Spór o deregulację przewodnictwa. Kto ma rację?


Debata nad deregulacją przewodnictwa miejskiego nabiera rumieńców. Minister Gowin od konferencji, w której przedstawił swój projekt deregulacji nieustępliwie jej broni. Natomiast przewodnicy krytykują i chcą zorganizować protest w Warszawie. Kto ma rację?

Jarosław Gowin

Minister Sprawiedliwości J. Gowin jest autorem planowej deregulacji.

Jak zostać przewodnikiem?

Sprawdźmy to najpierw na przykładzie osób, które chciałyby oprowadzać turystów po swoim mieście. Co muszą zrobić? To, nic łatwiejszego - odpowiedzą przewodnicy. Wystarczy ukończyć kurs, zdać egzamin i już. To jest wolny zawód - dopowiadają.

Czy aby na pewno? Kurs jest przede wszystkim obowiązkowy i płatny. Kosztuje nawet 2400 zł. Trwa kilka miesięcy, a egzamin państwowy jest przeprowadzany z reguły dwa razy w roku. Komisje konkursową powołuje Marszałek Województwa i zasiadają w niej przedstawiciele branży turystycznej oraz przewodnickiej. Trwa trzy dni. Czy tak wygląda droga do wolnego zawodu?

Barierą jest przede wszystkim cena kursu. Jego wysoka cena tamuje drogę do zawodu zdolnym, ale niezamożnym ludziom. Jakość kursów stoi na wysokim poziomie, jednak ich obowiązkowy charakter jest dla wielu osób przeszkodą. Obecnie przywołana wcześniej zdolna, ale niezamożna osoba nie można samodzielnie nauczyć się do egzaminu z podanych zagadnień z pominięciem kursu. Płać albo płacz, można by rzec.

Cena kursu jest także przeszkodą dla osób, które są pasjonatami i znawcami swojego miasta, ale nie chcą się utrzymywać z przewodnictwa. Chciałyby świadczyć te usługi dorywczo lub oprowadzać po mieście swoich znajomych. Dziś grożą za to wysokie mandaty (Znajomym Krakowa pokazać nie wolno). Powszechnie znany jest przykład profesora UJ, który niekomercyjnie oprowadzał po Krakowie uczestników konferencji. Dostał za to kilkuset złotowy mandat (skany mandatów za oprowadzanie bez licencji - materiały Ministerstwa).

W myśl obowiązujących zapisów prawa nawet absolwent historii lub historii sztuki oraz studiów podyplomowych z zakresu dziedzictwa kulturowego Krakowa nie może oprowadzać po dawnej stolicy. Nie może tego zrobić także profesor historii sztuki. Wszyscy muszą zapłacić za kurs i zdać egzamin.

Nawet jeśli już ktoś przejdzie kurs i zda egzamin to swoje usługi będzie mógł świadczyć tylko na określonym terenie. Przewodnik po Gdańsku, nie ma prawa oprowadzać po Krakowie nawet jeśli jest wybitnym znawcą tego miasta. Musi przejść kolejny kurs i zdać kolejny egzamin. Uwolnienie tego zawodu spowoduje możliwość rozszerzenia swojej działalności także dla obecnych przewodników.

Jakość usług po deregulacji

W innej sytuacji od Polaków są na przykład młodzi Niemcy. Polska ustawa nie reguluje kwestii prowadzenia tego typu działalności przez przewodników zagranicznych. Reguluje to prawo unijne. W myśl niego jeśli jest to działalność prowadzona okazjonalnie to przewodnik zagraniczny nie musi posiadać jakichkolwiek licencji. Dlatego argumentacja przewodników, że stracą miejsca pracy na rzeczy obcokrajowców jest nietrafiona. W Niemczech zawód przewodnika nie jest regulowany.Zawód przewodnika reguluje 12 z 27 państw UE.

Przewodnicy mówią także o jakości. Zdaniem wielu z nich tylko kurs gwarantuje jakość. Żadne studia wyższe, czy stos publikacji poświęconych danemu miastu nie mogą równać się państwowemu egzaminowi. Przewodnicy zdają się także wytwarzać wokół siebie aurę posiadania wręcz mitycznej i tajemnej wiedzy, którą można zdobyć tylko w ramach płatnego kursu i egzaminu. Mówią, że uwolnienie tego zawodu spowoduje drastyczny spadek jakości usług.

Mało kto pamięta, że przed 1998 r. zawód przewodnika nie był regulowany. Czy ten czas to upadek polskiej turystyki i okres wykorzystywania turystów? Chyba nie.

Podobnych argumentów używały samorządy prawnicze, gdy ówczesny Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro otwierał zawody prawnicze. Straszono obywateli wręcz Sodomą i Gomorą oraz upadkiem jakości usług prawniczych. Efekt? O bankructwie kancelarii nie słychać, a prawników znacznie przybyło chociaż nadal jesteśmy pod tym względem w tyle UE. Dla porównania w Szwecji jest prawie cztery razy mniej zawodów regulowanych niż w Polsce, a w Niemczech ponad dwa razy mniej. Czy ktoś zaryzykuje tezę, że jakość usług w tych krajach jest mniejsza? Przeciwnie branża turystyczna w Niemczech jest najmocniejsza na świecie.

Tymczasem czy celem przewodnika powinno być przekazanie wysokospecjalistycznej wiedzy? Gdyby tak było oprowadzanie po Krakowie, czy Warszawie musiałoby trwać kilka dni, a najzwyczajniej na świecie nie ma na to czasu. Informacja przekazana turystom powinna ich przede wszystkim zaciekawić i unaocznić najważniejsze elementy miasta. Chyba żadna grupa nie byłaby zadowolona, gdyby przewodnik mówił pół godziny o arkadach Zamku Królewskiego na Wawelu. Na takie wywody miejsce jest na wyższej uczelni lub publikacji naukowej. Turyści chętnie słuchają legend, czy anegdot, a także interesują ich informacje praktyczne. Liczy się także sposób przekazywania wiedzy i umiejętność zapanowania nad grupą. Dlatego można wielu przewodnikom zazdrościć ogromnej wiedzy, ale z reguły jej nie wykorzystują w pełni z wymienionych powodów.

Likwidacja ograniczeń w zawodzie przewodnika wcale nie musi oznaczać końca kursów przewodnickich. To byłoby niewskazane. Na pewno znajdą się osoby, które w ten sposób będą chciały zdobyć wiedzę o danym miejscu. Organizacje takie jak PTTK mogą nawet wydawać wewnętrzne licencje dla osób po kursie i wewnętrznym egzaminie. Jednak to klient zdecyduje, czy woli przewodnika z licencją lub bez. Ponadto same kursy nie będą musiały być prowadzone pod kątem pytań egzaminacyjnych. Każdy organizator będzie mógł je modyfikować, by jak najefektywniej przekazać wiedzę kursantom.

Licencja nie zawsze daje gwarancje dobrze wykonanej usługi. Jak w każdym zawodzie taki w tym są przewodnicy oddani, a są i tacy, którzy mówią o Piłsudskim w AK. Przy całym szacunku dla osób wykonujących ten zawód to nie ma on istotnego znaczenia dla bezpieczeństwa obrotu gospodarczego jak zawód notariusza, a także nie jest związany z życiem i zdrowiem człowieka jak zawód lekarza.

Ponadto najwięcej przewodników zatrudniają biura podróży. A takim firmom zależy oczywiście na zysku. Tego zysku nie osiągną jeśli klienci nie będą zadowoleni. Duże znaczenie w tej branży odgrywa jakość usługi i zaufanie. Dlatego żadnemu biurowi podróży nie będzie zależało na zatrudnieniu złego przewodnika, czyli takiego, który dostaje niskie oceny od swojej grupy. Przewodnikom także będzie zależało na wysokiej jakości i zadowoleniu klientów, by ich nie stracić. Tutaj nie ma znaczenia posiadanie licencji lub jej brak. Liczy się zadowoleni klientów. Wielu obecnych przewodników ma stałe umowy z firmami turystycznymi i zbiera dobre recenzje, tacy przewodnicy nie mają się czego bać. Biurom podróży także nie opłaca się obniżać jakości zaoszczędzając kilkadziesiąt złotych na przewodniku i tracąc  kolejne zamówienia.


Czytaj także:

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz