„Cywilizacja komunizmu” – L. Tyrmand – recenzja


Życie w komunizmie jest piekłem, ale nie dla wszystkich. Jest piekłem dla ludzi dobrej woli. Dla uczciwych. Dla rozsądnych. Dla chcących pracować z pożytkiem dla siebie i dla innych. Dla przedsiębiorczych. Dla tych, którzy chcą coś zrobić lepiej, wydajniej, ładniej. Dla tych, którzy chcą rozwijać, wzbogacać, pomnażać. Dla wrażliwych. Dla prostolinijnych i skromnych. Natomiast dobrze prosperują w komunizmie głupcy niedostrzegający własnej marności i śmieszności”1 – tak Leopold Tyrmand opowiadał przed laty o Cywilizacji komunizmu, książce, która doczekała się kolejny raz wznowienia wydania. 

Książka Cywilizacja komunizmu nie jest nowością wydawniczą. Leopold Tyrmand, polski pisarz i publicysta, przekazał ją do rąk czytelników w 1972 r. W roku obecnym, za sprawą Wydawnictwa MG, ukazało się kolejne wydanie tej wartościowej pozycji. Do jej niewątpliwych atutów, poza językowym kunsztem, znanym uprzednio choćby z Dziennika 1954, czy Złego, należy również sama tematyka. Tyrmand, jako jeden z największych przeciwników panującego ustroju, zdecydował się przedstawić wszelkie jego absurdy. Nie uczynił tego jednak z urokiem filmów Barei. Osobiście uważał bowiem, że polskie komedie z okresu Polski Ludowej czynią więcej złego, niż dobra. Za ich sprawą, komunizm przybiera ludzką twarz. Jest przaśny, swojski, znośny, podczas gdy w oczach Tyrmanda stanowił najgorszą plagę, jaką spotkała ludzkość.

Nastawienie autora wobec ideologii, w której przyszło mu żyć i tworzyć, wynika właśnie z jego życiowych doświadczeń. Jak twierdzi biograf pisarza, Mariusz Urbanek, był bardziej popularny niż jego najbardziej znana powieść. Kreacja, jaką przybrał za swojego życia, była doskonała. Zachowaniem, gestykulacją, ubiorem wyróżniał się na tle szarzyzny smutnych lat 50. Czynił to na tyle skutecznie, że z czasem za symbol walki z prozą życia codziennego w Polsce uznane zostały jego… kolorowe skarpetki. Hedonistyczne podejście przysparzało mu jednak wielu problemów. Ich początek nastąpił, zanim dał poznać się szerszej publiczności jako autor Dziennika 1954 i Złego. W 1950 r., w sprawozdaniu z turnieju bokserskiego niepochlebnie wypowiedział się na temat radzieckich sędziów, za co został wyrzucony z redakcji „Przekroju„. Pomocną rękę w kierunku bezrobotnego dziennikarza wyciągnął jego wieloletni przyjaciel, Stefan Kisielewski. Dzięki niemu Tyrmand znalazł zatrudnienie w „Tygodniku Powszechnym„, na którego łamach publikował do momentu zamknięcia pisma w 1953 r. Właśnie w tym okresie popadł w największą niełaskę, która na szczęście okazała się dla niego… twórcza. Na skutek odmowy pisania w przejętym przez komunistów ”Tygodniku Powszechnym” i nałożenia na niego trzyletniego zakazu publikowania, całą uwagę poświęcił opracowaniu pamiętnika, znanego dzisiaj pod tytułem Dziennik 1954. Tym samym dołączył do grona pisarzy, którym nie w smak było kolaborowanie z komunistami, przez co zmuszeni zostali tworzyć dla samych siebie. Pisząc do szuflady, nie spodziewał się, że po latach jego zapiski posłużą ludziom do zrozumienia, czym naprawdę był komunizm. Tyrmand, choć niezwykle rzadko wspomina o polityce, jawi się jako gorący przeciwnik panującego ustroju. Mimo iż za nadrzędny cel przyjął opisywanie własnego życia, z niezwykłą dokładnością piętnuje cywilizacyjne, kulturowe i gospodarcze zacofanie Polski Ludowej. Choć jego Dziennik… zawiera jedynie opis trzech miesięcy, nie przeszkadza to znalezieniu precyzyjnego opisu nie tylko czasów, ale także miejsc i portretów ludzkich. Ów obraz rozwinął po latach w Cywilizacji komunizmu.

We wstępie Leopold Tyrmand zaznacza, że książka: „nie ma pretensji naukowych, ani publicystycznych, ani dziennikarskich. Ma pretensje literackie. Mimo to nie jest ani beletrystyką, ani literackim esejem. Jest ona pamfletem na komunizm, zamierzonym przejaskrawieniem istniejącej rzeczywistości”2. Składa się ona z szeregu instrukcji, dotyczących tego, w jaki sposób przejść przez kolejne etapy życia i kariery. Z każdym kolejnym rozdziałem, problemy nawarstwiają się. Nie tyczy się to jednak wyłącznie dorosłości. Wszak w pierwszej kolejności trzeba przeżyć szpital, następnie żłobek… Wraz z pójściem do szkoły, czy na uniwersytet, żyjący w omawianych czasach, w większym stopniu zagłębia się w działalność instytucji państwowych. Autor dba jednak o to, by czytającego nie przytłoczył system zakazów i nakazów, tak charakterystyczny dla totalitarnego państwa. Czyni to za sprawą licznych anegdot i własnych doświadczeń. Wykłada je ze swadą, w delikatnie prześmiewczym tonie, który w żaden sposób nie zaburza jednak przekazu – w Polsce Ludowej żyło się niezwykle trudno.

