IV Koncert Niepodległości - wywiad z Jackiem „Wiejskim” Górskim


Już 11 listopada Święto Niepodległości, a przy jego okazji niezwykłe wydarzenie, któremu patronujemy – IV Koncert Niepodległości w Muzeum Powstania Warszawskiego. Z organizatorem i pomysłodawcą Koncertu Jackiem „Wiejskim” Górskim rozmawia Piotr Kołodziej.

Koncert Niepodległości

Piotr Kołodziej: Jak zrodził się pomysł Koncertu Niepodległości? Czy była to jakaś zorganizowana akcja?

Jacek Górski: To trochę zbieg okoliczności. Kiedy Ola Turkiewicz, zaraz po naszym ślubie, znalazła wśród moich książek, śpiewnik z utworami patriotycznymi, zapytała:

- Dlaczego się nie chwalisz, że masz taki śpiewnik?

Następne pytania potoczyły się już lawinowo:

- A czy to się da zaaranżować „na jazzowo”?

- Pewnie że się da…

- A może koncert?

- A może Koncert Niepodległości?

- A może Koncert Niepodległości w Muzeum Powstania Warszawskiego?

I tak już po kilku miesiącach mieliśmy premierę Koncertu Niepodległości, w tym roku zapraszamy na czwartą edycję, jak zawsze do zjawiskowego Muzeum Powstania Warszawskiego.

Czy możesz w takim razie przybliżyć nam czym właściwie jest Koncert Niepodległości?

- Dla mnie osobiście jedną z większych satysfakcji w moim życiu. To także silne źródło wzruszeń i doznań, które wypełniają czas aż do następnej jego edycji. Czym Koncert jest z definicji? Jest on projektem popularyzującym współczesny patriotyzm, skutecznie łącząc ukazywanie dziedzictwa narodowego i historii Polski, z muzyką wielu nurtów i brzmień. Ten projekt ma niezwykły potencjał dla edukacji, krzewienia patriotyzmu i kultury polskiej.

Jaka w takim razie jest forma tego projektu?

- Formułą koncertu jest połączenie współczesnych aranżacji naszych hymnów, pieśni żołnierskich i patriotycznych z prozatorską opowieścią o dziejach Polski. Aranżacje te tworzone są z szacunkiem dla dziedzictwa kulturowego. W nowoczesny sposób podkreślają piękno linii melodycznej oryginału, łącząc ją z muzyką etniczną, symfoniczną, rockiem progresywnym czy wreszcie współczesnym brzmieniem aranżacji jazzowych czy instrumentalnych. Często zachowywana jest oryginalna harmonia pierwowzorów, o ile taka w ogóle została zapisana w nutach. Tak będzie w przypadku zapomnianej „Litwinki” Karola Kurpińskiego, którą w tym roku przypomnimy słuchaczom. Żywiołowe reakcje publiczności, zarówno tej starszej, pamiętającej dawne wykonania utworów, jak i młodszej słuchającej dziś zupełnie innej muzyki, pokazują, że uniwersalna formuła Koncertu Niepodległości sprawdza się znakomicie.

Wspomniałeś o potencjale edukacyjnym, o możliwościach krzewienia patriotyzmy poprzez Koncert, czy taki jest jego cel? Jaka jest - Twoim zdaniem - rola Koncertu?

- Misją Koncertu Niepodległości jest edukacja historyczna i rozbudzanie patriotyzmu. To także sposób na uroczyste spędzenie jednego z najważniejszych polskich dni, czyli Święta Niepodległości. Ponadto celem tegorocznego Koncertu jest podkreślenie doniosłej roli mniejszości etnicznych, narodowych i wyznaniowych w dziejach Rzeczypospolitej, a także obecności cudzoziemców, którzy jako Polacy z wyboru, przelewali krew za Niepodległą. To edukacja absolutnie niezbędna, biorąc pod uwagę stan społecznej świadomości na ten temat. Przez lata carskiej, a następnie komunistycznej propagandy i polityki narodowościowej, zrobiono wszystko, by nas poróżnić z narodami, z którymi przez kilkaset lat współtworzyliśmy Rzeczypospolitą. Naszym wrogom zależało by ewenement Rzeczpospolitej Jagiellonów nigdy się nie odrodził i to niestety im się udało. Dziś zasypanie tych rowów wykopanych między bratnimi niegdyś narodami, to zadanie nie tylko polityków, ale także dla nas, przedstawicieli świata kultury, jak i ogółu obywateli. To wyzwanie dla twojego pokolenia, młodych ludzi którym ze świadomością trudnej historii, ale bez osobiście doznanych krzywd czy destrukcyjnej ksenofobii, łatwiej będzie budować nowe relacje z naszymi dawnymi i obecnymi sąsiadami. Przyszłość Europy Środkowej jest w waszych rękach.

Misja zatem niezwykle trudna, ale bardzo potrzebna… A jak na Koncert zapatrują się inni członkowie ekipy?

- Podobnie jak my, są zapaleni do tej ciężkiej pracy wiedząc, że tworzą coś niezwykłego i ponadczasowego. Tu wszystko praktycznie powstaje od nowa – każdy muzyk i każdy instrument musi odnaleźć swoje brzmienie i rolę w tych utworach. Po koncercie muzycy często podkreślają, że żaden z wcześniejszych projektów, w których uczestniczyli, nie niósł ze sobą, tyle ładunku emocjonalnego i tak silnych wzruszeń.

Ubiegłoroczny koncert miał niekonwencjonalny scenariusz - babcia w mailach edukowała muzycznie (a jednocześnie historycznie i patriotycznie) swoją wnuczkę. Mam wrażenie, że Wy też, w oprawie i wstępie historycznym, „przemycacie” pewną wiedzą, popularyzujecie historię... Czy podobny właśnie cel przyświeca Wam w organizacji koncertu, czy może jednak wychodzi to przypadkiem?

- Od początku naszym celem było propagowanie historii. W latach 2009 i 2010 postanowiliśmy pokazać muzyczne i historyczne kamienie milowe w dziejach Polski. W 2011 roku była mailująca do wnuczki babcia, pomysł Anny Mentlewicz, świetnie spinający zebrane przez nas utwory i tematy historyczne, koncentrujące się na patriotyzmie kobiet i młodzieży.

Repertuar Koncertu nigdy nie jest zbiegiem przypadku. O wyborach muzycznych decydują zarówno możliwości wykonania współczesnej aranżacji i atrakcyjność samego utworu, jak i kontekst historyczny, w którym pieśń jest osadzona. Najlepszym tego przykładem jest tegoroczny Koncert Niepodległości, całkowicie podporządkowany mało znanemu, multikulturowemu aspektowi historii Rzeczypospolitej.

Czy łatwo było zorganizować taki koncert? Co było najtrudniejsze? Znalezienie sponsorów? Miejsca? Chętnych?

- Co roku trudności są inne. W pierwszym roku musieliśmy przekonać do nas i do naszego pomysłu przyszłych partnerów, a potem publiczność. Potem przyszedł kryzys i problemy z finansowaniem. Realizacja budżetu Koncertu to zawsze wielkie wyzwanie. Wstęp na Koncert Niepodległości jest bezpłatny, więc jesteśmy całkowicie uzależnieni od sponsorów i partnerów. Stąd kiedy na kilka miesięcy przed Koncertem pojawiają się pierwsze deklaracje sponsorów, kamień spada nam z serca. W 2010 roku Koncert powstał praktycznie w dwa miesiące – tak późno dostaliśmy pieniądze. W tym roku z kolei pojawiło się nowe wyzwanie. W pierwszych 3 edycjach Koncertu określałem ramy i treść scenariusza, prowadząc kwerendy historyczne. W tym roku scenariusz postanowiłem napisać osobiście. To nowe doświadczenie i olbrzymie wyzwanie.

Dziś natomiast, skoro pytasz, największą trudnością było dla mnie, jako kucharza Koncertu Niepodległości, zrobienie żeberek w kapuście na kolejna próbę. Mimo, iż się przypaliły, muzycy poradzili sobie z nimi błyskawicznie twierdząc, że nic im nie jest. Te próby muzyczne i biesiadowanie w naszym mieszkaniu to już tradycja Koncertu Nieodległości – taka strawa dla ducha i ciała. Uwielbiam te spotkania!

Można chyba wobec tego stwierdzić, że w ekipie panuje rodzinna atmosfera…? Wydaje mi się, że po części tak też czują się ludzie przychodzący do 11 listopada „Sali pod Liberatorem”… Czy możesz wobec tego powiedzieć nam jak wiele osób przyciąga koncert? Czy przeważają ludzie młodzi, czy starsi? Z czego to wynika?

- Liczba słuchaczy Koncertu Niepodległości rokrocznie wynosi ok. 800 osób. Ograniczona jest ona pojemnością „Sali pod Liberatorem” w Muzeum Powstania Warszawskiego. Wejściówki, które rozprowadzamy, kończą się w kilka dni. Na koncert przychodzą zarówno ludzie młodzi jak i kombatanci. Wynika to, jak myślę, z pokazania tych utworów w sposób nowoczesny i bez sztucznego patosu, w sposób odmienny od wykonań orkiestr wojskowych, które wielu Polakom się już osłuchały, zwłaszcza po latach sztywnych akademii czy festiwali. Odbrązawiamy te pieśni, dając im, niemożliwą do stworzenia przed laty, magię nowych brzmień, które możliwe są dzięki współczesnym instrumentalizacjom i różnym nurtom muzycznym.

Jacku, przyznam szczerze, że osobiście nie jestem fanem jazzu, ani też nowoczesnych aranżacji dawnych utworów. Niemniej jednak jestem pod silnym wrażeniem tak oprawy koncertu, jego klimatu, jak też i wykonania pieśni. Czy jestem odosobniony? Czy wśród widowni przeważają głosy krytyczne, czy pochlebne?

- Poza jednym przypadkiem, docierają do nas wyłącznie głosy pochlebne i całe szczęście – przy naszym zaangażowaniu emocjonalnym w ten projekt i pewności słusznie obranej drogi, krytyka byłaby czymś niezmiernie bolesnym! Tym jednym przypadkiem neutralnym, była opinia słuchacza przywiązanego do tradycyjnych wykonań, który w jednym z reportaży stwierdzał, cytuję:

„Ja raczej tradycyjne wolę rozwiązanie, ale powiem szczerze, że wcale nie nie podobało mi się”.

Czy sądzisz, że wynika to z samego faktu, że są to pieśni patriotyczne, czy że jednak kluczowa jest tu nowatorska forma?

- Z pewnością jedno i drugie! Mamy tak szerokie spektrum widzów, że każdy znajduje tu coś dla siebie i to jest właśnie siła Koncertu Niepodległości. Muzycy nie narzucają nadmiernie mocnych brzmień i zachowują piękno oryginału, które dziś często już zupełnie niezauważalne. Z drugiej strony wprowadzane są nowe klimaty muzyczne, które zaspakajają wszelakie potrzeby od patriotycznych po melomańskie. Nasze pieśni narodowe to skarbnica przepięknych tematów muzycznych stanowiących potencjał do aranżacji w XXI wieku.

Jacku, jesteś założycielem Federacji Młodzieży Walczącej, czy w związku z tym bliższe Ci są pieśni dotyczące tego okresu polskiej historii, czy wolisz jednak sięgać po odleglejsze czasy?

- Do niedawna rzeczywiście najbliższe były mi utwory Kaczmarskiego, Gintrowskiego czy Stachury. Odmienił to Koncert Niepodległości, który pokazał, jak fascynująca może być współcześnie zaaranżowana pieśń patriotyczna - również dla miłośnika twórczości pierwszego Genesis’u i Petera Gabriela, Pink Floyd czy King Crimson, do których się zaliczam. Dziś potrafię, jak to się potocznie mówi, odpłynąć zarówno przy utworach Jacka Kaczmarskiego z 1982 roku, Rocie z 1908 czy Gaude Mater Polonia z 1253, oczywiście w aranżacjach naszych muzyków.

W tym miejscu, pozwolisz, kolejne pytanie. Sięgacie czasem po pieśni obrosłe legendą konkretnego wykonawcy. We mnie, fanie Kaczmarskiego i jego twórczości, umieszczenie w repertuarze zeszłorocznego koncertu „Zbroi” wzbudziło początkowo mieszane uczucia... Czy nie boicie się, że pasjonatom tego rodzaju utworów Wasze wykonania mogą nie przypaść do gustu? Czy nie obawiacie się sięgając po nie, że przerabianie, wyśpiewywanie w inny sposób takich pieśni może być źle odebrane, bądź uznane za chęć „konkurowania” z oryginałem?

