Proces i kasata templariuszy


Współczesnemu człowiekowi, niezależnie od prawdy historycznej, templariusze kojarzą z jednym – a mianowicie ze Świętym Graalem. I nieważne, czy w powszechnym mniemaniu jest on w kielichem z Ostatniej Wieczerzy; naczyniem, do którego miała spływać krew ukrzyżowanego Chrystusa; czy – jak chcą twórcy spiskowej teorii dziejów – Marią Magdaleną, żoną Jezusa i matką Jego potomków.

640px-Templars_Burning

Śmierć templariuszy na stosie

Kim byli templariusze?

Kim naprawdę byli ci średniowieczni zakonnicy-wojownicy, łączący etos rycerski z pobożnością zakonnika? Tajnymi strażnikami tożsamości Chrystusa, szantażującymi Kościół? Czcicielami diabła? Mahometa? A może członkami gnostyckiej sekty? I co sprawiło, że ich owiana tajemnicą tożsamość przetrwała siedem wieków, jakie upłynęły od upadku zakonu i tak pociąga twórców współczesnej sztuki rozrywkowej, rozbudzającej sensacjami wyobraźnię odbiorców?

Król francuski Filip IV Piękny, który doprowadził do upadku tego potężnego zakonu, przygotowując mistyfikację mającą na celu oskarżenie go herezję – najbardziej skuteczne ówcześnie – z całą pewnością nie przypuszczał, że okaże się ona tak doskonała. Nie tylko bowiem doprowadziła do kasaty wpływowych i powszechnie szanowanych templariuszy, ale oparła się próbie czasu i na każdym kroku zdaje się przeczyć logicznym wywodom. A skoro dzisiejsi, światli przecież ludzie, dają wiarę owocom pomówień, których ziarno przed siedmioma wiekami rzucił Filip IV Piękny, jakże nie mieli uwierzyć w herezję zakonu przedstawiciele średniowiecznego świata?

Prawda jest mniej skomplikowana niż chcieliby twórcy spiskowej teorii dziejów: Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, zwany też „zakonem rycerzy świątyni” (militia templi), lub Braćmi (Strażnikami) Świątyni1 (po łac. templum), stąd – templariusze, swoje powstanie zawdzięczał idei wypraw krzyżowych. W roku 1118 francuski krzyżowiec Hugo de Payens z Szampanii zorganizował religijno-rycerskie bractwo, którego zadaniem miała być ochrona pielgrzymów przybywających do Ziemi Świętej. Z czasem podjęto starania o przekształcenie bractwa w zakon i niebawem, bo już w 1128 roku na synodzie w Troyes papież Honoriusz II zatwierdził zakon, którego regułę, opartą na regule cysterskiej, opracował sam Bernard z Clairvaux2, popierający templariuszy w swym dziele De laude novae militiae (Pochwała nowego rycerstwa). Powstały zakon potrzebował poparcia ówczesnego autorytetu, jako że był swoistym novum, łączącym kontemplację oraz wstrzemięźliwość mniszego życia z krwawym rzemiosłem rycerskim.

Z czasem zakon zdobył powszechną aprobatę Kościoła, uzyskał poparcie w wielu państwach zachodnich i uznanie za krew przelaną w obronie Ziemi Świętej. Zaś jego wpływy w epoce wojen krzyżowych, wraz z nieposzlakowaną opinią i szacunkiem, miały nieprzerwanie rosnąć aż do tragicznego w skutkach roku kasaty zakonu na soborze w Vienne (1311–1312) oraz roku 1314 – śmierci na stosie ostatniego wielkiego mistrza.

Przyczyny procesu

Istnienie Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona, popularnie zwanego templariuszami, wydawało się wątpliwe po upadku w 1291 roku ostatniej twierdzy krzyżowców – Akki. Wielki mistrz zakonu Jakub de Molay jeszcze jakiś czas przebywał na Cyprze, ale stało się jasne, że po utracie Ziemi Świętej templariuszom potrzebna będzie pomoc z Zachodu. Przeniesienie do Europy głównej kwatery zgromadzenia nie było jednak rzeczą prostą, ponieważ stosunki pomiędzy templariuszami a monarchami Anglii, Hiszpanii i Francji były dosyć napięte. Władcy ci obawiali się wpływów bogatego i niezależnego zakonu, który – formalnie podległy papieżowi, a nie władzy świeckiej – nie miał obowiązku wypełniać królewskich rozkazów.

Od początku szeregi rycerzy zasilali przedstawiciele najzamożniejszych i najbardziej wpływowych rodów, nie tylko opromieniając bractwo splendorem swego nazwiska, ale i wzbogacając je mnóstwem nadań, przeważnie w postaci własności ziemskich. Stąd templariusze posiadali liczne posiadłości, głównie we Francji, jako że większość z nich (w tym wszyscy wielcy mistrzowie) wywodziła się właśnie z tego kraju.

Z czasem templariusze zaczęli pożyczać wielkie sumy przedstawicielom możnowładztwa, a nawet samym monarchom. Mieli przewagę nad innymi chrześcijańskimi pożyczkodawcami, ponieważ mogli naliczać 10-procentowe odsetki, z czego czerpali fundusze na obronę Ziemi Świętej. Uważa się także, że stworzyli koncepcje czeków oraz kredytu. Cała prowadzona przez nich operacja finansowa wyglądała mniej więcej tak: podróżni deponowali określoną sumę w najbliższym skarbcu, w zamian otrzymując pokwitowanie i u celu podróży mogli spieniężyć owe średniowieczne czeki podróżne.

Pod koniec XIII wieku templariusze byli jedną z najpotężniejszych i najbogatszych organizacji w Europie, zatem nic dziwnego, że zaczęli wzbudzać zawiść. Panujący ówcześnie we Francji król Filip IV zwany Pięknym (1285–1314), postanowił zniszczyć potężne bractwo, obok feudałów i papiestwa (na które za pontyfikatu Klemensa V wywierał silną presję) stojące na drodze do urzeczywistnienia ideału państwa rządzonego silną ręką. I bynajmniej nie wzruszył go fakt, że templariusze zawsze okazywali lojalność wobec Korony francuskiej, bo chociaż formalnie podlegali papieżowi, to przed kilku laty opowiedzieli się po stronie króla, a nie po stronie Bonifacego VIII, do którego śmierci przyczynił się zausznik królewski i zarazem jeden z przyszłych oskarżycieli, Wilhelm de Nogaret.

Jednak nie tylko obawa przed potęgą zakonu, któremu jeszcze w 1304 roku osobiście udzielił nowych przywilejów, ale przede wszystkim chęć przejęcia na wyłączność obrosłego już legendą bogactwa zakonników, sprowokowała Filipa do podjęcia pewnych kroków. Królowi, obarczonemu długami poprzedników, stale brakowało pieniędzy. A słabość finansowa monarchii przeszkadzała w ambitnym planie kształtowania modelu scentralizowanej władzy absolutnej. Na zapełnienie pustego skarbu państwa nie wystarczył feudalny system podatkowy, sprowadzający się do ściągania należności oraz przymusowych pożyczek najpierw od kleru, szlachty i mieszczan, a potem od cudzoziemskich kupców i wreszcie od Żydów, których ostatecznie aresztowano i wypędzono z Francji.

Filip wiedział, że zakon w otwartej walce może okazać się trudnym przeciwnikiem. Dlatego początkowo zamierzał go sobie podporządkować; podobno chciał zostać wielkim mistrzem, czemu templariusze stanowczo się sprzeciwili. Kiedy zrozumiał, że bezpośrednio na nich uderzyć nie sposób, rozpętał za pośrednictwem popleczników szeroko zakrojoną kampanię propagandową. Dopomógł mu tutaj przypadek, jako że do Paryża przybył niejaki Esquin de Floryan, wykluczony z zakonu za zabójstwo. W osobach wspomnianego już Wilhelma de Nogareta i Wilhelma Plaisiasa, królewskich doradców, znalazł on wdzięcznych słuchaczy, którym opowiedział barwną historię o praktykach współbraci podczas ceremonii zaprzysiężenia, polegających m.in. na składaniu przez rekrutów nieprzyzwoitych pocałunków, wyparciu się Chrystusa i opluwaniu krzyża, co miało stanowić później jeden z głównych punktów oskarżenia.

Puszczona w ruch machina propagandy szybko i skutecznie podkopała reputację templariuszy. Przekazywane z ust do ust pogłoski nie dotyczyły już zarzucanych im do tej pory chciwości, skąpstwa i zawiści, lecz herezji, bałwochwalstwa i sodomii, czyli najcięższych grzechów w pojęciu ówczesnego świata! Występki owe, których kumulacja już na pierwszy rzut oka wydaje się podejrzana, dobrane zostały celowo i miały przyczynić się do totalnej kompromitacji bądź co bądź szanowanego i potężnego zakonu, a w dalszej kolejności zagłady, bo plany królewskie nie zakładały jego rehabilitacji.

Idąc za ciosem, Filip konsekwentnie działał przeciwko Rycerzom Świątyni, najpierw jako inspirator bądź współpomysłodawca niezrealizowanego projektu likwidacji zakonu poprzez połączenie go z joannitami. Wreszcie w 1306 roku zainicjował napisanie, a następnie rozpowszechnienie traktatu pióra Pierra Dubois O odzyskaniu Ziemi Świętej, w którym była mowa nie tylko o nadużyciach oraz chciwości braci, ale i o tym, że zdradzili idee krzyżowców i zaprzedając się Saracenom, przyczynili się do utraty Ziemi Świętej.

Pod koniec 1306 lub na początku 1307 roku na wezwanie Klemensa V przybył z Cypru do Francji ostatni wielki mistrz Jakub de Molay, nieświadom zawiązującej się właśnie intrygi, od którego papież zażądał wyjaśnienia niepokojących wieści. Filip Piękny nie omieszkał bowiem podzielić się rewelacjami zasłyszanymi od Esquina de Floryana z Głową Kościoła, którego jurysdykcji podlegał zakon i w którego gestii leżały wszelkie postanowienia w jego sprawie. I właśnie w związku z tym król, forsujący koncepcję procesu przeciwko templariuszom, zwrócił się do Klemensa V o pozwolenie wszczęcia dochodzenia. Papież nie potrafił podjąć decyzji, gdy nieoczekiwanie sam Jakub de Molay, pragnąc zapewne położyć kres pomówieniom, poprosił go o otwarcie śledztwa.

14 września 1307 roku król Francji wystosował do namiestników poszczególnych prowincji opieczętowane listy z instrukcjami. Tajne pisma wyjaśniały powody aresztowań członków zakonu oraz dokładnie zlecały sposób przeprowadzenia obławy i datę – w całym królestwie taką samą. Listy, poprzedzone retorycznym wstępem, obszernie opisywały występki templariuszy. Oczywiście Filip nie zapomniał przedstawić się w nich jako obrońca wolności wiary Kościoła.

Execution_of_Jaques_Demolay

Egzekucja mistrza zakonu Jaquesa de Molay przez spalenie na stosie w 1314

Proces przeciw zakonowi

O świcie 13 października 1307 roku odbyła się we Francji doskonale zorganizowana i zakrojona na szeroką skalę akcja policyjna, której celem było aresztowanie jak największej liczby templariuszy. Operacja, przygotowana w najgłębszej tajemnicy, zakończyła się powodzeniem i jednocześnie w różnych miejscach kraju zatrzymano większość Rycerzy Świątyni, w tym wielkiego mistrza Jakuba de Molay.

Śledztwo początkowo prowadził królewski poplecznik i zarazem papieski inkwizytor we Francji, dominikanin Wilhelm Imbert z Paryża, który praktycznie każdego mógł oskarżyć o herezję i miał prawo skorzystać ze wsparcia władzy świeckiej przy ujęciu i karaniu heretyków.

Oskarżyciele wytoczyli przeciwko aresztowanym szereg zarzutów, które w średniowieczu zaliczano do najcięższych przestępstw. Lista domniemanych przewinień liczyła aż 127 punktów, spośród których można wyodrębnić sześć podstawowych kategorii: wyrzeczenie się Chrystusa i znieważanie krzyża; bałwochwalstwo (oddawanie czci magicznej głowie, kobiecie-lwu, diabłu lub Mahometowi wyobrażonemu pod postacią tajemniczego Baphometa itd.); zniewaga sakramentów (m.in. używanie podczas nabożeństw niekonsekrowanych hostii); absolucja udzielana przez osoby świeckie, co pociągało za sobą łamanie prawa kanonicznego; zaciekle zwalczany homoseksualizm i chciwość. Autorem zarzutów był bezwzględny królewski strażnik pieczęci, Wilhelm de Nogaret.

Oświadczenia przesłuchiwanych posypały się bardzo szybko, szczególnie iż oprawcy nie wzdragali się przed stosowaniem tortur. W toku przesłuchań bądź na skutek obrażeń doznanych w ich wyniku, w samym tylko Paryżu poniosło śmierć 36 templariuszy. Torturowani, głodzeni i zastraszani szybko się załamali.

Po potwierdzeniu przez wielkiego mistrza i przywódców zakonu pogłosek na temat herezji, homoseksualizmu, kultu diabła itd. i publicznym oświadczeniu, że wyznania ich są dobrowolne, wina Rycerzy Świątyni stała się oczywista zarówno dla urzędników królewskich prowadzących dochodzenie z ramienia inkwizycji, jak i dla Filipa Pięknego naciskającego na papieża Klemensa V oraz na europejskich monarchów. Ci ostatni, a w szczególności król Anglii Edward II i Jakub II Aragoński, nie dawali wiary zarzutom i dopiero papieska bulla Pastoralis praeeminentiae z 22 listopada 1307 roku skłoniła ich do aresztowania świątynników na obszarze swoich państw, ale potraktowano ich łagodniej niż we Francji.

Niezdecydowany i zależny od króla Klemens V chciał, aby proces podległego mu zakonu toczył się przed sądem kościelnym. Na wiadomość o działaniach papieskich – w istocie dość nieudolnych – wielu templariuszy odwołało poprzednie zeznania. Odwołania te dały papieżowi w lutym 1308 roku pretekst do zawieszenia dochodzenia i przejęcia całej sprawy. Jak się można było spodziewać, decyzja ta zapoczątkowała konflikt między papieżem a królem.

Filip Piękny, w odpowiedzi na zarzuty papieża o bezprawne aresztowanie templariuszy, ponownie puścił w ruch machinę propagandy, nie tylko szargającą reputację rycerzy-zakonników, ale za pomocą anonimowych broszur nadwyrężającą już i tak słabą pozycję papieża, pomawianego m.in. o sprzyjanie heretykom i nepotyzm, jako że niektórzy z prominentów zakonu byli z nim spokrewnieni. Ponadto, pragnąc zdobyć poparcie reprezentantów „ludu Francji”, zapowiedział zwołanie stanów generalnych i mając na celu znalezienie teologicznego uzasadnienia swoich działań, postanowił zasięgnąć opinii wpływowych magistrów teologii z Uniwersytetu Paryskiego.

Teologom zadał siedem pytań. „Po pierwsze, czy świecki władca słysząc heretyków bluźniących przeciwko Bogu i wierze, powinien wystąpić przeciwko nim, jeśli nawet Kościół nie upoważnił go do tego? Po drugie, czy konkretnie władca Francji może wystąpić przeciwko templariuszom jako zakonnikom, jeśli stwierdzono, że są heretykami? Po trzecie, czy zakon ten może być potępiony, skoro oskarżeni jego członkowie przyznali się do zarzucanych im win? Po czwarte, czy templariuszy, którzy wyrzekli się Chrystusa, można jeszcze uważać za katolików? Po piąte, czy zakon ten można potępić, skoro tylu świadków zeznawało przeciwko niemu? Po szóste, czy dobra templariuszy powinny przypaść królowi Francji czy Kościołowi? Po siódme, gdyby dobra te miały zostać wykorzystane na rzecz odzyskania Ziemi Świętej, czy administrację nimi należy powierzyć Kościołowi czy królowi Francji?”3.

Uczeni uznali, że świecki władca nie ma prawa więzić, przesłuchiwać oraz karać heretyków bez aprobaty i poparcia papieża. Ponadto templariusze są osobami duchownymi i jako takie podlegają prawu kościelnemu. Po trzecie – i tylko ta odpowiedź pokrywała się z postulatami króla – stwierdzili, że skoro oskarżeni dobrowolnie przyznali się do postawionych im zarzutów, to cały zakon należy potępić, zaś tych, którzy najbardziej zawinili, poddać stosownej karze.

Niedługo potem Filip zjawił się w Poitiers, gdzie przebywał Klemens V. I chociaż rzucił mu się do nóg, nikt nie miał wątpliwości, kto tak naprawdę ma więcej do powiedzenia w sprawie templariuszy. 27 czerwca król sprowadził siedemdziesięciu dwóch templariuszy mających jakieś pretensje do zakonu albo łatwo dających się zastraszyć groźbami, albo będących agentami królewskimi. W wystąpieniu przed papieżem i kardynałami potwierdzili oni dotychczasowe zeznania, co latem 1308 roku zaowocowało wydaniem bulli.

W bulli Subit assidue z 5 lipca papież napisał, że dotychczas nie wierzył w zarzuty, lecz oświadczenia, których dane mu było wysłuchać w Poitiers, przekonały go o ich winie. Kolejna bulla, Regnans in coelis, podsumowywała sprawę templariuszy i dowodziła zmiany stanowiska papieża. Nie troszczył się już o uwięzionych braci i w pojednawczym tonie wyrażał się na temat zasług Filipa Pięknego w ujawnieniu haniebnych zbrodni zakonu.

Zgodnie z tym, co zapowiedział w bulli Subit assidue, od sierpnia 1308 roku postępowanie śledcze formalnie znalazło się w rękach Kościoła. W istocie jednak procesem i przesłuchaniami kierował  Filip, którego drażniła opieszałość sądów biskupich i niejasne stanowisko papieża, usiłującego bronić swojego słabego statusu jako Głowy Kościoła, a nie templariuszy, w przetargach z królem traktowanych dość instrumentalnie.

Tak czy inaczej, przeciąganie przez papieża sprawy w nieskończoność raczej nie pomagało zakonnikom, bo tortury, groźby i miesiące pobytu w lochach o wodzie i chlebie zrobiły swoje: potwierdzili składane wcześniej zeznania i wyrzekając się herezji, wyrazili chęć powrotu na łono Kościoła. A gdy mimo wszystko pojedyncze osoby nadal trwały w uporze, zgodnie z instrukcją papieską niszczono ich morale, zapoznając z zeznaniami wielkiego mistrza i innych przywódców zakonu. Lecz kiedy i to nie odnosiło skutku, niepokornych przekonywano groźbą tortur. Nie należy się więc dziwić, iż w takiej sytuacji żaden z templariuszy nie odwołał zeznań i że nawet Jakub de Molay, którego załamały tortury i dwa lata więzienia, nie potrafił obronić współbraci.

Potwierdzenie uprzednich zeznań nie przyniosło jednak rozstrzygających rozwiązań. Kilkumiesięczna przerwa w dochodzeniu dała templariuszom czas na zebranie sił i odwagi na obronę. Pierwsi bracia gotowi odeprzeć absurdalne oskarżenia pojawili się w lutym 1310 roku. Początkowo było ich piętnastu, ale niebawem liczba ta urosła do około sześciuset. Na ich czele stanęli Renard de Provins, preceptor Orleanu, i Piotr z Bolonii, pełniący funkcję prokuratora przy kurii rzymskiej. Obaj posiadali dużą znajomość prawa, więc potrafili bronić się przed oskarżeniami. W pierwszej kolejności złożyli przed komisją sądową skargę na warunki życia uwięzionych: pozbawienie sakramentów i wszelkich dóbr doczesnych, trzymanie w łańcuchach i nędzne wyżywienie. Następnie zwrócili komisarzom uwagę na trudności związane z wyznaczeniem przez oskarżonych dwóch mających ich reprezentować obrońców, czego domagała się komisja.

