Reymont wiedział, jak wywalczyć odszkodowanie. Po wypadku na kolei ustawił się na całe życie


Władysław Reymont to jeden z najbardziej znanych polskich pisarzy, którego kunszty został ukoronowany Nagrodą Nobla. Jednak zanim zyskał międzynarodową sławę komfort finansowy zapewniło mu wysokie odszkodowanie, które w dużej mierze wyłudził od carskich kolei. 

Katastrofa kolejowa

Władysław Reymont

W 1900 r. Władysław Reymont był już po napisaniu swojego arcydzieła literackiego, jakim niewątpliwie była Ziemia Obiecana (1899). Jednak mimo tego jego sytuacja materialna nie była wówczas najlepsza. Miał m.in. problem ze spłatą 300 rubli pożyczki. Wpływ na to miały m.in. częste zagraniczne podróże pisarza i jego wystawny styl życia. Reymont podróżował także po Polsce. Podczas jednego z wojaży doszło do katastrofy kolejowej, w której poważnie ucierpiał.

Do wypadku doszło 13 lipca 1900 r. Tego dnia o godz. 10.40 z Warszawy w kierunku Wolbórki koło Czarnocina, gdzie znajdowała się stacja kolejowa wyruszył pociąg, w którym podróżował Reymont. Był to fragment Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, która łączyła Warszawę z Galicją. Pod wówczas podwarszawskimi Włochami pociąg pisarza zderzył się z pociągiem jadącym z Sosnowca do Warszawy. W tym zdarzeniu 5 osób zostało zabitych, a 17 rannych.

Rekonwalescencja

Dworzec Wiedeński w Warszawie ok. 1890

Reymont bezpośrednio po wypadku leczył się w Szpitalu Praski pw. Przemienienia Pańskiego w Warszawie. Pisarz w katastrofie złamał najprawdopodobniej jedno lub dwa żebra. Jednak dyrektor placówki dr Jan Roch Raum miał sfałszować dokumentację medyczną podając w niej, że pisarz złamał aż 12 żeber, co miało go nawet uczynić niezdolnym do pracy umysłowej. Takie ustalenia w 2006 r. podał na swoich łamach „Dziennik”.

„Kurjer Warszawski” dzień po wypadku w taki sposób opisywał obrażenia Reymonta:

„Silny organizm Reymonta szybko powraca do zdrowia. Niedługo pozostanie tylko ślad wypadku w pamięci, jeden więcej epizod do powięsci. Tutaj za to wypadek utrwali się na wieki.”

Dzień później narracja gazety uległa nagłej zmianie:

„Niesłusznie zbagatelizowaliśmy jego chorobę - mówili nam lekarze (...) Najwidoczniejsza jest rana głowy. Musiał o coś silnie uderzyć, ale o co, nie pamięta. Bóle wewnętrzne dały się uczuć nie od razu. Okazało się, że uległ silnemu zgnieceniu klatki piersiowej, stłuczeniu kręgosłupa, co może bardzo niekorzystnie odbić się na jego zdrowiu, zwłaszcza na systemie nerwowym. Tego rodzaju wstrząśnienia nerwowe nie mijają bez złych skutków, choćby nawet nie zostawiły śladu zewnętrznego. Jedni wariują, innym pozostaje rozstrój, a trzeba pamiętać o tym, że tu chodzi o nerwy i umysł artysty - pisarza, którego twórczości wypadek taki może wiele zaszkodzić.”

Taka nagła zmiana pośrednio może wskazywać, że początkowo podana wersja była autentyczna, ale na skutek oszustwa już dzień później została zmieniona, tak by Reymont mógł uzyskać jak największą rekompensatę od przewoźnika. Za złamanie dwóch żeber kwota, jak się okaże astronomicznego odszkodowania, byłaby kilkukrotnie niższa.

Następnie na koszt Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej udał się na kurację do Wenecji. Później leczył się w klinikach w Berlinie, Krakowie i Wiedniu. Podczas tych wizyt zbierał opinie, które zamierzał wykorzystać w procesie.

Wysokie odszkodowanie

Cezary Jellenta

Wkrótce po wypadku Reymont wytoczył proces cywilny zarządowi Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Jego sprawę prowadził adwokat, ale także pisarz i krytyk literacki, Cezary Jellenta. Mimo, iż prawdziwą pasją pełnomocnika Reymonta była literatura, to sprawę odszkodowawczą poprowadził wzorowo. Udało mu się dla swojego klienta uzyskać gigantyczne odszkodowanie w wysokości 38 500 rubli. Na taką sumę ugodziła się kolej. Adwokat pisarza żądał co prawda 100 000 rubli, ale biorąc pod uwagę, że u pokrzywdzonego brak było widocznego kalectwa czy uszkodzeń narządów wygrana suma była imponująca. Dla porównania dworek jaka otrzymał w Oblęgorku Sienkiewicz wart był ok. 50 000 rubli.

Dodatkowo jak czas pokaże wypadek nie wpłynął  negatywnie na wenę twórczą Reymonta, który już po wypadku napisał swoje noblowskie dzieło, czyli Chłopów.

Pieniądze w dużej części Reymont zainwestował pożyczając 25 000 rubli Konstantemu Jakimowicz pod zastaw hipoteczny jego domu. Zgodnie z umową Jakimowicz miał mu wypłacać co roku 1 800 rubli w ramach spłaty pożyczki. Część otrzymanej sumy musiał przeznaczyć na honorarium dla adwokata, a także na spłatę pożyczek, które zaciągnął po wypadku, właściwie licząc się z pewną wygraną przed sądem. Pieniądze uzyskane z odszkodowania zapewniły mu stabilizację finansową, umożliwiającą mu dalsze prowadzenie wystawnego życia i pełne oddanie się pracy twórczej.

Bibliografia:

  1. W. Kotowski, Rok 1900 - katastrofa kolejowa Reymonta, „Pamiętnik Literacki: czasopismo kwartalne poświęcone historii i krytyce literatury polskiej”, 65/1, 185-201, 1974.
  2. M. Elmerych, Jak Reymont zarobił na caracie, „Dziennik”, nr 156, 2006.
  3. „Kurjer Warszawski” R.80, nr 192-194.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

2 komentarze

  1. Pytam pisze:

    I co tak źle było za caratu? Widać sądy działały, a odszkodowanie od cara uzyskać moźna było

  2. Tadeusz pisze:

    38 500 rubli odszkodowania. Fiju,fiju. Mój pradziadek, emerytowany oficer dragonów dostawał rocznie 1200 rubli w złocie, a kwarta wódki w karczmie kosztowała 15 kopiejek.

Zostaw własny komentarz