Najgłośniejsze sprawy kryminalne PRL. Zbrodnie, napady i oszustwa


Napad stulecia w Wołowie, fałszywy konsulat we Wrocławiu, porwanie lekarki z Płocka i zabójstwa przypisane „Wampirowi z Zagłębia” należą do najgłośniejszych spraw kryminalnych PRL. Jednych sprawców zdradziły numery banknotów, innych maszyna do pisania lub przedmioty zabrane ofiarom. Część śledztw zakończyła się wyrokami śmierci. Przy ulicy Jasnej w Warszawie rabusie zniknęli z pieniędzmi, a rodzina Beaty Radke przez dziesięciolecia szukała zaginionej dziewczynki.

W powojennej Polsce przestępcy rabowali bankową gotówkę, włamywali się do sklepów z zagranicznymi towarami i wykorzystywali zaufanie ludzi liczących na korzystny interes. Krakowski handlarz walutą Władysław Mazurkiewicz spotykał przyszłe ofiary w restauracjach. Czesław Śliwa urządził rzekomy konsulat w hotelu Monopol. W Zrębinie sprawcy i ofiary byli sąsiadami, a mord oglądali pasażerowie autobusów, które w trakcie pasterki odjechały spod kościoła.

Piętnaście opisanych spraw obejmuje lata 1944-1989, choć nazwę Polska Rzeczpospolita Ludowa wprowadzono w 1952 r. To wybór spraw przestępczości pospolitej o różnej skali i rozgłosie, obejmujący także późniejsze procesy oraz dalsze losy śledztw. O ich miejscu w historii decydowały wysokość łupu, liczba pokrzywdzonych, poszukiwania sprawcy lub spory o wyrok.

Władysław Mazurkiewicz - „elegancki morderca” (Kraków, 1943-1955)

Władysław Mazurkiewicz podczas procesu (zdjęcie prasowe z 1956 r.)

Stanisław Łopuszyński przyjechał we wrześniu 1955 r. do Krakowa kupić zegarki z przemytu. Władysław Mazurkiewicz pośredniczył w transakcji, a gdy dostawa się opóźniała, zaprosił go do Zakopanego. W drodze powrotnej, 24 września, zasypiającego pasażera obudził huk. Mazurkiewicz tłumaczył, że wystrzelił petardę dla żartu. Łopuszyński dotknął karku i zauważył krew.

Przeżył, ale nieustępujący ból głowy zaprowadził go do szpitala. Badania wykazały, że został postrzelony. Milicja zaczęła szukać Mazurkiewicza, znanego w krakowskim środowisku handlarzy walutą, bywalca restauracji i prywatnych przyjęć. Proponował znajomym interesy, pożyczał od nich pieniądze, umawiał się na transakcje z gotówką.

W wynajmowanym przez niego garażu śledczy rozkuli jaśniejszy fragment posadzki. Pod betonem leżały ciała Jadwigi de Laveaux i jej siostry Zofii Suchowej, zamordowanych 16 maja 1955 r. Dziewięć lat wcześniej, 29 maja 1946 r., zginął mąż Jadwigi, Jerzy de Laveaux. Do aktu oskarżenia trafiły również zabójstwa Władysława Brylskiego z 26 lipca 1945 r. i Józefa Tomaszewskiego z października tego samego roku.

Najstarszą z sześciu ofiar śmiertelnych objętych wyrokiem był Wiktor Zarzecki, zabity 15 grudnia 1943 r. Podczas okupacji, 16 marca 1943 r., Mazurkiewicz próbował też otruć Tadeusza Bommera. Bommer i Łopuszyński przeżyli i zeznawali na procesie. Pięć zabójstw popełniono już po wojnie.

Rozprawa rozpoczęła się 6 sierpnia 1956 r. przed Sądem Wojewódzkim w Krakowie. Mazurkiewicz początkowo przyznał się do winy, później odwołał wyjaśnienia. Funkcjonariusze mieli zagrozić zamknięciem schorowanego ojca oskarżonego. Po tej groźbie Mazurkiewicz zaczął opowiadać o kolejnych zbrodniach. Oskarżenie dysponowało także ciałami z garażu i relacjami ocalałych.

Przed gmachem sądu gromadziły się tłumy. Prasa nazywała oskarżonego „eleganckim mordercą”, a prokurator piętnował środowisko „spekulantów”, w którym „słowo »biznes« zastąpiło słowo »ojczyzna«”. Relacje z rozpraw drukowały gazety ogólnopolskie i krakowskie. 30 sierpnia 1956 r. zapadł wyrok śmierci. Wykonano go 29 stycznia 1957 r. w więzieniu przy Montelupich.

Napad stulecia na bank (Wołów, 1962)

Budynek dawnego banku w Wołowie - miejsce napadu / fot. mar, CC-BY-SA 3.0

W nocy z 19 na 20 sierpnia 1962 r. z oddziału Narodowego Banku Polskiego przy placu Jana III Sobieskiego 6 w Wołowie zniknęło 12 531 000 zł. Przy przeciętnym miesięcznym wynagrodzeniu wynoszącym 1680 zł łup odpowiadał około 7460 wypłatom. Rabusie najpierw obezwładnili wartownika i związali go w piwnicy. Podnośnikiem samochodowym przebili strop kotłowni i dostali się do skarbca na parterze. Tam nawiercili i wyłamali drzwi kasy pancernej.

Grupę tworzyli miejscowi znajomi: Mieczysław Florianowicz, prowadzący zakład naprawy sprzętu radiowo-telewizyjnego, rymarz Józef Sojka, taksówkarz Wiktor Kotowicz, Alfred Florianowicz i Mikołaj Krzeczkowski. Narzędzia przygotował ślusarz Jan Jezierski z Obornik Śląskich. Skarbnik banku Rudolf Drewniak dostarczył informacji o zabezpieczeniach.

Część banknotów była nowa, toteż bank mógł ustalić ich serie i numery. Wykazy rozesłano do sklepów oraz instytucji finansowych. Na początku października żona jednego z organizatorów próbowała zapłacić w sklepie w Kluczborku pięćsetzłotówką. Sprzedawczyni rozpoznała poszukiwany banknot. Milicjanci dotarli do Mieczysława Florianowicza, a następnie do pozostałych uczestników. Pieniądze znajdowano w kolejnych skrytkach. Ostatecznie łącznie odzyskano 11 572 000 zł.

Proces rozpoczął się 4 grudnia 1962 r. przed Sądem Wojewódzkim we Wrocławiu. Pięciu głównych oskarżonych skazano na dożywocie, później zamienione na 25 lat, dwóch na piętnaście lat więzienia. W dalszych postępowaniach ukarano dwadzieścia osób z rodzin i otoczenia rabusiów, między innymi za ukrywanie łupu. Ostatni z głównych skazanych wyszli na wolność w 1979 r.

Okrzyknięty napadem stulecia rabunek trafił do komiksu o kapitanie Żbiku oraz filmu „Hazardziści” Mieczysława Waśkowskiego, nakręconego w 1975 r. i wprowadzonego do kin w marcu 1976 r.

Karol Kot - „Wampir z Krakowa” (Kraków, 1964-1966)

Karol Kot / fot. Policja

29 września 1964 r. Karol Kot zaatakował nożem siedemdziesięciosiedmioletnią Marię Plichtę przy ulicy św. Jana w Krakowie. Kobieta zmarła. Inne napadnięte w tym czasie kobiety przeżyły. Kolejne zabójstwo nastąpiło po kilkunastu miesiącach - 13 lutego 1966 r. Kot zabił jedenastoletniego Leszka Całka w rejonie kopca Kościuszki, gdzie odbywały się zawody saneczkowe.

Prasa pisała o „Wampirze z Krakowa”. Napastnik atakował starsze kobiety i dzieci, zwykle z zaskoczenia. Poszukiwany przez milicję chodził do Technikum Energetycznego, uprawiał strzelectwo i przygotowywał się do matury.

Zawiadomiła o nim znajoma, Danuta, której opowiadał o swoich czynach i którą wcześniej sam zaatakował. Zestawienie jej relacji z niewyjaśnionymi napaściami doprowadziło do zatrzymania Kota 1 czerwca 1966 r., po egzaminach maturalnych. W jego mieszkaniu znaleziono kolekcję noży. Oprócz dwóch zabójstw odpowiadał za inne ataki nożem, próby trucia przypadkowych osób i podpalenia.

Proces rozpoczął się 3 maja 1967 r. Psychiatrzy krakowskiej Akademii Medycznej pod kierunkiem prof. Karola Spetta stwierdzili znaczne ograniczenie poczytalności, czyli zdolności rozumienia czynów i kierowania postępowaniem. Biegłe prowadzące kolejną obserwację w Grodzisku Mazowieckim uznały natomiast, że działał z pełnym rozeznaniem.

14 lipca 1967 r. Sąd Wojewódzki w Krakowie skazał Kota na śmierć. 22 listopada Sąd Najwyższy zmienił karę na dożywocie, uwzględniając młody wiek i zaburzenia oskarżonego. Prokurator generalny złożył rewizję nadzwyczajną, zaskarżając prawomocny wyrok. Po ponownym rozpoznaniu sprawy przywrócono karę śmierci. Egzekucję wykonano 16 maja 1968 r.

Zdzisław Marchwicki - „Wampir z Zagłębia” (Śląsk i Zagłębie, 1964-1970)

Zdzislaw Marchwicki Zdzisław Marchwicki (przed 26 kwietnia 1977 r.)

Seria napaści na kobiety objęła Górny Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie. Napastnik wybierał między innymi okolice przystanków i mało uczęszczane drogi. Uderzał z zaskoczenia, a podobieństwo kolejnych napaści skłoniło milicję do połączenia ich w jedną serię. Śledztwo pod kryptonimem „Anna” objęło zdarzenia z lat 1964-1970.

6 stycznia 1972 r. w Dąbrowie Górniczej zatrzymano Zdzisława Marchwickiego. Na ławie oskarżonych nie zasiadł sam. Odpowiadali także jego bracia Jan i Henryk oraz inne osoby z rodzinnego otoczenia. Oskarżenie przypisywało im udział w zbrodniach i ukrywaniu śladów.

Proces rozpoczął się 18 września 1974 r. w Klubie Fabrycznym Zakładów Cynkowych „Silesia” w Katowicach. 28 lipca 1975 r. Sąd Wojewódzki w Katowicach uznał Zdzisława Marchwickiego za winnego czternastu zabójstw oraz usiłowań kolejnych i skazał go na śmierć. Najwyższy wymiar kary usłyszał również Jan Marchwicki. Obu braci stracono w kwietniu 1977 r.

Oskarżenie opierało się w znacznym stopniu na poszlakach, zeznaniach i wyjaśnieniach uzyskanych podczas śledztwa. Późniejsi krytycy procesu kwestionowali sposób ich zbierania, ocenę wiarygodności świadków oraz łączenie poszczególnych napadów.

Napad na konwój pod Domem pod Orłami (Warszawa, 1964)

Dom pod Orłami, Warszawa / fot. Adrian Grycuk, CC-BY-SA 4.0

Dom pod Orłami, Warszawa / fot. Adrian Grycuk, CC-BY-SA 4.0

22 grudnia 1964 r., około godziny 18.35, pod Domem pod Orłami w centrum Warszawy zatrzymał się samochód przewożący utarg Centralnego Domu Towarowego. W budynku przy Jasnej mieścił się oddział Narodowego Banku Polskiego. W worku znajdowało się 1 336 500 zł. Utarg przewożono dwa razy dziennie, oznakowanymi samochodami i o stałych porach. Na workach umieszczano kartki z kwotą.

Stanisław Piętka niósł pieniądze, za nim szedł drugi konwojent, Zdzisław Skoczek. Towarzyszyła im kasjerka Jadwiga Michałowska. W drzwiach banku Piętka natknął się na napastnika, który strzelił do niego, wyrwał worek i zaczął uciekać. Drugi bandyta zastrzelił Skoczka. Piętka przeżył, a Michałowska schowała się za samochodem.

Strzelaninę obserwowali ludzie znajdujący się w sąsiednich budynkach. Kierowca Władysław Bogdalski próbował wezwać pomoc klaksonem. Napastnik ostrzelał samochód, lecz Bogdalski przeżył. Napastnicy zbiegli w stronę ulicy Hibnera, dzisiejszej Zgody, a następnie zniknęli w śródmiejskich ulicach i przejściach.

Na miejsce dotarły radiowozy, lecz pościgowi towarzyszył chaos. Mosty zablokowano po około pół godzinie, ostatnie posterunki zaporowe ustawiono około godziny 21. Część funkcjonariuszy nie wiedziała, co się wydarzyło, a poszczególne posterunki miały trudności z łącznością. Przy banku tłum deptał ślady i podnosił łuski. Nie zaznaczono dokładnie miejsca, w którym leżał zabity konwojent, ani nie spisano wszystkich obecnych.

Badania łusek dały ważny trop. Jeden z pistoletów wykorzystano podczas napadu na kasjerkę w 1957 r., a następnie przy zabójstwie milicjanta i napadzie na pocztę w 1959 r. Druga broń należała wcześniej do zabitego funkcjonariusza. Sprawcy dysponowali zatem pistoletami powiązanymi z kilkoma niewyjaśnionymi przestępstwami.

Przygotowano portrety pamięciowe i szukano samochodu, którym mogli odjechać. Funkcjonariusze sprawdzali mieszkania, dworce i lokale. Nie ustalono jednak, kto strzelał pod bankiem. Pojawiająca się później wersja, że napastnikami byli funkcjonariusze MO lub SB, pozostała hipotezą. Za zabójstwo Skoczka i kradzież pieniędzy nikt nie stanął przed sądem.

Czesław Śliwa i fałszywy konsulat Austrii (Wrocław, 1969)

Hotel Monopol, Wrocław / fot. Basik07, CC-BY-SA 3.0

Wrocławski hotel Monopol przyjął we wrześniu 1969 r. gościa podającego się za dyplomatę. Przedstawiał się jako Jacek Ben Silberstein, konsul Austrii. Mówił łamaną polszczyzną, rozdawał stanowiska i obiecywał wynagrodzenia w dewizach. Zatrudnieni mieli pracować dla zagranicznej placówki, a tymczasem sami pożyczali pieniądze jej szefowi.

Rzekomym dyplomatą był Czesław Śliwa, wcześniej karany za oszustwa. Zatrudnił kierowcę, sekretarza i dalszy personel. Otoczenie widziało urzędnika organizującego nową placówkę, a jego pracownicy czekali na obiecane wypłaty. Śliwa nie ograniczał się do hotelowych gości. Docierał do urzędów i przedstawiał pisma mające potwierdzać jego status. Miejscowe władze zajęły się nawet szukaniem lokalu dla austriackiej placówki.

Mistyfikację przerwała obsługa Monopolu. Hotel zwrócił się do ambasady Austrii w Warszawie, aby potwierdzić rezerwację apartamentu. Okazało się, że gość nie reprezentuje państwa, na które się powołuje. Śliwę zatrzymano 28 listopada 1969 r. W następnym roku sąd skazał go na siedem lat więzienia.

