Gen. bryg. Jan Mazurkiewicz „Radosław” - szkic portretowy


Przygotowując się do stworzenia tego tekstu miałem spory dylemat. O czym konkretnie pisać? Życiorys? Za dużo spraw do omówienia, za dużo wątpliwości i w końcu, choć to chyba sprawa najważniejsza, za mała wiedza autora nt. interesującej nas postaci. Poszczególne epizody? Ale który? Ciężko wybrać, gdyż każdy w zasadzie równie istotny, równie wciągający. 

Fot. Jan Mazurkiewicz „Radosław”. Piotr Stachiewicz (1981). Parasol. Warszawa: PAX.

O początkach... fascynacji

Czy to okres wojny polsko-bolszewickiej (w tym roku w końcu okrągła 90 rocznica Bitwy Warszawskiej, więc pretekst dobry jest), czy to działania w 20-leciu międzywojennym (słabo znane lata życia późniejszego d-cy KeDywu KG AK), czas działalności w TOW (pasjonujące dzieje Bazy „Romek„) i KeDywie KG AK i w końcu Powstanie Warszawskie (te dwa miesiące to materiał na osobną pracę) oraz okres powojenny (komisja likwidacyjna AK, pobyt w więzieniu, kawiarnia „Wiklina„ i ZBoWiD). Wybierać jest z czego. Ale to znowu będą jedynie fragmenty, pojedyncze kawałki całej układanki. Część z nich zapewne rozwinęła by się w opisy nie związane bezpośrednio z samym ”Radosławem”. Tak więc zmuszony byłem szukać czegoś innego. Poza tym, jak pisał prof. Tadeusz Mikulski w znakomitym szkicu biograficznym poświęconym postaci Tadeusza Wiwatowskiego: Fakty biograficzne nie powiedzą wiele o człowieku((T. Mikulski, Miniatury krytyczne, Warszawa 1976, s. 40.)). Przypomniałem sobie pewną historię. Podczas otwarcia Muzeum Powstania Warszawskiego w 60. rocznicę wybuchu Powstania, miałem okazję posłuchać, jak kilku starszych Panów rozmawiało między sobą. Dokładnego tematu ich dysputy nie pamiętam, ale jedna rzecz utkwiła mi w głowie do dzisiaj. Otóż parokrotnie wspominali jakiegoś „Radosława„. Wówczas nie miałem jeszcze zielonego pojęcia, któż to był. Ale opowiadali o nim w taki sposób, że zainteresowało mnie to. Po powrocie do domu postanowiłem zajrzeć do świeżo zakupionej książki Normana Daviesa „Powstanie ’44„. Wtedy to była ledwie jedna z kilku pozycji nt. Powstania, jakimi mogłem się cieszyć. Dzisiaj jest tego ”trochę” więcej. Można powiedzieć, że moje zainteresowanie jego historią zwiększało się wprost proporcjonalnie do wzrostu rozmiarów moich zbiorów. Wracając do książki Daviesa. Przeglądając ją trafiłem na coś takiego:

„Wtedy jak spod ziemi znalazł się jakiś cywil w kapeluszu i płaszczu (pewnie sam ‚Radosław’), przedstawił się jako pułkownik i kazał nam oddać zdobytą broń”1.

Można mieć wątpliwości, czy aby na pewno wspominana postać to „Radosław” (zastanawiający jest ten kapelusz)... ale czy to ma jakieś większe znaczenie? Ważne, że fragment ten u pewnego młodego człowieka wywołał coś, co trwa po dziś dzień. Fascynację postacią gen. Mazurkiewicza2. Tak więc czemu nie opisać tego, co szczególnie mnie interesuje w jego historii, w tym jaki był? Spróbować nie zaszkodzi, za końcowy efekt nie ręczę. Od razu chciałbym jednak uprzedzić czytelników, że tekst w większości będzie składał się z fragmentów wspomnień i meldunków. Cóż bowiem lepiej oddaje obraz danej postaci, jak nie opisy tych, którzy mieli z człowiekiem styczność. A że tekst ma na celu jedynie przypomnieć o osobie Jana Mazurkiewicza „Radosława”, to i autor czuje się wytłumaczony z braku rozbudowanych komentarzy do części cytowanych tekstów. Przeprosić też należy za lekko chaotyczny układ całości. Chciałem jednak, aby oddawało to charakter luźnych przemyśleń, a nie zaplanowanej w każdym szczególe pracy.

Jan Mazurkiewicz we wspomnieniach

Rozmawiając na początku tego roku z Panem Romanem Staniewskim „Stanisławem Kwiatkowskim„ z batalionu „Miotła„, byłem pod prawdziwym wrażeniem tego, jak mój rozmówca wypowiada się się o ”Radosławie”. W Jego słowach było słychać wyraźny szacunek i podziw. Ale już wiele lat wcześniej Pan Staniewski dawał dowody na to:

„Możliwe, że jeszcze tego samego dnia albo następnego z naszego plutonu wydelegowano asystę dla ppłk. „Radosława„, którego eskortowaliśmy z jakiegoś mieszkania na ulicy Skorupki, chyba właśnie na ulicę Mokotowską. Muszę przyznać, że czułem się wyróżniony biorąc udział w asyście. Poszedł z nami por. ”Torpeda” i jeszcze kilku żołnierzy, jeden z nich niósł na wszelki wypadek nosze3. Pułkownik „Radosław” szedł wolnym krokiem prowadzony pod rękę przez oficerów. Z przodu i z tyłu szła honorowa eskorta. Widziałem jak wielu mijanych żołnierzy i oficerów Śródmieścia oddawało honory wojskowe a niejednokrotnie wypytywano mnie kto to jest, kogo tak z honorami eskortujemy. Ja w tym momencie odczuwałem jakieś głębokie uwielbienie dla tego człowieka, z którego osobą byliśmy związani wspólną walką na najcięższych odcinkach frontu. Byłem wówczas i do dziś przekonany, że był to jeden z najmężniejszych oficerów liniowych„4.

Jan Mazurkiewicz potrafił zjednywać sobie ludzi. Czy to własną ofiarną postawą, czy też dbaniem o nich. W ostatnich latach taka jego postawa doczekała się dwóch niezwykle ciekawych opisów:

„Jego biografia [„Radosława”- SP] jest powszechnie znana: legionista, przedwojenny wojskowy, przez jakiś czas oficer „dwójki”, podczas wojny najpierw zastępca, następnie dowódca Kedywu KG AK, jeden z najmężniejszych dowódców powstania warszawskiego, o którego osobistej odwadze krążyły legendy; później komendant Obszaru Centralnego Delegatury Sił Zbrojnych.. Nie związał się jednak z podziemiem antykomunistycznym. Po krótkim aresztowaniu w sierpniu 1945 roku podjął decyzję o wyprowadzeniu podległych sobie ludzi z konspiracji, działając w oficjalnych strukturach komisji likwidacyjnej do spraw Armii Krajowej.
Wydaje się, że kontakt z ludźmi w komisji likwidacyjnej i podczas ekshumacji dały Mazurkiewiczowi wgląd w rozmiar tragedii i spustoszeń końca wojny. Uważał, że dalsza walka nie ma sensu, że znalazł się w matni. Kierował się natomiast poczuciem obowiązku wobec zmarłych i pozostałych przy życiu podkomendnych, tak przynajmniej sam o tym w lakoniczny sposób, mówił w kilka lat później w śledztwie: „w konspiracji dowodziłem większym zgrupowaniem ludzkim [...], uważałem za swój obowiązek jako akowiec opiekować się akowcami ujawnionymi”. Jednym z jego pierwszych działań, niemal równoległych do starań o postawienie pomnika Gloria Victis na Powązkach, była budowa ochronki dla dzieci - sierot po powstańcach. Otwarty na Żoliborzu przy współudziale „Caritasu” sierociniec, prowadzony przez księdza Zygmunta Trószyńskiego (kapelana powstańczego Żoliborza), nazwano imieniem Stefana Roweckiego „Grota”. Mazurkiewicz wystosował również memoriały do różnych organów państwowych w sprawie uwięzionych akowców, weryfikacji stopni oficerskich, zaopatrzenia dla wdów i sierot po poległych, stypendiów na naukę, organizacji warsztatów pracy.
Równolegle zabiegał o grupową reprezentację interesów akowskich. Początkowo chciał założyć związek byłych żołnierzy AK. Zakładał nawet, że uda się z niego utworzyć partię polityczną. Jego inicjatywy zostały szybko utrącone przez przedstawicieli władzy, którzy obecność AK tolerować chcieli jedynie w utworzonym w 1945 roku Związku Uczestników Walki Zbrojnej o Niepodległość i Demokrację. „Radosław” zmodyfikował więc swoją strategię: nakłaniał akowców do wstępowania do ZUWZoNiD, wojska i innych struktur nowego państwa. Wieloletni współpracownik Mazurkiewicza w następujący sposób rekonstruuje jego motywacje: „z tego, co się orientuję, to była inicjatywa Szefa, żeby wstępować do partii, do milicji, do wojska, żeby po prostu chronić się [...], bo wszystkich nas przecież nie wyrzucą”. Sam Mazurkiewicz twierdził: „stałem na stanowisku celowości grupowego wejścia do Związku, gdyż w tym wypadku dawało to możność uzyskania odpowiedniej liczby miejsc w zarządach [terenowych ZUWZoNiD], a tym samym obrony interesów środowiska ujawnionego w ramach Związku”. Jego działania nie umknęły jednak najwyższym przedstawicielom władz partyjnych. Zachowała się następująca, zaprotokołowana decyzja Biura Politycznego KC PPR: „wobec tego, że „Radosław” przedostał się do Związku Uczestników Walki Zbrojnej, ustalono, że nie należy go dopuścić do żadnych władz w tym Związku, o czym należy mu wręcz powiedzieć”. Dramatyczne konsekwencje wyborów „Radosława” i fiasko prób legalnego funkcjonowania w strukturach nowego państwa ujawniły się po kilku latach: aresztowano część ujawnionych przez niego ludzi, a następnie (w 1949 roku) on sam został ponownie uwięziony”5.

I drugi:

„Prawdziwym bohaterem Powstania był ppłk Jan Mazurkiewicz „Radosław” (na zdjęciach łatwo rozpoznawalny jako jedyny oficer zawsze w hełmie). „Radosław” na czele doborowych oddziałów Komendy Głównej bił się przez całe Powstanie na najbardziej zagrożonych odcinkach. Czuł się odpowiedzialny za swoich i to najpewniej, obok ludzkich słabości, kierowało jego powojennymi decyzjami. Najpierw o ujawnieniu: wiadomo, że władza ludowa (podobnie jak wojsko radzieckie) wkrótce złamała wszelkie umowy. Więzienie nie ominęło również „Radosława”, ale AK-owców jego gra z domowym wrogiem doraźnie uratowała. Później działał „Radosław” w ZBOWID-zie i wytargował wiele dla pamięci Powstania, dla towarzyszy broni, płacąc swoim autorytetem. Przeżył z górą dziewięćdziesiąt lat i awansował: wszedł do generalicji w nieswoim towarzystwie”6.

Bohater Powstania Warszawskiego i konspiracji, człowiek trzeźwo myślący, który potrafił postawić na szali swój autorytet, byle tylko ratować swoich podkomendnych. Czy można wymarzyć sobie lepszą sylwetkę dla bohatera, dla wzoru do naśladowania? Całkiem możliwe, niemniej przez lata pojawiały się również mało pochlebne opinie i oceny, żeby wspomnieć tylko jedną z ostatnich, autorstwa Normana Daviesa:

„Pułkownik Jan Mazurkiewicz ‚Radosław’ doszedł do zawarcia pokoju z komunistami inną drogą. Był zastępcą ‚Nila’ w Kedywie i jednym z najwybitniejszych i najmężniejszych dowódców Powstania; po wojnie spędził w więzieniu siedem lat (1949-1956), nie doczekawszy się procesu. Potem pracował jako prezes spółdzielni mieszkaniowej. Prawdziwą służbę dla reżimu pełnił jednak w sprawach dotyczących weteranów wojennych; tu - w odróżnieniu od większości swoich towarzyszy - nie trzymał się z z dala od Związku Bojowników o Wolność i Demokrację - przeciwnie, trafił do jego najwyższych władz. Związek był jednym ze sposobów komunistów na przywłaszczenie sobie pamięci o drugiej wojnie światowej i nie miał nic wspólnego z wolnością i demokracją, tak jak je rozumiała Armia Krajowa i jak je rozumie reszta świata. W nagrodę Mazurkiewicz dostał mnóstwo odznaczeń i awans na generała”7.

Nie wiedzieć czemu, brytyjski historyk stawia tutaj w zaskakująco łatwy sposób znak równości między „współpracuje z władzami PRL„, a „zdradził ideały„. Formułuje przeciw „Radosławowi„ zarzut, że ten poszedł na współpracę z ówczesnymi władzami Polski. Kwestia tego, co dzięki temu mógł zrobić, staje się jakby nieistotna. Co jest tego przyczyną? Trudno nawet zgadywać. W świetle takich opinii można odnieść dziwne wrażenie, że ”Radosława” może czekać los, który był udziałem chociażby ks. Ksawerego Druckiego-Lubeckiego, który także mimo pięknej karty zasług dla Polski, ma dzisiaj grono przeciwników, wyrzucających mu to, że współpracował z Rosją. Kwestie niepochlebnych, czy wręcz wrogich opinii nt. ”Radosława”, poruszył już w pierwszych zdaniach swojej książki Jego syn, Stanisław:

„Jeśli miarą osiągnięć jest liczba głosów krytycznych, to już z tego powodu Jan Mazurkiewicz - „Radosław” zasługuje na bliższe poznanie. Nie był tylko posłusznym wykonawcą rozkazów. Potrafił w sytuacjach krytycznych dokonywać własnych wyborów, często wbrew stanowisku osób wpływowych. Tu leży przyczyna zatargów i niechętnych ocen ze strony licznych antagonistów, którym jego decyzje nie odpowiadały lub przeszkadzały. Wrogowie w artykułach, odczytach i publikacjach dawali wyraz swoim negatywnym opiniom usiłując zburzyć pozytywny obraz żołnierza, dowódcy i działacza społecznego, na jaki zasłużył sobie trudem i pracą długiego życia”8.

Lata powojenne

Zajmijmy się jeszcze sprawą powojennej działalności „Radosława„. Po wyjściu z więzienie w latach 50. Jan Mazurkiewicz początkowo zajął się rzemiosłem, produkował kapturki przeciwdeszczowe. Po pewnym czasie jednak narodził się pomysł otworzenia kawiarni. Po otrzymaniu koncesji na prowadzenie lokalu (Marszałkowska niedaleko Świętokrzyskiej) w 1958 r. udało się dokonać otwarcia. Sam ”Radosław” kawiarnią kierował do lat 70. (choć zapisana była ona formalnie na „Irmę, Jego żonę). Wówczas to przekazał ją Handlowej Spółdzielni Inwalidów, a konkretnie jej prezesowi Mieczysławowi Kiełbasińskiemu. Zmieniła się nazwa z „Wiklina” (ta pochodziła od jednego z oddziałów konspiracji) na „Urszulka”. Kawiarnia stanowiła punkt kontaktowy z „Radosławem”. Jeśli ktoś miał jakiś problem, nie mógł czegoś załatwić, szedł tam (zawsze stał jeden specjalnie przeznaczony do spraw urzędowych stoliczek) i przedstawiał swoją sprawę. Niektórzy przychodzili tylko po to, aby zobaczyć „Radosława”, uścisnąć mu rękę, albo spotkać się ze znajomymi z konspiracji:

„Czy uważa pan, że prowadzenie kawiarni umożliwiały „Radosławowi” znajomości z AK?
Po pierwsze prowadzenie kawiarni umożliwiało jakiś dochód, że „Radosław„ miał pieniądze na tę działalność. Po drugie wszyscy wiedzieli, że tu urzęduje „Radosław„, był jakiś punkt kontaktowy. Ludzie po prostu ciągnęli, nawet z sympatii dla „Radosława” zamiast iść do kawiarni x, to szli do kawiarni ”Wiklina”. To było miejsce spotkań, bo wszyscy wiedzieli, że tam czasami można spotkać jakiegoś przyjaciela z takiego czy innego oddziału.
To było takie miejsce, gdzie można poczuć wspomnienia, [prowadzić] rozmowy o dawnych czasach?
Oczywiście, jak się spotykali to przecież te wspomnienia były. Kawiarnia przez calusieńki okres była pod kontrolą, to przecież widać było tych cichociemnych, którzy przychodzili na kawę. Człowiek widział, kto to jest, zresztą niektórzy przychodzili i mówili: „Panie Czesławie, chciałbym rękę podać „Radosławowi„.„ Prosiłem pułkownika: ”Panie pułkownika, przyszedł cichociemny, chce panu rękę podać.”
Co wtedy robił „Radosław”?
Przychodził czasami. Odnosili się do „Radosława” z wielkim szacunkiem. To był po prostu człowiek legenda.
(…)
Czy mógłby pan podsumować atmosferę „Wikliny”, co dla państwa wtedy znaczyła?
To była ostoja. Wiedzieliśmy, że jak ktoś przyjdzie do „Wikliny„ z kłopotami, to wyjdzie bez kłopotów. Tym bardziej, że byli tacy ludzie, którzy po prostu nie mieli, za co wrócić do domu. ”Radosław” wyciągał pieniądze z kieszeni i dawał na bilet, czy kazał mi iść kupić bilet, bo przecież ludzie przyjeżdżali z całej Polski, a nie wszystkim się powodziło. Ja byłem w tym szczęśliwym położeniu, że miałem rentę inwalidy wojennego, czyli miałem z czego żyć, ale przecież nie wszyscy byli w tym szczęśliwym położeniu„9.

