Bitwa pod Orszą. Ostrogski popisowo zadał klęskę Moskwie


Polska i Litwa, mimo ponad czterech wieków współistnienia w zacieśniającym się sojuszu, do dnia dzisiejszego nie potrafiły wypracować wspólnej polityki historycznej, nawet w odniesieniu do wspaniałych wiktorii, które razem odnosiły. Zakręty dziejowe oddalały i wydaje się, że do teraz oddalają dwa niegdyś tak bliskie sobie narody. Cofając się jednakże w przeszłość o wiele łatwiej znaleźć to, co łączyło niż to, co dzieliło, a łączyły przede wszystkim odnoszone razem zwycięstwa nad przeciwnikiem zagrażającym Litwie i Koronie. Dziś, 8 września 2014 roku, mija pięćsetna rocznica jednej z ważniejszych europejskich bitew, rozstrzygnięta pod naddnieprzańską Orszą. Zwycięstwo współpracy wojsk koronnych i litewskich nad rosnącym wówczas w siłę Wielkim Księstwem Moskiewskim, wspaniała wiktoria, o której często dziś zapominamy mogłaby stać się wspólnym świętem dwóch oddalających się od siebie narodów.

orsza

Fragment obrazu „Bitwa pod Orszą”. Źródło: http://wawalove.pl/Piknik-Rycerski-Orsza-500-lat-a14710

Wojny moskiewskie

Prowadzone od lat wojny moskiewsko-litewskie dotyczyły kolizyjnego obszaru ziem ruskich, złożonych z dawnych księstw rozbitych i zhołdowanych przez Złotą Ordę. Zarówno Litwa, jak i rozwijające się Wielkie Księstwo Moskiewskie, rościły sobie prawa do tych terenów motywując je na wielorakie sposoby. Od czasów unii personalnej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, problemy z Moskwą stały się wspólnym dylematem obu narodów. Walki litewsko-moskiewskie oraz polsko-litewsko-moskiewskie zakończyły się na pewien czas w roku 1503. Wyczerpane długotrwałymi starciami strony podpisały sześcioletni rozejm, z którego tym razem zwycięsko wyszła Moskwa, odbierająca Litwie niemal jedną czwartą dawnego terytorium. Mimo oficjalnego zawieszenia broni niemal codziennością były mniejsze potyczki graniczne i nieustająca konieczność odpierania najazdów tatarskich.

Bardzo istotne zmiany w polityce krajów jagiellońskich i Moskwy przyniosły roszady na tronach obu państw. W roku 1505 zmarł wielki książę moskiewski Iwan III a w roku następnym król Aleksnader Jagiellończyk. Następca polskiego króla, Zygmunt I doprowadził w niezwykle krótkim czasie do korzystnej zmiany sojuszy przeciągając na swoją stronę Tatarów Krymskich. Będący dotąd po przeciwnej stronie Chanat z Mengli-Girejem na tronie, wyrzekł się współpracy z Moskwą a także potwierdził polsko-litewskie prawa do wszystkich ziem ruskich zagarniętych w ostatnich wojnach. Chan tatarski przyznał należność Pskowa, Nowogrodu Wielkiego i Rizania do domu Jagiellońskiego. Działania spadkobiercy Złotej Ordy wymierzone były w nowego władcę Moskwy Wasyla III, który w ramach odpowiedzi rozpoczął działania zaczepne na granicy z Wielkim Księstwem Litewskim. Nad ojcowizną Jagiellonów ponownie zawisła groźba moskiewskiego najazdu. Trudna sytuacja gospodarcza i wycieńczenie po ostatnich wojnach sprawiało, iż Litwa nie była dostatecznie przygotowana do kolejnego starcia. Na domiar złego przeciw swej ojczyźnie wystąpił dawny bohater spod Kiecka, Michał Gliński. Do dziś trudno jest jednoznacznie określić jakie względy kierowały zbuntowanym możnowładcą. Jedna z prawdopodobnych hipotez mówi o chęci utworzenia przez Glińskich własnego odrębnego księstwa ruskiego, nie podległego Zygmuntowi I.

Król polski, jednocześnie wielki książę litewski łączył w swojej osobie sprawy obu państw. Mimo szeregu odrębności, polityka zewnętrzna w dużej mierze prowadzona była jednorodnie. Przeciw zbuntowanym bojarom monarcha wysłał wojewodę lubelskiego - Mikołaja Firleja. Działania Glińskich skierowane były w pierwszym okresie na tereny kijowszczyzny, które mieli nadzieję zdominować. Działania te nie przyniosły jednak zakładanych skutków, a siły buntowników okazały się niedostateczne. Zdając sobie sprawę ze swych słabości marszałek litewski Piotr Gliński skierował swoje siły w okolice Mińska aby tam połączyć je z armią wojewody Oboleńskiego. Zbuntowane siły bojarów musiały stanąć przed litewskim pospolitym ruszeniem dowodzonym przez Konstantego Ostrogskiego. Wódz wojsk litewskich wykorzystując możliwości czasowe zajął dobra Glińskich i Oboleńskich, a następnie wyruszył w stronę Nowogrodu, by połączyć swoje oddziały z siłami królewskimi. W niedługim czasie Ostrogski dysponował około 10 tysiącami jazdy, wojewoda lubelski przyprowadził ze sobą około 5 tysięcy mieszanych wojsk. Przywódcy połączywszy siły dotarli dnia 13 lipca pod naddnieprzańską Orszę.

Pierwsza bitwa pod Orszą

Dniepr w historii Europy środkowo-wschodniej odgrywał niezwykle istotną rolę. Poza kwestiami handlowymi była to wielokrotnie rzeka graniczna, oddzielająca państwa, wpływy czy historyczne regiony. 13 lipca 1508 roku Dniepr w okolicy białoruskiej Orszy oddzielał polsko-litewskie siły pod wodzą  Ostrogskiego i Firleja od posiadających znaczną przewagę liczebną wojsk moskiewskich Wasyla III Rurykowicza.

Starcie rozpoczęła jazda Mikołaja Firleja, która przedostawszy się na drugą stronę rzeki przez niestrzeżony bród uderzyła na obóz nieprzyjaciela. Zorientowane w sytuacji wojska moskiewskie próbowały bronić przeprawy i odeprzeć atak polskiej kawalerii. W odpowiedzi ruszyły na nie chorągwie lekkiej jazdy  wspierane przez kopijników, a następnie także przez piechotę. Manewry oddziałów ruskich oddzieliły brodem związane walką chorągwie jazdy od głównych sił Ostrogskiego. Litewski wódz obawiał się kontrataku ze strony przeciwnika. Walki przerwała nadchodząca noc, w trakcie której ku zaskoczeniu Polaków wojska moskiewskie wycofały się na wschód.

bitwa_pod_orsza2

Bitwa pod Orszą. Źródło: http://niepoprawni.pl/sites/default/files/ilustracje-publiczny/bitwa_pod_orsza2.jpg.

Przegrupowane siły polsko-litewskie kontynuowały pochód w stronę Smoleńska, pod którym rozbiły obóz na początku sierpnia. Stacjonujące tam oddziały co pewien czas dokonywały wypadów na dalsze tereny przeciwnika, nie wyrządzając mu poważniejszych szkód. Wasyl III z powodu wewnętrznych trudności nie był w stanie definitywnie rozgromić sił Ostrogskiego i Firleja. Oddziały jagiellońskie były natomiast zbyt słabe, aby poważnie zagrozić przeciwnikowi. Zdecydowanym sukcesem wojsk polsko-litewskich było odebranie Moskwie części wcześniej zagrabionych ziem i obsadzenie ważnych twierdz. Patowa sytuacja zakończyła się podpisaniem traktatu pokojowego w październiku 1508 roku.

Po osiągnięciu rozejmu nastąpił czteroletni pokój, przeplatany drobnymi starciami na pograniczu litewsko-moskiewskim. W międzyczasie ziemie dotychczasowych przeciwników napadane były co pewien okres przez czambuły tatarskie, które poza szkodami materialnymi nie zadawały poważniejszych ciosów. Czas rozejmu wykorzystały obie strony, zwłaszcza moskiewska, do przygotowania się na kolejne starcie. Dążenia Wasyla III do zagarnięcia wszystkich ziem ruskich i utworzenia jednej Wszechrusi ze stolicą w Moskwie, stały w zupełnej sprzeczności z rozwojem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Polityka prowadzona przez Rurykowicza okazała się skuteczna w relacjach z nadal istotną Hanzą, Danią, z którymi wielki książę moskiewski nawiązał współpracę. Działania te wymierzone były w zagrażający od północy Zakon Kawalerów Mieczowych. Zabezpieczywszy sobie granice przed ewentualnym uderzeniem, Wasyl III mógł przygotować się do rozprawy z Jagiellonem.

Pierwszym celem Rurykowicza był strategiczne położony Smoleńsk. Dobrze przygotowane do obrony miasto i twierdza opierały się najeźdźcy przez ponad 6 tygodni. Smoleńsk uważany był za klucz do ziem ruskich przez co zdobycie go było niemal konieczne dla prowadzenia dalszych działań. Mimo nieudanego pierwszego oblężenia siły moskiewskie ponowiły próbę latem 1513 roku. Aby rozproszyć ewentualną odsiecz zaatakowano wysunięte dalej miejscowości - Połock i Witebsk. Działania moskiewskie nie uszyły uwadze polskich i litewskich przywódców.  W stosunkowo krótkim czasie zorganizowano kontratak, który przełamał oblężenie Witebska, a następnie Połocka. Odwet wojsk litewskich zmusił Wasyla III do przerwania oblężenia Smoleńska i wycofania się na wschód. Osamotniony książę moskiewski dostał w roku 1514 nieoczekiwane wsparcie od cesarza Maksymiliana I Habsburga, który zaproponował mu wspólne uderzenie na Koronę i Litwę. Dziś możemy te działania uznać za zagranie czysto polityczne ze strony Habsburga, którego interesy leżały na południe od granic Korony. Podbudowany tajnym układem Wasyl III ponownie uderzył na ziemię smoleńską, zdeterminowany zdobyć opierającą mu się twierdzę. Obie strony rozpoczęły regularną wojnę, w której stawką były ziemie ruskie, stanowiące niemal jedną trzecią ówczesnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Kampania orszańska 1514 roku

Pierwszym krokiem poprzedzającym działania zbrojne były zawsze specjalne podatki. Skarb wielkoksiążęcy i królewski zazwyczaj świecił pustkami, nie można było z tego powodu działać w sposób sprawny i natychmiastowy. Dodatkowe obciążenia ludności litewskiej pozwoliły na powołanie pod broń około ośmiu tysięcy zaciężnych, pod dowództwem starosty tremblowskiego Janusza Świerczowskiego. Wzmocniono także leżące na obszarze teatru wojennego miasta dodatkowymi załogami. Obowiązywała powszechna zasada nie poddawania twierdz i obrony do ostatniego żołnierza. Nie było to jednak wynikiem ponad standardowej odwagi żołnierza polskiego i litewskiego, a specyfiki organizacyjnej armii jagiellońskiej, na której odsiecz trzeba było czekać stosunkowo długo. Obok działań militarnych organizowano szeroko zakrojone akcje dyplomatyczne. Ich celem było pozyskanie Tatarów krymskich i obrócenie ich przeciw Rurykowiczowi. Nie liczono jednakże na tego sojusznika, znacznie ważniejszym było zapewnienie, iż Chanat nie zaatakuje w trudnej chwili ziem Jagiellona. Jednocześnie dyplomacja koronna starała się wpłynąć na Habsburga i Hohenzollerna, aby ci nie wykorzystali zaangażowania sił polskich w walkę z Moskwą.

Wasyl III wyruszył w kwietniu 1514 roku na smoleńszczyznę, rozpoczynając oblężenie Smoleńska. Dowódcą oddziałów moskiewskich na ziemi smoleńskiej był Michał Gliński, od kilku lat wierny poddany moskiewskiego kniazia. Miasto stawiało oblegającym mocny opór nawet po wsparciu Glińskiego przez wojska Oboleńskiego. Dwa miesiące ciężkiego oblężenia wycieńczyły obrońców, a przybycie pod Smoleńsk głównych sił z Rurykowiczem na czele zmusiło załogę miasta do podpisania kapitulacji. Do dziś historycy prowadzą dywagacje nad decyzją komendanta twierdzy - Jurija Sołłohuba. Obrona była dobrze przygotowana, a sam dowódca zdawał sobie sprawę z konieczności długiego oczekiwania na odsiecz. Zostawiając specjalistom zachowanie Sołłohuba, należy przypomnieć, iż skazany za zdradę miał zapłacić życiem.

Drzwi do ziem ruskich stały otworem przed Wasylem III.  Długo oczekiwane zwycięstwo dało Rurykowiczowi wiele satysfakcji, a jego dalsze działania spowodowały, iż Smoleńsk można uznać za jego najważniejszy cel. Mając zabezpieczone tyły nie ruszył z całą potęgą na słabiej bronione ziemie, zamiast tego wysyłał drobne podjazdy w stronę Berezyny, sam kierując się opieszale w kierunku Orszy. Działania Wasyla III każą zastanawiać się nad jego planami. Po sukcesie smoleńskim odebrał dowództwo nad częścią wojsk Michałowi Glińskiemu, nie oddał mu także obiecanej komendy nad pozyskaną twierdzą. Smoleńsk trafił do braci Szujskich, a Gliński w wyniku poniesionej zniewagi postanowił pojednać się z Zygmuntem I. Los buntownika potoczył się jednak gorzej niż planował i trafił do moskiewskiego więzienia.

Wojska polsko-litewskie skoncentrowane pod Mińskiem, liczyły około 30 tysięcy żołnierzy. W połowie składały się z mieszanej jazdy litewskiej, a najmocniejszym punktem był około 5-cio  tysięczny oddział zaciężnej jazdy polskiej. Resztę wojsk stanowiły oddziały ochotnicze, pospolite ruszenie i 3 tysiące zaciężnej piechoty ze stosunkowo dobrą artylerią. Chorągwie litewskie dowodzone były przez wojewodę kijowskiego Jerzego Herkulesa Radziwiłła, a nad polską ciężką jazdą pieczę sprawował Janusz Świerczowski. Całością armii dowodził hetman wielki litewski Konstanty Ostrogski. Siły jagiellońskie, mimo iż ustępowały armii moskiewskiej pod względem liczebności, przewyższały ją technicznie. Ciężka jazda polska stanowiła specyficzne połączenie wielu nurtów zbrojeniowych, przez co nadawała się do rozstrzygającego uderzenia, a także i do trudnej walki z mobilnymi Tatarami. Szybkie oddziały litewskie potrafiły skutecznie oskrzydlić przeciwnika i prowadzić szarpane ataki mocno osłabiające wroga przed głównym uderzeniem. Istotnym wparciem, głównie jednak psychologicznym, była artyleria.

Wasyl III

Wasyl III

Droga ku oddziałom Wasyla III prowadziła przez rzekę Berezynę, którą oddziały Ostrogskiego sforsowały 27 sierpnia. Podczas przeprawy doszło do pierwszej potyczki z broniącymi brodu siłami moskiewskimi. Niewielkie oddziały przeciwnika zostały błyskawicznie pokonane przez przednie wojsko litewskie. Pochód kontynuowano w uporządkowanym i zabezpieczonym z wszystkich stron patrolami szyku. Na horyzoncie pojawiały się co pewien czas drobne siły moskiewskie, rozbijane przez patrole Radziwiłła. Pochód sił hetmana Ostrogskiego w kierunku Orszy zmusił wojska moskiewskie do koncentracji w jednym miejscu. Brak organizacji w szeregach wielkiego kniazia utrudniał szybkie działania taktyczne. Po wielu trudnościach Wasyl III zgromadził około 45-cio tysięczną armię w okolicach Orszy, gdzie kierowali się żołnierze Jagiellona.