Porwanie doktor Stefanii Kamińskiej (Płock, 1970)

Do doktor Stefanii Kamińskiej przyszedł mężczyzna proszący o pomoc dla chorego dziecka. Było popołudnie 5 czerwca 1970 r. Lekarka przyjmowała pacjentów w Płocku. Nieznajomy przekonywał, że trzeba pojechać do pobliskiego Brwilna. Kamińska wyszła z nim z domu. Mąż, Kazimierz, nie zobaczył jej już więcej.

Nadeszły listy z żądaniem okupu. Milicja przygotowywała przekazanie pieniędzy i próbowała schwytać szantażystę. Nie zgłosił się jednak po gotówkę. Tymczasem w innym województwie podobne anonimy dostawali zamożni mieszkańcy Konina. Oba postępowania początkowo prowadzono osobno. W Koninie rozważano nawet umorzenie sprawy listów.

Połączyła je maszyna do pisania. Biegły stwierdził, że część listów dotyczących Kamińskiej oraz groźby z Konina napisano na tym samym urządzeniu. Trop prowadził do Zygmunta Bielaja, dziennikarza mieszkającego w Koninie. Zatrzymano go w marcu 1971 r. Weryfikacja jego życiorysu ujawniła, że od lat posługiwał się przybraną tożsamością. Naprawdę nazywał się Iwan Ślezko.

Bielaj zaprzeczał oskarżeniom i podawał wersje, które śledczy musieli kolejno sprawdzać. W odnalezieniu maszyny pomogły sprzeczności w jego wyjaśnieniach. Mąż Kamińskiej rozpoznał człowieka, który wywabił ją z domu, a świadkowie zeznawali o przetrzymywaniu kobiety u podejrzanego.

W samochodzie Bielaja znaleziono ślady krwi. Podejrzany tłumaczył je przewożeniem przejechanego zająca. Po niedbałych pierwszych oględzinach badania powtórzono z opóźnieniem. Wtedy można było już tylko potwierdzić obecność krwi, bez ustalenia, czy pochodziła od człowieka.

Oskarżenie prowadził Józef Gurgul z Prokuratury Generalnej. Był przekonany, że Bielaj zamordował uprowadzoną. Sąd uznał jednak za udowodnione porwanie, pozbawienie wolności i wymuszenie, za które wymierzył piętnaście lat więzienia. Nie przypisał oskarżonemu zabójstwa.

Stefanii Kamińskiej nie odnaleziono. Wieloletnie poszukiwania i kolejne postępowania nie wyjaśniły, gdzie ją ukryto ani co stało się po uprowadzeniu.

Joachim Knychała - „Wampir z Bytomia” (Śląsk, 1974-1982)

Joachim Knychała

8 maja 1982 r. Joachim Knychała zgłosił milicji śmierć swojej siedemnastoletniej szwagierki Bogusławy Ludygi. Według niego podczas spaceru po hałdzie dziewczyna poślizgnęła się i uderzyła głową o kamień. Sekcja wykazała jednak obrażenia, które nie pasowały do upadku. Knychałę zatrzymano podczas pogrzebu.

We wrześniu 1979 r. milicjanci zatrzymali go już jako podejrzanego o napaści na kobiety. Wypuszczono go po sprawdzeniu dokumentacji kopalni, z której wynikało, że w czasie ataków pracował. Dopiero później ustalono, że wpisy nie zawsze odpowiadały rzeczywistej obecności. Odbieranie wolnych dni za nadgodziny bez prawidłowego odnotowania w ewidencji dało mu alibi.

Pierwszy atak przypisany Knychale nastąpił 3 listopada 1974 r. w Bytomiu. Maria Borucka przeżyła uderzenie w głowę i podniosła alarm. Pierwszą śmiertelną ofiarą była Stefania Michalska, napadnięta 20 września 1975 r. w Piekarach Śląskich. Później ginęły następne kobiety.

6 maja 1976 r. w Chorzowie Knychała zamordował Mirosławę Sarnowską. Była ona świadkiem związanym ze sprawą zabójstwa Jadwigi Kucianki, przypisanego Zdzisławowi Marchwickiemu. Marchwicki przebywał wówczas w więzieniu.

Po zatrzymaniu Knychały milicjanci znaleźli przedmioty należące do ofiar, między innymi dokument Sarnowskiej. Sprawdzali jego wyjaśnienia podczas wizji lokalnych i porównywali je z obrażeniami oraz śladami. Wyjaśnienia podejrzanego, dowody rzeczowe i ekspertyzy pozwoliły połączyć ataki z kilku miast.

Knychała, nazywany „Wampirem z Bytomia” i „Frankensteinem”, odpowiadał za pięć zabójstw i siedem usiłowań. Sąd skazał go na śmierć 19 kwietnia 1984 r. Egzekucję wykonano 21 maja 1985 r. w krakowskim więzieniu przy Montelupich.

Zaginięcie Beaty Radke (Poznań, 1975)

Od domu do miejsca lekcji było około ośmiuset metrów. 14 kwietnia 1975 r. dziewięcioletnia Beata Radke wyszła z mieszkania przy ulicy Płomiennej w Poznaniu. Miała dotrzeć na religię przy ulicy Pięknej. Nie zjawiła się na zajęciach i nie wróciła do rodziców.

Przeszukiwano okolicę, place budowy i podmiejskie lasy. Milicjanci pytali mieszkańców o dziewczynkę, pojazdy i obcych widzianych tego dnia. Jedna z informacji dotyczyła dziecka wsiadającego do samochodu. Sprawdzano różne pojazdy oraz osoby karane wcześniej za przestępstwa seksualne. Kolejne ustalenia nie doprowadziły do odnalezienia Beaty. Nie nadeszło żądanie okupu.

W 1976 r. Daniel G. przyznał się do zabicia dziewczynki. Jego relacja zaczęła się jednak rozpadać, gdy śledczy zażądali wskazania miejsca i odtworzenia zdarzenia. Nie potrafił pokazać, gdzie ukrył ciało. Ostatecznie wycofał przyznanie się. Historię wymyślił z informacji przeczytanych w prasie. Milicja wykluczyła jego udział.

Rodzina sprawdzała wiadomości o niezidentyfikowanych osobach i odnajdywanych zwłokach. Ojciec i siostra nadal szukali Beaty. W 2012 r. sąd uznał ją za zmarłą.

Paweł Tuchlin - „Skorpion” (Pomorze, 1975-1983)

Paweł Tuchlin / fot. Policja

Na trzonku młotka zgubionego w rejonie jednego z napadów widniał napis ZNTK. Narzędzie pochodziło z gdańskich Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego. Tuchlin pracował tam zaledwie dwa tygodnie. Do tego samego przedsiębiorstwa prowadził ślad roboczego obuwia. Sprawdzanie pracowników początkowo nie doprowadziło do zatrzymania sprawcy.

Paweł Tuchlin rozpoczął serię w 1975 r. Zaskakiwał samotnie idące kobiety, uderzał je w głowę i dopuszczał się przemocy seksualnej. Zdarzenia rozgrywały się w różnych miejscowościach, między innymi w Gdańsku i okolicach, na Kociewiu oraz w rejonie Malborka. Dziewięć kobiet zmarło, inne przeżyły napaści. Serię przerwał pobyt Tuchlina w więzieniu za kradzieże. Po wyjściu na wolność wrócił do napaści.

W 1983 r. specjalna grupa policyjna połączyła informacje z wcześniejszych postępowań. Tuchlina zatrzymano 31 maja pod pretekstem kradzieży parnika i drewna z lasu. Podczas przeszukania gospodarstwa milicjanci znaleźli młotek ze śladami krwi oraz rzeczy zabrane napadniętym kobietom. Śledczy wracali z nim do miejsc przestępstw, porównywali wyjaśnienia z dokumentacją i ustalali drogę zabranych ofiarom rzeczy.

Przed sądem odpowiadał za dziewięć zabójstw i jedenaście usiłowań. Początkowo przyznawał się do kolejnych czynów, ale podczas procesu odwołał wcześniejsze wyjaśnienia. Utrzymywał, że jego przyznanie się wynikało z ustaleń z funkcjonariuszami.

W sierpniu 1985 r. Sąd Wojewódzki w Gdańsku skazał Tuchlina na śmierć. Sąd Najwyższy utrzymał wyrok, a Rada Państwa nie skorzystała z prawa łaski. Egzekucję wykonano 25 maja 1987 r. w gdańskim areszcie.

Zbrodnia połaniecka na drodze do Zrębina (1976)

Krystyna Łukaszek miała osiemnaście lat i była w piątym miesiącu ciąży. Jej mąż Stanisław miał dwadzieścia pięć, a brat Mieczysław Kalita dwanaście. W nocy z 24 na 25 grudnia 1976 r. pojechali na pasterkę do Połańca. Podczas nabożeństwa wywołano ich z kościoła wiadomością o rzekomej awanturze w rodzinnym domu. Ruszyli pieszo do Zrębina.

Za nimi wyjechały autobusy i fiat 125p Jerzego Sochy. Na drodze rozpoczął się atak. Mieczysława potrącono, a Stanisława i Krystynę bito ciężkimi kluczami do kół. W zbrodni uczestniczyli Jan Sojda, jego szwagier Józef Adaś oraz zięciowie, Jerzy Socha i Stanisław Kulpiński. Kulpiński pilnował pasażerów autobusu i nie pozwalał im wyjść.

Sprawcy i ofiary znali się od lat. Kilka miesięcy wcześniej, na weselu Krystyny i Stanisława, doszło do konfliktu o wynoszone jedzenie. Matka panny młodej zwróciła uwagę siostrze Sojdy. Później pojawiły się pogróżki. Kalitowie wiązali bezpośrednie pogróżki z awanturą weselną.

Ciała przewieziono w inne miejsce. Autobus San miał upozorować wypadek, który wyjaśniałby śmierć pieszych i odwracał uwagę od wcześniejszego pobicia.

