Szymon Nowak: Polscy generałowie po wojnie pracowali na farmach, w fabrykach, sklepach, magazynach, pralniach i przy hodowli pieczarek... [wywiad]


Pozostawieni sobie samym, bez wsparcia brytyjskiego rządu i zapomnieni przez polskich komunistów, polscy generałowie musieli poradzić sobie w nowej powojennej rzeczywistości. Szymon Nowak opowiada nam o tym, jak polscy bohaterowie musieli  utrzymywać się z wynajmowania pokoi swoich mieszkań, pracując na farmach, w fabrykach, sklepach, magazynach, pralniach i przy hodowli pieczarek.

Wojtek Duch: W swojej najnowszej książce Niechciani generałowie opisałeś historie polskich generałów, dla których życie po wojnie było ogromnym wyzwaniem. Z jakimi trudnościami musieli się mierzyć?

Szymon Nowak: - Po zakończeniu wojny i po rozwiązaniu PSZ na Zachodzie, przez jakiś czas funkcjonował Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia. Głównym celem tej instytucji było przystosowanie polskich żołnierzy do cywilnego życia, poprzez organizowanie różnych szkoleń zawodowych, np. przyuczając do fachu tapicera. Tak to wyglądało teoretycznie, ale rzeczywistość brutalnie ściągała na ziemię polskich żołnierzy, również wysokich rangą oficerów. Polscy generałowie, częstokroć zasłużeni na polu bitew, musieli odłożyć na bok oficerską dumę i schować głęboko w szafie galowe mundury z szeregiem wysokich odznaczeń. W tym trudnym okresie polscy generałowie aby móc z czego żyć i utrzymać swoje rodziny, parali się najróżniejszymi zawodami. Musieli wynajmować pokoje swoich mieszkań, pracować na farmach, w fabrykach, sklepach, magazynach, pralniach i przy hodowli pieczarek. Jeden był pielęgniarzem w szpitalu psychiatrycznym, inny pracował jako windziarz, a kolejny zarabiał na życie jako barman.

Pozbawieni polskich emerytur nie dostali w ramach sojuszniczej pomocy żadnego wsparcia, mimo zajmowania eksponowanych funkcji w polskim wojsku?

- Były jakieś skromne, jednorazowe zapomogi, które szybko się kończyły, jeśli nie zostały zainwestowano z pomysłem. Te zapomogi przysługiwały tylko tym, którzy walczyli pod komendą Brytyjczyków. Np. dla kontradmirała Józefa Unruga alianci przyznali jakąś śmieszną emeryturę (ponieważ we wrześniu 1939 r. wydał rozkaz do operacji „Pekin”, czyli ewakuacji trzech niszczycieli z Bałtyku do Anglii). Ale w tym przypadku Unrug honorowo nie przyjął tej jałmużny.

Czy Brytyjczycy nie chcieli wykorzystać polskich generałów w swojej armii, chociażby na stanowiskach „cywilnych”?

- Po wojnie oni sami mieli setki tysięcy bezrobotnych żołnierzy, którzy zwolnieni do cywila szukali pracy. W ogromnej większości, zaawansowani wiekowo cudzoziemcy, z słabą znajomością języka angielskiego, nie stanowiło na rynku pracy atrakcyjnego materiału na pracowników, zarówno na etatach wojskowych i cywilnych. Ale naturalnie były w tej kwestii wyjątki. Polski as myśliwski - Stanisław Skalski mógł zostać w Wielkiej Brytanii czy USA, na dobrze płatnym i eksponowanym stanowisku w lotnictwie. Ale na swoją zgubę Skalski postanowił wrócić do samotnych rodziców pozostawionych w kraju. W Polsce Ludowej został oskarżony o szpiegostwo i skazany na karę śmierci, zamienioną później na dożywocie. Po kilku latach więzienia, złamany w ubeckich katowniach, Skalski wyszedł na wolność…

Józef Unrug

W tym kontekście niesamowita jest historia gen. Unruga, który po porażce Polaków został w niewoli odnaleziony przez dawnych kolegów z niemieckiej armii, którzy zaproponowali mu eksponowane stanowisko w Krigsmarine. Ten jednak pozostał wierny Polsce, z którą się utożsamiał. Naprawdę Brytyjczycy nie mieli po wojnie pomysłu dla takiego fachowca?

- Józef Unrug to był prawdziwy „kozak„ i polski patriota, choć pochodził z niemieckiej rodziny. Jako dowódca obrony polskiego wybrzeża, wytrwał w obronie do października 1939 r.: ”wszyscy kapitulują we wrześniu, my wytrzymamy do października”. Kiedy dostał się do niewoli, chociaż znał doskonale język niemiecki, rozmawiał z Niemcami wyłącznie przez tłumacza, twierdząc, że zapomniał ich języka 1 września. Do obozu, w którym przetrzymywano polskiego kontradmirała przybyła delegacja niemiecka, z jego kuzynem o nazwisku Unruh. Ale nawet to nie wpłynęło na zmianę decyzji. Józef Unrug był Polakiem i za nic nie chciał służyć w niemieckiej hitlerowskiej armii. Oprócz wspomnianej wcześniej przyznanej trochę na siłę i niewystarczającej emerytury (której Unrug i tak nie pobierał), Brytyjczycy nie mieli żadnego pomysłu, jak wykorzystać znakomitego polskiego oficera, ani żadnej dla niego konkretnej propozycji. Dlatego Unrug trafił do Maroka, gdzie naprawiał stare kutry rybackie i pracował w przedsiębiorstwie wydobywającym i transportującym mangan. 

Do dziś do Polski nie sprowadzono szczątków generała mimo, że pragnął spocząć w ojczyźnie. Myślisz, że obecna władza powinna spełnić ostatnią wolę generała?

- To jest trudne do wytłumaczenia zaniechanie. Unrug pragnął spocząć razem ze swoimi podkomendnymi z września 1939 r., na cmentarzu Gdynia-Oksywie. Zmarł w 1973 r. i do dziś spoczywa we Francji, na obczyźnie. Mam nadzieję, że polskie władze uruchomią wszystkie dostępne środki, aby wypełnić ostatnią wolę bohaterskiego polskiego kontradmirała. 

A jaki był los naszych generałów, którzy pełnili funkcje w polskim rządzie w Londynie? Czy z tego tytułu mogli liczyć na jakieś wynagrodzenie?

- W mojej książce pojawia się gen. Tadeusz Bór-Komorowski. Po oswobodzeniu z niemieckiego obozu, gen. Komorowski sprawował funkcję Naczelnego Wodza, a później był też premierem. Niestety ani przez moment w czasie wojny nie służył pod brytyjskim dowództwem i dlatego nie dostawał żadnej pensji ani odprawy. Na początku Komorowscy wynajmowali pokoje w swoim mieszkaniu. Kiedy to nie wystarczało na utrzymanie, Tadeusz rozpoczął pracę w wytwórni biżuterii, by ostatecznie prowadzić wraz z żoną zakład tapicerski.

W książce rzecz jasna opisujesz głównie losy tych generałów, którzy zostali na Zachodzie i walczyli w polskich siłach na Zachodzie, jednak czy w tej grupie byli tacy, którzy wrócili do Polski? Jaki był ich los w kraju?

- O Stanisławie Skalskim już wspomniałem. W „Niechcianych Generałach„ jeden z rozdziałów poświęciłem gen. Leopoldowi Okulickiemu „Niedźwiadkowi„, który uwierzył we współpracę z Sowietami i skończył gorzej niż Skalski. Skazany na 10 lat więzienia w ”procesie szesnastu” został najprawdopodobniej zamordowany przez NKWD. Dla komunistów przeszłość w PSZ, czy w AK lub NSZ, to była poważna wina, za którą groziło więzienie, a czasem i śmierć. Ale byli też z pewnością i tacy, którzy wrócili do kraju i w jakiś sposób przystosowali się do nowej rzeczywistości nad Wisłą, często wysługując się odpowiednio nowej władzy.

Australijczycy, na drugim planie król Jerzy VI i królowa Elżbieta podczas Londyńskiej Parady Zwycięstwa

Wyjaśniasz także kwestię nieobecności Polaków na Londyńskiej Paradzie Zwycięstwa... 

- Nieobecność polskich żołnierzy na Londyńskiej Paradzie Zwycięstwa (czerwiec 1946 r.), to brutalna rzeczywistość tamtych czasów, taki brytyjski „kubeł zimnej wody” na orzeźwienie. W czasie wojny polscy żołnierze byli bardzo potrzebni aliantom zachodnim i wykorzystywani w szeregu ciężkich bitew (Tobruk, Monte Cassino, Arnhem, Falaise). Po wojnie ci sami alianci potraktowali nas gorzej niż sprzymierzeńców Hitlera. Teoretycznie byliśmy w grupie państw zwycięskich, a realnie nasi zachodni sprzymierzeńcy bez mrugnięcia okiem oddali nasz kraj na kolejne dziesięciolecia niewoli. Zdrada to mocne słowo, ale chyba adekwatne do sytuacji Polski po Teheranie, Jałcie i Poczdamie.

Wracając do kwestii parady, to z jednej strony możemy przeczytać, że Anglicy nie zaprosili na nią polskich żołnierzy, z drugiej strony są publikacje określające takie twierdzenia jako mitotwórstwo...

- Na paradę zwycięstwa Brytyjczycy zaprosili polską delegację z Warszawy. Kiedy komuniści zaczęli coś kręcić i obecność reprezentacji znad Wisły stanęła pod znakiem zapytania, Anglicy zezwolili na przemarsz tylko polskim lotnikom, którzy mieli iść ramię w ramię z potężną grupą pilotów RAF-u. Polscy piloci nie zgodzili się na to, solidaryzując się z resztą polskich żołnierzy, nie zaproszonych na defiladę. Ostatecznie w paradzie zwycięstwa ulicami Londynu szli Etiopczycy, Meksykanie, Brazylijczycy, sanitariusze z Fidżi, policjanci z Libanu i oddziały robocze z Seszeli. A zabrakło Polaków…

Waszej uwadze polecamy książkę o polskich bohaterach i legendarni dowódcach, którzy po wojnie nie mogli wrócić do Polski. Dawny sojusznik – Wielka Brytania przestała życzliwie traktować wojennych uchodźców w mundurach. Przestali być potrzebni. Aby utrzymać rodziny, kawalerowie orderu Virtuti Militari zostawali barmanami, tapicerami i nocnymi cieciami...

Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Fronda.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

2 komentarze

  1. dixiwonderland napisał(a):

    Pięknie dziękuję 🙂viagra

  2. Anonim napisał(a):

    Myslicie ze dzis by bylo inaczej? Phi

Zostaw własny komentarz