajęcia miasta nie musiał być wydawany z myślą o marszu w kierunku całkowicie na północ, ku Ostródzie.

31 Długosz, s. 31 podaje, że Władysław Jagiełło odwoływał swoich ludzi od szturmu „z obawy, iżby przy jego dobywaniu nie poniosło klęski, i nie osłabiło sił potrzebnych do następnej bitwy”. Może chodziło też o chęć zapobiegnięcia wywołania pożaru?

32 Jest to widoczne na fotografiach (wprawdzie odnoszących się do czasów współczesnych, ale dzisiejsze granice miasta są zapewne porównywalne ze średniowiecznymi) Dąbrówna:http://www.dabrowno.pl/content/view/94/65/ .

33 Same wozy mogły utworzyć, zdaniem Kuczyńskiego, Wielka, s. 349, kolumnę liczącą 84 km. W rzeczywistości wielkość taboru była prawdopodobnie co najmniej dwukrotnie mniejsza (Nadolski,Grunwald. Problemy, s. 71-72). Cała kolumna zdaniem prof. Kuczyńskiego (Wielka, s. 367, przyp. 172) liczyła 139,6 km, jeśliby odliczyć zawyżoną liczbę wozów, możemy stwierdzić, że gdyby Jagiełło wykorzystywał tylko jedną drogę, to czoło armii byłoby oddalone od tyłów o prawie 100 km!

34 Hipoteza Nadolskiego, Grunwald. Problemy, s. 123-139 (poparta m.in. przekrojami hipsometrycznymi). Za przesadzone uznał on przypuszczenia Kuczyńskiego, Wielka, s. 366-367 po wyruszeniu z Dąbrówna armia poruszała się „wszystkimi drogami„ (podobnie jest z ”ciężkimi drogami” u Herbsta, W sporze, s. 176). Trasa proponowana przez szwedzkiego historyka Svena Ekdahla (Dąbrówno – Samin – Grunwald) także jest mało prawdopodobna, bowiem 1) podchodzenie z tamtej strony do południowo-wschodniego skraju jeziora łubieńskiego jest raczej niemożliwe, 2) drodze tej na niektórych odcinkach przeszkadzają zarośla i moczary, 3) Długosz wyraźnie pisze o płonących pobliskich wioskach (jakich było całkiem sporo na trasie przyjętej przez Nadolskiego), jednak nic takiego nie mogło mieć miejsca w przypadku przyjęcia za prawdziwą opcję Ekdahla, z prostego powodu – braku takowych miejscowości w najbliższej okolicy. Kujot, Rok, s. 129 pisze, że „Droga szła prawdopodobnie z Leszcza na Osieki i Łogdowo (Lodgau). Tannenberg leżał już na trakcie do Olsztynka prowadzącym. Z Łogdowa do Tannenberga jest najbliższą drogą na Ludwigowo (Ludwigsdorf) 5 km, zatem może w półtorej godziny wojsko byłoby na gościńcu stanęło. Wodzowie woleli jednak pochód z Łogdowa na wschód obrócić, w stronę Ulnowa (Faulen) odległego 3 km, a raczej do jeziora Lubian [Łubień], na którego południowym końcu Ulnowo leży. Stąd do Tannenberga było 5 km, zatem wojsko miało 3 km drogi nałożyć”. Jednak w przypadku drogi przez Osiekowo (Osieki) i Łogdowo, armia musiałaby poruszać się drogami jeżeli nie polnymi, to gorszej jakości niż ta przez Jankowice i Gardyny. Dodatkowo, między Łogdowem a Ulnowem przejście utrudniały prawdopodobnie lasy, łąki i moczary (Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 144, ryc. 7), więc mogła to być trasa obrana tylko przez część armii, zapewne lekką jazdę litewską. Tak samo jest z trasą Ostrowite – Łogdowo – Ulnowo (Górski, Bitwa, s. 40-41).

35 Górski, Bitwa, s. 42; Kuczyński, Spór, s. 53; Kujot, Rok, s. 118-119; Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 140, przyp. 672.

36 Czermak, Grunwald, s. 95; Górski, Bitwa, s. 42; Z. Ivinskis, Litwa w dobie chrztu i unii z Polską, [w:]Chrystianizacja Litwy, red. J. Kłoczowski, Kraków 1987, s. 113; T. Korzon, Grunwald: ustęp z dziejów wojennych Polski, Warszawa 1910, s. 21; Mikołajczak, Grunwald. Krok, s. 51; Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 140-141; A. Prochaska, Król Władysław Jagiełło, t. 1, Warszawa 1908, s. 248. Possilge, s. 315 obok Tannenbergu (Stębarku) wymienia Ostródę i Lubawę i tylko tę ostatnią, z powodu zbytniego oddalenia Ostródy od głównego teatru działań zbrojnych, można łączyć z miejscem stacjonowania armii zakonnej.

37 Kujot, Rok, s. 119-120. Nie przeczy to hipotezie o rejonie Lubawy, bowiem miejscowości takie jak Prądnica i Łążyn do tego rejonu właśnie należały.

38 Kuczyński, Wielka, s. 364-365. Co ciekawe, podobne zdanie ma XIX-wieczny pruski publicysta Marcin Gerss: G. Jasiński, Marcina Gerssa opis bitwy pod Grunwaldem, [w:] Studia grunwaldzkie, t. 1, red. M. Biskup, s. 165.

39 Kronika, s. 5.

40 Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 139-141.

41 Annalista Thorunensis, wyd. E. Strehlke, [w:] Scriptores Rerum Prussicarum, bd. 3, Leipzig 1866, s. 315; Długosz, s. 32; Possilge, s. 315. Oskarżanie pruskich źródeł o tendencyjność w związku z chęcią usprawiedliwienia klęski forsownym marszem nie przekonuje: pisze o tym wszakże i Długosz, zaś bodaj najpopularniejszym sposobem zdjęcia odpowiedzialności za przegraną z Krzyżaków jest obarczanie winą „zdradliwych” chorągwi chełmińskich. Przy tym nigdzie wyraźnie nie powiedziano, że Zakon przegrał z powodu obciążeń marszowych, pominąwszy może zeznanie prokuratora zakonnego (wspomniane przez Kuczyńskiego), które miało jednak także swoje cele polityczne.

42 Kuczyński, Spór, s. 54-59. Tą teorię przyjął także M. Kosman, Władysław Jagiełło, Warszawa 1968, s. 136.

43 Górski, Bitwa, s. 42-43; Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 140-143. Hipotezę o marszu w nocy 14/15 lipca przyjmują też Ivinskis, Litwa, s. 113; Korzon, Grunwald, s. 21; Mikołajczak, Grunwald. Krok, s. 51 (w swojej innej książce, Grunwald 1410. Bitwa, która przeszła do legendy, Zakrzewo 2010, s. 127 opowiada się już za hipotezą Kuczyńskiego).

44 Czermak, Grunwald, s. 98; Górski, Bitwa, s. 43-44; Herbst, W sporze, s. 176; Kuczyński, Bitwa pod Grunwaldem, Katowice 1987, s. 126-127; tenże, Wielka, s. 371-372; Mikołajczak, Grunwald. Krok, s. 52-53; K. Wolski, Polskie pola bitew w świetle archeologii, Racibórz 2008, s. 65-67. Stosunkowo obszernie tym problemem zajęli się: Kuczyński, Spór, s. 41-44 i Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 35-41 i to na tych pracach głównie się opieram.

45 Jakieś większe bagna znajdowały się na północ od Grunwaldu, ale te okolice nie dotyczą bezpośredniej walki.

46 S. M. Kuczyński całe pole bitwy kwalifikuje jako teren falisty, zaś S. Herbst otwarcie mówi o nim jako nieprzejrzystym.

47 Przeznaczona zapewne do rozpoczynania harców i pościgów (A. Klein, P. Nowakowski, Banderia apaud Grunwald II. Chorągwie krzyżackie pod Grunwaldem, Łódź 2000, s. 22; Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 65-66), opinia K. Górskiego (J. Długosz, Banderia Prutenorum, opr. K. Górski, Warszawa 1958, s. 292, przyp. 7), odnosząca się wprawdzie do wojska Zakonu, iż w jej skład wchodzili gońcy, nie przekonuje, bo czyż każda z rot nie dysponowała swoimi gońcami?

48 Długosz najpierw wymienia ją jako polską chorągiew nr 51, potem występuje ona w składzie rot Wielkiego Księstwa Litewskiego. Wymienienie jej po zaciężnych branych na żołd przez osoby prywatne, świadczy o tym, że i tutaj występowali ochotnicy, chcący walczyć za pieniądze (jak raczej słusznie przypuszcza Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 64) wywodzący się z różnych terenów Korony Polskiej.

49 Ten oddział był także symbolem całej Korony, więc można go także zaliczyć do ogólnopaństwowych, tym bardziej, że służyli tam rycerze wywodzący się nie tylko z ziemi krakowskiej.

50 Niewymienione przez Długosza, mogły się jednak pojawić (możliwe, że w składzie chorągwi wywodzących się z Rusi lub jako samodzielny oddział), zob. Kuczyński, Wielka, s. 554-557; tenże, Spór, s. 98-112, gdzie przyjęto, że w trakcie bitwy Wołosi mogli pojawić się wśród oddziałów Wielkiego Księstwa.

51 Długosz, s. 35-38.

52 Ł. Gołębiowski, Panowanie Władysława Jagiełły, Warszawa 1846, s. 148, przyp. 260.

53 Najmniejsza jednostka organizacyjna w wojsku polskim i krzyżackim (w litewskim jej odpowiednikiem były zapewne zwykłe poczty, które jednak można podciągnąć pod miano kopii), zazwyczaj licząca trzech – a nie czterech, jak przyjmuje Górski, choć i takie się zdarzały – żołnierzy (kopijnik + dwóch strzelców; pod tym względem panowała jednak pewna dowolność. Mniej zamożni żołnierze zobowiązani do służby wojskowej nie wystawiali 3-osobowej kopii, a mogli przybyć np. z jednym strzelcem. Czasami żołnierz, który powinien być kopijnikiem, z braku środków, dotarł na miejsce zbiórki w uzbrojeniu strzelczym), zob. Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 49-50, 61-62, 81.

54 Górski, Bitwa, s. 23.

55 Kujot, Rok, s. 82-83.

56 Korzon, Grunwald, s. 29.

57 Herbst, W sporze, s. 170, 175.

58 Kuczyński, Wielka, s. 257-264.

59 Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 111-113.

60 Mikołajczak, Grunwald. Krok, s. 10-14.

61 Bodaj największym obrońcą udziału piechurów (chłopskich) w bitwie był Kuczyński, Wielka, s. 260-262, ale jego argumentacja nie odnosi się ściśle do roku 1410, a jedynie stwierdza jej udział w innych wojnach, więc w tym wypadku jest chybiona.

62 Kuczyński, Spór, s. 177-191.

63 W tej pracy zaliczoną do jednostek koronnych.

64 Długosz, s. 38-39.

65 K. A. Czernielewski, A. Klein, N. Secunda, Banderia apaud Grunwald I. Chorągwie polskie pod Grunwaldem, Łódź 2000, s. 112-115. Autorzy tej pracy sądzą również, że chorągwie smoleńskie wykorzystywały znaki z archaniołem Gabrielem na złoto-czerwonym tle w herbie.

66 Mikołajczak, Grunwald. Krok, s. 16-18.

67 Kuczyński, Wielka, s. 270-276.

68 Wcześniej na tę kwestię zwracał uwagę chociażby Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 81.

69 Gołębiowski, Panowanie, s. 148, przyp. 260.

70 Kujot, Rok, s. 83.

71 Herbst, W sporze, s. 170.

72 Kuczyński, Wielka, s. 264-267; Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 113; Mikołajczak, Grunwald. Krok, s. 15-18; por. T. Wasilewski, Uwagi o liczebności, składzie etnicznym i uzbrojeniu litewskiego pospolitego ruszenia konnego w latach 1410-1529, [w:] Studia grunwaldzkie, t. 1, red. M. Biskup, Olsztyn 1991, s. 52-55, który polemizując z Kuczyńskim, wysnuł wniosek, że armia litewska liczyła 13-14 tys. jezdnych.

73 Kuczyński, Wielka, s. 279.

74 K. Szajnocha, Bitwa grunwaldzka, [w:] Grunwald. 550 lat chwały, opr. J. St. Kopczewski, M. Siuchniński, Warszawa 1961, s. 244; Ivinskis, Litwa, s. 113.

75 Przede wszystkim: Kuczyński, Wielka, s. 185-237 jak również np. tenże, Spór, s. 157-163.

76 Długosz, s. 15.

77 Np. Kujot, Rok, s. 64.

78 Korzon, Grunwald, s. 7.

79 Kuczyński, Wielka, s. 267-270; Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 113. Ten pierwszy szacuje wartość liczbową Tatarów na 1-2 tys., co zostało przez tego drugiego uznane za przesadę. Nadolski przypomina też, że Długosz, s. 157 nie miał oporów przed wspomnieniem o kilku tysiącach Tatarów uczestniczących w wojnie polsko-krzyżackiej w r. 1414, jednak wówczas nie toczono z taką mocą wojny propagandowej jak w roku 1410.

80 Kuczyński, Wielka, s. 327-329.

81 Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 47.

82 Długosz, s. 39-43.

83 Długosz, Banderia.

84 Tzw. goście-rycerze to żołnierze przybywający z zachodu Europy (najczęściej z Niemiec) do Prus, by walczyć w szeregach krzyżackich przeciwko poganom i szeroko pojętym niewiernym. Zjawisko to szczególnie duże rozmiary przybrało w końcówce XIV wieku, jednak w okresie bitwy pod Grunwaldem można mówić o swoistym zmierzchu dużego udziału gości w działaniach Zakonu, zaś ok. 10 lat po bitwie zupełnie upadł, co powodowało konieczność częstszego i większego korzystania z usług oddziałów zaciężnych.

85 Długosz, Banderia, s. 296, przyp. 37 i s. 301, przyp. 78; Klein, Nowakowski, Banderia, s. 34.

86 Długosz, Banderia, s. 299, przyp. 53; Klein, Nowakowski, Banderia, s. 36.

87 Długosz, Banderia, s. 301, przyp. 69.

88 Tenże, s. 39.

89 Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 110-111. Za niemieckimi historykami ustala on liczbę żołnierzy z Prus, którzy mogli wziąć udział w bitwie, na 10 tys., do tego dodaje prawie 4 tys. zaciężnych i nieznaną liczbę gości, a także odejmuje oddziały pilnujące innych granic bądź te, które nie zdążyły dołączyć do obozu von Jungingena.

90 Kuczyński, Wielka, s. 257.

91 Possilge, s. 315.

92 Nadolski, Grunwald. Problemy, s. 146.

93 A. Nowakowski, Wojownicy pod Grunwaldem, Warszawa 1988; A. Nadolski, A. Nowakowski, J. Szymczak, J. Widawski, Lądowa technika wojskowa od roku 1334 do końca XV wieku, [w:] Polska technika wojskowa do 1500 roku, red. A. Nadolski, Warszawa 1994; tenże, Grunwald. Problemy; tenże, Broń i strój rycerstwa polskiego w średniowieczu, Wrocław 1979; Uzbrojenie w Polsce średniowiecznej 1350-1450, red. A. Nadolski, Łódź 1990.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

2 komentarze

  1. anna pisze:

    wojska krzyzackie z Bratiana powedrowaly do wsi Łążek,brukowana droga przez Białą Górę,Rodzone do Lubawy.Ta droga choc bardzo zniszczona istnieje ale trudno znależć o tej trasie informacje.

  2. ffat pisze:

    niejakich „Langwinowicza Szymona, Jerzego”

    Uwielbiam „specjalistów”. W bitwie brali udział Symeon Lingwen (ew. Szymon, Semen - do wyboru) Olgierdowicz (syn Olgierda), dawniejszy pan Mowogrodu i Pskowa, zniesiony przez Moskwę przy zdradzie Witolda Aleksandra, i jego syn Jerzy.

Zostaw własny komentarz