Mord widziało kilkadziesiąt osób. Sprawcy grozili im zemstą, płacili za milczenie i odbierali przysięgę na krzyż. Wśród pasażerów byli krewni oraz sąsiedzi ofiar. Matka Krystyny i Mieczysława, Zdzisława Kalita, próbowała dotrzeć do ludzi gotowych powiedzieć, co stało się na drodze. Przesłuchiwani stopniowo zaczęli opisywać pobicie i przewożenie ciał.

Proces rozpoczął się w listopadzie 1978 r. Rok później, 10 listopada 1979 r., czterech głównych oskarżonych skazano na śmierć. Po dalszym postępowaniu Sąd Najwyższy w 1982 r. utrzymał tę karę wobec Sojdy i Adasia. Sosze wymierzono 25 lat, a Kulpińskiemu piętnaście lat więzienia. Dwóch skazanych na śmierć stracono w Krakowie w 1982 r.

Jerzy Kalibabka - „Tulipan” (różne miasta Polski, do 1982)

Jerzy Kalibabka / fot. archiwum prywatne Jerzego Kalibabki; za filmem dokumentalnym „Jerzy Julian Kalibabka. Znawca miłości”, scen. i reż. Stanisław Auguścik, prod. Poltel dla TVP, 1982 (minuta 28:38)

8 marca 1984 r. Jerzy Kalibabka usłyszał w Sądzie Rejonowym w Nowym Targu wyrok piętnastu lat więzienia. Akt oskarżenia obejmował 103 czyny. Za prasowym wizerunkiem nieprzeciętnego uwodziciela kryły się kradzieże, oszustwa, rozboje i przemoc seksualna wobec młodych kobiet, również niepełnoletnich.

Kalibabka pochodził z Dziwnowa. Przemieszczał się po Polsce, nawiązywał znajomości i przedstawiał kolejnym osobom atrakcyjną wersję swojego życiorysu. Wykorzystywał zaufanie, zabierał pieniądze, biżuterię i wartościowe ubrania. Zdarzało się, że oszukane dziewczęta pomagały mu kontaktować się z następnymi. Wobec pokrzywdzonych stosował także groźby i przemoc.

Po kolejnych zatrzymaniach potrafił uciekać. W końcu wpadł w 1982 r. Śledczy odtwarzali jego pobyty w różnych miejscowościach, szukali pokrzywdzonych i zestawiali ich relacje. Proces rozpoczął się w lipcu 1983 r. Kalibabka przyznawał się do dużej części zarzutów, lecz zaprzeczał gwałtom.

Jeszcze przed wyrokiem stał się bohaterem licznych artykułów i chętnie udzielał wywiadów. „Dunajec” w kwietniu 1984 r. krytykował prasowy obraz Kalibabki, przeciwstawiając go temu, co mówiły ofiary. Autor relacji zwracał uwagę na przemoc, poniżanie i manipulację, przesłaniane rozważaniami o talencie „amanta”.

Kradzież srebrnych elementów relikwiarza św. Wojciecha (Gniezno, 1986)

Relikwiarz Św. Wojciecha w katedrze gnieźnieńskiej / fot. Lukasz19930915, CC-BY-SA 3.0

Relikwiarz Św. Wojciecha w katedrze gnieźnieńskiej / fot. Lukasz19930915, CC-BY-SA 3.0

Rankiem 20 marca 1986 r. proboszcz katedry gnieźnieńskiej ksiądz Zenon Willa zauważył przesuniętą folię osłaniającą relikwiarz św. Wojciecha podczas remontu. Po jej odsunięciu okazało się, że zniknęła srebrna rzeźba świętego, a inne części zostały uszkodzone.

Poprzedniej nocy do katedry włamali się dwudziestojednoletni bliźniacy Krzysztof i Marek M. oraz trzydziestotrzyletni Waldemar B. Zabrali elementy siedemnastowiecznego relikwiarza w kształcie trumny. Część figury okazała się zbyt ciężka do wygodnego przeniesienia. Sprawcy rozdzielili ją, a fragment ukryli w piasku w pobliżu katedry. Plan przygotował Piotr N., wcześniej karany za włamania i paserstwo. Oglądał katedrę przed kradzieżą. Ostatecznie nie wszedł z pozostałymi do środka, ale uczestniczył w przedsięwzięciu.

Skradzione części złodzieje zaczęli przetapiać na kruszec. Po zatrzymaniach eksperci porównywali skład metalu i badali ślady użytych narzędzi. Bogumił Rydz, uczestnik tych prac, wspominał, że na dnie naczyń używanych do topienia pozostały nieprzetworzone fragmenty. Zachowały kształty pozwalające powiązać je z uszkodzonym relikwiarzem. Proces przed Sądem Wojewódzkim w Poznaniu rozpoczął się 12 czerwca 1986 r. 1 lipca bliźniaków oraz Piotra N. skazano na piętnaście lat więzienia, a Waldemara B. na dwanaście. Odnaleziony korpus figury i odzyskany kruszec wykorzystano przy rekonstrukcji, zakończonej w 1989 r.

Mariusz Trynkiewicz i zabójstwa czterech chłopców - „Wampir z Piotrkowa” (Piotrków Trybunalski, 1988)

Mariusz Trynkiewicz (20 września 1989 r.)