Powstanie Warszawskie

Biorąc pod uwagę fakt, iż literatura dt. działań Zgrupowania „Radosław„ jest dość obszerna, pozwolę sobie odesłać Czytelnika na koniec tekstu, gdzie zebrałem najciekawsze pozycje związane z Janem Mazurkiewiczem, wśród nich również te opisujące działania powstańcze. Teraz jedynie zaprezentuję co ciekawsze fragmenty z jednej z prac płka Felicjana Majorkiewicza ”Irona”10, dla zaprezentowania podstawowych zarzutów, które wysuwa się przeciwko „Radosławowi”:

„2 sierpnia. (...) W tych porannych krytycznych godzinach dojrzewała propozycja ppłka ‚Radosława’ [Jan Mazurkiewicz], dowódcy oddziałów ‚Kedywu’, przedłożona gen. ‚Borowi’  i dotycząca wyprowadzenia oddziałów ‚Kedywu’ z miasta przez Powązki do Puszczy Kampinoskiej. Propozycja ta przybrała formę pewnego nacisku na gen. ‚Bora’, który zresztą przewidywał w ostateczności dołączenie do jednego z oddziałów”11.

„3-12 sierpnia. (...) Gdy rozgorzała walka batalionów ‚Kedywu’ o cmentarze wolskie (katolicki, żydowski, ewangelicki i kalwiński), posiadanie których umożliwiało bezpośrednie połączenie Woli z Puszczą Kampinoską, wówczas gen. ‚Bór’ zabrał mnie ze sobą na odcinek ul. Okopowej. Niedaleko wylotu ul. Dzielnej stał unieruchomiony czołg typu ‚Pantera’, jeden z dwóch zdobytych przez batalion ‚Zośka’, który reperował - zresztą skutecznie - przygodny mechanik. Zatrzymaliśmy się przy czołgu i wtedy przybył ppłk ‚Radosław’, meldując się u gen. ‚Bora’. Przedstawił i zobrazował ciężkie walki obronne, jakie prowadziły oddziały ‚Kedywu’ przeciwko niemieckim oddziałom pancernym i piechocie, które nacierały z Koła. W czasie ataków Niemcy pędzili ludność przed czołgami. Powstańcy dość często przechodzili do przeciwuderzeń, ponosząc duże straty. Gen. ‚Bór’ w czasie rozmowy z ppłk ‚Radosławem’ zwracał dużą uwagę na morale naszego żołnierza oraz na konieczność zdobywania wiadomości o przeciwniku”12.

„Na Stare Miasto i do Śródmieścia ściągało coraz więcej uchodźców i pogorzelców z Woli. Byli oni pod opieką Delegatury i ludności zamieszkujące te dzielnice. Oddziały ppłka „Radosława”, które walczyły w rejonie cmentarzy, po wciąż ponaglanych żądaniach gen. „Grzegorza” wycofały się wreszcie 8 sierpnia przez getto na Stawki. Opór ppłka „Radosława” można tłumaczyć sobie tym, że nie chciał rezygnować z zamiaru wyprowadzania oddziałów „Kedywu” do Puszczy Kampinoskiej. Odsłoniłoby to organizującą się obronę Starego Miasta od strony Stawek, gdzie powinien on zgrupować swoje główne siły i przeciwdziałać próbom nieprzyjaciela przedostania się przez mury getta do Starego Miasta. Takie było stanowisko dowództwa AK i od samego początku ppłka dypl. „Wachnowskiego” [Karol Ziemski]. Ponadto obawiano się, że zbyt długie pozostawanie na Woli i nadmierne wysunięcie oddziałów w rejonie cmentarzy zwiększy zagrożenie, a nawet utratę najlepszych oddziałów. Pozostanie ppłka „Radosława” na Woli umożliwiało mu bowiem przerwanie bitwy i wydostanie się przez Powązki do Puszczy Kampinoskiej”13.

„Generał polecił mi, abym udał się do ppłka „Radosława” i zapoznał z jego propozycjami.
Poprzez piękne staromiejskie zakole Krzywego Koła doszedłem do położonej przy tej uliczce kamienicy pod nr 10. Przeszedłem ciemną sień, a następnie od podwórka dostałem się do małej, ciasnej o sklepieniach klasztornych izby. Leżał w niej na łóżku ranny ppłk „Radosław”. Opiekowała się nim siostra zakonna. Uwagi i myśli „Radosława” zawierały propozycje zastosowania w naszych walkach taktyki „szerokiej przestrzeni”, to znaczy należy prowadzić walki na coraz większym obszarze i nie dopuścić do ścieśnienia posiadanego przez nas terenu. Poza tym należy stosować podstawową zasadę luzowania oddziałów w walce. I więcej nic istotnego.
Ppłk „Radosław” zrobił n mnie wrażenie dowódcy wyczerpanego nerwowo, a nawet załamanego przebiegiem walk i oceniającego nierealnie nasze możliwości taktyczne. Po wyjściu od „Radosława” skierowałem się w stronę Katedry. Z bocznej nawy unosiły się kłęby dymu. Następnie udałem się na ul. Piwną, lecz i tutaj szalały pożary. Zawróciłem więc i poszedłem do dowództwa. Po powrocie zreferowałem postulaty i stanowisko ppłka „Radosława”. Gen. „Bór” i inni ocenili je jako nierealne”14.

„20 sierpnia. (...) „Radosław” ucieszył się z mojego przybycia. Zrobił na mnie wrażenie jeszcze bardziej przygnębionego i słabego niż poprzednio. (…) Pożegnałem się z „Radosławem”. Leżenie w zupełnej bezczynności, gdy obok wre i kipi- to na pewno straszna rzecz”15.

„27 sierpnia. (...) Płk ‚Wachnowski’ powierzył dzisiaj rannemu ppłkowi ‚Radosławowi’, na jego usilną prośbę, z powrotem dowództwo zgrupowania ‚Radosław’ i jednocześnie północno-zachodniego odcinka obronnego. Ppłk ‚Paweł’, dotychczasowy dowódca, został w związku z tym przesunięty do sztabu ‚Grupy Północ’. Zdanie i objęcie stanowisko odbyło się o godzinie 18.00.
W tej chwili, patrząc ze Śródmieścia, nie można powiedzieć, czy to posunięcie jest słuszne, czy ppłk ‚Radosław’ jest na tyle odporny psychicznie, aby podołać zadaniu„16.

„20 września. (...) Otrzymaliśmy zaskakujący i przykry meldunek z Mokotowa od ppłka ‚Karola’:
»‚Radosław’ dziś o godzinie 0.00 z powodu wyczerpania ludzi, braku żywności i amunicji rozpoczął ewakuację kanałami do mnie. Szczegóły podam dziś wieczorem kanałem. Pozostali na wybrzeżu Berlingowcy w stanie dezorganizacji. Zespół łączności i Kaługin w nocy z 17 na 19 przeprawili się na Saską Kępę. Poleciłem „Radosławowi” zorganizować swoje oddziały w sile około dwóch kompanii«.
Nie mogłem pogodzić się z tym, że ppłk ‚Radosław’ opuścił Berlingowców. Dlatego po rozmowie z płkiem ‚Filipem’ i na jego polecenie wysłałem do ppłka ‚Karola’ depeszę o następującej treści: »Podajcie odwrotnie, jaka była ostatnia sytuacja ‚Radosława’ i o współdziałaniu z oddziałami Berlinga«„17.

I teraz po kolei. Plan wyjścia z Warszawy do Kampinosu „Radosław” rzeczywiście miał. Myślał o tym i na początku Powstania. Jednak czy na pewno można pisać o naciskach na „Bora”? Gdyby chciał to zrobić, kto by go tak naprawdę powstrzymał? Dysponował na tyle silnym oddziałem, aby samemu, bez niczyjego pozwolenia, móc wyjść z miasta. Skoro ppłk Majorkiewicz zwracał uwagę na ryzyko wyjścia „Radosława” z miasta, to znaczyłoby, że był on gotów podjąć taką decyzję bez konsultacji. A jednak nie zrobił tego. Dlaczego? Poczuwał się do odpowiedzialności za losy miasta i jego mieszkańców, nie mógł wyprowadzić oddziału, skoro d-dztwo było innego zdania. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że jedyne warunki do wyjścia miał od 2-5 sierpnia. Później nacisk ze strony niemieckiej był na tyle duży, że opuszczenie pozycji bez narażania się na zniszczenie, było bardzo trudne. Kolejny problem poruszany przez „Irona”, a mianowicie uporczywa obrona w rejonie cmentarzy, która stanowiła zagrożenie dla Starówki. Jako oficer sztabu KG AK, powinien zdawać sobie sprawę z tego, że obecność „Radosława” na Woli przez tak długi okres czasu nie była jego własnym wymysłem, ale efektem rozkazu, jaki otrzymał właśnie z KG AK. Już w niecały rok po Powstaniu „Horodyński” i „Klara”, w swoim zapisie działań Zgrupowania „Radosław” [Notatka z przebiegu działań powstańczych Zgrupowania „Radosław”, Murnau 1945], pod datą 8 sierpnia wyraźnie podali:

„8.VIII. Ppłk Radosław udaje się na odprawę do gen. Bora. W godz. rannych w tejże szkole tzw. „Twierdzy” ppłk Radosław podaje wiadomość w zamkniętym kole oficerów d-twa zgrupowania i d-ców batalionów decyzję gen. Bora nakazującą utrzymanie się jak najdłużej na Woli, gdyż czas odgrywa tu ważną rolę, jako potrzebny do skrzepnięcia organizacji powstania, przy równoczesnym stwarzaniu wielkich atutów politycznych, jakie daje nasza niezłomna walka. Wszyscy oficerowie obecni na odprawie dają słowo honoru Radosławowi na dotrzymanie do ostatniego tchnienia rozkazów, wydanych przez gen. Bora”.

Co więcej, meldunek „Wachnowskiego” z 20:10 dn. 8 sierpnia wyraźnie pokazuje, że jeśli „Radosław„ cofnie się na Stawki, to z powodu nacisku Niemców, a nie dlatego, że dostał takie rozkazy. Gdyby cofnął się 8 sierpnia, zgodnie z rozkazami, Starówka znalazła by się w bezpośrednim zagrożeniu. Bowiem gdyby nie wyparto Niemców z cmentarza ewangelickiego, co uczynił około 19 major „Jan”, Dirlewanger który dotarł w rejon placu Piłsudskiego, został by wzmocniony 608. pp, co mogło poważnie zagrozić obronie Starego Miasta, która jeszcze nie była w pełni ukształtowana. Dlatego ciężko jest zrozumieć zarzuty ppłka Majorkiewicza.

Zarzut dt. koncepcji walki i załamania ppłka „Radosława”. Spotkanie „Irona” z d-cą KeDywu miało miejsce 14 sierpnia, już po tym jak leżał on ranny po walkach na Stawkach, już po tym jak świeżo co stracił brata. Do tego był d-cą oddziału, który przez 11 dni powstrzymywał Niemców, mimo braku wsparcia ze strony d-dztwa, co pozwoliło okrzepnąć zarówno obrońcom Starówki jak i Śródmieścia. Gdyby Wola padła wcześniej, Niemcy mieli by spore szanse na wejście w te dwa punkty oporu znacznie szybciej i znacznie łatwiej, niż miało to miejsce w rzeczywistości. Co więcej, koncepcja prowadzenia działań na zasadzie „szerokiej przestrzeni” świetnie sprawdzała się w warunkach Woli, gdzie przy użyciu dwóch czołgów można było skutecznie blokować poważniejsze postępy Niemców. Tego „Iron” też nie napisał. A czy był załamany? Po jego meldunkach widać, że na pewno zdawał sobie sprawę z faktyczne sytuacji. Są pełne rozgoryczenia i wątpliwości, czy dalsza walka ma sens18. Ale mimo to walczył. Można podejrzewać, że tego typu zarzuty stanowiły formę pewnej obrony „Irona” przed odpowiedzialnością za błędy popełnione przez sztabowców KG AK. Zamknięcie się w kotle staromiejskim, choć zapewne stanowiące konieczność, nie było jakoś specjalnie lepsze dla przebiegu Powstania, niż próba opanowania Woli przy użyciu sił z Kampinosu i Żoliborza. Warto zwrócić uwagę na fakt podkreślenia, że na jego widok ppłk Mazurkiewicz ucieszył się. Być może i tak było, ale w świetle oskarżeń i podważania kompetencji brzmi to trochę jak próba pokazania swojej ważne roli w trakcie Powstania, przy jednoczesnej deprecjacji zasług d-cy KeDywu.

Wyjście z Czerniakowa była decyzją zdroworozsądkową. Po półtora miesiąca walk na pierwszej linii, w nieustannym ogniu i pod coraz silniejszym naporem npla, oddziały „Radosława” były już u kresu sił. Wobec braku połączenia Czerniakowa ze Śródmieściem, a co za tym idzie brakiem szans na pomoc, oraz wobec nie wystarczającego wsparcia ze strony Berlingowców, ppłk. Mazurkiewicz nie mógł dłużej ryzykować. Każda kolejna godzina przynosiłaby jedynie kolejne ofiary.

Po zakończeniu Powstania Warszawskiego nie poszedł do niewoli. Kontynuował dalej swoją walkę. W końcu postanowił zrezygnować, uznając dalszy opór za bezcelowy. Aresztowany 1 sierpnia ’45 roku, kiedy to wybierał się na Powązki Wojskowe, aby złożyć kwiaty na grobach swoich żołnierzy, poległych w trakcie Powstania. Wypuszczony z więzienia po miesiącu stanął na czele Centralnej Komisji Likwidacyjnej AK. Aresztowany ponownie w ’49 został skazany na karę dożywotniego wiezienia. Uwolniony w wyniku amnestii w ’56.

Czy tyle wystarczy, aby opisać człowieka tak niezwykłego, jak Jan Mazurkiewicz? W żadnym wypadku. Ale może dzięki temu tekstowi choć parę osób zainteresuje się Jego historią. Oby.

Warto przeczytać

Borkiewicz-Celińska A., Batalion „Zośka”, Warszawa 1990;
Mazurkiewicz S., Jan Mazurkiewicz „Radosław„ - ”Sęp” - ”Zagłoba”, Warszawa 1994;
Ney-Krwawicz M., Komenda Główna Armii Krajowej 1939-1945, Warszawa 1990;
Niżyński L., Batalion „Miotła”, Warszawa 1992;
Rybicki J. R., Notatki szefa warszawskiego KeDywu, Warszawa 2003;
Sawicki J. Z., Bitwa o prawdę: historia zmagań o pamięć Powstania Warszawskiego 1944-1989, Warszawa 2005;
Stachiewicz P., „Parasol”. Dzieje oddziału do zadań specjalnych Komendy Głównej Armii Krajowej, Warszawa 1984;
Wawrzyniak J., ZBoWiD i pamięć drugiej wojny światowej 1949-1956, Warszawa 2009.

Załączniki (wybrane rozkazy i meldunki „Radosława” z okresu Powstania Warszawskiego):

2.8.1944 r. 14.05 Ob. Nurt

Sytuacja na moim odcinku: na zachodzie wzmaga się napór npla. Na północy pojawiły się czołgi (odparte). Na wschodzie ciągła walka ogniowa. Sytuacja amunicyjna rozpaczliwa- dysponuję amunicją na pół godziny walki.

(-) Radosław19

----------------------

Nurt m.p. 6. VIII. 44 g. 5.00

Npl paląc kolejne domy- wycina ludność na Woli. Szczególnie ciężkie walki rozwinęły się w dniu 5 VIII pod wieczór z oddziałami czołgów i piechoty nacierającej po osi Wolska-Leszno. Wieczorem kontratakując utrzymałem się na linii Młynarska-Żytnia, Okopowa-Nowolipki-Monopol-Getto-szkoła Okopowa 55 a. Straty w walkach wczorajszych dochodzą do 20 zabitych i około 40 rannych. Odwody zużyte, tzn. ludzie są, ale amunicji brak. Stan oceniam jako rozpaczliwy. 6 dni walki pokrywam amunicją zdobyczną, lecz niestety za dużo nie mam gdzie zdobyć, Opuściłem o godz. 16.00 ostatni bastion- koszary SS na Gęsiej- oraz nawiązałem kontakt z oddziałem AK na Bonifraterskiej. Dajcie tą drogą amunicję do kb i km. Mam skupione na tym odcinku tysiące uchodźców z Woli, którzy demoralizują swoją postawą żołnierzy. Brak zrzutów i amunicji wywołuje kolosalne rozgoryczenie. Bo jakże i czym wytłumaczyć ludziom? Szykuje się olbrzymia tragedia, tak jak historyczna rzeź Pragi. Robię co mogę, by tę tragedię zmniejszyć, przepycham ludzi przez Powązki- postaram się trochę na Stare Miasto, ale co robić z tą masą młodzieży bezbronnej? Jeśli możecie dziś pomóc- to szybko- godzin zostało niewiele, kijem nikogo nie obronię.

Radosław20

----------------------

13/8.44, g. 13.05 Płk „Wachnowski”

Jakkolwiek jestem ranny, utrzymuję ścisły kontakt ze4 swoją Grupą. Panie Pułkowniku- ludzie są tak wymęczeni 12-dniowymi walkami, że padają na linii z nóg. Poza tym straty od ognia artylerii i moździerzy kolosalne. Oddział musi wypocząć, jeśli ma z siebie jeszcze coś poważnego dać. Tu na Starym Mieście przecież są tysiące ochotników- bodaj jeden dzień odpoczynku - uratuje oddział.
Będę się starał wrócić do oddziału, jak tylko rana w nodze się zabliźni trochę, doktorzy mówią, że za 2-3 dni będę mógł siadać, byle niewiele chodzić- rany głowy i ręki dość powierzchowne.

Radosław21

----------------------

D-ca odcinka Śródmieście Płd.

Od 14 IX przerwana łączność z Mokotowem. Od Daniela [Stanisława Kamińskiego- SP] otrzymałem w sumie 1500 sztuk amunicji. Kropla w morzu natężenia walk, jakie tu mam. Oddziały czerniakowskie w 75% prysły jak bańka mydlana - banda nie wojsko. U mnie wybici prawie wszyscy oficerowie - straty za ostatnie trzy dni wynoszą 100 zabitych i 300 rannych. Ratuję się ostatnie 2 dni wypadami nocnymi, które dały w rezultacie kilka km, około 20 jeńców - ale to wszystko nie ratuje sytuacji - żołnierz zmęczony - odcięty bez pomocy, traci ducha - mam przeciętnie 10 naboi na kb, 20 na pm, 50-100 na rkm, co daje możność trzymania się do rana- rano nastąpi tragedia - i finita la comedia.
Wszyscy wielcy pomocnicy od tzw. produkcji pouciekali, ludność wywiesza flagi. Dziś w nocy wysłałem patrol bojowy na stronę sowiecką żądając ognia art. na Sejm, stadion, Frascati oraz przysłanie broni i amunicji. Do tej pory odpowiedzi nie mam.
Z dywizji Kościuszkowskiej patrol bojowy w sile 5 ludzi nawiązał ze mną kontakt, pytając o położenie - wysłałem 15 IX o godz. 22 ten sam patrol plus oficer sztabowy - z żądaniem broni, amunicji oraz lądowania na moim brzegu przynajmniej baonu.
Jeńcy zeznali, że należą do baonu Wehrmachtu sprowadzonego z Niemiec. Nacisk jest szalony zwłaszcza wczoraj i dziś. Wytrzymanie dnia dzisiejszego można określić jako cud - mam wszystkiego 150 ludzi zmęczonych, częściowo zagazowanych, ale jeszcze mogących się bić, gdyby tylko widzieli jakieś szanse.
Pozostawienie nas na pastwę losu - bez amunicji, bez łączności - poderwało w dużym stopniu ducha, zresztą kolosalne straty mego zgrupowania musiały zrobić swoje. Czerniaków podobny jest do Starówki, palą Niemcy, palę i ja, żeby się przesłonić i zyskać 3-4 godziny i taka zabawa wlecze się 3 dni; teraz jest kres- tylko szybkie uderzenie albo otworzenie drogi do Śródmieści lub pomoc z Pragi mogą uratować sytuację. Niemcy powbijali się klinami głębokimi starając się odciąć mnie zupełnie od Wisły, z drugiej strony naciskają od zachodu. Dziś miałem na jednym odcinku 8 natarć, każde wsparte przynajmniej 4-5 czołgami i huraganowym ogniem granatników- lotnictwo, Bogu dzięki słabsze.
W tej chwili grozi mi dalsze przecięcie odcinka i otoczenie resztek (3 do 4 drużyn) moich sił i mojego m.p. Prawdopodobnie zdecyduję się o godz. 2 opuścić Okrąg 2, gdzie jest moje m.p. i wejdę ruinami między Wisłę a Zagórną i w dziurach tych będę czekał zmiłowania Bożego, albo kolejnego wybijania przez czołgi resztek ludzi. Zostać tutaj nie mogę, gdyż jest to ostatni szpital i (...) ludności cywilnej, która już histeryzuje, więc musiałbym do niej strzelać- zresztą Niemcy szybko zapalą mi budynki i z pułapki się nie wydostanę- takie jest położenie faktyczne- o ile noc nie przyniesie zmiany, niedobitki jutro będą do szukania gdzieś na wybrzeżu Wisły między Wilanowską i Zagórną.
Kończąc życzę wszystkim moim przełożonym, żeby nie znaleźli się w podobnym położeniu, takim jak ja- no i poza tym liczę, jak zawsze, przede wszystkim na to co mam w garści, a że już nie mam prawie nic, to i liczenie niewiele pomoże. Do jutra wszyscy nie zginą- jakiś żywy świadek tej tragedii się uratuje.
Żołnierskie pozdrowienia dla Pana i wszystkich moich znajomych.

(-) Radosław22

----------------------

Żołnierze zgrupowania „Radosław”!

Dwumiesięczne walki o wyzwolenie Narodu weszły w końcową fazę. Bez żadnej pomocy, sami wobec przytłaczającej przewagi technicznej wroga wytrwaliśmy na najcięższych posterunkach- Wola-Stare Miasto-Czerniaków- to szlak bohaterskich waszych zmagań, na którym wskrzesiliście najpiękniejsze tradycje żołnierza-Powstańca.
W toku dwumiesięcznych walk nie byliśmy ani razu rozbici, odchodziliście zawsze na rozkaz, po wyczerpaniu ostatnich naboi. Szlak nasz znaczony setkami mogił towarzyszy broni - stał się sławnym w dziejach Powstania sierpniowego i dumny jestem, że dowodziłem najdzielniejszą grupą Powstańców.
Zmienne losów koleje zmuszają nas, na wyższy rozkaz, zaprzestania chwilowo walki - lecz przyjdzie czas, gdy znów karni i w zwartym szeregu staniemy do pracy ku chwale Najjaśniejszej Rzeczypospolitej.
Żegnając się z wami w tej najcięższej chwili nie sposób nie wyliczyć tych bohaterów, którzy życiem swoim ofiarnym tworzyli historię bojową naszej grupy. Wśród wielu dzielnych złotymi zgłoskami zapisały się nazwiska śp. mjr. „Jana„, d-cy „Brody„, śp. kpt. „Niebory„, d-cy „Miotły”, kpt. „Bryla”, por. ”Morro”, por. ”Tatara”, adiutanta d-cy i tylu innych.
Również podkreślić muszę nad wyraz ofiarną i bohaterską pracę kobiet w naszych szeregach, które w najcięższych warunkach bojowych świeciły nam przykładem zapału, wytrwałości i poświęcenia. dziękuję wszystkim d-com oddziałów i szeregowym za ich ofiarny trud, a w szczególności d-cy „Brody„ kpt. „Jerzemu„ oraz całemu baonowi harcerskiemu, mjr „Witoldowi„ i żołnierzom „Czaty”, por. „Jeremiemu” oraz żołnierzom „Parasola”, por. „Szczęsnemu” oraz żołnierzom „Miotły”, kpt. „Irmie” i zespołowi łączniczek bojowych, w sztabie mojemu z-cy płk. ”Turowi”, za rzetelną żołnierską współpracę, adiutantowi ”Klarze” i wszystkim oficerom, których wspólnym wysiłkiem tworzyliśmy historię grupy.
Żołnierze! Byłem zawsze z wami na pierwszej linii. Dziś los nas rozdziela, lecz w sercu moim zostaniecie najbliższą i najdroższą rodziną. Jestem głęboko przekonany, że mimo tragicznych okoliczności świta nam już jutrzenka wolności, więc w górę serca, gdyż przyszłość należy do nas.

Niech żyje Najjaśniejsza Rzeczypospolita!

Niech żyje Prezydent Rzeczypospolitej!

i Naczelny Wódz Armii Polskiej!

W-wa 3.X.44 (-) Radosław ppłk.23


Bibliografia:
1. Archiwum Historii Mówionej MPW.
2. Chwała oręża polskiego: Powstanie Warszawskie, „Rzeczpospolita” 29.07.2006.
3. Davies N., Powstanie ’44, Kraków 2004.
4. Łubieński T., Ani tryumf, ani zgon... Szkice o Powstaniu Warszawskim, Warszawa 2009.
5. Majorkiewicz F., Lata chmurne. Lata dumne, Warszawa 1983.
6. Mazurkiewicz S., Jan Mazurkiewicz „Radosław„ - „Sęp„ - ”Zagłoba”, Warszawa 1994.
7. Mikulski T., Miniatury krytyczne, Warszawa 1976.
8. Wawrzyniak J., ZBoWiD i pamięć drugiej wojny światowej 1949-1956, Warszawa 2009.

  1. N. Davies, Powstanie ’44, Kraków 2004, s. 376. []
  2. Stopień generalski Jan Mazurkiewicz otrzymał dzięki staraniom Mieczysława Moczara, patrz S. Mazurkiewicz, Jan Mazurkiewicz „Radosław„ - ”Sęp” - ”Zagłoba”, Warszawa 1994, s. 412: Z czysto oportunistycznych względów pogodził się z niechcianym awansem na generała brygady, czego inicjatorem był Moczar. Szczerze przyzwyczaił się do „pułkownika Radosława” i przez wiele lat kategorycznie odrzucał wszelkie pomysły tego rodzaju. []
  3. Jak wiemy z relacji chociażby dra Jerzego Kaczyńskiego „Bohdana„, w trakcie Powstania lekarza w Oddziale Dyspozycyjnym „A„, ”Radosław” niestety był ciężki [patrz:http://ahm.1944.pl/Jerzy_Kaczynski/3/slowa-kluczowe – dostęp na 26.07.2010 r.]. []
  4. S. Mazurkiewicz, Jan Mazurkiewicz..., s. 298. []
  5. J. Wawrzyniak, ZBoWiD i pamięć drugiej wojny światowej 1949-1969, Warszawa 2009, s. 85-87. []
  6. T. Łubieński, Ani tryumf, ani zgon... Szkice o Powstaniu Warszawskim, Warszawa 2009, s. 86-87. []
  7. N. Davies, Powstanie..., s. 766-767. []
  8. S. Mazurkiewicz, Jan Mazurkiewicz..., s. 3. []
  9. Patrz: http://ahm.1944.pl/Czeslaw_Zaborowski/1/?q=Wiklina [dostęp na: 26.07.2010 r.]. []
  10. F. Majorkiewicz, Lata chmurne. Lata dumne, Warszawa 1983. []
  11. Tamże, s. 211. []
  12. Tamże, s. 213-214. []
  13. Tamże, s. 215-216. []
  14. Tamże, s. 221-222. []
  15. Tamże, s. 234. []
  16. Tamże, s. 249. []
  17. 19 Tamże, s. 289-290. []
  18. Warto tutaj zwrócić szczególną uwagę na meldunki z godz. 14:05 dn. 2 sierpnia i 5:00 dn. 6 sierpnia (patrz załączniki). []
  19. S. Mazurkiewicz, Jan Mazurkiewicz..., s. 225. []
  20.  Tamże, s. 243. []
  21. Tamże, s. 279. []
  22. Tamże, s. 315-316. []
  23. Tamże, s. 329-330. []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Jarosłąw pisze:

    Jest jeszcze kwestia członkowstwa w Radzie Krajowej PRON w stanie wojennym: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kategoria:Cz%C5%82onkowie_Rady_Krajowej_PRON
    oraz w FJN

Zostaw własny komentarz