Film Wojenny na Weekend – „Dzikie gęsi”


W młodości byłem wielkim miłośnikiem twórczości Alistaira MacLeana. Imponowały mi silne charaktery, lubiłem zawiłe fabuły. To samo znalazłem później u Fredericka Forsytha i w filmie Dzikie gęsi. Dziś dawka kina o najemnikach i niezbyt czystych, zakulisowych działaniach.

Fabuła filmu rozgrywa się w czasach szalejącej gorączki dekolonizacji. Wojny związane z wyzwalaniem się państw afrykańskich spod władzy europejskich dominiów przyciągały śmietankę najemników i weteranów wszystkich poprzednich wojen, niepotrafiących się odnaleźć w nowym świecie bądź też zwyczajnie lubiących walkę. Do najsłynniejszych najemników należeli Bob Denard i Mike Hoare. Zresztą, tytuł Dzikie gęsi pochodzi od naszywki, jaką nosił ten ostatni, zatrudniony jako konsultant techniczny przy produkcji filmu. Warto zaznaczyć, że swój udział w konfliktach afrykańskich mieli także Polacy, między innymi Jan Zumbach czy Rafał Gan-Ganowicz.

Tytuł zawdzięczany jest także powieści The Wild Geese pióra Daniela Carney’a. Książka ta powstała jakiś czas przed filmem, stanowiąc bazę dla jego scenariusza. Co ciekawe, nie została wydana drukiem aż do premiery filmu, kiedy to stała się z dnia na dzień popularna.

Romantyczni awanturnicy, najemnicy, to fascynujący temat do rozważań, ale też bardzo brudny kawałek powojennej historii. Rękami „psów wojny” rozgrywano swoje interesy, i robiły to zarówno mocarstwa – co pozwalało im w razie niepowodzenia wycofać się z twarzą – oraz młode państwa czarnego kontynentu. Doświadczeni żołnierze, często wojownicy wielkich wojen i kampanii, wnosili profesjonalną wiedzę do formowanych sił zbrojnych podległych afrykańskim dyktatorom.

Dzikie gęsi przedstawiają właśnie taką operację. Na zlecenie milionera, mającego interesy w jednym z państw powstałych po dekolonizacji, formuje się grupa najemników. Mają oni porwać byłego prezydenta tego kraju, co dałoby bogaczowi możliwość wywalczenia korzystnego kontraktu.

Dowódcą oddziału zostaje płk. Allen Faulkner, grany przez Richarda Burtona (Aleksander Wielki, Kleopatra, Tylko dla orłów). Do grupy dołącza jeszcze trzech oficerów: kpt. Rafer Janders (Richard Harris, znany z Dział Nawarony, Majora Dundee czy Cromwella), por. Pieter Coetzee (Hardy Krüger – O jeden most za daleko, Wojna i pamięć) oraz por. Shawn Fynn, w którego wcielił się Roger Moore, opromieniony już sławą jako Simon Templar w Świętym i trzykrotnej kreacji Jamesa Bonda. Wspaniałą postacią jest sierż. Sandy Young (Jack Watson – Devil’s Brigade, Ucieczka McKenzie, Wilki morskie), modelowy wręcz podoficer. Wraz z nimi do Afryki leci około pięćdziesięciu innych mężczyzn, wszelakiego stanu i pochodzenia. Początkowo łatwa misja przeradza się w walkę o przetrwanie, tym bardziej, że milioner nie jest skory do dotrzymania układu i zostawia wynajętych żołnierzy na niemal pewną śmierć.

Ucieczka najemników jest niezwykle niebezpieczna. Niewielu uchodzi z życiem z operacji. Ostatnich kilkunastu ratuje się zdobyczną Dakotą. Niestety, straty ponosi też korpus oficerski.

Sceny batalistyczne są świetne. Kręcono je dynamicznie, ciekawie. Jakość efektów specjalnych jest wspaniała, ale jak na lata 70., dziś może pozostawiać trochę do życzenia. Walorem filmu jest użycie bogatej kolekcji broni palnej. Uważny widz zauważy nie tylko pistolety maszynowe UZI, Madsen M50 i Sterling L2A1, karabinki automatyczne FN FAL, RKM Bren i MAG, ale także starego, poczciwego Vickersa, CKM o pierwszowojennym rodowodzie. Warto wspomnieć, że najemnicy ubrani są w brytyjskie mundury w pięknym i nostalgicznym kamuflażu DPM z oliwkowym oporządzeniem Pattern 58.

Dzikie gęsi to nie tylko batalistyka i militaria. To także problemy codzienności lat 60. w pogrążonej w rewolucji kulturalnej Europie. Bohaterowie drugoplanowi nie są w pełni trójwymiarowi, mimo modelowego procesu rekrutacji. Za to pierwszy plan jest pod tym względem bardziej dopracowany. W trakcie kompletowania oddziału każdy z nich ujawnia swoją historię – kpt. Janders jest rozwodnikiem dzielącym czas pomiędzy pracę i wychowanie jedynaka, wzorowego angielskiego chłopca, z kolei por. Fynn – zdruzgotanym dilerem narkotyków, a por. Coetzee – bezrobotnym wygnańcem z Afryki Południowej, prawdopodobnie najemnikiem.

Muzyczny motyw przewodni filmu jest bardzo chwytliwy. To połączenie wesołej przyśpiewki wojskowej i marszowej rytmiki, z wyraźną sekcją dętą. Utwór ma jednocześnie zacięcie bojowe, zadziorne, miejscami jest buńczuczny, ale momentami także nostalgiczny. W mojej klasyfikacji motywów przewodnich do filmów wojennych stoi nieco poniżej tematów z Wielkiej ucieczki, O jeden most za daleko, Bitwy o Anglię, Tylko dla orłów i Pattona. Miło jest posłuchać go rano do ćwiczeń i kawy.

Dzikie gęsi to dobre wojenne kino dla mężczyzn. Jest twarde, dynamiczne, trzymające w napięciu. Kiedy obejrzałem ten film po raz pierwszy, jak sądzę w wieku 10–12 lat, zapragnąłem zostać najemnikiem i wieść romantyczno-awanturnicze życie na krańcach świata. Czy dobrze się stało, że zamiast realizować marzenia, piszę te słowa? Kto wie.

 

Tytuł polski: Dzikie gęsi

Tytuł oryginalny: The Wild Geese

Reżyser: Andrew V. McLaglen

Wytwórnia: Richmond Film Productions

Muzyka: Roy Budd

Premiera: 1978

Czas trwania: 134 min.

 

Redakcja merytoryczna: Artur Markowski
Korekta językowa: Aleksandra Czyż

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz