4TP – mała wielka rewolucja


Już budując prototypy TK i TKS Wojsko Polskie wiedziało, że nabywa sprzęt o ograniczonej przydatności. Dlatego rozpoczęto poszukiwania następcy. Polska myśl techniczna i przemysł okresu międzywojennego stanęły na wysokości zadania.

TK i TKS – pancerne karaluchy

Pod koniec lat 20. Wojsko Polskie nabyło partię popularnych na świecie brytyjskich tankietek Carden-Loyd i po dokonaniu istotnych zmian konstrukcyjnych wprowadziło je do uzbrojenia. 300 wozów TK-3 i 280 zmodyfikowanych TKS stanowiło trzon polskich sił pancernych. Był to jednak trzon dość tępy.

Wozy były małe. Powodowało to wiele kłopotów – męczącą ciasnotę wnętrza, ograniczone pole widzenia i ostrzału, pogłębione przez brak wieży obrotowej. Dodatkowo tankietki były lekko opancerzone, często nie chroniąc załogi nawet przed przeciwpancernym ogniem karabinowym. Powstała więc potrzeba stworzenia czołgu, który byłby pozbawiony wszystkich wad serii TK/TKS.

Genialny Habich i jego dzieło

Nazwisko Edwarda Habicha jeszcze wielokrotnie będzie przewijać się w tekstach dotyczących polskiej broni pancernej okresu międzywojennego. Ten człowiek – genialny konstruktor i inżynier – miał swój wkład w każdy z projektów. Także w TK/TKS, których ograniczenia dzięki temu doskonale znał. Został więc wybrany na głównego konstruktora nowego czołgu lekkiego.

4TP w widoku bocznym. Pojazd w trakcie prób był pozbawiony uzbrojenia.

Podstawowymi założeniami było, jak już powiedziano, wyeliminowanie w nowej konstrukcji wad tankietek. Pojazd miał mieć wieżę obrotową z działkiem i sprzężonym karabinem maszynowym, wysoką dzielność terenową, lepsze opancerzenie i silnik. Załoga pozostać miała jednak dwuosobowa, złożona z dowódcy w wieży, obsługującego także uzbrojenie, i kierowcy, co już na wstępie ograniczało zdolności bojowe wozu.

4TP, to w polskiej międzywojennej nomenklaturze „4-tonowy polski”. Faktycznie gotowy do walki pojazd ważył ok. 4,5 t. Nie było to na szczęście zbyt wielkim obciążeniem dla 95 konnego silnika benzynowego, który zamontowano w prototypie, a tym bardziej dla perspektywicznej jednostki o mocy 120 KM. Wysoki stosunek mocy do masy stanowił o dzielności terenowej i wysokiej prędkości, która wynosiła zawrotne ówcześnie 55 km/h.

Wymiary czołgu wynosiły 3,48 m długości, 2,08 m szerokości i 1,75 m wysokości. Był to więc pojazd wciąż niewielki, łatwy do ukrycia i trudny do trafienia.

4TP w trakcie prób marszowych. Widoczny elegancki kształt kadłuba.

Pojazd otrzymał opancerzenie w postaci płyt stalowych, walcowanych, o grubości od 8 do 15 (niektóre źródła mówią o 17 mm). To tyle samo, lub nieco więcej, niż miały niemieckie PzKpfw I i PzKpfw II w wersjach, z którymi w 1939 r. 4TP mógł stanąć do walki. Dodatkowo płyty przednie były pochylone, co stanowiło dodatkowe wzmocnienie i zabezpieczenie. Wadą było zastosowanie do łączenia płyt nitowania, a nie spawania, co z jednej strony zwiększało masę wozu, z drugiej – zmniejszało odporność całkowitą pancerza i stwarzało niebezpieczeństwo dla załogi, którą mogły razić urwane części nitów.

Uzbrojenie, na które składać się miał najcięższy karabin maszynowy FK kal. 20 mm i sprzężony z nim CKM wz. 30 kal. 7.92 mm zamontowane miało być w obrotowej wieży podobnej kształtem do tej znanej z 7TP (zaistniał pomysł użycia po prostu wieży 7TP z działkiem 37 mm, ale słusznie uznano, że pojedynczy żołnierz nie da rady pracować pod takim obciążeniem). Sama wieża posadzona była na lewo od osi symetrii wozu, co wynikało z umieszczenia silnika wzdłuż prawej burty. Asymetria wraz z nowoczesnym, ale borykającym się z „problemami wieku dziecięcego” zawieszeniem, złożonym z wózków zawieszonych na wałkach skrętnych (polski wynalazek!), powodowały kołysanie pojazdu i niemożność prowadzenia celnego ognia w ruchu.

Problemy te ujawniły się w trakcie rajdu „Jesień 1937”, podczas którego wojsko testowało prototypy 4TP i opartych na nim PZInż. 130 (czołg pływający) i PZInż. 152 (ciągnik gąsienicowy). Ogólnie jednak udało się określić, że pojazd jest sprawny i wytrzymały. Po próbach z zamontowanym uzbrojeniem, co miało miejsce w lecie 1938 r. pojazd został zarekomendowany do produkcji seryjnej. Ostatnie próby miały miejsce w maju 1935 r., kiedy to prawdopodobnie testowano nowy, docelowy silnik PZInż. 725.

I chciałabym i boję się

Pomimo przychylnych opinii i rekomendacji, Sztab Główny WP uznał, że… 4TP nie zostanie przyjęty. Generalicja orzekła, że w czasie, jaki potrzebny byłby do rozwinięcia produkcji i wprowadzenia wozu do służby, konstrukcja zdąży się zestarzeć i straci wartość bojową. Mimo to część źródeł podaje, jakoby produkcja miała rozpocząć się w 1940 r.

4TP w grze World of Tanks. Doskonale widoczne przesunięcie wieży względem osi symetrii wozu. Grafika: wargaming.net

Z jakiego powodu Sztab Główny zrezygnował z, wydawałoby się, doskonałego, nowoczesnego i silnego pojazdu, jakim okazał się na testach 4TP? Podobno motywem były doświadczenia wojny domowej w Hiszpanii, która pokazała zmierzch czołgów lekkich. Miały być zbyt słabe, jak na potrzeby nowoczesnych armii.

Co dziwne i nie dziwne zarazem, Wojsko Polskie w rok po odrzuceniu 4TP zostało rozjechane przez masy czołgów lekkich, wspartych zaledwie nielicznymi jeszcze wozami średnimi. Dodatkowo na ironię zakrawa fakt, że 1. Dywizja Pancerna Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w latach 1944-1945 używała w walce m.in. lekkich M3/M5 Stuart, które sprawdzały się w roli pojazdów zwiadowczych.

Czy decyzja Sztabu Głównego była słuszna, czy nie, 4TP nigdy nie wszedł do walki. Czy miał szansę stawić skutecznie czoło niemieckim wozom? Na pewno miał większe szanse, niż TK/TKS.

W grze

Szczęśliwie dziś istnieje możliwość sprawdzenia, co by było, gdyby. Tę szansę daje wirtualna rozgrywka. 4TP pojawił się ostatnio w grze World of Tanks, jako pierwszy wóz polskiego drzewka technicznego.

4TP w widoku od tyłu w grze World of Tanks. Doskonale widoczny znak rozpoznawczy polskich pojazdów. Grafiak: www.wargaming.net

Jest to na pierwszym tierze absolutny rarytas. Pierwszy powód jest taki, że jest to pojazd zupełnie innej generacji niż te, które rozpoczynają inne linie. Tamte powstawały od 1917 do lat dwudziestych, a 4TP w drugiej połowie lat 30. Drugi powód to to, że wieża, przesunięta mocno w lewo, uniemożliwia efektywne wychylanie się prawej strony. Z dostępnego uzbrojenia ciekawe jest działo 47 mm, zadające duże obrażenia, jednak w połączeniu z długim czasem przeładowania i słabym nawet jak na I tier pancerzem może nie być najlepszym wyborem. Całkiem przyjemna mobilność rekompensuje jednak ten problem, toteż większość graczy używa dostępnego wcześniej najcięższego karabinu maszynowego kal. 20 mm, który świetnie sprawdzi się u bardziej agresywnych graczy.

Tekst powstał we współpracy z wydawcą gry World of Tanks - firmą Wargaming.net

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

2 komentarze

  1. Georg napisał(a):

    A czy jednak ten model nie był archaiczny? Zanim go (nie)sprawdzono w boju to technika poszła do przodu. Troszkę zmarnowany projekt, można było ten czas spożytkować na projektu w stylu PZI, ale w sumie o czym rozmawiamy. Jak nasze wojsko pod względem pancernym i lotniczym nie było kompletnie przygotowane do wojny... nawet 200 7TP by nam nie pomogło...

  2. Anonim napisał(a):

    Niemcy rozjechali nas lekkimi czołgami... Wystarczało zająć się ich produkcją na serio, a nie cudowaniem.

Zostaw własny komentarz