„zAfganistanu.pl. Alfabet polskiej misji” - M. Ogdowski - recenzja (2)


„Tym co w wojnie interesuje mnie najbardziej, nie są techniczne aspekty militarnych operacji. W wojnie – tu trzeba nazywać rzeczy po imieniu – pociąga mnie jej codzienność. Żołnierze nie tylko biorą udział w akcjach – częściej na nie czekają, korzystając z wątpliwych uroków bazy. A cywile nie zakopują się pod ziemię z intencją, by wygrzebać się po wszystkim. Próbują jakoś żyć. I o tym starałem się pisać”1.

zAfganistanu.pl. Alfabet polskiej misjiKsiążka autorstwa Marcina Ogdowskiego pt. zAfganistanu. pl. Alfabet polskiej misji pozwala przeciętnemu czytelnikowi zobaczyć całkowicie odmienny obraz niż ten, który jest ukazywany przez media w kraju (nieraz szczątkowy i z bardzo subiektywnym komentarzem). Czytając ową książkę, pytałam się znajomych, co wiedzą na temat polskiej misji w Afganistanie – która de facto trwa od 2002 roku. Otóż okazało się, że ich wiedza jest szczątkowa albo powtarzają utarte schematy zasłyszane gdzieś w radiu czy telewizji. Pojawiają się głosy, iż Polacy niepotrzebnie wzięli udział w tej misji, a przemawiają za tym informacje o kolejnych rannych bądź zabitych na afgańskiej ziemi. Jednak jak jest naprawdę – przedstawia w swoje książce Ogdowski.

zAfganistanu.pl. Alfabet polskiej misji to rozwinięcie projektu, który autor zrealizował na blogu, tłumacząc czytelnikom wojnę w Afganistanie od „a” do „z„ – dosłownie, bo owa książka jest swoistym „wojennym alfabetem„ liczącym 22 litery, a za nimi kryją się niesamowite emocje. Nie brak ich w czasie patrolu, kiedy nagle wybucha pod opancerzonym pojazdem bomba-pułapka, tzw. ”ajdik”2, w najlepszym razie jedynie raniąc załogę Rosomaka; kiedy ląduje MEDEVAC3 wszyscy mu się przyglądają, bo „jeśli ekipa gna z noszami czy wózkiem na OIOM, ranny musi być w niezłej kondycji (…). Jeśli wyładunek odbywa się bez pośpiechu, znaczy to, że wysiłek MEDEVACU-u był daremny...”((M. Ogodowski, dz. cyt., s. 98.)).

Nie obca jest także im tęsknota za domem, który jest tysiące kilometrów od nich. Tęsknią za swoimi żonami, dziewczynami, dziećmi. Jak twierdzi autor: „nie jadą tam na ochotnika – tzw. oświadczenia woli, potwierdzające dobrowolność wyjazdu na misję zagraniczną to fikcja”4. Dla żołnierzy jest jednoznaczne, że jeśli dostaną rozkaz, muszą go wykonać, bo gdy ktoś odmawia wyjazdu, oznacza jedno: nie nadaje się do wojska. Po więcej odsyłam do rozdziału „U jak uposażenie”.

Niesamowite emocje wśród czytelnika (bynajmniej na mnie) wywołują trzy rozdziały – litery alfabetu. Są to: „H jak hołd„, „K jak koleżeństwo„ i „T jak trauma”. Poszczególne stronice opowiadają o tym, jak ”misjonarze”5 radzą sobie ze stresem, kiedy są świadkami śmierci jednego z nich. Po powrocie do kraju ciężko jest im się uporać z wojenną przeszłością. Nocą śnią im się ciała poległych kolegów, a w uszach wciąż brzmi odgłos serii wystrzelonej z karabinu czy wybuch „ajdika„. Muszą być nie tylko silni fizycznie, ale też i psychicznie, bo komentarze typu „A po coś tam pojechał?„, ”Zrobiłeś to dla kasy najemniku, to teraz masz” wcale im nie pomagają.

Ogdowski, jako korespondent wojenny, który dzięki kontaktom z szeregowymi żołnierzami z tzw. „bojówki” i własnym doświadczeniom (dziennikarz był bowiem w konwoju, w ataku na który zginął plut. Marcin Poręba, a pięciu Polaków zostało rannych) przedstawia czytelnikowi zupełnie inny świat misji od oficjalnych komunikatów Ministerstwa Obrony Narodowej.

Wartość książki również wzbogacają liczne fotografie. Dzięki nim jeszcze bardziej możemy zrozumieć to, co dzieje się tysiące kilometrów stąd – w odległym i wciąż niebezpiecznym Afganistanie. Barwne zdjęcia ukazują nam nie tylko żołnierzy w czasie pracy, ale również piękno okolicy, w jakiej przyszło im stacjonować. Plusem wydania jest również wyjaśnienie terminologii wojskowej, która dla przeciętnego laika mogłaby stanowić nie lada trudność.

Wzrok czytelnika przyciąga również sama okładka. Polski żołnierz w mundurze i z karabinem w dłoni, za plecami ma Rosomaka - „zielonego diabła” jak go zwykli nazywać talibowie. Wszystko otoczone piaskami Afganistanu.

Książkę również dobrze się czyta ze względu na jakość wydania, która stoi na wysokim poziomie. Gatunkowo dobry papier, odpowiednia czcionka nie męcząca wzroku oraz szata graficzna dają poczucie słusznie wydanych pieniędzy, bo za ową przyjemność musimy zapłacić 36, 90 zł.

Debiutancką książkę Marcina Ogdowskiego polecam każdemu. To bardzo dobra lektura nie tylko dla żołnierzy czy maniaków wojskowości. To pozycja dla chcących dowiedzieć się czegoś więcej o wojnie XXI wieku, w której to zaangażowana jest Polska i jej obywatele.

Plus minus:
Na plus:
+ próba przedstawienie udziału polskich żołnierzy na misji w Afganistanie
+ duża ilość fotografii
+ czcionka
+ jakość wydania
+ ukazanie realizmu poprzez rozmowy z żołnierzami
Na minus:
- brak

Tytuł: zAfganistanu.pl. Alfabet polskiej misji
Autor: Marcin Ogdowski
Wydawca: War Report
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62730-05-6
Liczba stron: 249
Cena: 36,90
Ocena recenzenta: 10/10

  1. M. Ogodowski, zAfganistanu.pl. Alfabet polskiej misji, Ustroń 2011, s. 247. []
  2. IDE – Improvised Explosive Device – improwizowane urządzenie wybuchowe. []
  3. Ewakuacja medyczna (MEDEVAC, medivac; ang.: Medical evacuation) – działania ratunkowe, polegające na transporcie rannych z pola walki lub miejsca katastrofy przez personel medyczny do obiektów medycznych (np. szpitala polowego). Ewakuacja medyczna odbywa się przy pomocy odpowiednio przygotowanych pojazdów lądowych (np. ambulansów) lub powietrznych (śmigłowców). Terminem określany jest również transport poszkodowanych pomiędzy obiektami medycznymi. []
  4. Tamże, s. 215. []
  5. Potoczna nazwa żołnierzy służących poza granicami kraju. []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

6 komentarzy

  1. Z całym szacunkiem p. Anito ale na okładce za plecami żołnierza stoi mino-odporny pojazd typu M-ATV. Pozdrawiam.

  2. Marcin pisze:

    „Zielony diabeł” dlatego, że był zielony. Na okładce M-ATV nie jest nawet zielony.
    Ponadto pan Ogdowski po pamiętnym patrolu, w którym uczestniczył, napisał o całym zdarzeniu, zanim dowiedziała się rodzina tragicznie zmarłego żołnierza! Bliscy powinni dowiedzieć się pierwsi, taka jest niepisana umowa. W innym przypadku informacja o śmierci żołnierza, także pojawiła się na jego blogu. W odpowiedzi na post, autor napisał, że to jego czytelnik umieścił taką informację. Dziwne? Korespondent wojenny to ktoś, kto bezpośredni relacjonuje zdarzenia. Ciekawe kiedy pan Ogdowski był ostatnio w Afganistanie? W nawiązaniu do wypowiedzi odnośnie ochotników. Byłem w Afganistanie i nikt mnie do wyjazdu nie zmuszał! No ale „przymus” dobrze brzmi w tekście.

    • Panie Marcinie,
      nie wiem, czym Pan się kieruje, upubliczniając kłamliwą i przykrą dla mnie opinię.
      Zawiść czy niewiedza?
      Jeśli to drugie - odsyłam do Marcina Gila, rzecznika ówczesnej zmiany PKW. Myślę, że bez zastanowienia oceni Pańskie „informacje” jako brednie.
      To samo usłyszy Pan w Dowództwie Operacyjnym.
      W Afganistanie ostatni raz byłem w zeszłym roku. W sumie uzbierało się tego siedem co najmniej miesięcznych wyjazdów. Chyba niemało?
      Za kilka tygodni wyjeżdżam ponownie.
      Co do „przymusu” - mam wrażenie, że nie czytał Pan książki. Bo nazbyt literalnie traktuje Pan owo słowo - zapraszam po dyskusji po lekturze.
      Na okładce rzeczywiście jest MaTV. Ale to rzecz drugorzędna.
      Pozdrawiam,
      M.

  3. Anita pisze:

    P. Darku, P. Marcinie - mają Panowie rację, popełniłam błąd, do którego sie przyznaję - jest to M-ATV.

    Natomiast donośnie dalszej części komentarza p. Marcina - odsyłam do książki oraz bloga M. Ogdowskiego; ja jedynie recenzowałam książkę (która według mojej oceny jest bardzo dobra), a nie postawe autora.

    • Grześ pisze:

      „nie wiem, czym Pan się kieruje, upubliczniając kłamliwą i przykrą dla mnie opinię”

      Kłamliwe opinie w komentarzach na tym portalu (i nie tylko) to powtarzający się proceder. Redakcja zgadza się na ich publikację i w związku z tym obrzydliwe kłamstwa są upubliczniane, obrażając kompetentnych autorów, bardzo często autorów samych recenzji.

      • Wojtek Duch pisze:

        Nie zezwalając i rozstrzygając spór tym samym narażamy się na zarzut cenzurowania. Aczkolwiek doradzamy, by autorzy krytykujących wpisów mieli odwagę podać swoje prawdziwe imię i nazwisko i tym samym z otwartą przyłbicą stanąć do dyskusji.

Zostaw własny komentarz