Fred Zinnemann – zdobywca Oscarów rodem z Polski


W samo południe, Stąd do wieczności, Oto jest głowa zdrajcy. Fred Zinnemann miał na swoim koncie wiele kultowych już filmów i aż dziesięć nominacji do Oscara, z czego aż czterokrotnie został nagrodzony statuetką. Ale kto wiedział, że ten słynny reżyser pochodził z Polski?

W sierpniu tego roku w Rzeszowie rozpoczął się festiwal poświęcony Zinnemannowi, a to wszystko dlatego, by uczcić 111. rocznicę jego urodzin. Miasto ma co świętować, bowiem okazuje się, że to właśnie w obecnej stolicy Podkarpacia przyszedł na świat jeden z najwybitniejszych przedstawicieli Hollywood. I pomyśleć, że jeszcze niedawno niemal nikt nie wiedział nawet o tym, że był on Polakiem.

Człowiek-zagadka

Do tej pory na wielu stronach internetowych, w tym na anglojęzycznej Wikipedii, można znaleźć informację mówiącą, że Fred Zinnemann przyszedł na świat w 1907 r. we Wiedniu. To dlatego, że gdy miał zaledwie kilka lat, wybuchła I wojna światowa i jego rodzice, Anna i Oskar, zdecydowali się zabrać swój cały dobytek i schronić się właśnie w tym mieście. W Polsce nie czuli się już bezpiecznie, a Wiedeń miał być dla nich spokojnym miejscem do rozpoczęcia nowego życia. Była to dla nich rewolucja, szczególnie, że ojciec Freda musiał porzucić swoją praktykę lekarską, a w nowym kraju nie zawsze dobrze im się powodziło.

Fred Zinnemann

Gdy Fred dojrzał, postanowił wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Rodzice marzyli, by był lekarzem lub prawnikiem, on jednak miał inne plany. Co prawda na początku imał się różnych prac, byleby się utrzymać, jednak w wolnych chwilach wybierał się do kina, postanowił więc spróbować swoich sił w Hollywood i zarabiać na życie robiąc to, co kochał. Nie było łatwo – Zinnemann musiał być samodzielny, a z otrzymanych przez niego listów od rodziców wynika, że bardzo się o niego martwili – komentowali jego zły wygląd na zdjęciach, prosili by o siebie dbał, pytali, czego potrzebuje i wysyłali mu koszule oraz pieniądze. W jednym z listów matka napisała nawet, żeby nieco przytył, gdyż wtedy będzie przystojniejszy.

Skąd dziś wiadomo tyle o Zinnemannie, skoro jeszcze do niedawna błędnie wskazywano nawet jego miejsce urodzenia? Właśnie z listów, zawsze pisanych po polsku, a także aktu urodzenia, na które trafił syn Freda, Tim, a miało to miejsce dopiero po śmierci jego ojca. Początkowo Tim nic nie rozumiał ze znalezionych dokumentów, ponieważ nie znał języka polskiego. W końcu jednak znalazł kogoś, kto był w stanie przetłumaczyć listy i na jaw wyszła skrywana przez lata tajemnica Freda Zinnemanna, który wcale nie urodził się we Wiedniu, a w Rzeszowie. Dlaczego nigdy nie mówił o tym swojemu synowi? Jak twierdzi w rozmowie z dziennikarką Polskiego Radia Rzeszów Grażyną Bochenek Tim, ojciec rzadko kiedy wspominał swoją młodość we Wiedniu, o swoim prawdziwym pochodzeniu nie wspomniał jednak ani słowa. Syn nie wiedział nawet, że Fred potrafił mówić po polsku.

Informacje na temat polskiego pochodzenia reżysera ukazywały się co prawda wybiórczo w niektórych publikacjach, a prawda stopniowo wychodziła na jaw, jednak niewielu zwróciło początkowo na ten fakt uwagę. Wzmiankę na ten temat umieściła w 2014 r. prof. J.E Smyth z University of Warwick w swoich pracach poświęconych Zinnemannowi. W jej ślad podążyła polska Wikipedia (2016 r.), a pod koniec tego samego roku ukazał się pierwszy polski artykuł, który opublikowała rzeszowska Gazeta Codzienna Nowiny.

Mały Fred z psem. Zdjęcie pochodzi z prywatnego archiwum Tima Zinnemanna (dzięki uprzejmości Polskiego Radia Rzeszów).

