Pogmatwane dzieje koni z Janowa Podlaskiego. Rosjanie zniszczyli, Niemcy odbudowali


Jak wiele nieszczęść sprowadziła na nasz kraj niemiecka Trzecia Rzesza nie trzeba chyba nikomu przypominać. Mordujący ludzi z zimną krwią Niemcy mieli jednak serce dla innych istot i w trakcie wojny postanowili odbudować słynną stadninę koni w Janowie. Ku chwale Fürhera.

Stadnina w Janowie Podlaskim powstała w 1817 r. i jest dziś najstarszą istniejącą stadniną koni w Polsce. Tak naprawdę znajduje się w odległości 2 kilometrów od Janowa, w miejscowości Wygoda, a dzięki malowniczemu położeniu zalicza się też z pewnością do tych najpiękniejszych. W XX w. słynęła m.in. z tego, że przebywały w niej wspaniałe konie czystej krwi, wręcz królewskiej rasy, czyli słynne konie arabskie. Pierwszy raz pojawiły się one w Polsce w XVII w., sprowadzone przez Turków osmańskich, a z czasem zostały docenione przez arystokratów, z których każdy marzył o posiadaniu araba. Pięknie konie zachwycały, lecz nie bolszewików, którzy w 1917 r. stwierdzili, że konie rasowe to zwykłe fanaberie, trzeba więc z nimi skończyć. I tak rozpoczął się masowy mord zwierząt, pod koniec którego w całym kraju zostało zaledwie pięćdziesięciu przedstawicieli koni arabskich. W stadninie w Janowie Podlaskim nie było ani jednego.

Koń arabski

Na ratunek

Nigdy nie należy się poddawać, dlatego też przez wiele długich lat dyrektor stadniny Stanisław Pohoski oraz jego zastępca Andrzej Krzyształowicz odbudowywali ją niemal od podstaw aż do 1938 r. Wydawałoby się wówczas, że wszystko wróciło do normy. Niestety, wtedy nastała wojna.

11 września, uciekając przed Niemcami, pracownicy stadniny w Janowie wyruszyli w długą i mozolną podróż, która miała ich doprowadzić na południe Rumunii, gdzie Pohoski i Krzyształowicz liczyli na ratunek swoich wspaniałych koni. Dwieście pięćdziesiąt zwierząt wlokło się przez ponad 800 kilometrów. Wycieńczone zwierzęta i ich opiekunowie wędrowali całymi dniami, a później też –  dla bezpieczeństwa – nocami. Niestety, nie obyło się bez ofiar – pierwszymi z nich były najmłodsze i najsłabsze źrebięta. Po drodze wiele koni zostało także spłoszonych przez konwój wojskowy. Przestraszone rozpierzchły się na wszystkie strony, a załamani dyrektorowie stadniny nie wiedzieli co robić. Nie było jednak czasu na poszukiwania – należało iść dalej, pomimo tego, że starty były niezwykle bolesne, gdyż wśród zaginionych arabów znajdowały się najcenniejsze okazy. Smutek był zresztą nieodłącznym elementem podróży, ponieważ doszło do kolejnej tragedii – podczas nocnej wędrówki aż osiem koni zaplątało się w drut kolczasty, z którego nie dało się ich uwolnić. Krzyształowicz podjął trudną decyzję i, oszczędzając zwierzętom cierpienia, pociągnął za spust.

W końcu pracownikom janowskiej stadniny udało się przeprawić przez Bug i dotrzeć do miasta Kowlo, gdzie liczyli na schronienie. Jednak to, co zastali na miejscu, pozbawiło ich wszelkich nadziei na ratunek. Miasto płonęło i nie było sensu iść dalej. Nie widząc innego rozwiązania, zupełnie wyczerpani ludzie w towarzystwie pięknych rasowych koni wyruszyli w drogę powrotną. Tyle strat, bezsensownej śmierci i zagubionych koni, których nie udało się odzyskać – wszystko na marne. Pozostało im jedynie wrócić do Janowa Podlaskiego.

W domu nie byli bezpieczni. Z niecierpliwością zmieszaną z przerażeniem wyczekiwali więc nadejścia Niemców, pojawili się jednak Rosjanie, którzy postanowili zabrać ze sobą wszystkie pozostałe konie. Pracownicy stadniny byli bezradni – ostatecznie został im tylko jeden koń czystej krwi, klacz o imieniu Najada, która zaatakowała rosyjskiego żołnierza. W odwecie podpalono stadniny, a Janów był zrujnowany.

Gustav rau

Pod pieczą Hitlera

Kilka tygodni później zrezygnowani pracownicy stadniny powitali pewnego dystyngowanego gościa, który wysiadł z czarnej limuzyny. Był nim Gustav Rau, jeden z bliskich współpracowników Adolfa Hitlera i wielbiciel pięknych koni. Oglądając pozostawione przez Rosjan zgliszcza, postanowił odbudować stadninę w Janowie Podlaskim, gdyż został właśnie mianowany komisarzem do spraw hodowli koni i stadnin na okupowanych ziemiach polskich. Choć dookoła mordowano niewinnych ludzi i tworzono obozy koncentracyjne, w Janowie powoli zaczął się tworzyć inny świat. Rau pragnął przywrócić stadninie dawną świetność, zaczynając od poszukiwań zaginionych podczas podróży do Rumunii koni. Niestety, niewiele z nich udało się odnaleźć, gdyż część z nich przejęli Polacy, do których trafiły zbłąkane zwierzęta. Oczywiście ukrycie rasowych koni nie było łatwe, niektórym się to jednak udało, m.in. dzięki smarowaniu ich błotem dla ukrycia charakterystycznego dla arabów umaszczenia.

Gustav Rau dysponował ogromnymi funduszami, których nie żałował na podróże po Europie, skąd sprowadzał do Janowa najwspanialszych przedstawicieli koni czystej krwi. Pojawiał się na licznych aukcjach, konfiskował zwierzęta lub zmuszał ich właścicieli do sprzedaży. Wszystko po to, by stworzyć najlepszą stadninę, w której hodowano by konie, oczywiście ku chwale Trzeciej Rzeszy. O dziwo, hitlerowski rząd zrobił całkiem sporo dla koni, które traktował z bardzo dużym szacunkiem. To właśnie Niemcy po raz pierwszy na świecie zakazali eksperymentowania na żywych zwierzętach, wprowadzili także liczne prawa, które służyły ich ochronie, a które zostały przyjęte przez inne kraje znacznie później. To zaskakujące, jak ludzie niemający litości dla drugiego człowieka dbali o dobro zwierząt.

Tu nie kończy się historia janowskiej stadniny. W 1944 r. Niemcy zarządzili ewakuację koni, by uratować je przed nadchodzącą armią radziecką. W końcu w marcu 1945 r., po długiej i ciężkiej podróży, zwierzęta dotarły do niemieckiej miejscowości Nettelau. Do Polski konie wróciły jesienią 1946 r., po zakończeniu wojny, a do Janowa Podlaskiego zawitały dopiero w 1950 r. po odnowieniu budynków tamtejszej stadniny.

Bibliografia:

  1. Letts E., Koń doskonały. Ratując czempiony z rąk nazistów, Kraków 2017.
  2. http://www.janow.arabians.pl/ [dostęp z dnia: 27.10.2017 r.]

Redakcja merytoryczna: Adrianna Szczepaniak
Korekta: Edyta Chrzanowska

O nieznanych dotąd losach koni podczas II wojny światowej przeczytacie w najnowszej książce autorstwa Elizabeth Letts Koń doskonały. Ratując czempiony z rąk nazistów. Publikacja ukazała się nakładem Wydawnictwa Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

4 komentarze

  1. Rachela napisał(a):

    Jak niemieccy oficerowie podczas wojny grający na fortepianie a potem strzelający do cywilów...

  2. Bilbo napisał(a):

    Bardzo ciekawa historia. A zachowanie Niemców wcale nie jest jakieś dziwne czy irracjonalne. Poza tym, odtwarzali stadninę dla swoich celów, a przecież nie polskich.
    Ciekawe zresztą, co się stało z polskim kierownictwem stadniny?

  3. szary człowiek napisał(a):

    tak, tak jacy ci niemcy byli wspaniali, chcieli uratować konie przed nadchodzącymi rosjanami, doprawdy, rozczulające

Zostaw własny komentarz