Bitwa pod Orszą 8 września 1514 roku

Już na początku działań operacyjnych strona moskiewska dowiodła, iż jej poziom dowódczy nie stoi na najwyższym pułapie. Głównodowodzącym siłami kniazia Wasyla III został potężny bojar - Iwan Czeladin. Wspomagali go inny ruscy możnowładcy reprezentujący pierwsze rody wielkiego księstwa, Michał Golicyn, Dymitr Bułhakow, Grigorij Dawidów, czy Iwan Rostowski. Niemal całą posiadaną piechotą i artylerią obsadzono Smoleńsk i pobliskie twierdze, a przeciw wojskom Ostrogskiego wystawiono niemal tylko formacje kawaleryjskie. Strona jagiellońska dysponowała mniej liczebną, ale o wiele bardziej zróżnicowaną armią, która mogła wykorzystać naturalne usytuowanie okolic Orszy. Bitwa w tym miejscu miała rozegrać się już po raz trzeci. Było to istotne miejsce, leżące u ujścia rzeki Orszycy i Dniepru, gdzie przecinały się szlki wiodące do Mińska, Kijowa i ku granicy z Moskwą. Kolejnym istotnym argumentem dla wyboru tego miejsca było jego naturalne położenie, pozwalające na zorganizowanie obrony i odgrodzeniu się od wroga Dnieprem, licznymi wąwozami i strumieniami. Bliskość wody dodatkowo pozwalała na utrzymanie stosunkowo długo w dobrym stanie ludzi i zwierząt, co przy braku aprowizacji było niezwykle istotne. Strona moskiewska stawiając na rozstrzygnięcia kawaleryjskie popełniła poważny błąd. Teren w okolicach Orszy nie pozwalał na rozwiniecie dużej ilości jazdy w pełnym szyku. Umożliwiał natomiast manewrowanie niewielkimi oddziałami wspieranymi przez piechotę i artylerię. Wszystko to działało od początku na korzyść strony polsko-litewskiej, która w przeciwieństwie do moskiewskiej kadry dowódczej doskonale znała topografię tego miejsca.

8 września obie armie stanęły naprzeciw siebie oddzielone Dnieprem. Ostrogski w celu zmylenia przeciwnika, a także uzyskania lepszej pozycji dokonał pozorowanego przegrupowania na tuż pod nosem Czeladina, sam ze wszystkimi siłami udał się w górę rzeki w kierunku wsi Paszyno. Wykorzystał wówczas ciekawe rozwiązanie techniczne, jakim był pływający most zbudowany z lekkiego drewna i ułożonych na wodzie beczek. Łatwy do zbudowania i zwodowania most pozwolił przedostać się armii hetmańskiej na drugą stronę na tyle szybko, aby nie dać możliwości przegrupowania Czeladinowi.

Konstanty Ostrogski zająwszy odpowiednie miejsce rozpoczął rozstawiania wojsk w szyku bojowym. Lewą flankę obsadził hufcem litewskim, nad którym sam miał dowodzenie. Na prawo od oddziałów hetmańskich stanęły chorągwie kawalerii polskiej pod dowództwem Wojciecha Sampolińskiego, a w centrum pomiędzy Ostrogskim i Sampolińskim usytuowano zaciężną piechotę. Tak wyglądała pierwsza linia wojsk hetmańskich. Za nimi ustawiono jazdę litewską pod wodzą Jerzego Radziwiłła i ciężką jazdę polską Janusza Świerczowskiego, tworzące prawe skrzydło. Lewą flankę stanowiły oddziały posiłkowe lekkiej jazdy litewskiej i polskiej. Najdalej wysunięte na prawe skrzydło były pozostałe oddziały piechoty i artyleria. Wykorzystano do tego niewielkie wzgórza, z których ostrzał był skuteczniejszy. Przeciwnik rozstawił swoje wojska w klasycznym dla siebie modelu. Pierwsza linia składała się pułku straży przedniej, silnej zaciężnej jazdy, która mimo niewielkich rozmiarów liczebnych była rozciągnięta na ponad 4 kilometry. Prawe skrzydło oddalone w okolice wsi Pugajłowo zajmował tak zwany Pułk Prawej Ręki, analogiczne lewe skrzydło rozciągnie w kierunku wsi Ruklino zajmował Pułk Lewej Ręki. W centrum rozstawiono najważniejszy Pułk Wielki zabezpieczony na tyłach Pułkiem Straży Tylniej. Plan Czeladina był zgodny ze wschodnią sztuką wojenną - chciał on uderzyć na wroga, oskrzydlić go, związać walkę jego flankami, a następnie rozgromić silnym uderzeniem w centrum swoim Pułkiem Wielkim. Moskiewski możnowładca źle rozpoznał teren walki, który niemal uniemożliwiał takie działania.

Pierwsi na polu walki pojawili się harcownicy, był to dawny zwyczaj mający na celu psychologiczną rozgrywkę. Wygrany szereg pojedynków miał podnieść morale własnej armii, a obniżyć je u nieprzyjaciela. Przejmowano również przy okazji takiego starcia jeńców, dzięki którym pozyskiwano informacje o położeniu i planach przeciwnika. Trudno orzec kto wyszedł z owych zaczepek zwycięsko. Regularną bitwę rozpoczęła strona moskiewska rzucając do ataku Pułk Prawej Ręki. Jego zadaniem było natarcie na lewe skrzydło polsko-litewskie i odcięcie go od reszty wojsk. Następnym krokiem było zdziesiątkowanie przeciwnika i oskrzydlenie go z prawej strony.  Pierwszy atak okazał się skuteczny. Przeważające siły moskiewskie mocno rozbiły linię lekkiej jazdy litewskiej. Po krótkim załamaniu się szyku w ramach odsieczy ruszyła pomocnicza jazda polska. Jednocześnie główne siły zaciężne, dowodzone przez Sampolińskiego, ruszyły do ataku na Pułk Prawej Ręki. Potężne uderzenie polskiej kawalerii spowodowało przerwanie linii moskiewskich. Pułk zdołał jednak wrócić do szeregu i nawiązać walkę z polskimi kopijnikami. Wykorzystując przewagę liczebną siły moskiewskie nacierały na walczących Polaków, zmuszając ich do systematycznego wycofywania.

Konstanty_Iwanowicz_Ostrogski_11

Konstanty Ostrogski

Zdając sobie sprawę z zagrożenia, Konstanty Ostrogski rzucił na pomoc polskiej kawalerii główne siły litewskie. Pomoc przybyła w ostatniej chwili. Połączonym siłom udało się rozbić szyki Czeladina i zmusić je do ucieczki. Lewe skrzydło jagiellońskiej armii dzielnie odpierało ataki nieprzyjaciela, umożliwiając jednocześnie ataki zaciężnych jednostek. Głównodowodzący sił moskiewskich, z przyczyn trudnych do ustalenia, obserwował porażkę swoich obu skrzydeł, nie interweniując głównymi siłami. Jedynym argumentem na te działania może być ukształtowanie terenu, które nie pozwoliłoby mu na potężną szarżę wieloma tysiącami jazdy. Należy zaznaczyć, iż w na opisywanym etapie walk Konstanty Ostrogski używał jedynie pierwszych linii, wspieranych przez oddziały ochotnicze. Właśnie z tym związany był kolejny błąd Czeladina. Bojar sądził, iż walka zaangażowała wszystkie siły jego przeciwnika. Bierność dowódcy moskiewskiego zachęciła Ostrogskiego do starej tatarskiej taktyki pozorowanej ucieczki. Miała ona na celu wyciągnięcie z szyku jazdy przeciwnika i w dogodnym momencie niespodziewany atak na jego rozluźnione siły. Manewr udał się doskonale - za udającymi odwrót siłami hetmańskimi ruszyły główne wojska Pułku Wielkiego. Pościg nie zauważył jednak dobrze obsadzonej pozycji artylerii, która rozpoczęła ostrzał jego prawego boku. Mocno osłabiony Pułk Wielki zaatakowały wyczekujące w drugiej linii siły polsko-litewskie wspierane przez ciężką piechotę. W tym samym czasie wracające z pozorowanej ucieczki jednostki wparły swoje prawe skrzydło, rozbijając Pułk Lewej Ręki. Przegrupowani z obu stron zaatakowali główne siły moskiewskie rozbijając je i zmuszając do ucieczki.

Widząc swoją porażkę Czeladin postąpił jak na wodza przystało. Na czele Pułku Straży Tylniej i resztek Pułku Wielkiego ruszył na siły Ostrogskiego w szaleńczej szarży. Niespodziewanie drogę Czeladina zastąpił ze swoją jazdą Jerzy Herkules Radziwiłł i Świerczowski . Uderzenie polsko-litewskie na kształt klina wdzierającego się w głąb szeregów moskiewskich rozbijało je niwecząc szarżę ostatniej szansy. Armia Czeladina została rozbita i pokonana. Sam głównodowodzący dostał się w ręce hetmana Ostrogskiego, który umieścił go w wileńskich lochach.

Szczęśliwa Orsza

Bitwa pod Orszą rozegrała się trzykrotnie na przestrzeni sześciu lat. Trzykrotnie wojska Konstantego Ostrogskiego rozbijały moskiewskich najeźdźców, posiadających zawsze sporą przewagę liczebną. Każda bitwa powodowała znaczne straty po stronie moskiewskiej, w ostatnim przypadku mogące przekroczyć nawet dziesięć tysięcy. Przełamano wówczas potęgę militarną Moskwy, której Wasyl III nie zdołał już odbudować. Wyczerpanie polsko-litewskich sił nie pozwoliło jednak na odzyskanie Smoleńska, który został obsadzony poważną załogą moskiewską. To co przyniosła „trzecia Orsza” to ustabilizowanie się granicy litewsko-moskiewskiej, czasowe wyeliminowanie poważnego przeciwnika oraz lepszą sytuację dyplomatyczną w stosunkach z Zakonem Krzyżackim i Habsburgami. To co ważne dla nas to fakt, iż połączone siły litewsko-polskie trzykrotnie zatrzymały agresję moskiewską. Wydaje się istotnym, aby w trudnej historii naszego regionu szukać takich dat jak zwycięstwo z 8 września 1514 roku, którego pięćsetną rocznicę autor pragnie przypomnieć tym drobnym artykułem.

 

Bibliografia:

Dróżdż P., Orsza 1514, Warszawa 2000.

Herbst S., Wojna moskiewska 1507-1508, [w:] Księga pamiątkowa ku czci Oskara Haleckiego wydana w XXV-lecie jego pracy naukowej, Warszawa 1935

Nowak T. M., Wimmer J., Historia oręża polskiego 963-1795, Warszawa 1981.

Ochmański J., Historia Litwy, Wrocław 1990.

Wójcik Z., Historia powszechna — XVI-XVII wiek, Warszawa 1991.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

15 komentarzy

  1. Edith pisze:

    Ważne, by właśnie teraz przypominać takie chwalebne karty historii. Media milczą! Dobrze, że jesteście!

  2. Gnom pisze:

    Historyczny wniosek taki, że dzisiejsi Habsburgowie i Rurykowicze nigdy nie pozwolą na to, żeby Litwini, Łotysze, Estończycy, Rusini biali i czerwoni i Polacy, kiedykolwiek połączyli siły. Zmieniłoby to radykalnie układ sił.

  3. Awangarda pisze:

    Jakbyśmy przegrali chwalebnie to by media mówiły...

  4. miro pisze:

    Trzeba odbudować monarchię jagiellońską. W przeciwnym wypadku ostanie nam się ino sznur...

  5. Piotrek pisze:

    Małe pytanie: czy bitwy przywróciły granicę sprzed zajęcia ziem litewskich przez Moskwę? Jeśli tak to był sukces, jeśli nie to co najwyżej połowiczny...

  6. Marcin Janakowski pisze:

    Sukces połowiczny w sensie terytorialnym. Brak możliwości finansowych Korony i Litwy nie pozwolił na odbicie Smoleńska, obsadzonego mocną załogą moskiewską. Ziemie te jednak od wielu dekad były terenem spornym, nie przylegającym do żadnego z państw na „stałe”. Pełen sukces można odnieść do zniszczenia dużej części potencjału militarnego Moskwy oraz w odniesieniu do ekspansywnego charakteru jej działań. Moim zdaniem do zdobyczy terytorialnych należy w tamtym okresie podchodzić z pewna rezerwą i nie traktować ich jako wyznacznik sukcesu.
    Pozdrawiam
    Marcin Janakowski

  7. Piotrek pisze:

    „Operacja się udała pacjent zmarł”. Kiedyś nasze załogi siedziały w Smoleńsku, a potem rosyjskie. Tak naprawdę Orsza oznacza, nie wygranie wojny (w sensie: sprawy), a bitwy (czyli rozbicie konkretnej armii) i to w zasadzie bez konsekwencji, bo układ sił się nie zmienił. Dla sensownego wojskowego rosyjskiego przegrana bitwa bez konsekwencji. Dla sensownego wojskowego z polskiej strony - wygrana bitwa w tym wypadku to poniekąd sztuka dla sztuki i tyle. Realnie rzecz biorąc to Rosjanie powinni się cieszyć nie my.

    • Marcin Janakowski pisze:

      Układ sił się zmienił na tyle, że wojska moskiewskie nie ruszyły dalej na ziemie Ruskie. TO był podstawowy sukces i nie można go lekceważyć. To, że nie udało się odebrać Rurykowiczowi zajętych terenów czy przeprowadzić kontry wynikało raz z braku stabilnej sytuacji na innych frontach politycznych a dwa na braku pieniędzy a co za tym idzie możliwości zorganizowania wojsk. Gdybologia wrogiem historyka ale fakty wskazują na to, iż Wasyl III szedłby dalej gdyby nie Orsza. Poza tym wyobraźmy sobie tam przegraną. Rozbita armia Litewska, pusty skarbiec Korony, zanim zwołano by pospolite ruszenie, zorganizowano obronę... Gdzie by zatrzymali wojska moskiewskie, w Kijowie ? Natomiast polecam odpowiedzieć sobie na pytanie ile czasu potrzebowała Moskwa na ponowne działania ( poważne działania ) militarne.

      • Piotrek pisze:

        Gdybologia czy nie... ale, odpowiedź wskazuje wyraźnie, że była to bitwa nie w rodzaju odzyskujemy swoje zabrane niegdyś tereny, ale ratujemy swoją skórę. Rosjanie nie mieli sił by atakować, ale my nie mieliśmy sił by dalej iść. Dla Rosjan nie zmieniło się nic, my - nadal mieliśmy Smoleńsk poza marzeniami.

        • Rafał pisze:

          Pisze pan ewidentne bzdury, w historii są setki bitew które nie zmieniały granic, ocenianie ich sensu tylko przez pryzmat zajmowania nowych obszarów lub odzyskiwania utraconych świadczy jednie o pana płytkiej wiedzy historycznej i braku umiejętności oceny skutków danej sytuacji w tym wypadku bitwy pod Orszą w szerokim kontekście. Dla mnie jedynym celem pana wypowiedzi jest wykazanie, że bitwa nie ma znaczenia, Moskwa nie poniosła strat a Rzeczpospolita jedynie się w niej wykrwawiła, co oczywiście jest nieprawdą.

  8. Paweł pisze:

    Warto w kontekście Orszy zwrócić uwagę na pewne inne kwestie. Otóż wódz Konstanty Ostrogski - wypada napisać, że był prawosławnym możnym, dostojnikiem WKL - hetmanem wielkim, wojewodą trockim i kasztelanem wileńskim. W tym kontekście zwrócę uwagę, że państwo jagiellońskie znalazło też popleczników wśród szlachty ruskiej, rodów ruskich. Stąd choćby odwoływanie się Białorusinów do tradycji historycznej WKL, ba traktowanie WKL jako państwa białoruskiego. Możemy teraz rozumieć traumę Rosjan, którzy wspominają ideę jagiellońską. Wreszcie kwestia skutków bitwy, zwycięstwa nie polegają jedynie na określonych zdobyczach terytorialnych, a Orsza po prostu obróciła w niwecz ewentualny sojusz Moskwy i Habsburgów, który miał skutkować zniszczeniem państwa Zygmunta Starego.

  9. Jagoda pisze:

    Nigdy mnie szczególnie nie pasjonowała historia. Zawsze wydawało mi się to nudne i niezbyt pasjonujące. Od kiedy zaczęłam czytać ten portal zupełnie zmieniłam zdanie. Ten o Orszy jest bardzo ciekawy może dlatego, że dotyczy losów Polski. Poza tym te komentarze pod artykułem, zwłaszcza ostatni są niezwykle interesujące

  10. Marcin Janakowski pisze:

    Bardzo trafna uwaga dotycząca kwestii narodowościowych - Pawła. Do połowy XVII wieku nie ukształtowała się ( mimo unii w 1569 ) wspólna polityka na poziomie możnowładztwa. Korona i Litwa zawsze prowadziły nieco odrębną politykę co wynikało z innych zagrożeń. Z tego powodu trudno było zmotywować szlachtę koronną do opłacania działań zbrojnych mających zabezpieczyć Litwę. Taka operacja udała się jedynie Batoremu. Trudno je jednak porównywać, inne realia, inna sytuacja gospodarcza.
    Jagoda - bardzo dziękuję w imieniu swoim i portalu.
    Pozdrawiam Marcin Janakowski

Zostaw własny komentarz