4 lipca 1988 r. Mariusz Trynkiewicz zwabił do mieszkania przy ulicy Działkowej w Piotrkowie Trybunalskim i zamordował trzynastoletniego Wojciecha Pryczka. 29 lipca zabił kolejnych chłopców: jedenastoletniego Tomasza Łojka oraz dwunastoletnich Krzysztofa Kaczmarka i Artura Kawczyńskiego.

Wcześniej uczył zajęć praktyczno-technicznych. Dzieci poznawał między innymi nad kąpieliskiem Bugaj. Obiecywał strzelanie z wiatrówki, pokazywał akwarium i gry. W kwietniu 1988 r. uzyskał przerwę w odbywaniu kary za przestępstwa seksualne wobec małoletnich. Podczas czasowego zwolnienia popełnił zabójstwa.

W sierpniu, po poszukiwaniach zaginionych, znaleziono w lesie w rejonie Piotrkowa ciała trzech chłopców. Milicjanci dotarli do Trynkiewicza, sprawdzając osoby kontaktujące się z dziećmi. Przeszukali mieszkanie i zabezpieczyli ślady. Podejrzany przyznał się także do pierwszego zabójstwa i wskazał miejsce ukrycia Wojciecha.

Proces odbył się we wrześniu 1989 r. Obrona wnosiła o kolejne badania psychiatryczne, ale sąd przyjął opinie pozwalające przypisać mu odpowiedzialność. 29 września Trynkiewicz został skazany na kary śmierci za cztery zabójstwa. Ustawa amnestyjna z 7 grudnia 1989 r. zamieniła te kary na 25 lat więzienia.

11 lutego 2014 r. Trynkiewicz zakończył karę i wyszedł na wolność. Podstawą nowego postępowania była ustawa z 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób. 3 marca Sąd Okręgowy w Rzeszowie uznał go za osobę stwarzającą zagrożenie i nakazał izolację w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym w Gostyninie. 29 kwietnia Sąd Apelacyjny w Rzeszowie utrzymał to postanowienie. Do tego czasu Trynkiewicz pozostawał na wolności pod nadzorem policji.

Po późniejszych skazaniach za posiadanie materiałów pornograficznych z udziałem dzieci ponownie trafił do więzienia. Zmarł 9 stycznia 2025 r. w szpitalu więziennym w Gdańsku.

Zdzisław Najmrodzki - „król ucieczek” (m.in. Gliwice, do 1989)

Zdzisław Najmrodzki / fot. ózef Łoziński, książka „Poszukiwany Zdzisław Najmrodzki”, wyd. 1991, okładka I-sza strona

3 września 1989 r. Zdzisław Najmrodzki wyszedł na spacer po dziedzińcu aresztu w Gliwicach. W pewnym momencie zniknął strażnikom pod ziemią. Od zewnątrz doprowadzono pod dziedziniec tunel. W organizację ucieczki zaangażowali się jego matka Sabina i wspólnik Kazimierz Ożóg.

Podkop był jedną z ucieczek, dzięki którym Najmrodzki zyskał sławę. Powszechnie przypisuje mu się 29 przypadków wymknięcia się funkcjonariuszom, obejmujących różne sytuacje: ucieczki z aresztu, konwoju, budynku sądu czy pościgu. Przydomek „król ucieczek” towarzyszył doniesieniom o kolejnych zatrzymaniach.

Najmrodzki i jego wspólnicy włamywali się do Pewexów, sklepów sprzedających towary za waluty wymienialne oraz bony towarowe zastępujące dolary. Znajdowały się tam ubrania, kosmetyki i inne produkty trudno dostępne w zwykłym handlu. Kradli również samochody, zwłaszcza polonezy.

Po ucieczce wrócił do kradzieży. 19 listopada 1989 r. rozbił w Krakowie skradzionego fiata 132p. W samochodzie znajdował się również Ożóg. Najmrodzki próbował oddalić się z miejsca wypadku, ale tym razem funkcjonariusze go zatrzymali. 3 grudnia 1990 r. sąd skazał go za ucieczkę i włamania na siedem i pół roku więzienia.

Bibliografia:

Publikacje:

  1. Białek S., Projekt „Niebieskie ptaki” jako sposób prezentowania różnorodności zasobu archiwalnego Instytutu Pamięci Narodowej [w:] Educare necesse est - ale jak i dlaczego?, red. V. Urbaniak, Warszawa 2017, s. 145-154.
  2. Bidzińska D., Proces eleganckiego mordercy, „Tygodnik Powszechny” 4/2016.
  3. „Dunajec” 14(178)/1984, s. 4-5.
  4. Gronczewska A., Zaginieni. Historie ludzi, którzy przepadli bez śladu, Warszawa 2024.
  5. Gruza E., Polskie wampiry kryminalne, „Problemy Współczesnej Kryminalistyki”, t. XXIII, 2019, s. 113-128.
  6. Heitzman J., Poczytalność Karola Kota, „Psychiatra” 7/2014, s. 10-11.
  7. Jaworski R., Poligraficzny test „wydobywczy” przy poszukiwaniu ciała ofiary zabójstwa, „Wrocławskie Studia Sądowe” 3(4)/2012, s. 50-59.
  8. Kacak P., A miał być rybakiem, „Policja 997” 12(93)/2012, s. 36-38.
  9. Kacak P., Postrach Gdańska i okolic, „Policja 997” 12(45)/2008, s. 34-35.
  10. PAP, Proces zwyrodniałego mordercy z Krakowa, „Trybuna Robotnicza” 105(7234)/1967 z 4 maja 1967 r., s. 2.
  11. Rasmus P., Prekursorskie działania Pracowni Kryminalistyki, „Gazeta WPiA UG” 2/2010, s. 15.
  12. Woch A., Medialny wymiar „sprawy połanieckiej” - głośnego morderstwa z czasów PRL-u, „Infotezy” 1(14)/2023, s. 27-55.
  13. Zając Ż., Śląscy seryjni mordercy w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej [w:] Bezpieczeństwo współczesnego świata: doświadczenia i perspektywy, red. P. Wywiał, A. Ziarko, Kraków 2018, s. 191-223.

Akty prawne:

  1. Ustawa z dnia 7 grudnia 1989 r. o amnestii, Dz.U. 1989, nr 64, poz. 390, art. 7 ust. 3.
  2. Ustawa z dnia 22 listopada 2013 r. o postępowaniu wobec osób z zaburzeniami psychicznymi stwarzających zagrożenie życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych osób, Dz.U. 2014, poz. 24.

Źródła internetowe:

  1. Adamów K., Jak z filmu. Napad na VIII Oddział Narodowego Banku Polskiego, „Przystanek Historia” z 22 grudnia 2025 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  2. Baczyński M., Policja ukrywa dowody ws. „Wampira z Zagłębia”? Dziennikarz ujawnia szokujące fakty, „Onet” z 4 września 2025 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  3. Chciał ich zatrzymać tylko dla siebie, wywiad z Teresą Gens, „Wprost” z 2 czerwca 2013 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  4. Drożdżak A., Skazani na śmierć: Karol Kot, dzika bestia o rumianej twarzy, „Gazeta Krakowska” z 20 listopada 2013 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  5. Gass A., Sprawa dla Borewicza, „Focus” z 4 stycznia 2010 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  6. Gochniewski P., Pomorskie zbrodnie. Młotek zamiast kolca. Skorpion - ostatni, który zawisł w Gdańsku, „Zawsze Pomorze” z 17 sierpnia 2025 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  7. Instytut Ekspertyz Sądowych, Władysław Mazurkiewicz, Zdzisław Marchwicki, Joachim Knychała (dostęp: 18 października 2026 r.).
  8. Makowski B., Najbardziej zuchwała kradzież PRL. Celem złodziei był relikwiarz św. Wojciecha, „Polskie Radio” z 24 marca 2023 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  9. Mariusz Trynkiewicz trafi do ośrodka w Gostyninie, „Onet” (PAP) z 29 kwietnia 2014 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  10. Mazur S., Niewyjaśniona tajemnica sprzed 50 lat, „Kultura.poznan.pl” (Wydawnictwo Miejskie Posnania) z 14 kwietnia 2025 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  11. Nie żyje „wampir z Piotrkowa” Mariusz Trynkiewicz, „Misyjne.pl” (PAP) z 13 stycznia 2025 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  12. Olejnik R., Porywacza lekarki zdradziły czcionki maszyny do pisania, „LM.pl” z 9 kwietnia 2017 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  13. Osowicz E., Prawdziwe kłamstwa konsula, „Radio Wrocław” z 7 grudnia 2017 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  14. Piech J., Kulisy „napadu stulecia”, „Onet” z 17 sierpnia 2012 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  15. Porwanie doktor Kamińskiej. Pytania i zagadki, „Detektywonline” z 5 czerwca 2023 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  16. Sąd: Mariusz Trynkiewicz jest osobą stwarzającą zagrożenie, „Wirtualna Polska” (PAP) z 3 marca 2014 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  17. Siekierą w świętego - mija 40 lat od kradzieży relikwiarza św. Wojciecha, Archidiecezja Gnieźnieńska z 19 marca 2026 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  18. Szymborski T., Zdzisław Najmrodzki: król złodziei i ucieczek, „Focus” z 16 listopada 2020 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  19. Ślady na narzędziach, „Gazeta Policyjna” 2021, nr 9 (dostęp: 18 października 2026 r.).
  20. Trynkiewicz ofiary łowił nad jeziorem, „TVN24” z 22 stycznia 2014 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  21. Użarowska M., Joachim Knychała - Frankenstein z Bytomia, „Rzeczpospolita” z 7 października 2018 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  22. Wysocki G., Cezary Łazarewicz o bezwzględnym zabójcy z czasów PRL-u: jego proces śledziła cała Polska, „Wirtualna Polska” z 17 stycznia 2016 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).
  23. Wysocki G., Wiesław Łuka: zbrodnia połaniecka przeraża do dzisiaj. Trudno uwierzyć, że to się naprawdę wydarzyło, „Wirtualna Polska” z 31 sierpnia 2015 r. (dostęp: 18 października 2026 r.).

Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.

Postaw nam kawę za:


Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.