Warszawa Wokulskiego. Jak naprawdę wyglądało miasto z Lalki?


Na Krakowskim Przedmieściu można było kupić węgierskie wino, zamówić towar sprowadzany z zagranicy, wejść do księgarni, restauracji albo eleganckiego hotelu. Kilka minut później, po zejściu ze skarpy w stronę Wisły, zmieniał się niemal cały krajobraz. Znikały wystawy sklepowe i reprezentacyjne fasady, pojawiały się warsztaty, drewniane domy, ubogie czynszówki i ludzie żyjący w warunkach, których zamożny mieszkaniec centrum mógł przez całe życie nie oglądać.

Warszawa Wokulskiego

Warszawa. Widok Krakowskiego Przedmieścia z kościołem św. Anny, w głębi Plac Zamkowy w 1890 r.

Taka była Warszawa Stanisława Wokulskiego. Miasto gwałtownie rosnące, robiące interesy z ogromnym rynkiem rosyjskim, coraz gęściej zabudowane i coraz bardziej nowoczesne, a zarazem podzielone społecznie w sposób widoczny na każdym kroku.

Akcja Lalki rozgrywa się przede wszystkim w latach 1878–1879. Niecałe kilkanaście lat później Warszawa wyglądała już trochę inaczej: miała rozbudowaną sieć tramwajów konnych, nowe wodociągi i kanalizację, więcej kamienic i znacznie więcej mieszkańców. To jednak nadal było to samo miasto, które opisywał Prus. Ta sama skarpa oddzielała eleganckie centrum od Powiśla, te same ulice wyznaczały świat handlu i pieniędzy, a kolej coraz mocniej wiązała Warszawę z Rosją i Europą.

Warszawa pękała w szwach

Mapa Warszawy i Pragi z 1893 r.

W 1880 roku Warszawa liczyła około 310 tysięcy mieszkańców. Dziesięć lat później już około 455 tysięcy. W ciągu jednej dekady przybyło więc niemal 150 tysięcy ludzi.

Przyjeżdżali głównie z Mazowsza, Podlasia i innych części Królestwa Polskiego. Wielu pochodziło ze wsi, szukało pracy w fabrykach, warsztatach, handlu i usługach. Blisko połowę mieszkańców Warszawy stanowili ludzie napływowi.

Miasto nie mogło jednak rozrastać się swobodnie. Rosyjskie władze ograniczały jego rozwój przestrzenny ze względów militarnych. Warszawę ściskały fortyfikacje, a granice administracyjne przez dziesięciolecia zmieniały się znacznie wolniej niż liczba ludności.

Skoro nie można było rosnąć wszerz, zaczęto budować coraz gęściej. Kamienice zajmowały kolejne puste parcele. Do istniejących domów dostawiano oficyny. Nadbudowywano piętra. Mieszkania urządzano również w suterenach. W 1882 roku na hektar przypadało przeciętnie około 140 mieszkańców, piętnaście lat później już około 200.

Warszawa stawała się wielkim, ciasnym miastem. Jej centrum też się przesuwało. Dawne serce życia miejskiego tworzyły Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat oraz okolice placów Zamkowego, Teatralnego, Saskiego i Bankowego. W drugiej połowie XIX wieku coraz większą rolę zaczęły odgrywać Marszałkowska i Aleje Jerozolimskie. Miasto wypełniało przestrzeń między starym centrum a zachodnimi i południowymi przedmieściami.

Krakowskie Przedmieście było światem Wokulskiego

Widok ogólny Krakowskiego Przedmieścia z 1893 r.

Jeżeli szukać miejsca, w którym Lalka najmocniej styka się z rzeczywistą Warszawą, będzie nim Krakowskie Przedmieście. To tutaj koncentrowały się elegancki handel, hotele, instytucje państwowe i finansowe. W pobliżu działały Bank Polski, Bank Handlowy, giełda kupiecka i Towarzystwo Kredytowe Ziemskie. Mieszkali i bywali tu przedstawiciele arystokracji, finansjery, inteligencji i zamożnego mieszczaństwa. Sklep Wokulskiego nie jest więc przypadkowo umieszczony właśnie w tej części miasta.

Warszawski klient końca XIX wieku miał do wyboru znacznie więcej niż podstawowe towary. Sklepy oferowały biżuterię, perfumy, futra, kapelusze, elegancką odzież, zagraniczne wina, herbatę, wyroby kolonialne, instrumenty optyczne, lornetki teatralne i najrozmaitszą galanterię. Obok działały zakłady fotograficzne, księgarnie, cukiernie i restauracje.

Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście były miejscem, w którym konsumpcja stawała się częścią miejskiego stylu życia. Liczył się towar, lecz znaczenie miał również adres sklepu, jego wystawa, wystrój i obsługa.

Właściciel dobrego magazynu nie był zwykłym sklepikarzem. Prowadził interes w miejscu, w którym spotykały się pieniądze, prestiż i towarzyskie ambicje. W tym sensie kariera Wokulskiego jest bardzo warszawska. Można było szybko się wzbogacić. Znacznie trudniej było przekonać stare elity, że pieniądze wystarczą, aby zostać jednym z nich.

Rosja była okupantem i największym rynkiem

Jednym z ważniejszych interesów Wokulskiego jest handel z Rosją. Dla współczesnego czytelnika może to wyglądać jak literacki zabieg potrzebny do szybkiego wzbogacenia bohatera. W rzeczywistości Prus umieścił go w samym środku gospodarczych realiów epoki.

Po zniesieniu w 1850 roku granicy celnej pomiędzy Królestwem Polskim a Cesarstwem Rosyjskim przed warszawskimi przedsiębiorcami otworzył się ogromny rynek. Kolej sprawiła, że można było znacznie szybciej przewozić towary na wschód.

Warszawa zaczęła pełnić rolę pośrednika między Rosją a Europą Zachodnią. Rozwijały się banki, handel hurtowy i przemysł. W latach 80. XIX wieku warszawskie fabryki wysyłały na rynek rosyjski między innymi szyny, tabor kolejowy i wyroby metalowe. Nawet niewielkie firmy reklamowały możliwość wysyłania swoich produktów koleją do stacji na terenie całego Królestwa i Cesarstwa.

Powstawał osobliwy układ. Rosja była państwem zaborczym, które narzucało Warszawie swoją administrację, cenzurę i policję. Jednocześnie rosyjski rynek dawał warszawskim przedsiębiorcom możliwość zarobienia ogromnych pieniędzy. Wokulski żyje dokładnie w tym napięciu.

Kolej zmieniała mapę miasta

Dworzec Wiedeński ok. 1890

Dworzec Warszawsko-Wiedeński stał w miejscu, które dla współczesnego mieszkańca stolicy nadal byłoby bardzo łatwe do rozpoznania: przy zbiegu Alej Jerozolimskich i Marszałkowskiej.

Nie był jedynym. Warszawa posiadała kilka dworców obsługujących różne kierunki. Po prawej stronie Wisły funkcjonowały między innymi dworce Petersburski i Terespolski.

Taki układ wynikał z rozwoju kolei etapami. Nie istniał jeden centralny dworzec, do którego zbiegały się wszystkie linie. Podróżny przyjeżdżający z jednego kierunku i jadący dalej inną linią musiał przedostać się przez miasto.

Właśnie dlatego już w 1866 roku uruchomiono pierwszy warszawski tramwaj konny. Jego podstawowym zadaniem było połączenie dworców.

Kolej zmieniała też całe dzielnice. W sąsiedztwie torów rosła wartość ziemi, pojawiały się magazyny i zakłady przemysłowe, parcelowano kolejne grunty. Tak rozwijały się zachodnie części Warszawy oraz Praga.

Miasto coraz mocniej podporządkowywało się nowemu rytmowi: dostawom surowców, wysyłce towarów, rozkładom jazdy i ruchowi pasażerskiemu.

Po Warszawie jeździło się w rytmie końskich kopyt

Tramwaj konny na terenie zajezdni na Woli ok. 1903 r.

Dzisiejszego hałasu silników nie było. Cicho jednak z pewnością nie było. Ulice wypełniały dorożki, wozy dostawcze, powozy prywatne i tramwaje ciągnięte przez konie. Do tego dochodził tłum pieszych, sprzedawcy, robotnicy, woźnice i konie obsługujące znaczną część miejskiego transportu.

Na początku lat 90. tramwaje konne w centrum kursowały latem mniej więcej od 7.30 rano do 23.30. Wozy mogły pojawiać się na przystankach nawet co pięć minut. Zimą, gdy warunki były trudniejsze i zaprzęgano dwa konie, kursowały rzadziej.

Podróż pierwszą klasą kosztowała 7 kopiejek, drugą 5. Zamożniejszy warszawiak korzystał z dorożki. Zwykły przejazd po mieście za dnia kosztował około 20 kopiejek za pojazd jednokonny i 25 kopiejek za dwukonny. Nocą było drożej. Dorożkarze czekali przy dworcach, hotelach i innych ruchliwych miejscach. Dla przyjezdnego byli jednym z pierwszych elementów warszawskiego krajobrazu.

Warszawskie Powiśle. Mariensztat z widokiem na wiadukt Pancera. W głębi Plac Zamkowy z Kolumną Zygmunta, po lewej kościół św. Anny

Elektryczne tramwaje pojawiły się dopiero w 1908 roku. Warszawa Wokulskiego była miastem koni.
Kilka minut od salonów zaczynało się Powiśle Prus prowadzi Wokulskiego na Powiśle, żeby pokazać drugi koniec warszawskiej hierarchii społecznej. Nie musiał niczego wymyślać.

Powiśle należało do najuboższych części miasta. Leżało bezpośrednio pod reprezentacyjnym centrum, u stóp skarpy. Ta bliskość robiła szczególne wrażenie. Między światem sklepów, restauracji i eleganckich mieszkań a dzielnicą robotników i miejskiej biedoty nie rozciągały się kilometry przedmieść.

Wystarczyło zejść w dół. Stały tam prymitywne kamienice czynszowe, drewniane domy i bardzo skromne zabudowania. Mieszkała ludność robotnicza, ludzie wykonujący najgorzej opłacane zajęcia oraz osoby funkcjonujące na marginesie miejskiego społeczeństwa.

Powiśle było też dzielnicą przemysłową. W rejonie Solca, Czerniakowskiej, Przemysłowej, Fabrycznej i Ludnej działały zakłady wykorzystujące bliskość Wisły. Wcześniej Powiśle i Solec stanowiły jedno z przemysłowych serc Warszawy. Wraz z rozwojem kolei coraz więcej nowych fabryk powstawało jednak na Woli i Pradze.

Codzienne życie nad rzeką utrudniało położenie dzielnicy. Brakowało dogodnych połączeń z górną częścią miasta. Powiśle długo pozostawało także narażone na powodzie.

Dlatego spacer Wokulskiego po tej części Warszawy ma tak duże znaczenie. Bohater schodzi dosłownie z miasta ludzi posiadających pieniądze do miasta tych, którzy mają ich bardzo mało.
Oba światy znajdują się obok siebie.

Cała hierarchia społeczna mieściła się w jednej kamienicy

Rynek Starego Miasta ok. 1900 r.

Do zobaczenia podobnego kontrastu nie zawsze potrzebna była wyprawa na Powiśle. Wystarczała duża warszawska kamienica. Od ulicy prezentowała dekorowaną fasadę. Przez reprezentacyjną bramę wchodziło się na główną klatkę schodową. Najlepsze mieszkania znajdowały się w części frontowej. Miały wysokie pomieszczenia, duże okna i po kilka albo nawet kilkanaście pokoi.

Ośmio- czy dziesięciopokojowy apartament nikogo zamożnego nie musiał dziwić. W jego głębi znajdowała się kuchnia, spiżarnia, pomieszczenia gospodarcze i służbówka.

Za domem frontowym zaczynał się jednak kolejny świat. Na podwórze wychodziły oficyny. Tam mieszkania były mniejsze, gorzej oświetlone i tańsze. Jeszcze niżej w hierarchii znajdowały się lokale jednoizbowe i sutereny.

Jedna kamienica mogła więc pomieścić zamożną rodzinę zajmującą reprezentacyjny apartament, urzędników i drobnych przedsiębiorców w skromniejszych lokalach oraz biedotę mieszkającą w oficynach.

Im szybciej rosła Warszawa, tym mocniej właściciele wykorzystywali każdą dostępną część parceli.
Od lat 80. popularny stał się układ z domem frontowym, dwiema oficynami bocznymi i oficyną tylną. Na głębokich działkach powstawało jeszcze drugie albo trzecie podwórko. Do części mieszkań docierało niewiele słońca. Okna wychodziły na wąskie dziedzińce ograniczone wysokimi murami.

Warszawskie „podwórka studnie” nie były więc wynalazkiem XX wieku. Rodziły się wraz z dziewiętnastowiecznym boomem budowlanym.

Miasto zaczynało schodzić pod ziemię

Budowa Zespołu Stacji Filtrów w Warszawie ok. 1880 r.

Warszawa około 1890 roku znajdowała się w szczególnym momencie. Na ulicach nadal dominowały konie i gazowe latarnie, ale pod ziemią zaczynała powstawać infrastruktura nowoczesnej metropolii.

Projekt nowych wodociągów i kanalizacji przygotował William Lindley. Pierwszy 18-kilometrowy odcinek sieci wodociągowej uruchomiono w lipcu 1886 roku. Rok później zaczęła działać kanalizacja.

Początkowo skala przedsięwzięcia była niewielka. Do wodociągu podłączono zaledwie kilka budynków, do kanalizacji kilkanaście. Później sieć zaczęła szybko obejmować kolejne ulice i nowo budowane kamienice. Dla mieszkańca Warszawy z czasów Lalki była to jeszcze przyszłość. Mieszkaniec Warszawy początku lat 90. już obserwował zmianę.

W wielu kamienicach nadal korzystano ze studni na podwórzu. Łazienka we własnym mieszkaniu pozostawała luksusem. Pierwsze warszawskie mieszkania z takimi pomieszczeniami pojawiały się dopiero na początku lat 90.

Gazownia na Woli w 1932 r.

Za to światło gazowe było już stałym elementem miasta. W 1881 roku Warszawa miała około dwóch tysięcy latarni gazowych. W 1887 było ich pięć tysięcy, a pięć lat później ponad sześć tysięcy.

Elektryczność dopiero próbowała wedrzeć się na ulice. W 1884 roku Siemens urządził pokaz elektrycznego oświetlenia na Marszałkowskiej między Chmielną a Złotą. Pojedyncze hotele i instytucje korzystały z własnych generatorów, lecz na miejską elektrownię trzeba było poczekać do początku XX wieku. Wieczorna Warszawa Wokulskiego świeciła więc gazem.

Nad polskim miastem wisiała rosyjska administracja

Cytadela Warszawska

Warszawa była jednym z największych polskich miast, ale nie znajdowała się w polskim państwie.
Rosyjska obecność nie ograniczała się do Cytadeli czy koszar.

Przy Krakowskim Przedmieściu urzędował generał-gubernator warszawski. Działał rosyjski Rząd Gubernialny, żandarmeria, policja i cenzura. Na budynkach oraz szyldach pojawiały się rosyjskie napisy. Publikacje przed wydrukowaniem przechodziły przez kontrolę cenzorską.

W samym reprezentacyjnym centrum można więc było jednego dnia odwiedzić elegancki sklep, wstąpić do Hotelu Europejskiego, przejść obok uniwersytetu i znaleźć się przy siedzibie najwyższego przedstawiciela rosyjskich władz.

Ta obecność była elementem zwykłej codzienności. Warszawiacy robili interesy, chodzili do teatrów, zakładali firmy i budowali kamienice w mieście, w którym decyzje polityczne podejmowała administracja imperium.

Wieczorem Warszawa szła do teatru, restauracji i cukierni

Teatr Wielki ok. 1900 r.

Życie wielkiego miasta nie kończyło się razem z pracą sklepów. Działał Teatr Wielki, Rozmaitości i Teatr Letni w Ogrodzie Saskim. Latem otwierały się sceny ogródkowe. Warszawiacy chodzili na koncerty, przedstawienia cyrkowe i wystawy. Ceny biletów były zróżnicowane: najbogatsi zajmowali loże i najlepsze krzesła, mniej zamożni wybierali dalsze rzędy albo galerię.

Po przedstawieniu można było pójść do restauracji, winiarni czy cukierni. Przy Nowym Świecie działał już Blikle. Eleganckie lokale znajdowały się w Hotelu Europejskim i innych dużych hotelach. Jednocześnie miasto było pełne znacznie skromniejszych jadłodajni i pokoików „do śniadań”, w których od rana do późnego wieczora można było dostać prosty posiłek.

Warszawa miała też ogromny rynek prasowy. W centrum mieściły się redakcje gazet, tygodników literackich, pism fachowych i czasopism satyrycznych. Czytano prasę polityczną, handlową, lekarską, rolniczą, techniczną i kobiecą. A późnym wieczorem miasto powoli wracało do domów.

Jedni wysiadali z dorożek przed eleganckimi bramami. Inni tłoczyli się w tramwaju konnym. Ktoś wchodził paradną klatką na pierwsze piętro, ktoś skręcał na schody kuchenne prowadzące do oficyny. Kilkaset metrów dalej, pod skarpą, mieszkańcy Powiśla wracali do drewnianych domów i tanich czynszówek.

Bibliografia:

  1. W. Czajewski, Ilustrowany przewodnik po Warszawie na rok 1892, Warszawa 1892.
  2. J. S. Majewski, G. Mika (red. meryt.), Warszawskie kamienice przełomu XIX i XX w. Poradnik dobrych praktyk architektonicznych, Warszawa 2024.
  3. I. Pietrzak-Pawłowska (red.), Wielkomiejski rozwój Warszawy do 1918 r., Warszawa 1973.
  4. Ilustrowany przewodnik po Warszawie wraz z treściwym opisem okolic miasta, Warszawa 1893.
  5. Przewodnik po Warszawie. Pamiątka z Hotelu Francuzkiego w Warszawie, Warszawa 1887.

Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.

Postaw nam kawę za:


Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.