Tęsknota za rodziną

Z zachowanych listów można poznać głównie losy nie tyle samego Zinnemanna, co jego rodziny, która wciąż szukała swojego miejsca w świecie. Anna i Oskar z młodszym synem Jerzykiem mieszkali co prawda we Wiedniu, ale odwiedzali także Warszawę i chętnie wracali do Rzeszowa. Raz Oskar napisał nawet do Freda, że żałuje wyjazdu do Austrii i wolałby pozostać w rodzinnym Rzeszowie. Tam też szukali schronienia w przededniu wybuchu II wojny światowej – byli Żydami i mieszkanie w Austrii nie było już bezpieczne, do Rzeszowa wrócili więc oficjalnie 31 grudnia 1938 r. Z pewnością nie spodziewali się, jaka sytuacja może ich zastać w Polsce, lecz wybrali to miejsce podczas gdy próbowali podjąć decyzję, co robić dalej. Fred od lat mieszkał w Stanach, miał żonę i otrzymał amerykańskie obywatelstwo, więc martwiąc się o rodzinę, próbował ich ściągnąć do siebie. Załatwiał papiery, namawiał ich, lecz oni wciąż nie byli zdecydowani, czy powinni opuścić Polskę. Ostatecznie dokumenty zostały złożone przez nich 18 sierpnia 1938 r., wszystko wskazuje jednak na to, że nie zdążyli opuścić kraju.

W listach matka narzekała, że syn niezbyt często do nich pisuje, pyta dlaczego nie może znaleźć trochę czasu na wysłanie listu. Mimo to z dość licznej korespondencji można wywnioskować, że Zinnemann wcale nie zapomniał nie tylko o rodzicach, ale także o innych członkach rodziny. Pisał ze swoją ciotką Rózią, a także Helą, która prawdopodobnie była jego kuzynką i która w jednym z listów jest zachwycona listami od Freda, napisanymi w języku polskim wręcz idealnie, bez żadnych błędów. Po niemiecku Fred korespondował jedynie z Jerzykiem, dla którego polski nie był pierwszym językiem, ale którego starał się nauczyć. O tym, że Fred kochał i pamiętał swoją rodzinę może świadczyć fakt, że nadał swojemu synowi imię David – co prawda później wołano na niego Tim, ale nie było to jego prawdziwe imię. Okazuje się, że zamieszkały przy rzeszowskim Rynku wuj Freda, a brat Oskara, nazywał się Dawid, i choć przez wiele lat Tim był przekonany, że imię otrzymał po kimś zupełnie innym, przypomina sobie, że prawdopodobnie kiedyś ojciec wspominał mu, że nazwany tak został na cześć jego wuja.

Mural przedstawiający scenę z filmu „W samo południe” w reżyserii Zinnemanna, stworzony w Rzeszowie z okazji festiwalu poświęconego artyście.

Tajemnica

O jego sentymencie świadczyć też może odnaleziony przez Tima akt urodzenia Zinnemanna. Nie pochodzi on bowiem z 1907 r., lecz z 1972 r. Oznacza to, że reżyser musiał sam postarać się o to, aby owy skrócony odpis aktu został w Polsce wydany. Dlaczego więc człowiek, który najwyraźniej głęboko w sercu miał swoje rodzinne miasto oraz korzenie, nie wspominał o nich nawet swojemu synowi? W 1992 r., gdy Zinnemann miał 85 lat, ukazała się jego autobiografia My life In the movies, w której również twierdził, że urodził się i wychował we Wiedniu.

Alfred Zinnemann zmarł w Londynie w 1997 r., pozostawiając po sobie wielką spuściznę: wiele nominacji i najbardziej prestiżowych nagród, wspaniałe, podziwiane przez pokolenia filmy oraz tajemnicę, która co prawda po części wyszła na światło dzienne, ale której zapewne nigdy nie uda się do końca rozwikłać. My, widzowie podziwiający jego produkcje, możemy być jednak dumni z tego, że tak wybitny człowiek i reżyser pochodził z naszego kraju, pomimo tego, że niemal cały świat myśli, że jest inaczej.

 

Bibliografia:

Fredek – reportaż Polskiego Radia Rzeszów https://www.radio.rzeszow.pl/#ajx/audycje/14389/fredek-reportaz-grazyny-bochenek  [dostęp z dnia 17.08.2018 r.]

Zinnemann F., My life In the movies: An autobiography, Google Books https://books.google.com/books?id=gvFkAAAAMAAJ&q=Dr.+Oskar+Anna+Zinnemann&dq=Dr.+Oskar+Anna+Zinnemann&source=bl&ots=Kv8iEr7nM3&sig=SuV4kVKo0tCHjGDbDANPWK_hu1w&hl=en&redir_esc=y  [dostęp z dnia 17.08.2018 r.]

 

Redakcja merytoryczna i korekta: Grzegorz Antoszek

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Anonim napisał(a):

    Takich jak on jest wielu, ale często nie eksponowali swojego miejsca urodzenia, dobrze że Rzeszów pamięta

Zostaw własny komentarz