Szturm na terminal – GROM w porcie Umm Kasr


W nocy 20 na 21 marca 2003 r. dwa zespoły sił specjalnych: polska jednostka GROM oraz amerykański Navy SEAL’s, w ramach koalicyjnej operacji Iraqi Freedom, w błyskawicznym uderzeniu, opanowały terminale naftowe, znajdujące się w irackim porcie Umm Kasr. Rozpoczęła się druga wojna w Zatoce Perskiej. Właśnie mija dziesięć lat od tego wydarzenia.

GROM w porcie Umm Kasr

O Wojskowej Formacji Specjalnej GROM im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej, bo tak brzmi aktualnie pełna nazwa jednostki, słyszał chyba każdy. Oficjalna data powstania ówczesnej Jednostki Wojskowej nr 2305 GROM (Grupa Reagowania Operacyjno Mobilnego/Manewrowego)i to 13 lipca 1990 r. Twórcą i pierwszym dowódcą formacji był generał brygady Sławomir Petelicki. Jednostka przeznaczona jest do szerokiego spektrum zadań m.in. działań antyterrorystycznych, operacji reagowania kryzysowego, odbijania zakładników, misji poszukiwawczo-ratowniczych, dalekiego rozpoznania czy dywersji.

Liczebność i struktura oddziału jest niejawna. Komandosi przechodzą kompleksowe szkolenie CQB (walki w pomieszczeniach), spadochronowe, nurkowe, łącznościowe, współdziałania ze śmigłowcami. Ważna jest wymienność specjalizacji w ramach zespołów bojowych. Nacisk kładzie się na szkolenie paramedyczne, w formacji służą też lekarze, którzy są jednocześnie żołnierzami.

Komandosi GROM podzieleni są na operatorów, czyli żołnierzy zespołów uderzeniowych, oraz siły wsparcia, czyli analityków, specjalistów EOD (rozbrajania bomb), techników łączności, informatyków. Szkoleni są do działania w różnych warunkach klimatycznych i terenowych (dżungla, pustynia, góry, tereny arktyczne).

Do działania w środowisku wodnym powołano grupę wodną GROM. W tym przypadku żołnierze szkolą się w opanowywaniu jednostek pływających, platform wiertniczych itp.
Broń i wyposażenie GROM to najnowocześniejszy sprzęt w swoich kategoriach, często unikalny w stosunku do pozostałych jednostek Wojska Polskiego. Jednostka często spełnia rolę swoistego królika doświadczalnego i testuje sprzęt, który staje się standardem w całych siłach zbrojnych.

Wysokiemu stopniu profesjonalności żołnierzy służą również szkolenia oraz wspólne działania bojowe przeprowadzane z analogicznymi jednostkami państw Zachodu. GROM od początku swego istnienia czerpał z doświadczeń operatorów amerykańskiej Delty i Navy SEAL’s czy brytyjskiego SAS i często jest porównywany do tych jednostek. Zdaniem wielu specjalistów GROM należy do pierwszej piątki jednostek specjalnych świata.

Naszywka GROM

Społeczeństwo polskie po raz pierwszy dowiedziało się o istnieniu JW 2305 17 października 1994 r. Wtedy to w środkach masowego przekazu pokazano zdjęcia żołnierzy GROM, udających się na swoją pierwszą zagraniczną operację. W ramach misji ONZ „Upholder Democracy„, na Haiti wyleciało z warszawskiego Okęcia 55 żołnierzy, pod dowództwem ówczesnego płk Petelickiego. Polacy przejęli od amerykańskich SEAL’sów zadania w zakresie ochrony VIPów przebywających w tym państwie. Stanowili między innymi ochronę osobistą sekretarza generalnego ONZ Buthrosa Ghali, sekretarza obrony USA Williama Perry’ego, doradcę prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa narodowego Anthony Lake’a, czy dowódcy sił międzynarodowych na wyspie gen.-mjr Davida C. Meada. Oprócz tego komandosi mięli interweniować w przypadku łamania prawa na ogarniętej chaosem wyspie. Żołnierze ze swych zadań wywiązali się znakomicie. W dowód uznania płk Petelicki jako pierwszy cudzoziemiec, otrzymał amerykańskie odznaczenie bojowe ”Medal for Military Merit”, a cała jednostka oficjalne podziękowania od prezydenta Haiti, Jeana-Bertranda Aristide’a i sekretarza obrony USA Williama Perry’ego.

W połowie czerwca 1995 r. jednostkę postawiono w stan gotowości po tym, jak bośniaccy Serbowie uwięzili dwóch polskich oficerów misji ONZ. Przetrzymywano ich w charakterze „żywych tarcz” w okolicach Sarajewa, mieli oni ochraniać w ten sposób obiekty wojskowe przed nalotami NATO. Do odbicia więźniów ostatecznie nie doszło. Pułkownik Janusz Kalbarczyk i podpułkownik Wiesław Wojtasik oraz 24 żołnierzy ONZ zostało uwolnionych 13 czerwca 1995 r. w wyniku negocjacji.

Od grudnia 1996 r. 50 operatorów GROMU wchodziło w skład sił ONZ, nadzorujących serbsko-chorwackie porozumienie pokojowe we wschodniej Sławonii. Zadaniem komandosów było eskortowanie ważnych osób, ochrona mniejszości narodowych, obiektów o znaczeniu strategicznym, a także szybkie interwencje w ewentualnych sytuacjach kryzysowych. Właśnie we wschodniej Sławonii Gromowcy przeprowadzili jedną ze swych najsłynniejszych operacji. Realizując misję pod kryptonimem „Little Flower„ 27 czerwca 1997 r., bez jednego wystrzału, aresztowali silnie chronionego serbskiego zbrodniarza wojennego Slavko Dokmanowicia, zwanego ”rzeźnikiem Vukowaru”. Człowiek ten, były burmistrz Vukowaru, odpowiedzialny był m.in. za śmierć 261 pacjentów miejscowego szpitala, głównie Chorwatów. W ciągu sześciu godzin od zatrzymania znalazł się w więzieniu w Hadze, gdzie miał stanąć przed międzynarodowym trybunałem ds. zbrodni wojennych w byłej Jugosławiiii.

Wiosną 1999 r. GROM ponownie wrócił na Bałkany. Jednostka wykonywała zadania w Kosowie, Macedonii i Albanii, m.in. ochraniała amerykańskiego ambasadora Williama G. Walkera (na jego osobistą prośbę) oraz obserwatorów OBWE.

Po wydarzeniach z 11 września 2001 r. wojska koalicji antyterrorystycznej rozpoczęły 7 października 2001 r. operację „Endurig Freedom”. W listopadzie 2001 r. ówczesny minister obrony narodowej Jerzy Szmajdziński poinformował, że rząd Stanów Zjednoczonych zwrócił się do Polski z prośbą o wsparcie militarne. Wiadomo było, że Amerykanom chodzi głównie o GROM.

Żołnierze wyjechali do Afganistanu w marcu 2002 r., choć według nieoficjalnych informacji już na początku października 2001 r. znajdowały się tam dwa czteroosobowe zespoły komandosów, które w amerykańskich mundurach, bez polskich oznaczeń wypełniały zadania związane z ochroną kadry dowódczej i dyplomatów przebywających w rejonie działań wojennych. W skład 300 osobowego kontyngentu oprócz operatorów GROMu wchodzili logistycy z Opola, saperzy z Brzegu, żołnierze jednostki przeciwchemicznej z Brodnicy oraz zespół rozpoznania biologicznego. Polski kontyngent tworzył Polish Task Force 1 (Zgrupowanie nr 1 Polskich Sił Zadaniowych) i dyslokowany był w Camp White Eagle w Bagramiii.
Komandosi odpowiedzialni byli za ochronę polskiej bazy oraz kwatery głównej wojsk amerykańskich w Afganistanie, ponadto zabezpieczali pobyt dyplomatów w Bagram. Wykonywali również zadania patrolowe m.in. w dolinie Pandższiru oraz okolicach miasta Mazar-i-Szarif.

