O zagadce pochodzenia Rzymian cz.I


Jedną z zagadek historii jest sprawa pochodzenia Rzymian. Sami Rzymianie wywodzili swój ród od Trojan, znaleźli sobie nawet konkretnego protoplastę, Eneasza, jednak historycy na ogół uważają te opowieści za mityczne, zmyślone, mające uszlachetnić dzieje rolniczego, italskiego plemienia bohaterskim rodowodem. Czy jednak w tych mitach, jak w każdej mitologii, nie dałoby się znaleźć źdźbła prawdy? Spróbujmy poszukać.

Artystyczne przedstawienie głowy etruskiego wojownika /

Artystyczne przedstawienie głowy etruskiego wojownika / CC BY-SA 3.0

Rzymianie posiadali bardzo ciekawy zwyczaj, różniący ich zdecydowanie od wszystkich innych ludów, w tym także od wszystkich ich sąsiadów. Nazywali oni mianowicie swoje córki zawsze tylko imionami ojców. Na przykład Gajusz Juliusz Cezar miał miano trójczłonowe, ale jego córka nosiła tylko skromne imię Julia; córka Marka Antoniusza była Antonią. Jeśli ktoś miał kilka córek, mówiło się o kolejnych: Secunda, Tertia, Quadra, albo Starsza i Młodsza. Nomenklatura córek to był jakby „znak firmowy” Rzymian. Wiemy, że był to ich rodzimy zwyczaj, ponieważ Etruskowie, którzy wiele elementów swojej pysznej kultury przekazali Rzymowi, w tej sprawie akurat nie różnili się od innych ludów i nazywali córki dowolnymi imionami, dawali im nawet nazwiska.

Lecz oto okazuje się, że istniał w starożytności pewien lud, który stosował identyczny jak Rzymianie zwyczaj. A w dodatku był to lud... trojański (troadański). Tu trzeba przywołać początkowe wersy Iliady.Epopeję rozpoczyna zatarg pomiędzy Achillesem i Agamemnonem o brankę Bryzeidę. Otóż Bryzejda była córką Bryzesa. Została więc nazwana według reguł, jakie przyjęli później Rzymianie. Ale to nie koniec. Okazuje się, że z podobnym wypadkiem mamy do czynienia w innym początkowym epizodzie Iliady, który dotyczy innej branki, Chryzejdy. Była ona córką kapłana Apollina, Chryzesa, a Agamemnon zmuszony został do zwrócenia jej ojcu, aby ułagodzić gniew bogów. Znów więc widzimy, że córka odziedziczyła imię po ojcu.

Komentatorzy Homera nie są zgodni w ocenie tych faktów. W jednym ze schioliów znajdujemy uwagę, że to sam Homer utworzył te imiona na sposób patronimiczny, czyli od imienia ojców branek. Inni starożytni pisarze utrzymują, że Chryzejdę nazywano właściwie Astinome, zaś Bryzejdę – Hippodameją. Ale właściwie dlaczego mielibyśmy bardziej wierzyć późniejszym komentatorom aniżeli samemu Homerowi? Jeśli miałoby być tak, że sam Homer nie znał ich imion i musiał użyć określeń omownych w rodzaju: „córka Bryzesa„ lub ”córka Chryzesa”, to niby skąd wiedzę o ich rzekomo prawdziwych imionach czerpać mieliby znacznie późniejsi od niego autorzy? Osobiście większą wiarygodność w tej sprawie przyznałbym jednak Homerowi.

Pogląd taki wynika nie tylko z autorytetu Homera jako wielkiego poety, i nie tylko z jego bardziej bezpośredniego kontaktu z materiałem źródłowym, ale wzmacnia go też pewna przesłanka natury logicznej. Zwróćmy uwagę, że Bryzejda i Chryzejda to nie są dwie przypadkowo wybrane kobiety, których historycznych imion nie jesteśmy pewni. Obie one są blisko ze sobą spokrewnione, pochodzą z jednego rodu – są siostrami stryjecznymi. Ich ojcowie, Bryzes i Chryzes, są rodzonymi braćmi! Zaiste dziwny byłby to zbieg okoliczności, że jedyne kobiety występujące w Iliadzie, których imion autor poematu nie zna i określa omownymi imionami odojcowskimi, to są akurat kobiety z jednego rodu, z jednego plemienia. Następny zbieg okoliczności: taką samą praktykę nazewnictwa kobiet będą stosować później Rzymianie. I jeszcze jeden dziwny zbieg okoliczności: Rzymianie wywodzić będą swoje pochodzenie z ziemi trojańskiej właśnie. Trochę za dużo tych zbiegów okoliczności jak na jedną sprawę, nieprawdaż?

Może więc najprościej byłoby przyjąć, że istotnie jakiś starożytny lud w okolicach Troi nadawał swoim córkom imiona odojcowskie, i być może istotnie Rzymianie przejęli ów zwyczaj od tego ludu? Ale jaki to był lud i jaki związki mogli z nim mieć Rzymianie?

Bryzejda była żoną Mynesa,króla miasta Lyrness w Dardanii, wschodniej części Troady. Miasto to było bardzo ściśle związane z pobliskim Tebe, a oba te miasta pozostawały w rękach Cylicjan. W Tebe panował król Eetion. To właśnie jego córkę Andromachę otrzymał za żonę Hektor. Cylicjanie byli w Dardanii chyba najeźdźcami lub kolonistami, bo ich ojczyzna, Cylicja, leżała dość daleko na południowym wybrzeżu Anatolii, na pograniczu z Syrią. Ojciec Bryzejdy, Bryzes, miał mieszkać w mieście Pedasus położonym na południowo-zachodnim koniuszku Troady, należącym do plemienia Lelegów i rządzonym przez króla Altesa.Chryzejda z kolei pochodziła z Tebe. Gdy Achajowie złupili miasto w drugiej połowie wojny, zginął król Eetion, jego żona i jego synowie, a najeźdźcy porwali wiele kobiet, w tym Chryzejdę. Jej ojciec Chryzes mieszkał również w Tebe, chociaż inne źródła podają, że w Chryze. Ojcem Bryzesa i Chryzesa był Ardys. Jest to imię bardzo znamienne, tak nazywano kilku królów rządzących Lidią, inną krainą małoazjatycką, niezbyt odległą, bo oddzieloną od Troady od południowego wschodu tylko Eolią. Co ciekawe, bardzo podobnie do imienia króla Altesa brzmi też inne tradycyjne imię królów lidyjskich Alyattes. Możliwe więc, że Lelegowie byli spokrewnieni z Lidyjczykami. Był zresztą czas, kiedy Lidyjczycy opanowali całą północno-zachodnią część Anatolii i utworzyli tam potężne państwo ze stolicą w Sardes. Najwidoczniej ród Bryzesa i Chryzesa, z pewnością arystokratyczny, skoligacił się z królewską rodziną licyjską, panującą w Dardanii. Obyczaj nazywania córek imionami ojców pochodziłby zatem od Lelegów. Czy to oni wyprawili się do Italii i dali początek Rzymowi?

Wedle Eneidy Wergiliusza założycielem Rzymu miał być uchodźca spod Troi Eneasz, syn Anchizesa. Czy wersję tę podyktowała poecie tylko jego fantazja, czy może było to echo jakiejś legendy, którą powtarzali sobie Rzymianie po domach? I czy ta wersja może mieć coś wspólnego z naszymi ustaleniami co do nazewniczych zwyczajów Lelegów?

Z mitologii greckiej wiemy, że Anchizes był pasterzem, który stada swoje wypasał na stokach Idy w Troadzie, góry świętej, która swoje odpowiedniki, tak samo nazwane, miała na Krecie i na Cyprze. Jego syn Eneasz został znakomitym wojownikiem, dorównującym Achillesowi, obu bowiem zaliczano do półbogów. Miała go urodzić sama Afrodyta, możemy się więc domyślać, że jego ojciec Anchizes był mężczyzną o niezwykłej urodzie, jaką dała mu ta bogini, lub był jej kapłanem, albo – i jedno, i drugie razem wzięte. Jeśli spojrzymy na mapę starożytnej Troady, to dostrzeżemy, że u podnóża Idy leżało ni mniej, ni więcej tylko miasto... Pedasus. Eneasz pochodził najprawdopodobniej z tego miasta i z plemienia Lelegów. Kolejny zadziwiający zbieg okoliczności.

Czy fabuła Eneidy odzwierciedla prawdziwe wydarzenia? Tego bynajmniej nie wiemy. Nie wiemy, czy rzeczywiście sam Eneasz powiódł swoich ziomków do Italii, ale staje się prawdopodobne, że Rzymianie mieli jednak jakichś protoplastów pochodzących z okolic Troi, a jeśli tak było, to najlepszymi kandydatami na ich przodków wydają się być Lelegowie.

Napotykamy tutaj jednak na kolejną wielką tajemnicę starożytności. Rzymianie sami powoływali się na swoje rodzinne parantele z Trojanami, jednak nauka nie zdołała tego wykazać. Tymczasem ich najbliżsi sąsiedzi Etruskowie nie utrzymywali wprawdzie (a przynajmniej nic o tym nie wiemy), że pochodzą od jakiegoś wielkiego ludu ze wschodu, lecz nauka jest pewna, że nie byli oni ludem autochtonicznym, italskim i musieli do nowej ojczyzny skądś przywędrować, najpewniej właśnie z okolic Morza Egejskiego. Co ciekawe, analizy językoznawcze wiążą Etrusków najsilniej z pewną wyspą egejską Lemnos, gdzie znaleziono inskrypcję wykonaną około VI wieku p.n.e. w nieznanym nam języku, bardzo jednak przypominającym język etruski. Tymczasem rzut oka na mapę wystarczy, by stwierdzić, że wyspa Lemnos leży dokładnie... vis á vis Troady. Może więc przodkowie Rzymian byli sąsiadami Etrusków nie tylko w Italii, ale również w ich poprzedniej zamorskiej siedzibie? Przeprowadzka obu tych ludów w to samo dorzecze Tybru nie mogła być przypadkowa. Być może niedobitki wojowników lelegejskich po upadku Troi rzeczywiście wybrały na miejsce wygnania ziemię w Italii położoną tuż obok swoich dawnych sąsiadów Etrusków, co byłoby zresztą całkiem zrozumiałe. Byli to nieliczni, wyłącznie męscy osadnicy wojskowi, którzy wchłonięci zostali przez miejscowy element etniczny, głównie plemiona sabelskie. W podaniach przetrwała jednak pamięć o ich pochodzeniu, przetrwał także szczególny sentyment do kultury egejskiej, tak charakterystyczny dla Rzymian. Również bliskie i początkowo przyjazne relacje z Etruskami byłyby w tej sytuacji całkowicie zrozumiałe.

 

Bibliografia:

Bravo B., Wipszycka E., Historia starożytnych Greków, t. I, , Warszawa 2010.

Casey S., Homeric Variations on a Lament by Briseis, Oxford 2002.

Homer, Iliada, przeł. F.K. Dmochowski, opr. J. Janik, Kraków 2005.

Krawczuk A., Wojna trojańska, Warszawa 1985.

Krawczuk A., Stąd do starożytności, Warszawa 1987.

Kubiak Z., Mitologia Greków i Rzymian, Warszawa 1998.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

11 komentarzy

  1. Igor pisze:

    Rzymianie nie stosowali takiej samej praktyki „nazywania kobiet”. W ogóle nie stosowali, bo u Rzymian córki nie miały imion. Julia u córki Cezara pochodzi przecież nie od imienia ojca, tylko od jego nazwiska i nie jest imieniem. Julia oznacza po prostu kobietę z gens Julia. W rzymskim systemie, jako córki rodzonych braci, Bryzejda i Chryzejda musiałyby się nazywać tak samo.

    Teoretycznie jest możliwe, że system rzymski wykształcił się z tego systemu Lelegów. Teoretycznie, bo różne formy nazywania od imienia ojca są znane na całym świecie i nie ma żadnego powodu, żeby rzymski system musiał pochodzić akurat od tego.

    Historia Eneasza była znana Etruskom, a także osiedlającym się od VIII w. p.n.e. na południu Italii Grekom, więc Rzymianie mieli skąd ją przejąć, nie musieli przywozić ze sobą spod Troi.

    Wyprowadzanie Rzymian od Lelegów nawet bez tych problemów byłoby strasznie naciągane. Może i tak było, ale znacznie bardziej prawdopodobne wydaje się, że słaby i zaściankowy Rzym przyjął sobie mitologię pochodzenia od Trojan.

    • Od autora: pisze:

      Większość opracowań traktuje miano kobiet rzymskich jednak jako imię (por. np. Winniczuk L., op. cit. s. 269), choć dla mojej hipotezy co do ich genezy nie ma to istotnego znaczenia.
      Natomiast kwestia wspólnego rodu Bryzesa i Chryzesa jest dla tej hipotezy rzeczywiście kłopotliwa. Tyle tylko, że w przypadku pojedynczego miana osoby trudno mówić o rozróżnieniu w nim imion i nazwisk, cofamy się bowiem tutaj w czasie do wcześniejszej praktyki nazywania osób. Jak wyglądało wówczas ewentualne „dziedziczenie” takiego miana przez kobiety nie wiemy, ale jeśli się już pojawiło, to mogło nie mogło dotyczyć ono nazwiska rodowego, bo go po prostu jeszcze nie było.
      Co do innych możliwych inspiracji - istnienie gdzieś podobnych, mogących mieć zastosowanie wzorów kulturowych niewiele nam daje, chodzi o to, by pojawiły się one w kręgu oddziaływań kulturowych wobec społeczności, którą się zajmujemy.
      O implikacjach dla mojej hipotezy, jakie wynikają z mitów greckich i rzymskich, będę pisał w II części felietonu.

      • Igor pisze:

        „jednak jako imię”

        Uproszczenia się zdarzają, ale chyba nikt nie napisał na poważnie, że Julia to praenomen?

        „nie wiemy, ale jeśli się już pojawiło”

        No właśnie, nie wiemy. Tymczasem wyciągasz bardzo daleko idące wnioski z podobieństwa dwóch odległych czasowo i geograficznie zwyczajów. W dodatku podobieństwa niezbyt bliskiego, bo w Rzymie córki nie dostawały imion (praenomen), natomiast praenomen po ojcu zazwyczaj dostawał najstarszy syn, np. ojciec i dziadek Gajusza Juliusza Cezara też nazywali się obaj Gajusz Juliusz Cezar.

        „niewiele nam daje”

        Daje nam tyle, że jeśli różne formy „dziedziczenia” imion po ojcu przez dzieci są tak powszechne jak są, to potrzebujemy bardzo silnego argumentu, żeby akurat te dwie konkretne, Lelegów i Rzymian, ze sobą powiązać. Dużo silniejszego, niż ten, że dwie córki u Lelegów dostały imię po ojcach a ktoś napisał, że Julia to było imię.

        • Od autora: pisze:

          Oczywiście, podobieństwo w nazewnictwie kobiet to samo w sobie bardzo wątła poszlaka co do pokrewieństwa kulturowego i nie warto byłoby o tym w ogóle pisać. Musi być ona uzupełniona szeregiem innych argumentów; w prawoznawstwie nazywa się to chyba „zamkniętym ciągiem poszlak”. Służyć temu będzie II. część felietonu, a biorąc pod uwagę, że dotknęliśmy też kwestii pochodzenia Etrusków, to być może trzeba będzie i im poświęcić osobny artykuł.
          Wiem, że ciężko dyskutować z czymś, co ma się po części dopiero ukazać, ale publicystyka ma swoje prawa i nie byłoby wskazane przekraczanie rozmiarów artykułu możliwych do strawienia.

          • Igor pisze:

            To i poczekam na te inne argumenty. Zobaczymy. Na razie jest słabo.

            Co do tych imion jeszcze: za królestwa kobiety w Rzymie miały imiona, ale zanikły później, więc tym mniej prawdopodobne jest, że jest to przeniesienie zwyczaju od Lelegów.

            Nie wiem jak było z kobiecymi imionami wcześniej, jest na ten temat książka (Mika Kajava, Roman Female Praenomina), ale niedostępna ani online, ani w pobliskich bibliotekach, więc nie sprawdzę...

  2. Lesław pisze:

    „Tymczasem ich najbliżsi sąsiedzi Etruskowie nie utrzymywali wprawdzie (a przynajmniej nic o tym nie wiemy), że pochodzą od jakiegoś wielkiego ludu ze wschodu, lecz nauka jest pewna, że nie byli oni ludem autochtonicznym, italskim i musieli do nowej ojczyzny skądś przywędrować, najpewniej właśnie z okolic Morza Egejskiego.”

    O ile mi wiadomo na temat pochodzenia Etrusków nic nie jest przesądzone. Pamiętam że jeszcze parę lat temu uczyłem się sam o tym, że popularna była teoria autochtoniczna - wywodząca Etrusków od ludność przed indoeuropejskiej. Zwolennicy tej teorii porównują ich do Basków.

    Oczywiście przybycie z Anatolii nie wyklucza by byli jednocześnie ludnością rdzenną. Niemniej przy Etruskach nic nadal nie jest pewne (no może poza tym, że bzdurą jest to co usiłują udowodnić rosyjscy eksperci że Et Ruskowie to plemię (pra)słowiańskie).

    Po za tym mam wrażenie, że tekst prezentuje jednak myślenie życzeniowe. Teorie, że grupa rzymskich niedobitków przepłynęła kilka mórz tylko po to by osiedlić się, niczym Kargul i Pawlak obok dawnych sąsiadów, póki co nie przemawia do mnie. Mam nadzieję, że w dalszych częściach autor przytoczy dowody bo na razie mamy hipotezy oparte na dosłownym interpretowaniu mitów.

    • Od autora: pisze:

      No, cóż... to jest kwestia indywidualnej oceny prawdopodobieństwa takich a nie innych zachowań. W mojej ocenie, biorąc pod uwagę poziom niebezpieczeństw i zagrożeń w tamtej epoce, lepiej było udać się na tereny ze znaną sobie ludnością, niż wypuścić się na chybił trafił w nieznane.

  3. Lesław pisze:

    Biorąc pod uwagę poziom wiedzy żeglarskiej w Starożytności (i dość kiepską reputację Rzymian jako żeglarzy) oraz strach jaki wzbudzało pełne morze, mało przekonujące jest to, że jakaś grupa ludności przepłynęła połowę morza śródziemnego tylko po to by odszukać swych sąsiadów.

    Poszukiwanie podobieństw miedzy kulturami ma oczywiście sens. Czasem jednak przybiera to rozmiary groteskowe - jeden z moich ulubionych przypadków to praca „Jewes in America” Thorngwooda. Autor doszedł do wniosku, że skoro niektóre plemiona Indian praktykują obrzezanie, wszystkie nie jedzą świń (bo w Ameryce ich nie było)a indianie często się myją to muszą być... Żydami.Mam wrażenie, że wyszukiwanie podobieństw między Rzymianami a Lelegami (o których wiadomo śmiesznie mało) może zmierzać właśnie w tym drugim kierunku. Być może nafaszerowanie tekstu przypisami i dalsza część pomogłyby mi zawiesić niewiarę ale póki co jestem wysoce sceptyczny.

    • Od autora: pisze:

      Dalekomorskie podróże były rzeczywiście bardzo trudne i niebezpieczne w tamtych czasach, właściwie w zachodni basen M. Śródziemnego nie była możliwa taka podróż bez udziału Fenicjan, którzy kontrolowali praktycznie całkowicie tamtejszą żeglugę. Będę o tym pisał w części drugiej.

  4. Furiusz pisze:

    Muszę przyznać, że popieram zastrzeżenia przedmówców.
    Kilka dodatkowych kamyczków - pisze pan, że należy dać wiarę Homerowi jako wcześniejszemu. Ok zgoda, tylko tak naprawdę co my wiemy na temat Homera? Tego kiedy żył i co rzeczywiście wiedział?
    Na forum tego portalu poruszyłem lekko tą kwestię:
    http://forum.historia.org.pl/topic/15329-mykenczycy-i-minojczycy-a-hetyci/
    Równie prawdopodobne jest to, że takie a nie inne imiona par ojciec-córka Homer wprowadził po to by łatwiej zapamiętać cały tekst. Jeśli nawet przejął zwyczaj jakiegoś ludu to był poetą niekoniecznie musiało tu chodzić o zwyczaje mieszkańców Troi ale jakiegoś współczesnego mu a dla Greków barbarzyńskiego plemienia - tak by było to dziwne.

    Co do tego, że z mitologii greckiej wynika, ze Eneasz mógł pochodzić z takiego a takiego miasta - owszem mógł ale wydedukował pan to ze znajomości geografii i mitologii greckiej a byłoby absurdalne zakładać, że Wergiliusz nie znał geografii albo greckiej mitologii.

    No i pytanie które w tym kontekście musi paść - wiadomo, że świat egejski utrzymywał w epoce brązu z Italią kontakty, znów odwołam się do forum:
    http://forum.historia.org.pl/topic/15405-mykenczycy-w-italii/
    Skoro tak, to czy da się archeologicznie określić moment kształtowania się Rzymu i wykazać, ze w tym momencie mamy tu obcą populacja, ba co więcej, ze populacja ta pochodzi z Azji Mniejszej?

    No i takie pytanie w zasadzie podstawowe - czy wszyscy musieli skądś przybyć? czy to nie jest takie poszukiwanie jak sarmackich przodków naszych Panów Braci?

    • Od autora: pisze:

      Tożsamość autora Iliady i Odysei to całkiem osobny temat, który nie mieści się w ramach tego artykułu. Mówiąc „Homer” mamy na myśli po prostu autora tych eposów.
      Mój artykuł jest zaledwie felietonem w dziale publicystycznym tego portalu. Nie jest jego celem naukowe, systematyczne zbadanie poruszonej kwestii, a tylko wypowiedzenie swojego poglądu co do wiarygodności mitologicznej wersji początków Rzymu.

Zostaw własny komentarz