„Żołnierze przeciwko śmierci i diabłu” – H. Slesina – recenzja


Tym razem nie mamy do czynienia ze zwykłymi wspomnieniami, ale z najczystszej wody literaturą propagandową. Bez skrótów, z niewielkim wprowadzeniem, wydawca częstuje nas dokładnie tym, co w połowie wojny wydano w nazistowskich Niemczech jako książkę zagrzewającą do wojennego wysiłku.

zolnierzePorucznik Horst Slesina jest wówczas oficerem informacyjnym, korespondentem z frontu walk przeciwko bolszewickiej Rosji. Dysponuje kilkuosobową ekipą, która ma na wyposażeniu niewielki wóz opancerzony, z zamontowanym wewnątrz sprzętem radiowym. Właśnie tak zaczyna się owa książka – od ataku Niemiec na ZSRS i opowiada głównie o pierwszych miesiącach tej części konfliktu, który w historii zapisze się jako II wojna światowa. Najpierw jest to więc opowieść odtworzona z reportaży radiowych, nadawanych wówczas do niemieckiego radia publicznego jako dźwiękowe przedstawienie starć na Wschodzie. Dopiero w drugiej kolejności, kiedy w 1942 r. postanowiono o przygotowaniu z tego materiału książki, do zapisu relacji radiowych dołączono równie plastyczne opisy uzupełniające. I, bez dwóch zdań, jest to dokument propagandowy, którego każde zdanie było dopuszczone do upowszechnienia przez hitlerowski aparat indoktrynacyjny. Slesina zresztą sam doskonale się w tę narrację wpisywał, skoro to właśnie jego reportaże radiowe uznano za zdolne do uzupełnienia i udostępnienia Niemcom jako postulowany wizerunek własnych żołnierzy, w postaciach bohaterów i bolszewickiego przeciwnika w formie masy, czyli bezrozumnego motłochu.

Ze strony na stronę, z rozdziału na rozdział, gloryfikowani są tytułowi niemieccy Żołnierze przeciw śmierci i diabłu, którzy, porwani ideałami nazistowskiej rewolucji, mają uratować świat przed komunistycznymi hordami. Chyba tylko dlatego warto przeczytać tę książkę; dlatego, że przedstawiony w niej obraz śmiertelnych zmagań dwóch niedawnych sojuszników jasno wskazuje, że wygrać może tylko jedna z tych rewolucji i żadna ze stron nie cofnie się przed popełnianiem najgorszych zbrodni. Naturalnie, Slesina głośno nawołuje swych rodaków do rozgromienia przeciwnika, a zła wyrządzanego innym nawet nie zauważa. Tak jest z opisem ludzi i terenów, które Wehrmacht zdobywa w pierwszych dniach walki z Sowietami, czyli na wspólnie zagarniętych wcześniej ziemiach polskich. Wojenny reporter pisze o tym, jak brutalnie sowiecka okupacja potraktowała Polaków ze wschodnich rubieży, lecz ani słowem nie wspomina, że dokładnie w tym samym czasie podobnie funkcjonowały obozy i mordowano ludność polską na terenach zajętych przez Niemców. Klasyczne działania propagandy pokazują więc bolszewików jako zło ostatnie i najgorsze, nazistów zaś jako wybawców. Dla Polaków zarówno wtedy, jak i dziś jest to stanowisko trudne do przyjęcia.

Kto ma siłę powstrzymywania odruchu wymiotnego, temu zaserwuję fragment z siłą patosu, jakich w książce jest bez liku i potencjalny czytelnik powinien się do nich przyzwyczaić: Walczymy, strzelamy się z ludźmi z trzydziestu różnych grup etnicznych, komisarzami i Żydami z oddziałów specjalnych, którzy są diabłami w ludzkiej skórze. Nie ma ani chwili odpoczynku, ani najmniejszego światełka w tym mroku bezpardonowej walki. Ciało i psychika jest pod coraz większą presją, ale nic nie może nas złamać. Ciężkie boje i bolesne doświadczenia w Związku Radzieckim zahartowały nas. Jesteśmy niczym stal, która pod wpływem uderzeń i ognia staje się coraz twardsza i lepsza.

Może jeszcze jedno cytowanie o stali, tym razem dla uśmiechu pełną gębą: Ludzie ci nie odstępują wroga dniem i nocą. Zawsze tam, gdzie robi się krucho, zawsze daleko w przodzie, zawsze w stałym kontakcie z nieprzyjacielem, polują na niego i gdziekolwiek go napotkają uderzają mocno i pewnie – prawdziwi „husarze na stalowych rumakach”. O kim mowa? Szybkie jednostki pancerne, spadochroniarze, zwiadowcy? Nie, to o kompanii cyklistów. Husarzami Wehrmachtu są, w słowach Slesiny, rowerzyści.

Nawet taki fragment – w moim odczuciu – powinien zburzyć przekonanie polskiego redaktora owej publikacji, że Slesina opisuje realność walk na Wschodzie. Przyznaję, że robi to zręcznie i kwieciście, ale na ile prawdziwie, można wyczytać z dokumentacji i licznych wspomnień porównawczych, pisanych później, w warunkach demokratycznych. Wówczas atrakcyjna narracyjnie książka Slesiny staje się jedynie dokumentem swoich czasów w zakresie języka reporterów wojennych i doboru treści indoktrynacyjnych w nazistowskich Niemczech, nie zaś literalnym zapisem walk 8 Dywizji Piechoty pod Grodnem, Witebskiem, czy później Smoleńskiem. W niczym to jednak umiejętnościom porucznika nie umniejsza, gdyż jest mistrzem słowa, umiejętnie przeplatającym fakty i emocjonalne ekscytacje w zwarty łańcuch reportaży wojennych. Ważnym uzupełnieniem, zarazem też pokazującym wszechstronność pracy informacyjnej niemieckich kompanii propagandowych, jest kilkadziesiąt zdjęć z pierwszych miesięcy kampanii wschodniej, gdzie mamy również możliwość znaleźć najważniejszą chyba fotografię i dzięki niej „spotkać się” z Horstem Slesiną podczas nagrywania relacji radiowej spod Grodna. Jest to więc dość spójny obraz, lecz nie tyle walki, ile pracy wojskowych grup korespondenckich, które o tej wojnie miały opowiadać rodakom w kraju. Dodam jednak, że nie poprzez wolne media, tylko w warunkach informacyjnych kraju rządzonego totalitarnie.

Dlatego, może nawet z większym przekonaniem, polecam tę książkę wszystkim, którzy chcą sami się przekonać, jak wygląda z bliska propagandowa papka; uzmysłowić sobie, że tak właśnie od lat funkcjonuje wojenny kanon: my –herosi, oni – diabły; jak z całej gamy środków perswazji wyciąga się tylko te, które są aktualnie potrzebne i modeluje rzeczywistość według potrzeb bezpardonowej walki z wrogiem; i jak łatwo poprzez słowa niemieckiego korespondenta wojennego z lat czterdziestych ubiegłego wieku znaleźć i potwierdzić analogie do dzisiejszych konfliktów na Ukrainie czy w Syrii. Niestety.

 

Plus/Minus:

Na plus

+ przypomnienie literatury propagandowej III Rzeszy

+ umiejętność obserwacji i przekazu autora

+ garść oryginalnych ilustracji z wydarzeń

Na minus

- spora liczba błędów literowych

 

Tytuł: Żołnierze przeciwko śmierci i diabłu

Autor: Horst Slesina

Wydawca: KATMAR sp. z o.o.

Data wydania: 2015

Okładka: twarda

ISBN: 978-83-65201-58-4

Liczba stron: 252

Cena: ok. 49 zł

Ocena recenzenta: 8,5/10

 

Korekta: Adrianna Szczepaniak


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz