„Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych” - P. Zychowicz - recenzja


Piotr Zychowicz jako dziennikarz pisma „Uważam Rze Historia„ i redaktor naczelny ”Historii Do Rzeczy” bez wątpienia przyczynił się do hołdowania pamięci i budowania legendy Wyklętych. Marcowe numery tych czasopism pełne są niesamowitych historii o powojennym podziemiu niepodległościowym, opowieści o nieskazitelnych żołnierzach i ich bohaterskich czynach. Tym bardziej zastanawiające jest to, że pierwszą książkę, jaką Piotr Zychowicz napisał o Żołnierzach Niezłomnych, poświęcił tylko i wyłącznie ich ciemnej stronie.

Piotr Zychowicz to urodzony w 1980 r. polski historyk, dziennikarz i publicysta historyczny. Ukończył Instytut Historii na Uniwersytecie Warszawskim, pracował w redakcjach pism „Rzeczpospolita„, „Uważam Rze„ i „Uważam Rze Historia„, gdzie był zastępcą redaktora naczelnego. Od 2013 r. jest zastępcą redaktora naczelnego tygodnika ”Do Rzeczy” i redaktorem naczelnym miesięcznika ”Historia Do Rzeczy”. To autor książek: Pakt Ribbentrop–Beck (2012), Obłęd ’44 (2013), Opcja niemiecka (2014), Pakt Piłsudski–Lenin (2015) oraz serii Opowieści niepoprawne politycznie o Żydach, Sowietach i Niemcach.

Czytając zapowiedzi książki Skazy na pancerzach, spodziewałem się prawdziwej bomby, która zgruchocze moje dotychczasowe pojęcie o walce Żołnierzy Wyklętych i wywróci całe pojmowanie tamtych czasów. Bomba jednak okazała się słabą wydmuszką, ponieważ każdy, kto choć trochę interesuje się historią Niezłomnych, będzie już znał większość opisanych historii. Przeważająca część z nich była działaniem typowo odwetowo-represyjnym. Naturalnie nie może być tak, że przez takie pojmowanie tamtych sytuacji pochwala się egzekucje cywilów przeprowadzane przez polskich bohaterów. Ale z drugiej strony należy pamiętać, że wtedy szalała wojna, niewinne ofiary padały z różnych stron konfliktu, a z polskiej było ich proporcjonalnie niewspółmiernie więcej. Nie Polacy rozpętali II wojnę światową, nie oni zbudowali obozy zagłady i łagry. To nie żołnierze AK czy NSZ zagarnęli państwo polskie w niewolę i prowadzili politykę ludobójstwa skierowaną w jego obywateli, nie oni pierwsi rozpoczęli również spiralę represji i zbiorowej odpowiedzialności.

Należy zacząć od początku, czyli od mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki„. Uwypuklone przez autora wydarzenia miały miejsce w 1944 r., kiedy „Łupaszka„ nie był żadnym Wyklętym, lecz oficerem AK walczącym z Niemcami. 20 czerwca 1944 r. w Glinciszkach na Wileńszczyźnie kolaborujący z Niemcami litewscy policjanci zamordowali 39 polskich cywilów. Wobec niespotykanego litewskiego mordu komendant wileńskiej AK płk „Wilk” podjął decyzję o natychmiastowym odwecie. Według tych rozkazów brygada ”Łupaszki” zabiła w Dubinkach 27 Litwinów, również cywilów.

Idąc dalej, we wrześniu 1939 r. ukraińscy sympatycy komunizmu we wsi Wierzchowiny zamordowali kilku żołnierzy WP, tylko jednemu – ppor. Mieczysławowi Pazderskiemu udało się uciec w samej bieliźnie. 6 czerwca 1945 r. jako kpt. „Szary„ i dowódca oddziałów NSZ wrócił on do Wierzchowin. Według jednej wersji partyzanci NSZ zamordowali wówczas około 200 Ukraińców. Według innej, którą zdecydowanie odrzuca autor recenzowanej książki, grupa „Szarego„ zlikwidowała wtedy kilkunastu skomunizowanych Ukraińców, a za resztą ofiar stał idący za ”Szarym”, pozorowany (udający partyzantów podziemia antykomunistycznego) oddział UB. Sprawę Wierzchowin od lat bada dr Mariusz Bechta z warszawskiego IPN i według niego tylko szczegółowa ekshumacja może ujawnić prawdę o tym zdarzeniu.

We wrześniu 1939 r. kpr. Romuald Rajs został złapany przez białoruską prosowiecką bojówkę, rozbrojony i poraniony. W drugiej połowie 1945 r. dowódca Okręgu Białystok NZW wydał rozkaz o pacyfikacji sprzyjających Sowietom białoruskich wsi, a akcją 3. Brygady NZW dowodził „Bury„. Najpierw spalono wieś Zaleszany, w której zginęło 16 osób, potem puszczono z dymem jeszcze kilka wiosek, gdzie także były ofiary śmiertelne pośród cywilów. Ale relacje wskazują jedno: Polacy raczej nie planowali mordowania osób cywilnych, a sytuacja wymknęła się spod kontroli, kiedy z jednej białoruskiej wioski padły strzały w kierunku wchodzących partyzantów „Burego„. Później jakiś gospodarz nie chciał dać Polakom owsa, a smarkacze rzucali kamieniami (lub gałami śniegu) w polskich żołnierzy. I chociaż Piotr Zychowicz sam cytuje rozkaz NZW wzywający do pacyfikacji białoruskich wsi, to zaraz potem wszystkie wydarzenia z udziałem grupy ”Burego” składa na karb jego gwałtowności i brutalności, starając się wybielić narodową organizację.

Krocząc dalej, 17 kwietnia 1945 r. oddział UPA zaatakował polską wieś Wiązownicę i zamordował około 80 jej mieszkańców. W ramach odwetu dzień później grupa polskich partyzantów NOW dowodzona przez Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka„ wymordowała w Piskorowicach około 100 Ukraińców. Autor próbuje ocenić postawę „Wołyniaka„, przytaczając pochlebne relacje jego żołnierzy, ale też bardzo negatywną ocenę ukraińskiego dziennikarza. W dzisiejszej Ukrainie trwa kult UPA i Bandery, a sprawcom ludobójstwa i mordercom Polaków buduje się pomniki. Ile warta jest ocena Ukraińca (przypomnę: dziennikarza, nie historyka), który Zadzierskiego nazywa „pijakiem„, „mordercą” i „dowódcą oddziału bandyckiego”, w sytuacji gdy w latach 1944–1946 ”Wołyniak” i jego partyzanci byli na Zasaniu obrońcami polskiej ludności i ”biczem bożym” na UPA?

Oprócz rozstrzelania 11 Żydów pod Krościenkiem (ja traktowałbym tę sprawę raczej w aspekcie kryminalnym) autor zarzuca Józefowi Kurasiowi „Ogniowi” także zabieranie kontrybucji w słowackich wioskach. We wrześniu 1939 r. Słowacja przyłączyła się do Hitlera i zaatakowała Polskę, a po skończonej kampanii Słowacy w nagrodę od III Rzeszy otrzymali część polskich ziem. Komu mieliby zabierać kontrybucję polscy partyzanci, jeśli nie wrogowi, który podstępnie, bez wypowiedzenia wojny napadł nasz kraj i wziął część ziem pod okupację? To i tak najniższa z kar.

Na przełomie stycznia i lutego 1945 r. ze wsi Pawłokoma zniknęło kilku Polaków, których ktoś uprowadził i zamordował (ciał nie odnaleziono). Polacy oskarżali o to Ukraińców i UPA, a Ukraińcy zwalali winę na oddział NKWD. 3 marca 1945 r. w Pawłokomie polscy partyzanci pod dowództwem Józefa Bissa „Wacława” wymordowali od 150 (wersja polska) do 366 (opcja ukraińska) Ukraińców, a Piotr Zychowicz bardziej przychyla się do tej drugiej liczby. Ale z kart książki można się jeszcze dowiedzieć, że wieś sprzyjała UPA, a polscy partyzanci w dużej części pochodzili z Wołynia i Galicji Wschodniej, gdzie na własnej skórze poznali ukraińskie mordy. Autor sam przedstawia przypadek Antoniego Geruli, który własnoręcznie zastrzelił w Pawłokomie dwóch Ukraińców, a któremu wcześniej Ukraińcy zamordowali brata.

Piotr Zychowicz podzielił swą książkę na dziesięć rozdziałów. W pierwszych sześciu opowiada o konkretnych przypadkach z „czarnych kart” Żołnierzy Wyklętych i przedstawia dowódców polskiego podziemia odpowiedzialnych za opisane wydarzenia. Pozostałe cztery części ogólnie omawiają kwestie polskich mordów w czasie II wojny światowej i tuż po niej. Pracę uzupełniają archiwalne czarno-białe (również drastyczne) fotografie oraz współczesne zdjęcia przedstawiające np. miejsca pamięci ofiar. W wydaniu z twardą okładką można także znaleźć interesujący aneks ze skanami oryginalnych dokumentów dotyczących omawianych kwestii. Na końcu książki znajduje się bogata bibliografia i indeks nazwisk. W pracy nie odnotowałem błędów lub literówek, a wielkość czcionki oceniam na wystarczającą. Na koniec technicznego opisu bardzo pozytywnie opiniuję wydanie książki – karty zostały zszyte i starannie oprawione w twardą okładkę z obwolutą. Wiem, że na rynku jest również dostępna publikacja w miękkiej okładce ze skrzydełkami, w cenie o 10 zł tańszej.

Dobrze, że powstała taka książka, w której autor całe rozdziały poświęcił zabijaniu przez Wyklętych Litwinów (w czerwcu 1944 r. – nie było jeszcze Wyklętych!), Ukraińców, Białorusinów, Żydów. Ale dlaczego nie napisał całego rozdziału o akcji w Puchaczowie, a zbył ją zaledwie jedną stroną? W ramach przypomnienia: w nocy z 2 na 3 lipca 1947 r. grupa Stanisława Kuchcewicza „Wiktora„ zabiła 22 Polaków ze skomunizowanej wsi. Może dlatego autor ujął to wydarzenie jedynie krótką wzmianką, ponieważ zabijanie Polaków przez Polaków nie pasowało do ogólnej koncepcji publikacji, w której należy sensacyjnie otrąbić na cały kraj – ba, na cały świat – że Polacy to mordercy zwalczający z zimną krwią inne nacje? Dobrze, że Piotr Zychowicz staje po stronie ofiar, ale dlaczego całkowicie spycha na margines polską rację stanu? Może gdyby na Wołyniu po pierwszych ludobójczych akcjach UPA Polacy rozpoczęli operacje odwetowe, to zatrzymaliby w zarodku szaleństwo Ukraińców, oszczędzając dzięki temu dziesiątki tysięcy ludzi? Czy w tym momencie autorowi bardziej chodziło o prawdę historyczną, czy może o wzbudzenie antypolskich emocji? Może ta książka powstała tylko po to, żeby przez bulwersowanie i szokowanie czytelnika sprawić po prostu, by dobrze się sprzedawała? Świetnie, że Piotr Zychowicz przytacza osobiste przeżycia „Szarego„ i ”Burego” z września 1939 r. i ich bolesne doświadczenia z Ukraińcami i Białorusinami z tego okresu, ale brakuje mi szerszego kontekstu opisywanych zdarzeń: najazdu Hitlera i Stalina na Polskę, powstania niemieckich obozów śmierci i rozpoczęcia eksterminacji narodu polskiego, wywózki do łagrów, Katynia, ludobójstwa na Kresach, rzezi wołyńskiej, współpracy Litwinów z Niemcami, a Żydów, Ukraińców i Białorusinów z Sowietami. Od tego powinno się zacząć. Eksterminacja i ludobójstwo narodu polskiego zaplanował i wykonał ktoś inny. Ułamek niewinnej krwi wytoczonej przez Żołnierzy Wyklętych jest zdecydowanie kroplą w morzu polskiej krwi przelanej przez nieprzyjaciół ze Wschodu i Zachodu, przez morderców, którzy świadomie przez lata wysługiwali się Hitlerowi, Stalinowi i Banderze. Ma rację Piotr Zychowicz pisząc, że historia nie jest wyłącznie czarno-biała, a nasi bohaterowie nie są rycerzami bez skazy. Ale jego Skazy na pancerzach okazują się raczej ledwie widocznymi rysami, które w żaden sposób nie ujmują nic z historii Polski i dziejów Żołnierzy Wyklętych. Ogólnie rzecz biorąc, w porównaniu z innymi nacjami my, Polacy, naprawdę nie mamy się czego wstydzić i za co przepraszać.

Plus minus:
Na plus:
+ temat ważny i potrzebny
+ szerokie cytowanie relacji świadków wydarzeń
+ bogata bibliografia
+ ładne, staranne wydanie
Na minus:
- czasami jednostronne (tylko z perspektywy ofiar i polskich antagonistów) potraktowanie tematu
- brak szczegółowego opisania akcji w Puchaczowie
- za dużo cytatów Józefa Mackiewicza
- wybielanie niemieckiej V kolumny i jej działań w Bydgoszczy we wrześniu 1939 r.
- wrażenie antypolskiego i sensacyjnego odnoszenia się do opisanych historii

Tytuł: Skazy na pancerzach. Czarne karty epopei Żołnierzy Wyklętych
Autor: Piotr Zychowicz
Wydawca: Rebis
Rok wydania: 2018
ISBN: 978-83-8062-290-6
Liczba stron: 424
Okładka: twarda z obwolutą
Cena: 54,90 zł
Ocena recenzenta: 5,5/10

Redakcja merytoryczna: Adrianna Szczepaniak
Korekta: Edyta Chrzanowska

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

5 komentarzy

  1. Bilbo napisał(a):

    Pisarstwo Zychowicza jest mocno kontrowersyjne, i choć - moim zdaniem - poprawił poziom swoich publikacji, to nadal jest to publicystyka historyczna pisana pod tezę.

    • Anonim napisał(a):

      A ja uważam, że podchodzi do tego ze zdrowym rozsądkiem. Bo niektórzy za bardzo gloryfikują przegrane sprawy mimo, iż słuszności.

  2. Magdalena napisał(a):

    Czy ten tekst to w ogóle recenzja? Nie widzę tu oceny książki, a głównie jest streszczenie, autor ocenia głównie jej walory estetyczne.
    No i fragment: „Nie Polacy rozpętali II wojnę światową, nie oni zbudowali obozy zagłady i łagry. To nie żołnierze AK czy NSZ zagarnęli państwo polskie w niewolę i prowadzili politykę ludobójstwa skierowaną w jego obywateli, nie oni pierwsi rozpoczęli również spiralę represji i zbiorowej odpowiedzialności.” Trudno ocenić coś takiego, to coś w stylu zdania, ale w Ameryce też biją murzynów w odpowiedzi na zarzuty o rasizm w Polsce. Nie wiem też, co ma podsumować ostatnie zdanie tej „recenzji”, bo raczej nie omawianą książkę. Niski poziom tekstu dziwi, zwłaszcza, że ktoś podpisał się pod jego redakcją. Tego typu pseudo recenzjyjne niestety kompromitują portal chcący uchodzić za poważne medium historyczne.

  3. Patryk napisał(a):

    Szanowny Panie,
    Dziękuję za tą recenzję, zwłaszcza od Pana – gdyż domyślam się jak trudno jest recenzować publikację z której ogólną wymową niezbyt się Pan zgadza. Za to szacunek gdyż to jest zawsze trudne i odpowiedzialne zadanie.

    Jednocześnie dodam, że także nie jestem „Fanem” twórczości p. Zychowicza – tzn. oddaje mu sprawiedliwość za podejmowanie trudnych tematów z nietypowej strony – i za to mu chwała – gdyż nauka jest właśnie ciągłym podważaniem obowiązujących narracji (a dziś narracja obowiązująco to – żołnierze podziemia niepodległościowego byli bez najmniejszej skazy).

    Jednocześnie z żalem zaznaczam – że nie wyzbył się Pan uprzedzeń, czemu dał Pan wyraz w swojej recenzji. Idąc od góry, pisze Pan
    „budowania legendy Wyklętych. Marcowe numery tych czasopism pełne są niesamowitych historii o powojennym podziemiu niepodległościowym, opowieści o nieskazitelnych żołnierzach i ich bohaterskich czynach”

    Takie zdanie w zasadzie dyskwalifikuje jako osobę zajmującą się historią. Przecież trudno mówić o kimkolwiek że był „nieskazitelny„ (na marginesie, nawet św Piotr popełnił szereg grzechów i nie był ”nieskazitelny…) – i takie zdania mają tylko wymiar propagandowy (tak, propagandowy, bo to nawet nie polityka historyczna), tym bardziej gdy mówimy o żołnierzach podziemia niepodległościowego – którzy mają kilka nieciekawych epizodów. Największym dla mnie problemem jest mieszania właśnie autentycznych bohaterów, z osobami które skalały się czynami niegodnymi żołnierza (każdej armii) – i automatyczna obrona wszystkich, bez wyjątku żołnierzy tegoż podziemia. A Przecież to było zróżnicowane środowisko i nawet oni walczyli często o różną Polskę.

    Zawsze znajdzie się usprawiedliwienie dla zbrodni, każdy zwykle ma jakiś powód – co nie zmienia sytuacji że zbrodnia pozostaje zbrodnią.
    Pisze Pan
    „Naturalnie nie może być tak, że przez takie pojmowanie tamtych sytuacji pochwala się egzekucje cywilów przeprowadzane przez polskich bohaterów. Ale z drugiej strony należy pamiętać, że wtedy szalała wojna,”

    To prawda, chciałbym doczekać momentu gdy będziemy w prawdzie mogli dyskutować właśnie o tym, o różnych, często bardzo skomplikowanych powodach, ludzie którzy byli w lesie wiele lat, zachowywali się już inaczej niż zwykły „cywil”. To tylko może nam uświadomić jak straszna jest wojna – to nie bohaterstwo, tylko smród brudnych ciał w brudnej ziemiance i ponure zabijanie. Problem w tym że trudno u nas o tym w ogóle rozmawiać, gdyż dominuje zaprzeczanie.

    Dalej pisze Pan o skomunizowanych wsiach – rozumiem że to może być powód dla których należy mordować kilkuletnich „komunistów„? Nie wiem czy tak było – ale zamiast ”skomunizowanej wsi” wolałbym listę ofiar, wraz z wiekiem, bo to byli żywi ludzie – nie twierdzę też że automatycznie każda ofiara podziemia niepodległościowego była niewinna – ba myślę że większość z nich to zapewne oficerowie i żołnierze sowieccy bądź komunistycznej armii polskiej. Niemniej warto zachowywać proporcję i zamiast pisać o skomunizowanych wsiach – pisać o ludziach którzy tam żyli. To od razu osadza dyskusję w innym kontekście i pokazuje kto naprawdę był ofiarą – nie zawsze byli to przecież mityczni komuniści. Tak wiem, takie niuansowanie jest trudne, ale właśnie od tego są historycy – przy czym by miał Pan jasność, nie twierdzę że Zychowicz wykonał swoją pracę poprawnie.

    Pisze Pan o Kurasiu – a pamięć o nim na Podhalu jest przecież bardzo złożona. Proszę pamiętać że wpadał on przecież do wiosek które nie z własnej woli były przyłączone do faszystowskiej Słowacji (rządzonej przez księdza Tiso) i na swój sposób były także ofiarami ustaleń międzynarodowych.

    Z kolei nietrudno zgodzić się z celną uwagą o „Ale dlaczego nie napisał całego rozdziału o akcji w Puchaczowie, a zbył ją zaledwie jedną stroną?” To prawda, tego wątku także brakuje mi w dyskusjach o podziemiu niepodległościowym i to bardzo cenna, merytoryczna uwaga.

    Niestety końcowe pytania retoryczne są już fatalne, np.
    „Dobrze, że Piotr Zychowicz staje po stronie ofiar, ale dlaczego całkowicie spycha na margines polską rację stanu?” świadczy niestety o braku dystansu – naprawdę pomiędzy tymi pojęciami jest cały arsenał innych definicji takich zachowań i to że ktoś piszę TYLKO o zbrodniach (bo taki ma jego praca badawcza charakter) nie świadczy że spycha na margines rację stanu. To nieuprawnione nadużycie, idąc tym tropem - żadna książka tego typu nie może automatycznie powstać.
    A kwestia ewentualnych zbrodni – jest właśnie kwintesencja naszej racji stanu i kwestię tego typu należałoby należycie przebadać, a nie uciekać w bezmyślny hołd – który w gruncie rzeczy nie jest żadnym pozytywnym przykładem do postępowania dziś dla nikogo.

    Pisze Pan dużo i emocjonalnie o ludobójstwie – tak, winni mordów na Polakach siedzieli często w Berlinie i w Moskwie, ale jakoś tak się dziwnie że w odpowiedzi mordowani byli mieszkańcy np. wsi w Polsce zamieszkiwanych przez Białorusinów.
    Pytanie które Pan zadaje „Może gdyby na Wołyniu po pierwszych ludobójczych akcjach UPA Polacy rozpoczęli operacje odwetowe, to zatrzymaliby w zarodku szaleństwo Ukraińców, oszczędzając dzięki temu dziesiątki tysięcy ludzi?” jest po prostu straszne, nie wiem do czego próbuje Pan tu nawoływać – do jeszcze większej rzezi? Nie wspominając już że zapewne bardzo dobrze zdaje Pan sobie sprawę jakie możliwości AK miała na Wołyniu i że działania także bywały podejmowane, w skali środków jakimi dysponowano.

  4. Bilbo napisał(a):

    Jeśli uznajemy AK za organizację bohaterską, walczącą ofiarnie z niemiecką okupacją itd. itd., czy nie wrzucamy wszystkich do jednego worka? Przecież w AK też byli przestępcy, zbrodniarze czy osoby, które źle się zapisały w historii. Przy wielotysięcznych zbiorowościach ludzkich to oczywiste. Podobnie było w przypadku tzw. Żołnierzy Wyklętych, którzy generalnie pozytywnie zasłużyli się w historii Polski (jak AK), choć skala patologii była większa niż w AK. Trzeba jednak uwzględniać także kontekst sytuacyjny, a ten był taki, że powojenne podziemie zbrojne działało w o wiele gorszych i bardziej skomplikowanych warunkach niż właśnie AK.

Zostaw własny komentarz