- No właśnie! Jak można konkurować z utworem idealnym, gdzie wszystko jest wyśpiewane i zagrane do ostatniej nuty?! To skazane na porażkę. Dlatego w wielu przypadkach powstają zupełnie nowe aranżacje. „Zbroja” to hymn mojego pokolenia, swego rodzaju sacrum. Jako nastolatek słuchając „Zbroi”, drukowałem w podziemiu ulotki, by je potem rozrzucać. Dziś nie chcemy konkurować, a tworzyć coś zupełnie nowego w oparciu o tekst i samą linię melodyczną.

Widziałeś w zeszłym roku reakcję publiczności na „Zbroję”, która właśnie ten utwór wybrała na bis! A przecież to słuchacze w większości, wychowani właśnie na piosenkach Kaczmarskiego! „Zbroja„ zaaranżowana przez Olę Turkiewicz to 12 minutowa dokumentalno-instrumentalna suita ilustrowana autentycznymi nagraniami dźwiękowymi z kluczowych momentów naszej historii: poczynając od archiwalnych świadectw agresji niemieckiej i sowieckiej w 1939 roku, walki PRL-owskiego aparatu przemocy z Żołnierzami Wyklętymi, przemówieniami Cyrankiewicza w 1956, Gomułki w 1968 czy Jaruzelskiego ogłaszającego Stan Wojenny. Temu swoistemu seansowi nienawiści w utworze przeciwstawiane są słowa Jana Pawła II wypowiedziane w Gdańsku do młodzieży. Dramatyzmu dodają zapisy z manifestacji w grudniu 1970 roku czy w latach 80-tych. Ta aranżacja jest ponadczasowa, pokazująca znaczenie utworu w szerokiej perspektywie historycznej. Zbroja to jakby dwa utwory połączone w całość – autorem pierwszej części jest Ola, w drugiej słyszymy ”Zbroję”, z tym że zamiast charakterystycznego i lekko zachrypniętego głosu barda i gitary, pojawia się pełen ekspresji śpiew Oli. Nowa też jest aranżacja na pełna sekcję rytmiczną, gitarowe solówki i brzmienia elektroniczne. W tej adaptacji nic nie jest udawane, sztuczne czy naciągane. Całość tworzy ładunek emocji zupełnie nieprawdopodobny, powodujący zaciskanie gardła i wielkie wzruszenia. Jak dla mnie to dwie różne wizje tego samego tematu, obie doskonałe.

Plakat IV Koncertu Niepodległości w MPW

Nie boicie się też sięgać po pieśni trudne, jak „Modlitwa za Recz Pospolitą naszą i za króla”, czy też „Rota”. Są to jednak utwory dawne i ich aranżacje jazzowe mogą być uznane za niszczenie dawnych polskich pieśni. Czy nie boicie się tego, że niektórzy mogą uznać tego typu formę za nie na miejscu?

- No właśnie – aranżacje! W oryginalnych nutach utworów, które aranżujemy zapisana jest tylko linia melodyczna, czyli to co możesz wyśpiewać. Nie ma tam słowa o instrumentach i tle muzycznym. Skoro my zachowujemy tę linię melodyczną, nie zmieniając jej, to nasze wykonania są tak samo poprawne, jak interpretacje orkiestr symfonicznych czy wojskowych. Użycie gitary elektrycznej, basowej, czy perkusji jest tak samo poprawne jak wykorzystanie wiolonczeli, skrzypiec czy kotłów, po które nota bene też sięgamy w naszych aranżach.

Trzeba pamiętać jeszcze o jednym. Na przestrzeni wieków zmienia się zarówno słuch jak i mowa. Gdybyśmy się dziś chcieli dogadać z Mieszkiem I to prawdopodobnie nie udało by się to nam. Muzyka rozwija się tak samo jak język. Zacytuję słowa XVI wiecznego utworu „Stefan Batory„ z tegorocznego repertuaru: ”przecie nam sława miasto życia stawa”. Z pewnością każdemu chwilę na zajmie zrozumienie sensu tych słów. Skieruję cię też do najstarszego zachowanego nagrania Mazurka Dąbrowskiego w wykonaniu Stanisława Bolewskiego z 1901 roku. Dla współczesnego słuchacza ta wersja brzmi archaicznie, podobnie jak wcześniejszy cytat. Aranżacje, które dziś grają orkiestry na uroczystościach państwowych, prawdopodobnie zadziwiły by naszymi pradziadów nowatorstwem, a niektórych może nawet zbulwersowały. Od zawsze muzycy aranżują dawne pieśni zgodnie z duchem epoki, my nie robimy nic innego.

Dwa lata temu słuchacze „przedwojennej daty„ powstali z krzeseł, by na stojąco wysłuchać ”Roty” zaśpiewanej przez Olę, a potem nie kryli wzruszenia – nic tu dodać i nic ująć.

Wymieniłeś w pytaniu akurat o te utwory, których nowe aranżacje są dla mnie ideałem. Słucham ich już dwa lata i nie są w stanie mi się znudzić. Jazz w naszym przypadku jest skrótem myślowym. My go wykorzystujemy bardziej jako narzędzie do łączenia stylów muzycznych. Muzycy jazzowi potrafią połączyć przekaz dawnych tabulatur organowych z elektronicznymi padami i wirtuozerią gitary elektrycznej. W przypadku Koncertu Niepodległości jazz to przede wszystkim spoiwo do budowania odmiennych klimatów w oparciu o harmonie oryginału.

Słyszę, że o projekcie opowiadasz z dumą... Czy możesz zatem zdradzić z czego jesteś najbardziej dumny?

- Jestem dumny po prostu z Koncertu Niepodległości, z mojej żony Oli… no i może jeszcze babki ziemniaczanej, którą zrobiłem na próbę muzykom, na tydzień przed spaleniem żeberek w kapuście…

Rozumiem zatem, że babka ziemniaczana to jedno z Twoich największych tegorocznych osiągnięć kulinarnych, a jakie jest – już bardziej ogólnie - największe osiągnięcie Koncertu?

- To że pomimo listopadowego chłodu, jesiennej słoty i późnej pory, koncert pieśni patriotycznej rok w rok wypełnia słuchaczami olbrzymią halę Muzeum Powstania Warszawskiego. Co więcej - z roku na rok rezerwacje zaczynają się coraz wcześniej. Coraz wcześniej też kończą się wejściówki.

A co koncert dał Tobie?

- Kolejny cel i pasję w życiu.

Tegoroczny koncert objęty został honorowym patronatem Prezydenta RP. Taki patronat niewątpliwie podnosi prestiż, ale też i wymagania w stosunku do koncertu. Czy sądzicie, że dacie im radę sprostać? W czym ten patronat będzie pomocny?

- 11 listopada to dzień wyjątkowy, podobnie jak temat koncertu i miejsce, w którym koncert się odbywa. Wszystko to tworzy uroczysty nastrój, który patronat Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej doskonale potwierdza. Taki patronat to jednak olbrzymia odpowiedzialność za sam Koncert. Z pewnością sprawia też, że ten projekt jest wyjątkowy dla wszystkich artystów biorących w nim udział.

Właśnie, wspomniałeś o artystach, których wokół Koncertu skupiona jest cała rzesza. Niemniej czy możesz powiedzieć o wszystkich zaangażowanych? Jak dużo osób współpracuje przy organizacji koncertu?

- Przygotowanie tegorocznego koncertu zajęło ponad rok. Pracę nad czwartym Koncertem trwały w już w fazie przygotowywania koncertu ubiegłorocznego. Dziś na niecały miesiąc przed Koncertem pracujemy już nad jego przyszłymi edycjami, zarówno tą w 2014 roku, kiedy opowiemy o udziale naszych żołnierzy w walce o niepodległość innych narodów, jak i tym w 2018 roku, szykowanym na 100-lecie odzyskania Niepodległości.

W pierwszej fazie nad koncertem pracują dwie osoby tj. Ola i ja. Tworzymy koncepcję kolejnego spektaklu. Gdy ją już mamy, wyszukujemy utwory, które wpiszą się w tę koncepcję. Potem zaczyna się żmudna praca nad aranżacjami oraz wyborem brzmień i instrumentów. Dopiero wtedy budujemy nowy, adekwatny do programu, zespół muzyków i dlatego Koncerty mają charakter sesji muzycznych. Równolegle prowadzimy kwerendy historyczne. Rzucamy się na scenariusz i projekty graficzne. Nigdy nie przestajemy szukać pieniędzy i zajmować się promocją koncertu, zarówno we własnym zakresie jak i przy pomocy mediów. Czasu jest coraz mniej, pojawia się lęk że nie zdążymy. Na kilka miesięcy przed Koncertem zaczyna się współpraca z historykami, filmowcami, grafikami, polonistami oraz instrumentalistami.

Najgorętsze są ostanie dwa miesiące – wtedy krzyżują się wszystkie procesy. Dla mnie kulminacyjny jest moment, kiedy prowadzę konferencję prasową na dwa dni przed Koncertem. Wtedy też odpowiadam za współpracę z ekipa techniczną i zarządzam logistyką koncertu.

11 listopada dołączają wolontariusze, z którymi musimy ogarnąć to wszystko na miejscu – jak to się dziś mówi w „realu”. To duże wyzwanie by zapewnić ład i bezpieczeństwo na tak dużej imprezie.

Dla Oli tym momentem jest próba generalna dzień przed koncertem – dla mnie to już czas wzruszeń. Wtedy pojawia się adrenalina i to radosne podniecenie. Po koncercie pozostaje już tylko posprzątać Muzeum i możemy pędzić do domu by odespać miniony rok.

Niewątpliwym hitem zeszłorocznego koncertu była „Modlitwa Obozowa” śpiewana bardzo spokojnie przez Marka Bałatę skompilowana z bardzo emocjonalnie rapowanym przez Jana Bogdaniuka wierszem „Czerwona zaraza”. Osobiście, w tamtym momencie byłem strasznie zaskoczony, nie tyle formą, bo przecież znałem scenariusz, ile genialnością wykonania, świetnie pasującym połączeniem dwóch - jakże odległych od siebie stylów i tekstów, a przede wszystkim reakcją publiki. Rozumiem, że osobom z młodego pokolenia taka forma odpowiadała, ale przecież na widowni było mnóstwo ludzi w średnim wieku lub starszych, a owacjom nie było końca! Był to chyba jeden z głównych utworów, wśród których bisów domagała się publika. Skąd tak rewolucyjny pomysł? Jak na to wpadliście? I - naturalnie - kto na to wpadł?

- Ten utwór to znowu moje zderzenie z Olą. Ja chciałem wprowadzić tylnymi drzwiami do Koncertu wiersz „Czerwona zaraza„ Józefa Szczepańskiego, za Olą chodził rap, ale jazzujący. Potem Ola postanowiła połączyć wiersz z liryczną ”Modlitwa Obozową” i powstało dzieło niezwykłe. To także wielka zasługa młodego jazzmana Jana Bogdaniuka, który zrobił z tego rap aktorski. Ten pomysł ewoluował wiele miesięcy, zanim powstała wersja, którą usłyszałeś w Muzeum.

Czy na tegoroczny koncert szykujecie równie dużą niespodziankę?

- Wydarzeniem tegorocznego koncertu jest na pewno udział kilku gości specjalnych, w tym z zagranicy m.in. wirtuoza skrzypiec ukraińskiego pochodzenia, Vasyla Popadiuka z Toronto, grającego na Duduku Ormianina Tigrana Aleksanyana mieszkającego w Londynie czy Tatiany Sopiłki z Kijowa - założycielki i liderki zespołu „Dziczka” wykonującego pieśni białymi głosami. Będzie tez dwóch gości specjalnych absolutnie wyjątkowych. Jak zwykle pojawią się niespodziewane i zaskakujące aranżacje, a także utwory zupełnie zapomniane.

By niespodzianka pozostała niespodzianką powiem tylko tyle: Batory, Litwinka, Serenissima, Duduk, Dziczka, Rabin i Imam.

Jeśli chcesz wiedzieć więcej musisz mnie wziąć na tortury, albo po prostu przyjdź na Koncert.

Tortur może nie będzie, ale na Koncert czekam z niecierpliwością. Czy jednak możesz uchylić naszym Czytelnikom rąbka tajemnicy - jak będzie wyglądał tegoroczny scenariusz?

- Jak zwykle będziemy przeplatać historię z muzyką. Koncert poprowadzi Wojciech Malajkat, którego opowieści będą zapowiadały kolejne utwory. Pojawi się też poezja Adama Mickiewicza i Kazimierza Prezerwy Tetmajera.

Wiele się słyszy i mówi w polskiej historiografii o walce Polaków „za wolność naszą i waszą”. Wy jednak podjęliście się zadania znacznie trudniejszego, postanowiliście odwrócić tą relację... Cudzoziemcy walczący za Polskę - skąd pomysł na taki motyw przewodni Koncertu Niepodległości 2012?

- Inspiracja przyszła, gdy przeczytałem o mieszkającym w Warszawie przed wojną czarnoskórym perkusiście jazzowym, Auguście Agboli O’Brown, który w czasie wojny konspirował w AK, a potem przystąpił do Powstania Warszawskiego. To był impuls, który przywołał z pamięci inną historię. W zeszłym roku pojechaliśmy z Olą na spotkanie z polskimi Tatarami w Kruszynianach na Podlasiu, którzy opowiedzieli nam swoje dzieje, historię pełną patriotyzmu i oddania Rzeczypospolitej, co najmniej od czasów bitwy pod Grunwaldem.

Tatarzy na pytanie czy czują się Polakami mają zwyczaj odpowiadać:

- Nie czujemy się, tylko jesteśmy Polakami od 400 lat.

Kiedy szukaliśmy patriotycznych pieśni tatarskich okazało się, że to na przykład… „Pierwsza brygada„ czy ”Rota”.

Dalsze zgłębianie tematu było niczym odkrycie Nowego Świata. Udział mniejszości i cudzoziemców w walce o Rzeczpospolitą to temat, który przerósł moje najśmielsze oczekiwania. To temat nie na jeden, a dziesięć koncertów, przedmiot wzruszeń i fantastycznych odkryć. Opowiedziana na Koncercie historia to zaledwie cząstka tego co przez ostatnie półtora roku dowiedziałem się na ten temat.

Już za rok jubileuszowy, V Koncert Niepodległości. Czy szykujecie w związku z tym jakąś „bombę”?

- „Bomby„ są co roku, bo to taki niezwykły Koncert. Pomysłów jest kilka, jednak za wcześnie by o nich opowiadać. Mamy plany na wiele lat do przodu, zarówno na 5-lecie, jak na 2014, kiedy ponownie wrócimy do lelewelowskiego hasła ”Za Naszą i Waszą Wolność”, tyle że w tradycyjnym znaczeniu. Wtedy wyśpiewamy historię naszych żołnierzy w walce o wolność innych narodów. Mamy też pomysły na rok 2015, 2016, 2017 i oczywiście 2018. Koncert Niepodległości to projekt, który zdaje się nie mieć końca.

I bardzo dobrze. Wobec tego, komu - oprócz Ciebie naturalnie - należą się największe podziękowania za to, że możemy dzisiaj cieszyć się czymś tak niezwykłym jak Koncert Niepodległości w Muzeum Powstania Warszawskiego?

- Ja jestem tylko organizatorem. Podziękowania przede wszystkim należą się muzykom, a ja osobiście dziękuję mojej żonie Oli, która jako Dyrektor Muzyczny Koncertu rokrocznie ogarnia to wszystko od strony muzycznej i pracuje z muzykami nad aranżacjami. Bez ich pracy Koncert po prostu by nie powstał! Osobne podziękowania należą się Janowi Ołdakowskiemu, dyrektorowi Muzeum Powstania Warszawskiego, który gości nas już czwarty rok, dzięki czemu Koncert może wybrzmieć w tym niezwykłym miejscu. Nie zapominam też o naszych sponsorach i partnerach, bez nich też by się to wszystko nie wydarzyło. To wspaniałe, że w dzisiejszym skomercjalizowanym świecie płytkich wartości są jeszcze firmy, którym bliskie są treści patriotyczne i muzyka, nie koniecznie ta z tzw. mainstreamu. Chciałbym podziękować również dwóm historykom - tobie Piotrze i Piotrowi Pacakowi, za to że pomagacie nam w odkrywaniu niezwykle inspirującej historii Polski, która jest dla nas natchnieniem zarówno przy tworzeniu muzyki jak i scenariusza.

Dołączam się do tych podziękowań i Tobie również serdecznie dziękuję za rozmowę. Naszych Czytelników zaś gorąco zapraszam na IV Koncert Niepodległości w Muzeum Powstania Warszawskiego 11 listopada 2012 na godzinę 20.00. Zapraszamy, aby wspólnie świętować i cieszyć słuch, wzrok i serce wspaniałymi polskimi pieśniami patriotycznymi w nowoczesnych aranżacjach.

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz