Dżuma jako broń biologiczna. Jednostka 731, Ningbo i oblężenie Kaffy |
27 października 1940 r. japońskie lotnictwo zrzuciło nad chińskim Ningbo pchły zakażone dżumą. Trzy dni później odnotowano pierwszy zgon. Za atakiem stał wojskowy program rozwijany przez Shirō Ishiiego, organizatora Jednostki 731. Dżuma jako broń biologiczna miała zabijać mieszkańców i wywoływać epidemie na terytorium przeciwnika. W Ningbo walkę z chorobą posunięto aż do otoczenia jej ogniska murem i wypalania zabudowy.
Ningbo. Pierwsze zgony po japońskim ataku
Ningbo leży w prowincji Zhejiang, na wschodnim wybrzeżu Chin. Jesienią 1940 r. mieszkańcy żyli pod groźbą japońskich nalotów. Amerykański misjonarz Archibald Crouch, który przebywał w mieście, opisywał, jak wojna zmieniła szkolny rozkład dnia. Lekcje zaczynano o świcie, a w godzinach zagrożenia bombardowaniem przenoszono je pod osłonę bambusowych zagajników.
Zrzut z 27 października przyniósł inne niebezpieczeństwo. Wraz ze zbożem i fragmentami bawełny na ulice trafiły zakażone owady. Pchły przenosiły bakterie Yersinia pestis, wywołujące dżumę. Choroba ujawniła się dopiero po kilku dniach. Pierwszy zgon odnotowano 30 października, potem umierali kolejni mieszkańcy.
Według historyka Keiichiego Tsuneishiego władze odcięły zakażony obszar 2 listopada, gdy było już jasne, że mają do czynienia z epidemią. Następnego dnia rozpoznano dżumę. Ograniczenia wprowadzono więc jeszcze przed ostatecznym ustaleniem rodzaju choroby.
Czym jest dżuma i dlaczego zainteresowała wojskowych?
Dżuma występuje naturalnie wśród zwierząt, zwłaszcza gryzoni. Pchły mogą przenosić zakażenie między nimi, a także na ludzi. W postaci dymieniczej choroba powoduje gorączkę oraz bolesne powiększenie węzłów chłonnych, najczęściej w pachwinach lub pod pachami. Te obrzmienia nazywa się dymienicami. Zakażenie może również doprowadzić do sepsy albo zająć płuca.
Postać płucna jest szczególnie groźna, ponieważ chory może zakazić drugiego człowieka drogą kropelkową przy bliskim kontakcie. Samo pojawienie się dżumy dymieniczej nie oznacza jednak, że każdy pacjent będzie przekazywał ją wszystkim osobom ze swojego otoczenia. Rozmiary epidemii zależą również od sposobu szerzenia się zakażeń i reakcji służb sanitarnych.
Japońscy wojskowi liczyli na wysoką śmiertelność choroby oraz strach, który miała wywołać. Dysponowali wiedzą niedostępną średniowiecznym oblegającym miasta. Bakterię dżumy odkryto w 1894 r., a późniejsze badania wyjaśniły rolę pcheł. Wojsko mogło więc świadomie sięgnąć po konkretny drobnoustrój i jego nosiciela.
Leczenie dopiero zaczynało się zmieniać. W 1938 r. John A. Carman opisał zastosowanie sulfonamidu Prontosil przeciwko dżumie. Na skuteczne leczenie streptomycyną trzeba było jeszcze poczekać. Mieszkańcy Ningbo nie mieli dostępu do skutecznych środków medycznych, które pozwoliłyby opanować następstwa ataku. Ratunek zależał przede wszystkim od powstrzymania kolejnych zakażeń.
Shirō Ishii i Jednostka 731
Organizatorem japońskiego programu był lekarz wojskowy Shirō Ishii. Jego przedsięwzięcie nabrało rozmachu po zajęciu Mandżurii przez Japonię. Na okupowanym terytorium armia mogła urządzać tajne ośrodki i dostarczać do nich więźniów. W 1932 r. powstało podporządkowane Japonii państwo Mandżukuo.
Początki programu sięgają 1932 r., kiedy utworzono laboratorium przy wojskowej szkole medycznej w Tokio. W Mandżurii działał następnie oddział Tōgō, poprzednik formacji znanej jako Jednostka 731. Oficjalne powołanie tej formacji w strukturach Armii Kwantuńskiej nastąpiło w 1936 r. Jej wielki kompleks badawczy powstał w Pingfang pod Harbinem.
Oficjalna nazwa odwoływała się do zapobiegania epidemiom i zaopatrzenia w wodę. Za tą działalnością krył się rozwój broni biologicznej. Do pracy włączano również badaczy z uczelni. W wojskowym ośrodku mogli przeprowadzać doświadczenia na ludziach, których sami zakażali i których los całkowicie zależał od personelu.
Jednostka 731 była częścią większego programu. Ośrodek 1644 w Nankinie służył jako wysunięta baza ataków na Chiny. Odrębna Jednostka 100 w Changchun zajmowała się między innymi chorobami zwierząt. Japońska wojna biologiczna angażowała więc więcej formacji niż ta, której numer stał się najbardziej rozpoznawalny.
Od doświadczeń na więźniach do ataków na miasta
W laboratoriach Jednostki 731 lekarze celowo zakażali więźniów dżumą, cholerą i wąglikiem, a następnie obserwowali rozwój chorób. Część ofiar poddawali wiwisekcjom. Rozcinali ciała żywych ludzi, aby badać zmiany w narządach wywołane zakażeniem.
Doświadczenia na więźniach były częścią przygotowań do użycia broni biologicznej. Jej skuteczność sprawdzano również podczas ataków na zamieszkane obszary Chin. Zrzucając zakażone pchły nad Ningbo, Japończycy chcieli wywołać epidemię wśród mieszkańców. Obserwacje z laboratorium przenosili w ten sposób na działania wojenne, których celem stawała się ludność cywilna.
Według jednego z szacunków w pojedynczym ośrodku podczas eksperymentów zabijano nawet 600 więźniów rocznie. Liczba ta obejmuje ofiary różnych doświadczeń prowadzonych w ramach japońskiego programu broni biologicznej. Nie wiadomo, ilu z tych ludzi zmarło wskutek zakażenia dżumą.
Mur wokół ogniska epidemii i wypalanie zabudowy
W Ningbo organizowano oddziały izolacyjne i zespoły poszukujące chorych. Osobne grupy zajmowały się odkażaniem oraz grzebaniem zmarłych. Dżuma zabijała całe rodziny. Według zachowanych relacji w siedmiu z nich nie ocalał nikt.
Aby powstrzymać epidemię, władze zdecydowały się zniszczyć zabudowę w jej ognisku. Obszar ten otoczono betonowym murem, który miał zapobiec ucieczce gryzoni, a następnie podpalono znajdujące się wewnątrz budynki.
W centrum Ningbo odnotowano 165 zachorowań i 112 zgonów. Przy braku skutecznego leczenia podstawą walki z dżumą było odnajdywanie i izolowanie chorych oraz odkażanie zakażonych miejsc. Współpraca mieszkańców ze służbami sanitarnymi pomogła ograniczyć dalsze szerzenie się zarazy.
Kolejne ataki i ich ofiary
Ningbo należało do szerszej serii działań. Jesienią 1940 r. Japończycy zaatakowali również Quzhou i Jinhua w prowincji Zhejiang. W listopadzie 1941 r. użyli broni biologicznej przeciwko Changde w prowincji Hunan. Badacze zestawiają chińskie świadectwa zachorowań z japońskimi dokumentami wojskowymi i zeznaniami uczestników programu.
Japońskie ataki biologiczne pochłonęły tysiące ofiar. Ludzie umierali na dżumę, ale także na inne celowo szerzone choroby. Zakażenia dotykały również japońskich żołnierzy, ponieważ wywołane epidemie wymykały się spod kontroli. Nie wiadomo dokładnie, ile osób zmarło wskutek użycia samej dżumy.
Kaffa w 1346 r. Czy zwłoki posłużyły jako broń?
Prawie sześć wieków przed atakiem na Ningbo podobny zamiar przypisano wojskom Złotej Ordy. W 1346 r. wojska Złotej Ordy oblegały Kaffę, genueńską kolonię handlową na Krymie. Gdy wśród napastników wybuchła dżuma, mieli oni wykorzystać ciała zmarłych jako broń. Według zachowanej relacji przerzucali zwłoki za mury, licząc, że odór zabije obrońców. W średniowieczu wierzono bowiem, że choroby mogą szerzyć się przez zepsute powietrze.
Nie wiadomo jednak, czy rzeczywiście doszło do takiego ataku. Opisał go włoski notariusz Gabriele de’ Mussi, który nie był świadkiem oblężenia, a jego opowieści nie potwierdza niezależne źródło. Sam pomysł był wykonalny. Kontakt z zakażonymi zwłokami mógł też narazić mieszkańców na chorobę. To jednak za mało, by uznać, że właśnie w ten sposób dżuma dostała się do Kaffy.
Zaraza mogła podróżować również ze zbożem przewożonym przez Morze Czarne. W ładunkach znajdowały schronienie gryzonie i pchły. Handel ograniczał wówczas konflikt Wenecji i Genui ze Złotą Ordą, obejmujący także port Tana nad Morzem Azowskim. Według jednej z nowszych interpretacji wprowadzone zakazy opóźniały rozprzestrzenianie się choroby. Gdy w 1347 r. zawarto pokój i przywrócono wymianę handlową, wraz z towarami zaraza mogła docierać do kolejnych portów.
Nie ma podstaw, by twierdzić, że atak na Kaffę wywołał europejską czarną śmierć. Nawet jeśli oblegający rzeczywiście przerzucali zwłoki za mury, pandemia miała więcej dróg rozprzestrzeniania się niż statki opuszczające jedno miasto.
Wyniki badań w zamian za ochronę przed sądem
Po klęsce Japonii w 1945 r. Amerykanie chcieli przejąć wyniki eksperymentów Ishiiego. Liczyli na zdobycie wiedzy przydatnej we własnych badaniach nad bronią biologiczną i zamierzali uniemożliwić dostęp do niej Związkowi Radzieckiemu. W zamian za informacje zapewnili Ishiiemu i części jego współpracowników ochronę przed ściganiem.
Jesienią 1947 r. do Japonii przyjechali Edwin Hill i Joseph Victor, naukowcy z amerykańskiego ośrodka wojskowego Fort Detrick. Na miejscu rozmawiali z Ishiim i jego współpracownikami o doświadczeniach z dżumą oraz innymi chorobami. Wiedzieli, że przekazywane im wyniki uzyskano dzięki eksperymentom na ludziach. W grudniowym raporcie pisali wprost, że podobnych danych nie mogliby zdobyć we własnych laboratoriach z powodu skrupułów związanych z takimi badaniami.
Amerykanie otrzymali szczegółowe raporty opisujące skutki zakażania ludzi. Zawierały informacje o podatności człowieka na choroby oraz dokumentację patologicznych zmian w organizmach ofiar. W materiałach znalazł się spis około ośmiu tysięcy preparatów i setek kolorowych rysunków. Dla wojskowych badaczy były to wyniki doświadczeń, których sami nie mogliby legalnie i etycznie przeprowadzić. Tak uzasadniali wartość zdobytych danych, choć ich rzeczywista przydatność dla amerykańskiego programu jest osobną kwestią.
Hill i Victor zalecali również zabezpieczenie zdobytej wiedzy przed trafieniem w inne ręce. W warunkach narastającej rywalizacji ze Związkiem Radzieckim wyniki zbrodniczych eksperymentów stały się dla Ishiiego sposobem na uniknięcie procesu.
Część wojskowych, którzy trafili do radzieckiej niewoli, odpowiedziała jednak przed sądem. W grudniu 1949 r. w Chabarowsku osądzono dwunastu ludzi związanych z programem wojny biologicznej i dowództwem Armii Kwantuńskiej, w tym członków Jednostek 731 i 100. Otrzymali kary od dwóch do 25 lat obozu pracy. Proces służył również radzieckiej propagandzie, ale amerykańska ochrona sprawców sprawiła, że wielu z nich w ogóle uniknęło odpowiedzialności.
Shirō Ishii nigdy nie stanął przed sądem. Zmarł w Japonii w 1959 r., czternaście lat po zakończeniu wojny.
Bibliografia:
- Barras V., Greub G., History of biological warfare and bioterrorism, „Clinical Microbiology and Infection” 2014, t. 20, nr 6, s. 497-502.
- Barker H., Laying the Corpses to Rest: Grain, Embargoes, and Yersinia pestis in the Black Sea, 1346-48, „Speculum” 2021, t. 96, nr 1, s. 97-126.
- Frischknecht F., The history of biological warfare. Human experimentation, modern nightmares and lone madmen in the twentieth century, „EMBO Reports” 2003, t. 4, supl. 1, s. S47-S52.
- Drea E., Bradsher G., Hanyok R., Lide J., Petersen M., Yang D., Japanese War Crimes Records at the National Archives: Research Starting Points, w: E. Drea i in., Researching Japanese War Crimes Records. Introductory Essays, National Archives and Records Administration, Washington, DC 2006, s. 79-110.
- Tsuchiya T., The Imperial Japanese Experiments in China, w: E.J. Emanuel i in. (red.), The Oxford Textbook of Clinical Research Ethics, Oxford University Press 2008, s. 31-45.
- Tsuneishi K., Unit 731 and the Japanese Imperial Army’s Biological Warfare Program, tłum. J. Junkerman, „The Asia-Pacific Journal: Japan Focus” 2005, t. 3, nr 11, artykuł 2194.
- Wheelis M., Biological Warfare at the 1346 Siege of Caffa, „Emerging Infectious Diseases” 2002, t. 8, nr 9, s. 971-975.
- Wilson J.M., Daniel M., Historical reconstruction of the community response, and related epidemiology, of a suspected biological weapon attack in Ningpo, Manchuria (1940), „PeerJ Preprints” 2016.
- Wilson J.M., Daniel M., Historical reconstruction of the community response, and related epidemiology, of a suspected biological weapon attack in Ningbo, China (1940), „Intelligence and National Security” 2019, t. 34, nr 2, s. 278-288.
- Zietz B.P., Dunkelberg H., The history of the plague and the research on the causative agent Yersinia pestis, „International Journal of Hygiene and Environmental Health” 2004, t. 207, nr 2, s. 165-178.
Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.