Lektura książki dostarcza dziwnego uczucia irytacji. Z jednej strony zachwyca genialne oko do obserwacji, którym wykazał się Tyrmand, lecz z drugiej Cywilizacja komunizmu dokonuje krzywd na duszy. Uzmysławia bowiem ogrom absurdów i błahych problemów, z którymi zmagał się człowiek w Polsce Ludowej. Mówiąc słowami Stefana Kisielewskiego: „Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju!”3. Dlatego należy po raz kolejny zgodzić się z autorem, że Cywilizacja komunizmu jest prawdziwsza od setek obiektywnych rozpraw. Jej uniwersalny przekaz sprawia, że powinna trafić do kilku grup docelowych. Do osób pamiętających PRL, by przypomnieć im minione dekady oraz do ludzi urodzonych na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego stulecia, żeby uzmysłowić im, iż komunizm to nie tylko Miś, Rejs czy Brunet wieczorową porą, ale przede wszystkim: system inwigilacji, obecność radzieckich wojsk i strach przed aparatem bezpieczeństwa.

 

Plus minus:

Na plus:

+ solidna oprawa (twarda okładka, wielkość czcionki, jakość papieru)

+ przypomnienie tej wartościowej pozycji starszemu pokoleniu oraz zaprezentowanie jej młodszym czytelnikom

+ wygląd okładki, przedstawiającej budowę metra w Warszawie w 1956 r.

+ cena

Na minus:

- brak

 

Tytuł: Cywilizacja komunizmu

Autor: Leopold Tyrmand

Wydawca: MG

Rok wydania: 2016

ISBN: 978-83-7779-377-0

Liczba stron: 259

Okładka: twarda

Cena: 34,90 zł

Ocena recenzenta: 9/10

 

Redakcja merytoryczna: Marcin Tunak

Korekta: Klaudia Orłowska

[1] http://niezwykle.com/leopold-tyrmand-zycie-w-komunizmie-jest-pieklem-ale-nie-dla-wszystkich-doskonale-powodzi-sie-sluzalcom-oportunistom/ (dostęp: 16.05.2017 r.).

[2] L. Tyrmand, Cywilizacja komunizmu, Kraków 2016, s. 7.

[3] http://pl.wikiquote.org/wiki/Stefan_Kisielewski, (dostęp: 08.05.2017).

  1. http://niezwykle.com/leopold-tyrmand-zycie-w-komunizmie-jest-pieklem-ale-nie-dla-wszystkich-doskonale-powodzi-sie-sluzalcom-oportunistom/ (dostęp: 16.05.2017 r.). []
  2. L. Tyrmand, Cywilizacja komunizmu, Kraków 2016, s. 7. []
  3. http://pl.wikiquote.org/wiki/Stefan_Kisielewski, (dostęp: 08.05.2017). []

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

3 komentarze

  1. Bilbo napisał(a):

    Tyrmand doskonale umiał rozszyfrować ustrój komunistyczny.

  2. Komar napisał(a):

    Ciekawy jest życiorys Tyrmanda. Tyrmand był pieszczochem komunizmu i korzystał z tego, a obraził się na komunizm, gdy komunizm przestał go dopieszczać. Ale o tym autor recenzji nie pisze.
    Autor recenzji pisze o strachu przed aparatem bezpieczeństwa. Ale za czasów Gierka (a to jest właśnie czas filmów Barei) strach przed aparatem bezpieczeństwa był mniejszy, niż obecnie, po bestialskim zakatowaniu Igora Stachowiaka. Wtedy aparatu bezpieczeństwa bały się tylko dwie grupy: opozycja polityczna i kryminaliści. Obecnie ludzie zdali sobie sprawę, że na miejscu Stachowiaka mógł być każdy z nich.

  3. Bilbo napisał(a):

    OK, można w ten sposób określić zachowanie Tyrmanda, ale nie zmienia to faktu, że doskonale „rozumiał” ustrój Polski Ludowej.
    Natomiast co do strachu przed aparatem bezpieczeństwa za Gierka i obecnie - to kolega Komar odleciał w kosmos. Akurat zaufanie do Policji kształtuje się na bardzo wysokim poziomie, choć akurat pracowałem w Policji ostatnie kilka lat, i u mnie wygląda to inaczej. Policja, niestety, dziedziczy nadal dużo złych cech pochodzących właśnie z okresu PRL. Jest wprawdzie wielu funkcjonariuszy, którzy chętnie by to zmienili, ale generalnie rządzą cały czas stare zasady. Dlatego to, co robi rząd PiSu w tym zakresie może to przełamać (choć osobiście uważam, że potrzebne są drastyczniejsze i głębsze zmiany).

Zostaw własny komentarz