Historia śmierci. Garść przesądów i zwyczajów dla spokoju ducha


Śmierć od zawsze wywoływała lęk i była tematem tabu. Obawa wynikająca z niewiedzy o tym, co dzieje się z nami, gdy już odejdziemy z tego świata, prowokowała stosowanie najróżniejszych, często dziwnych praktyk, które miały pomóc zmarłym w przejściu na drugą stronę. Miały też za zadanie ustrzec przed śmiercią tych, którzy wciąż pozostawali wśród żywych.

Garść przesądów dla spokoju ducha

Kwiat, czaszka i klepsydra, odpowiadające kolejno życiu, śmierci oraz czasowi. Philippe de Champaigne, Vanitas (ok. 1671)

Umieranie jest czymś naturalnym i bardzo ludzkim. Śmierć czeka na każdego z nas, chociaż nie możemy mieć pewności, kiedy i jak to nastąpi. Jedni odchodzą w szpitalu po długiej chorobie, inni natomiast giną nagle w różnego rodzaju wypadkach. Poradzić sobie z odejściem kogoś bliskiego oczywiście nigdy nie jest łatwo, szczególnie, że wciąż nie wiemy, co tak naprawdę dzieje się z ludzką duszą po śmierci. Nic więc dziwnego, że na przestrzeni wieków wypracowano różnego rodzaju obyczaje oraz rytuały, które nadawały procesowi umierania i grzebania pewne ramy, które mówiły roztrzęsionym żałobnikom, co robić, ale i dawały poczucie, że uczyniono wszystko, co w ludzkiej mocy, by zapewnić spokój jemu oraz żyjącym.

Współcześnie niezbyt często mamy okazję obcować ze nieboszczykami, chyba, że pracujemy w branży pogrzebowej. Większość z nas nie umiera w domu, w związku z czym ciało niemal natychmiast oddawane jest profesjonalistom, którzy przygotowują je do pochówku, oszczędzając w ten sposób widoku nieżyjącego bliskiego członkom rodziny. Natomiast dawniej, jeszcze za czasów naszych dziadków, ludzie znacznie częściej umierali we własnych czterech ścianach, a czuwanie przy ich zwłokach złożonych w salonie było czymś zupełnie naturalnym. Nie oznacza to jednak, że każdy czuł się komfortowo w towarzystwie martwej babci, leżącej parę metrów od ulubionego fotela. Śmierci bano się od zawsze, a przesądów z nią związanych było tak wiele, że znajomość wszystkich wymagała naprawdę dobrej pamięci!

Nogami do przodu!

Śmierć – obraz Jacka Malczewskiego z 1902 roku

Gdy czas kogoś bliskiego powoli nadchodził, zwyczajem było ustawienie obok jego łóżka lub włożenie mu do rąk poświęconej gromnicy. Światło z niej płynące miało na celu ukrócenie męki umierającego i przyspieszenie jego śmierci, a wszystko dlatego, że długie i bolesne konanie uważano za karę za poważne grzechy. Do tego typu praktyk należało także zabieranie choremu kołdry i poduszki, które mogły utrzymywać go przy życiu ze względu na wygodę, a także kropienie go wodą święconą lub sadzanie na łóżku – stopy dotykające podłogi miały wygonić resztki sił pozostających w organizmie. To wszystko po to, by umierający wreszcie mógł spokojnie odejść.

Ciekawiej zaczyna się robić, gdy przyjrzymy się przesądom związanym z tym, co działo się już po śmierci. Największą obawą było wówczas to, że czyjaś śmierć mogła zwiastować odejście kolejnej osoby z rodziny, tak więc robiono wszystko, aby się tego ustrzec. Praktyki mające na celu zachowanie siebie i bliskich przy życiu były doprawdy dziwne, świadczy to więc o wielkim strachu towarzyszącym śmierci kogoś z otoczenia. Pomimo faktu, iż zwyczajowo nieboszczyk spoczywał w swoim domu jeszcze jakiś czas po śmierci, domownikom trudno było się z tym tak po prostu oswoić. Dla własnego komfortu i bezpieczeństwa unikano więc spoglądania na zmarłego, szczególnie w jego oczy, co było niemal gwarantem szybkiej śmierci. Aby uniknąć przypadkowego „kontaktu” z osobą zmarłą, obowiązkowo należało zasłonić wszystkie lustra oraz okna, w których mogło odbić się jego oblicze – mogło to doprowadzić do podobnej tragedii, co spojrzenie prosto w oczy. Co ciekawe, niektórzy praktykują ten zwyczaj do dziś. 

U właściciela zakładu pogrzebowego

Zapewne każdy z nas spotkał się z określeniem „wyjść skądś nogami do przodu”, co kolokwialnie oznacza opuszczenie jakiegoś miejsca po śmierci. Nie każdy jednak wie, że ma ono związek z kolejnym przesądem – zwyczajowo wynosiło się zmarłego właśnie nogami do przodu, a nie głową, ponieważ w ten sposób mógł on po raz ostatni spojrzeć w kierunku swojego domu, tym samym zabierając ze sobą koleją osobę. Aby mieć stuprocentową pewność, że nie dojdzie do kolejnej tragedii, należało także podrzucić trumnę trzy razy nad progiem, a jeżeli w domu odbywało się wcześniej czuwanie, trzeba było koniecznie odwrócić wszystkie stołki, aby dusza zmarłego nie postanowiła usiąść na jednym z nich.

Tego typu przesądów i zwyczajów jest bardzo wiele i z pewnością różnią się one w zależności od regionu. Wydawałoby się jednak, że większość z nich nie przetrwała próby czasu, a ludzie są teraz nieco mniej zabobonni. Mimo wszystko wciąż można spotkać się z niepokojem bliskich zmarłego, który wiąże się np. z terminem pochówku. Jednym z najczęściej spotykanych przesądów jest ten, że ciało nie powinno pozostać niepochowane w niedzielę – jest to zwiastun rychłej śmierci kolejnego członka rodziny. To właśnie dlatego tak często bliscy proszą o jak najszybszy pochówek, szczególnie, gdy śmierć następuje przed weekendem.

Duszno, nie powracaj!

Zabranie kogoś ze sobą w mroczne zaświaty było tyko jedną z licznych obaw towarzyszących śmierci. Kolejną z nich był strach przed powrotem zmarłego, by więc przeszkodzić jego duszy, a jednocześnie pomóc w odnalezieniu spokoju na tamtym świecie, wypracowano najróżniejsze metody. Wśród nich było zamykanie lub nawet zaszywanie ust, przez które dusza mogłaby powrócić do ciała właściciela. Podczas czuwania w pobliżu trumny nie mogło się również znaleźć żadne jedzenie lub picie, które mogłoby skusić zmarłego do pozostania przy ziemskich przyjemnościach. Również z tego względu do trumny wkładano zmarłemu jego ulubione przedmioty – istniała obawa, że mógłby wrócić, aby je odnaleźć. Mało tego, niekiedy do trumny wrzucano także mak, aby zajęty liczeniem ziarenek nieboszczyk nawet nie myślał o powrocie! Kolejnym pewniakiem było też rzucanie na trumnę garści ziemi – zwyczaj praktykowany do dziś, kiedyś uznawany był za znak dla zmarłego, że wśród żywych nie ma już dla niego miejsca.

Ekshumacja i palenie zwłok osoby posądzonej o wampiryzm; litografia R.de Moraine‚a

Strach pojawiał się nie tylko na myśl o powrocie duszy, ale także o tym, że zmarły mógłby wrócić w postaci jakiegoś okropnego upiora. Zwyczajowo chowano więc nieboszczyków bez butów, które mogły im ułatwić chodzenie, a groby były wykopywane odpowiednio głęboko, co utrudniało proces jeszcze bardziej. Zdarzało się jednak tak, że strach był silniejszy niż logika, dlatego posuwano się jeszcze dalej – m.in. do związywania rąk nieboszczyka na jego plecach lub, co wbrew pozorom wcale nie było tak rzadką praktyką, odcinania mu głowy, najlepiej w trzecią noc po jego śmierci. Praktyka ta – obok wbijania osinowego koła w serce – miała na celu zapobieganie powrotu zmarłego jako rządnego ludzkiej krwi wampira. Czasem robiono to na wszelki wypadek, czasem z obawy, że ktoś, kto za życia dopuścił się zbrodni, może zrobić to ponownie po śmierci.

Przewidzieć nieuniknione

Taniec Śmierci (replika fresku z XV w)

Wiemy już, jak wyglądają różnego rodzaju zabobony i zwyczaje związane z tym, co dzieje się po śmierci. Ale czy dawniej ludzie mieli jakieś sposoby na domyślenie się, że ktoś niedługo umrze (oczywiście oprócz oczywistych wynikających ze stanu zdrowia)? Podobno każdy człowiek wierzy w to, w co chce wierzyć. W związku z tym od zarania dziejów ludzie dopatrywali się najróżniejszych znaków, które pomagały im „przewidzieć” nadejście śmierci. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby każdy z takich omenów rzeczywiście poprzedzał nadejście kostuchy, ludzie jednak naprawdę wierzyli w to, że liczne znaki mogą zwiastować czyjeś odejście. Takim ostrzeżeniem mogła być m.in. specyficznie pohukująca sowa, lecąca ćma, bez powodu wyjący pies czy czarny pająk, który znalazł się niedaleko łóżka chorej osoby. Jakby tego było mało, niemal każdy hałas – skrzypienie podłóg, czy pukanie w okna i drzwi, a także spadające przedmioty lub odgłosy stąpania po podłodze w pomieszczeniach, w których nie dało się nikogo dojrzeć – mogły nieść za sobą przykre konsekwencje.

Ponieważ wierzono dawniej, że podczas snu dusza może opuścić ciało, a na swojej drodze spotkać samą śmierć, również nocne mary postrzegano za znaki zwiastujące czyjeś odejście. Jeżeli więc komuś przyśniły się wyrywane lub wypadające zęby, ciemna albo brudna woda czy rozkopana ziemia przypominająca dół, do którego składa się trumnę, brano to za znak, że ktoś wkrótce umrze. Tego typu interpretacje snów przetrwały zresztą do dziś, miejcie się więc na baczności! A jakby tego było mało, sny groziły także osobom czuwającym przy trumnie już zmarłej osoby – jeżeli ktoś przysnął, mógł w swoim śnie spotkać błąkającą się duszę nieboszczyka, który z pewnością będzie chciał go zabrać ze sobą w zaświaty.

Bibliografia:

  1. Kerrigan M., Historia śmierci. Zwyczaje i rytuały pogrzebowe od starożytności do czasów współczesnych, Warszawa 2009.
  2. Węglarz M., Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz, Warszawa 2021.
  3. Stanaszek Ł.M., Wampiry w średniowiecznej Polsce, Warszawa 2016.
  4. http://teatrnn.pl/leksykon/artykuly/etnografia-lubelszczyzny-obrzedy-pogrzebowe-na-lubelszczyznie/ [dostęp z dn. 20.03.2021 r.]
  5. https://ciekawostkihistoryczne.pl/2014/07/27/ostatnie-polskie-wampiry-polowania-na-krwiopijcow-pod-krakowem/ [dostęp z dn. 20.03.2021 r.]

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. A12 pisze:

    Strach było czytać 😉

Zostaw własny komentarz