Nieznani odkrywcy


Francisco Pizarro, Vasco da Gama, Henryk Żeglarz, Bartolomeo Ruiz... nazwiska tych odkrywców i konkwistadorów są powszechnie znane. Trudno żeby było inaczej, skoro uczy się o nich w szkołach. A kto słyszał o pewnym mieszkańcu Poznania, który podróżował z Vasco da Gamą i został później doradcą króla Portugalii? Nikt? To zobaczmy, o kim mowa...

Vasco da Gama

Vasco da Gama

Polak i odkrycie Indii

Jak to mówią: gdzie diabeł nie może, tam... Polaka pośle. Nasi rodacy przez setki lat byli obecni chyba wszędzie, nawet tam gdzie nikt się ich nie spodziewał. Podobnie było w 1498 roku, gdy odkrywca Indii Vasco da Gama powracał do domu...

W sierpniu 1498 roku Vasco da Gama ruszył w drogę powrotną z Indii do Lizbony. Wyprawa zakończyła się sukcesem. Szlak do Indii został odkryty. W drodze powrotnej, niedaleko wysp Andżediwów, statki portugalskie stoczyły walkę z korsarzami. W trakcie walki na statek Vasco da Gamy, z pobliskiego lądu, przypłynął wpław dziwny człowiek. Oświadczył, że jest chrześcijaninem pozostającym w niewoli u władcy Goa (była to pobliska wyspa). Nieznajomy stwierdził, że przybywa w imieniu swego pana, który zaprasza Portugalczyków na Goa. Ci jednak nie dali wiary słowom „dziwaka” i wzięli go na tortury.

Podczas tortur nieznajomy wyznał, że jest szpiegiem władcy Goa, a zaproszenie było pułapką zastawioną na chrześcijan. Szpiega nie zabito, ale uwięziono na statku. Vasco da Gama postanowił zabrać go ze sobą do Portugalii licząc, że uda się wykorzystać jego wiedzę o Indiach. Podczas podróży Mehmet, bo tak nazywał się nieznajomy, zaprzyjaźnił się z portugalskim kapitanem. Okazało się, że był Żydem pochodzącym z miasta Poznania w Królestwie Polskim. Miasto to według słów Mehmeta, było stolicą Wielkopolski, było duże i dobrze obwarowane.

Rodzina Mehmeta prawdopodobnie przybyła do Poznania z Hiszpanii, skąd Żydzi musieli uciekać. Będąc dzieckiem (urodził się zapewne około 1450 roku) Mehmet opuścił Poznań i wraz z rodzicami udał się do Palestyny, a następnie do Aleksandrii. Później sporo podróżował i dotarł w swych wyprawach do Indii. Znał kilka języków (hebrajski, perski, arabski, niemiecki i włoski) i jako kupiec często podróżował. Dobrze znał Bliski i Daleki Wschód. Po przybyciu do Lizbony jeniec przyjął chrzest i imię Gaspar. Ojcem chrzestnym został Vasco da Gama. Od niego też Gaspar zapożyczył nazwisko.

Gaspar da Gama (lub da India) stał się doradcą króla Portugalii Manuela w sprawach Indii. Była to niebywała kariera, nawet jak na tamte czasy! Gaspar da Gama wielokrotnie wyruszał jeszcze w podróże. W 1500 roku wraz z Pedro Alvaresem Cabralem dotarł do wybrzeży Ameryki Południowej odkrywając Brazylię. Przez 12 lat mieszkał też w Indiach będąc przedstawicielem króla Portugalii. Zmarł prawdopodobnie około 1510 roku w Lizbonie.

O dzielnym Polaku, bo tak chyba można tego człowieka określać, piszą liczni kronikarze portugalscy i arabscy. Trudno uwierzyć w to, co przydarzyło się temu człowiekowi. Nic, tylko pozazdrościć takich przygód... A jeśli już o przygodach mowa, to kolejnym „łowcą przygód” był wenecki podróżnik Ca’da Mosto.

Dawno temu w Senegalu

W 1455 roku Ca’da Mosto udał się w podróż na południe, wzdłuż wybrzeży Afryki. Karawela Wenecjanina opłynęła Przylądek Biały i zakotwiczyła u ujścia rzeki Senegal. Tutaj nawiązał on kontakt z Bor-Damelem, jednym z naczelników Uolofów. Spędził w gościnie u Senegalczyków prawie miesiąc i szczegółowo opisał ich obyczaje i państwo znajdujące się pomiędzy Przylądkiem Zielonym i dzisiejszym Dakarem.

Ca’da Mosto był gościem naczelnika kraju Caior, który wchodził w skład większego państwa Uolofów. Na czele państwa stał król wybierany przez naczelników plemion, które tworzyły luźną „federację”. Król musiał budzić respekt i posiadać dużą siłę militarną, aby sprawować rządy i znaleźć posłuch u naczelników. Byli oni zobowiązani do składania mu daniny i pomocy wojskowej w razie wojny. Jeśli król nie spełniał oczekiwań naczelników plemion, ci mogli go „odwołać” z funkcji. Król, czyli Bor Senegalu oraz podlegli mu naczelnicy, przy pomocy siły utrzymywali w ryzach społeczeństwo. Poddani byli zmuszani do składania danin i pracy na rzecz swoich panów. Naczelnicy oraz król posiadali liczne majątki (gospodarstwa zarządzane przez ich żony) i w nich spędzali czas, przenosząc się z jednego do drugiego. Posiadali też niewolników, którzy pracowali w ich majątkach.

Uolofowie żyli w poligamii, jak zanotował Ca’da Mosto, byli bardzo czyści (myli się kilka razy dziennie), ale mieszkali w nędznych glinianych chatach. Nie było w ich kraju miast, a rolnictwo stało na prymitywnym poziomie (żywili się prosem, nie znali pszenicy i żyta, nie robili zapasów, żyli z tego co dawała im przyroda). Król i naczelnicy wyznawali islam, a ludność poddańcza zachowywała stare wierzenia. Ca’da Mosto nie zdołał przekonać Bor-Damela do religii chrześcijańskiej. Sam Wenecjanin dał się natomiast szybko przekonać naczelnikowi Uolofów do nowego trybu życia, podobnego do tego jaki prowadził senegalski władca. Bor-Damel podarował Wenecjaninowi 12-13-letnią dziewczynę „na jego osobiste posługi”. Ca’da Mosto przyjął „prezent” i korzystał z „usług”.

Jak widać już w XV wieku funkcjonowały w Afryce państwa zorganizowane w podobny sposób jak państwa europejskie. System społeczno-polityczny panujący u Senegalczyków do złudzenia przypominał weneckiemu podróżnikowi europejski feudalizm. Czy więc Europejczycy mogli uważać się za lepszych od Afrykanów? Na czym miałaby polegać wyższość kultury europejskiej nad afrykańską? W kontekście kultury i obyczajów, warto jeszcze wspomnieć o innym podróżniku i odkrywcy - Affonso de Albuquerque.

Małżeństwa mieszane

Jednym z najważniejszych konkwistadorów portugalskich w XVI wieku był wicekról Indii Affonso de Albuquerque. W 1510 roku na czele floty opanował wyspę i miasto Goa (ważny strategicznie i handlowo punkt położony pośrodku zachodniego wybrzeża Indii, który w rękach Portugalczyków pozostawał aż do połowy XX wieku!). Po ciężkich walkach Portugalczycy zajęli miasto i wymordowali wszystkich muzułmanów znajdujących się na wyspie. Ich trupy wrzucono do morza, aby uniknąć zarazy. Rzeź trwała osiem dni. Miejscową ludność hinduską pozostawiono przy życiu.

Albuquerque przystąpił do realizacji planów kolonizacyjnych. Uważał on, że nie wystarczy pokonać, obrabować i wziąć do niewoli miejscową ludność, a potem powrócić do Lizbony. Chciał trwałej obecności Portugalczyków w Indiach, gdyż tylko to mogło przynieść wielkie korzyści. Rozumował słusznie. Wejście w kontakty handlowe z miejscową ludnością i osiedlenie się między nią, miało przynieść więcej korzyści niż rabunek i wojna. Kazał więc zbudować twierdzę i faktorię w Goa, odbudować miasto, a nawet bić w mennicy złote monety, po to aby rozwijać handel. Albuquerque dokonał także rzeczy znacznie ważniejszej. Decyzja, którą podjął zaważyła na losach tej części Indii w sposób bardzo znaczący, odczuwalny do naszych czasów!

Wicekról Indii stwierdził, że kobiety pochodzące z niższych kast ludności hinduskiej nie żywią niechęci do Europejczyków, jak to miały w zwyczaju kobiety nairów (kast wyższych). Kobiety z niższych kast „lubiły” towarzystwo Portugalczyków. Jasne było, że brak europejskich kobiet utrudniał stabilizację w nowoodkrytych rejonach. Albuquerque doszedł więc do wniosku, że gdyby mężczyźni-Portugalczycy mieli tu własne rodziny, zapewne gorliwiej broniliby swego majątku i nowej ziemi. Bardziej też zależałoby im na nowych zdobyczach, niż teraz, gdy nastawieni byli raczej na rabowanie i łupienie, a myślami wciąż wracali do Lizbony. Wicekról Indii postanowił wydać zezwolenie na mieszane małżeństwa Portugalczyków z hinduskimi kobietami. W ten sposób miała wytworzyć się mieszana ludność hindusko-chrześcijańska związana od urodzenia z miejscem pobytu i skora do jego obrony.

Ci którzy chcieli pojąć za żonę Hinduskę, mogli liczyć na wsparcie z kasy wicekróla. Pieniądze były przeznaczone na urządzenie się na wyspie, kupno domu i ziemi. Szybko okazało się, że chętnych jest bardzo wielu. Portugalczycy dobrze traktowali swoje żony (musiały one oczywiście przedtem przejść na chrześcijaństwo), więc miejscowe społeczeństwo nie było przeciwne tym związkom. Nikt wówczas nie podnosił jeszcze argumentu rasizmu, a Portugalczycy (mimo, iż byli to w większości ludzie stanu niższego) nie traktowali miejscowych z wyższością. Byli jednak i przeciwnicy koncepcji Albuquerque. Sceptycznie odnosiła się do tego „eksperymentu” szlachta i arystokracja portugalska dbająca o czystość swojej szlachetnej krwi i nie wyobrażająca sobie małżeństw mieszanych z Hindusami.

„Eksperyment” jednak się powiódł, a „nowa” ludność Goa była odtąd mocnym wsparciem dla Portugalczyków. Ludność ta związana kulturowo z metropolią w Lizbonie, mocno jednak zakorzeniona w miejscowych realiach, stała się „przewodnią siłą” w tej części kraju. Z biegiem czasu nabrała nawet poczucia wyższości wobec rdzennej ludności. Do dziś jest to poważny problem dla władz współczesnych Indii.


Na podstawie: 

  1. Małowist M., Konkwistadorzy portugalscy, Warszawa 1992.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Asia napisał(a):

    Bardzo interesujący artykuł- szybko się czyta, a i ciekawostki na pewno zapadną mi w pamięć.

Zostaw własny komentarz