„John Stockton. Autobiografia” – J. Stockton, K.L. Pickett – recenzja


John Stockton to żywa legenda Utah Jazz. Dzielił parkiety z Michaelem Jordanem, Scottiem Pippenem czy Isiahem Thomasem. Jeden z najlepszych rozgrywających w historii koszykówki zaprasza kibiców nie tylko na parkiety NBA lat 80. i 90. Przede wszystkim bardzo szeroko otwiera drzwi do swojego życia prywatnego.

Dla fanów koszykówki Stany Zjednoczone lat 80. i 90. to pewien punkt odniesienia. Jest to czas dominacji członków Dream Teamu: pokolenia Magica Johnsona i Larry’ego Birda z Michaelem Jordanem i innymi zawodnikami, którzy mieli decydować o tym sporcie w kolejnych latach. Jedną z takich osób był grający przez całą karierę w Utah Jazz John Stockton. Dwukrotnie dochodził do finału NBA, został MVP All-Star Game w 1993 r., a do dziś pozostaje rekordzistą pod względem liczy asyst (15 806) i przechwytów (3 265). Współautorem autobiografii jest jego pierwszy trener, Kerry L. Pickett, z którym w momencie pisania książki (czteroletni proces twórczy zakończył się w 2013 r.) znali się już blisko 40 lat.

I być może to właśnie współpraca dwóch doskonale znających się osób zaowocowała dobrym klimatem całej lektury. Podział na cztery główne części: Rodzina, Podróż sentymentalna, Z perspektywy zawodowca i Wolny czas na podlewanie ogródka pokazuje koszykarza takim, jaki jest, a nie jakim chce być postrzegany. Każdą część poprzedza poezja Picketta, której Stockton najwyraźniej jest fanem. Członek Galerii Sławy NBA jest szczery, opowiada o sobie, nie stroniąc od wspominania o błędach czy też wstydliwych sytuacjach. Nie jest to jednak osoba, która słynie ze skandali. Jeżeli weźmiemy pod uwagę „wyczyny” innych gwiazd sportu, to były koszykarz Utah Jazz niczym nie zaskakuje.

Lata, w których występował na parkietach NBA, nieodłącznie kojarzą się z Michaelem Jordanem i jego Chicago Bulls, którzy zaliczyli w tamtych latach dwukrotny three-peat1. Jeżeli prześledzimy rynek książek koszykarskich w Polsce, to zauważymy, że przeważnie dotyczą one Latającego Byka i jego Chicago Bulls. Są to albo biografie Jordana (np. Życie), albo opowieści o jego legendarnej drużynie (m.in. Chicago Bulls. Gdyby ściany mogły mówić). Książka Stocktona to relacja z tamtych lat z innej perspektywy. Perspektywy prawdopodobnie jednego z najwybitniejszych koszykarzy w historii, który nigdy nie założył mistrzowskiego pierścienia.

Książka jest zbiorem bardzo różnych historii, zarówno z parkietu, jak i spoza niego. Ciekawy może być zwłaszcza fragment, w jaki sposób rozgrywający Utah Jazz wychowywał swoje dzieci. Jako gwiazda koszykówki mógł liczyć na liczne przywileje w wielu miejscach. Nie korzystał z nich jednak. Uczył synów i córki, że za wszystko należy płacić, nie warto chodzić na skróty i korzystać z łatwiejszych sposobów na osiągniecie celów. Ciekawą historią jest również przypadek z początku jego kariery, kiedy przez pewien czas nie mógł się pozbyć przeziębienia. Gdy w klubie zobaczyli, w jakich warunkach mieszka, przestali się dziwić, że Amerykanin pociąga nosem. Stockton z obawy przed szybkim końcem przygody z NBA starał się minimalizować wydatki. Jak widać, nie zawsze wychodziło mu to na dobre.

Zarówno w tłumaczeniu, jak i później w redakcji książki zadbano, by czytało się ją lekko i przyjemnie. Opowieść Stocktona dzięki linearności pozwala przeżywać to samo, co on, krok po kroku. Początki przygody ze sportem, pierwsze treningi, starania, nadspodziewanie wczesny wybór w drafcie, a także sukcesy i porażki. Od razu można zauważyć, że autorzy dobrze przemyśleli tę książkę. Powstawała cztery lata, więc mieli dostatecznie dużo czasu na jej doskonalenie.

Wybitny koszykarz jest przykładem tego, jak można odnieść sukces, nie będąc w idealnej pozycji wyjściowej. Pod tym względem książka jest dobrym poradnikiem dla sportowców i może być dla nich źródłem inspiracji. Opowiadając o decyzjach i tłumacząc ich motywacje, Stockton prowadzi czytelnika przez swoją karierę i pokazuje jednocześnie, jakie zagrożenia mogą na niego czekać i do czego mogą prowadzić. Wypowiada się o tym z pozycji człowieka, który miał możliwość zejścia na złą drogę, ale z niej nie korzystał, bo widział, do czego prowadzi.

Niektórzy mogą zwrócić uwagę, że autor w autobiografii bardzo mocno skupia się na swojej rodzinie. W niektórych miejscach ma się wrażenie, że opowieści są zanadto rozbudowane lub też wątki przesadnie się ciągną. Wynika to jednak z charakteru byłego zawodnika Utah Jazz, któremu na rodzinie zależało jeszcze bardziej niż na koszykówce.

Stockton po całej karierze może żałować tylko jednego – urodził się w złym momencie. Trafił na wspaniałą generację amerykańskich koszykarzy, przy których trudno było błyszczeć tak, jak niewątpliwie na to zasługiwał. Ze swojej kariery wyciągnął jednak chyba maksimum. Książka też jest bardzo dobra, ale autor i tak zapewne nie chciałby zamienić piłki na pióro.

 

Plus minus:

Na plus:

+ klimat stworzony w książce

+ podróż do legendarnych lat NBA z innej perspektywy

+ dobry poradnik dla sportowców, źródło inspiracji

+ mnóstwo ciekawostek

+ szczerość autora

Na minus:

- momentami zbyt rozległe opisy życia prywatnego

 

Tytuł: John Stockton. Autobiografia

Autorzy: John Stockton, Kerry L. Pickett

Wydawca: Sine Qua Non

Rok wydania: 2018

ISBN: 978-83-8129-128-6

Liczba stron: 328 + 8 (zdjęcia)

Okładka: miękka ze skrzydełkami

Cena: 39,90 zł

Ocena recenzenta: 8/10

 

Redakcja merytoryczna: Adrianna Szczepaniak

Korekta językowa: Aleksandra Czyż

  1. Mistrzostwa zdobyte trzy razy z rzędu. []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Anonim napisał(a):

    To byl najlepszy bialy rozgrywajacy, gdyby nie Jordan to Utah Jazz z Malonem i nim zgarnelaby wszystkie tytlu mistrzowskie tamtego okresu

Zostaw własny komentarz