USS „George Washington”

Od marca 2002 r. 24 żołnierzy GROM uczestniczyło w operacji pod auspicjami Rady Bezpieczeństwa ONZ w Zatoce Perskiej. Wspólnie z komandosami z Kanady, USA i Wielkiej Brytanii Polacy prowadzili działania przechwytujące na wodach Zatoki, kontrolując przestrzeganie embarga na transport ropy z Iraku. Jednostka swoje misje wykonywała w oparciu o amerykańską bazę w Doha, niedaleko stolicy Kuwejtu, choć zdarzyło się, że komandosi przez kilka dni operowali z pokładu amerykańskiego lotniskowca USS „George Washington”. Ogółem do października 2002 r. Gromowcy przeprowadzili m.in. 30 abordaży, dzięki którym przejęto 5 tys. ton ropy nielegalnie szmuglowanej z Iraku, 28 nocnych patroli w pobliżu granicy wód terytorialnych Iraku i Iranu, oraz przesłuchano 279 marynarzy z kontrolowanych statków.

Gdy polski rząd podjął decyzję o przystąpieniu naszego kraju do koalicji antysaddamowskiej i udziale Wojska Polskiego w operacji Iraqi Freedom, GROM znalazł się w awangardzie trzystutysięcznej armii sojuszniczej.

W rejonie Zatoki Perskiej znajdowało się 56 komandosów pod dowództwem ówczesnego pułkownika Romana Polko. Operacyjnie polska jednostka podlegała amerykańskiej Naval Special Warfare Force Task Group z San Diego w Kalifornii, dowodzonej przez komandora Roberta S. Harwarda.

Umm Kasr (oznaczony jako A na mapie)

Port Umm Kasr znajduje się w południowo-wschodniej części Iraku, u ujścia rzeki Tygrys, między granicami z Iranem i Kuwejtem. Dla obydwu walczących stron miał on znaczenie strategiczne. W porcie znajdowały się obiekty infrastruktury wydobycia ropy naftowej i gazu, stąd biegły linie kolejowe do północnej części Iraku, jak również rzeczna droga wodna w tym samym kierunku. Poza tym jest to jedyny w tym kraju głębokowodny port do którego mogą zawijać największe kontenerowce i tankowce.

Amerykanom bardzo zależało aby przejąć port w możliwie jak najmniej zniszczonym stanie. Przez Umm Kasr planowano dostarczać zaopatrzenie dla walczących wojsk, jak również pomoc humanitarną dla irackiej ludności cywilnej.

Dochodził jeszcze jeden aspekt. Siły koalicji nie chciały dopuścić do katastrofy ekologicznej. Obawiano się że Irakijczycy wyleją do wód Zatoki Perskiej ropę naftową, tak jak to miało miejsce w czasie Pustynnej Burzy. Wywiad oceniał, iż w porcie znajduje się 1,8 mln baryłek ropy. Obawy były tym bardziej uzasadnione, że kilka dni przed rozpoczęciem wojny zwolennicy Saddama Husajna podpalili siedem szybów naftowych w Rumaila.Kluczem do Umm Kasr były dwa terminale przeładunkowe: KAAOT (Khawar Al. Amaya Offshore Terminal) i MABOT (Mina Al Bakr Offshore Terminal). Konstrukcje te broniły wejścia do portu, walki o nie toczyły się już w czasie wojny iracko-irańskiej, kiedy to KAAOT został wysadzony przez Irańczyków. Częściowo został uszkodzony również podczas „Pustynnej Burzy”.

Terminal był konstrukcją o długości około 1,5 km i szerokości dochodzącej do 100 m. Znajdował się tam czterokondygnacyjny hotel dla obsługi oraz przepompownia, z której obu stron znajdowały się stanowiska dla tankowców. Na każdym z tych stanowisk stały po cztery dźwigi z wężami służącymi do przesyłu ropy. Obydwa budynki połączone były wąską kładką. Łącznie KAAOT i MABOT mogły obsługiwać jednocześnie cztery tankowce a ich dzienna wydajność wynosiła 2 mln baryłek ropy. Gdyby to wszystko wypuścić do Zatoki…

Dowództwo sojusznicze zaplanowało że terminale zostaną zdobyte w błyskawicznej akcji przez jednostki specjalne, co miało zapobiec zniszczeniu bądź uszkodzeniu urządzeń oraz katastrofie ekologicznej. Sytuację komplikował fakt, iż według danych wywiadu, obydwie platformy były zaminowane, a terminale obsadzone były przez ludzi wiernych reżimowi Husajna. Zajęcie KAAOT przypadło w udziale Polakom z oddziału wodnego GROM, MABOT miał zostać zajęty przez US Navy SEAL. Operacja miała zostać przeprowadzona pierwszej nocy wojny 20 na 21 marca 2003 r.Według planu operatorzy polskiej jednostki mieli podpłynąć do terminalu na pokładach szybkich łodzi szturmowych amerykańskiej Special Boat Unit, następnie dostać się na platformę w pobliżu dźwigów, opanować przepompownie i hotel. Przebieg akcji miał być monitorowany z pokładu krążownika USS „Valley Forge”, zakotwiczonego 5 mil od platformy. Obraz do centrum operacyjno-koordynacyjnego na krążowniku miał być przesyłany, w czasie rzeczywistym, przez kamery zamontowane na śmigłowcach UH-60 Seahawk amerykańskiej marynarki, które miały zabezpieczać akcję. Załogi śmigłowców uzupełniono o snajperów GROMu, którzy mięli czuwać nad bezpieczeństwem kolegów na platformach i reagować w przypadku zagrożenia ich życia przez Irakijczyków. Operację zaplanowano dosłownie co do sekundy i przeprowadzono jej symulację na zbudowanej w tym celu makiecie. Za wszelką cenę chciano wyeliminować wszelkie możliwe błędy i zapewnić żołnierzom maksimum bezpieczeństwa.

gen. Roman Polko

Wieczorem 20 marca płk Polko przeprowadził ostatnią odprawę przed akcją. Do Polaków przybył tez komandor Harward, który przypomniał o znaczeniu operacji dla wojsk koalicji i ewentualnego przebiegu wojny.

Po zapadnięciu zmroku 5 kutrów typu Mark Viv z polskimi proporczykami, oraz 9 łodzi półsztywnych typu RHIBv popłynęło w kierunku terminala. Na półtora kilometra przed celem komandosi przesiedli się z kutrów na RHIBy. Łodzie te robiły mniej hałasu, były to właściwie pontony z doczepionym silnikiem. Na kutrach została część żołnierzy jako siły odwodowe oraz lekarze.

Pięć minut przed godziną 23.00 do trzech różnych punktów terminala dobiły RHIBy. Aby wejść na platformę, trzeba było z użyciem lin i drabinek pokonać wysokość 9-11 metrów. Był to nie lada wyczyn, gdyż żołnierze obładowani byli sprzętem i bronią. Każdy z nich miał pistolet maszynowy MP-5, broń krótką, niektórzy strzelby gładko-lufowe do szybkiego otwierania drzwi, do tego na sobie kamizelka kuloodporna, na nią nałożona kamizelka taktyczna, na kamizelce taktycznej przymocowane granaty, amunicja, środki łączności plus kamizelka ratunkowa otwierająca się przy kontakcie z wodą. Operatorzy wyposażeni byli dodatkowo w piły mechaniczne i młoty kowalskie do wyważania drzwi.

Komandosi działali w parach, penetrując terminal używali noktowizorów, co zapewniało im przewagę na obrońcami, których liczebność szacowano na około 40 osób.

Część przeładunkowa i przepompownia okazały się wolne od Irakijczyków. Kolejnym celem do zajęcia były pomieszczenia mieszkalne. Była to najgroźniejsza dla powodzenia całej operacji część zadania. Aby dostać się do hotelu trzeba było pokonać wąską, metalową kładkę o długości 150-200 metrów. Idealne miejsce na zasadzkę, mogące przysporzyć ciężkich strat atakującym. Na szczęście nic takiego się nie stało, Irakijczycy nie zamierzali walczyć. Do przeszukania w części mieszkalnej było 50 pokoi, wszystkie zamknięte na mocne stalowe drzwi. W jednym z pomieszczeń pojmano 8 ludzi, następnych 8 w kolejnym. Łącznie na platformie znajdowało się 18 irackich żołnierzy, wszyscy byli poprzebierani w cywilne ubrania. Znaleziono również broń, amunicję i materiały wybuchowe. W różnych częściach terminala umieszczone były gotowe do odpalenia ładunki wybuchowe i rozmaitego rodzaju miny pułapki. W 15 minut po rozpoczęciu akcji komandosi wysłali sygnał do centrali „kurek zakręcony”. Terminal KAAOT został opanowany, Amerykanie również zajęli swój cel.

Wrota do Umm Kasr były otwarte, nie oznaczało to jednak że walki o port szybko się zakończyły. Szturmującym go oddziałom brytyjskim i amerykańskim Irakijczycy stawili nadspodziewanie silny opór, i dopiero 25 marca brytyjscy Royal Marines ogłosili zajęcie portu Trzy dni później zawinął tam pierwszy okręt, brytyjski transportowiec „Sir Galahad„. Siły sojusznicze zyskały cenny punkt przeładunkowy pozwalający na szybsze zaopatrzenie walczących wojsk. Dużą zasługę mieli w tym komandosi GROM. Jednostka działała w Iraku jeszcze 2 lata przeprowadzając ponad 200 bezpośrednich akcji bojowych i m.in. zatrzymując wielu terrorystów, w tym kilku ze słynnej ”talii kart”.

Bibliografia:

  1. Brymerski Jakub, To elita, MMS Komandos nr 4 (213) 2011.
  2. Chloupek Ireneusz, GROM nad Zatoką, MMS Komandos nr 5 (126) 2003.
  3. Chloupek Ireneusz, Kierunek Afganistan, MMS Komandos nr 1 (111) 2002.
  4. Chrapek Krzysztof, Tajemnica platformy w Umm Kasr, MMS Komandos nr 12 (143) 2004.
  5. Królikowski Hubert, Wojskowa Formacja Specjalna GROM im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej, Gdańsk 2002.
  6. Kubiak Krzysztof, Łodzie spod Umm Kasr, MMS Komandos nr 3 (146) 2005.
  7. Rybak Jarosław, Pustynny GROM, MMS Komandos nr 5 (148) 2005.
  8. Skrobot Krzysztof, GROM z wody, MMS Komandos nr 4 (136) 2004.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

4 komentarze

  1. Marcin pisze:

    Nie spotkałem nigdy, żeby na akcjach bojowych żołnierze mieli „na kamizelce taktycznej przymocowane granaty”. Chyba, że na filmach amerykańskich, tam rzeczywiście się to zdarza.

    • Lee pisze:

      Zgadzam się. To filmowy wymysł. Jeśli można to poprosiłbym autora o źródło.

      • W Iraku i Afganistanie Grom stosował modułowe kamizelki firmy Moratex, gdzie granaty umieszczone w ładownicach podczepiane były do modułów mieszczących magazynki. Dodatkowo kamizelka posiadała na prawej piersi kieszeń wewnątrz której znajdowała się taśma gumowa, pozwalająca na przyczepienie 3 granatów hukowych. Być może uprościłem opis ale tematem artykułu nie jest uzbrojenie i wyposażenie GROMu ani tym bardziej sposób jego mocowania i przenoszenia.

  2. Anonim pisze:

    Akcją dowodził nie Roman Polko tylko pułkownik Andrzej Kruczyński ps. Wódz. Pisze o tym w ksiąźce tajne akcje snajperów Gromu.

Odpowiedz