Hattin

Templariusze brali udział w bitwie pod Hittin (1187) podczas krucjat

1 kwietnia przed papieską komisją złożyli zeznania: Renaud de Provins, Piotr z Bolonii, dwaj rycerze – Guillaume de Chambonnet i Bertrand de Sartiges, oraz przedstawiciel giermków, Robert Vigier. W imieniu wszystkich zabrał głos Renaud de Provins, który we wstępie oświadczył, iż ani on, ani jego towarzysze nie mogą pełnić funkcji obrońców zakonu bez zgody kapituły i wielkiego mistrza. Ci ostatni zaś nie będą w stanie jej udzielić, jeśli nie znajdą się pod opieką Kościoła. Następnie wyraził życzenie, aby obrońcom zagwarantowano bezpieczeństwo.

Obrońcy dobrego imienia zakonu i niewinności współbraci jeszcze kilkakrotnie zabierali głos przed komisją, przypominając męczeństwo templariuszy i krytykując okrutne metody, do jakich się posunięto, aby wydobyć stosowne zeznania. Na posiedzeniu 24 kwietnia zażądali udostępnienia protokołów z dotychczasowych przesłuchań, na co reprezentanci króla, nadal bezprawnie zasiadający w komisji papieskiej, przedstawili dokument autorstwa Jana de Pouili, teologa i prawnika niechętnego templariuszom. Zawierał on odpowiedzi na pytania postawione mu przez Filipa Pięknego, których wymowa była jednoznaczna. Na pytanie o winę Jakuba de Molay odpowiadał, że wielki mistrz musi zostać ukarany jako przykład dla innych. Na pytanie, czy istota wyznania templariuszy powinna być potępiona jako zwodnicza, odpowiadał twierdząco. Na kolejne pytanie, odnoszące się do roli obrońców zakonu, odpowiadał, że bronią jego błędów. Na ostatnie, czwarte pytanie, co czynić z niewinnym templariuszem, odpowiadał, iż taki nie istnieje.

Mieszanie się w prace komisji papieskiej nie było jedynym sposobem, do jakich uciekł się Filip Piękny w walce z zakonem. Bowiem już wkrótce, w maju 1310 roku, działający z jego ramienia arcybiskup Filip de Marigny zwołał do Paryża radę archidiecezjalną, która miała rozpatrzyć sprawy templariuszy z prowincji Sens. Tak brzmiała oficjalna wersja, ale w gruncie rzeczy chodziło o zastraszenie braci, którzy chcieli bronić zakonu. Świadom tego Piotr z Bolonii skierował apel do Gilesa Aicelina, przewodniczącego komisji papieskiej, by otoczył opieką rzeczników zakonu i udaremnił działania arcybiskupa Sens. Aicelin, niegdyś urzędnik Filipa Pięknego, nie zamierzał brać ich pod opiekę. Niebawem zaś zrezygnował z przewodniczenia komisji i decyzję co do kolejnych postanowień pozostawił jej czterem członkom, którzy nie umieli znaleźć żadnego rozwiązania. Komisja nie potrafiła również zapobiec posłaniu na stos pięćdziesięciu czterech templariuszy, którzy bronili niewinności zgromadzenia.

Przed radą prowincji Sens postawiono także Renauda de Provins, jednego z najważniejszych obrońców zakonu. Został wprawdzie uwolniony dzięki interwencji komisarzy, lecz linia obrony załamała się, gdy bez śladu zniknął Piotr z Bolonii, drugi obrońca. Oficjalna wersja mówiła o jego ucieczce, ale zważywszy na metody siepaczy Filipa Pięknego, nietrudno zgadnąć co go spotkało. Kilka dni potem czterdziestu czterech braci z grupy obrońców złożyło rezygnację przed komisją, która odroczyła prace do 3 listopada 1310 roku.

Po tajemniczym zniknięciu Renauda de Provins i Piotra z Bolonii załamała się zorganizowana obrona, choć jeszcze przed nieudolną komisją papieską stawali heroiczni bracia broniący jego godności. Komisja działająca do czerwca 1311 roku przesłuchała ponad dwustu templariuszy, spośród których niecała połowa głosiła tezę o niewinności. Pozostali, przerażeni wypadkami w prowincji Sens, wycofywali się albo wracali do wcześniejszych zeznań krzywdzących zakon, a nawet zaprzeczali, że kiedykolwiek byli jego rzecznikami.

26 maja 1311 roku komisja przesłuchała trzech ostatnich świadków, po czym, zasięgnąwszy opinii papieża i kardynałów, udała się do Pontoise, gdzie w obecności Filipa Pięknego zakończyła swe prace.

Philippe_IV_le_bel

Filip IV Piękny

Kasata zakonu templariuszy

O przyszłości zakonu templariuszy miał zadecydować sobór powszechny w Vienne (jedyny w czasie trwania tzw. niewoli awiniońskiej papieży) zwołany przez papieża Klemensa V pod niewątpliwym naciskiem Filipa Pięknego. Obrady nielicznych, bo około trzystu przedstawicieli Kościoła, rozpoczęły się 16 października 1311 roku i miały na celu przede wszystkim, obok kwestii planowanej reformy Kościoła i pomocy dla Ziemi Świętej, rozstrzygnięcie losu templariuszy oraz dawnego sporu między papieżem Bonifacym VIII a królem Francji. Konflikt ów dotyczył spraw finansowych i pogłębił się, gdy Bonifacy VIII ogłosił wyższość władzy papieskiej nad świecką, a posłuszeństwo Głowie Kościoła wymogiem koniecznym do zbawienia. Filip w odpowiedzi kazał papieża porwać i postawić przed sądem, i chociaż ów nie ugiął się przed napastnikami, to jednak na skutek akcji Wilhelma de Nogareta podupadł na zdrowiu i niebawem zmarł.

Sprawa tego konfliktu jest istotna dla problemu templariuszy, ponieważ Klemens V, w zamian za odstąpienie od żądania pośmiertnego potępienia Bonifacego VIII, przychylił się do królewskiego postulatu kasaty zakonu. Zanim jednak rozegrał się ostatni akt dramatu, jeszcze w okresie poprzedzającym sobór, papież usilnie zabiegał o przyspieszenie śledztwa przeciwko templariuszom poza granicami Francji. Nadchodzące powoli i raczej skromne protokoły przesłuchań, analizowane przez papieża, kilku kardynałów oraz specjalną grupę prałatów, stanowiły materiał do streszczeń, tzw. rubricae, które następnie przedstawiono do wglądu soborowi. Uczestnicy soboru otrzymali ponadto ekspertyzy tych przedstawicieli kleru, których Klemens V poprosił o wypowiedzenie się w sprawie występków oraz przyszłości templariuszy. Autorzy tych opinii, jak choćby biskup Awinionu Jakub Dueze, przyszły papież Jan XXII, na ogół wyrażali przekonanie, iż papież, jako jego najwyższy zwierzchnik, ma prawo rozwiązać zakon. Jeśli zaś chodzi o samych templariuszy, to i tak swoimi czynami oraz bogactwem postawili się poza Kościołem, a zeznania tysięcy świadków niezaprzeczalnie dowodzą ich błędów i herezji.

Wprawdzie do Vienne przybyli zaproszeni formalnie przedstawiciele templariuszy, lecz nie zostali dopuszczeni do głosu, mimo iż część prałatów była zdania, że powinni zostać wysłuchani. Zjawiając się pod koniec października 1311 roku w niewielkiej liczbie dziewięciu,  przedstawili się jako rzecznicy zakonu, ostrzegając, że w okolicach Vienne czeka armia rycerzy gotowych ich wesprzeć. Papież niezwłocznie kazał ich aresztować.

W toku obrad soboru uznał, że niemożliwością jest przedyskutowanie problemu templariuszy przez całe zgromadzenie i zdecydował się na powołanie specjalnej komisji. Następnie spośród jej członków wyłonił jeszcze mniejszą grupę, którą spodziewał się bez trudu przekonać o konieczności kasaty zakonu. Oczekiwania Klemensa V co do rychłego rozwiązania sprawy spełzły na niczym, gdyż wśród duchownych pojawiły się głosy przychylne Rycerzom Świątyni.

Tak więc sprawa templariuszy znowu zaczęła się wymykać z rąk Filipowi Pięknemu, bowiem papież, z jednej strony naciskany przez niego, a z drugiej wstrzymywany głosem sumienia ojców soborowych, nie potrafił zdecydować o przyszłości zakonu. Nic dziwnego zatem, że ambitny  monarcha zaczął wywierać coraz silniejszą presję na zależnego odeń Klemensa V i po zwołaniu do Lionu stanów generalnych, od których chciał uzyskać bezwzględne potępienie templariuszy (co stało się w połowie marca 1312 roku), wysłał do Vienne specjalnych delegatów, m.in. Nogareta i Plaisiansa, którzy prowadzili tam dwunastodniowe rokowania. A następnie wystosował stanowcze ultimatum, w którym wyraźnie zasugerował, że templariuszy należy zlikwidować.

Wiadomo, że jeszcze 20 marca Klemens V nie podjął żadnej decyzji, jednak po przybyciu Filipa Pięknego na czele małej armii, większością czterech piątych głosów zapadło postanowienie o kasacji zakonu. Demonstracja siły tudzież szantaż (królewskie odstąpienie od żądania pośmiertnego potępienia Bonifacego VIII w zamian za rozwiązanie templariuszy) osiągnęły skutek zamierzony przez króla Francji.

Decyzję o kasacie zakonu ogłoszono 3 kwietnia 1312 roku, na uroczystej sesji soboru, odczytując  papieską bullę Vox in excelso. Sobór viennejski, stanowiący smutny przykład soboru powszechnego zwołanego i przeprowadzonego pod silnym naciskiem króla Francji, raz na zawsze przypieczętował los Zakonu Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona. Klemens V w zakończeniu bulli definitywnie ogłosił kres istnienia templariuszy.

Średniowieczna Europa przyjęła postanowienie papieża jeśli nie z oburzeniem, to przynajmniej z gorzkim rozbawieniem. Sceptycznie nastawiony wobec soboru angielski dziejopis Walter z Hemingborough stwierdził wprost, iż zgromadzenie w Vienne nie zasługiwało na miano soboru. Mniej stanowcze w wymowie, lecz również krytyczne stanowisko zajął w traktacie Contra impugnatores exeptorum (1312) cysters Jakub de Therines, teolog z Uniwersytetu Paryskiego, który na soborze występował w obronie zakonu. W rozprawie tej zakwestionował winę templariuszy, wskazując na brak dowodów, brutalne metody przesłuchiwania, sprzeczności zawarte w ich oświadczeniach i wycofywanie się z uprzednich zeznań. Z kolei florentyńczyk Giovanni Vilani napisał w swojej kronice o chorobliwej żądzy i chciwości Filipa Pięknego, które przyczyniły się do bezprawnego unicestwienia zakonu oraz o spisku, w jaki wszedł z papieżem dla osiągnięcia tego celu. Natomiast jego sławny rodak, poeta Dante Alighieri, również widzący w ofierze złożonej z templariuszy papieski akt wdzięczności wobec Korony francuskiej za poparcie w staraniach o Stolicę Piotrową, przepowiadał Klemensowi V w Boskiej Komedii, że za zniszczenie niewinnego zakonu będzie się smażył w czeluściach piekielnych pośród symonitów umieszczonych w głębokich jamach głowami w dół (Piekło, Pieśń XIX).

Jednak ani sprzeciw, ani słuszne skądinąd oburzenie światłych i prostych umysłów ówczesnego świata nie mogły zmienić faktu, że templariusze zostali oficjalnie rozwiązani. Lecz choć zakon przestał istnieć, pozostał problem jego członków oraz rozległych dóbr ziemskich. W bulli Ad providam z 2 maja 1312 roku Klemens V – po wcześniejszym omówieniu tej kwestii z niechętnymi ojcami soborowymi i pozyskaniu aprobaty Filipa Pięknego – postanowił o przekazaniu majątku templariuszy zakonowi joannitów, wyjątek czyniąc dla włości położonych w królestwach Aragonii, Kastylii, Portugalii i Majorki, których władcy zawarowali je albo dla siebie, albo dla podlegających im innych zakonów rycerskich. Przekazywanie dóbr joannitom we Francji okazało się dla nich nieopłacalne, gdyż musieliby wykupić je z rąk króla, który pod pretekstem długów zajął znaczną część dawnych ziem templariuszy.

Z kolei o losie byłych członów rozwiązanego zakonu decydowała bulla Considerantes dudum z 6 maja 1312 roku, w której papież wydał stosowne instrukcje względem oskarżonych. I podczas, gdy wyższych rangą zakonników pozostawił własnemu osądowi, zwykłych braci miały sądzić synody prowincjonalne. Ci, których uznano za niewinnych lub przyznali się do winy i powrócili na łono Kościoła, mieli otrzymywać dożywotnią rentę i uzyskać możliwość zamieszkania w wybranym przez siebie klasztorze, jako że ich śluby zakonne nie traciły na ważności. Ci natomiast, którzy wyparli się zarzutów o herezję lub odwołali uprzednie zeznania, mieli – jako zatwardziali heretycy – ponieść najsurowszą karę przewidzianą według prawa kanonicznego. Wielu templariuszom istotnie wypłacano później obiecane pensje, wielu z czasem darowano nawet dożywotnią karę więzienia, a inni stracili sens życia i ulegali stopniowej demoralizacji.

22 grudnia 1313 roku Klemens V wyznaczył komisję, która miała ostatecznie zdecydować o przyszłości czterech przywódców rozwiązanego zakonu. Komisja ta zapowiedziała na dzień 18 marca 1314 roku synod, który w wyznaczonym terminie zebrał się w Paryżu z udziałem arcybiskupa Sens oraz licznych biskupów, teologów i doktorów prawa kanonicznego. Przed zgromadzeniem tym stanęli wówczas: wielki mistrz Jakub de Molay, były wielki wizytator Francji Hugo de Payraud, dawny preceptor Akwitanii Gotfryd de Gonneville i były preceptor Normandii Gotfryd de Charnay, którzy publicznie zostali skazani na dożywotnie więzienie. Jednak w chwili odczytywania wyroku Jakub de Molay i Gotfryd de Charnay wstali i przed zgromadzonym tłumem oświadczyli, że zakon jest niewinny, jego reguła jest święta, a pomówienia o herezję są fałszywe i że do zarzucanych im czynów przyznali się z lęku przed torturami. Kiedy wieść o tym doszła do króla, rozkazał, aby obu spalono jeszcze tego samego dnia.

Straszliwa śmierć w płomieniach, w hańbiących mitrach heretyków, ale i heroiczna postawa obu przywódców zakonu, spalonych na wyspie na Sekwanie, szybko stała się źródłem legend. Opowiadano bowiem, że początkowo płomienie omijały wielkiego mistrza, który stojąc na stosie miał przepowiedzieć papieżowi, królowi i de Nogaretowi, że jeszcze w tym samym roku staną na sądzie Bożym. Nawet jeśli to tylko legenda, niezaprzeczalnym pozostaje fakt, że Klemens V zmarł 20 kwietnia na biegunkę, de Nogaret (autor aktu oskarżenia) w maju, a zaledwie 46-letni król Filip Piękny – 29 listopada 1314 roku na skutek obrażeń doznanych po upadku z konia.

Na koniec warto dodać, że najstarszy z synów Filipa, Ludwik X Kłótliwy, zmarł mając 27 lat. Następca Ludwika, jego brat Filip V Długi, żył niewiele dłużej, bo w chwili śmierci miał lat 28, natomiast najmłodszy syn Filipa i zarazem ostatni z Kapetyngów, Karol IV Piękny, zmarł w wieku 34 lat. Tak oto w ciągu kilkunastu lat pochowano czterech królów i wygasła królewska dynastia, w czym potomni dopatrywać się będą kary Bożej za usankcjonowaną prawnie największą zbrodnię średniowiecza.

Bibliografia

Źródła:

  • Bulla «Ad providam» o dobrach templariuszy, [w:] Dokumenty soborów powszechnych, oprac. A. Baron, H. Pietras, t. II, Kraków 2002, s. 483–493.
  • Bulla «Considerantes dudum» o templariuszach po kasacie, [w:] Dokumenty soborów powszechnych, oprac. A. Baron, H. Pietras, t. II, Kraków 2002, s. 494–501.
  • Bulla «Vox in excelso» o kasacie templariuszy, [w:] Dokumenty soborów powszechnych, oprac. A. Baron, H. Pietras, t. II, Kraków 2002, s. 464–483.

Opracowania:

  1. M. Baigent, R. Leigh, H. Lincoln, Święty Graal, święta krew, tłum. R. Sudół, Warszawa 2006.
  2. M. Barber, Templariusze, tłum. R. Sudół, Warszawa 2000.
  3. M. Bauer, Templariusze, mity i rzeczywistość, tłum. M. Słubicka, Wrocław 2004.
  4. R. Chamberlin, Źli papieże, tłum. A. Weseli-Ginter, Warszawa 2005, s. 96–102.
  5. B. Hamilton, Wyprawy krzyżowe, tłum. S. Bartosiak, Warszawa 2000, s. 30–41.
  6. R. A. Haasler, Mord mnichów, [w:] Zbrodnie w imieniu Chrystusa, Katowice 1999, s. 171–187.
  7. Z. Kulcsár, Proces templariuszy, [w:] Tajemnice i skandale średniowiecza, tłum. A. Mazurkiewicz, s. 171–203.
  8. J. Kłoczowski, Wspólnoty zakonne w jednoczącej się Europie, Poznań 2003.
  9. F. Kusiak, Rycerze średniowiecznej Europy łacińskiej, Warszawa 2002, s. 209–221.
  10. J. Prokopiuk, Proces Templariuszy, Warszawa 2005.
  11. R. Romański, Klątwa templariuszy!, [w:] Niewyjaśnione zagadki historii świata, Warszawa 2006, s. 84–154.
  1. Siedziba zakonu mieściła się na miejscu dawnej Świątyni Salomona. []
  2. Bernard z Clairvaux (1090–1153) wybitny teolog i mistyk średniowieczny, po śmierci ogłoszony Ojcem i Doktorem Kościoła i kanonizowany (1174). []
  3.  J. Prokopiuk, Proces Templariuszy, Warszawa 2005, s. 43. []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

7 komentarzy

  1. Piotrek napisał(a):

    Taż sama przepowiednia miała także głosić, że żaden mężczyzna z najbliższej Filipowi rodziny nie przekroczy wieku Chrystusowego, czyli umrze przed skończeniem 34 lat. Chrystus zmarł w wieku 33 lat (dokładniej: zanim skończył 34 lata...)

  2. Tymon napisał(a):

    Świetny tekst. Naprawdę budzi emocje, a niby działo się to tak dawno. Gratuluję autorowi 🙂

  3. Filip Jaskulski napisał(a):

    Warto dodać, że dzień aresztowania członków zakonu we Francji, czyli 13 października 1307 roku, był piątkiem i stąd właśnie wziął się słynny nieszczęsny „piątek 13go”. Historia końca zakonu łączy się z historią początku pierwszych lóż wolnomularskich. Bardzo prawdopodobne, że wielu byłych już zakonników miało swój wkład w powstanie takich organizacji.

  4. Marcin z Wawy napisał(a):

    Nogaret nie zmarł w maju. W tekście na końcu jest błąd. Umarł już w 1313 r.

    • Andrzej napisał(a):

      W 1313 roku to raczej nie. W każdym razie z tego co podaje francuski historyk Jean Favier wynika że do spalenia Jacques de Molay doszło m.in na skutek zawziętości Nogareta. A ta egzekucja miała miejsce w 1314 roku.

      • Marcin z Wawy napisał(a):

        Z encyklopedii PWN:
        „Nogaret [nogarẹ]
        Guillaume de, ur. ok. 1260, Saint-Félix-de-Caraman, zm. 1313,
        legista francuski...”

Zostaw własny komentarz