„Marka Luter” – A. Pettegree – recenzja


Luter, reformacja, rozpalone do czerwoności teologiczne debaty i wielka polityka z królami, cesarzem i papieżami. W tle tego wszystkiego była rodząca się olbrzymia popularność mało znanego zakonnika z dość prowincjonalnego miasta. Ów młody człowiek instynktownie wyczuł zmianę – opartą na opinii publicznej, do której też należy adresować swój przekaz. Został jednym z pierwszych medialnych celebrytów, a przy okazji „stworzył” przemysł wydawniczy z prawdziwego zdarzenia.

Książek o Lutrze napisano już na pęczki, w Polsce wprawdzie nie ma ich aż tak wiele, ale nawet tu z okazji 500-lecia reformacji takich opracowań pojawiło się kilka. Wśród nich praca Pettegree’a wyróżnia się sposobem opracowania tematu, nie tyle przez pryzmat teologii czy polityki, ile przez pryzmat przemysłu wydawniczego. To powoduje, że jest to książka wyjątkowa, właśnie ze względu na bardzo nietypowe ujęcie tematu. Jest to swoista „historia druku” i rozpowszechniania wiedzy w okresie przełomu. To ważne rozróżnienie, reformacja i sam Luter są omawiane w tej książce tylko w tym kontekście, zatem czytelnik musi wziąć pod uwagę, że jego wiedza o reformacji po lekturze tylko tej publikacji na pewno nie będzie pełna. To zgodne z celem, jaki stawia sobie autor, zdefiniowanym nawet na pierwszej stronie okładki – gdzie reformacja została wymieniona, ale na końcu. Zatem jest to praca o obustronnej zależności druku i zmiany religijnej, które wzajemnie się wzmacniały.

Nowa technika związana z drukiem była jednak bardzo kosztowna, wymagała sporego wysiłku organizacyjnego, a produkt końcowy trafiał tylko do ograniczonego kręgu osób. Luter, który instynktownie rozumiał swoje czasy, stworzył masowy rynek czytelniczy, powstający zresztą jako zapotrzebowanie na jego pisma. Do tego wszystkiego reformator umiał tworzyć krótkie i zrozumiałe dla ogółu dzieła, łatwe i szybkie do kopiowania. Kilka lat wytężonej pracy zmieniło przemysł wydawniczy.

Wynikało to z samej esencji reformacji: czytać Biblię mają wszyscy, wszyscy mają rozumieć słowo boże, dlatego posługiwano się słownictwem zrozumiałym dla ogółu, a nie wysublimowanym językiem elit. W tym celu reformatorzy poszli zresztą o krok dalej i zreformowali także system szkolnictwa, by upowszechniać umiejętność czytania i edukować społeczeństwo.

Pettegree zwraca moją uwagę na kilka mniej oczywistych faktów: Luter pisał nie tylko po łacinie, ale przede wszystkim po niemiecku – gdyż debatę o Kościele, jaką rozpoczął, toczył w konkretnym otoczeniu społecznym. Jego widownią były Niemcy. Do tego wszystkiego miał prawdziwą łaskę pisania zwięźle i zrozumiale. W mig wyłuszczał to, co istotne. To powodowało, że wszyscy chcieli czytać jego pisma, a mało kto czekał na odpowiedzi przeciwników – pisane do tego najczęściej po łacinie. Mało kto zwraca uwagę na fakt, że pisma Lutra osiągały olbrzymie, jak na tamte czasy, nakłady, dzieła jego przeciwników najczęściej nie miały nawet cienia tej popularności.

Recenzowana książka opowiada zatem o reformacji przede wszystkim w jej wymiarze społecznym i pokazuje, jak społeczeństwo na nią reagowało. Prezentuje także sam proces produkcji książki, jak wiele drobnych czynników miało znaczenie dla końcowego sukcesu Lutra, oraz napis „Wittenberga” jako miejsce wydania świadczące o swoistej jakości. Jakość ta jednak nie wzięła się z niczego, stworzył ją Luter i działający w jego otoczeniu ludzie. To dla mnie niesamowita opowieść o tym, jak wszystkie znane nam dziś elementy procesu wydawniczego właśnie powstawały – strona tytułowa, na niej nazwisko autora, atrakcyjna szata graficzna, zgrabność i zwartość wywodu, wreszcie odpowiednia dystrybucja, a na końcu sława autora i popyt na kolejne nowości. Oczywiście wiele tych elementów powstawało i tak niezależnie, to Luter jednak z tych narzędzi robił należyty użytek, wszystkie je zgrabnie łącząc.

W moim subiektywnym odczuciu Pettegree jednak mało zwraca uwagę na jeden fakt. Luter zaistniał w świadomości czytelników także z jeszcze jednego powodu – wiara była istotnym elementem epoki, a pobożność jednym ze składników rzeczywistości. My dziś tego nie rozumiemy, ale fakt, że Luter pisał właśnie o Bogu, miał znaczenie niebagatelne. Pettegree traci zatem nieco z oczu fakt, że chodziło o wiarę, o coś, co po prostu było ważne w życiu codziennym. Autor nawet sam zwraca uwagę na fakt, że słynne 95 tez Lutra (o odpustach), nie były pierwszymi, które ogłosił. Wcześniej były inne – ale jakie, to już zachęcam do lektury.

Sama książka jest bardzo dobrze wydana, okładka estetycznie nawiązuje do czasów, które opisuje. W środku zamieszczono sporo miniatur z epoki, ukazujących opisywane pisma i traktaty (strona tytułowa lub fragment tekstu). To niezbędny zabieg w tego typu pracy, która jest niejako książką o książkach. Brakuje mi jednak dokładnego ukazania podobizn danego „pisma” w miejscu, w którym jest ono omawiane, oraz dokładnej nawigacji w tekście poprzez wskazanie numeru strony, na której się znajduje lub podanie informacji o jej braku. Autor w końcu podjął się zbadania tematu – dlaczego pisma Lutra były tak ciekawe? To są oczywiście braki tylko poboczne.

Serdecznie polecam publikację ze względu na nietypowe i nowatorskie spojrzenie na znane zagadnienie, które pozwala nawet osobom orientującym się w temacie reformacji w XVI w. poszerzyć swoją wiedzę.

 

Plus minus:

Na plus:

+ nowatorskie ujęcie tematu Lutra i reformacji

+ wiele ciekawych i niepodawanych w podobnych publikacjach faktów

+ świetne pióro autora, znawcy tematu historii książki

Na minus:

- brak nawigacji po ilustracjach

- niedostateczne ujęcie wątku religijnego

 

Tytuł: Marka Luter

Autor: Andrew Pettegree

Wydawca: Krytyka polityczna

Rok wydania: 2017

ISBN: 978-83-65853-12-7

Liczba stron: 400

Okładka: twarda

Cena: 59,90 zł

Ocena recenzenta: 9/10

 

Redakcja merytoryczna: Malwina Lange

Korekta: Klaudia Orłowska


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz