„Demonologia germańska. Duchy, demony i czarownice” - A. Szrejter - recenzja


Jedna z najmłodszych oficyn na polskim rynku wydawniczych, gdańska Maszoperia Literacka, wydała ostatnio najnowszą książkę pióra Artura Szrejtera pt. Demonologia germańska. Duchy, demony i czarownice. Autor ten, znany głównie z wcześniejszej pozycji traktującej o mitologii germańskiej (pod takim tytułem figuruje w polskiej literaturze) zainteresował się pozostałymi istotami występującymi w wierzeniach i zwyczajach germańskich.

Książka, którą zdecydowałem się przeczytać i zrecenzować, wchodzi w skład swoistej trylogii traktującej o kulturze duchowej germańskojęzycznej części europejskiego społeczeństwa. Wszystkie trzy pozycje napisał Artur Szrejter. Oprócz recenzowanej pracy, pojawiała się wspomniana wcześniej Mitologia germańska wydana po raz trzeci, a także już niebawem dostępna w ofercie wydawniczej Maszoperii Literackiej pozycja zatytułowana Bestiariusz germański. Olbrzymy, potwory i święte zwierzęta. Czekamy zatem na tę ostatnią!

Tymczasem przejdźmy do Demonologii germańskiej…

 

Już na pierwszy rzut oka książka zwraca uwagę, bo jest… biała. Zabrzmiało to jak frazes, ale w tym przypadku uzasadniony. Twarda, biała okładka z czarnymi literami, a na środku rycina z przedstawieniem ni to krasnoluda, ni to innego stwora siedzącego na usłanym futrem z niedźwiedzia (sic!) tronie. Mnie się okładka podoba. Papier w książce jest dobrej jakości, czcionka czytelna, a układ wydaje się być klarowny. Warto przy tej okazji wspomnieć, że praca wzbogacona została o wcale małą liczbę rycin, i to powiedzmy sobie szczerze, świetnych. Autorem jest Jarosław Musiał, który za ich pośrednictwem, oddał klimat przedstawianej tematyki.

Nie po okładce jednak mam zamiar oceniać książkę, a zatem chciałbym teraz przejść do treści. Praca ma formę słownikową w swej głównej części. Dopełnieniem są dwa aneksy z również ułożonymi alfabetycznie zagadnieniami. Książkę rozpoczyna tekst, który zredagowany został na zasadzie otrzymywanych przez Autora pytań odnośnie swojej książki i odpowiedzi na nie. Trzeba przyznać, że całkiem ciekawa to forma wstępu. Następnie objaśnienie skrótów wstępujących w tekstach oraz leksykon demonologiczny, wspomniane dwa aneksy z dodatkowymi informacjami, np. o rodach elfickich lub krasnoludów, czy kalendarz z zaznaczonymi germańskimi świętami. Całość kończy bibliografia oraz indeks.

Z tekstu słowa wstępnego dowiedzieć się możemy, że po pracy nad mitologia ludów germańskich, Autora zaintrygowały pozostałe stworzenia uchwytne w wierzeniach świata germańskojęzycznego. Są nimi postacie demoniczne, duchy, czarownice, ale także różnego rodzaju bestie, potwory, osobniki o naturze olbrzymów, ale też zwierzęta, które uznawane były za święte. W wyniku badań nad tą pasjonująca tematyką, A. Szrejter stwierdził, że zmuszony jest podzielić ją na dwa różne tomy. Decyzja ta wydawałby się słuszna, ale w trakcie lektury, niejednokrotnie zresztą, Autor odwołuje do nie wydanego jeszczeBestiariusza germańskiego…, co powoduje pewien niedosyt w otrzymywanych informacjach, ponieważ czytający nie jest w stanie zweryfikować do końca punktu widzenia Piszącego. Od razu przychodzi na myśl, że jest to niezły chwyt marketingowy, którego celem jest rychłe nabycie brakującego tomiku, po tym jak dostępny będzie w ofercie Wydawnictwa.

Inną kwestią jest też odwołanie do literatury, która występuje pod każdym opracowanym hasłem. W tym przypadku, jakkolwiek stan bibliografii, jaką dysponował A. Szrejter w trakcie pisania Demonologii germańskiej…, jest w zasadzie zadowalający, problemem jest brak stron w odniesieniu do pozycji, które potraktowane zostały jako główne źródło informacji. Kłóci się to nieco ze słowami Autora ze wstępu, w którym stwierdza, iż: „(…) każdy zaciekawiony tematem Czytelnik może odszukać interesujące Go pozycje” (s. 18). A. Szrejter podjął również decyzję, że jego książka będzie miała formę popularnonaukową. W tego typu pozycjach nie zawsze zwraca się uwagę na aparat naukowy jakim są odnośniki. Wydaje mi się, iż skoro zdecydował się powoływać na autorów i ich pozycje do podjętej przez siebie tematyki, podanie stron nie byłoby problemem. Jest to jednak niuans, acz wart wskazania.

No właśnie, co do formy książki, którą A. Szrejter określił jako popularnonaukową. W słowie wstępnym czytamy:

(…) w opisach stworów z baśni można sobie pozwolić na styl znacznie swobodniejszy, bo też i natura demonów nie jest tak „sztywna” jak bogów (…) Jest tu też miejsce na różne dywagacje, dygresje, nawiązania, porównania czy drobne żarty. Demonologią nie trzeba zajmować się śmiertelnie poważnie, dlatego użyłem języka popularnonaukowego, chwilami nawet felietonowego. Ten sposób formułowania własnych myśli pozwolił mi na niezobowiązujące wplatanie moich własnych przemyśleń, często niezgodnych z dotychczasowymi naukowymi ustaleniami (s. 17).

Słowa te szczególnie zwróciły moją uwagę i pozwolę sobie pochylić się nad nimi. Otóż, tylko połowicznie zgodzę się z Autorem, że na temat demonów, czy może bardziej demonologii, należy wypowiadać się w „luźny” sposób. Oczywiście, jeśli do listy demonologicznej wybierze się takie postacie jak Biała Dama, Black Annie, elfy, Jenny Greenteeth, Peg Powler, siedmiu krasnoludków, śpiącą królewnę i inne, nie pozostaje nic innego, jak tylko popularyzować. Inaczej jednak, jak lista demonologiczna obejmują, np. dzikie łowy, Bogeyman, Piaskun, walkirie, a także wölwy, Lusse, Harlekin i wydarzenia jak Yule czy Noc Walpurgi oraz inne. W tym przypadku należy pamiętać, że ludzie kultywujący ów stworzenia oraz wydarzenia, brali sobie je naprawdę do serca i traktowali je nazbyt poważnie, żeby nie powiedzieć, z bojaźnią. Licentia poetica obejmuje każdego autora, lecz obowiązuje również swojego rodzaju wyczucie tematu. Mnie osobiście zastosowanie stylu przez A. Szrejtera w tym przypadku nie przekonało, ale zaznaczyć też trzeba, że i tak sprawnie operuje słowami.

Cytowany wyżej fragment zaintrygował mnie też z innego powodu. Mianowicie Autor recenzowanej książki zaznaczył, że poprzez wybór stylu pisania, niejako usprawiedliwia Go operowanie faktami, które mogą być „niezgodne” z obowiązującą nauką. Sprawdźmy to zatem.

Już w pierwszej kolejności rzuca się umiejscowienie w „panteonie” demonologicznym Odyna. A. Szrejter twierdzi, iż na samym początku najwyższy z bogów nordyckich był demonem. Dziwne to, gdyż Odyn utożsamiany jest ze starożytnym bogiem germańskim Wotanem/Wodanem, i już to winno nam dawać do myślenia, że nie mógł on być demonem1. Dalej Autor udowadnia jego demoniczne cechy, ale można to w jasny sposób zakwestionować, gdyż bóstwo to znane było jako posiadające liczne przydomki oraz mające umiejętności metamorfozy w inne postacie, a nawet zwierzęta. Umiejscowienie Odyna jako przewodnika tzw. Dzikich łowów (zob. s. 82-88; 219), władcy oddanych mu berserków, nie przydaje mu cech demonicznych, a potwierdza tylko jego szczególną rolę w panteonie nordyckim, czy wcześniej, germańskim. Niestety raczej nadużyciem jest określenie demonami takich bóstw jak: Disy, Fylgie czy Norny. Brak ku temu podstaw naukowych, by tak twierdzić2. Nie usprawiedliwia tego nawet popularnonaukowy język recenzowanej pozycji. Nie przemawia do mnie także lakoniczne hasło „Walkirie” (s. 207), które również wpisane w poczet demonów, w mitologii nordyckiej uznawane były za pomniejsze bóstwa, córki i pomocnice Odyna3. Jednak jednym z większych rozczarowań okazało się zignorowanie Lokiego - bóstwa i, no właśnie, demona jednocześnie! W leksykonie A. Szrejtera figuruje on jako „bóg Loki” i nie ma oddzielnego poświęconego mu hasła, a tymczasem w historii religii nadaje się mu jednocześnie cechy boskie oraz demoniczne. Autor dwukrotnie powiadał o tzw. tricksterze (s. 41 i 188) i za każdym razem mowa była o Lokim… Tricksterem określany jest ów bóg-demon - oszust oraz bohater kulturowy, heros4. Z książki jednak nic nie wynika, aby za pośrednictwem trickstera włączyć Lokiego na listę demonologiczną.

I jeszcze jedna uwaga. A. Szrejter podkreśla, że jego książka „jest pionierska”, ponieważ jak dotąd na polskim rynku księgarskim, ale też i zagranicznym, nie ukazało się opracowanie poświęcone demonologii ludów germańskich, lub lepiej, posługujących się językami pochodzącymi z rodziny języków germańskich (s. 12). Jest w tym nieco prawdy, nie da się ukryć. Tylko problem polega na tym, że wiele z wymienionych w Demonologii germańskiej… postaci i stworów, włączone zostały do mitologii lub zagadnień związanych z religią i wierzeniami germańskimi. Bóstwa i demony, a także pozostałe postaci jak czarownice, duchy czy potwory wchodziły i wchodzą w sferę sacrum i są nierozłącznymi bytami. Stąd też nie podobne byłoby, aby w historiach religii, tudzież mitologiach, nie wspominać o nich. A. Szrejter jako jeden z pierwszych (jak nie pierwszy), dokonał selekcji postaci obdarzonych cechami demonicznymi, ale nie pisze o nich w kontekście demonologicznym jako pionier.

Konkludując. Recenzowana książka poprzez swój charakter popularyzatorski skierowana jest przede wszystkim do osób, które traktują podobne zagadnienia czysto hobbystycznie. Czytelnicy siedzący „głębiej” w dziejach życia duchowego ludów germańskich znajdą tutaj powtórzone informacje jakie pojawiają się w klasycznych pracach do tej tematyki. Dodatkowo można zapoznać się z kontrowersyjnymi opiniami samego Autora co do poszczególnych „postaci demonicznych”. Leksykon, choć ciekawy, nie jest podstawowym źródeł informacji, a przynajmniej nie powinien być za takowy uznawany.

Plusy minusy:
Na plus:
+ tematyka
+ wydanie
+ ilustracje
Na minus:
- styl Autora
- przypisy bez stron
- „chwyt marketingowy” w postaci powoływania się na nie wydaną jeszcze książkę Bestiariusz germański...
- kontrowersje w niektórych hasłach
- przesada w określaniu pracy mianem „pionierskiej”

Tytuł: Demonologia germańska. Duchy, demony i czarownice
Autor: Artur Szrejter
Wydawca: Wydawnictwo Maszoperia Literacka Sp. z o.o.
Rok wydania: 2011
ISBN: 978-83-62129-78-2
Liczba stron: 271
Oprawa: twarda
Cena: ok. 32 zł
Ocena recenzenta: 4/10

  1. Zob. L.P. Słupecki, Mitologia skandynawska w epoce wikingów, Kraków 2003, s. 96; G. Dumézil,Bogowie Germanów. Szkice o kształtowaniu się religii skandynawskiej, Warszawa 2006, s. 58 i n. []
  2. Zob. L.P. Słupecki, Mitologia skandynawska w epoce wikingów, Kraków 2003, s. 96; G. Dumézil,Bogowie Germanów. Szkice o kształtowaniu się religii skandynawskiej, Warszawa 2006, s. 58 i n. []
  3. Ibidem, s. 239-249. []
  4. Zob. A.M. di Nola, Diabeł, Kraków 2000, s. 103; G. Dumézil, op. cit., s. 118-119; L.P. Słupecki, op. cit., s. 219-220. []


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz