Nolan nakręcił Odyseję - tyle że bez greckiego słońca, bez greckich okrętów i bez greckich aktorów


Kiedy zwiastuny „Odysei” Christophera Nolana trafiły do sieci, internet natychmiast podzielił się na dwa obozy. Jedni zachwycają się skalą, gwiazdorską obsadą i ambicją reżysera. Drudzy zadają inne pytanie: czy to jeszcze Homer? Wikińskie okręty zamiast greckich galer, zbroja Agamemnona porównywana do Batmana, Lajstrygonowie w średniowiecznej zbroi płytowej i posępna szaro-brązowa paleta barwna zamiast śródziemnomorskiego słońca. Nolan być może znowu nakręcił wielki film. Pytanie tylko, czy nakręcił Odyseję.

Odyseja to nie kronika, ale czy to znaczy, że można z nią wszystko?

Kadr ze zwiastuna Odysei Nolana / fot. Universal

Obrońcy Nolana mają gotową odpowiedź: „Odyseja” nie jest kroniką historyczną. To świat cyklopów, syren i bogów ingerujących w ludzkie losy. Skoro sam Homer mieszał elementy różnych epok i tworzył opowieść zanurzoną w micie, dlaczego współczesny reżyser nie miałby zrobić tego samego?

To argument częściowo słuszny. Tyle że mit nie istnieje w próżni. Homer pisał w konkretnym świecie kulturowym - greckim, śródziemnomorskim, pełnym światła, morza, wysp i portów. Nawet jeśli jego opowieść nie była wiernym zapisem epoki brązu, miała własny klimat, własną temperaturę i własną estetykę. Odyseja wyrasta z południa Europy, a nie z północnych sag.

I właśnie tutaj zaczynają się największe wątpliwości wobec filmu Nolana. Bo zwiastun nie wygląda jak reinterpretacja greckiego mitu. Bardziej przypomina grecki mit przepuszczony przez estetykę nordyckiego fantasy i współczesnego kina wojennego.

Agamemnon jak Batman, Menelaos bez rudych włosów, Lajstrygonowie w zbroi płytowej

Kadr ze zwiastuna Odysei Nolana / fot. Universal

Najlepiej widać to przy Agamemnonie. W zwiastunie pojawia się jako monumentalna, mroczna sylwetka ukryta pod ciężkim hełmem szczelnie zasłaniającym twarz. To bardziej dowódca dystopijnej armii albo bohater Mrocznego Rycerza niż król z greckiego eposu. Nolan konsekwentnie wygasza wszystko, co w świecie Homera było ostentacyjne i widowiskowe: połysk brązu, dekoracyjność, purpurę, złoto, teatralność bohaterów. Zamiast tego dostajemy militarny minimalizm i ciężar.

Podobnie działa Menelaos. Łysa głowa, ciemna broda, zmęczona twarz kolejnego surowego wojownika. Problem nie polega nawet na historycznej zgodności, ale na tym, że bohaterowie zaczynają wizualnie zlewać się w jedną estetykę. Tymczasem Homer bardzo wyraźnie różnicuje swoich herosów. Menelaos jest przecież xanthos - jasnowłosy, złocistowłosy, wyróżniający się już na poziomie samego opisu.

Najbardziej obco wypadają jednak Lajstrygonowie. U Homera są czymś pomiędzy potworami a dzikim ludem z krańca świata. U Nolana wyglądają jak elitarna armia z filmu o średniowiecznych krucjatach: srebrne pancerze, równy marsz, ciężka militarna estetyka. Efekt jest widowiskowy, ale jednocześnie bardzo daleki od świata antycznego mitu.

Nolan kręci nordycką Odyseję

Draken Harald Hårfagre na planie Odysei Nolana / fot. Universal

Jeszcze mocniej widać to w scenach morskich. Nolan wykorzystał Draken Harald Hårfagre - największy współczesny statek wikińskiego typu - który w filmie ma udawać grecki okręt. Sam statek jest imponujący: zbudowany w Norwegii na podstawie sag nordyckich i tradycji wikińskiego szkutnictwa. Tyle że wygląda dokładnie jak to, czym jest - wikińskim drakkarem, a nie jednostką ze świata Homera.

Podobny problem dotyczy całej kolorystyki filmu. Zwiastun tonie w szarościach, przygaszonych błękitach i zimnym świetle. Morze Śródziemne wygląda momentami bardziej jak północny Atlantyk niż Grecja. Nolan po raz kolejny nakłada na opowieść swoją ulubioną estetykę chłodnego realizmu: ciężką, surową, niemal postapokaliptyczną. To stylistyka świetnie działająca w Dunkierce czy Batmanie, ale niekoniecznie w historii, która od dwóch i pół tysiąca lat kojarzy się ze słońcem, morzem i południową wyobraźnią.

Oppenheimer kontra Odyseja: dwa różne Nolany

To najprawdopodobniej Lajstrygonowie wg Nolana / fot. Universal

I właśnie tutaj tkwi sedno problemu. Nikt rozsądny nie oczekuje od Nolana archeologicznej rekonstrukcji epoki brązu. Homer sam mieszał epoki, symbole i wyobrażenia.

Ale między reinterpretacją a całkowitym zastąpieniem oryginalnej estetyki istnieje pewna granica. W zwiastunie Nolana coraz częściej ma się wrażenie, że oglądamy nie Odyseję Homera, lecz kolejny film Christophera Nolana ubrany jedynie w greckie imiona.

To zresztą najbardziej zaskakujące w kontekście samego reżysera. Przy Oppenheimerze Nolan obsesyjnie odtwarzał detale epoki, gesty, stroje i sposób mówienia bohaterów. Tutaj wygląda, jakby świadomie uznał, że kultura, z której wyrasta Odyseja, jest mniej istotna niż jego własny styl wizualny.

I być może właśnie dlatego zwiastun budzi taki opór. Nie dlatego, że Nolan robi film „niehistoryczny”. Tylko dlatego, że momentami wygląda, jakby nie ufał samej greckości Homera - jakby uznał, że współczesny widz bardziej uwierzy w mrok, stal i nordycki chłód niż w śródziemnomorski mit.

Film może okazać się wielkim widowiskiem. Może nawet świetnym filmem. Ale po zwiastunie trudno oprzeć się wrażeniu, że Nolan nie tyle adaptuje Odyseję, ile próbuje przepisać ją na własny język - a przy okazji usuwa z niej sporą część tego, co przez tysiące lat czyniło ją właśnie Odyseją.

O filmach historycznych i kostiumowych przeczytasz klikając tutaj lub na poniższą grafikę:

Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.

Postaw nam kawę za:


Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.